Uwaga: oglądanie Tottenhamu grozi zawałem

To jeszcze nie obowiązkowe ostrzeżenie z biletów na White Hart Lane, w rodzaju 'Minister Zdrowia ostrzega: palenie powoduje raka'. Ale już wkrótce – kto wie?

 

Otóz analitycy Lloydspharmacy, największego w Wielkiej Brytanii stowarzyszenia aptek wyliczyli, że spośród wszystkich drużyn Premier League to właśnie Tottenham wywołuje u swoich fanów najwięcej stresu, mogącego prowadzić do zawału lub ataku serca. Eksperci przebadali wszystkie spotkania Premier League od stycznia 2007 do końca sezonu, konfrontując je z pozycją w tabeli i skutkami wygranej lub porażki. Okazało się, że w tym czasie u fanów Tottenhamu miało prawo dojść do 93.6 momentów stresu, mogącego wpłynąć na stan serca kibica. „Koguty” przegrały bowiem walkę o awans do Ligi Mistrzów na rzecz swojego największego rywala – Arsenalu. Ich mecze były najbardziej wyrównane, a wynik najbardziej niepewny do ostatniej minuty.

 

 

Nie dziwię się, prawdę mówiąc. A biorąc pod uwagę tylko dwa ostatnie spotkania Tottenhamu w Premier League – z Aston Villą 4:4 i to z niedzieli z Liverpoolem (2:2), w którym 'El Ninio' wyrównał chyba w 91 minucie, „Koguty” z pewnością umocnią się na pozycji liderów stresu. Zwłaszcza, że w ich bramce stoi Paul Robison, którego ktoś w końcu pozwie do sądu o zwrot kosztów leczenia… Oczywiście obrona na pewno wykorzysta jako argument jego gola z meczu z Watford…

 

 

– Oglądanie Tottehamu jest tak samo bolesne co stresujące. Spurs przyzwyczaili nas do tego, że kiedy prowadzą np. 2:0 nie cieszymy się, ale drżymy, że za chwilę roztrwonią to prowadzenie. Z jednej strony to jest ekscytujące, ale na pewno nie relaksujące – mówi na stronie 'The Offside' fan 'Kogutów' Toby Mitchenall, który regularnie odwiedza White Hart Lane.

 

Drugie miejsce zajął West Ham United (96.5), który dopiero w ostatniej kolejce zapewnił sobie utrzymanie w Premier League. Ale – jak mówi Chris Frost, Head of Marketing z Lloydspharmacy – analitycy nie brali jednak pod uwagę stresu jaki fani 'Młotów' przeżywali podczas transferowej Odysei Carlosa Teveza – odejdzie, nie odejdzie i czy nas nie zdegradują?

 

Tutaj serca swoich fanów katują obie londyńskie drużyny:

 

Najmniej stresujące okazuje się być oglądanie Middlesbrough (43.7), które zawsze ma spokojny byt w środku tabeli. Ale założę się, że fani Boro chętnie zamieniliby się na drużyny obiema londyńskimi klubami…

Tabela stresu Premier League

Tottenham Hotspur – 93.6

West Ham – 93.5

Wigan Athletic – 93.4

Charlton Athletic – 93.2

Watford – 92.4

Reading – 87.9

Everton – 86.1

Sheffield United – 85.7

Portsmouth – 81.5

Chelsea – 75.4

Fulham 74.0

Man United – 71.4

Bolton Wanderers – 70.3

Man City – 68.2

Newcastle United – 68.1

Liverpool – 61.7

Arsenal – 59.7

Aston Villa – 52.6

Blackburn Rovers – 49.7

Middlesbrough – 43.7

 

15 komentarzy

  1. rkdeey

    8 października 2007 at 17:26

    Ja trochę offtopicznie powiem o Primera Division, że jako barcelonista jestem na granicy zawału za każdym razem, gdy po 58 podaniu piłki któryś z piłkarzy Blaugrana nie trafia z pięciu metrów do bramki. Uwielbiam patrzeć na ich grę i maestrię w utrzymywaniu się w przy piłce, ale czasami mam ochotę rwać włosy z głowy.

