Z cyklu: najcudaczniejsze kontuzje świata

 

Jedni kolekcjonują ostatnie słowa słynnych ludzi (bohater 'Szukając Alaski'), inni lubią zbierać wpadki komentatorów sportowych. Ja mam taką przypadłość, że notuję sobie najdziwniejsze, najbardziej cudaczne kontuzje znanych piłkarzy. O wartości artystycznej kontuzji decyduje nie tylko spektakularność samego zdarzenia ale i jego późniejsze konsekwencje. Chodzi przy tym o kontuzje poza boiskowe…

 

Żeby to lepiej wyjaśnić, powiem, że od wielu lat na topie listy jest kontuzja Santiago Canizaresa, której ten znakomity hiszpański bramkarz doznał… pod prysznicem. Sytuacja niemal z 'Psychozy' Alfreda Hitchcocka. 11 dni przed wyjazdem na mundial w Japonii i Korei Canizares stojąc pod prysznicem upuścił butelkę z wodą kolońską, poczym na nią nadepnął, a odłamek szkła rozciął mu ścięgno w dużym palcu prawej stopy. Choć był pewniakiem do bramki, nie pojechał na mundial. Trudno wprawdzie winić Ikera Casillasa za przegraną z Koreą, ale kto wie jakby to się skończyło… Do dziś nie wiem, czy Canizares rzeczywiście doznał tej kontuzji, czy tylko ściemniał, bo bał się wyjazdu z powodu np. ewentualnych kontroli dopingowych.

 

Wysoko jest też kontuzja Jari Litmanena, który tak bardzo skarcił nas w meczu w Bydgoszczy. Znakomity Fin, jeden z pierwszych wielkich, z którymi dane mi było zrobić wywiad, wybrał się w nocy po szklankę mleka dla dziecka i… zleciał ze schodów, niemal łamiąc sobie kręgosłup. Czy na pewno chodziło o mleko i czy dla dziecka ono było (pamiętajmy, że rzecz miała miejsce w Finlandii), tego się nie dowiemy. W każdym razie Jari w rewanżu z Polską w Helsinkach nie zagrał, a marzenia Finów o historycznym awansie do mistrzostw Europy rozprysły się niczym kręgi kręgosłupa piłkarza (przesadziłem z tym porównaniem, ale na blogu wolno).

 

Mógłbym mnożyć: Darius Vassel, którego bolał duży paluch u nogi, więc wkręcił się w paznokieć wiertarką, Freddy Addu nieprzytomny po trafieniu w głowę piłką golfową na polu, Leroy Lita, który jak rano przeciągnął się w łóżku, to mu coś chrupnęło, Richard Wright, który spadł z drabiny chowając walizki na poddaszu i uszkodził sobie ramię itd…

 

Dziś uroczyście dopisuję do listy Wayne Rooney'a i jego sobotnią kontuzję, którą nawet sam Alex Ferguson nazwał słowem freak (czyli dziwoląg, cudak, dziwadło, pokraka). Wayne grał w rodzaj siatkonogi, gdzie głową odbija się piłkę do tenisa (Anglicy mówią na to head tennis). Wydawałoby się, że nie ma tu żadnych zagrożeń: żadnych rywali, polujących na achillesy piłkarza, gładkie, tartanowe boisko, bez zdradzieckich grudek ziemi i kępek trawy. Wayne'owi udało się jednak przywalić nogą w słupek przytrzymujący siatkę.

 

Efekt: miesiąc leczenia. Man United świetnie sobie bez niego poradził (2:0 z Blackburn), ale czy poradzi sobie reprezentacja Anglii? Kto strzeli gola Chorwacji, którą trzeba pokonać by marzyć o wyjeździe na Euro 2008? A Wazza był ostatnio w takim gazie – zdobył osiem goli w siedmiu ostatnich meczach. Jeśli Anglików zabraknie z tego powodu na ME, po raz pierwszy od 1984 roku, będzie to najbardziej piorunujący efekt kontuzji na mojej liście. Czego reprezentacji Anglii nie życzę, bo co to z turniej bez Angoli, smutno i szaro jakoś (acz z McClarenem ciężko im będzie dotrzeć aż do ćwierćfinału jak z Erikssonem na trzech ostatnich wielkich turniejach). A Wayne'owi, niezależnie od europejskich aspiracji rodaków, życzę rychłego powrotu do zdrowia!

123 komentarze

  1. Gość: Sal, host-ip221-131.crowley.pl

    12 listopada 2007 at 16:34

    Witam Panie Michale

    O co chodzi z tymi kontrolami dopingowymi i Canizaresem, bo przyznam szczerze, że nie słyszałem o tej historii?

  2. Gość: Sal, host-ip221-131.crowley.pl

    12 listopada 2007 at 16:34

    Witam Panie Michale

    O co chodzi z tymi kontrolami dopingowymi i Canizaresem, bo przyznam szczerze, że nie słyszałem o tej historii?

  3. Gość: Sal, host-ip221-131.crowley.pl

    12 listopada 2007 at 16:34

    Witam Panie Michale

    O co chodzi z tymi kontrolami dopingowymi i Canizaresem, bo przyznam szczerze, że nie słyszałem o tej historii?

  4. Gość: Sal, host-ip221-131.crowley.pl

    12 listopada 2007 at 16:34

    Witam Panie Michale

    O co chodzi z tymi kontrolami dopingowymi i Canizaresem, bo przyznam szczerze, że nie słyszałem o tej historii?

  5. pol_michal

    12 listopada 2007 at 16:52

    @Sal
    Fakt jest taki: doznał przedziwnej kontuzji 11 dni przed wyjazdem. Reszta to moje spekulacje. Jakże taki profesjonalista mógł się sam wyeliminować z wyjazdu życia, o jakim marzą wszyscy piłkarze? I to wyeliminować w tak kuriozalny sposób? No comprendo! Stąd domysły, że może ‚nie mógł pojechać’, domysły bardzo możliwe, że krzywdzące

  6. pol_michal

    12 listopada 2007 at 16:52

    @Sal
    Fakt jest taki: doznał przedziwnej kontuzji 11 dni przed wyjazdem. Reszta to moje spekulacje. Jakże taki profesjonalista mógł się sam wyeliminować z wyjazdu życia, o jakim marzą wszyscy piłkarze? I to wyeliminować w tak kuriozalny sposób? No comprendo! Stąd domysły, że może ‚nie mógł pojechać’, domysły bardzo możliwe, że krzywdzące

  7. pol_michal

    12 listopada 2007 at 16:52

    @Sal
    Fakt jest taki: doznał przedziwnej kontuzji 11 dni przed wyjazdem. Reszta to moje spekulacje. Jakże taki profesjonalista mógł się sam wyeliminować z wyjazdu życia, o jakim marzą wszyscy piłkarze? I to wyeliminować w tak kuriozalny sposób? No comprendo! Stąd domysły, że może ‚nie mógł pojechać’, domysły bardzo możliwe, że krzywdzące

  8. pol_michal

    12 listopada 2007 at 16:52

    @Sal
    Fakt jest taki: doznał przedziwnej kontuzji 11 dni przed wyjazdem. Reszta to moje spekulacje. Jakże taki profesjonalista mógł się sam wyeliminować z wyjazdu życia, o jakim marzą wszyscy piłkarze? I to wyeliminować w tak kuriozalny sposób? No comprendo! Stąd domysły, że może ‚nie mógł pojechać’, domysły bardzo możliwe, że krzywdzące

  9. Gość: , w3cache.sie.vectranet.pl

    12 listopada 2007 at 17:17

    Niezła fotka. Pozdrawiam.

  10. Gość: , w3cache.sie.vectranet.pl

    12 listopada 2007 at 17:17

    Niezła fotka. Pozdrawiam.

  11. Gość: , w3cache.sie.vectranet.pl

    12 listopada 2007 at 17:17

    Niezła fotka. Pozdrawiam.

  12. Gość: , w3cache.sie.vectranet.pl

    12 listopada 2007 at 17:17

    Niezła fotka. Pozdrawiam.

  13. Gość: zet, chello087206252063.chello.pl

    12 listopada 2007 at 17:22

    jak to kto strzeli? oczywiście Owen, ale wygrana i tak nie wystarczy do awansu i w żadnym razie nie będzie to wina jakiejkolwiek kontuzji Rooneya

  14. Gość: zet, chello087206252063.chello.pl

    12 listopada 2007 at 17:22

    jak to kto strzeli? oczywiście Owen, ale wygrana i tak nie wystarczy do awansu i w żadnym razie nie będzie to wina jakiejkolwiek kontuzji Rooneya

  15. Gość: zet, chello087206252063.chello.pl

    12 listopada 2007 at 17:22

    jak to kto strzeli? oczywiście Owen, ale wygrana i tak nie wystarczy do awansu i w żadnym razie nie będzie to wina jakiejkolwiek kontuzji Rooneya

  16. Gość: zet, chello087206252063.chello.pl

    12 listopada 2007 at 17:22

    jak to kto strzeli? oczywiście Owen, ale wygrana i tak nie wystarczy do awansu i w żadnym razie nie będzie to wina jakiejkolwiek kontuzji Rooneya

  17. janiduch

    12 listopada 2007 at 17:24

    Co do najgłupszych kontuzji to można by dodać Davida James, kiedyś bramkarza reprezentacji Anglii, który nadwyrężył sobie plecy sięgając po pilot od telewizora, albo bramkarza reprezentacji USA Kasey Kellera który wybił sobie zęba sięgając do samochodu po kije golfowe.
    Anglia jest pogrążona w smutku, bo jakoś nie bardzo wierzą w zdolności taktyczno-trenerskie McClarena, a Rooney miał uratować awans, co teraz może okazać się niemożliwe…

  18. janiduch

    12 listopada 2007 at 17:24

    Co do najgłupszych kontuzji to można by dodać Davida James, kiedyś bramkarza reprezentacji Anglii, który nadwyrężył sobie plecy sięgając po pilot od telewizora, albo bramkarza reprezentacji USA Kasey Kellera który wybił sobie zęba sięgając do samochodu po kije golfowe.
    Anglia jest pogrążona w smutku, bo jakoś nie bardzo wierzą w zdolności taktyczno-trenerskie McClarena, a Rooney miał uratować awans, co teraz może okazać się niemożliwe…

  19. janiduch

    12 listopada 2007 at 17:24

    Co do najgłupszych kontuzji to można by dodać Davida James, kiedyś bramkarza reprezentacji Anglii, który nadwyrężył sobie plecy sięgając po pilot od telewizora, albo bramkarza reprezentacji USA Kasey Kellera który wybił sobie zęba sięgając do samochodu po kije golfowe.
    Anglia jest pogrążona w smutku, bo jakoś nie bardzo wierzą w zdolności taktyczno-trenerskie McClarena, a Rooney miał uratować awans, co teraz może okazać się niemożliwe…

  20. janiduch

    12 listopada 2007 at 17:24

    Co do najgłupszych kontuzji to można by dodać Davida James, kiedyś bramkarza reprezentacji Anglii, który nadwyrężył sobie plecy sięgając po pilot od telewizora, albo bramkarza reprezentacji USA Kasey Kellera który wybił sobie zęba sięgając do samochodu po kije golfowe.
    Anglia jest pogrążona w smutku, bo jakoś nie bardzo wierzą w zdolności taktyczno-trenerskie McClarena, a Rooney miał uratować awans, co teraz może okazać się niemożliwe…

  21. kylu88

    12 listopada 2007 at 17:34

    Jak trwoga, to do Boga… Ostatnimi czasy wsrod angielskich kibicow bywalo tak, ze jesli Gerrard byl w formie to „tylko on mogl uratowac Anglie”. Jesli los sprzyjal Lampardowi i to on gral wybornie, wtedy krzyz o nazwie „Los reprezentacji Anglii” ladowal na jego barkach. Natomiast jesli nikt nie jest w formie i cala Anglia gra „kiche”, wtedy zawsze oczy Synów Albionu sa skierowane na postac Wayne’a…

  22. kylu88

    12 listopada 2007 at 17:34

    Jak trwoga, to do Boga… Ostatnimi czasy wsrod angielskich kibicow bywalo tak, ze jesli Gerrard byl w formie to „tylko on mogl uratowac Anglie”. Jesli los sprzyjal Lampardowi i to on gral wybornie, wtedy krzyz o nazwie „Los reprezentacji Anglii” ladowal na jego barkach. Natomiast jesli nikt nie jest w formie i cala Anglia gra „kiche”, wtedy zawsze oczy Synów Albionu sa skierowane na postac Wayne’a…

  23. kylu88

    12 listopada 2007 at 17:34

    Jak trwoga, to do Boga… Ostatnimi czasy wsrod angielskich kibicow bywalo tak, ze jesli Gerrard byl w formie to „tylko on mogl uratowac Anglie”. Jesli los sprzyjal Lampardowi i to on gral wybornie, wtedy krzyz o nazwie „Los reprezentacji Anglii” ladowal na jego barkach. Natomiast jesli nikt nie jest w formie i cala Anglia gra „kiche”, wtedy zawsze oczy Synów Albionu sa skierowane na postac Wayne’a…

  24. kylu88

    12 listopada 2007 at 17:34

    Jak trwoga, to do Boga… Ostatnimi czasy wsrod angielskich kibicow bywalo tak, ze jesli Gerrard byl w formie to „tylko on mogl uratowac Anglie”. Jesli los sprzyjal Lampardowi i to on gral wybornie, wtedy krzyz o nazwie „Los reprezentacji Anglii” ladowal na jego barkach. Natomiast jesli nikt nie jest w formie i cala Anglia gra „kiche”, wtedy zawsze oczy Synów Albionu sa skierowane na postac Wayne’a…

  25. pol_michal

    12 listopada 2007 at 17:39

    @janiduch
    Nie wiem czy na miejscu angielskich kibiców nie życzyłbym D.Jamesowi częstszych przegranych pojedynków z pilotem. Przynajmniej w tych eliminacjach;)

  26. pol_michal

    12 listopada 2007 at 17:39

    @janiduch
    Nie wiem czy na miejscu angielskich kibiców nie życzyłbym D.Jamesowi częstszych przegranych pojedynków z pilotem. Przynajmniej w tych eliminacjach;)

  27. pol_michal

    12 listopada 2007 at 17:39

    @janiduch
    Nie wiem czy na miejscu angielskich kibiców nie życzyłbym D.Jamesowi częstszych przegranych pojedynków z pilotem. Przynajmniej w tych eliminacjach;)

  28. pol_michal

    12 listopada 2007 at 17:39

    @janiduch
    Nie wiem czy na miejscu angielskich kibiców nie życzyłbym D.Jamesowi częstszych przegranych pojedynków z pilotem. Przynajmniej w tych eliminacjach;)

  29. carlfrost

    12 listopada 2007 at 17:47

    dodałbym jeszcze Rio Ferdinanda, który nadwyręzył sobie więzadła krzyżowe ponieważ przez kilka godzin trzymał nogę wyprostowaną na stoliku oglądając tv
    @michał pol
    przyznam że nie zaskoczyłem tego dowcipu z D. Jamese, w tych eliminacjach mecze zawalał raczej Paul Robinson

  30. carlfrost

    12 listopada 2007 at 17:47

    dodałbym jeszcze Rio Ferdinanda, który nadwyręzył sobie więzadła krzyżowe ponieważ przez kilka godzin trzymał nogę wyprostowaną na stoliku oglądając tv
    @michał pol
    przyznam że nie zaskoczyłem tego dowcipu z D. Jamese, w tych eliminacjach mecze zawalał raczej Paul Robinson

  31. carlfrost

    12 listopada 2007 at 17:47

    dodałbym jeszcze Rio Ferdinanda, który nadwyręzył sobie więzadła krzyżowe ponieważ przez kilka godzin trzymał nogę wyprostowaną na stoliku oglądając tv
    @michał pol
    przyznam że nie zaskoczyłem tego dowcipu z D. Jamese, w tych eliminacjach mecze zawalał raczej Paul Robinson

  32. carlfrost

    12 listopada 2007 at 17:47

    dodałbym jeszcze Rio Ferdinanda, który nadwyręzył sobie więzadła krzyżowe ponieważ przez kilka godzin trzymał nogę wyprostowaną na stoliku oglądając tv
    @michał pol
    przyznam że nie zaskoczyłem tego dowcipu z D. Jamese, w tych eliminacjach mecze zawalał raczej Paul Robinson

