Eurokonkurs: HTC One X za akcję!

Zauważyłem, że z niejaką ironią i szyderą spotkały się podpisy pod zdjęciami i filmikami wideo, które publikuję na Polsporcie w czasie Euro 2012 ‘nagrane moim HTC One X’. Dopatrujecie się w tym Bóg wie czego, pora uświadomić prześmiewcom, że to nowa jakość w dziennikarstwie i sprawozdawaniu wielkiej imprezy sportowej. Z okazji turnieju śladem tak renomowanych mediów jak „New York Times”, „Wall Street Journal” czy BBC postanowiliśmy stworzyć w Sport.pl pierwszą w Polsce smartfonową redakcję. Firma HTC została naszym oficjalnym partnerem technologicznym, dzięki czemu my dziennikarze obsługujący Euro 2012 zostaliśmy wyposażeni w najnowszy model telefonu HTC One X i ślemy nimi a to krótkie relacje tekstowe, smsy czy twitty – jak choćby z zamieszek rosyjsko-polskich przed meczem – ukazujące kulisy turnieju, zdjęcia czy filmiki wideo jak choćby ten, nakręcony trzęsącą się, nieprofesjonalną ręką, ale skoro nagle natykamy się na fajnego rozmówcę to ciach i…

Nagrane moim HTC One X :p

Po prostu współczesne dziennikarstwo to nie tylko pisanie przemądrych analiz do gazet, czy komentowanie w studiu TV. Internet sprawia, że każdy może współuczestniczyć w wielkich wydarzeniach z tak bliska jak jeszcze nigdy. Mam wrażenie, że nasze smartfonowe, gorące, spontaniczne relacje, impresje  sprawiają, że te wyjątkowe chwile są na wyciągnięcie ręki, czy też palca na klawiaturze. Jak choćby filmik, który nagrałem sekundy po historycznym golu Roberta Lewandowskiego w meczu z Grecją, a który trafił nawet na stronę internetową Guardiana, a ten ze starcia polskich i rosyjskich kiboli miał już na youtube (niestety) ponad 500 000 emisji. Dzięki nowej technologii filmik z golem Lewego czy rosyjską kontrowersyjną sektorówką na meczu z Polską wrzucić do sieci dosłownie dwie, trzy minuty po nagraniu! Fajne jest też to w tym samym czasie co film, mogę robić zdjęcia.

Redaktorzy Sport.pl z HTC w ręku robią filmują i robią zdjęcia zielone irlandzkie trybuny przed meczem z Poznaniu, Cristiano Ronaldo rozdającego autografy fanom w Opalenicy po treningu Portugalii, kibiców śpiewających Łukaszowi Podolskiemu sto lat z okazji urodzin na treningu w Gdańsku, pstrykają ukraińskie ulice wiwatujące na cześć Andrija Szewczenki i włoskiego kibica śpiącego na podłodze pociągu relacji Warszawa – Gdańsk…

Takie relacjonowanie turnieju, obok poważnej pracy, sprawia mi niezwykłą frajdę i łapię się na tym, że co chwila żałuję, że nie miałem wyciągniętego aparatu i utrwaliłem w porę fajnego ujęcie. Np. podczas nudnej konferencji z Grzegorzem Lato i nowym sponsorem kadry, prezes PZPN dał prezesowi firmy koszulkę reprezentacji Polski z nazwiskiem… Messiego z tyłu! Nie byłem gotowy, nie cyknąłem, wyobrażacie sobie jaka to byłaby fotka?!

Smartredaktorzy przed meczem Polska – Grecja (zrobione oczywiście moim HTC One X:)

 

Uwaga konkurs! HTC za akcję!

