Przestało bić Waleczne Serce…

Phil O'Donnell 

Tragicznie skończył się ten miniony rok. Kolejną śmiercią piłkarza na boisku. W trakcie meczu ligi szkockiej z Dundee United stracił przytomność i już jej nie odzyskał 35-letni kapitana Motherwell Phil O'Donnell. Prawdziwe Waleczne Serce.

Wśród wielu wspomnień o nim znalazłem i to innego byłego kapitana Motherwell i Celticu Glasgow, Toma Boyd. Otóż O'Donnell zadebiutował w Scottish Premier League w 1990 roku. Rok później, mając zaledwie 18 lat, świętował zdobycie Pucharu Szkocji. W finale na Hampden Park z Dundee strzelił zwycięską bramkę na 4:3. Dzięki temu szkocki klub zagrał w Pucharze Zdobywców Pucharów, odpadając z GKS Katowice.

W ogromnym zamieszaniu podbramkowym, O'Donnell po prostu zanurkował w największy tłum, w miejsce gdzie widział, że spadała piłka. To była niesamowita brawura ze strony tego nastolatka. Zdołał trafić piłkę głową i wbił ją do siatki. Przy okazji w jego głowę trafiły dwa korki. Jeden – prawdopodobnie kolegi z drużyny Chrisa McCartego – rozorał mu głowę. Ale O'Donnell zauważył to dopiero jak skończył się cieszyć z bramki. Dopiero wtedy poczuł ból. To pokazuje jaki miał charakter i co było dla niego najważniejsze. Nie poznałem w futbolu większego profesjonalisty.

Śmierć O'Donnella wywołała na Wyspach dyskusję na temat stanu zdrowia piłkarzy. Inny były kolega zmarłego, John Collins wezwał władze Szkockiej Federacji by zwróciły większą uwagę na problem testów medycznych piłkarzy. – Trzeba większe środki przeznaczyć na badania. Wiele testów musi być obowiązkowych, jak to jest m.in. we Francji, gdzie kiedyś grałem. U nas wiele zależy od uznania władz klubu i trenerów, a musimy robić więcej, by zapobiegać podobnym tragediom.

Ale czy jakiekolwiek apele cokolwiek zmienią? I czy Collins nie powinien zwrócić się do swoich kolegów? Pamiętam jak w październiku wstrząsnęła mną informacja o kapitanie Celtiku, Stephenie McManusie, która jakoś umknęła nie skomentowana w zgiełku innych wydarzeń. W pamiętnych derbach Glasgow (przegranych 0:3, po których Artur Boruc odmówił podania ręki rywalom) McManus stracił przytomność po zderzeniu z Danielem Cousinem. Nieprzytomnego piłkarzowi jeszcze na murawie nałożono maskę tlenową i odwieziono szpitala. Na głowie miał jeszcze świeże szwy po zderzeniu głowami w poprzednią sobotę w meczu Szkocja – Ukraina.

Po – na szczęście szybkim – przebudzeniu, natychmiast odłączył wszystkie rurki, zażądał wypisania i następnego dnia już trenował z drużyną. Oświadczył, że nie wyobraża sobie, żeby drużyna miała bez niego polecieć do Lizbony na mecz z Benfiką w Lidze Mistrzów dwa dni później. I poleciał. I zagrał. Na własną odpowiedzialność.

Mimo, że szef British Boxing Board of Control Dr Gordon Duff protestował i wzywał Celtic, żeby nie dał McManusowi zagrać. – Każdy bokser w tym kraju, który podczas walki w wyniku nokautu straci przytomność, zostaje automatycznie zawieszony na minimum 28 dni. Kolejne uderzenie w głowę stwarza zbyt wielkie ryzyko trwałego urazu mózgu.

Trener Celtów, Gordon Strachan, odparł, że nie umiał odmówić kapitanowi, który znaczy dla drużyny naprawdę wiele. Celtowie przegrali wprawdzie w Lizbonie 0:1. Ale kto wie jak byłoby bez kapitana?

Nie wierzę, żeby śmierć O'Donnella cokolwiek zmieniła w podejściu szkockich piłkarzy do sprawy. Braveheart może przegrać, ale póki ma siłę wspierać się o miecz, nie ucieknie z pola walki…

 

54 komentarze

  1. Gość: , abnw224.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 stycznia 2008 at 18:36

    Racja Panie Michale. Wszystko zależy od świadomości zawodników. Żadne zakazy, nakazy nic dadzą gdy waleczność serca będzie dominowała nad jego możliwym ustaniem pracy. Inna sprawa kiedy nieodpowiedzialny występ zawodnika jest spowodowany nakazem klubu. To już jest patologia którą trzeba zwalczyć. Może to co napiszę będzie traktowane jako okropna herezja, ale może gdyby kluby i ich zaplecze medyczne bardziej kontrolowało organizm zawodników Miklos Feher, Marc-Vivien Foe czy wreszcie Phil O’Donnell mieli by okazję zagrać ze sobą tu, na ziemi?