  33. yavoro

    12 listopada 2007 at 18:07

    Panie Michale…!
    Uwielbiam pana komentarze odnośnie piłki nożnej i z wielką przyjemnością zacząłem czytać pańskiego bloga… Świetnie łączy pan pasję z humorem, wnikliwością i wyłapywaniem wszelkiego rodzaju absurdów. Jestem ciekawy czy poświęci pan kiedykolwiek jakiś tekst wydarzeniom takim jak to w finale ostatniego mundialu… Być może już pan to zrobił, strasznie jestem ciekaw pańskich myśli a propo Zidane’a, sposobu w jaki on zakończył karierę. Czy są znane podobne przypadki w historii futbolu? Dla mnie to coś n i e p r a w d o p o d o b n e g o ! Francuzom w tym meczu wszystko wychodziło, grali tak jak sobie to zapewne wymarzyli, a tu taki „klops”. Cenię Zidane’a, ostatnio udało mi się zdobyć film „Zidane: 21st century portrait” ze wspaniałą ścieżką muzyczną. Do jakiej kategorii „naj(?) zakwalifikowałby pan tamto wydarzenie? Było ono dla mnie szokująco ciekawe, wspaniale też ogląda mi się (dzięki temu) wyżej wspomniany dokument…

  34. yavoro

    12 listopada 2007 at 18:07

    Panie Michale…!
    Uwielbiam pana komentarze odnośnie piłki nożnej i z wielką przyjemnością zacząłem czytać pańskiego bloga… Świetnie łączy pan pasję z humorem, wnikliwością i wyłapywaniem wszelkiego rodzaju absurdów. Jestem ciekawy czy poświęci pan kiedykolwiek jakiś tekst wydarzeniom takim jak to w finale ostatniego mundialu… Być może już pan to zrobił, strasznie jestem ciekaw pańskich myśli a propo Zidane’a, sposobu w jaki on zakończył karierę. Czy są znane podobne przypadki w historii futbolu? Dla mnie to coś n i e p r a w d o p o d o b n e g o ! Francuzom w tym meczu wszystko wychodziło, grali tak jak sobie to zapewne wymarzyli, a tu taki „klops”. Cenię Zidane’a, ostatnio udało mi się zdobyć film „Zidane: 21st century portrait” ze wspaniałą ścieżką muzyczną. Do jakiej kategorii „naj(?) zakwalifikowałby pan tamto wydarzenie? Było ono dla mnie szokująco ciekawe, wspaniale też ogląda mi się (dzięki temu) wyżej wspomniany dokument…

  35. yavoro

    12 listopada 2007 at 18:07

    Panie Michale…!
    Uwielbiam pana komentarze odnośnie piłki nożnej i z wielką przyjemnością zacząłem czytać pańskiego bloga… Świetnie łączy pan pasję z humorem, wnikliwością i wyłapywaniem wszelkiego rodzaju absurdów. Jestem ciekawy czy poświęci pan kiedykolwiek jakiś tekst wydarzeniom takim jak to w finale ostatniego mundialu… Być może już pan to zrobił, strasznie jestem ciekaw pańskich myśli a propo Zidane’a, sposobu w jaki on zakończył karierę. Czy są znane podobne przypadki w historii futbolu? Dla mnie to coś n i e p r a w d o p o d o b n e g o ! Francuzom w tym meczu wszystko wychodziło, grali tak jak sobie to zapewne wymarzyli, a tu taki „klops”. Cenię Zidane’a, ostatnio udało mi się zdobyć film „Zidane: 21st century portrait” ze wspaniałą ścieżką muzyczną. Do jakiej kategorii „naj(?) zakwalifikowałby pan tamto wydarzenie? Było ono dla mnie szokująco ciekawe, wspaniale też ogląda mi się (dzięki temu) wyżej wspomniany dokument…

  36. yavoro

    12 listopada 2007 at 18:07

    Panie Michale…!
    Uwielbiam pana komentarze odnośnie piłki nożnej i z wielką przyjemnością zacząłem czytać pańskiego bloga… Świetnie łączy pan pasję z humorem, wnikliwością i wyłapywaniem wszelkiego rodzaju absurdów. Jestem ciekawy czy poświęci pan kiedykolwiek jakiś tekst wydarzeniom takim jak to w finale ostatniego mundialu… Być może już pan to zrobił, strasznie jestem ciekaw pańskich myśli a propo Zidane’a, sposobu w jaki on zakończył karierę. Czy są znane podobne przypadki w historii futbolu? Dla mnie to coś n i e p r a w d o p o d o b n e g o ! Francuzom w tym meczu wszystko wychodziło, grali tak jak sobie to zapewne wymarzyli, a tu taki „klops”. Cenię Zidane’a, ostatnio udało mi się zdobyć film „Zidane: 21st century portrait” ze wspaniałą ścieżką muzyczną. Do jakiej kategorii „naj(?) zakwalifikowałby pan tamto wydarzenie? Było ono dla mnie szokująco ciekawe, wspaniale też ogląda mi się (dzięki temu) wyżej wspomniany dokument…

  37. matisitnik

    12 listopada 2007 at 19:35

    yavoro-oj adrenalina potrafi zrobić swoje.

    Do tego dodać jeszcze fakt, że zdarzenie to wydarzyło się w 110 minucie meczu. A nie było to jakieś zwyczajne spotkanie tylko finał, więc każdy grał na całego. Jak jesteś zmęczony fizycznie to w ogóle nie jesteś w stanie myśleć. Oglądałeś kiedyś program „Selekcja” na TVP? Tam właśnie było pokazane jak ciężko się myśli po ogromnym wysiłku. Nie usprawiedliwiam Zidan’a, aczkolwiek według mnie to zdarzenie wynikło z natury… I przykre jest, że niektórzy skreślają człowieka za jedno niefortunne zdarzenie. Na Youtube po wpisaniu frazy „Zidane” wyskakuje nam… sami wiecie. Tak chciałbym żeby to były jego piękne zagrania. Sam sobie na to zasłużył, aczkolwiek trzeba to zdarzenie analizować pod względem biochemicznym.

    Może to nie kontuzja ale Irlandcztk Stephen Ireland uśmiercał parę razy swoją babcie by nie grać w reprezentacji…

  38. matisitnik

    12 listopada 2007 at 19:35

    yavoro-oj adrenalina potrafi zrobić swoje.

    Do tego dodać jeszcze fakt, że zdarzenie to wydarzyło się w 110 minucie meczu. A nie było to jakieś zwyczajne spotkanie tylko finał, więc każdy grał na całego. Jak jesteś zmęczony fizycznie to w ogóle nie jesteś w stanie myśleć. Oglądałeś kiedyś program „Selekcja” na TVP? Tam właśnie było pokazane jak ciężko się myśli po ogromnym wysiłku. Nie usprawiedliwiam Zidan’a, aczkolwiek według mnie to zdarzenie wynikło z natury… I przykre jest, że niektórzy skreślają człowieka za jedno niefortunne zdarzenie. Na Youtube po wpisaniu frazy „Zidane” wyskakuje nam… sami wiecie. Tak chciałbym żeby to były jego piękne zagrania. Sam sobie na to zasłużył, aczkolwiek trzeba to zdarzenie analizować pod względem biochemicznym.

    Może to nie kontuzja ale Irlandcztk Stephen Ireland uśmiercał parę razy swoją babcie by nie grać w reprezentacji…

  39. matisitnik

    12 listopada 2007 at 19:35

    yavoro-oj adrenalina potrafi zrobić swoje.

    Do tego dodać jeszcze fakt, że zdarzenie to wydarzyło się w 110 minucie meczu. A nie było to jakieś zwyczajne spotkanie tylko finał, więc każdy grał na całego. Jak jesteś zmęczony fizycznie to w ogóle nie jesteś w stanie myśleć. Oglądałeś kiedyś program „Selekcja” na TVP? Tam właśnie było pokazane jak ciężko się myśli po ogromnym wysiłku. Nie usprawiedliwiam Zidan’a, aczkolwiek według mnie to zdarzenie wynikło z natury… I przykre jest, że niektórzy skreślają człowieka za jedno niefortunne zdarzenie. Na Youtube po wpisaniu frazy „Zidane” wyskakuje nam… sami wiecie. Tak chciałbym żeby to były jego piękne zagrania. Sam sobie na to zasłużył, aczkolwiek trzeba to zdarzenie analizować pod względem biochemicznym.

    Może to nie kontuzja ale Irlandcztk Stephen Ireland uśmiercał parę razy swoją babcie by nie grać w reprezentacji…

  40. matisitnik

    12 listopada 2007 at 19:35

    yavoro-oj adrenalina potrafi zrobić swoje.

    Do tego dodać jeszcze fakt, że zdarzenie to wydarzyło się w 110 minucie meczu. A nie było to jakieś zwyczajne spotkanie tylko finał, więc każdy grał na całego. Jak jesteś zmęczony fizycznie to w ogóle nie jesteś w stanie myśleć. Oglądałeś kiedyś program „Selekcja” na TVP? Tam właśnie było pokazane jak ciężko się myśli po ogromnym wysiłku. Nie usprawiedliwiam Zidan’a, aczkolwiek według mnie to zdarzenie wynikło z natury… I przykre jest, że niektórzy skreślają człowieka za jedno niefortunne zdarzenie. Na Youtube po wpisaniu frazy „Zidane” wyskakuje nam… sami wiecie. Tak chciałbym żeby to były jego piękne zagrania. Sam sobie na to zasłużył, aczkolwiek trzeba to zdarzenie analizować pod względem biochemicznym.

    Może to nie kontuzja ale Irlandcztk Stephen Ireland uśmiercał parę razy swoją babcie by nie grać w reprezentacji…

  41. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:00

    @carlfrost
    No jasne, że Robinson, dopiero co dawałem link do jego wpadki w meczu z Chorwacją! Sorry, pogubilem się już w tych angielskich golkiperach, nie mają Angole szcześcia do nich…

    @yavoro
    Dłuuuugi temat. Kiedyś napiszę coś w rodzaju osobistego żalu do Zizou, za to jak skończył. On przez całą karierę był takim Aniołem o Brudnej Twarzy. Nie po raz pierwszy stracił wtedy kontrolę nad sobą, a sprytni Włosi wiedzieli jak go sprowokować. Byłem tam wtedy w Berlinie i przeżyłem totalny szok. Miałem już w głowie strofy koronacji na najlepszego piłkarza wszechczasów, a tu…
    Kiedyś się rozpiszę o naszych relacjach. Wierzcie lub nie, ale kiedyś… strzeliłem gola z jego poadania. I to van der Sarowi. I to w realu, a nie na jakiejś Playstation, na stadionie Anderlechtu w Brukseli. A moim trenerem był Aime Jacquet… Brzmi nieźle? Ja myślę!

  42. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:00

    @carlfrost
    No jasne, że Robinson, dopiero co dawałem link do jego wpadki w meczu z Chorwacją! Sorry, pogubilem się już w tych angielskich golkiperach, nie mają Angole szcześcia do nich…

    @yavoro
    Dłuuuugi temat. Kiedyś napiszę coś w rodzaju osobistego żalu do Zizou, za to jak skończył. On przez całą karierę był takim Aniołem o Brudnej Twarzy. Nie po raz pierwszy stracił wtedy kontrolę nad sobą, a sprytni Włosi wiedzieli jak go sprowokować. Byłem tam wtedy w Berlinie i przeżyłem totalny szok. Miałem już w głowie strofy koronacji na najlepszego piłkarza wszechczasów, a tu…
    Kiedyś się rozpiszę o naszych relacjach. Wierzcie lub nie, ale kiedyś… strzeliłem gola z jego poadania. I to van der Sarowi. I to w realu, a nie na jakiejś Playstation, na stadionie Anderlechtu w Brukseli. A moim trenerem był Aime Jacquet… Brzmi nieźle? Ja myślę!

  43. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:00

    @carlfrost
    No jasne, że Robinson, dopiero co dawałem link do jego wpadki w meczu z Chorwacją! Sorry, pogubilem się już w tych angielskich golkiperach, nie mają Angole szcześcia do nich…

    @yavoro
    Dłuuuugi temat. Kiedyś napiszę coś w rodzaju osobistego żalu do Zizou, za to jak skończył. On przez całą karierę był takim Aniołem o Brudnej Twarzy. Nie po raz pierwszy stracił wtedy kontrolę nad sobą, a sprytni Włosi wiedzieli jak go sprowokować. Byłem tam wtedy w Berlinie i przeżyłem totalny szok. Miałem już w głowie strofy koronacji na najlepszego piłkarza wszechczasów, a tu…
    Kiedyś się rozpiszę o naszych relacjach. Wierzcie lub nie, ale kiedyś… strzeliłem gola z jego poadania. I to van der Sarowi. I to w realu, a nie na jakiejś Playstation, na stadionie Anderlechtu w Brukseli. A moim trenerem był Aime Jacquet… Brzmi nieźle? Ja myślę!

  44. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:00

    @carlfrost
    No jasne, że Robinson, dopiero co dawałem link do jego wpadki w meczu z Chorwacją! Sorry, pogubilem się już w tych angielskich golkiperach, nie mają Angole szcześcia do nich…

    @yavoro
    Dłuuuugi temat. Kiedyś napiszę coś w rodzaju osobistego żalu do Zizou, za to jak skończył. On przez całą karierę był takim Aniołem o Brudnej Twarzy. Nie po raz pierwszy stracił wtedy kontrolę nad sobą, a sprytni Włosi wiedzieli jak go sprowokować. Byłem tam wtedy w Berlinie i przeżyłem totalny szok. Miałem już w głowie strofy koronacji na najlepszego piłkarza wszechczasów, a tu…
    Kiedyś się rozpiszę o naszych relacjach. Wierzcie lub nie, ale kiedyś… strzeliłem gola z jego poadania. I to van der Sarowi. I to w realu, a nie na jakiejś Playstation, na stadionie Anderlechtu w Brukseli. A moim trenerem był Aime Jacquet… Brzmi nieźle? Ja myślę!

  45. numerstartowy

    12 listopada 2007 at 20:01

    Niezłe! A dla fanów tematu jeszcze taki link http://www.arseweb.com/other/bmj.html#list

  46. numerstartowy

    12 listopada 2007 at 20:01

    Niezłe! A dla fanów tematu jeszcze taki link http://www.arseweb.com/other/bmj.html#list

  47. numerstartowy

    12 listopada 2007 at 20:01

    Niezłe! A dla fanów tematu jeszcze taki link http://www.arseweb.com/other/bmj.html#list

  48. numerstartowy

    12 listopada 2007 at 20:01

    Niezłe! A dla fanów tematu jeszcze taki link http://www.arseweb.com/other/bmj.html#list

  49. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:06

    @matisitnik
    Rany, Selekcja! To była jedna z najlepszych rzeczy jakie widzialem w TV. Łysiak jak dla mnie od parunastu lat jest totalnie pogubiony, ale za tanmten okres czapki z głów! Dziwie się, że Selekcja nie trafiła do Holywood. Może ktoś powinien przetłumaczyć i przesłać Scorsese…?

    @carlfrost
    Zapomniałem o Rio, to też piękna kontuzja! Ciekawe co chłopak oglądał? Chyba nie było to ‚Królestwo’ von Triera? 😉
    Swoja droga, zobaczcie – te najśmieszniejsze są udziałem prawie samych Anglików. Czy to powinno nam coś o nich mówić, czy po prostu tamtejsze media nagłaśniają takie historie bardziej niż w Italii czy Hiszpanii?

  50. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:06

    @matisitnik
    Rany, Selekcja! To była jedna z najlepszych rzeczy jakie widzialem w TV. Łysiak jak dla mnie od parunastu lat jest totalnie pogubiony, ale za tanmten okres czapki z głów! Dziwie się, że Selekcja nie trafiła do Holywood. Może ktoś powinien przetłumaczyć i przesłać Scorsese…?

    @carlfrost
    Zapomniałem o Rio, to też piękna kontuzja! Ciekawe co chłopak oglądał? Chyba nie było to ‚Królestwo’ von Triera? 😉
    Swoja droga, zobaczcie – te najśmieszniejsze są udziałem prawie samych Anglików. Czy to powinno nam coś o nich mówić, czy po prostu tamtejsze media nagłaśniają takie historie bardziej niż w Italii czy Hiszpanii?

  51. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:06

    @matisitnik
    Rany, Selekcja! To była jedna z najlepszych rzeczy jakie widzialem w TV. Łysiak jak dla mnie od parunastu lat jest totalnie pogubiony, ale za tanmten okres czapki z głów! Dziwie się, że Selekcja nie trafiła do Holywood. Może ktoś powinien przetłumaczyć i przesłać Scorsese…?

    @carlfrost
    Zapomniałem o Rio, to też piękna kontuzja! Ciekawe co chłopak oglądał? Chyba nie było to ‚Królestwo’ von Triera? 😉
    Swoja droga, zobaczcie – te najśmieszniejsze są udziałem prawie samych Anglików. Czy to powinno nam coś o nich mówić, czy po prostu tamtejsze media nagłaśniają takie historie bardziej niż w Italii czy Hiszpanii?

