Los bramkarza: zwycięzcy!

 

Oto werdykt trzyosobowego jury, które wzięło też pod uwagę opinie recenzentów scv78 i pavlocebo (choć nie ze wszystkim się z nimi zgodziło, zwłaszcza z kryterium punktowym pavlo – rzadko niestety zdarza mi się napisać coś na ‘10’, nie do końca też wiedzieliśmy czy dobrze odczytaliśmy ezopowe werdykty scv). Podium w naszym mniemaniu wygląda następująco:

Rossi sięgnął po ten sam pomysł, który dał mu zwycięstwo w poprzednim konkursie. Wykonanie literackie znów świetne, ale że nie nowe, stąd tylko trzecie miejsce. Być może to niesprawiedliwe, bo to tak jak karać Hiszpanię za to, że zdobyła mistrzostwo świata w podobnym stylu, co wcześniej mistrzostwo Europy. Drugie dla Baltonki, za zgrabne i z pomysłem opisanie ostatniej wielkiej parady w wykonaniu gasnącej legendy. Konkurs wygrywa Piotrek Dyga, który zawarł w swojej notce wszystko to, o czym myślałem rozpoczynając tę zabawę. Dzięki niemu znów znalazłem się na Soccer City i zastygłem na chwilę wraz z Arjenem Robbenem i Ikerem Casillasem. Piłka Tango 12 z autografem Petera Schmeichela, patrona konkursu, potoczy się więc do niego.

Gratuluję serdecznie, wszystkim, zwłaszcza autorom notek o Janie Domarskim i Jorge Camposie, bo były otarły się o podium. Niezłe były tez notki przekrojowe, jak ta Bartka Nowaka czy Kacpra Gawłowskiego o Tomislavie Piplicy, ale tematem miała być TA JEDNA PARADA/WPADKA.

Już wkrótce będzie się można odkuć w kolejnym konkursie literackim! Szykujcie notki na temat „Idol na tarczy” (pomysł podrzucił jeden z konkursowiczów, ytseman23, tak wyjaśniając o co chodzi: Piłkarze stają się naszymi idolami, gdy dokonują jakiś spektakularnych wyczynów. Ale właściwie niemal każdy ma także w swojej historii jakieś ciemne karty. Chodziłoby tu o opis sytuacji, gdy ulubiony zawodnik zawodzi, gdy stawka jest bardzo wysoka i wszyscy na niego liczyli.). Idealny temat na konkurs, w którym nagrodami będą autobiografie Wayne Rooney’a (w moim tłumaczeniu), idola, który nie raz zleciał z hukiem z piedestału… Dalsze szczegóły wkrótce.

I jeszcze jedna informacja: w najnowszym „Newsweeku” napisałem artykuł o Rafale Wolskim, dowodząc tam m.in. że ma on w sobie „DNA Barcy” (ale to opowieść na inna okazję), cytując fragmenty niezapomnianego poematu na jego cześć „Natenczas Wolski” Quentina, który zwyciężył w poprzednim konkursie literackim. Autorzy notek niech więc się maja na baczności;)

Poniżej werdykt pavlocebo z uzasadnieniem i niezwykłe statystyki naszego konkursu, które dla nas wykonał.

Mógłbym napisać, że trudno mi było wyłonić zwycięzcę, ale to akurat nieprawda, za momencik dojdę do tego.

Kryteria, którymi się kierowałem i recenzję każdej notki zostawiłem w komentarzach pod odpowiednią odsłoną konkursu, więc nie będę się powtarzał.

W podsumowaniu pokusiłem się o sklasyfikowanie wszystkich notek, oceniając je w skali od 1 do 10, gdzie 1 jest to nienapisanie notki, a 10 to poziom Michała Pola.

10 nie otrzymał nikt, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę niezwykły talent autora blogu.

Natomiast jedyną 9 przyznałem notce Czas to pojęcie względne. Robię to z czystym sumieniem. Moim zdaniem Piotrek Dyga wygrał zdecydowanie. Całość jest niemal idealna – kipiąca emocjami, udzielającymi się czytelnikowi, oparta na nietuzinkowym pomyśle, bardzo wciągająca, dopracowana technicznie. Z przykrością stwierdzam, że był to poziom, którego ja nie jestem w stanie osiągnąć.