  2. Gość: , abnw224.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 stycznia 2008 at 18:36

    Racja Panie Michale. Wszystko zależy od świadomości zawodników. Żadne zakazy, nakazy nic dadzą gdy waleczność serca będzie dominowała nad jego możliwym ustaniem pracy. Inna sprawa kiedy nieodpowiedzialny występ zawodnika jest spowodowany nakazem klubu. To już jest patologia którą trzeba zwalczyć. Może to co napiszę będzie traktowane jako okropna herezja, ale może gdyby kluby i ich zaplecze medyczne bardziej kontrolowało organizm zawodników Miklos Feher, Marc-Vivien Foe czy wreszcie Phil O’Donnell mieli by okazję zagrać ze sobą tu, na ziemi?

  3. Gość: , abnw224.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 stycznia 2008 at 18:36

    Racja Panie Michale. Wszystko zależy od świadomości zawodników. Żadne zakazy, nakazy nic dadzą gdy waleczność serca będzie dominowała nad jego możliwym ustaniem pracy. Inna sprawa kiedy nieodpowiedzialny występ zawodnika jest spowodowany nakazem klubu. To już jest patologia którą trzeba zwalczyć. Może to co napiszę będzie traktowane jako okropna herezja, ale może gdyby kluby i ich zaplecze medyczne bardziej kontrolowało organizm zawodników Miklos Feher, Marc-Vivien Foe czy wreszcie Phil O’Donnell mieli by okazję zagrać ze sobą tu, na ziemi?

  4. kubasniewski

    1 stycznia 2008 at 18:37

    Racja Panie Michale. Wszystko zależy od świadomości zawodników. Żadne zakazy, nakazy nic dadzą gdy waleczność serca będzie dominowała nad jego możliwym ustaniem pracy. Inna sprawa kiedy nieodpowiedzialny występ zawodnika jest spowodowany nakazem klubu. To już jest patologia którą trzeba zwalczyć. Może to co napiszę będzie traktowane jako okropna herezja, ale może gdyby kluby i ich zaplecze medyczne bardziej kontrolowało organizm zawodników Miklos Feher, Marc-Vivien Foe czy wreszcie Phil O’Donnell mieli by okazję zagrać ze sobą tu, na ziemi?

  5. kubasniewski

    1 stycznia 2008 at 18:37

    Racja Panie Michale. Wszystko zależy od świadomości zawodników. Żadne zakazy, nakazy nic dadzą gdy waleczność serca będzie dominowała nad jego możliwym ustaniem pracy. Inna sprawa kiedy nieodpowiedzialny występ zawodnika jest spowodowany nakazem klubu. To już jest patologia którą trzeba zwalczyć. Może to co napiszę będzie traktowane jako okropna herezja, ale może gdyby kluby i ich zaplecze medyczne bardziej kontrolowało organizm zawodników Miklos Feher, Marc-Vivien Foe czy wreszcie Phil O’Donnell mieli by okazję zagrać ze sobą tu, na ziemi?

  6. kubasniewski

    1 stycznia 2008 at 18:37

    Racja Panie Michale. Wszystko zależy od świadomości zawodników. Żadne zakazy, nakazy nic dadzą gdy waleczność serca będzie dominowała nad jego możliwym ustaniem pracy. Inna sprawa kiedy nieodpowiedzialny występ zawodnika jest spowodowany nakazem klubu. To już jest patologia którą trzeba zwalczyć. Może to co napiszę będzie traktowane jako okropna herezja, ale może gdyby kluby i ich zaplecze medyczne bardziej kontrolowało organizm zawodników Miklos Feher, Marc-Vivien Foe czy wreszcie Phil O’Donnell mieli by okazję zagrać ze sobą tu, na ziemi?

  7. Gość: pn, ccw190.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 stycznia 2008 at 22:29

    Gennaro Gattuso wybrał niecodzienny sposób na spędzenie zimowych ferii. Podczas gdy jego koledzy polecieli na Święta na słoneczną Florydę, on sam wrócił do Szkocji, aby trenować z Rangers.

    http://www.futbolnet.pl/news/gattuso_trenuje_z____rangers_46712.html

  8. Gość: pn, ccw190.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 stycznia 2008 at 22:29

    Gennaro Gattuso wybrał niecodzienny sposób na spędzenie zimowych ferii. Podczas gdy jego koledzy polecieli na Święta na słoneczną Florydę, on sam wrócił do Szkocji, aby trenować z Rangers.

    http://www.futbolnet.pl/news/gattuso_trenuje_z____rangers_46712.html

  9. Gość: pn, ccw190.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 stycznia 2008 at 22:29

    Gennaro Gattuso wybrał niecodzienny sposób na spędzenie zimowych ferii. Podczas gdy jego koledzy polecieli na Święta na słoneczną Florydę, on sam wrócił do Szkocji, aby trenować z Rangers.

    http://www.futbolnet.pl/news/gattuso_trenuje_z____rangers_46712.html

  10. matisitnik

    2 stycznia 2008 at 00:50

    Najlepsze są badania w juniorach.
    -Zdrowy jesteś synku?
    +tak, oczywiście
    -to daj 20zł(u nas klub płacił za badanie. Aczkolwiek jeśli nie stawiłeś się w terminie to musiałeś przechodzić badania prywatnie i dawałeś 20zł za badanie…)
    +proszę, do widzenia

    I ta powyższa procedura to nie żadna łapówka, tylko normalne badanie…

    Pewnie zacznie się gadanie, gdy któryś z juniorów umrze. Oby nie.