  52. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:06

    @matisitnik
    Rany, Selekcja! To była jedna z najlepszych rzeczy jakie widzialem w TV. Łysiak jak dla mnie od parunastu lat jest totalnie pogubiony, ale za tanmten okres czapki z głów! Dziwie się, że Selekcja nie trafiła do Holywood. Może ktoś powinien przetłumaczyć i przesłać Scorsese…?

    @carlfrost
    Zapomniałem o Rio, to też piękna kontuzja! Ciekawe co chłopak oglądał? Chyba nie było to ‚Królestwo’ von Triera? 😉
    Swoja droga, zobaczcie – te najśmieszniejsze są udziałem prawie samych Anglików. Czy to powinno nam coś o nich mówić, czy po prostu tamtejsze media nagłaśniają takie historie bardziej niż w Italii czy Hiszpanii?

  53. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 20:11

    Hej, Michał, Anglia nie osiągała półfinałów na trzech ostatnich wielkich turniejach z Erikssonem – w 2002 roku, 2004 i 2006 były to ćwierćfinały. Pozdrawiam.

  54. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 20:11

    Hej, Michał, Anglia nie osiągała półfinałów na trzech ostatnich wielkich turniejach z Erikssonem – w 2002 roku, 2004 i 2006 były to ćwierćfinały. Pozdrawiam.

  55. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 20:11

    Hej, Michał, Anglia nie osiągała półfinałów na trzech ostatnich wielkich turniejach z Erikssonem – w 2002 roku, 2004 i 2006 były to ćwierćfinały. Pozdrawiam.

  56. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 20:11

    Hej, Michał, Anglia nie osiągała półfinałów na trzech ostatnich wielkich turniejach z Erikssonem – w 2002 roku, 2004 i 2006 były to ćwierćfinały. Pozdrawiam.

  57. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:12

    @numerstartowy
    Aleś mi podrzucił stuffu, thx!
    Z lektury wynika, że w kontraktach angielskich zawodników powinien być zakaz zmieniania kanałów pilotem :))

    Ciekaw też jestem wyniku testów IQ Marka Stathama, który nie dotarł na mecz bo uwięźił głowę w oknie samochodu… Oj bedą przetasowania na liście przebojów:))

  58. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:12

    @numerstartowy
    Aleś mi podrzucił stuffu, thx!
    Z lektury wynika, że w kontraktach angielskich zawodników powinien być zakaz zmieniania kanałów pilotem :))

    Ciekaw też jestem wyniku testów IQ Marka Stathama, który nie dotarł na mecz bo uwięźił głowę w oknie samochodu… Oj bedą przetasowania na liście przebojów:))

  59. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:12

    @numerstartowy
    Aleś mi podrzucił stuffu, thx!
    Z lektury wynika, że w kontraktach angielskich zawodników powinien być zakaz zmieniania kanałów pilotem :))

    Ciekaw też jestem wyniku testów IQ Marka Stathama, który nie dotarł na mecz bo uwięźił głowę w oknie samochodu… Oj bedą przetasowania na liście przebojów:))

  60. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:12

    @numerstartowy
    Aleś mi podrzucił stuffu, thx!
    Z lektury wynika, że w kontraktach angielskich zawodników powinien być zakaz zmieniania kanałów pilotem :))

    Ciekaw też jestem wyniku testów IQ Marka Stathama, który nie dotarł na mecz bo uwięźił głowę w oknie samochodu… Oj bedą przetasowania na liście przebojów:))

  61. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:22

    @piecyk
    poprawiłem. zaćmienie: przecież dwa z tych ćwierćinałów widzialem na żywo…

  62. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:22

    @piecyk
    poprawiłem. zaćmienie: przecież dwa z tych ćwierćinałów widzialem na żywo…

  63. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:22

    @piecyk
    poprawiłem. zaćmienie: przecież dwa z tych ćwierćinałów widzialem na żywo…

  64. pol_michal

    12 listopada 2007 at 20:22

    @piecyk
    poprawiłem. zaćmienie: przecież dwa z tych ćwierćinałów widzialem na żywo…

  65. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:56

    Michał, Amerykanie wolą wcinać robaki na czas… Ale faktycznie ciekawy byłby taki program w USA. Prawdziwa walka z samym sobą. Mięśnie nie pomogą, trzeba myśleć… Jednak wyobrażasz sobie powszedniego zjadacza hamburgerów w takiej sytuacji?! Bo ja nie. Ostatni film wydany w USA o dosyć podobnej tematyce to „The Condemned”…
    http://www.imdb.com/title/tt0443473/

    A Martin Scorsese pewnie strajkuje jak większość scenarzystów w Hollywood.

    PS. Selekcja byłaby idealna, gdyby nie jeden fakt. Podczas oglądania jednego z odcinków na itvp.pl spalił mi się dysk twardy. 200gb poszło… Ot, jedyny minus tego programu 😉

  66. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:56

    Michał, Amerykanie wolą wcinać robaki na czas… Ale faktycznie ciekawy byłby taki program w USA. Prawdziwa walka z samym sobą. Mięśnie nie pomogą, trzeba myśleć… Jednak wyobrażasz sobie powszedniego zjadacza hamburgerów w takiej sytuacji?! Bo ja nie. Ostatni film wydany w USA o dosyć podobnej tematyce to „The Condemned”…
    http://www.imdb.com/title/tt0443473/

    A Martin Scorsese pewnie strajkuje jak większość scenarzystów w Hollywood.

    PS. Selekcja byłaby idealna, gdyby nie jeden fakt. Podczas oglądania jednego z odcinków na itvp.pl spalił mi się dysk twardy. 200gb poszło… Ot, jedyny minus tego programu 😉

  67. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:56

    Michał, Amerykanie wolą wcinać robaki na czas… Ale faktycznie ciekawy byłby taki program w USA. Prawdziwa walka z samym sobą. Mięśnie nie pomogą, trzeba myśleć… Jednak wyobrażasz sobie powszedniego zjadacza hamburgerów w takiej sytuacji?! Bo ja nie. Ostatni film wydany w USA o dosyć podobnej tematyce to „The Condemned”…
    http://www.imdb.com/title/tt0443473/

    A Martin Scorsese pewnie strajkuje jak większość scenarzystów w Hollywood.

    PS. Selekcja byłaby idealna, gdyby nie jeden fakt. Podczas oglądania jednego z odcinków na itvp.pl spalił mi się dysk twardy. 200gb poszło… Ot, jedyny minus tego programu 😉

  68. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:56

    Michał, Amerykanie wolą wcinać robaki na czas… Ale faktycznie ciekawy byłby taki program w USA. Prawdziwa walka z samym sobą. Mięśnie nie pomogą, trzeba myśleć… Jednak wyobrażasz sobie powszedniego zjadacza hamburgerów w takiej sytuacji?! Bo ja nie. Ostatni film wydany w USA o dosyć podobnej tematyce to „The Condemned”…
    http://www.imdb.com/title/tt0443473/

    A Martin Scorsese pewnie strajkuje jak większość scenarzystów w Hollywood.

    PS. Selekcja byłaby idealna, gdyby nie jeden fakt. Podczas oglądania jednego z odcinków na itvp.pl spalił mi się dysk twardy. 200gb poszło… Ot, jedyny minus tego programu 😉

  69. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:57

    Jak już jesteśmy przy nietypowych rzeczach to zapraszam do lektury „10 najbardziej szalonych sportów świata”.
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-I-1.html
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-II-1.html

  70. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:57

    Jak już jesteśmy przy nietypowych rzeczach to zapraszam do lektury „10 najbardziej szalonych sportów świata”.
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-I-1.html
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-II-1.html

  71. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:57

    Jak już jesteśmy przy nietypowych rzeczach to zapraszam do lektury „10 najbardziej szalonych sportów świata”.
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-I-1.html
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-II-1.html

  72. matisitnik

    12 listopada 2007 at 20:57

    Jak już jesteśmy przy nietypowych rzeczach to zapraszam do lektury „10 najbardziej szalonych sportów świata”.
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-I-1.html
    euro2008.blox.pl/2007/11/10-najbardziej-szalonych-sportow-swiata-Czesc-II-1.html

  73. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:05

    Heh, przecież nikt nie posądzał Pana o niewiedzę :), po prostu dla porządku napisałem o tym. Korzystając z okazji, mam dwa pytanka.

    1) Co Pan myśli o Manuelu Almunii? Pamiętam, że Wenger w obliczu możliwego odejścia Lehmanna rok temu mówił, że ma Hiszpan ma papiery, by być wielki. Nie wiem na jakiej podstawie, bo Almunia zarówno w Hiszpanii (m.in. w Celcie Vigo, w Huelvie, w Osasunie u progu kariery), jak i przez trzy lata w Anglii nie grał praktycznie nic. Kiedy Wenger już dawał mu szansę (sezon 2004/05), to on, wyjąwszy incydentalne przypadki (mecz z Sheff United w FA Cup, z Doncaster(!) rok później w Carling Cup, jeszcze finał LM, choć tam jednego gola chyba też zawalił) bronił bardzo średnio! Byłem pewny, że odzejdzie latem, bo już ponoć w styczniu szukał klubu w Hiszpanii, latem też miał się tam przenieść, zaś francuski menedżer wdrażając w jego przypadu metode-na-Flaminiego w ostatnim meczu sezonu, z Portsmouh, zagrał… zardzewiałym Martem Poomem, na ławce sadzając Włocha kupionego z Atalanty Bergamo Vito Mannone. Wydawało się, że to koniec 30-latka, tymczasem w bieżącej kampanii EPL to on czasami wyprawia cuda! Broni naprawdę bardzo dobrze (choćby mecz z Liverpoolem) i ma w głębokim poważaniu docinki Lehmanna. Czy to Pana zdaniem może być „jedynka” w Arsenalu?

    2) Wenger powiedział przed sezonem, kiedy Van Persie błyszczał w sparingach, że wreszcie mógł Holender wyjść z cienia Henry’ego i pokazać, na co go stać. Fabregas w szesnastu meczach zdobył 11 goli, tylko dwa mniej niż podczas czterech(!) wcześniejszych sezonów (liczę też ten 2003/04)! Alex Hleb, być może najbardziej niedoceniany piłkarz w Anglii, w tym sezonie gra znacznie lepiej niż taki Cristiano Ronaldo – kombinacyjnie, walecznie, wreszcie też skutecznie, a przecież Wenger upchał go na boku pomocy, choć jego walory pasują wybitnie do gry tuż za napastnikami. Tomas Rosicky jeszcze w tym sezonie nie błyszczy tak, jak by mógł (wszak trzykrotny, a także najmłodszy w historii,zdobywca nagordy Player of the Year w Czechach), ale głównie przez kontuzję ścięgien i pachwiny – małemu Mozartowi najpierw wyrwano zęby mądrości, a keidy to nie pomogło, to załatwione mu specjalne wkładki do butów… Mógłbym dodać jeszcze niezłego (na razie nic więcej, poza hat-trickiem z Derby) Adebayora czy zawsze wielkiego Toure i cholernie charyzmatycznego Gallasa. Czy zgodzi się Pan z opinią, że właśnie odejście Henry’ego pomogło tym zawodnikom rozwinąć skrzydła, być może potrzebna była im ta szczypta… presji, bo często, o czym nawet głośno mówił Gallas, młodzi piłkarze wręcz w trudnych momentach patrzyli na Titiego i myśleli: chłopie, ratuj! Pozdrawiam.

  74. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:05

    Heh, przecież nikt nie posądzał Pana o niewiedzę :), po prostu dla porządku napisałem o tym. Korzystając z okazji, mam dwa pytanka.

    1) Co Pan myśli o Manuelu Almunii? Pamiętam, że Wenger w obliczu możliwego odejścia Lehmanna rok temu mówił, że ma Hiszpan ma papiery, by być wielki. Nie wiem na jakiej podstawie, bo Almunia zarówno w Hiszpanii (m.in. w Celcie Vigo, w Huelvie, w Osasunie u progu kariery), jak i przez trzy lata w Anglii nie grał praktycznie nic. Kiedy Wenger już dawał mu szansę (sezon 2004/05), to on, wyjąwszy incydentalne przypadki (mecz z Sheff United w FA Cup, z Doncaster(!) rok później w Carling Cup, jeszcze finał LM, choć tam jednego gola chyba też zawalił) bronił bardzo średnio! Byłem pewny, że odzejdzie latem, bo już ponoć w styczniu szukał klubu w Hiszpanii, latem też miał się tam przenieść, zaś francuski menedżer wdrażając w jego przypadu metode-na-Flaminiego w ostatnim meczu sezonu, z Portsmouh, zagrał… zardzewiałym Martem Poomem, na ławce sadzając Włocha kupionego z Atalanty Bergamo Vito Mannone. Wydawało się, że to koniec 30-latka, tymczasem w bieżącej kampanii EPL to on czasami wyprawia cuda! Broni naprawdę bardzo dobrze (choćby mecz z Liverpoolem) i ma w głębokim poważaniu docinki Lehmanna. Czy to Pana zdaniem może być „jedynka” w Arsenalu?

    2) Wenger powiedział przed sezonem, kiedy Van Persie błyszczał w sparingach, że wreszcie mógł Holender wyjść z cienia Henry’ego i pokazać, na co go stać. Fabregas w szesnastu meczach zdobył 11 goli, tylko dwa mniej niż podczas czterech(!) wcześniejszych sezonów (liczę też ten 2003/04)! Alex Hleb, być może najbardziej niedoceniany piłkarz w Anglii, w tym sezonie gra znacznie lepiej niż taki Cristiano Ronaldo – kombinacyjnie, walecznie, wreszcie też skutecznie, a przecież Wenger upchał go na boku pomocy, choć jego walory pasują wybitnie do gry tuż za napastnikami. Tomas Rosicky jeszcze w tym sezonie nie błyszczy tak, jak by mógł (wszak trzykrotny, a także najmłodszy w historii,zdobywca nagordy Player of the Year w Czechach), ale głównie przez kontuzję ścięgien i pachwiny – małemu Mozartowi najpierw wyrwano zęby mądrości, a keidy to nie pomogło, to załatwione mu specjalne wkładki do butów… Mógłbym dodać jeszcze niezłego (na razie nic więcej, poza hat-trickiem z Derby) Adebayora czy zawsze wielkiego Toure i cholernie charyzmatycznego Gallasa. Czy zgodzi się Pan z opinią, że właśnie odejście Henry’ego pomogło tym zawodnikom rozwinąć skrzydła, być może potrzebna była im ta szczypta… presji, bo często, o czym nawet głośno mówił Gallas, młodzi piłkarze wręcz w trudnych momentach patrzyli na Titiego i myśleli: chłopie, ratuj! Pozdrawiam.

  75. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:05

    Heh, przecież nikt nie posądzał Pana o niewiedzę :), po prostu dla porządku napisałem o tym. Korzystając z okazji, mam dwa pytanka.

    1) Co Pan myśli o Manuelu Almunii? Pamiętam, że Wenger w obliczu możliwego odejścia Lehmanna rok temu mówił, że ma Hiszpan ma papiery, by być wielki. Nie wiem na jakiej podstawie, bo Almunia zarówno w Hiszpanii (m.in. w Celcie Vigo, w Huelvie, w Osasunie u progu kariery), jak i przez trzy lata w Anglii nie grał praktycznie nic. Kiedy Wenger już dawał mu szansę (sezon 2004/05), to on, wyjąwszy incydentalne przypadki (mecz z Sheff United w FA Cup, z Doncaster(!) rok później w Carling Cup, jeszcze finał LM, choć tam jednego gola chyba też zawalił) bronił bardzo średnio! Byłem pewny, że odzejdzie latem, bo już ponoć w styczniu szukał klubu w Hiszpanii, latem też miał się tam przenieść, zaś francuski menedżer wdrażając w jego przypadu metode-na-Flaminiego w ostatnim meczu sezonu, z Portsmouh, zagrał… zardzewiałym Martem Poomem, na ławce sadzając Włocha kupionego z Atalanty Bergamo Vito Mannone. Wydawało się, że to koniec 30-latka, tymczasem w bieżącej kampanii EPL to on czasami wyprawia cuda! Broni naprawdę bardzo dobrze (choćby mecz z Liverpoolem) i ma w głębokim poważaniu docinki Lehmanna. Czy to Pana zdaniem może być „jedynka” w Arsenalu?