Drugie miejsce z jedyną 8 przyznałem tekstowi Przeklęty Jan Domarski . Każda notka, która sprawiała, że czułem się jakbym był na stadionie, na którym dzieje się dana akcja, zyskiwała w moich oczach ogromnie. Mateuszowi Janiakowi to się udało. Do tego narracja pierwszoosobowa bardzo umiejętnie wykorzystana. Czułem na sobie spojrzenia tysięcy Anglików i siedziałem zgarbiony przy komputerze by przypadkiem nie zostać oplutym.

7 otrzymały ode mnie 4 teksty, z których na ostatnie miejsce na podium zapraszam Muchas gracias, Jorge! . To co przechyliło szalę, to 3 akapit tekstu i fenomenalny opis sylwetki Camposa, istny majstersztyk.

Gratuluję wszystkim uczestnikom.

Poniżej podaję moje oceny wszystkich notek, końcowy ranking i garść statystyk:

10 – brak

9 – Czas to pojęcie względne

8 – Przeklęty Jan Domarski

7 – Futbolowe poczucie ironii, Rene Higuitas Flying Circus, Przęsło Tower Bridge, Muchas gracias, Jorge!

 

Lista bramkarzy, bohaterów konkursowych notek

z wyszczególnieniem rodzaju rozgrywek, których dotyczyły opisywane akcje

(po kolei imię i nazwisko, klub (w którym grał w danym momencie), kraj oraz rozgrywki):

Adam Bogdan (Bolton, Węgry) – Premier League

David Seaman (Arsenal, Anglia) – Puchar Anglii

Gianluigi Buffon (AC Parma, Włochy) – mecz międzypaństwowy (sparing)

Gregory Coupet (Lyon, Francja) – Liga Mistrzów

Iker Casillas (Real Madryt, Hiszpania) – Mundial’2010

James Barry Walker (Walsall, Anglia) – League One

Janusz Jojko (Ruch Chorzów, Polska) – Ekstraklasa

Jerzy Dudek (Liverpool, Polska) – Liga Mistrzów x5

Jorge Campos (Unam Pumas, Meksyk) – Mundial’1994

Manuel Almunia (Arsenal, Hiszpania) – Liga Mistrzów

Mladen Petric (FC Basel, Chorwacja) – Puchar UEFA

Oliver Kahn (Bayern Monachium, Niemcy) – Mundial’2002

Jose Reina (Liverpool, Hiszpania) – Premier League

Peter Schmeichel (Manchester United, Dania) – mecz międzypaństwowy (sparing)

Peter Shilton (Leicester City, Anglia) – el. do Mundialu’1974

Phil Jagielka (Sheffield United, Anglia) – Premier League

Rene Higuita (Atletico Nacional Medelin, Kolumbia) – Categoria Primera A

Rene Higuita (Atletico Nacional Medelin, Kolumbia) – mecz międzypaństwowy (sparing) x2

Rene Higuita (Atletico Nacional Medelin, Kolumbia) – Mundial’1990

Tomasz Kuszczak (West Bromwich Albion, Polska) – mecz międzypaństwowy(sparing)

Tomasz Kuszczak (West Bromwich Albion, Polska) – Premier League

Tomislav Piplica (Energie Cottbus, Bośnia) – Bundesliga

Victor Valdes (FC Barcelona, Hiszpania) – Primera Division

 

Ilość bohaterów notek ze względu na kraj:

8 – Polska

4 – Anglia, Hiszpania, Kolumbia

1 – Bośnia, Chorwacja, Dania, Francja, Meksyk, Niemcy, Węgry, Włochy

 

Ilość bohaterów notek ze względu na klub:

6 – Liverpool

4 – Atletico Nacional Medelin

2 – Arsenal, West Bromwich Albion

1 – AC Parma, Bayern Monachium, Bolton, Energie Cottbus, FC Barcelona, FC Basel , Leicester City, Lyon, Manchester United, Real Madryt, Ruch Chorzów, Sheffield United, Unam Pumas, Walsall

 

Ilość bohaterów notek ze względu na rozgrywki:

7 – Liga Mistrzów

5 – mecze międzypaństwowe (sparing)

4 – Mundial, Premier League

1 – Bundesliga, Categoria Primera A, Ekstraklasa, el. do Mundialu, League One, Primera Division, Puchar Anglii, Puchar UEFA

 

A tu jeszcze raz zwycięskie notki

na pierwszym miejscu

 

Czas to pojęcie względne

Piotrek Dyga

Nie, nie, nie… nie wierze, nie! Naprzód, Casillas! Robben, Casillas! Casillaaaaas! Święty Casillas! On znów świeci! Casillas zamknął drogę do bramki, Casillas zatrzymał Robbena. To nasz kapitan! Bronił już dla nas karne, a teraz ratuje nam życie w finale!

Pięć sekund. Tyle czasu minęło od momentu podania futbolówki przez Wesa Sneijdera do chwili, gdy piłka tuż obok słupka bramki opuściła pole gry. Na pięć sekund serca czterdziestu milionów Hiszpanów przestały bić, na pięć sekund cały świat zwolnił. Ta chwila trwała wieczność i tylko komentarz wielkiego Carlosa Martineza napędzał bieg zdarzeń. Gdyby nie to, wszystko by się zatrzymało. Tablica wyników wyświetlałaby 62. minutę i wynik – remis 0:0. Robben zamarłby w bezruchu na 40. metrze od bramki. Za jego plecami stałyby nieme pomniki Joana Capdevili i Gerarda Pique. Gdzieś w oddali majaczyłyby inne sylwetki. Iker Casillas podrywałby się do biegu, a jego serce przestałoby bić gdzieś między kolejnymi uderzeniami. Juanito, legendarny skrzydłowy Realu Madryt, powiedział kiedyś, że 90 minut na Bernabeu to bardzo dużo czasu. W tamten lipcowy wieczór było podobnie. Pięć sekund rozciągało się, nieuchronnie zmierzając ku wieczności.

Nerwowe zaklinania komentatora, jak w gorączce zaprzeczającego temu, co widzi, poruszyły koło czasu. Arjen Robben przez nikogo nie niepokojony zmierzał ku bramce rywala. Naprzeciwko siebie widział człowieka, z którym trenował przez dwa lata, którego prawdopodobnie pokonywał setki, może tysiące razy. Widział Ikera Casillasa i pewnie przez głowę przebiegły mu wspomnienia. Przed nim gotowy do dokonania cudu stał facet, który jako jedyny na świecie jest w stanie obronić każdy, nawet najbardziej niemożliwy strzał. Holender dobrze go pamiętał, wiedział, że on się nie boi, on nie panikuje. Każdy, ale nie on.

Hiszpan zatrzymał się dokładnie w punkcie wykonywania rzutów karnych, zgarbił się, zgiął kolana i czekał. Pół sekundy później Robben już był przy nim, już strzelał. Tak jak zawsze. Piłka z bezlitosną precyzją zmierzała do bramki. Holender widział, jak Iker odchyla się w drugą stronę, już czuł, że wszystko będzie dobrze. Już pewnie lekko się uśmiechnął. A później zamarł w niemym przerażeniu, widząc, że trącona czubkiem buta piłka mija słupek. Złapał się za głowę, usiadł na murawie i patrzył przed siebie. Nie umiał wytłumaczyć tego, co się stało. To była piłka meczowa, to było kopnięcie na wagę mistrzostwa świata – wiecznej sławy, wiecznej pamięci. To było kopnięcie na wagę wieczności.