  11. matisitnik

    2 stycznia 2008 at 00:50

    Najlepsze są badania w juniorach.
    -Zdrowy jesteś synku?
    +tak, oczywiście
    -to daj 20zł(u nas klub płacił za badanie. Aczkolwiek jeśli nie stawiłeś się w terminie to musiałeś przechodzić badania prywatnie i dawałeś 20zł za badanie…)
    +proszę, do widzenia

    I ta powyższa procedura to nie żadna łapówka, tylko normalne badanie…

    Pewnie zacznie się gadanie, gdy któryś z juniorów umrze. Oby nie.

  12. matisitnik

    2 stycznia 2008 at 00:50

    Najlepsze są badania w juniorach.
    -Zdrowy jesteś synku?
    +tak, oczywiście
    -to daj 20zł(u nas klub płacił za badanie. Aczkolwiek jeśli nie stawiłeś się w terminie to musiałeś przechodzić badania prywatnie i dawałeś 20zł za badanie…)
    +proszę, do widzenia

    I ta powyższa procedura to nie żadna łapówka, tylko normalne badanie…

    Pewnie zacznie się gadanie, gdy któryś z juniorów umrze. Oby nie.

  13. jarek.opolski

    2 stycznia 2008 at 10:00

    Forza Skozia…hehe,zawsze ich dazylem sympatia i szacunkiem…,wiekszosc Polakow zreszta ktorzy mieszkaja na wyspach i z korym rozmawiałem mowi ze Szkoci sa ok w przeciwienstwie do Anglikow(ze uogolnie).
    Fajni ludzie…zas co do klubów to bardziej mnie przekonuja”irlandczycy” z Celticu korzy o wiele lepiej na wyjazdach z wysp sie zachowuja od brytjskiego bydła(przepraszam jakby ktos sie urazony poczuł)z Rangersow ktore prawie zawsze napina sie,demoluje i ogolnie robi syf na wyjazdach.

  14. jarek.opolski

    2 stycznia 2008 at 10:00

    Forza Skozia…hehe,zawsze ich dazylem sympatia i szacunkiem…,wiekszosc Polakow zreszta ktorzy mieszkaja na wyspach i z korym rozmawiałem mowi ze Szkoci sa ok w przeciwienstwie do Anglikow(ze uogolnie).
    Fajni ludzie…zas co do klubów to bardziej mnie przekonuja”irlandczycy” z Celticu korzy o wiele lepiej na wyjazdach z wysp sie zachowuja od brytjskiego bydła(przepraszam jakby ktos sie urazony poczuł)z Rangersow ktore prawie zawsze napina sie,demoluje i ogolnie robi syf na wyjazdach.

  15. jarek.opolski

    2 stycznia 2008 at 10:00

    Forza Skozia…hehe,zawsze ich dazylem sympatia i szacunkiem…,wiekszosc Polakow zreszta ktorzy mieszkaja na wyspach i z korym rozmawiałem mowi ze Szkoci sa ok w przeciwienstwie do Anglikow(ze uogolnie).
    Fajni ludzie…zas co do klubów to bardziej mnie przekonuja”irlandczycy” z Celticu korzy o wiele lepiej na wyjazdach z wysp sie zachowuja od brytjskiego bydła(przepraszam jakby ktos sie urazony poczuł)z Rangersow ktore prawie zawsze napina sie,demoluje i ogolnie robi syf na wyjazdach.

  16. Gość: Sowa, 217-153-221-34.such.nat.hnet.pl

    2 stycznia 2008 at 11:43

    Przepraszam gdzie mozna dokonac rejestracji na tym blogu? Slepy ja czy co? 😉 A odnosnie tematu: wydaje mi sie, ze fakt brania przez niektorych pilkarzy pewnych silnych substancji wspomagajacych to obok lapowek jedna z najpilniej strzezoncyh tajemnic futbolu w dzisiejszych czasach.

  17. Gość: Sowa, 217-153-221-34.such.nat.hnet.pl

    2 stycznia 2008 at 11:43

    Przepraszam gdzie mozna dokonac rejestracji na tym blogu? Slepy ja czy co? 😉 A odnosnie tematu: wydaje mi sie, ze fakt brania przez niektorych pilkarzy pewnych silnych substancji wspomagajacych to obok lapowek jedna z najpilniej strzezoncyh tajemnic futbolu w dzisiejszych czasach.

  18. Gość: Sowa, 217-153-221-34.such.nat.hnet.pl

    2 stycznia 2008 at 11:43

    Przepraszam gdzie mozna dokonac rejestracji na tym blogu? Slepy ja czy co? 😉 A odnosnie tematu: wydaje mi sie, ze fakt brania przez niektorych pilkarzy pewnych silnych substancji wspomagajacych to obok lapowek jedna z najpilniej strzezoncyh tajemnic futbolu w dzisiejszych czasach.