    2) Wenger powiedział przed sezonem, kiedy Van Persie błyszczał w sparingach, że wreszcie mógł Holender wyjść z cienia Henry’ego i pokazać, na co go stać. Fabregas w szesnastu meczach zdobył 11 goli, tylko dwa mniej niż podczas czterech(!) wcześniejszych sezonów (liczę też ten 2003/04)! Alex Hleb, być może najbardziej niedoceniany piłkarz w Anglii, w tym sezonie gra znacznie lepiej niż taki Cristiano Ronaldo – kombinacyjnie, walecznie, wreszcie też skutecznie, a przecież Wenger upchał go na boku pomocy, choć jego walory pasują wybitnie do gry tuż za napastnikami. Tomas Rosicky jeszcze w tym sezonie nie błyszczy tak, jak by mógł (wszak trzykrotny, a także najmłodszy w historii,zdobywca nagordy Player of the Year w Czechach), ale głównie przez kontuzję ścięgien i pachwiny – małemu Mozartowi najpierw wyrwano zęby mądrości, a keidy to nie pomogło, to załatwione mu specjalne wkładki do butów… Mógłbym dodać jeszcze niezłego (na razie nic więcej, poza hat-trickiem z Derby) Adebayora czy zawsze wielkiego Toure i cholernie charyzmatycznego Gallasa. Czy zgodzi się Pan z opinią, że właśnie odejście Henry’ego pomogło tym zawodnikom rozwinąć skrzydła, być może potrzebna była im ta szczypta… presji, bo często, o czym nawet głośno mówił Gallas, młodzi piłkarze wręcz w trudnych momentach patrzyli na Titiego i myśleli: chłopie, ratuj! Pozdrawiam.

  76. Gość: piecyk, dsn238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:05

    Heh, przecież nikt nie posądzał Pana o niewiedzę :), po prostu dla porządku napisałem o tym. Korzystając z okazji, mam dwa pytanka.

    1) Co Pan myśli o Manuelu Almunii? Pamiętam, że Wenger w obliczu możliwego odejścia Lehmanna rok temu mówił, że ma Hiszpan ma papiery, by być wielki. Nie wiem na jakiej podstawie, bo Almunia zarówno w Hiszpanii (m.in. w Celcie Vigo, w Huelvie, w Osasunie u progu kariery), jak i przez trzy lata w Anglii nie grał praktycznie nic. Kiedy Wenger już dawał mu szansę (sezon 2004/05), to on, wyjąwszy incydentalne przypadki (mecz z Sheff United w FA Cup, z Doncaster(!) rok później w Carling Cup, jeszcze finał LM, choć tam jednego gola chyba też zawalił) bronił bardzo średnio! Byłem pewny, że odzejdzie latem, bo już ponoć w styczniu szukał klubu w Hiszpanii, latem też miał się tam przenieść, zaś francuski menedżer wdrażając w jego przypadu metode-na-Flaminiego w ostatnim meczu sezonu, z Portsmouh, zagrał… zardzewiałym Martem Poomem, na ławce sadzając Włocha kupionego z Atalanty Bergamo Vito Mannone. Wydawało się, że to koniec 30-latka, tymczasem w bieżącej kampanii EPL to on czasami wyprawia cuda! Broni naprawdę bardzo dobrze (choćby mecz z Liverpoolem) i ma w głębokim poważaniu docinki Lehmanna. Czy to Pana zdaniem może być „jedynka” w Arsenalu?

    2) Wenger powiedział przed sezonem, kiedy Van Persie błyszczał w sparingach, że wreszcie mógł Holender wyjść z cienia Henry’ego i pokazać, na co go stać. Fabregas w szesnastu meczach zdobył 11 goli, tylko dwa mniej niż podczas czterech(!) wcześniejszych sezonów (liczę też ten 2003/04)! Alex Hleb, być może najbardziej niedoceniany piłkarz w Anglii, w tym sezonie gra znacznie lepiej niż taki Cristiano Ronaldo – kombinacyjnie, walecznie, wreszcie też skutecznie, a przecież Wenger upchał go na boku pomocy, choć jego walory pasują wybitnie do gry tuż za napastnikami. Tomas Rosicky jeszcze w tym sezonie nie błyszczy tak, jak by mógł (wszak trzykrotny, a także najmłodszy w historii,zdobywca nagordy Player of the Year w Czechach), ale głównie przez kontuzję ścięgien i pachwiny – małemu Mozartowi najpierw wyrwano zęby mądrości, a keidy to nie pomogło, to załatwione mu specjalne wkładki do butów… Mógłbym dodać jeszcze niezłego (na razie nic więcej, poza hat-trickiem z Derby) Adebayora czy zawsze wielkiego Toure i cholernie charyzmatycznego Gallasa. Czy zgodzi się Pan z opinią, że właśnie odejście Henry’ego pomogło tym zawodnikom rozwinąć skrzydła, być może potrzebna była im ta szczypta… presji, bo często, o czym nawet głośno mówił Gallas, młodzi piłkarze wręcz w trudnych momentach patrzyli na Titiego i myśleli: chłopie, ratuj! Pozdrawiam.

  77. Gość: Dziewczyna, pn56.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:45

    Chciałam dodać,że media w Hiszpanii też czasem nagłaśniają takie cudaczne historie-najlepszym przykładem jest kontuzja Rafaela Marqueza, której (moim zdaniem) brakuje na tej liście. Z tego co pamiętam, jakiś czas temu Marquez nie zagrał w meczu Barcelony z powodu kontuzji (naciągnięcia mięśnia zdaje się), której nabawił się w…łóżku 😉
    P.S. Gratuluje pomysłu na świetnego piłkarskiego bloga-będę zaglądać często, bo lubię sobie poczytać opinie rzetelnego i dowcipnego dziennikarza 😉 A co do Canizaresa to ta jego kontuzja też zawsze wydawała mi się podejrzana-nie jesteś sam!

  78. Gość: Dziewczyna, pn56.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:45

    Chciałam dodać,że media w Hiszpanii też czasem nagłaśniają takie cudaczne historie-najlepszym przykładem jest kontuzja Rafaela Marqueza, której (moim zdaniem) brakuje na tej liście. Z tego co pamiętam, jakiś czas temu Marquez nie zagrał w meczu Barcelony z powodu kontuzji (naciągnięcia mięśnia zdaje się), której nabawił się w…łóżku 😉
    P.S. Gratuluje pomysłu na świetnego piłkarskiego bloga-będę zaglądać często, bo lubię sobie poczytać opinie rzetelnego i dowcipnego dziennikarza 😉 A co do Canizaresa to ta jego kontuzja też zawsze wydawała mi się podejrzana-nie jesteś sam!

  79. Gość: Dziewczyna, pn56.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:45

    Chciałam dodać,że media w Hiszpanii też czasem nagłaśniają takie cudaczne historie-najlepszym przykładem jest kontuzja Rafaela Marqueza, której (moim zdaniem) brakuje na tej liście. Z tego co pamiętam, jakiś czas temu Marquez nie zagrał w meczu Barcelony z powodu kontuzji (naciągnięcia mięśnia zdaje się), której nabawił się w…łóżku 😉
    P.S. Gratuluje pomysłu na świetnego piłkarskiego bloga-będę zaglądać często, bo lubię sobie poczytać opinie rzetelnego i dowcipnego dziennikarza 😉 A co do Canizaresa to ta jego kontuzja też zawsze wydawała mi się podejrzana-nie jesteś sam!

  80. Gość: Dziewczyna, pn56.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl

    12 listopada 2007 at 21:45

    Chciałam dodać,że media w Hiszpanii też czasem nagłaśniają takie cudaczne historie-najlepszym przykładem jest kontuzja Rafaela Marqueza, której (moim zdaniem) brakuje na tej liście. Z tego co pamiętam, jakiś czas temu Marquez nie zagrał w meczu Barcelony z powodu kontuzji (naciągnięcia mięśnia zdaje się), której nabawił się w…łóżku 😉
    P.S. Gratuluje pomysłu na świetnego piłkarskiego bloga-będę zaglądać często, bo lubię sobie poczytać opinie rzetelnego i dowcipnego dziennikarza 😉 A co do Canizaresa to ta jego kontuzja też zawsze wydawała mi się podejrzana-nie jesteś sam!

  81. nrmaus1337

    12 listopada 2007 at 21:46

    do listy dorzucilbym rozciecie luku brwiowego beckhama spowodowane przez fergussona oraz podejrzane urazy spodenek wasilewskiego.

  82. nrmaus1337

    12 listopada 2007 at 21:46

    do listy dorzucilbym rozciecie luku brwiowego beckhama spowodowane przez fergussona oraz podejrzane urazy spodenek wasilewskiego.

  83. nrmaus1337

    12 listopada 2007 at 21:46

    do listy dorzucilbym rozciecie luku brwiowego beckhama spowodowane przez fergussona oraz podejrzane urazy spodenek wasilewskiego.

  84. nrmaus1337

    12 listopada 2007 at 21:46

    do listy dorzucilbym rozciecie luku brwiowego beckhama spowodowane przez fergussona oraz podejrzane urazy spodenek wasilewskiego.

  85. matisitnik

    12 listopada 2007 at 22:19

    Dziewczyna:
    http://www.am.com.mx/NotaNueva/Fotos/Reales/LEG2_30807.jpg
    „Kochanie, kto jest na tym zdjęciu”?
    Już wiesz jaka jest przyczyna kontuzji Rafy?

    dadada
    http://www.youtube.com/watch?v=H8mYVVmT8N0

  86. matisitnik

    12 listopada 2007 at 22:19

    Dziewczyna:
    http://www.am.com.mx/NotaNueva/Fotos/Reales/LEG2_30807.jpg
    „Kochanie, kto jest na tym zdjęciu”?
    Już wiesz jaka jest przyczyna kontuzji Rafy?

    dadada
    http://www.youtube.com/watch?v=H8mYVVmT8N0

  87. matisitnik

    12 listopada 2007 at 22:19

    Dziewczyna:
    http://www.am.com.mx/NotaNueva/Fotos/Reales/LEG2_30807.jpg
    „Kochanie, kto jest na tym zdjęciu”?
    Już wiesz jaka jest przyczyna kontuzji Rafy?

    dadada
    http://www.youtube.com/watch?v=H8mYVVmT8N0

  88. matisitnik

    12 listopada 2007 at 22:19

    Dziewczyna:
    http://www.am.com.mx/NotaNueva/Fotos/Reales/LEG2_30807.jpg
    „Kochanie, kto jest na tym zdjęciu”?
    Już wiesz jaka jest przyczyna kontuzji Rafy?

    dadada
    http://www.youtube.com/watch?v=H8mYVVmT8N0

  89. pol_michal

    12 listopada 2007 at 22:49

    @matisitnik
    pomyliły nam się Selekcje, ale nie ważne.
    Co do kontuzji Marqueza, sugerujesz na że o co sie potknął? 😉

    @piecyk
    o Wengerze i Almunii zrobie oddzielny wpis. Kurcze, juz dużo zobowiązań nabrałem u czytelników: Cz.Michniewicz a Mourinho, trenerzy reprezentacji Polski a media, Rosenborg. O wszystkim pamiętam i bedę się wywiązywał.

    @Dziewczyna
    Dziewczyny też czytaja mój blog! Super, dobrze wiedzieć 🙂

  90. pol_michal

    12 listopada 2007 at 22:49

    @matisitnik
    pomyliły nam się Selekcje, ale nie ważne.
    Co do kontuzji Marqueza, sugerujesz na że o co sie potknął? 😉

    @piecyk
    o Wengerze i Almunii zrobie oddzielny wpis. Kurcze, juz dużo zobowiązań nabrałem u czytelników: Cz.Michniewicz a Mourinho, trenerzy reprezentacji Polski a media, Rosenborg. O wszystkim pamiętam i bedę się wywiązywał.

    @Dziewczyna
    Dziewczyny też czytaja mój blog! Super, dobrze wiedzieć 🙂

  91. pol_michal

    12 listopada 2007 at 22:49

    @matisitnik
    pomyliły nam się Selekcje, ale nie ważne.
    Co do kontuzji Marqueza, sugerujesz na że o co sie potknął? 😉

    @piecyk
    o Wengerze i Almunii zrobie oddzielny wpis. Kurcze, juz dużo zobowiązań nabrałem u czytelników: Cz.Michniewicz a Mourinho, trenerzy reprezentacji Polski a media, Rosenborg. O wszystkim pamiętam i bedę się wywiązywał.

    @Dziewczyna
    Dziewczyny też czytaja mój blog! Super, dobrze wiedzieć 🙂

  92. pol_michal

    12 listopada 2007 at 22:49

    @matisitnik
    pomyliły nam się Selekcje, ale nie ważne.
    Co do kontuzji Marqueza, sugerujesz na że o co sie potknął? 😉

    @piecyk
    o Wengerze i Almunii zrobie oddzielny wpis. Kurcze, juz dużo zobowiązań nabrałem u czytelników: Cz.Michniewicz a Mourinho, trenerzy reprezentacji Polski a media, Rosenborg. O wszystkim pamiętam i bedę się wywiązywał.

    @Dziewczyna
    Dziewczyny też czytaja mój blog! Super, dobrze wiedzieć 🙂

  93. matisitnik

    12 listopada 2007 at 23:05

    O swoją torbę…

  94. matisitnik

    12 listopada 2007 at 23:05

    O swoją torbę…

  95. matisitnik

    12 listopada 2007 at 23:05

    O swoją torbę…

  96. matisitnik

    12 listopada 2007 at 23:05

    O swoją torbę…

  97. Gość: , 212.244.192.17*

    13 listopada 2007 at 09:31

    a

  98. Gość: , 212.244.192.17*

    13 listopada 2007 at 09:31

    a

  99. Gość: , 212.244.192.17*

    13 listopada 2007 at 09:31

    a

  100. Gość: , 212.244.192.17*

    13 listopada 2007 at 09:31

    a

  101. Gość: kepek, 82-41-49-63.cable.ubr07.edin.blueyonder.co.uk

    13 listopada 2007 at 10:29

    a carlo cudicini ktory popsuł sobie kolano na spacerze z psem?

  102. Gość: kepek, 82-41-49-63.cable.ubr07.edin.blueyonder.co.uk

    13 listopada 2007 at 10:29

    a carlo cudicini ktory popsuł sobie kolano na spacerze z psem?

  103. Gość: kepek, 82-41-49-63.cable.ubr07.edin.blueyonder.co.uk

    13 listopada 2007 at 10:29

    a carlo cudicini ktory popsuł sobie kolano na spacerze z psem?

  104. Gość: kepek, 82-41-49-63.cable.ubr07.edin.blueyonder.co.uk

    13 listopada 2007 at 10:29

    a carlo cudicini ktory popsuł sobie kolano na spacerze z psem?