A Casillas wstał i z niewzruszoną miną wrócił w pole bramkowe, by ustawić kolegów przy rzucie rożnym. Przybił piątkę z Carlesem Puyolem, ze złością wytłumaczył Pique, co ten zrobił źle i koniec. Po meczu David Villa łamiącym się głosem stwierdził, że to była najdłuższa chwila w jego życiu. Później to samo powtarzali inni. I tylko Iker nie rozumiał całego zamieszania. Dla niego czas płynął normalnie. Zawsze tak płynie.

 

na drugim

 

Przęsło Tower Bridge

Baltonka

– Hehe, śmialiśmy się, że na ten moment w pierwszym składzie mogą wyjść co najwyżej jego wąsy. Rozumiesz, wąsy były młodsze od całej reszty o kilkanaście lat… no chyba że już w betach bawił się w Toma Sellecka, hehe! Słit dżizas, on miał 39 lat! Ja mam dziś 43, grać przestałem 9 lat temu, a i tak czuję się jakbym przeżył o pół wieczności za dużo. Widzisz, zupełnie jakbym gdzieś w roku 2003 otworzył piwo i je sączył do dziś. Wydawało mi się, że on to piwo powinien otworzyć rok wcześniej, zaraz po tym jak Ronaldinho wrzucił mu tego liścia za kołnierz.

A wiesz, że było mi go wtedy żal? Stary mistrz, niegdyś tak wielki, a potem tak lżony – to nie był dobry czas, nawet wąsy były de mode. Każdemu się wydawało, że może rzucić kamieniem. No, poza mną i może jeszcze kilkoma innymi, którym przyszło zmierzyć się z Arsenalem w sezonie 90/91. Wiesz co czułem stając przed Dixonem, Adamsem, Winterburnem i Bouldem? Nawet nie strach, raczej głupkowatą wesołość w reakcji na niestosowny żart, zupełnie jakbym stał u podnóża jakiejś fortecy i nie mógł nawet znaleźć miejsca, w którym opuszcza się most zwodzony. Nawet jeśli jakimś cudem udawało nam się ich rozklepać, to zaraz pojawiał się on. I nagle miał 3 metry wzrostu, i nagle miał ramiona jak przęsła Tower Bridge, i nagle okazywało się, że ta bramka w tle, ta, w którą wydawało się, że można trafić, to tylko złudzenie optyczne, to tylko tatuaż na jego plecach. Widzisz, wtedy nie myślało się o nim w kategoriach „refleksu”, czy „zwinności”. On po prostu był na swoim miejscu, a nas ze akcje przerywał z uprzejmym spokojem nauczyciela tłumaczącego swoim wychowankom zasady tabliczki mnożenia. Nie zdziwiłbym się, gdyby pomiędzy strzałami zastanawiał się nad aperitifem do proszonej kolacji. Po czymś takim nigdy nie schylisz się po kamień, bez względu na to, jakiego babola by nie puścił.

No więc graliśmy w tym 2003 z Arsenalem w półfinale Pucharu Anglii i żartowaliśmy na temat wąsów, mówiłem już. W sumie to liczyliśmy po cichu na jakiś jego błąd. Myślę, że wtedy każdy trener na odprawie przed meczem z kanonierami podkreślał, że Dawid już nie jest tak pewnym punktem drużyny rywala jak niegdyś. Sam pomyśl, cztery dychy na karku! Tacy starzy jeszcze żyją? – myślałem wtedy.

No i zrobiliśmy fajną akcję; Carl mocno w pole karne, bilard na przedpolu i Paul dostawia głowę, a piłeczka pewnie zmierza do bramki. I nagle pojawia się on, i nagle znowu ma 3 metry wzrostu, a jedno z przęseł Tower Bridge chwyta piłkę. Przez ułamek sekundy piłka zastygła w ręku Dawida – i zdawało się, że pęknie, tyle w tym chwycie było pewności i mocy. Na szczęście pozwolił jej opuścić rękawice i sam możesz zobaczyć, jak chętnie od niego ucieka.

