Trener: zawód otwarty?

Jak Wam się pewnie obiło o uszy, rząd pod egidą Minister Sprawiedliwości, Jarosława Gowina planuje przeforsować ustawę otwierając szereg zawodów, do których dostęp jest obwarowany dla przeciętnego Polaka, koniecznością zdobywania licznych certyfikatów, odbywania aplikacji, kończenia kursów, zdawania egzaminów itd. Już w kwietniu Sejm może przegłosować tzw. deregulację 49 zawodów: skrócone zostaną aplikacje adwokackie i radcowskie, ułatwiony będzie dostęp do zawodu notariusza, komornika, doradcy zawodowego, pilota wycieczek, syndyka, geodety, zarządcy nieruchomości, pracownika agencji ochroniarskich, spawacza w zakładach górniczych i detektywa (a to Rutkowski się ucieszy). Pod względem liczby zamkniętych zawodów Polska zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie – aż 380 podlega korporacyjnej regulacji. Ministerstwo sprawiedliwości uwolnić aż 230 z nich.

Zdaniem ministra Gowina, istniejący system pogłębia zjawisko bezrobocia wśród młodych ludzi. Jego zdaniem, zbadanie przydatności kandydata do pracy powinno leżeć w gestii zatrudniającej go firmy. – Niech decydują klienci. Wszędzie na świecie, gdzie jest większa konkurencja, podaż usług, obniżają się ceny i rośnie jakość. We Francji, w Niemczech jest dwuipółkrotnie mniej zawodów regulowanych. Czy ktokolwiek uważa, że jakość usług jest u nas dwuipółkrotnie wyższa? – pyta minister.

Trudno nie zgodzić się z ministrem, że deregulacja otworzy rynek pracy i odbędzie się w większości z korzyścią dla klientów. Oczywiście protestują przedstawiciele wszystkich zawodów, do których dostęp będzie łatwiejszy, a przez to spadną ich stawki. Np. taksówkarze ostrzegają, że będą nas wozić niedzielni kierowcy bez znajomości topografii miasta – zapominając chyba po powszechnym dostępie do GPS’ów – i zapowiadają blokadę Warszawy w pierwszym dniu Euro 2012. Prawnicy – których liczba w Polsce na tysiąc mieszkańców jest najmniejsza w UE i jak wiadomo, panuje tam gigantyczny nepotyzm, podnoszą larum, że nieudolne doradztwo niewykwalifikowanych adwokatów, radców czy notariuszy może się skończyć dla niejednego z nas katastrofą. Być może mają po części rację, umówmy się jednak, że póki co, Polacy mają wyjątkowo trudny i drogi dostęp do opieki prawnej.

Nie mam pojęcia jak jest w przypadku górniczych spawaczy, czy każdy tam z dnia na dzień może przyjść i spawać, wiem za to do jakich kuriozalnych sytuacji dochodzi  w przypadku przewodników miejskich: słyszałem o profesorze UJ, który dostał mandat od straży miejskiej, bo śmiał oprowadzać po Wawelu kolegów profesorów z zagranicznej uczelni bez wymaganego certyfikatu. Generalnie też jestem za tym, żeby o fachowości decydował Rynek. Sam jestem beneficjentem otwartości mojego zawodu: nie kończyłem dziennikarstwa, wszystkiego nauczyłem się w codziennej praktyce i od kolegów. Okazało się, że pisze w miarę dobrze – choć z błędami ortograficznymi – bez żadnych szkoleń i przygotowań trafiłem na wizję i jakoś się trzymam.