  2. rkdeey

    8 października 2007 at 17:26

    Ja trochę offtopicznie powiem o Primera Division, że jako barcelonista jestem na granicy zawału za każdym razem, gdy po 58 podaniu piłki któryś z piłkarzy Blaugrana nie trafia z pięciu metrów do bramki. Uwielbiam patrzeć na ich grę i maestrię w utrzymywaniu się w przy piłce, ale czasami mam ochotę rwać włosy z głowy.

  3. rkdeey

    8 października 2007 at 17:26

    Ja trochę offtopicznie powiem o Primera Division, że jako barcelonista jestem na granicy zawału za każdym razem, gdy po 58 podaniu piłki któryś z piłkarzy Blaugrana nie trafia z pięciu metrów do bramki. Uwielbiam patrzeć na ich grę i maestrię w utrzymywaniu się w przy piłce, ale czasami mam ochotę rwać włosy z głowy.

  4. rkdeey

    8 października 2007 at 17:26

    Ja trochę offtopicznie powiem o Primera Division, że jako barcelonista jestem na granicy zawału za każdym razem, gdy po 58 podaniu piłki któryś z piłkarzy Blaugrana nie trafia z pięciu metrów do bramki. Uwielbiam patrzeć na ich grę i maestrię w utrzymywaniu się w przy piłce, ale czasami mam ochotę rwać włosy z głowy.

  5. bartoszewsky

    8 października 2007 at 19:34

    Musze przyznać, że bardzo lubię oglądać Tottenham. Nie dość, że potrafią fajnie zagrać w piłkę, to jeszcze pełno jest w ich meczach wspomnianej w tekście dramaturgii, emocji, niespodziewanych zwrotów akcji. Na zawsze klasyką pozostaną dla mnie dwa mecze: 3:5 z MU w sezonie 2001/2002 i wspaniałe derby Londynu z Arsenalem 4:5 (2004/2005).

    Ciekaw jestem, jak wyglądało by podobne zestawienie w odniesieniu do naszych ligowców. 😉

  6. bartoszewsky

    8 października 2007 at 19:34

    Musze przyznać, że bardzo lubię oglądać Tottenham. Nie dość, że potrafią fajnie zagrać w piłkę, to jeszcze pełno jest w ich meczach wspomnianej w tekście dramaturgii, emocji, niespodziewanych zwrotów akcji. Na zawsze klasyką pozostaną dla mnie dwa mecze: 3:5 z MU w sezonie 2001/2002 i wspaniałe derby Londynu z Arsenalem 4:5 (2004/2005).

    Ciekaw jestem, jak wyglądało by podobne zestawienie w odniesieniu do naszych ligowców. 😉

  7. bartoszewsky

    8 października 2007 at 19:34

    Musze przyznać, że bardzo lubię oglądać Tottenham. Nie dość, że potrafią fajnie zagrać w piłkę, to jeszcze pełno jest w ich meczach wspomnianej w tekście dramaturgii, emocji, niespodziewanych zwrotów akcji. Na zawsze klasyką pozostaną dla mnie dwa mecze: 3:5 z MU w sezonie 2001/2002 i wspaniałe derby Londynu z Arsenalem 4:5 (2004/2005).

    Ciekaw jestem, jak wyglądało by podobne zestawienie w odniesieniu do naszych ligowców. 😉

  8. bartoszewsky

    8 października 2007 at 19:34

    Musze przyznać, że bardzo lubię oglądać Tottenham. Nie dość, że potrafią fajnie zagrać w piłkę, to jeszcze pełno jest w ich meczach wspomnianej w tekście dramaturgii, emocji, niespodziewanych zwrotów akcji. Na zawsze klasyką pozostaną dla mnie dwa mecze: 3:5 z MU w sezonie 2001/2002 i wspaniałe derby Londynu z Arsenalem 4:5 (2004/2005).

    Ciekaw jestem, jak wyglądało by podobne zestawienie w odniesieniu do naszych ligowców. 😉

  9. nrmaus1337

    8 października 2007 at 21:56

    @bartoszewsky

    gdyby brac pod uwage mecze z poprzedniego roku to bez watpienia wygralby lech ktory przegral chyba trzy wygrane mecze pod rzad u siebie.

  10. nrmaus1337

    8 października 2007 at 21:56

    @bartoszewsky

    gdyby brac pod uwage mecze z poprzedniego roku to bez watpienia wygralby lech ktory przegral chyba trzy wygrane mecze pod rzad u siebie.