…W sumie fajnie, że tak to się skończyło, że w ostatniej migawce tło jego odejścia stworzyłem ja z kolegami, a nie wyszczerzona morda Ronaldinho, któremu udało się okpić legendę. Że litery końcowe mogły się przesuwać w rytm hymnu, a nie elegii.

na trzecim

 

Piłka i balon

Rossi

Całe życie czekałam na swoje pięć minut. Poznaliście już jedną z moich koleżanek, więc stwierdziłam, że może to właściwy moment, by opowiedzieć moją historię o klątwie, spełnionym marzeniu i tragicznym finale. Wiecie już jak powstajemy, jakie mamy pragnienia i obawy. Ja jestem inna. W środowisku piłek, gdzie wszystkie kochają się na zabój w napastnikach, jestem egzemplarzem unikalnym. Od zawsze miałam słabość do bramkarzy.

Niektórzy całują mnie na początek znajomości, inni czule przytulają przy każdej okazji do piersi. Oni wiedzą, jak właściwie należy ze mną postępować. Do tego stopnia zawładnęli moimi emocjami, że wybaczam im nawet silne uderzenia pięściami w podbramkowych, powietrznych eskapadach. Bramkarze lubią ze mną rozmawiać, jako jedyni potrafią poświęcić kilkadziesiąt sekund na wygodne ułożenie mnie na murawie. Czasem nie podoba się to sędziom, którzy nie wiedzieć czemu karzą ich za to żółtymi kartkami.

Pewnego dnia pojechałam do Sunderlandu na mecz miejscowej drużyny z Liverpoolem. Trudno było mi w to uwierzyć, jeszcze niedawno myślałam, że nigdy nie ucieknę od mojego przeznaczenia, które zawsze stawiało mnie na drugiej, przegranej pozycji. Jako druga wyszłam z taśmociągu, potem leżałam w magazynie tuż za piłką, która wystąpiła w finale Ligi Mistrzów, wreszcie dwukrotnie chorowałam na niedobór powietrza i ominął mnie wyjazd na Copa America. Wcale nie zdziwiła mnie informacja, ze jako druga mam pojawić się na murawie.

Nareszcie jestem na boisku. Blaski fleszy lekko mnie oślepiają, ale i tak cudownie jest być w centrum uwagi. Kolejny rzut rożny dla Sunderlandu i chwila niepewności. Czy to właśnie teraz ktoś uderzy mnie głową i wyląduję w trybunach, kończąc tym samym występ? Uff, na szczęście nie. Dosyć lekki kopniak, łagodny lot i wreszcie ląduję w rękawicach Reiny. Hiszpan objął mnie dwoma rękami i delikatnie podał do swojego partnera. Przyznaję, mocno się zarumieniłam, lecz szybko na ziemię sprowadzili mnie inni piłkarze, którzy nagle zaczęli okrutną serię silnych podań w poprzek boiska.

Otrzymałam już potężną dawkę uderzeń i powoli zaczęłam marzyć o zasłużonym odpoczynku za linią boczną. Na boisku trzymała mnie jedna rzecz – chęć ponownego spotkania z Reiną. Akurat zbliżaliśmy się do jego sektora, więc moja poliuretanowa powłoka zaczęła szybciej pulsować. Nagle jeden z gospodarzy kopnął mnie wzdłuż pola karnego. Późniejsze wydarzenia odbyły się w zawrotnym tempie. Uderzona w kierunku bramki leciałam wprost na spotkanie z moim idolem. Nagle na mojej drodze pojawił się czerwony balon. My, piłki brzydzimy się balonami, dla nas to margines całego kulisto-powietrznego społeczeństwa. Krzyczałam, by uciekał, ale to nic nie pomagało. Uderzyłam w niego i tak zdezorientowałam Reinę, że zamiast w jego dłoniach zakończyłam przygodę w siatce. Do dziś pamiętam jego wzrok – bezradny, pełen wyrzutów i niezrozumienia. Potem wszyscy mówili tylko o tym próżnym balonie. A ja musiałam się pogodzić z tym, że brzemię bycia drugą nie opuści mnie już nigdy.