Czy jednak deregulacji powinien podlegać i zawód trenera sportowego? Ustawa Gowina przewiduje, że trenerem nie będzie już potrzebna czasochłonna ścieżka: instruktor, trener I klasy, II klasy i klasy mistrzowskiej. Wystarczy skończone 18 lat, zdana matura i świadectwo niekaralności (jak rozumiem przede wszystkim za ustawianie meczy). Przyznam, że jestem tu rozdarty. Z jednej strony nie rozumiem, dlaczego właściciel klubu nie może powierzyć drużyny, komu chce? I nie mam tu na myśli teściowej (a choćby i nawet – jego pieniądze, jego sprawa), ale byłych wybitnych reprezentantów Polski jak Piotr Świerczewski czy Tomasz Hajto, którzy lata grali za granicą, szkoleni byli przez takich fachowców jak Jupp Heynckes czy Huub Stevens, a na kursach w Polsce puszczają im w ramach nauce ich mecze z ich udziałem! Ktoś taki zasługuje przynajmniej na szybką ścieżkę, jeden egzamin i koniec. Jako właściciel klubu mam prawo bardziej zaufać komuś tak doświadczonemu, mogącemu być autorytetem dla zawodników, bo może bardziej potrzebują psychologa niż trenera, niż kogoś ze stosem certyfikatów. Jeśli się skompromituje, jak Zbigniew Boniek w roli chwilowego selekcjonera, drugi raz roboty nie dostanie, ani z przyzwoitości o nią nie poprosi. Ale może też pójść drogą Lauernta Blanca, który nie kończąc francuskiej AWF, za zasługi na boisko został trenerem Bordeaux i już w pierwszym sezonie został Trenerem Roku, po dwóch objął reprezentację. W Polsce musiałby zatrudnić jako trenera Andrzeja Pyrdoła i zgrywać menedżera drużyny. Śmieszą demagogiczne pytania niektórych przedstawicieli PZPN, czy powierzyłbym stery w samolocie pilotowi bez certyfikatu, bo zawodnik z kilkunastoletnim stażem to nie pasażer, ‘wylatał’ mnóstwo godzin z różnymi trenerami.

Z drugiej strony mamy sport młodzieżowy i rzeszę trenerów dziecięcych. Którzy są wg mnie tym, kim nauczyciele w szkole. Pewnie, że nie chciałbym, żeby moje dzieci uczył polskiego, matematyki czy historii ktoś bez studiów, bez przygotowania pedagogicznego i dydaktycznego, choć oczywiście zawsze może trafić jakiś geniusz. Taki trener-amator bez przygotowania może zepsuć dziecko: zajechać je fizycznie, doprowadzić do kontuzji czy poprzez stosowanie presji zniechęcić do uprawiania sportu. Albo po prostu z powodu mikrej wiedzy nieumiejętnie wykorzystać talent malucha.

Niestety nie mam przekonania. że protestujące przeciwko ministerialnym propozycjom związki sportowe robią to bardziej troski o dzieci, niż o los działaczy, którzy zaludniając setki komisji nadal chcą weryfikować kto się nadaje, a kto nie. W tym jednak przypadku boję się zdawania wyłącznie na weryfikacje rynku. Czyli kogo – zagonionych rodziców, którzy po sposobie treningów spostrzegą, że trener to partacz, nieudacznik? Kluby? Pół biedy, jeśli to klub miejski, mający w regionie konkurencję? A jeśli jedyny dostępny w okolicy UKS, który z radością zatrudni mniej wykwalifikowanych, ale przez to tańszych trenerów?

Ale może ustawa i jej konsekwencje przewietrzą stosunki w środowisku piłkarskim (bo umówmy się, że tu prędzej nastąpi boom trenerów bez doświadczenia niż w przypadku strzelectwa czy gimnastyki akrobatycznej, której przedstawiciele też z lekiem witają deregulację) i spowodują większą konkurencję na rynku. Przypominają mi się słowa Radosława Mozyrko, menedżera Akademii Młodzieżowej Znicza Pruszków, który został trenerem młodzieży w Manchesterze United, że w Polsce młody trener bez układów skazany jest na niebyt i łatwiej mu zrobić karierę za granicą, niż tutaj…

Ciekaw jestem Waszego zdania, zaszkodzi nam czy pomoże otwarcie zawodu trenera?

