Boruc to nie Borat

 

Artura Boruca można krytykować za nieustanne prowokacje w Celtiku ale nazywanie go Boratem – jak to robią niektórzy na forum fanów i Rangersów i Celtiku to gruba przesada. Okej, Boruc przegina. To chwyta i dusi własnego kolegę z drużyny, bo zawalił bramkę, to pokazuje 'fucka' kibicom Hibernians (jak widać nie ma obsesji wyłącznie Rangersów). A to przebiega z flagą 'Celtik Mistrzem Szkocji!' po murawie Ibrox, teraz znów wywołał burzę, bo nie podał ręki piłkarzom Gers po przegranym meczu. Profesjonalne to nie jest.

 

 

 

Ale nie wynika z wyrachowania, gry pod publiczkę, chęci boratowego (czy też barono-cohenowego) wkręcenia kogoś, by ośmieszyć i ściągnąć przy okazji uwagę na siebie. Jestem pewien, że zachowanie Boruca to absolutny spontan. Całe jego zachowanie wynika z pasji i serducha do walki. Boruc to nie typ powiedzmy Ruuda van Nistelrooy'a, który po przegranym meczu mówi, że 'bez przesady, nikt przecież nie umarł, to tylko futbol, życie toczy się dalej itd.' (słyszałem na własne uszy po przegranym półfinale Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen w 2000 roku. Był wtedy jedynym piłkarzem Man United, który wyszedł do dziennikarzy – reszta w ręcznikach na głowach, walkmanach na uszach, przygarbiona przemknęła do autobusu).

 

Pod względem stosunku do zawodu Boruc to typ Erica Cantony czy Roya Keane (także jeśli chodzi o znaczenie dla drużyny) co jednym tak się podoba, innych tak wkurza. Co jednak w żaden sposób go nie usprawiedliwia i oby nie skończyło się jakimś szaleństwem a'la cios kung-fu Francuza czy celowe złamanie nogi rywalowi przez Irlandczyka, bo wówczas cały świat słusznie go potępi.

 

Osobiście uważam, że o ile Boruca kompromituje wystawianie środkowego palca, o tyle jego sprawą jest czy poda komuś rękę czy nie (byle tylko nie szedł przy tym w Kwasa i filipińską chorobę i nie mówił, że bolały go palce). Skoro był na nich wkurzony polowaniem na kości, okej, jestem w stanie zrozumieć. Co do znaku krzyża przed meczem, też mu wolno, dopóki robi to w miarę prywatnie jak przed ostatnim meczem, z pochyloną głową i 'dla siebie', a nie w kierunku trybun w stylu 'pozdrawiam pielgrzymów z Glasgow…' (swoją drogą w jak chorym świecie żyjemy, w którym musi istnieć kod regulujący te sprawy)

 

Tu punkt widzenia na sprawę Rafała Steca, z którym pogadałem o tym w TOK FM

 

15 komentarzy

  1. mariokit

    23 października 2007 at 14:25

    Pamiętajmy że na tego „kulturalnego” piłkarza patrzą tysiące młodych chłopców. Nie chcę opowiadać opowiastek o edukacji młodych itd. bo wiadomo że to pika nożna a nie krykiet, ale podżegania do konfliktów i chamskiego zachowania nie zrozumiem. A co do porównań z Cantoną należy powiedzieć że są też tacy jak Del Piero, Maldini i wielu innych bardziej zasługujących aby do nich równać. Pozdrawiam

  2. mariokit

    23 października 2007 at 14:25

    Pamiętajmy że na tego „kulturalnego” piłkarza patrzą tysiące młodych chłopców. Nie chcę opowiadać opowiastek o edukacji młodych itd. bo wiadomo że to pika nożna a nie krykiet, ale podżegania do konfliktów i chamskiego zachowania nie zrozumiem. A co do porównań z Cantoną należy powiedzieć że są też tacy jak Del Piero, Maldini i wielu innych bardziej zasługujących aby do nich równać. Pozdrawiam