  19. bnowy

    2 stycznia 2008 at 15:23

    Wielu jest graczy o Walecznym Sercu, którzy zachowają się podobnie jak McManus. I być może zapłacą za to najwyższą cenę.

    Ale prawda jest taka, jak opisuje matisitnik. Sam przechodziłem takie badania w wieku 17 lat (6 lat temu), gdy zapisałem się do klubu.
    W moim przypadku nie było to wiązanie się z futbolem profesjonalnie, ale boję się, że tak bada się juniorów w większości polskich klubów.
    Może ktoś powie, że się mylimy? Mam nadzieję..

    Swoją drogą. Nie uważacie, że dla zawodnika o takiej woli walki, dla którego piłka jest całym życiem, boisko było najlepszym miejscem do odejścia? Smutne tylko, że w tak młodym wieku. Tu przypomniała mi się niedawna śmierć byłego zawodnika Widzewa (tego z mocnym strzałem, niestety nie pamiętam nazwiska), który zmarł na boisku w wieku 70kilku lat…

  20. bnowy

    2 stycznia 2008 at 15:23

    Wielu jest graczy o Walecznym Sercu, którzy zachowają się podobnie jak McManus. I być może zapłacą za to najwyższą cenę.

    Ale prawda jest taka, jak opisuje matisitnik. Sam przechodziłem takie badania w wieku 17 lat (6 lat temu), gdy zapisałem się do klubu.
    W moim przypadku nie było to wiązanie się z futbolem profesjonalnie, ale boję się, że tak bada się juniorów w większości polskich klubów.
    Może ktoś powie, że się mylimy? Mam nadzieję..

    Swoją drogą. Nie uważacie, że dla zawodnika o takiej woli walki, dla którego piłka jest całym życiem, boisko było najlepszym miejscem do odejścia? Smutne tylko, że w tak młodym wieku. Tu przypomniała mi się niedawna śmierć byłego zawodnika Widzewa (tego z mocnym strzałem, niestety nie pamiętam nazwiska), który zmarł na boisku w wieku 70kilku lat…

  21. bnowy

    2 stycznia 2008 at 15:23

    Wielu jest graczy o Walecznym Sercu, którzy zachowają się podobnie jak McManus. I być może zapłacą za to najwyższą cenę.

    Ale prawda jest taka, jak opisuje matisitnik. Sam przechodziłem takie badania w wieku 17 lat (6 lat temu), gdy zapisałem się do klubu.
    W moim przypadku nie było to wiązanie się z futbolem profesjonalnie, ale boję się, że tak bada się juniorów w większości polskich klubów.
    Może ktoś powie, że się mylimy? Mam nadzieję..

    Swoją drogą. Nie uważacie, że dla zawodnika o takiej woli walki, dla którego piłka jest całym życiem, boisko było najlepszym miejscem do odejścia? Smutne tylko, że w tak młodym wieku. Tu przypomniała mi się niedawna śmierć byłego zawodnika Widzewa (tego z mocnym strzałem, niestety nie pamiętam nazwiska), który zmarł na boisku w wieku 70kilku lat…

  22. kubasniewski

    2 stycznia 2008 at 17:15

    Krzysiek Surlit…

    @bnowy

    Mimo wszystko, darząc takich piłkarzy jak Phill O’Donnel wielkim szacunkiem, to jednak nie przedkładajmy waleczności i zawziętości zawodnika na boisku od jego śmierci. Tak czy inaczej, trzeba szanować życie. Najlepsze miejsce do śmierci? Wybacz, ale brzmi to jednak wg mnie trochę niemoralnie.

  23. kubasniewski

    2 stycznia 2008 at 17:15

    Krzysiek Surlit…

    @bnowy

    Mimo wszystko, darząc takich piłkarzy jak Phill O’Donnel wielkim szacunkiem, to jednak nie przedkładajmy waleczności i zawziętości zawodnika na boisku od jego śmierci. Tak czy inaczej, trzeba szanować życie. Najlepsze miejsce do śmierci? Wybacz, ale brzmi to jednak wg mnie trochę niemoralnie.

  24. kubasniewski

    2 stycznia 2008 at 17:15

    Krzysiek Surlit…

    @bnowy

    Mimo wszystko, darząc takich piłkarzy jak Phill O’Donnel wielkim szacunkiem, to jednak nie przedkładajmy waleczności i zawziętości zawodnika na boisku od jego śmierci. Tak czy inaczej, trzeba szanować życie. Najlepsze miejsce do śmierci? Wybacz, ale brzmi to jednak wg mnie trochę niemoralnie.