Najlepiej sami przekonacie się ile nowych dziennikarskich możliwości daje takie mulimedialne zwierzę jak sami weźmiecie je do ręki i tutaj konkursik – jak to zwykle na Polsporcie – literacki. Ale szybki. Opiszcie mi w komentarzach jakąś poruszającą akcję jaką obejrzeliście na Euro 2012! Pewnie większość sięgnie po gola Lewandowskiego lub Kuby, ale przecież może być obrona karnego Tytonia, moment zejścia Wojtka z czerwoną kartką, może być dramat gotowego do wejścia Brożka. Ale też i przełamanie Torresa, wygłupy Balotellego, bohaterstwo Szweczenki, cudowny wolny Pirlo. Nie musi być Polska, musi być fajnie, porywająco napisane. Opis, który będę pamiętał za cztery lata kiedy nasi, gwiazdorzy czołowych europejskich klubów, Realu, Chelsea, Interu, Manchesteru United będą się szykować się do występu we Francji na Euro 2016. Boję się tylko, że technologia pójdzie już wówczas tak daleko, że internaucie będą mogli czytać w myślach dziennikarzy, a nie jest to zawsze idealnie dokładnie to samo, co wyrażamy otwarcie…

Jeśli chodzi o liczbę znaków, to tyle nie mniej niż twitt czyli 140, nie więcej niż 2000, żeby zmieściło się w komentarzach. Do kiedy? Do północy w sobotę, żeby ktoś jeśłi hce zdążył z akcją z meczu z Czechami o awans do ćwierćfinału. Autora najlepszej notki, który otrzyma wypasionego HTC One X’a (światową premierę miał w kwietniu) wybierze jury pod przewodnictwem z Marcina Gadzińskiego, dyrektor strategii i rozwoju Sport.pl i pomysłodawcy smartredakcji jak najszybciej się da, a zwycięzca będzie miał dodatkowo obowiązek/przywilej stworzenia smart-materiału z Euro 2012, który opublikujemy. Do-ro-bo-ty!

Nagrane moim HTC One X

204 komentarze

  1. fmpc

    15 czerwca 2012 at 11:35

    Oglądając końcówkę wczorajszego spotkania Irlandczyków z Hiszpanami, ciarki nieustannie przeszywały moje plecy. I to nie z powodu doskonałej gry La Furia Roja, jak mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego zwykli mawiać na swoją kadrę, lecz z powodu monumentalnej wręcz atmosfery jedności, szacunku i miłości do futbolu, która wytworzyła się w tym czasie na trybunach gdańskiej PGE Areny.

    Przez tych kilkanaście minut można było poczuć się jak w teatrze. Irlandzcy kibice pokazali całemu światu, jak można zachowywać się na stadionie przy wyniku 0:4 dla rywali oznaczającym koniec marzeń o wyjściu z grupy. Nie trzeba wychodzić ze stadionu przed końcem meczu i wyklinać „nieudaczników” biegających w ukochanych barwach. Nie trzeba gwizdać na swoich reprezentantów by zademonstrować swoje niezadowolenie. Można przeżyć to w zupełnie inny sposób, na przykład solidaryzując się z nimi i dziękując im za zaangażowanie w walkę o każdą piłkę, mimo beznadziejnego wyniku i kilkukrotnie silniejszemu rywalowi. To co wczoraj zademonstrowali Irlandczycy na trybunach, sprawia, że gdy tylko sobie przypomnę obrazek całego stadionu śpiewającego jednym głosem……ciary… Irlandia może przegrała na boisku, ale na trybunach nikt by ich na tym turnieju nie pokonał. To był przepiękny obrazek!

    Dla takich obrazków chce się te mecze oglądać. Dla takich obrazków chodzi się na stadiony. Owszem, kwintesencją futbolu są bramki, ale dopełnieniem spotkania jest zachowanie wszystkich jego uczestników. Od mających szacunek do siebie piłkarzy, po mających szacunek do siebie kibiców.

    Jak dla mnie bezapelacyjnie to był najlepszy mecz na tych mistrzostwach. Lepszego już niestety nie będzie, bo Irlandczycy musieliby zagrać z Polską, a to już jest niemożliwe. Znakomite jest to EURO!

    Kocham piłkę nożną!