  3. mariokit

    23 października 2007 at 14:25

    Pamiętajmy że na tego „kulturalnego” piłkarza patrzą tysiące młodych chłopców. Nie chcę opowiadać opowiastek o edukacji młodych itd. bo wiadomo że to pika nożna a nie krykiet, ale podżegania do konfliktów i chamskiego zachowania nie zrozumiem. A co do porównań z Cantoną należy powiedzieć że są też tacy jak Del Piero, Maldini i wielu innych bardziej zasługujących aby do nich równać. Pozdrawiam

  4. mariokit

    23 października 2007 at 14:25

    Pamiętajmy że na tego „kulturalnego” piłkarza patrzą tysiące młodych chłopców. Nie chcę opowiadać opowiastek o edukacji młodych itd. bo wiadomo że to pika nożna a nie krykiet, ale podżegania do konfliktów i chamskiego zachowania nie zrozumiem. A co do porównań z Cantoną należy powiedzieć że są też tacy jak Del Piero, Maldini i wielu innych bardziej zasługujących aby do nich równać. Pozdrawiam

  5. Gość: baixinho, 117-237.echostar.pl

    23 października 2007 at 17:15

    byloby wszystko fajnie, gdyby nie to :

    Jak to się ma do pana wypowiedzi, że średnio interesuje się piłką?

    To jest prawda. Jak gra Legia, to zawsze muszę zobaczyć mecz. Lubię popatrzeć na jakieś mistrzostwa czy Ligę Mistrzów, jednak bez przesady. Maniakiem futbolowym nie jestem. Trenuję, gram, ale później wcale nie żyję piłką.
    (wywiad dla Dziennika)

    jak widac zlosc sportowa w gre wchodzic nie moze bo niby jak skoro piłką boruc nie zyje?
    odpowiadanie dziennikarzom ‚pomidor’ czy tez bunczuczne zapowiedzi mimo ze obektywny obserwator przyzna ze w szkocji broni co najwyzej srednio zawsze mnie irytowaly, a teraz twierdzenie ze nie podziekuje i nie pogratuluje rywalowi za spotkanie ‚bo ich nie lubi’
    tylko dopełnia obraz pilkarza ktory chciałby być kontrowersyjny, ale koniec końcow wychodzi na pajaca

  6. Gość: baixinho, 117-237.echostar.pl

    23 października 2007 at 17:15

    byloby wszystko fajnie, gdyby nie to :

    Jak to się ma do pana wypowiedzi, że średnio interesuje się piłką?

    To jest prawda. Jak gra Legia, to zawsze muszę zobaczyć mecz. Lubię popatrzeć na jakieś mistrzostwa czy Ligę Mistrzów, jednak bez przesady. Maniakiem futbolowym nie jestem. Trenuję, gram, ale później wcale nie żyję piłką.
    (wywiad dla Dziennika)

    jak widac zlosc sportowa w gre wchodzic nie moze bo niby jak skoro piłką boruc nie zyje?
    odpowiadanie dziennikarzom ‚pomidor’ czy tez bunczuczne zapowiedzi mimo ze obektywny obserwator przyzna ze w szkocji broni co najwyzej srednio zawsze mnie irytowaly, a teraz twierdzenie ze nie podziekuje i nie pogratuluje rywalowi za spotkanie ‚bo ich nie lubi’
    tylko dopełnia obraz pilkarza ktory chciałby być kontrowersyjny, ale koniec końcow wychodzi na pajaca

  7. Gość: baixinho, 117-237.echostar.pl

    23 października 2007 at 17:15

    byloby wszystko fajnie, gdyby nie to :

    Jak to się ma do pana wypowiedzi, że średnio interesuje się piłką?

