Co jest grane? (cz. 1) Nirvana

 

Nirvana

 

(Pol)sport sportem ale kto mi zabroni od czasu do czasu napisać coś o swoich fascynacjach muzycznych (czy filmowych – planach)? A mam nieprzepartą (jak mawia Jan Rokita) ochotę dać tu kilka utworów bez prądu Nirvany…

 

 

Jeśli chodzi o edukację muzyczną to na początku (czyli w 1984) była… Lista Przebojów Programu III Marka Niedźwieckiego czyli mainstream, z którego najbardziej podobała mi się Kora i Maanam. Choć miałem też przegraną od kolegi bez kabla czyli głośnik w głośnik garażową kasetę Brygady Kryzys, która w mediach publicznych (a innych nie było) była nieobecna. Pierwszy koncert – Oddział Zamknięty. Byłem wtedy w 8. klasie i OZ był gwiazdą tzw. Turnieju Młodych Talentów gdzie zadebiutowali Azyl P. (‚Chyba umieram’, ‚Mała Maggie’ – czy ktoś ich jeszcze pamięta?) i Klaus Mittfoch. Pamiętam, że publika przyjęła Lecha Janerkę i jego kumpli mocno ironicznie. Krzyczała: „Brawo młode talenty!”, bo na scenie chłopaki z brodami wyglądali jakby mieli sporo po 30. Oczywiście nikt nie zrozumiał wówczas tekstów w rodzaju ‚Muł pancerny’ czy ‚Jezu jak się cieszę’…

 W skrócie powiem tylko, że w LO byłem fanem The Cure i nosiłem fryzurę a’la Robert Smith. Oprócz tego przeżywałem fascynacje Joy Division, Depeche Mode, Axlem Rosem i Guns ‚n’ Roses. Aż na studiach dotarł do mnie grunge. Przede wszystkim Peal Jam i Nirvana, ale i Soungarden, Stone Temple Pilot, potem dziewczyny z Breeders – w Polsce właśnie pozakładali kablówkę, wyłuskałem ich z MTV. Oczywiście zaczęło się od ‚Smells Like Teen Spirit’. Nie będę ściemniał, że słuchałem Nirvany wcześniej, choć znam wielu takich co ściemniają, że znali. Ale też nie uważałem jak bohater ‚Był sobie chłopiec’, że Kurt Cobain (Kirk O’bain) to napastnik to napastnik Man United… 

 

Płyta Nevermind’ była jak uderzenie obuchem w łeb. Później czytałem jak na rozdaniu nagród MTV zadedykowali dyrektorom stacji słynny utwór ‚Rape me’ z tekstem: Rape Me, My Friend/Rape Me Again/I’m Not The Only One/Do It And Do It Again/ Waste Me/Taste Me, My Friend/My Favorite Inside Source/I’ll Kiss Your Open Sores Appreciate Your Concern/You’ll Always Stink And Burn. Wybuchła z tego wielka afera, trochę większa niż pokazanie tyłka publiczności przez Janka Borysewicza…

 

A w 1993 wyszła płyta Unplugged in New York’, gdzie oprócz własnych utworów nagrali niesamowite covery jak ‚Plateau’, ‚Lake of fire’ czy najlepszy, wieńczący płytę "Where Did You Sleep Last Night". Na szczęście nie Cobain nie zgodził się zagrać ‚Smells’, mówiąc, że granie tego utworu bez prądu ten byłby totalną pomyłką… Stanowczo ta płyta podbnie jak Nevermind znalazłaby się w moim Top 10 najlepszych albumów w historii, który pewnie kiedyś stworzę…

 

About the Girl

 

 

Where Did You Sleep Last Night

   

 

 

12 komentarzy

  1. kermitoz86

    26 września 2007 at 21:45

    Nirvana spoko, ale szacun za OZ, super kapela, od kilku lat w miarę regularnie jeżdżę na koncerty i nigdy się nie zawiodłem. Dają czadu! pOZ:Drawiam

  2. kermitoz86

    26 września 2007 at 21:45

    Nirvana spoko, ale szacun za OZ, super kapela, od kilku lat w miarę regularnie jeżdżę na koncerty i nigdy się nie zawiodłem. Dają czadu! pOZ:Drawiam

  3. kermitoz86

    26 września 2007 at 21:45

    Nirvana spoko, ale szacun za OZ, super kapela, od kilku lat w miarę regularnie jeżdżę na koncerty i nigdy się nie zawiodłem. Dają czadu! pOZ:Drawiam

  4. kermitoz86

    26 września 2007 at 21:45

    Nirvana spoko, ale szacun za OZ, super kapela, od kilku lat w miarę regularnie jeżdżę na koncerty i nigdy się nie zawiodłem. Dają czadu! pOZ:Drawiam