  105. Gość: galaktyczny, dyh8.neoplus.adsl.tpnet.pl

    13 listopada 2007 at 12:49

    pol_michal

    Pamietam tytuł jednego z felietonów z Gazety, tuz przed finalem WM2006, a mianowicie – „Zobaczyć Zidane’a i umrzeć”. A tu po finale taki klops… Ale dla mnie Zidane i tak jest najlepszym piłkarzem jakiego miałem przyjemność widzieć w akcji. Do tego grał w Realu Madryt, drużynie której kibicuje odkąd świadomie interesuje sie futbolem.
    Strzelić gola po jego podaniu, to jak wygrać na loterii. Choć, nie… lepiej!
    Mógłby Pan podzielić sie swoimi wrażeniami na temat tego wielkiego Mistrza…

  106. Gość: galaktyczny, dyh8.neoplus.adsl.tpnet.pl

    13 listopada 2007 at 12:49

    pol_michal

    Pamietam tytuł jednego z felietonów z Gazety, tuz przed finalem WM2006, a mianowicie – „Zobaczyć Zidane’a i umrzeć”. A tu po finale taki klops… Ale dla mnie Zidane i tak jest najlepszym piłkarzem jakiego miałem przyjemność widzieć w akcji. Do tego grał w Realu Madryt, drużynie której kibicuje odkąd świadomie interesuje sie futbolem.
    Strzelić gola po jego podaniu, to jak wygrać na loterii. Choć, nie… lepiej!
    Mógłby Pan podzielić sie swoimi wrażeniami na temat tego wielkiego Mistrza…

  107. Gość: galaktyczny, dyh8.neoplus.adsl.tpnet.pl

    13 listopada 2007 at 12:49

    pol_michal

    Pamietam tytuł jednego z felietonów z Gazety, tuz przed finalem WM2006, a mianowicie – „Zobaczyć Zidane’a i umrzeć”. A tu po finale taki klops… Ale dla mnie Zidane i tak jest najlepszym piłkarzem jakiego miałem przyjemność widzieć w akcji. Do tego grał w Realu Madryt, drużynie której kibicuje odkąd świadomie interesuje sie futbolem.
    Strzelić gola po jego podaniu, to jak wygrać na loterii. Choć, nie… lepiej!
    Mógłby Pan podzielić sie swoimi wrażeniami na temat tego wielkiego Mistrza…

  108. Gość: galaktyczny, dyh8.neoplus.adsl.tpnet.pl

    13 listopada 2007 at 12:49

    pol_michal

    Pamietam tytuł jednego z felietonów z Gazety, tuz przed finalem WM2006, a mianowicie – „Zobaczyć Zidane’a i umrzeć”. A tu po finale taki klops… Ale dla mnie Zidane i tak jest najlepszym piłkarzem jakiego miałem przyjemność widzieć w akcji. Do tego grał w Realu Madryt, drużynie której kibicuje odkąd świadomie interesuje sie futbolem.
    Strzelić gola po jego podaniu, to jak wygrać na loterii. Choć, nie… lepiej!
    Mógłby Pan podzielić sie swoimi wrażeniami na temat tego wielkiego Mistrza…

  109. yavoro

    13 listopada 2007 at 13:58

    @pol_michal
    mnie też interesuje ta historia ze strzelaniem goli po podaniach Zidane’a 😉
    kiedy to mogło być? Czy przymierzał się pan do jakiejś kariery piłkarskiej?
    Wogóle temat spotkań „w realu” z piłkarzami wielkiego formatu jest dla mnie kosmiczny!
    Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy mając 12 lat(!) mieszkałem na jakiejś koloni w pokoju z Mirkiem Szymkowiakiem i też strzelałem gole z jego podań, on już wtedy grał fenomenalnie, czułem, że to wielki talent, który zastąpi nam w przyszłości Zbigniewa Bońka. Podobno Szymkowiak w młodości bardzo górował nad rówieśnikami, stąd jego medale na późniejszych mistrzostwach młodzieżówki do lat 16. Skrupulatnie śledziłem jego karierę i aż żal było patrzeć jak się marnował z każdym rokiem. To pewnie osobny temat o marnowaniu się talentów na rodzimym podwórku, ale uważam, że pana Mirka stać było na znacznie więcej! Pozostaje mi tylko duma, że już wtedy wróżyłem mu wielką piłkarska przyszłość, do której choć trochę się zbliżył… No ale Zidane! Czekam na rozwinięcie tego tematu w obszerniejszym artykule … 🙂

    P.S.: To właśnie wtedy na tej koloni nazwaliśmy go „Chińczykiem” i jak się potem dowiedziałem ta ksywka czasami funkcjonowała w otoczeniu jego piłkarskich znajomych

  110. yavoro

    13 listopada 2007 at 13:58

    @pol_michal
    mnie też interesuje ta historia ze strzelaniem goli po podaniach Zidane’a 😉
    kiedy to mogło być? Czy przymierzał się pan do jakiejś kariery piłkarskiej?
    Wogóle temat spotkań „w realu” z piłkarzami wielkiego formatu jest dla mnie kosmiczny!
    Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy mając 12 lat(!) mieszkałem na jakiejś koloni w pokoju z Mirkiem Szymkowiakiem i też strzelałem gole z jego podań, on już wtedy grał fenomenalnie, czułem, że to wielki talent, który zastąpi nam w przyszłości Zbigniewa Bońka. Podobno Szymkowiak w młodości bardzo górował nad rówieśnikami, stąd jego medale na późniejszych mistrzostwach młodzieżówki do lat 16. Skrupulatnie śledziłem jego karierę i aż żal było patrzeć jak się marnował z każdym rokiem. To pewnie osobny temat o marnowaniu się talentów na rodzimym podwórku, ale uważam, że pana Mirka stać było na znacznie więcej! Pozostaje mi tylko duma, że już wtedy wróżyłem mu wielką piłkarska przyszłość, do której choć trochę się zbliżył… No ale Zidane! Czekam na rozwinięcie tego tematu w obszerniejszym artykule … 🙂

    P.S.: To właśnie wtedy na tej koloni nazwaliśmy go „Chińczykiem” i jak się potem dowiedziałem ta ksywka czasami funkcjonowała w otoczeniu jego piłkarskich znajomych

  111. yavoro

    13 listopada 2007 at 13:58

    @pol_michal
    mnie też interesuje ta historia ze strzelaniem goli po podaniach Zidane’a 😉
    kiedy to mogło być? Czy przymierzał się pan do jakiejś kariery piłkarskiej?
    Wogóle temat spotkań „w realu” z piłkarzami wielkiego formatu jest dla mnie kosmiczny!
    Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy mając 12 lat(!) mieszkałem na jakiejś koloni w pokoju z Mirkiem Szymkowiakiem i też strzelałem gole z jego podań, on już wtedy grał fenomenalnie, czułem, że to wielki talent, który zastąpi nam w przyszłości Zbigniewa Bońka. Podobno Szymkowiak w młodości bardzo górował nad rówieśnikami, stąd jego medale na późniejszych mistrzostwach młodzieżówki do lat 16. Skrupulatnie śledziłem jego karierę i aż żal było patrzeć jak się marnował z każdym rokiem. To pewnie osobny temat o marnowaniu się talentów na rodzimym podwórku, ale uważam, że pana Mirka stać było na znacznie więcej! Pozostaje mi tylko duma, że już wtedy wróżyłem mu wielką piłkarska przyszłość, do której choć trochę się zbliżył… No ale Zidane! Czekam na rozwinięcie tego tematu w obszerniejszym artykule … 🙂

    P.S.: To właśnie wtedy na tej koloni nazwaliśmy go „Chińczykiem” i jak się potem dowiedziałem ta ksywka czasami funkcjonowała w otoczeniu jego piłkarskich znajomych

  112. yavoro

    13 listopada 2007 at 13:58

    @pol_michal
    mnie też interesuje ta historia ze strzelaniem goli po podaniach Zidane’a 😉
    kiedy to mogło być? Czy przymierzał się pan do jakiejś kariery piłkarskiej?
    Wogóle temat spotkań „w realu” z piłkarzami wielkiego formatu jest dla mnie kosmiczny!
    Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy mając 12 lat(!) mieszkałem na jakiejś koloni w pokoju z Mirkiem Szymkowiakiem i też strzelałem gole z jego podań, on już wtedy grał fenomenalnie, czułem, że to wielki talent, który zastąpi nam w przyszłości Zbigniewa Bońka. Podobno Szymkowiak w młodości bardzo górował nad rówieśnikami, stąd jego medale na późniejszych mistrzostwach młodzieżówki do lat 16. Skrupulatnie śledziłem jego karierę i aż żal było patrzeć jak się marnował z każdym rokiem. To pewnie osobny temat o marnowaniu się talentów na rodzimym podwórku, ale uważam, że pana Mirka stać było na znacznie więcej! Pozostaje mi tylko duma, że już wtedy wróżyłem mu wielką piłkarska przyszłość, do której choć trochę się zbliżył… No ale Zidane! Czekam na rozwinięcie tego tematu w obszerniejszym artykule … 🙂

    P.S.: To właśnie wtedy na tej koloni nazwaliśmy go „Chińczykiem” i jak się potem dowiedziałem ta ksywka czasami funkcjonowała w otoczeniu jego piłkarskich znajomych

  113. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:21

    Jak Panu nie wstyd rzucać takie bezpodstawne oskarżenia wobec Canizaresa!

    Zero dowodów – po prostu idiotyczny wymysł dziennikarza, który nie ma pojęcia o całej sprawie – a mi to w bezczelny sposób oczernia zawodnika, bez żadnych dowodów sugerując jedno z najgorszych przewinień jakich może się zawodnik dopuścić. Takie komentarze są godne kiboli na Onecie, nie dziennikarza poważnego gazety. Skwitować to można jednym słowem – WSTYD, redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy.

  114. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:21

    Jak Panu nie wstyd rzucać takie bezpodstawne oskarżenia wobec Canizaresa!

    Zero dowodów – po prostu idiotyczny wymysł dziennikarza, który nie ma pojęcia o całej sprawie – a mi to w bezczelny sposób oczernia zawodnika, bez żadnych dowodów sugerując jedno z najgorszych przewinień jakich może się zawodnik dopuścić. Takie komentarze są godne kiboli na Onecie, nie dziennikarza poważnego gazety. Skwitować to można jednym słowem – WSTYD, redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy.

  115. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:21

    Jak Panu nie wstyd rzucać takie bezpodstawne oskarżenia wobec Canizaresa!

    Zero dowodów – po prostu idiotyczny wymysł dziennikarza, który nie ma pojęcia o całej sprawie – a mi to w bezczelny sposób oczernia zawodnika, bez żadnych dowodów sugerując jedno z najgorszych przewinień jakich może się zawodnik dopuścić. Takie komentarze są godne kiboli na Onecie, nie dziennikarza poważnego gazety. Skwitować to można jednym słowem – WSTYD, redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy.

  116. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:21

    Jak Panu nie wstyd rzucać takie bezpodstawne oskarżenia wobec Canizaresa!

    Zero dowodów – po prostu idiotyczny wymysł dziennikarza, który nie ma pojęcia o całej sprawie – a mi to w bezczelny sposób oczernia zawodnika, bez żadnych dowodów sugerując jedno z najgorszych przewinień jakich może się zawodnik dopuścić. Takie komentarze są godne kiboli na Onecie, nie dziennikarza poważnego gazety. Skwitować to można jednym słowem – WSTYD, redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy.

  117. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:24

    I żeby nie było, że piszę to anonimowo, niestety nie mogę się inaczej niż anonimowo zalogować.
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  118. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:24

    I żeby nie było, że piszę to anonimowo, niestety nie mogę się inaczej niż anonimowo zalogować.
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  119. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:24

    I żeby nie było, że piszę to anonimowo, niestety nie mogę się inaczej niż anonimowo zalogować.
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  120. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 18:24

    I żeby nie było, że piszę to anonimowo, niestety nie mogę się inaczej niż anonimowo zalogować.
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  121. pol_michal

    13 listopada 2007 at 19:33

    @Michał Wolff
    Wyluzuj. Po pierwsze to tylko bloggerska spekulacja. Po tak kuriozalnej kontuzji mam prawo podejrzewać wszystko, nawet doping. O tym ostatnim nie pisałem na poważnie i nie rzucałem żadnych oskarżeń. A przecież siedzę w sporcie tak długo, że dawno temu straciłem niewinność i wiarę w czystosć sportowców. Zbyt wiele razy zostałem oszukany, ja, moje emocje i ciężka praca (np na stadionie olimpijskim w Sydney – vide Marion Jones, ale lista mogłaby byc długa).

    A dwa, nie pisz z łaski swojej, że ‚redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy’, bo to jest mój prywatny blogg, a nie redakcji Gazety. To co tu napiszę, nawet największa bzdura, idzie na moje konto. Nie mniej uważam, że spekulacja na temat Canizaresa była uprawniona, podobnie jak niedowierzanie, że Rio Ferdinand zapomniał o kontroli dopingowej, bo za bardzo oddał się zakupom….

  122. pol_michal

    13 listopada 2007 at 19:33

    @Michał Wolff
    Wyluzuj. Po pierwsze to tylko bloggerska spekulacja. Po tak kuriozalnej kontuzji mam prawo podejrzewać wszystko, nawet doping. O tym ostatnim nie pisałem na poważnie i nie rzucałem żadnych oskarżeń. A przecież siedzę w sporcie tak długo, że dawno temu straciłem niewinność i wiarę w czystosć sportowców. Zbyt wiele razy zostałem oszukany, ja, moje emocje i ciężka praca (np na stadionie olimpijskim w Sydney – vide Marion Jones, ale lista mogłaby byc długa).

    A dwa, nie pisz z łaski swojej, że ‚redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy’, bo to jest mój prywatny blogg, a nie redakcji Gazety. To co tu napiszę, nawet największa bzdura, idzie na moje konto. Nie mniej uważam, że spekulacja na temat Canizaresa była uprawniona, podobnie jak niedowierzanie, że Rio Ferdinand zapomniał o kontroli dopingowej, bo za bardzo oddał się zakupom….

  123. pol_michal

    13 listopada 2007 at 19:33

    @Michał Wolff
    Wyluzuj. Po pierwsze to tylko bloggerska spekulacja. Po tak kuriozalnej kontuzji mam prawo podejrzewać wszystko, nawet doping. O tym ostatnim nie pisałem na poważnie i nie rzucałem żadnych oskarżeń. A przecież siedzę w sporcie tak długo, że dawno temu straciłem niewinność i wiarę w czystosć sportowców. Zbyt wiele razy zostałem oszukany, ja, moje emocje i ciężka praca (np na stadionie olimpijskim w Sydney – vide Marion Jones, ale lista mogłaby byc długa).

    A dwa, nie pisz z łaski swojej, że ‚redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy’, bo to jest mój prywatny blogg, a nie redakcji Gazety. To co tu napiszę, nawet największa bzdura, idzie na moje konto. Nie mniej uważam, że spekulacja na temat Canizaresa była uprawniona, podobnie jak niedowierzanie, że Rio Ferdinand zapomniał o kontroli dopingowej, bo za bardzo oddał się zakupom….

  124. pol_michal

    13 listopada 2007 at 19:33

    @Michał Wolff
    Wyluzuj. Po pierwsze to tylko bloggerska spekulacja. Po tak kuriozalnej kontuzji mam prawo podejrzewać wszystko, nawet doping. O tym ostatnim nie pisałem na poważnie i nie rzucałem żadnych oskarżeń. A przecież siedzę w sporcie tak długo, że dawno temu straciłem niewinność i wiarę w czystosć sportowców. Zbyt wiele razy zostałem oszukany, ja, moje emocje i ciężka praca (np na stadionie olimpijskim w Sydney – vide Marion Jones, ale lista mogłaby byc długa).

    A dwa, nie pisz z łaski swojej, że ‚redakcja sportowa „Wyborczej” coraz bardziej schodzi na psy’, bo to jest mój prywatny blogg, a nie redakcji Gazety. To co tu napiszę, nawet największa bzdura, idzie na moje konto. Nie mniej uważam, że spekulacja na temat Canizaresa była uprawniona, podobnie jak niedowierzanie, że Rio Ferdinand zapomniał o kontroli dopingowej, bo za bardzo oddał się zakupom….

  125. janiduch

    13 listopada 2007 at 20:20

    O my God! Cóż za nerwy w tej dyskusji:D
    A Leo? Co sądzicie o Leo? Ja się bardzo cieszę, że przedłuży kontrakt i że nie ważne (mam nadzieje, bo za bardzo PZPN-owi nie ufam:-)pewnie nie tylko ja) czy wejdziemy do Euro 2008 (a na pewno wejdziemy!) to i tak Leo zostaje z nami! Niech zostaje jak najdłużej! Przecież to też on tworzył system szkolenia o ile się nie mylę w Ajaksie Amsterdam, to może i u nas by coś stworzył. System do szkolenia młodzieży, tylko czy pezetpeenowski beton na to pozwoli?
    ocobe.blox.pl/2007/11/Krok-po-kroku-je.html

    A może znacie jakieś przykłady głupich kontuzji w naszej piłce? Bo ciągle tylko Anglia (chyba naprawdę mają pecha, albo są trochę głupi:-) albo Hiszpania, a co z Polską?

  126. janiduch

    13 listopada 2007 at 20:20

    O my God! Cóż za nerwy w tej dyskusji:D
    A Leo? Co sądzicie o Leo? Ja się bardzo cieszę, że przedłuży kontrakt i że nie ważne (mam nadzieje, bo za bardzo PZPN-owi nie ufam:-)pewnie nie tylko ja) czy wejdziemy do Euro 2008 (a na pewno wejdziemy!) to i tak Leo zostaje z nami! Niech zostaje jak najdłużej! Przecież to też on tworzył system szkolenia o ile się nie mylę w Ajaksie Amsterdam, to może i u nas by coś stworzył. System do szkolenia młodzieży, tylko czy pezetpeenowski beton na to pozwoli?
    ocobe.blox.pl/2007/11/Krok-po-kroku-je.html

    A może znacie jakieś przykłady głupich kontuzji w naszej piłce? Bo ciągle tylko Anglia (chyba naprawdę mają pecha, albo są trochę głupi:-) albo Hiszpania, a co z Polską?