  11. nrmaus1337

    8 października 2007 at 21:56

    @bartoszewsky

    gdyby brac pod uwage mecze z poprzedniego roku to bez watpienia wygralby lech ktory przegral chyba trzy wygrane mecze pod rzad u siebie.

  12. nrmaus1337

    8 października 2007 at 21:56

    @bartoszewsky

    gdyby brac pod uwage mecze z poprzedniego roku to bez watpienia wygralby lech ktory przegral chyba trzy wygrane mecze pod rzad u siebie.

  13. bartoszewsky

    8 października 2007 at 22:13

    @nrmaus1337
    Za rundę jesienną ubiegłego sezonu na pewno. To co działo się w meczach z Płockiem, Koroną, Cracovią, Wisłą, Legią i Widzewem to było absolutne szaleństwo, szkoda tylko, że rzadko kończyło się dobrze. Teraz się uspokoili i chyba dobrze.

  14. bartoszewsky

    8 października 2007 at 22:13

    @nrmaus1337
    Za rundę jesienną ubiegłego sezonu na pewno. To co działo się w meczach z Płockiem, Koroną, Cracovią, Wisłą, Legią i Widzewem to było absolutne szaleństwo, szkoda tylko, że rzadko kończyło się dobrze. Teraz się uspokoili i chyba dobrze.

  15. bartoszewsky

    8 października 2007 at 22:13

    @nrmaus1337
    Za rundę jesienną ubiegłego sezonu na pewno. To co działo się w meczach z Płockiem, Koroną, Cracovią, Wisłą, Legią i Widzewem to było absolutne szaleństwo, szkoda tylko, że rzadko kończyło się dobrze. Teraz się uspokoili i chyba dobrze.

  16. bartoszewsky

    8 października 2007 at 22:13

    @nrmaus1337
    Za rundę jesienną ubiegłego sezonu na pewno. To co działo się w meczach z Płockiem, Koroną, Cracovią, Wisłą, Legią i Widzewem to było absolutne szaleństwo, szkoda tylko, że rzadko kończyło się dobrze. Teraz się uspokoili i chyba dobrze.

  17. luceq

    9 października 2007 at 21:35

    Pamiętam jak przez mgłę że managerem Tottenhamu był kiedyś Oswaldo Ardiles. Wtedy to były wyniki!
    Z wikipedii:
    As manager of Tottenham in the mid-1990s, he famously played several matches utilizing a formation that had five forwards, a formation that hadn’t been used in English football since the 1950s, which „Ossie” (or „Pitón”, as he is affectively known in his native country) mainly used because of Tottenham’s perceived defensive weakness.

  18. luceq

    9 października 2007 at 21:35

    Pamiętam jak przez mgłę że managerem Tottenhamu był kiedyś Oswaldo Ardiles. Wtedy to były wyniki!
    Z wikipedii:
    As manager of Tottenham in the mid-1990s, he famously played several matches utilizing a formation that had five forwards, a formation that hadn’t been used in English football since the 1950s, which „Ossie” (or „Pitón”, as he is affectively known in his native country) mainly used because of Tottenham’s perceived defensive weakness.

  19. luceq

    9 października 2007 at 21:35

    Pamiętam jak przez mgłę że managerem Tottenhamu był kiedyś Oswaldo Ardiles. Wtedy to były wyniki!
    Z wikipedii:
    As manager of Tottenham in the mid-1990s, he famously played several matches utilizing a formation that had five forwards, a formation that hadn’t been used in English football since the 1950s, which „Ossie” (or „Pitón”, as he is affectively known in his native country) mainly used because of Tottenham’s perceived defensive weakness.

  20. luceq

    9 października 2007 at 21:35

    Pamiętam jak przez mgłę że managerem Tottenhamu był kiedyś Oswaldo Ardiles. Wtedy to były wyniki!
    Z wikipedii:
    As manager of Tottenham in the mid-1990s, he famously played several matches utilizing a formation that had five forwards, a formation that hadn’t been used in English football since the 1950s, which „Ossie” (or „Pitón”, as he is affectively known in his native country) mainly used because of Tottenham’s perceived defensive weakness.

Zostaw odpowiedź