  25. ckpiter

    2 stycznia 2008 at 18:22

    Niestety coraz częście zdarzają się ostatnio takie wypadki 🙁

  26. ckpiter

    2 stycznia 2008 at 18:22

    Niestety coraz częście zdarzają się ostatnio takie wypadki 🙁

  27. ckpiter

    2 stycznia 2008 at 18:22

    Niestety coraz częście zdarzają się ostatnio takie wypadki 🙁

  28. albiceleste10

    2 stycznia 2008 at 18:57

    @ Sowa:

    Też mnie ta myśl naszła (o substancjach, nie o rejestracji). Pewnie, nie ma na to żadnych znanych dowodów, ani w przypadku O’Donnella, ani innych graczy, którzy zmarli podczas/po meczu. Tyle tylko, że w wielu dyscyplinach o dopingu mówi się głośno i wyraźnie, a co najważniejsze, niekórzy próbują z nim walczyć. A w piłce? Wszyscy czyści? Jasssne…

    @ Bnowy:

    O’Donnell chyba miał jakąś rodzinę. Tej rodzinie zmarł ledwie trzydziestoparoletni mąż, ojciec, syn… Wybacz, ale wypisywanie w takim momencie górnolotnych farmazonów o dobrym miejscu na śmierć zdaje mi się baaardzo niestosowne.

  29. albiceleste10

    2 stycznia 2008 at 18:57

    @ Sowa:

    Też mnie ta myśl naszła (o substancjach, nie o rejestracji). Pewnie, nie ma na to żadnych znanych dowodów, ani w przypadku O’Donnella, ani innych graczy, którzy zmarli podczas/po meczu. Tyle tylko, że w wielu dyscyplinach o dopingu mówi się głośno i wyraźnie, a co najważniejsze, niekórzy próbują z nim walczyć. A w piłce? Wszyscy czyści? Jasssne…

    @ Bnowy:

    O’Donnell chyba miał jakąś rodzinę. Tej rodzinie zmarł ledwie trzydziestoparoletni mąż, ojciec, syn… Wybacz, ale wypisywanie w takim momencie górnolotnych farmazonów o dobrym miejscu na śmierć zdaje mi się baaardzo niestosowne.

  30. albiceleste10

    2 stycznia 2008 at 18:57

    @ Sowa:

    Też mnie ta myśl naszła (o substancjach, nie o rejestracji). Pewnie, nie ma na to żadnych znanych dowodów, ani w przypadku O’Donnella, ani innych graczy, którzy zmarli podczas/po meczu. Tyle tylko, że w wielu dyscyplinach o dopingu mówi się głośno i wyraźnie, a co najważniejsze, niekórzy próbują z nim walczyć. A w piłce? Wszyscy czyści? Jasssne…

    @ Bnowy:

    O’Donnell chyba miał jakąś rodzinę. Tej rodzinie zmarł ledwie trzydziestoparoletni mąż, ojciec, syn… Wybacz, ale wypisywanie w takim momencie górnolotnych farmazonów o dobrym miejscu na śmierć zdaje mi się baaardzo niestosowne.

  31. sowa1985

    2 stycznia 2008 at 20:48

    albiceleste10: tak, w niektorych dyscyplinach zrobili troche zamieszania, ale to i tak kropla w morzu. Glosniejsze afery byly chyba tylko w lekkiej atletyce i kolarstwie. To jak ze zdrada – prawie kazdy wie, ale nikt nawet nie wspomina. A co sadzi wlasciciel bloga? Michal – uwazasz, ze skala dopingu w futbolu na najwyzszym poziomie rzeczywiscie jest kwestia zmowy milczenia? Patrzac na to w czysto teoretyczny sposob – kazdy mecz to spory wysilek dla organizmu, a w najlepszych zespolach mecze rozgrywa sie praktycznie co 3-4 dni przez wieksza czesc roku…

  32. sowa1985

    2 stycznia 2008 at 20:48

    albiceleste10: tak, w niektorych dyscyplinach zrobili troche zamieszania, ale to i tak kropla w morzu. Glosniejsze afery byly chyba tylko w lekkiej atletyce i kolarstwie. To jak ze zdrada – prawie kazdy wie, ale nikt nawet nie wspomina. A co sadzi wlasciciel bloga? Michal – uwazasz, ze skala dopingu w futbolu na najwyzszym poziomie rzeczywiscie jest kwestia zmowy milczenia? Patrzac na to w czysto teoretyczny sposob – kazdy mecz to spory wysilek dla organizmu, a w najlepszych zespolach mecze rozgrywa sie praktycznie co 3-4 dni przez wieksza czesc roku…

  33. sowa1985

    2 stycznia 2008 at 20:48

    albiceleste10: tak, w niektorych dyscyplinach zrobili troche zamieszania, ale to i tak kropla w morzu. Glosniejsze afery byly chyba tylko w lekkiej atletyce i kolarstwie. To jak ze zdrada – prawie kazdy wie, ale nikt nawet nie wspomina. A co sadzi wlasciciel bloga? Michal – uwazasz, ze skala dopingu w futbolu na najwyzszym poziomie rzeczywiscie jest kwestia zmowy milczenia? Patrzac na to w czysto teoretyczny sposob – kazdy mecz to spory wysilek dla organizmu, a w najlepszych zespolach mecze rozgrywa sie praktycznie co 3-4 dni przez wieksza czesc roku…