12 komentarzy

  1. Gość: nik, cpc2-mfld10-0-0-cust930.13-1.cable.virginmedia.com

    12 marca 2012 at 21:53

    Hajto-trener amator

  2. Gość: mfn, host-46-175-40-173.wtvk.pl

    12 marca 2012 at 21:53

    moim zdaniem zaszkodzi. Co 18letni facet po maturze może wiedzieć o przygotowaniu fizycznym? Wiadomo, że to właśnie w pracy z młodzieżą braliby udział tacy właśnie „trenerzy” i zepsucie talentu gotowe.

  3. drakotomasz

    12 marca 2012 at 22:46

    „Co 18letni facet po maturze może wiedzieć o przygotowaniu fizycznym? Wiadomo, że to właśnie w pracy z młodzieżą braliby udział tacy właśnie „trenerzy” i zepsucie talentu gotowe.”

    a obecni wyszkoleni przez PZPN radzą sobie doskonale, o czym świadczy poziom naszej piłki…

  4. kostov

    12 marca 2012 at 23:11

    Moim zdaniem to, że zostanie uwolniony zawód trenera może poprawić sytuację, bo będzie większy wybór. Jak jakiś trener nawet młodzieżowy będzie kiepski to dyrektor drużyny może go zwolnić. Natomiast każdy początkujący trener może okazać się świetnym trenerem i dzięki braku ograniczeń będzie mógł dalej rozwijać swoją karierę bez żadnych zahamowań. Zresztą w tym zawodzie najważniejsze są wyniki a kunszt najlepiej zdobywa się przez doświadczenie.

  5. albiceleste10

    12 marca 2012 at 23:35

    Mnie się zdaje, że tzw. uwolnienie zawodu trenera będzie tak naprawdę usankcjonowaniem rzeczywistości. Bądźmy poważni: duet Pyrdoł/Świerczewski to tylko kolejny przypadek realizacji tego samego, bzdurnego schematu „figurant z licencją/trener bez”. Po co utrzymywać tę fikcję? Przecież i tak wiadomo, że właściciel klubu prowadzenie zespołu powierzy temu, kogo będzie chciał na tym stanowisku. Po „uwolnieniu” spadnie zeń po prostu obowiązek wystawiania jakiejś przyzwoitki do przedmeczowych wywiadów i pomeczowych konferencji.

    Co zaś się tyczy dołów futbolowej piramidy, przyznam, Michale, że nie rozumiem tego passusu: zajechać je fizycznie, doprowadzić do kontuzji czy poprzez stosowanie presji zniechęcić do uprawiania sportu. Albo po prostu z powodu mikrej wiedzy nieumiejętnie wykorzystać talent malucha. Tzn. że niby teraz takie przypadki się nie zdarzają?

    Ja bym wolał, żeby nauka w zawodzie trenera wynikała z chęci, nie z konieczności. Znaczy się czytam, jeżdżę na staże, podglądam, etc., bo wiem, że bez tego stanę w miejscu. A kto stoi w miejscu, ten się cofa. Bo za miesiąc/dwa/rok przyjdzie prezes mojego lokalnego UKSu i powie „sorry, stary, ale ty się już nie nadajesz. Wiesiek zrobił sobie dwa kursy i trzy staże, a ty wciąż jedziesz na tym samym i wychodzi ci to coraz gorzej. Do jutra masz posprzątać biurko. Miło było. Cześć.”

    Zestawienie szkoły z treningiem jest o tyle nieadekwatne, że szkoła jest obligatoryjna, trening nie. Jako-tako rozgarnięty rodzic sprawdzi przecież, czy trener, pod którego skrzydła posyła swoją pociechę, nie jest z przypadku despotycznym idiotą, prawda?

  6. aapa

    13 marca 2012 at 08:59

    Do pierwszych drużyn niech biorą kogo chcą. Do dzieci- wyłącznie wykształconych, po studiach na przynajmniej dwu kierunkach i kursach (najlepiej w Hiszpanii).