    To jest prawda. Jak gra Legia, to zawsze muszę zobaczyć mecz. Lubię popatrzeć na jakieś mistrzostwa czy Ligę Mistrzów, jednak bez przesady. Maniakiem futbolowym nie jestem. Trenuję, gram, ale później wcale nie żyję piłką.
    (wywiad dla Dziennika)

    jak widac zlosc sportowa w gre wchodzic nie moze bo niby jak skoro piłką boruc nie zyje?
    odpowiadanie dziennikarzom ‚pomidor’ czy tez bunczuczne zapowiedzi mimo ze obektywny obserwator przyzna ze w szkocji broni co najwyzej srednio zawsze mnie irytowaly, a teraz twierdzenie ze nie podziekuje i nie pogratuluje rywalowi za spotkanie ‚bo ich nie lubi’
    tylko dopełnia obraz pilkarza ktory chciałby być kontrowersyjny, ale koniec końcow wychodzi na pajaca

  8. Gość: baixinho, 117-237.echostar.pl

    23 października 2007 at 17:15

    byloby wszystko fajnie, gdyby nie to :

    Jak to się ma do pana wypowiedzi, że średnio interesuje się piłką?

    To jest prawda. Jak gra Legia, to zawsze muszę zobaczyć mecz. Lubię popatrzeć na jakieś mistrzostwa czy Ligę Mistrzów, jednak bez przesady. Maniakiem futbolowym nie jestem. Trenuję, gram, ale później wcale nie żyję piłką.
    (wywiad dla Dziennika)

    jak widac zlosc sportowa w gre wchodzic nie moze bo niby jak skoro piłką boruc nie zyje?
    odpowiadanie dziennikarzom ‚pomidor’ czy tez bunczuczne zapowiedzi mimo ze obektywny obserwator przyzna ze w szkocji broni co najwyzej srednio zawsze mnie irytowaly, a teraz twierdzenie ze nie podziekuje i nie pogratuluje rywalowi za spotkanie ‚bo ich nie lubi’
    tylko dopełnia obraz pilkarza ktory chciałby być kontrowersyjny, ale koniec końcow wychodzi na pajaca

  9. rkdeey

    24 października 2007 at 00:39

    Boruc jest oryginałem. Ma swoje podejście do futbolu i całej jego otoczki – jego wola i prawo. Czasem przesadza (patrz środkowy palec czy unikanie podania ręki po meczu z Rangers), ale ogólnie jest na boisku kimś dla zespołu i za to cenią go kibice Celtów. Jednak powinien pamiętać, że przesada w niczym nie jest dobra, a czasem warto odwrócić sytuację w drugą stronę i sprowokować, ale pozytywnie.

  10. rkdeey

    24 października 2007 at 00:39

    Boruc jest oryginałem. Ma swoje podejście do futbolu i całej jego otoczki – jego wola i prawo. Czasem przesadza (patrz środkowy palec czy unikanie podania ręki po meczu z Rangers), ale ogólnie jest na boisku kimś dla zespołu i za to cenią go kibice Celtów. Jednak powinien pamiętać, że przesada w niczym nie jest dobra, a czasem warto odwrócić sytuację w drugą stronę i sprowokować, ale pozytywnie.

  11. rkdeey

    24 października 2007 at 00:39

    Boruc jest oryginałem. Ma swoje podejście do futbolu i całej jego otoczki – jego wola i prawo. Czasem przesadza (patrz środkowy palec czy unikanie podania ręki po meczu z Rangers), ale ogólnie jest na boisku kimś dla zespołu i za to cenią go kibice Celtów. Jednak powinien pamiętać, że przesada w niczym nie jest dobra, a czasem warto odwrócić sytuację w drugą stronę i sprowokować, ale pozytywnie.

  12. rkdeey

    24 października 2007 at 00:39

    Boruc jest oryginałem. Ma swoje podejście do futbolu i całej jego otoczki – jego wola i prawo. Czasem przesadza (patrz środkowy palec czy unikanie podania ręki po meczu z Rangers), ale ogólnie jest na boisku kimś dla zespołu i za to cenią go kibice Celtów. Jednak powinien pamiętać, że przesada w niczym nie jest dobra, a czasem warto odwrócić sytuację w drugą stronę i sprowokować, ale pozytywnie.