  34. bnowy

    2 stycznia 2008 at 21:40

    @kubasniewski @albiceleste10:
    Źle to zabrzmiało.. Macie rację, nie ma najlepszego miejsca do śmierci. Źle się wyraziłem. Chodziło mi tylko o stwierdzenie ‚umarł, jak żył’.
    Nie zgodzę się tylko, że tym wpisem nie szanuję czyjegoś życia. Bo dlaczego? Jak James Dean ginął w wypadku, mówiono ‚umarł, jak żył – szybko i nagle’. Podobnie było w przypadku Pana Surlita (dzięki za przypomnienie nazwiska), który przecież też był ojcem, dziadkiem.. Gazety pisały ‚umarł, jak żył’.
    O’Donnell też – bo walczył ponad swoje możliwości..
    Nie wiem czy teraz dobrze się wyraziłem. Nie chciałem nikogo urazić. Każda śmierć jest smutna, tym bardziej w młodym wieku. Ale to też część życia – ta ostatnia…

  35. bnowy

    2 stycznia 2008 at 21:40

    @kubasniewski @albiceleste10:
    Źle to zabrzmiało.. Macie rację, nie ma najlepszego miejsca do śmierci. Źle się wyraziłem. Chodziło mi tylko o stwierdzenie ‚umarł, jak żył’.
    Nie zgodzę się tylko, że tym wpisem nie szanuję czyjegoś życia. Bo dlaczego? Jak James Dean ginął w wypadku, mówiono ‚umarł, jak żył – szybko i nagle’. Podobnie było w przypadku Pana Surlita (dzięki za przypomnienie nazwiska), który przecież też był ojcem, dziadkiem.. Gazety pisały ‚umarł, jak żył’.
    O’Donnell też – bo walczył ponad swoje możliwości..
    Nie wiem czy teraz dobrze się wyraziłem. Nie chciałem nikogo urazić. Każda śmierć jest smutna, tym bardziej w młodym wieku. Ale to też część życia – ta ostatnia…

  36. bnowy

    2 stycznia 2008 at 21:40

    @kubasniewski @albiceleste10:
    Źle to zabrzmiało.. Macie rację, nie ma najlepszego miejsca do śmierci. Źle się wyraziłem. Chodziło mi tylko o stwierdzenie ‚umarł, jak żył’.
    Nie zgodzę się tylko, że tym wpisem nie szanuję czyjegoś życia. Bo dlaczego? Jak James Dean ginął w wypadku, mówiono ‚umarł, jak żył – szybko i nagle’. Podobnie było w przypadku Pana Surlita (dzięki za przypomnienie nazwiska), który przecież też był ojcem, dziadkiem.. Gazety pisały ‚umarł, jak żył’.
    O’Donnell też – bo walczył ponad swoje możliwości..
    Nie wiem czy teraz dobrze się wyraziłem. Nie chciałem nikogo urazić. Każda śmierć jest smutna, tym bardziej w młodym wieku. Ale to też część życia – ta ostatnia…

  37. bnowy

    2 stycznia 2008 at 21:43

    @kubasniewski @albiceleste10:
    Źle to zabrzmiało.. Macie rację, nie ma najlepszego miejsca do śmierci. Źle się wyraziłem. Chodziło mi tylko o stwierdzenie ‚umarł, jak żył’.
    Nie zgodzę się tylko, że tym wpisem nie szanuję czyjegoś życia. Bo dlaczego? Jak James Dean ginął w wypadku, mówiono ‚umarł, jak żył – szybko i nagle’. Podobnie było w przypadku Pana Surlita (dzięki za przypomnienie nazwiska), który przecież też był ojcem, dziadkiem.. Gazety pisały ‚umarł, jak żył’.
    O’Donnell też – bo walczył ponad swoje możliwości..
    Nie wiem czy teraz dobrze się wyraziłem. Nie chciałem nikogo urazić. Każda śmierć jest smutna, tym bardziej w młodym wieku. Ale to też część życia – ta ostatnia…

  38. bnowy

    2 stycznia 2008 at 21:43

    @kubasniewski @albiceleste10:
    Źle to zabrzmiało.. Macie rację, nie ma najlepszego miejsca do śmierci. Źle się wyraziłem. Chodziło mi tylko o stwierdzenie ‚umarł, jak żył’.
    Nie zgodzę się tylko, że tym wpisem nie szanuję czyjegoś życia. Bo dlaczego? Jak James Dean ginął w wypadku, mówiono ‚umarł, jak żył – szybko i nagle’. Podobnie było w przypadku Pana Surlita (dzięki za przypomnienie nazwiska), który przecież też był ojcem, dziadkiem.. Gazety pisały ‚umarł, jak żył’.
    O’Donnell też – bo walczył ponad swoje możliwości..
    Nie wiem czy teraz dobrze się wyraziłem. Nie chciałem nikogo urazić. Każda śmierć jest smutna, tym bardziej w młodym wieku. Ale to też część życia – ta ostatnia…