  2. feli-x11

    15 czerwca 2012 at 11:41

    Irlandzcy kibice nieziemscy. Już tęsknie…

  3. decondee

    15 czerwca 2012 at 12:06

    70 minuta meczu otwarcia. Z niedowierzaniem patrzymy jak Szczęsny schodzi z boiska, a przy lini bocznej do wejścia szykuje się nasz bramkarz numer dwa. W Fan Zonie padają pytania Kto to? Boruc? Fabiański?. Przeciętny kibice wyraźnie nie znają naszego jeszcze wtedy nierozpoznawalnego chłopaka z ławki, a za chwilę bohatera narodowego. Już jest. Biegnie w stronę bramki. Mija zawodników greckich, dochodzi spokojnym krokiem do pola karnego. Następnie moment zaczarowania piłki. W ręce, złapać kontakt z okrągłą, odłożyć. Kibice patrzą z niedowierzaniem. Cisza. Jakiś nieznany bramkarz ma ratować Polską reprezentację. Chyba każdy wie jak to się skończy. Kamera na Tytonia. Głowa spuszczona, wzrok wbity w murawę, ale spokojny krok na linię bramkową. Klęka w bramce, znak krzyża, chwila koncentracji. Ostatnie sekundy przed gwizdkiem, cisza w strefie kibica, cisza wśród komentatorów. Stadion gwiżdże, serca zaczynają kołatać. Gwizdek sędziego. Karagounis bierze krótki rozbieg. Każdy patrzy z nadzieją gdzie leci piłka, a gdzie jest nasz bramkarz. Ułamki sekund mijają i nagle radość, wrzawa, emocje wypełniają Stadion Narodowy. Poszedł w lewo! Wyjął! Gramy dalej!

  4. kogis

    15 czerwca 2012 at 12:38

    A ja o farbowanych lisach chciałbym słówko szepnąć i o śmieciach futbolowych. Jeden z dziurą w nodze, niemiłosiernie poobijany przez Kierżakowa, padający akrobatycznie na ledwo zrośnięty po złamaniu łokieć. Drugi z napuchniętym kolanem. Trzeci skazany od początku na pożarcie, krytykowany niemiłosiernie, po kontuzji dwuletniej. I Ludo, który się #$%^&*&%$# bo wolnego chciał uderzyć, bo może brama wpadnie.
    Do tego obrazek z przeszłości – pamiętacie Andrzeja Buncola? Jednego z najlepszych rozgrywających lat osiemdziesiątych, którego wszyscy zdrajcą ochrzcili i z reprezentacji wyrzucili. Bo w Bayerze grał na drugim paszporcie? Pewnie chłopaki z PRON-u i im podobni…
    Nowoczesne stadiony na miejscu drewnianych chatek – oto widok, który cieszy moje oczy. Dla normalnego, zwykle wspaniałego, polskiego kibica nie ma Ojgena czy Ludovica, jest reprezentacja, która wstydu na razie nie przynosi. Może Ci wszyscy, co gadają o piłkarskich odpadach czy normalnych, białych ludziach podzielą w końcu los dinozaurów? Parada Tytonia – mnóstwo pozytywnych emocji. Bramki Lewego i Kuby – jeszcze więcej. Szansa na wyzwolenie się z kompleksów i godne miejsce w nowoczesnym świecie – bezcenne.

  5. Gość: AdamB, 62-29-253-73.ifax.pl

    15 czerwca 2012 at 12:38

    Mecz Polska – Grecja. Remis. Atmosfera w pubie minorowa. Opadł pierwotny entuzjazm, ale dalej skandujemy „Polska gola!”. Piłka w grze, Grek wychodzi „sam na sam”… Faul, czerwona kartka… Karny! Kilka osób wychodzi na papierosa, ktoś zajęczał… W tym momencie sprawy toczą się szybko. Podchodzę do baru. Zamawiam „kielonka”. Tytoń klęka. Ja podnoszę kieliszek. Twoje zdrowie, Przemku. Łyk. Strzał. Obronił. Nogi miękkie…