  13. trzeci_nick

    24 października 2007 at 20:32

    Zupełnie zgadzam się z Michałem Polem w kwestii emocjonalnego niezrównoważenia Artura Boruca.

    Chciałbym tylko zauważyć, że Boruc nie jest typem Keane’a i Cantony, tylko Zbigniewa Bońka – mocny w pysku, gestach, dogryzaniu i dokuczaniu. Boruc nigdy spektakularnie nie nawalił się (a’propos syndromu filipińskiego) ani nikomu nie nawalił (duszenie Naylora było odruchem, w momencie, kiedy mu się Anglik przysadził, Boruc wyraźnie wymiękł i tylko pogroził kolesiowi palcem – proszę przeanalizować ten incydent jeszcze raz.)

    Z drugiej Artur Boruc posiada jakiś niewiarygodny, transcendentalny i kompletnie niezrozumiały dla mnie instynkt bramkarski, który w silnym zespole słabej ligi i reprezentacji na fali, pozwala robić mu karierę.

  14. trzeci_nick

    24 października 2007 at 20:32

    Zupełnie zgadzam się z Michałem Polem w kwestii emocjonalnego niezrównoważenia Artura Boruca.

    Chciałbym tylko zauważyć, że Boruc nie jest typem Keane’a i Cantony, tylko Zbigniewa Bońka – mocny w pysku, gestach, dogryzaniu i dokuczaniu. Boruc nigdy spektakularnie nie nawalił się (a’propos syndromu filipińskiego) ani nikomu nie nawalił (duszenie Naylora było odruchem, w momencie, kiedy mu się Anglik przysadził, Boruc wyraźnie wymiękł i tylko pogroził kolesiowi palcem – proszę przeanalizować ten incydent jeszcze raz.)

    Z drugiej Artur Boruc posiada jakiś niewiarygodny, transcendentalny i kompletnie niezrozumiały dla mnie instynkt bramkarski, który w silnym zespole słabej ligi i reprezentacji na fali, pozwala robić mu karierę.

  15. trzeci_nick

    24 października 2007 at 20:32

    Zupełnie zgadzam się z Michałem Polem w kwestii emocjonalnego niezrównoważenia Artura Boruca.

    Chciałbym tylko zauważyć, że Boruc nie jest typem Keane’a i Cantony, tylko Zbigniewa Bońka – mocny w pysku, gestach, dogryzaniu i dokuczaniu. Boruc nigdy spektakularnie nie nawalił się (a’propos syndromu filipińskiego) ani nikomu nie nawalił (duszenie Naylora było odruchem, w momencie, kiedy mu się Anglik przysadził, Boruc wyraźnie wymiękł i tylko pogroził kolesiowi palcem – proszę przeanalizować ten incydent jeszcze raz.)

    Z drugiej Artur Boruc posiada jakiś niewiarygodny, transcendentalny i kompletnie niezrozumiały dla mnie instynkt bramkarski, który w silnym zespole słabej ligi i reprezentacji na fali, pozwala robić mu karierę.

  16. trzeci_nick

    24 października 2007 at 20:32

    Zupełnie zgadzam się z Michałem Polem w kwestii emocjonalnego niezrównoważenia Artura Boruca.

    Chciałbym tylko zauważyć, że Boruc nie jest typem Keane’a i Cantony, tylko Zbigniewa Bońka – mocny w pysku, gestach, dogryzaniu i dokuczaniu. Boruc nigdy spektakularnie nie nawalił się (a’propos syndromu filipińskiego) ani nikomu nie nawalił (duszenie Naylora było odruchem, w momencie, kiedy mu się Anglik przysadził, Boruc wyraźnie wymiękł i tylko pogroził kolesiowi palcem – proszę przeanalizować ten incydent jeszcze raz.)

    Z drugiej Artur Boruc posiada jakiś niewiarygodny, transcendentalny i kompletnie niezrozumiały dla mnie instynkt bramkarski, który w silnym zespole słabej ligi i reprezentacji na fali, pozwala robić mu karierę.

Zostaw odpowiedź