  127. janiduch

    13 listopada 2007 at 20:20

    O my God! Cóż za nerwy w tej dyskusji:D
    A Leo? Co sądzicie o Leo? Ja się bardzo cieszę, że przedłuży kontrakt i że nie ważne (mam nadzieje, bo za bardzo PZPN-owi nie ufam:-)pewnie nie tylko ja) czy wejdziemy do Euro 2008 (a na pewno wejdziemy!) to i tak Leo zostaje z nami! Niech zostaje jak najdłużej! Przecież to też on tworzył system szkolenia o ile się nie mylę w Ajaksie Amsterdam, to może i u nas by coś stworzył. System do szkolenia młodzieży, tylko czy pezetpeenowski beton na to pozwoli?
    ocobe.blox.pl/2007/11/Krok-po-kroku-je.html

    A może znacie jakieś przykłady głupich kontuzji w naszej piłce? Bo ciągle tylko Anglia (chyba naprawdę mają pecha, albo są trochę głupi:-) albo Hiszpania, a co z Polską?

  128. janiduch

    13 listopada 2007 at 20:20

    O my God! Cóż za nerwy w tej dyskusji:D
    A Leo? Co sądzicie o Leo? Ja się bardzo cieszę, że przedłuży kontrakt i że nie ważne (mam nadzieje, bo za bardzo PZPN-owi nie ufam:-)pewnie nie tylko ja) czy wejdziemy do Euro 2008 (a na pewno wejdziemy!) to i tak Leo zostaje z nami! Niech zostaje jak najdłużej! Przecież to też on tworzył system szkolenia o ile się nie mylę w Ajaksie Amsterdam, to może i u nas by coś stworzył. System do szkolenia młodzieży, tylko czy pezetpeenowski beton na to pozwoli?
    ocobe.blox.pl/2007/11/Krok-po-kroku-je.html

    A może znacie jakieś przykłady głupich kontuzji w naszej piłce? Bo ciągle tylko Anglia (chyba naprawdę mają pecha, albo są trochę głupi:-) albo Hiszpania, a co z Polską?

  129. yavoro

    13 listopada 2007 at 20:22

    @Michał Wolff
    skoro jesteś takim perfekcjonistycznym skrupulantem radzę przyjrzeć się definicji bloga… Jest to pisanie, który służy osobistym wynurzeniom, a nie dziennikarskiemu relacjonowaniu faktów, które w taki czy inny sposób kształtuje społeczną opinię… oczywiście każda krytyka może mieć niewidoczne podłoże, typu sympatie i antypatie polityczne albo np. boleśnie schrzaniony dzień, więc, w moim odczuciu, dyskusja na temat pańskiego niesmacznego”wyskoku nie ma tutaj najmniejszego sensu

  130. yavoro

    13 listopada 2007 at 20:22

    @Michał Wolff
    skoro jesteś takim perfekcjonistycznym skrupulantem radzę przyjrzeć się definicji bloga… Jest to pisanie, który służy osobistym wynurzeniom, a nie dziennikarskiemu relacjonowaniu faktów, które w taki czy inny sposób kształtuje społeczną opinię… oczywiście każda krytyka może mieć niewidoczne podłoże, typu sympatie i antypatie polityczne albo np. boleśnie schrzaniony dzień, więc, w moim odczuciu, dyskusja na temat pańskiego niesmacznego”wyskoku nie ma tutaj najmniejszego sensu

  131. yavoro

    13 listopada 2007 at 20:22

    @Michał Wolff
    skoro jesteś takim perfekcjonistycznym skrupulantem radzę przyjrzeć się definicji bloga… Jest to pisanie, który służy osobistym wynurzeniom, a nie dziennikarskiemu relacjonowaniu faktów, które w taki czy inny sposób kształtuje społeczną opinię… oczywiście każda krytyka może mieć niewidoczne podłoże, typu sympatie i antypatie polityczne albo np. boleśnie schrzaniony dzień, więc, w moim odczuciu, dyskusja na temat pańskiego niesmacznego”wyskoku nie ma tutaj najmniejszego sensu

  132. yavoro

    13 listopada 2007 at 20:22

    @Michał Wolff
    skoro jesteś takim perfekcjonistycznym skrupulantem radzę przyjrzeć się definicji bloga… Jest to pisanie, który służy osobistym wynurzeniom, a nie dziennikarskiemu relacjonowaniu faktów, które w taki czy inny sposób kształtuje społeczną opinię… oczywiście każda krytyka może mieć niewidoczne podłoże, typu sympatie i antypatie polityczne albo np. boleśnie schrzaniony dzień, więc, w moim odczuciu, dyskusja na temat pańskiego niesmacznego”wyskoku nie ma tutaj najmniejszego sensu

  133. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 20:24

    Tłumaczenie typu „bloggerska spekulacja”, „z powodu kuriozalnej sytuacji mam prawo podejrzewać wszystko” – Pan wybaczy ale jest godne przedszkolaka. Równie dobrze ja mogę podejrzewać, że ponieważ jak na typowego mężczyznę ma Pan bardzo wysoki, niemal kobiecy głos – jest Pan homoseksualistą. To też „tylko” spekulacja oparta na pewnych stereotypach.
    Porównywanie tej sytuacji z Rio Ferdinandem, czy Marion Jones jest zupełnie nie na miejscu – bo w ich przypadkach nie można mówić o braku dowodów, a w przypadku Canizaresa nie ma ABSOLUTNIE ŻADNYCH dowodów na doping. Podobnie jest i w kolarstwie, którym się sporo interesuję, a gdzie doping to sprawa niemal powszechna. I mimo wewnętrznego przekonania „że przecież wszyscy biorą” nie wolno bezpodstawnie rzucać cienia na czyjeś dobre imię, jeśli się nie ma dowodów – w państwie prawa obowiązuje zasada „niewinny dopóki nie dowiedziono winy”. Canizares bez najmniejszego problemu wygrałby z Panem sprawę o zniesławienie w każdym sądzie – polskim czy hiszpańskim. A u nas dziennikarze lubią „tylko pospekulować” – bo przecież ich to nic nie kosztuje, a artykuł zaraz będzie ciekawszy, a to że kogoś przy okazji oplują niewiele ich interesuje.
    Pisze Pan, że ten blog jest tylko na Pana konto – ale tak łatwo to się wykręcić nie da. Jest Pan dzienikarzem „Wyborczej” – i każdy o tym wie. Gazetę tworzą dziennikarze – i to oni decydują o jej obliczu. To nie jest tak, że na konto „Wyborczej” idzie tylko to co Pan napisze w gazecie. Czy to się Panu podoba czy nie – ludzie kojarzą Pana osobę z „Wyborczą” – i to co tu Pan pisze będzie z nią kojarzone.
    I jeszcze sarkastyczna uwaga – Pana gazeta nie raz ostro protestowała przeciwko braciom Kaczyńskim, który rzucali masę oskarżeń bez cienia dowodu, a co Pan robi? Czym się różnią np. słynne „pytania” Leppera z trybuny sejmowej odnośnie korupcji polityków od Pana oskarżeń? Przecież on „tylko pytał”, Pan „tylko sugeruje”
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  134. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 20:24

    Tłumaczenie typu „bloggerska spekulacja”, „z powodu kuriozalnej sytuacji mam prawo podejrzewać wszystko” – Pan wybaczy ale jest godne przedszkolaka. Równie dobrze ja mogę podejrzewać, że ponieważ jak na typowego mężczyznę ma Pan bardzo wysoki, niemal kobiecy głos – jest Pan homoseksualistą. To też „tylko” spekulacja oparta na pewnych stereotypach.
    Porównywanie tej sytuacji z Rio Ferdinandem, czy Marion Jones jest zupełnie nie na miejscu – bo w ich przypadkach nie można mówić o braku dowodów, a w przypadku Canizaresa nie ma ABSOLUTNIE ŻADNYCH dowodów na doping. Podobnie jest i w kolarstwie, którym się sporo interesuję, a gdzie doping to sprawa niemal powszechna. I mimo wewnętrznego przekonania „że przecież wszyscy biorą” nie wolno bezpodstawnie rzucać cienia na czyjeś dobre imię, jeśli się nie ma dowodów – w państwie prawa obowiązuje zasada „niewinny dopóki nie dowiedziono winy”. Canizares bez najmniejszego problemu wygrałby z Panem sprawę o zniesławienie w każdym sądzie – polskim czy hiszpańskim. A u nas dziennikarze lubią „tylko pospekulować” – bo przecież ich to nic nie kosztuje, a artykuł zaraz będzie ciekawszy, a to że kogoś przy okazji oplują niewiele ich interesuje.
    Pisze Pan, że ten blog jest tylko na Pana konto – ale tak łatwo to się wykręcić nie da. Jest Pan dzienikarzem „Wyborczej” – i każdy o tym wie. Gazetę tworzą dziennikarze – i to oni decydują o jej obliczu. To nie jest tak, że na konto „Wyborczej” idzie tylko to co Pan napisze w gazecie. Czy to się Panu podoba czy nie – ludzie kojarzą Pana osobę z „Wyborczą” – i to co tu Pan pisze będzie z nią kojarzone.
    I jeszcze sarkastyczna uwaga – Pana gazeta nie raz ostro protestowała przeciwko braciom Kaczyńskim, który rzucali masę oskarżeń bez cienia dowodu, a co Pan robi? Czym się różnią np. słynne „pytania” Leppera z trybuny sejmowej odnośnie korupcji polityków od Pana oskarżeń? Przecież on „tylko pytał”, Pan „tylko sugeruje”
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  135. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 20:24

    Tłumaczenie typu „bloggerska spekulacja”, „z powodu kuriozalnej sytuacji mam prawo podejrzewać wszystko” – Pan wybaczy ale jest godne przedszkolaka. Równie dobrze ja mogę podejrzewać, że ponieważ jak na typowego mężczyznę ma Pan bardzo wysoki, niemal kobiecy głos – jest Pan homoseksualistą. To też „tylko” spekulacja oparta na pewnych stereotypach.
    Porównywanie tej sytuacji z Rio Ferdinandem, czy Marion Jones jest zupełnie nie na miejscu – bo w ich przypadkach nie można mówić o braku dowodów, a w przypadku Canizaresa nie ma ABSOLUTNIE ŻADNYCH dowodów na doping. Podobnie jest i w kolarstwie, którym się sporo interesuję, a gdzie doping to sprawa niemal powszechna. I mimo wewnętrznego przekonania „że przecież wszyscy biorą” nie wolno bezpodstawnie rzucać cienia na czyjeś dobre imię, jeśli się nie ma dowodów – w państwie prawa obowiązuje zasada „niewinny dopóki nie dowiedziono winy”. Canizares bez najmniejszego problemu wygrałby z Panem sprawę o zniesławienie w każdym sądzie – polskim czy hiszpańskim. A u nas dziennikarze lubią „tylko pospekulować” – bo przecież ich to nic nie kosztuje, a artykuł zaraz będzie ciekawszy, a to że kogoś przy okazji oplują niewiele ich interesuje.
    Pisze Pan, że ten blog jest tylko na Pana konto – ale tak łatwo to się wykręcić nie da. Jest Pan dzienikarzem „Wyborczej” – i każdy o tym wie. Gazetę tworzą dziennikarze – i to oni decydują o jej obliczu. To nie jest tak, że na konto „Wyborczej” idzie tylko to co Pan napisze w gazecie. Czy to się Panu podoba czy nie – ludzie kojarzą Pana osobę z „Wyborczą” – i to co tu Pan pisze będzie z nią kojarzone.
    I jeszcze sarkastyczna uwaga – Pana gazeta nie raz ostro protestowała przeciwko braciom Kaczyńskim, który rzucali masę oskarżeń bez cienia dowodu, a co Pan robi? Czym się różnią np. słynne „pytania” Leppera z trybuny sejmowej odnośnie korupcji polityków od Pana oskarżeń? Przecież on „tylko pytał”, Pan „tylko sugeruje”
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  136. Gość: , 195.245.213.*

    13 listopada 2007 at 20:24

    Tłumaczenie typu „bloggerska spekulacja”, „z powodu kuriozalnej sytuacji mam prawo podejrzewać wszystko” – Pan wybaczy ale jest godne przedszkolaka. Równie dobrze ja mogę podejrzewać, że ponieważ jak na typowego mężczyznę ma Pan bardzo wysoki, niemal kobiecy głos – jest Pan homoseksualistą. To też „tylko” spekulacja oparta na pewnych stereotypach.
    Porównywanie tej sytuacji z Rio Ferdinandem, czy Marion Jones jest zupełnie nie na miejscu – bo w ich przypadkach nie można mówić o braku dowodów, a w przypadku Canizaresa nie ma ABSOLUTNIE ŻADNYCH dowodów na doping. Podobnie jest i w kolarstwie, którym się sporo interesuję, a gdzie doping to sprawa niemal powszechna. I mimo wewnętrznego przekonania „że przecież wszyscy biorą” nie wolno bezpodstawnie rzucać cienia na czyjeś dobre imię, jeśli się nie ma dowodów – w państwie prawa obowiązuje zasada „niewinny dopóki nie dowiedziono winy”. Canizares bez najmniejszego problemu wygrałby z Panem sprawę o zniesławienie w każdym sądzie – polskim czy hiszpańskim. A u nas dziennikarze lubią „tylko pospekulować” – bo przecież ich to nic nie kosztuje, a artykuł zaraz będzie ciekawszy, a to że kogoś przy okazji oplują niewiele ich interesuje.
    Pisze Pan, że ten blog jest tylko na Pana konto – ale tak łatwo to się wykręcić nie da. Jest Pan dzienikarzem „Wyborczej” – i każdy o tym wie. Gazetę tworzą dziennikarze – i to oni decydują o jej obliczu. To nie jest tak, że na konto „Wyborczej” idzie tylko to co Pan napisze w gazecie. Czy to się Panu podoba czy nie – ludzie kojarzą Pana osobę z „Wyborczą” – i to co tu Pan pisze będzie z nią kojarzone.
    I jeszcze sarkastyczna uwaga – Pana gazeta nie raz ostro protestowała przeciwko braciom Kaczyńskim, który rzucali masę oskarżeń bez cienia dowodu, a co Pan robi? Czym się różnią np. słynne „pytania” Leppera z trybuny sejmowej odnośnie korupcji polityków od Pana oskarżeń? Przecież on „tylko pytał”, Pan „tylko sugeruje”
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  137. pol_michal

    13 listopada 2007 at 22:04

    @Michał Wolff
    Przesaaaadzasz. Słowa ‚Do dziś nie wiem, czy Canizares rzeczywiście doznał tej kontuzji, czy tylko ściemniał, bo bał się wyjazdu z powodu np. ewentualnych kontroli dopingowych’ to tylko wyraz zdumienia okolicznościami tamtej kontuzji. Mógł sie bać wyjazdu np z powodu kompromitacji, bo Hiszpanie ‚graja jak nigdy, przegrywają jak zawsze’, mógł się bać lecieć tak daleko samolotem, a mógł się bać kontroli albowiem zawodowym piłkarzom zdarza sie od czasu do czasu coś wstrzyknąć, zapalić, połknąć…
    Nie stawiam żadnych zarzutów, nie piszę że brał to czy tamto i nie zdążył się wypłukać. O nic go nie oskarżam. Nie twierdzę radykalnie, że ‚już nikt przez niego nie zginie’ ani, że ‚jest dziś tu gdzie wtedy stało ZOMO’.
    Ale rozumiem dopingowe przeczulenie u przestawiciela dyscypliny, w której (u zawodowców) nie ma czystych, a tylko niezłapani. Nie mniej uważam, że żaden sąd, hiszpański czy polski by mnie za nie nie skazał. Gdyby jednak doszło do procesu, to przyznasz, że za to co napisałem na blogu oskarżono by mnie, a nie redakcję ‚Gazety Wyborczej’? To jest ta różnica.

  138. pol_michal

    13 listopada 2007 at 22:04

    @Michał Wolff
    Przesaaaadzasz. Słowa ‚Do dziś nie wiem, czy Canizares rzeczywiście doznał tej kontuzji, czy tylko ściemniał, bo bał się wyjazdu z powodu np. ewentualnych kontroli dopingowych’ to tylko wyraz zdumienia okolicznościami tamtej kontuzji. Mógł sie bać wyjazdu np z powodu kompromitacji, bo Hiszpanie ‚graja jak nigdy, przegrywają jak zawsze’, mógł się bać lecieć tak daleko samolotem, a mógł się bać kontroli albowiem zawodowym piłkarzom zdarza sie od czasu do czasu coś wstrzyknąć, zapalić, połknąć…
    Nie stawiam żadnych zarzutów, nie piszę że brał to czy tamto i nie zdążył się wypłukać. O nic go nie oskarżam. Nie twierdzę radykalnie, że ‚już nikt przez niego nie zginie’ ani, że ‚jest dziś tu gdzie wtedy stało ZOMO’.
    Ale rozumiem dopingowe przeczulenie u przestawiciela dyscypliny, w której (u zawodowców) nie ma czystych, a tylko niezłapani. Nie mniej uważam, że żaden sąd, hiszpański czy polski by mnie za nie nie skazał. Gdyby jednak doszło do procesu, to przyznasz, że za to co napisałem na blogu oskarżono by mnie, a nie redakcję ‚Gazety Wyborczej’? To jest ta różnica.