  39. bnowy

    2 stycznia 2008 at 21:43

    @kubasniewski @albiceleste10:
    Źle to zabrzmiało.. Macie rację, nie ma najlepszego miejsca do śmierci. Źle się wyraziłem. Chodziło mi tylko o stwierdzenie ‚umarł, jak żył’.
    Nie zgodzę się tylko, że tym wpisem nie szanuję czyjegoś życia. Bo dlaczego? Jak James Dean ginął w wypadku, mówiono ‚umarł, jak żył – szybko i nagle’. Podobnie było w przypadku Pana Surlita (dzięki za przypomnienie nazwiska), który przecież też był ojcem, dziadkiem.. Gazety pisały ‚umarł, jak żył’.
    O’Donnell też – bo walczył ponad swoje możliwości..
    Nie wiem czy teraz dobrze się wyraziłem. Nie chciałem nikogo urazić. Każda śmierć jest smutna, tym bardziej w młodym wieku. Ale to też część życia – ta ostatnia…

  40. kubasniewski

    2 stycznia 2008 at 23:21

    @bnowy

    Może po prostu chodziło Ci o podsumowanie życia taką a nie inną śmiercią? Rozumiem, ale mimo wszystko nie ma godnego miejsca dla skończenia żywotu. Czy dla poświęcającego zdrowie (życie!) dla nauki chemika najlepszym miejscem dla jego odejścia byłaby jego pracownia?
    Również nie chciałem Cię urazić moją odpowiedzią, ale jak *albiceleste10 wspomniał, trochę nie na miejscu.
    Czy naprawdę myślicie, że Waleczne Serce mogło się szprycować?

  41. kubasniewski

    2 stycznia 2008 at 23:21

    @bnowy

    Może po prostu chodziło Ci o podsumowanie życia taką a nie inną śmiercią? Rozumiem, ale mimo wszystko nie ma godnego miejsca dla skończenia żywotu. Czy dla poświęcającego zdrowie (życie!) dla nauki chemika najlepszym miejscem dla jego odejścia byłaby jego pracownia?
    Również nie chciałem Cię urazić moją odpowiedzią, ale jak *albiceleste10 wspomniał, trochę nie na miejscu.
    Czy naprawdę myślicie, że Waleczne Serce mogło się szprycować?

  42. kubasniewski

    2 stycznia 2008 at 23:21

    @bnowy

    Może po prostu chodziło Ci o podsumowanie życia taką a nie inną śmiercią? Rozumiem, ale mimo wszystko nie ma godnego miejsca dla skończenia żywotu. Czy dla poświęcającego zdrowie (życie!) dla nauki chemika najlepszym miejscem dla jego odejścia byłaby jego pracownia?
    Również nie chciałem Cię urazić moją odpowiedzią, ale jak *albiceleste10 wspomniał, trochę nie na miejscu.
    Czy naprawdę myślicie, że Waleczne Serce mogło się szprycować?

  43. bnowy

    3 stycznia 2008 at 00:02

    @kubasniewski
    Dobrze, zgodzę się. Taka a nie inna śmierć to podsumowanie życia.

    To nie najlepsze miejsce na takie dyskusje, ale imo jest wiele godnych miejsc skończenia życia. Dla każdego inne. Dla większości pewnie własne łóżko z najbliższymi u boku.
    Nie chodziło mi może o pracownię chemika, ale raczej o „pole chwały”.

    Nie wierzę, że przyczyną Jego śmierci mogły być jakieś niedozwolone środki. Skłaniałbym się raczej za przemęczeniem organizmu / ukrytą wadą. Może przechodził jakieś choroby, o których nie wiemy?

  44. bnowy

    3 stycznia 2008 at 00:02

    @kubasniewski
    Dobrze, zgodzę się. Taka a nie inna śmierć to podsumowanie życia.

    To nie najlepsze miejsce na takie dyskusje, ale imo jest wiele godnych miejsc skończenia życia. Dla każdego inne. Dla większości pewnie własne łóżko z najbliższymi u boku.
    Nie chodziło mi może o pracownię chemika, ale raczej o „pole chwały”.

    Nie wierzę, że przyczyną Jego śmierci mogły być jakieś niedozwolone środki. Skłaniałbym się raczej za przemęczeniem organizmu / ukrytą wadą. Może przechodził jakieś choroby, o których nie wiemy?

  45. bnowy

    3 stycznia 2008 at 00:02

    @kubasniewski
    Dobrze, zgodzę się. Taka a nie inna śmierć to podsumowanie życia.

    To nie najlepsze miejsce na takie dyskusje, ale imo jest wiele godnych miejsc skończenia życia. Dla każdego inne. Dla większości pewnie własne łóżko z najbliższymi u boku.
    Nie chodziło mi może o pracownię chemika, ale raczej o „pole chwały”.

    Nie wierzę, że przyczyną Jego śmierci mogły być jakieś niedozwolone środki. Skłaniałbym się raczej za przemęczeniem organizmu / ukrytą wadą. Może przechodził jakieś choroby, o których nie wiemy?

  46. albiceleste10

    3 stycznia 2008 at 01:17

    @ Bnowy:

    W porządku, nie róbmy zamieszania. Ja po prostu osobiście uważam, że o piekncyh zgonach można rozmawiać tam, gdzie śmierć i tak jest stale obecna. Wojna, walka z ciężką chorobą itepe. O’Donnell był profesjonalnym sportowcem, sport to zdrowie przecież, zaprzeczenie śmierci…
    Marginesem nieco jadąc – śmierć Deana też chyba została, niepotrzebnie zupełnie, uromantyczniona. Paskudne zderzenie, ale 90km/h niezbyt uprawnia do rozmów o szybkim zyciu i szybkim zgonie.