  6. owczarinho9

    15 czerwca 2012 at 12:52

    Akcja zaczęła się 7 czerwca. Dotąd smutne i zblazowane wieczorem miasto było nudne niczym gra Greków na turnieju w 2004r. Chociaż jestem rodowitym Warszawiakiem, moje miasto nocą przypomina izolatkę dla ludzi uzależniających swój stan zadowolenia od ilości słodkich jak czekolada fotek na FB. Starówka nocą przypominała scenerię westernów, zanim do miasta wkroczył John Wayne i przegnał z niego szubrawców. Pusto, cicho i tylko gdzieniegdzie przewijający się kłębek chrustu. Ale akcja zapoczątkowana 7 czerwca oskrzydliła moje miasto na dobre. Wreszcie możemy równać się z takimi tuzami jak Barcelona czy Madryt! Warszawa żyję! Żyje nocą! Żyje pozytywnie! Uśmiecha się! Jeeeest! Jesssssst! Bawi się! Jest kolorowo, jest fantastycznie. Czy przeciwnicy Euro2012 w Polsce mają jeszcze jakieś wątpliwości!? Byliście na strefie kibica? Jest pięknie! It’s beautiful! Ale akcja!

  7. owczarinho9

    15 czerwca 2012 at 12:53

    7.06 – otwarcie strefy kibica nie ojro ofkors:)

  8. Gość: Culé, agiv181.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 12:57

    Drużyna Biało – Czerwonych mnie nie zawodzi…nie wygrywa, ale prze do przodu…jak Niemcy, z którymi ćwierćfinał nas czeka 🙂 bo rzecz jasna, wierzę…wierzę, że ogramy Czechów…tak jak wierzyłam, że ogramy Rosjan 🙂 i choć mamy remis to jest to najwspanialszy remis jaki przyszło mi oglądać 🙂 mam tylko nadzieję, że we Wrocławiu nie doprowadzą mnie do takiego stanu jak we wtorek…bo tym razem to już na serio zejdę na serce :)) jestem dumna, że jestem Polką…że w sobotę będę mogła maszerować na Stadion Miejski z orłem na piersi !
    Do boju Polsko !!! :)))

  9. worek-11

    15 czerwca 2012 at 13:02

    Warszawa. Miasto na co dzień średnio uśmiechnięte, mające swoje jasne i ciemne miejsca.Jednym z najbardziej ponurych jest pl. Defilad. Brud, smród, wiejący wiatr i brak pomysłu władz miasta, co z tym miejscem zrobić. Jest ósmy dzień czerwca roku 2012. Ul. Chmielna przy kinie Atlantic. Miasto wygląda zupełnie inaczej. Tak jakby średniej urody kobieta nałożyła na siebie makijaż podkreślający jej nieliczne walory. Ale stał się cud. Wyszło słońce, twarz kobiety pojaśniała, świat stał się bardziej kolorowy. W każdym miejscu Warszawy dominują dwie barwy: biała i czerwona. Dominują ale nie są jedyne,- gdzieś na skrzyżowaniu ulic dwóch kibiców Szwecji w koszulkach reprezentacji z lekką obawą ale i uśmiechem przybija piątki z dwubarwną głośną grupą, Grecy po prostu bawią się chwilą, nie przejmują się białoczerwonymi falami przelewającymi się z każdej strony. Oni to znają, oni to już przeżyli. Nikt na nich nie stawiał a oni na przekór całej Europie dokonali niemożliwego. Oni już wiedzą jak to jest być pijanym ze szczęścia bez alkoholu, oni znają te momenty gdy człowiek ma ochotę wycałować cały świat, objąć obcego, łysego, napakowanego młodzieńca stojącego obok, stracić głos, upajać sie każdą chwilą tego wielkiego święta. Święta komercji, pieniądza, próżności. Tak, ale także święta ogromnych skrajnych emocji, gościnności, łez i zabawy od świtu do nocy. Warszawo, nie poznaję cię, nie poznaję twoich mieszkańców, nie rozumiem co się dzieje dookoła. Wiem jedno,- wypiękniałaś. Jesteś jaśniejsza, bardziej kolorowa, radosna, odmieniona. Za 30 minut mecz otwarcia, podążam z tłumem w stronę placu Defilad, którego nie poznaję. Nie wiem co się za chwilę wydarzy, nie wiem jaki będzie wynik meczu, mijający mnie grek też tego nie wie ale uśmiecha się do mnie. W jednej chwili zrozumiałem,- on też nie zna wyniku meczu ale on już wcześniej poznał ten rodzaj radości. Warszawo, odmieniłaś się, ale taką pozostań: rozedrganą, wielojęzyczną, kolorową wielokulturową. Jest godzina 17. 45. Zaraz się zacznie, witajcie w nowej Polsce.