  7. girjic

    13 marca 2012 at 09:05

    Taki trener-amator bez przygotowania może zepsuć dziecko: zajechać je fizycznie, doprowadzić do kontuzji czy poprzez stosowanie presji zniechęcić do uprawiania sportu

    Dla mnie to nie jest żaden argument. Przy zmianie w zdaniu trener-amator na trener z licencją zdanie jest tak samo prawdziwe.

    Zajechać może każdy.
    Szkolenie dzieciaków u nas leży i odbywa się raczej wbrew regułem (czemu uczy się dzieciaki główkowania ?).
    Większość ludzi wybierze trenera z licencją. Trener bez licencji będzie bardziej cenzurowany i sprawdzany przez rodziców.

    Poziom trenerów (podobnie jak radców prawnych i adwokatów) jest na tyle niski, że otwarcie tych zawodów nie wywoła jego obniżenia.

  8. marek_koniarek

    13 marca 2012 at 11:53

    Trenerzy, jak i taksówkarze czy prawnicy – wszyscy są za wolnym rynkiem, ale nie na ich poletku…oczywiście w imię dobra klienta, bo klient jest durniem i nie sprawdzi sobie ich kwalifikacji i pójdzie za ceną. Teraz klient będzie miał wybór czy wybierze np. prawnika za 100 PLN, czy sprawdzonego za 200 PLN. Generalnie z wpisów i tu i gdzie indziej, wolny rynek jest preferowany – a boją się go tylko kliki korporacyjne.

  9. Gość: nik, college.chesterfield.ac.uk

    13 marca 2012 at 18:43

    ”girjic
    2012/03/13 09:05:40
    Taki trener-amator bez przygotowania może zepsuć dziecko: zajechać je fizycznie, doprowadzić do kontuzji czy poprzez stosowanie presji zniechęcić do uprawiania sportu

    Dla mnie to nie jest żaden argument. Przy zmianie w zdaniu trener-amator na trener z licencją zdanie jest tak samo prawdziwe. ”

    trener z licencja predzej bedzie wiedzial co robi bo go wyszkolono niz trener-amator ktory bardziej uzywa wlasnego nosa niz zdobytej wiedzy.

  10. scv78

    14 marca 2012 at 10:01

    Hm, srawa trenerów młodzieżowych byłaby dyskusyjna … gdyby szkolenie młodzieży stało na niezłym poziomie. O ile mi wiadomo, to poza – dobrymi klubami – szkolenie owo i tak jest kiepściutkie.
    A że deregulacja wchodzi na moje radcowskie poletko – ciesze się jak diabli, bo rynek potrzebuje zmiany struktury w zakresie doradztwa.

  11. airborell

    15 marca 2012 at 16:15

    Dzisiaj w Wyborczej wywiad z wiceministrem sprawiedliwości Barszczem, który mówi, że licencje dla trenerów są tylko w dwóch krajach UE: Grecji i Czechach, i że w Barcelonie i Manchesterze United pracują trenerzy nielicencjonowani. I jakoś tego Messiego wyszkolili…

  12. Gość: Majkel, nat-131-171.man.bydgoszcz.pl

    20 kwietnia 2012 at 13:06

    Sam jestem trenerem i uważam, że otwarcie tego „zawodu” będzie dobre. Znam wielu trenerów, którzy nie mają zielonego pojęcia o pracy z młodzieżą czy dorosłymi. Mają mase certyfikatów, ale to tylko papier. Przychodzi się na konferencje odbiera się zaświadczenie i idzie się do domu – tak robi wielu trenerów.
    Kiedyś byłem światkiem jak trener prowadzący 10 latków wyzywał, krzyczał na chłopca za to że nie umiał dobrze podać i przez niego stracili bramkę. Chłopieć się popłakał. Tacy trenerzy zniechęcają dzieci czynnego uprawiania sportu. Przez co te dzieci wolą grać w FIFE czy inne gry komputerowe o tematyce piłkarskiej.
    Rynek zdecyduje kto się utrzyma w tym zawodzie a kto nie.

Zostaw odpowiedź