  139. pol_michal

    13 listopada 2007 at 22:04

    @Michał Wolff
    Przesaaaadzasz. Słowa ‚Do dziś nie wiem, czy Canizares rzeczywiście doznał tej kontuzji, czy tylko ściemniał, bo bał się wyjazdu z powodu np. ewentualnych kontroli dopingowych’ to tylko wyraz zdumienia okolicznościami tamtej kontuzji. Mógł sie bać wyjazdu np z powodu kompromitacji, bo Hiszpanie ‚graja jak nigdy, przegrywają jak zawsze’, mógł się bać lecieć tak daleko samolotem, a mógł się bać kontroli albowiem zawodowym piłkarzom zdarza sie od czasu do czasu coś wstrzyknąć, zapalić, połknąć…
    Nie stawiam żadnych zarzutów, nie piszę że brał to czy tamto i nie zdążył się wypłukać. O nic go nie oskarżam. Nie twierdzę radykalnie, że ‚już nikt przez niego nie zginie’ ani, że ‚jest dziś tu gdzie wtedy stało ZOMO’.
    Ale rozumiem dopingowe przeczulenie u przestawiciela dyscypliny, w której (u zawodowców) nie ma czystych, a tylko niezłapani. Nie mniej uważam, że żaden sąd, hiszpański czy polski by mnie za nie nie skazał. Gdyby jednak doszło do procesu, to przyznasz, że za to co napisałem na blogu oskarżono by mnie, a nie redakcję ‚Gazety Wyborczej’? To jest ta różnica.

  140. pol_michal

    13 listopada 2007 at 22:04

    @Michał Wolff
    Przesaaaadzasz. Słowa ‚Do dziś nie wiem, czy Canizares rzeczywiście doznał tej kontuzji, czy tylko ściemniał, bo bał się wyjazdu z powodu np. ewentualnych kontroli dopingowych’ to tylko wyraz zdumienia okolicznościami tamtej kontuzji. Mógł sie bać wyjazdu np z powodu kompromitacji, bo Hiszpanie ‚graja jak nigdy, przegrywają jak zawsze’, mógł się bać lecieć tak daleko samolotem, a mógł się bać kontroli albowiem zawodowym piłkarzom zdarza sie od czasu do czasu coś wstrzyknąć, zapalić, połknąć…
    Nie stawiam żadnych zarzutów, nie piszę że brał to czy tamto i nie zdążył się wypłukać. O nic go nie oskarżam. Nie twierdzę radykalnie, że ‚już nikt przez niego nie zginie’ ani, że ‚jest dziś tu gdzie wtedy stało ZOMO’.
    Ale rozumiem dopingowe przeczulenie u przestawiciela dyscypliny, w której (u zawodowców) nie ma czystych, a tylko niezłapani. Nie mniej uważam, że żaden sąd, hiszpański czy polski by mnie za nie nie skazał. Gdyby jednak doszło do procesu, to przyznasz, że za to co napisałem na blogu oskarżono by mnie, a nie redakcję ‚Gazety Wyborczej’? To jest ta różnica.

  141. matisitnik

    13 listopada 2007 at 23:37

    Heh, doping a kolarstwo. Według wielu maraton można na maksimum możliwości przebiec trzy razy w roku(42km). Przez resztę czasu organizm się regeneruje po ogromnym wysiłku.

    W Tour de France na przykład w tym roku podczas trzech tygodni kolarze pokonali 3.570km! Nikt mi nie powie, że taki dystans pokonuje się na Pysiach, czy też Kubusiach, ewentualnie w wersji hardcore-Powerade 😉 Doping to sprawa powszechna w wielu dyscyplinach sportowych nie ma co do tego wątpliwości. Tylko, że wykrycie coraz to nowszych i lepszych substancji jest niemal nie możliwe. A nawet jeśli to sportowiec zawsze ma prawo do obrony i wychodzi na jego… Inna sprawa to fakt, że kiedyś wystarczyło zjeść trzy drożdżówki z makiem, by wykryto doping w naszej krwi. Taki paradoks. Dziś można inaczej stracić prawo do wykonywania zawodu(sportowca). Otóż odżywki są dziś bardzo powszechne i te sportowcy stosują na potęgę. Ale naprawdę nie wiadomo co jakaś firma z USA może do nich dodać by działały. Potem wychodzą afery dopingowe, bo zawodnik był całkowicie nieświadomy tego co robi. Najlepsze jest to, że często takie przekręty są stosowane w jednej partii. Więc później ciężko udowodnić winę firmie…

  142. matisitnik

    13 listopada 2007 at 23:37

    Heh, doping a kolarstwo. Według wielu maraton można na maksimum możliwości przebiec trzy razy w roku(42km). Przez resztę czasu organizm się regeneruje po ogromnym wysiłku.

    W Tour de France na przykład w tym roku podczas trzech tygodni kolarze pokonali 3.570km! Nikt mi nie powie, że taki dystans pokonuje się na Pysiach, czy też Kubusiach, ewentualnie w wersji hardcore-Powerade 😉 Doping to sprawa powszechna w wielu dyscyplinach sportowych nie ma co do tego wątpliwości. Tylko, że wykrycie coraz to nowszych i lepszych substancji jest niemal nie możliwe. A nawet jeśli to sportowiec zawsze ma prawo do obrony i wychodzi na jego… Inna sprawa to fakt, że kiedyś wystarczyło zjeść trzy drożdżówki z makiem, by wykryto doping w naszej krwi. Taki paradoks. Dziś można inaczej stracić prawo do wykonywania zawodu(sportowca). Otóż odżywki są dziś bardzo powszechne i te sportowcy stosują na potęgę. Ale naprawdę nie wiadomo co jakaś firma z USA może do nich dodać by działały. Potem wychodzą afery dopingowe, bo zawodnik był całkowicie nieświadomy tego co robi. Najlepsze jest to, że często takie przekręty są stosowane w jednej partii. Więc później ciężko udowodnić winę firmie…

  143. matisitnik

    13 listopada 2007 at 23:37

    Heh, doping a kolarstwo. Według wielu maraton można na maksimum możliwości przebiec trzy razy w roku(42km). Przez resztę czasu organizm się regeneruje po ogromnym wysiłku.

    W Tour de France na przykład w tym roku podczas trzech tygodni kolarze pokonali 3.570km! Nikt mi nie powie, że taki dystans pokonuje się na Pysiach, czy też Kubusiach, ewentualnie w wersji hardcore-Powerade 😉 Doping to sprawa powszechna w wielu dyscyplinach sportowych nie ma co do tego wątpliwości. Tylko, że wykrycie coraz to nowszych i lepszych substancji jest niemal nie możliwe. A nawet jeśli to sportowiec zawsze ma prawo do obrony i wychodzi na jego… Inna sprawa to fakt, że kiedyś wystarczyło zjeść trzy drożdżówki z makiem, by wykryto doping w naszej krwi. Taki paradoks. Dziś można inaczej stracić prawo do wykonywania zawodu(sportowca). Otóż odżywki są dziś bardzo powszechne i te sportowcy stosują na potęgę. Ale naprawdę nie wiadomo co jakaś firma z USA może do nich dodać by działały. Potem wychodzą afery dopingowe, bo zawodnik był całkowicie nieświadomy tego co robi. Najlepsze jest to, że często takie przekręty są stosowane w jednej partii. Więc później ciężko udowodnić winę firmie…

  144. matisitnik

    13 listopada 2007 at 23:37

    Heh, doping a kolarstwo. Według wielu maraton można na maksimum możliwości przebiec trzy razy w roku(42km). Przez resztę czasu organizm się regeneruje po ogromnym wysiłku.

    W Tour de France na przykład w tym roku podczas trzech tygodni kolarze pokonali 3.570km! Nikt mi nie powie, że taki dystans pokonuje się na Pysiach, czy też Kubusiach, ewentualnie w wersji hardcore-Powerade 😉 Doping to sprawa powszechna w wielu dyscyplinach sportowych nie ma co do tego wątpliwości. Tylko, że wykrycie coraz to nowszych i lepszych substancji jest niemal nie możliwe. A nawet jeśli to sportowiec zawsze ma prawo do obrony i wychodzi na jego… Inna sprawa to fakt, że kiedyś wystarczyło zjeść trzy drożdżówki z makiem, by wykryto doping w naszej krwi. Taki paradoks. Dziś można inaczej stracić prawo do wykonywania zawodu(sportowca). Otóż odżywki są dziś bardzo powszechne i te sportowcy stosują na potęgę. Ale naprawdę nie wiadomo co jakaś firma z USA może do nich dodać by działały. Potem wychodzą afery dopingowe, bo zawodnik był całkowicie nieświadomy tego co robi. Najlepsze jest to, że często takie przekręty są stosowane w jednej partii. Więc później ciężko udowodnić winę firmie…

  145. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:41

    @pol_michal
    Oczywiście że trochę przesadzam, bo porównywanie wyczynów Kaczyńskich do tej sytuacji to że to ujmę po piłkarsku – „nie ta liga”; niemniej mechanizm rzucania błotem jest podobny – łatwo rzucić, trudniej się z niego otrząsnąć.
    Co do spraw sądowych – oczywiście odpowiadałby by Pan sam, ale jak Pan przypuszcza – co napisałaby konkurencja (np. „Rzepa” czy „Dziennik”)? Z prawdziwą przyjemnością poinformowaliby opinię że Michał Pol dziennikarz „Wyborczej” został skazany za zniesławienie. Nikt by nie napisał Michal Pol – autor bloga, takie są po prostu realia.
    Co do kolarstwa – to bynajmniej nie jestem przewrażliwiony. Gdyby tak rozumować – to właśnie oglądając kolarstwo z jego ciągłymi aferami powinienem być bardziej skory do łatwego rzucania oskarżeń – ale ja uważam, że by rzucić oskarżenie musi być chociażby cień dowodu, a nie jak w przypadku Canizaresa zupełnie nic. Jak wpadł następca Armstronga – Włoch Ivan Basso? Otóż w notatniku doktora Fuentesa figurowało imię…jego psa. Niby nic ale był to już ten cień dowodu. A w przypadku Canizaresa nie mamy nic. Wręcz przeciwnie jeśli się logicznie zastanowić – to po co miałby brać doping? W końcu po latach udało mu się wywalczyć miejsce numer 1 w hiszpańskiej bramce, teksty że bał się samolotów (z tego słynął tylko Bergkamp), czy odpowiedzialności można między bajki włożyć. Ale najważniejsze – po kiego licha doping bramkarzowi??? To nie piłkarz z pola, który w ciągu meczu musi zrobić te 10-12km, często na wysokim tempie. Bramkorzowi doping najzwyczajniej w świecie nie jest potrzebny. W piłce dopingu jest znacznie mniej niż w kolarstwie czy lekkoatletyce – bo po prostu nie jest tak potrzebny, ze wpadek znanych piłkarzy przypominam sobie chyba tylko Maradonę podczas Mundialu w USA w 1994. Ale on też nie wpadł na typowym dopingu, ale na kokainie, a ta oprócz efektów wspomagających zawodnika ma też działania ujemne – tak więc wpadka mogła też wynikać z uzależnienia od narkotyków (przecież miał z tym już problemy w Napoli) a nie z chęci dopingu.
    Kończę już te przydługie wywody – mam jakąś niewielką nadzieję, że udało mi się uczulić Pana na pewne sformułowania mogące rzucać cień na czyjeś dobre imię.
    Pozdrawiam!
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  146. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:41

    @pol_michal
    Oczywiście że trochę przesadzam, bo porównywanie wyczynów Kaczyńskich do tej sytuacji to że to ujmę po piłkarsku – „nie ta liga”; niemniej mechanizm rzucania błotem jest podobny – łatwo rzucić, trudniej się z niego otrząsnąć.
    Co do spraw sądowych – oczywiście odpowiadałby by Pan sam, ale jak Pan przypuszcza – co napisałaby konkurencja (np. „Rzepa” czy „Dziennik”)? Z prawdziwą przyjemnością poinformowaliby opinię że Michał Pol dziennikarz „Wyborczej” został skazany za zniesławienie. Nikt by nie napisał Michal Pol – autor bloga, takie są po prostu realia.
    Co do kolarstwa – to bynajmniej nie jestem przewrażliwiony. Gdyby tak rozumować – to właśnie oglądając kolarstwo z jego ciągłymi aferami powinienem być bardziej skory do łatwego rzucania oskarżeń – ale ja uważam, że by rzucić oskarżenie musi być chociażby cień dowodu, a nie jak w przypadku Canizaresa zupełnie nic. Jak wpadł następca Armstronga – Włoch Ivan Basso? Otóż w notatniku doktora Fuentesa figurowało imię…jego psa. Niby nic ale był to już ten cień dowodu. A w przypadku Canizaresa nie mamy nic. Wręcz przeciwnie jeśli się logicznie zastanowić – to po co miałby brać doping? W końcu po latach udało mu się wywalczyć miejsce numer 1 w hiszpańskiej bramce, teksty że bał się samolotów (z tego słynął tylko Bergkamp), czy odpowiedzialności można między bajki włożyć. Ale najważniejsze – po kiego licha doping bramkarzowi??? To nie piłkarz z pola, który w ciągu meczu musi zrobić te 10-12km, często na wysokim tempie. Bramkorzowi doping najzwyczajniej w świecie nie jest potrzebny. W piłce dopingu jest znacznie mniej niż w kolarstwie czy lekkoatletyce – bo po prostu nie jest tak potrzebny, ze wpadek znanych piłkarzy przypominam sobie chyba tylko Maradonę podczas Mundialu w USA w 1994. Ale on też nie wpadł na typowym dopingu, ale na kokainie, a ta oprócz efektów wspomagających zawodnika ma też działania ujemne – tak więc wpadka mogła też wynikać z uzależnienia od narkotyków (przecież miał z tym już problemy w Napoli) a nie z chęci dopingu.
    Kończę już te przydługie wywody – mam jakąś niewielką nadzieję, że udało mi się uczulić Pana na pewne sformułowania mogące rzucać cień na czyjeś dobre imię.
    Pozdrawiam!
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  147. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:41

    @pol_michal
    Oczywiście że trochę przesadzam, bo porównywanie wyczynów Kaczyńskich do tej sytuacji to że to ujmę po piłkarsku – „nie ta liga”; niemniej mechanizm rzucania błotem jest podobny – łatwo rzucić, trudniej się z niego otrząsnąć.
    Co do spraw sądowych – oczywiście odpowiadałby by Pan sam, ale jak Pan przypuszcza – co napisałaby konkurencja (np. „Rzepa” czy „Dziennik”)? Z prawdziwą przyjemnością poinformowaliby opinię że Michał Pol dziennikarz „Wyborczej” został skazany za zniesławienie. Nikt by nie napisał Michal Pol – autor bloga, takie są po prostu realia.
    Co do kolarstwa – to bynajmniej nie jestem przewrażliwiony. Gdyby tak rozumować – to właśnie oglądając kolarstwo z jego ciągłymi aferami powinienem być bardziej skory do łatwego rzucania oskarżeń – ale ja uważam, że by rzucić oskarżenie musi być chociażby cień dowodu, a nie jak w przypadku Canizaresa zupełnie nic. Jak wpadł następca Armstronga – Włoch Ivan Basso? Otóż w notatniku doktora Fuentesa figurowało imię…jego psa. Niby nic ale był to już ten cień dowodu. A w przypadku Canizaresa nie mamy nic. Wręcz przeciwnie jeśli się logicznie zastanowić – to po co miałby brać doping? W końcu po latach udało mu się wywalczyć miejsce numer 1 w hiszpańskiej bramce, teksty że bał się samolotów (z tego słynął tylko Bergkamp), czy odpowiedzialności można między bajki włożyć. Ale najważniejsze – po kiego licha doping bramkarzowi??? To nie piłkarz z pola, który w ciągu meczu musi zrobić te 10-12km, często na wysokim tempie. Bramkorzowi doping najzwyczajniej w świecie nie jest potrzebny. W piłce dopingu jest znacznie mniej niż w kolarstwie czy lekkoatletyce – bo po prostu nie jest tak potrzebny, ze wpadek znanych piłkarzy przypominam sobie chyba tylko Maradonę podczas Mundialu w USA w 1994. Ale on też nie wpadł na typowym dopingu, ale na kokainie, a ta oprócz efektów wspomagających zawodnika ma też działania ujemne – tak więc wpadka mogła też wynikać z uzależnienia od narkotyków (przecież miał z tym już problemy w Napoli) a nie z chęci dopingu.
    Kończę już te przydługie wywody – mam jakąś niewielką nadzieję, że udało mi się uczulić Pana na pewne sformułowania mogące rzucać cień na czyjeś dobre imię.
    Pozdrawiam!
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  148. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:41