  10. patrikos1984

    15 czerwca 2012 at 13:10

    Akcja bramkowa Polaków z meczu z Grecją. Piłka zagrana z prawej strony przez Jakuba Błaszczykowskiego i Robert Lewandowski, który zawisł w powietrzu, niczym bogowie greccy, o których czytaliśmy w „Mitologii” Jana Parandowskiego. Strzał głową, który w jednej chwili, w ciągu jednej sekundy, wymazuje 38 lat czekania na gol naszej reprezentacji w inauguracyjnym wielki turniej meczu. Radość Roberta nie do opisania, co wtedy musiał czuć ten chłopak, który jeszcze niedawno w niemieckich bulwarówkach był przedstawiany jako nikt. Po tej akcji już widziałem go na okładkach polskiej prasy w stroju Heraklesa. I moje wyjrzenie przez okno, ulice puste, wszyscy przed telewizorami. Znaczy, dzieje się coś wielkiego w naszych sercach, a właściwie parafrazując moją ulubioną reklamę telewizyjną przy okazji EURO 2012 – MY SIĘ DZIEJEMY.

  11. franialdo17

    15 czerwca 2012 at 13:16

    EURO to czas zwycięstw, porażek, pięknych goli, wspaniałych chwil na stadionach i przed telewizorami, ale nie tylko… Mistrzostwa Europy to przede wszystkim czas piłkarzy, bo to przecież oni są esencją tego co w tej chwili dzieje się w Polsce i na Ukrainie. Wielu przypatruje się tym nowym , młodym i perspektywicznym, doszukując się w ich talencie czegoś na miarę odkrycia, czy przyszłej legendy. Jednak mało kto zwraca uwagę na tych starszych i bardziej doświadczonych, którzy powoli myślą już o zawieszeniu butów na kołku. Jednym z nich jest Andrij Szewczenko, którego nie tylko można, ale i wypada nazwać żywą legendą futbolu! Kilka dni temu w rozgrywanym na kijowskiej arenie meczu pomiędzy Ukrainą a Szwecją stało się coś niebywałego. Mianowicie kapitan, któremu przylepiono już metkę staruszka, którego siły oceniano najwyżej na 45 minut spotkania strzelił dwa gole i poprowadził swój zespół do zwycięstwa! Wcześniej jednak gol dla Szwedów, Kijów spowiła cisza, w której przebijały się odgłosy radości skandynawskiej grupy fanów. Nie mija kilka minut i mamy remis – Szewczenko strzela głową, dając wiarę Ukrainie! Kolejne kilka chwil i już 2:1 dla naszych wschodnich sąsiadów, znów Szewa, niesamowite! A przecież miał zagrać tylko pierwszą połowę! Cały stadion, cały Kijów skandował jego nazwisko, ciarki przechodziły mi po plecach, nie wierzyłem w to co zobaczyłem… A ujrzałem Szewczenkę z przed kilku dobrych sezonów, pewnego siebie i niezmordowanego napastnika Milanu, odbierającego Złotą Piłkę. Nie widziałem żadnej różnicy między tym z 2004, a tym z 2012 roku. Wspaniały piłkarz, który w 10 minut zamknął usta wszystkim niedowiarkom i krytykom, a samemu „Ibrze” pokazał ile mógłby się jeszcze od niego nauczyć. „Grande Sheva!”