    @ Sowa:

    Na pewno masz rację, ale spójrz na skalę afer z kolarstwa i l.a. Rozumiem, że obie w/w dyscypliny są o tyle bardziej narażone na problem dopingu, że wymagają szczególnej wytrzymałości. Niemniej jednak podziwiam władze kolarskie za to, że zdecydowałysię walczyć, uderzać w pomnikowe nieraz postaci. Mam nadzieję, że w futbolu też ktoś kiedyś się za sprawę weźmie.
    Co do koksu – nie chcę podejrzewać O’Donnella. Też wolę – być może naiwnie – wierzyć w ukrytą wadę, czy nagłą niewydolność. Niemniej jednak bardzo smutno zastanawia mnie fakt, że skład Heaven FC mocno sie ostatnimi laty poszerzył. Puerta, Feher, Foe… To tylko kilka głośnych nazwisk. Same ukryte wady, same nagłe niewydolności? W to, z całym szacunkiem dla pamięci, trudno mi uwierzyć.

  47. albiceleste10

    3 stycznia 2008 at 01:17

    @ Bnowy:

    W porządku, nie róbmy zamieszania. Ja po prostu osobiście uważam, że o piekncyh zgonach można rozmawiać tam, gdzie śmierć i tak jest stale obecna. Wojna, walka z ciężką chorobą itepe. O’Donnell był profesjonalnym sportowcem, sport to zdrowie przecież, zaprzeczenie śmierci…
    Marginesem nieco jadąc – śmierć Deana też chyba została, niepotrzebnie zupełnie, uromantyczniona. Paskudne zderzenie, ale 90km/h niezbyt uprawnia do rozmów o szybkim zyciu i szybkim zgonie.

    @ Sowa:

    Na pewno masz rację, ale spójrz na skalę afer z kolarstwa i l.a. Rozumiem, że obie w/w dyscypliny są o tyle bardziej narażone na problem dopingu, że wymagają szczególnej wytrzymałości. Niemniej jednak podziwiam władze kolarskie za to, że zdecydowałysię walczyć, uderzać w pomnikowe nieraz postaci. Mam nadzieję, że w futbolu też ktoś kiedyś się za sprawę weźmie.
    Co do koksu – nie chcę podejrzewać O’Donnella. Też wolę – być może naiwnie – wierzyć w ukrytą wadę, czy nagłą niewydolność. Niemniej jednak bardzo smutno zastanawia mnie fakt, że skład Heaven FC mocno sie ostatnimi laty poszerzył. Puerta, Feher, Foe… To tylko kilka głośnych nazwisk. Same ukryte wady, same nagłe niewydolności? W to, z całym szacunkiem dla pamięci, trudno mi uwierzyć.

  48. albiceleste10

    3 stycznia 2008 at 01:17

    @ Bnowy:

    W porządku, nie róbmy zamieszania. Ja po prostu osobiście uważam, że o piekncyh zgonach można rozmawiać tam, gdzie śmierć i tak jest stale obecna. Wojna, walka z ciężką chorobą itepe. O’Donnell był profesjonalnym sportowcem, sport to zdrowie przecież, zaprzeczenie śmierci…
    Marginesem nieco jadąc – śmierć Deana też chyba została, niepotrzebnie zupełnie, uromantyczniona. Paskudne zderzenie, ale 90km/h niezbyt uprawnia do rozmów o szybkim zyciu i szybkim zgonie.

    @ Sowa:

    Na pewno masz rację, ale spójrz na skalę afer z kolarstwa i l.a. Rozumiem, że obie w/w dyscypliny są o tyle bardziej narażone na problem dopingu, że wymagają szczególnej wytrzymałości. Niemniej jednak podziwiam władze kolarskie za to, że zdecydowałysię walczyć, uderzać w pomnikowe nieraz postaci. Mam nadzieję, że w futbolu też ktoś kiedyś się za sprawę weźmie.
    Co do koksu – nie chcę podejrzewać O’Donnella. Też wolę – być może naiwnie – wierzyć w ukrytą wadę, czy nagłą niewydolność. Niemniej jednak bardzo smutno zastanawia mnie fakt, że skład Heaven FC mocno sie ostatnimi laty poszerzył. Puerta, Feher, Foe… To tylko kilka głośnych nazwisk. Same ukryte wady, same nagłe niewydolności? W to, z całym szacunkiem dla pamięci, trudno mi uwierzyć.

  49. Gość: , adtj4.neoplus.adsl.tpnet.pl

    18 stycznia 2008 at 14:23

    ale skurwysyn

  50. Gość: , adtj4.neoplus.adsl.tpnet.pl

    18 stycznia 2008 at 14:23

    ale skurwysyn

  51. Gość: , adtj4.neoplus.adsl.tpnet.pl

    18 stycznia 2008 at 14:23

    ale skurwysyn

Zostaw odpowiedź