10 komentarzy

  1. Gość: mfn, euy147.neoplus.adsl.tpnet.pl

    2 kwietnia 2012 at 17:13

    zasłużenie 🙂

  2. Gość: Demostenes, ip-62-69-219-3.globalconnect.pl

    2 kwietnia 2012 at 19:25

    Moim faworytem było Tower Bridge, ale może przez sentyment … 🙂

  3. bnowy

    2 kwietnia 2012 at 19:32

    Gratulacje dla zwycięzców!

    @Rossi: brawa! Zazdroszczę Ci tej piłki mocno! 🙂

    Mi najbardziej podobała się notka „Muchas gracias, Jorge” bo nie tylko dobrze napisana i czytana niemal jednym tchem, ale także mi najbliższa (wątek podwórkowy, który też podjąłem oraz postać Camposa, którego na swój sposób podziwiałem).
    @Damian Michalak: dzięki 🙂

    Druga to tekst Baltonki o Seamanie. Pamiętam tamtą akcję i ten opis świetne to oddaje!

    @Scv78: dzięki za Twoje oceny i porównania do bramkarzy! Porównanie do Amerykanów w Premier League uznaję za komplement 🙂 Nawet o jednym z nich kiedyś napisałem (choć nie w kontekście meczu Premier League).

    @Pavlocebo: celne oceny! Do końcowej dopisuję jeszcze dwóch bramkarzy, których wymieniłem w swojej notce – nie była to jedna interwencja, ale w „losie bramkarza” jak zrozumiałem konkurs się zmieściłem 😉
    Artem Golemko (Torpedo Zhodino, Białoruś) – liga białoruska
    Richard Zajac (Podbeskidzie, Słowacja) – Ekstraklasa

  4. bnowy

    2 kwietnia 2012 at 19:33

    aj, z emocji źle zaadresowałem gratulacje dla zwycięzcy..
    @Piotrek Dyga: Brawo! To Tobie zazdroszczę 🙂

  5. cate93

    2 kwietnia 2012 at 22:39

    Gratuluje zwycięzcy. Piotrek Dyga sprawiłeś, że czytelnicy przenieśli się na te kilka chwil do RPA. Czułam dreszcze i rosnące podekscytowanie, jakbym stała na trybunie i czekała na decyzje Robbena. Już wstawałam z krzesła jakbym oglądała powtórkę na youtube słuchając jednocześnie Ciebie jako komentatora! Chapeau bas!

  6. teos_hd

    3 kwietnia 2012 at 06:47

    Jeśli chodzi o piłka i balon to trochę denerwuje mnie naciągany początek, tym bardziej że w Premier Leauge i Champions League używa się piłek różnych producentów.

  7. pipes_pipes

    3 kwietnia 2012 at 07:30

    Gratulacje dla zwycięzców, zdecydowanie najlepsze notki i naprawdę przyjemnie się je czyta 🙂

  8. scv78

    3 kwietnia 2012 at 09:02

    @bnowy:
    Bo też to był komplement:) Dla mnei Friedel, Howard, czy Keller to synonim solidności która okazuje się ciężka do przepchnięcia przez szarże tzw. talentów, czyli chłopakó którym przez pomyłkę uda się kilka interwencji, przez co prasa angielska skłonna jest okrzyknąć ich zbawcami brytyjskiej piłki
    @michał
    patrząc po wynikach – dobrze odczytaliście:)

  9. rossi-4

    4 kwietnia 2012 at 11:21

    Dzięęęęki wielkie za wyróżnienie i kolejny ciekawy konkurs! Gratulacje dla Piotra Dygi i Baltonki, świetne teksty o bardzo bliskich mi sytuacjach. Poza tym bardzo podobał mi się tekst „Muchas gracias, Jorge!”, odświeżył mi pamieć o zapomnianym bohaterze z dzieciństwa. Recenzenci po raz kolejny pokazali klasę, chyba będę musiał obejrzeć tego „Wykidajłę” 🙂 No i już zaczynam myśleć nad pomysłem do kolejnego konkursu 🙂 Pozdro dla wszystkich

  10. franc_z_francji

    5 kwietnia 2012 at 22:52

    ano tak to już bywa w tej piłce …

Zostaw odpowiedź