  12. Gość: omatic, ecc191.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 13:16

    Mecz Polska – Grecja. Stadion Narodowy. Dudni jak w kotle . Kibice krzyczą, skandują, szaliki idą w ruch. Wszystko pod zasznurowanym dachem. Nie ma stąd ucieczki, robi się prawdziwe piekło, jedyne podmuchy powietrza to te które wychodzą ze zdartych gardeł polskich kibiców. Grecy wychodzą sparaliżowani, nie potrafią składnie wymienić dwóch podań, a Polacy niesieni dopingiem atakują jak husaria w przestraszonych przeciwników, raz drugi, trzeci. Eksplozja radości po golu Lewandowskiego, grobowa cisza po bramce dla Greków. Mój tata tego nie wytrzymuje, wychodzi z pokoju, nie może tego oglądać. Zostaje sam, w duchu mając nadzieje na jakiś zwrot akcji. I jest. Ale nie dla nas, wołam drżącym głosem „tata, chodź, karny.. i czerwona..” Ojciec wraca, siada na fotelu z kamienną twarzą, mówi – „obroni”. Nie chciałem na to patrzeć, Karagounis ustawia piłkę. Zamykam oczy.

  13. michal3michal3

    15 czerwca 2012 at 13:19

    Poniedziałek, 15 czerwca 2012 roku, 20:40
    Stadion Olimpijski w Kijowie, trochę ponad 70 tys. ludzi na stadionie
    gwar
    hałas
    radość
    Przychodziłem do Chelsea jako gwiazda, życie jednak szybko weryfikuje. Brutalnie. Informacja o Euro na Ukrainie i w Polsce uświadomiła mi, że będę miał wtedy prawie 36 lat… Zaparłem się, nie dałem kontuzjom i oto w końcu nadszedł ten dzień. Będę musiał jeszcze raz podziękować trenerowi Błochinowi, że mi zaufał, wręcz kazał wyjść na boisko. Jakby potrzebny był mi rozkaz… Ostatni rok to ciągła mobilizacja, walka z samym sobą, wszystko zostało podporządkowane temu dniowi. Szwecja. Niech Zlatan sobie nie myśli, że jest gwiazdą Milanu!

    21:41
    , 0:0… Źle, źle, źle. Jak tak dalej pójdzie to wejdzie Miłewski na boisko i po EURO. Wdech, wydech, wdech, wydech… Słyszysz ten stadion Szewa? Słyszysz? Chcą gola. Strzel im go. Żeby tylko plecy wytrzymały. Przecież nie skończę tak kariery. Trzy porażki byłyby nie do pomyślenia. Ale jeszcze całe 45 minut… Jedna piłka, o nic więcej nie proszę. Młodzi mieli być szybcy i kreatywni, oby w drugiej połowie…

    22:26
    Która to już minuta? 81? Numer 7 schodzi, wchodzi 15. Siedem to ja. Ja, Andrij Szewczenko. Strzelec dwóch goli.
    brawa
    owacje na stojąco
    Dziękuję! Jeszcze około dziesięciu minut. Trzy punkty. Cóż to będzie za noc. Brawo chłopaki, nie przegrajcie tego. Tfu, nie zremisujcie nawet. Tylko wygrana. Tylko Ukraina.

    Mówiłem Ci Zlatan, bohater Milanu jest tylko jeden.

    Dzięki Szewa, za niezapomniany wieczór.

  14. michal3michal3

    15 czerwca 2012 at 13:22

    Oczywiście chodziło mi o 11 czerwca! 🙂

  15. Gość: tomaszewskijanek, sfa.lyreco.com

    15 czerwca 2012 at 13:30

    74 minuta spotkania Holandia Dania, fenomenalne! podanie Sneijdera zewnętrzną częścią stopy do Huntelaara i… król strzelców bundesligi przegrywa pojedynek sam na sam z Andersenem. Niewiarygodne 🙂

  16. Gość: arek_bp, 62-121-81-33.home.aster.pl

    15 czerwca 2012 at 13:34

    Drogi Panie Michale!

    Filmiki super, jakość też super, ale robienie z siebie słupa reklamowego to już tak niezbyt chyba super 🙂

    Zgadzam się, internet i nowe technologię dają nam cudowne możliwości. Ale czy nie mógłby Pan tego samego robić ze swojego własnego smartfonu, bez epatowania jego marką? Czy aż tak słabo Wam za te artykuły płacą, że po prostu Pana nie stać? Jeśli tak, to zwracam honor.