  5. nrmaus1337

    28 września 2007 at 14:22

    I tak najlepszym kawalkiem jest the man who sold the world unplugged. Na jego dzwiek przechodza mnie ciarki po plecach a wlosy staja deba

  6. nrmaus1337

    28 września 2007 at 14:22

    I tak najlepszym kawalkiem jest the man who sold the world unplugged. Na jego dzwiek przechodza mnie ciarki po plecach a wlosy staja deba

  7. nrmaus1337

    28 września 2007 at 14:22

    I tak najlepszym kawalkiem jest the man who sold the world unplugged. Na jego dzwiek przechodza mnie ciarki po plecach a wlosy staja deba

  8. nrmaus1337

    28 września 2007 at 14:22

    I tak najlepszym kawalkiem jest the man who sold the world unplugged. Na jego dzwiek przechodza mnie ciarki po plecach a wlosy staja deba

  9. rkdeey

    30 września 2007 at 19:24

    Jeden z najlepszych albumów koncertowych, jakie dane mi było poznać. Doskonałe wykonania, świetnie dobrany zestaw utworów, doskonałe covery… Kiedyś opisałem u siebie cały koncert włącznie z klipami, ale wiadomo jak jest – z całego koncertu do tej pory jeden utwór się ostał.

    A Rape Me wyszło razem z All Apologies jako singiel. Chcieli swego czasu zrobić do tego kawałka teledysk, ale plany porzucono, jako że i tak pewnie ktoś by ich ocenzurował. Tak jak z płytą, gdzieniegdzie zamiast Rape Me na okładce figurował kawałek Waif Me.

  10. rkdeey

    30 września 2007 at 19:24

    Jeden z najlepszych albumów koncertowych, jakie dane mi było poznać. Doskonałe wykonania, świetnie dobrany zestaw utworów, doskonałe covery… Kiedyś opisałem u siebie cały koncert włącznie z klipami, ale wiadomo jak jest – z całego koncertu do tej pory jeden utwór się ostał.

    A Rape Me wyszło razem z All Apologies jako singiel. Chcieli swego czasu zrobić do tego kawałka teledysk, ale plany porzucono, jako że i tak pewnie ktoś by ich ocenzurował. Tak jak z płytą, gdzieniegdzie zamiast Rape Me na okładce figurował kawałek Waif Me.

  11. rkdeey

    30 września 2007 at 19:24

    Jeden z najlepszych albumów koncertowych, jakie dane mi było poznać. Doskonałe wykonania, świetnie dobrany zestaw utworów, doskonałe covery… Kiedyś opisałem u siebie cały koncert włącznie z klipami, ale wiadomo jak jest – z całego koncertu do tej pory jeden utwór się ostał.

    A Rape Me wyszło razem z All Apologies jako singiel. Chcieli swego czasu zrobić do tego kawałka teledysk, ale plany porzucono, jako że i tak pewnie ktoś by ich ocenzurował. Tak jak z płytą, gdzieniegdzie zamiast Rape Me na okładce figurował kawałek Waif Me.

  12. rkdeey

    30 września 2007 at 19:24

    Jeden z najlepszych albumów koncertowych, jakie dane mi było poznać. Doskonałe wykonania, świetnie dobrany zestaw utworów, doskonałe covery… Kiedyś opisałem u siebie cały koncert włącznie z klipami, ale wiadomo jak jest – z całego koncertu do tej pory jeden utwór się ostał.

    A Rape Me wyszło razem z All Apologies jako singiel. Chcieli swego czasu zrobić do tego kawałka teledysk, ale plany porzucono, jako że i tak pewnie ktoś by ich ocenzurował. Tak jak z płytą, gdzieniegdzie zamiast Rape Me na okładce figurował kawałek Waif Me.

  13. Gość: marcin, 213.180.137.17*

    30 października 2007 at 09:27

    breeders? szacunek dla redaktora, a co powiesz na resztę tych spiewających dziewczyn z 4ad: belly, throwing mouses, no i boscy pixies! pozdrawiam!

  14. Gość: marcin, 213.180.137.17*

    30 października 2007 at 09:27

    breeders? szacunek dla redaktora, a co powiesz na resztę tych spiewających dziewczyn z 4ad: belly, throwing mouses, no i boscy pixies! pozdrawiam!

  15. Gość: marcin, 213.180.137.17*

    30 października 2007 at 09:27

    breeders? szacunek dla redaktora, a co powiesz na resztę tych spiewających dziewczyn z 4ad: belly, throwing mouses, no i boscy pixies! pozdrawiam!

  16. Gość: marcin, 213.180.137.17*

    30 października 2007 at 09:27

    breeders? szacunek dla redaktora, a co powiesz na resztę tych spiewających dziewczyn z 4ad: belly, throwing mouses, no i boscy pixies! pozdrawiam!

Zostaw odpowiedź