    @pol_michal
    Oczywiście że trochę przesadzam, bo porównywanie wyczynów Kaczyńskich do tej sytuacji to że to ujmę po piłkarsku – „nie ta liga”; niemniej mechanizm rzucania błotem jest podobny – łatwo rzucić, trudniej się z niego otrząsnąć.
    Co do spraw sądowych – oczywiście odpowiadałby by Pan sam, ale jak Pan przypuszcza – co napisałaby konkurencja (np. „Rzepa” czy „Dziennik”)? Z prawdziwą przyjemnością poinformowaliby opinię że Michał Pol dziennikarz „Wyborczej” został skazany za zniesławienie. Nikt by nie napisał Michal Pol – autor bloga, takie są po prostu realia.
    Co do kolarstwa – to bynajmniej nie jestem przewrażliwiony. Gdyby tak rozumować – to właśnie oglądając kolarstwo z jego ciągłymi aferami powinienem być bardziej skory do łatwego rzucania oskarżeń – ale ja uważam, że by rzucić oskarżenie musi być chociażby cień dowodu, a nie jak w przypadku Canizaresa zupełnie nic. Jak wpadł następca Armstronga – Włoch Ivan Basso? Otóż w notatniku doktora Fuentesa figurowało imię…jego psa. Niby nic ale był to już ten cień dowodu. A w przypadku Canizaresa nie mamy nic. Wręcz przeciwnie jeśli się logicznie zastanowić – to po co miałby brać doping? W końcu po latach udało mu się wywalczyć miejsce numer 1 w hiszpańskiej bramce, teksty że bał się samolotów (z tego słynął tylko Bergkamp), czy odpowiedzialności można między bajki włożyć. Ale najważniejsze – po kiego licha doping bramkarzowi??? To nie piłkarz z pola, który w ciągu meczu musi zrobić te 10-12km, często na wysokim tempie. Bramkorzowi doping najzwyczajniej w świecie nie jest potrzebny. W piłce dopingu jest znacznie mniej niż w kolarstwie czy lekkoatletyce – bo po prostu nie jest tak potrzebny, ze wpadek znanych piłkarzy przypominam sobie chyba tylko Maradonę podczas Mundialu w USA w 1994. Ale on też nie wpadł na typowym dopingu, ale na kokainie, a ta oprócz efektów wspomagających zawodnika ma też działania ujemne – tak więc wpadka mogła też wynikać z uzależnienia od narkotyków (przecież miał z tym już problemy w Napoli) a nie z chęci dopingu.
    Kończę już te przydługie wywody – mam jakąś niewielką nadzieję, że udało mi się uczulić Pana na pewne sformułowania mogące rzucać cień na czyjeś dobre imię.
    Pozdrawiam!
    Michał Wolff
    http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

  149. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:53

    @matisitnik
    Widać, że wielkim znawcą kolarstwa nie jesteś. W Tour de France to nie dystans jest czymś niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Dobrze wysportowany człowiek, jadąc na szosowym rowerze jest w stanie przejechać taką trasę w trzy tygodnie, bez żadnego wspomagania, a co dopiero zawodowiec. To nie dystans ale tempo jakim jadą kolarze powoduje go niedostępnym dla wielu bez wspomagania. Obecnie najdłuższe etapy dochodzą do 250km, przed wojną, gdy nie było jeszcze przerzutek, a sporoa część dróg była fatalna jeździło się o wiele bardziej mordercze dystanse – nawet i ponad 400km, były także i etapy nocne, a medycyna sportowa wówczas nie istniała, co najwyżej pojedyncczy zawodnicy wspomagali się środkami typu kokaina.
    A w teksty o zawodnikach, którzy przypadkiem coś łyknęli – po prostu nie wierzę, to standardowe tłumaczenie wszystkich dopingowiczów, żadna firma produkująca sportowe odżywki (te legalne oczywiście) nie może sobie pozwolić na jakieś machinacje ze swoimi produktami – bo zwyczajnie chwila w której wyszłoby to na jaw oznaczałaby jej natchmiastowy koniec.

  150. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:53

    @matisitnik
    Widać, że wielkim znawcą kolarstwa nie jesteś. W Tour de France to nie dystans jest czymś niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Dobrze wysportowany człowiek, jadąc na szosowym rowerze jest w stanie przejechać taką trasę w trzy tygodnie, bez żadnego wspomagania, a co dopiero zawodowiec. To nie dystans ale tempo jakim jadą kolarze powoduje go niedostępnym dla wielu bez wspomagania. Obecnie najdłuższe etapy dochodzą do 250km, przed wojną, gdy nie było jeszcze przerzutek, a sporoa część dróg była fatalna jeździło się o wiele bardziej mordercze dystanse – nawet i ponad 400km, były także i etapy nocne, a medycyna sportowa wówczas nie istniała, co najwyżej pojedyncczy zawodnicy wspomagali się środkami typu kokaina.
    A w teksty o zawodnikach, którzy przypadkiem coś łyknęli – po prostu nie wierzę, to standardowe tłumaczenie wszystkich dopingowiczów, żadna firma produkująca sportowe odżywki (te legalne oczywiście) nie może sobie pozwolić na jakieś machinacje ze swoimi produktami – bo zwyczajnie chwila w której wyszłoby to na jaw oznaczałaby jej natchmiastowy koniec.

  151. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:53

    @matisitnik
    Widać, że wielkim znawcą kolarstwa nie jesteś. W Tour de France to nie dystans jest czymś niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Dobrze wysportowany człowiek, jadąc na szosowym rowerze jest w stanie przejechać taką trasę w trzy tygodnie, bez żadnego wspomagania, a co dopiero zawodowiec. To nie dystans ale tempo jakim jadą kolarze powoduje go niedostępnym dla wielu bez wspomagania. Obecnie najdłuższe etapy dochodzą do 250km, przed wojną, gdy nie było jeszcze przerzutek, a sporoa część dróg była fatalna jeździło się o wiele bardziej mordercze dystanse – nawet i ponad 400km, były także i etapy nocne, a medycyna sportowa wówczas nie istniała, co najwyżej pojedyncczy zawodnicy wspomagali się środkami typu kokaina.
    A w teksty o zawodnikach, którzy przypadkiem coś łyknęli – po prostu nie wierzę, to standardowe tłumaczenie wszystkich dopingowiczów, żadna firma produkująca sportowe odżywki (te legalne oczywiście) nie może sobie pozwolić na jakieś machinacje ze swoimi produktami – bo zwyczajnie chwila w której wyszłoby to na jaw oznaczałaby jej natchmiastowy koniec.

  152. Gość: , cqw226.neoplus.adsl.tpnet.pl

    14 listopada 2007 at 13:53

    @matisitnik
    Widać, że wielkim znawcą kolarstwa nie jesteś. W Tour de France to nie dystans jest czymś niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Dobrze wysportowany człowiek, jadąc na szosowym rowerze jest w stanie przejechać taką trasę w trzy tygodnie, bez żadnego wspomagania, a co dopiero zawodowiec. To nie dystans ale tempo jakim jadą kolarze powoduje go niedostępnym dla wielu bez wspomagania. Obecnie najdłuższe etapy dochodzą do 250km, przed wojną, gdy nie było jeszcze przerzutek, a sporoa część dróg była fatalna jeździło się o wiele bardziej mordercze dystanse – nawet i ponad 400km, były także i etapy nocne, a medycyna sportowa wówczas nie istniała, co najwyżej pojedyncczy zawodnicy wspomagali się środkami typu kokaina.
    A w teksty o zawodnikach, którzy przypadkiem coś łyknęli – po prostu nie wierzę, to standardowe tłumaczenie wszystkich dopingowiczów, żadna firma produkująca sportowe odżywki (te legalne oczywiście) nie może sobie pozwolić na jakieś machinacje ze swoimi produktami – bo zwyczajnie chwila w której wyszłoby to na jaw oznaczałaby jej natchmiastowy koniec.

  153. pol_michal

    14 listopada 2007 at 14:03

    @Michał Wolff
    Bramkarze dopingu nie biorą? Jeśli nawet tak, to mógł np palić trawke jak obaj słynni francuscy bramkarze Bernanrd Lama i Fabien Barthez, karani za to zresztą.
    Ale nie, koniec bezpodstawnych oskarżeń wobec Canizaresa, który niczym nam przecież nie zawinił. To były tylko niewinne żarty, ale skoro uważasz, że naruszam jego dobre imię, to okej, już dosyć. Będę w przyszłości uważał, acz w dzisiejszych czasach to bardzo trudne. Wszyscy się tak łatwo obrażąją, o naprawdę drobiazgi, jak jeszcze nigdy (piję do naszych politycznych ulubieńców;).
    A kolarstwo istnieje dla mnie wyłącznie w formie prezentowanych u Ciebie na www (bez żadnych Panów na moim blogu proszę). Na zawodowe nie mogę patrzeć, choć w Eurosporcie to takie piękne widoczki. Ale ostatnio chłopaki doprawdy przebrały miarę.
    Aha, a co do dopingu piłkarzy, coś tam chyba w notesie Fuentesa było na ten temat, ale sprawę bardzo szybko wyciszono…
    pozdro

  154. pol_michal

    14 listopada 2007 at 14:03

    @Michał Wolff
    Bramkarze dopingu nie biorą? Jeśli nawet tak, to mógł np palić trawke jak obaj słynni francuscy bramkarze Bernanrd Lama i Fabien Barthez, karani za to zresztą.
    Ale nie, koniec bezpodstawnych oskarżeń wobec Canizaresa, który niczym nam przecież nie zawinił. To były tylko niewinne żarty, ale skoro uważasz, że naruszam jego dobre imię, to okej, już dosyć. Będę w przyszłości uważał, acz w dzisiejszych czasach to bardzo trudne. Wszyscy się tak łatwo obrażąją, o naprawdę drobiazgi, jak jeszcze nigdy (piję do naszych politycznych ulubieńców;).
    A kolarstwo istnieje dla mnie wyłącznie w formie prezentowanych u Ciebie na www (bez żadnych Panów na moim blogu proszę). Na zawodowe nie mogę patrzeć, choć w Eurosporcie to takie piękne widoczki. Ale ostatnio chłopaki doprawdy przebrały miarę.
    Aha, a co do dopingu piłkarzy, coś tam chyba w notesie Fuentesa było na ten temat, ale sprawę bardzo szybko wyciszono…
    pozdro

  155. pol_michal

    14 listopada 2007 at 14:03

    @Michał Wolff
    Bramkarze dopingu nie biorą? Jeśli nawet tak, to mógł np palić trawke jak obaj słynni francuscy bramkarze Bernanrd Lama i Fabien Barthez, karani za to zresztą.
    Ale nie, koniec bezpodstawnych oskarżeń wobec Canizaresa, który niczym nam przecież nie zawinił. To były tylko niewinne żarty, ale skoro uważasz, że naruszam jego dobre imię, to okej, już dosyć. Będę w przyszłości uważał, acz w dzisiejszych czasach to bardzo trudne. Wszyscy się tak łatwo obrażąją, o naprawdę drobiazgi, jak jeszcze nigdy (piję do naszych politycznych ulubieńców;).
    A kolarstwo istnieje dla mnie wyłącznie w formie prezentowanych u Ciebie na www (bez żadnych Panów na moim blogu proszę). Na zawodowe nie mogę patrzeć, choć w Eurosporcie to takie piękne widoczki. Ale ostatnio chłopaki doprawdy przebrały miarę.
    Aha, a co do dopingu piłkarzy, coś tam chyba w notesie Fuentesa było na ten temat, ale sprawę bardzo szybko wyciszono…
    pozdro

  156. pol_michal

    14 listopada 2007 at 14:03

    @Michał Wolff
    Bramkarze dopingu nie biorą? Jeśli nawet tak, to mógł np palić trawke jak obaj słynni francuscy bramkarze Bernanrd Lama i Fabien Barthez, karani za to zresztą.
    Ale nie, koniec bezpodstawnych oskarżeń wobec Canizaresa, który niczym nam przecież nie zawinił. To były tylko niewinne żarty, ale skoro uważasz, że naruszam jego dobre imię, to okej, już dosyć. Będę w przyszłości uważał, acz w dzisiejszych czasach to bardzo trudne. Wszyscy się tak łatwo obrażąją, o naprawdę drobiazgi, jak jeszcze nigdy (piję do naszych politycznych ulubieńców;).
    A kolarstwo istnieje dla mnie wyłącznie w formie prezentowanych u Ciebie na www (bez żadnych Panów na moim blogu proszę). Na zawodowe nie mogę patrzeć, choć w Eurosporcie to takie piękne widoczki. Ale ostatnio chłopaki doprawdy przebrały miarę.
    Aha, a co do dopingu piłkarzy, coś tam chyba w notesie Fuentesa było na ten temat, ale sprawę bardzo szybko wyciszono…
    pozdro

  157. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:28

    A czy ja tu mówię o rekreacyjnym pokonaniu tego dystansu panie Wolff?! Zero logiki. A jeśli pan wierzy w to, że firmy produkujące odżywki są czyste to życzę powodzenia… Chociaż z drugiej strony fajnie mieć swój własny, idealny świat.

  158. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:28

    A czy ja tu mówię o rekreacyjnym pokonaniu tego dystansu panie Wolff?! Zero logiki. A jeśli pan wierzy w to, że firmy produkujące odżywki są czyste to życzę powodzenia… Chociaż z drugiej strony fajnie mieć swój własny, idealny świat.

  159. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:28

    A czy ja tu mówię o rekreacyjnym pokonaniu tego dystansu panie Wolff?! Zero logiki. A jeśli pan wierzy w to, że firmy produkujące odżywki są czyste to życzę powodzenia… Chociaż z drugiej strony fajnie mieć swój własny, idealny świat.

  160. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:28

    A czy ja tu mówię o rekreacyjnym pokonaniu tego dystansu panie Wolff?! Zero logiki. A jeśli pan wierzy w to, że firmy produkujące odżywki są czyste to życzę powodzenia… Chociaż z drugiej strony fajnie mieć swój własny, idealny świat.

  161. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:31

    Znawcą kolarstwa faktycznie nie jestem. Ale trochę uczyłem się biochemii i dalej pasjonuję się tą dziedziną by wiedzieć tyle, że wygrywa się w jeden sposób. Ile liderów Tour de France zostało ostatnio złapanych na dopingu?

    Jeżeli dobrze pamiętam to w tym roku lider twierdził, że jest czysty a następnego dnia wykryto u niego niedozwoloną substancje?

    Nie chodzi tu o pokonanie dystansu tylko sposób i czas. Czas jest kluczem!

  162. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:31

    Znawcą kolarstwa faktycznie nie jestem. Ale trochę uczyłem się biochemii i dalej pasjonuję się tą dziedziną by wiedzieć tyle, że wygrywa się w jeden sposób. Ile liderów Tour de France zostało ostatnio złapanych na dopingu?

    Jeżeli dobrze pamiętam to w tym roku lider twierdził, że jest czysty a następnego dnia wykryto u niego niedozwoloną substancje?

    Nie chodzi tu o pokonanie dystansu tylko sposób i czas. Czas jest kluczem!

  163. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:31

    Znawcą kolarstwa faktycznie nie jestem. Ale trochę uczyłem się biochemii i dalej pasjonuję się tą dziedziną by wiedzieć tyle, że wygrywa się w jeden sposób. Ile liderów Tour de France zostało ostatnio złapanych na dopingu?

    Jeżeli dobrze pamiętam to w tym roku lider twierdził, że jest czysty a następnego dnia wykryto u niego niedozwoloną substancje?

    Nie chodzi tu o pokonanie dystansu tylko sposób i czas. Czas jest kluczem!

  164. matisitnik

    14 listopada 2007 at 15:31

    Znawcą kolarstwa faktycznie nie jestem. Ale trochę uczyłem się biochemii i dalej pasjonuję się tą dziedziną by wiedzieć tyle, że wygrywa się w jeden sposób. Ile liderów Tour de France zostało ostatnio złapanych na dopingu?

    Jeżeli dobrze pamiętam to w tym roku lider twierdził, że jest czysty a następnego dnia wykryto u niego niedozwoloną substancje?

    Nie chodzi tu o pokonanie dystansu tylko sposób i czas. Czas jest kluczem!

Zostaw odpowiedź