    A filmik na którym człowiek leży nieprzytomny na ulicy, a wokół niego zbiera się chmara dziennikarzy zabierając mu dopływ tlenu… Nawiasem mówiąc, tylu tam było ludzi z aparatami i kamerami, że sami dziennikarze i fotoreporterzy mogli zapobiec tym bójkom!

    Pozdrawiam

  17. Gość: RJ, bou38.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 13:38

    … mamy drugą połowę meczu, na wielkim boiskowym telebimie widnieje od 52min wynik 0:1 dla Szwedów. Jak do tej pory nie grają porywająco ale maja Zlatana, wielkiego piłkarskiego Samuraja który wie co zrobić z piłka i jak strzelać bramki … akcję prowadzi Ukraina, Jarmolenko dostaję piłkę w prawy sektor pola karnego Szwedów, w środku wbiega Szewczenko, dośrdkowanie… gooooooooooooooooooooool… niesamowite wykończenie, cóż za wspaniała bramka, famtasyczna odpowiedź gospodarzy, cały stadion wrze, wszystkich opanowała euforia, Ukraina odpowiada Szwedom we wspaniałym stylu, cudowna bramkę SZEWCZENKI. Od 55min meczu mamy wynik 1:1. … Gospodarze złapali wiatr w żagle, grają jak natchnieni, wywalczyli rzut rożny, Konoplianka ustawia piłkę w rogu boiska tuż obok chorągiewki, ostre dośrodkowanie gooooooooooooooooool … SZEWA SZEWA SZEWA !!! ależ emocje, druga bramka legendy Ukraińskiej piłki, teraz kochają go już wszyscy, wspaniały Andrij … Szewczenko 2 Ibrahimovic 1

  18. adrianello90

    15 czerwca 2012 at 13:43

    56 minuta spotkania Polska – Rosja. Na trybunach ciągły nieustanny doping biało czerwonych Polaków ale także 20 milionów kibiców przed telebimami i telewizorami nie tylko mężczyzn ale także kobiet ponieważ Euro 2012 pochłoneło wszystkich Polaków bez wyjątku. 56 minuta i 5 sekunda Rosjanie wyprowadzają kontratak idą 3 na 3. Kibice łapią się za głowę gdyż zaraz mogą się skończyć nadzieje na choćby remis w tym spotkaniu. 56 minuta i 14 sekunda Boenisch ofiarnym wślizgiem ratuje sytuację a Marcin Wasilewski wyprowadza kontrę Biało-Czerwonych. Gra toczy się teraz cios za cios. Piłkę przejmuję Piszczek i rusza do przodu, w polskich domach słychać okrzyki „dalej”, „do przodu”, „ruszaj”. Łukasz jakby słyszał te podpowiedzi i rusza z piłką w stronę bramki rosyjskiej. Teraz to Polacy wychodzą z kontrą ale jest aż 6 Rosjan i tylko nasza trójka z Dortmundu, chłopcy którzy stanowili o sile Borussi teraz biegną stawić czoła nie tylko Rosjanom ale także oczekiwaniom całego narodu, historii i własnym marzeniom. 56 minuta i 24 sekunda meczu Piszczek podaje do Błaszczykowskiego, który ucieka rosyjskiemu obrońcy i przejmuje piłkę. Cały polski naród już stoi z napięciem na twarzy bo chce aby za chwile to napięcie udało się wykrzyczeć tym jednym wymarzonym słowem. 57 minuta i 28 sekunda w całej Polsce już nikt nie stoi ponieważ wszyscy skaczą ze łzami w oczach bo oto kapitan, człowiek, który powinien w trudnych chwilach dla drużyny wznieść się na wyżyny swoich umiejętności robi to… Kuba Błaszczykowski staje się właśnie teraz człowiekiem, który spełnił nadzieje całego Polskiego narodu, trenera, zawodników ale przede wszystkim swoje. Całując polskiego orła, który właśnie pokazał swój pazur za chwile tonie w objęciach swoich kolegów i powoduje łzy szczęścia w wielu domach. W tej chwili to Kuba stał się Polskim orłem w koronie, pokazał całą historię naszego narodu, który zawsze w trudnych chwilach umiał się podnieść i pokazać czym jest Polskość. Kuba Błaszczykowski – Polski Orzeł w koronie.

  19. Gość: dawidkowalski17, 95.158.65.5*

    15 czerwca 2012 at 13:47

    Moje własne przeżycia 🙂 trochę inna forma, ale o przełamaniu Torresa i wczorajszym wieczorze:

    14 czerwca 2012 roku. Pogoda nie rozpieszcza, dużo chmur, chyba będzie padać. Jestem podekscytowany, bo pierwszy raz w życiu mogę uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu nie jako kibic, a chłopak od podawania piłek. Przyodziany w odblaskowy niebieski dres wchodzę razem z innymi na murawę i zaczynam najbardziej ekscytujący wieczór w moim życiu. Kibice zbierają się na trybunach, drużyny wychodzą na trening. Za moimi plecami stoją setki irlandzkich kibiców. Jeden nawet daje mi telefon i prosi, żebym zrobił zdjęcie. Niesamowita atmosfera. W dodatku obok mnie przechodzi Sara Carbonero, a kibice Irlandii śpiewają „Rocky road to Poland” tak głośno, że aż bolą uszy. ‚You’ll neeeeveer beat the Irish!’ – śpiewają z zapałem kibice z wysp. Zastanawiam się, czy to nie sen… No i nadchodzi 20:45. Stadion prawie pełny, świetny doping. Zaczynamy.
    Każdy wie, że Hiszpania jest faworytem tego meczu. No i przychodzi 4 minuta. Iniesta przepięknie podaje prostopadle do Silvy. Jeszcze piękniej i w dodatku czysto odbiera mu piłkę Richard Dunne! Ale zanim chłop zdążył się pozbierać, już zza jego pleców wyskoczył Fernando Torres. Jeden mały zwód, strzał i gooool! 1:0 dla faworytów turnieju! Sektor hiszpańskich kibiców szaleje. A za moimi plecami cisza. Kątem oka spoglądam na to co dzieje się z tyłu, widzę pierwsze łzy. „Kim jesteś i co zrobiłeś z prawdziwym Torresem!?” – zastanawiają się irlandzcy kibice. No bo gdzie podział się człowiek, który w ostatnim czasie zmarnował setki setek i nie potrafił trafić na pustą bramkę w meczu z United? Według mnie trener Hiszpanów trafił w dziesiątkę. Wiemy, że Torres ma umiejętności, ale chyba nikt nie podejrzewał go o taki występ po ostatnim meczu z Włochami!
    24 minuta meczu. Rzut rożny. Xavi wyciąga do mnie rękę po piłkę. Cholera, Xavi spojrzał mi w oczy! Ten moment będę wspominał chyba lepiej niż cały mecz! Czas mija, Irlandczycy walczą. I udaje im się, bo mimo szaleńczych ataków udaje im się zejść do szatni z jednobramkową stratą.
    Po przerwie jest dużo gorzej. Świetnym strzałem popisał się David Silva, już 2:0. Ale kibice Irlandzcy znowu po chwili ciszy drą się niemiłosiernie. Wierzą. Niestety, nie na długo. Tym razem Silva do Torresa i goool! Drugi gol napastnika Chelsea w tym meczu. Ciekaw jestem ile bukmacherzy płacili za jego dwie bramki. Później Fabregas i 4:0… Hiszpania gromi. A irlandzcy kibice dalej śpiewają. Nie wiem co tego wieczoru było piękniejsze. Przełamanie Torresa czy ‚the fields of athenry’ w wykonaniu wyspiarzy. To nie był zwykły mecz, to był teatr. Piękne widowisko i piękny doping. Sędzia gwiżdże po raz ostatni i moja przygoda się kończy…
    Zobaczenie czegoś takiego z innej perspektywy było niesamowite. Nie zapomnę tego do końca życia. Niech to Euro trwa u nas w Polsce na wieki! Za takie wieczory kocham piłkę nożną. Piłkarzem już nie zostanę, bo 17 lat to trochę za dużo, ale kto wie… może kiedyś będzie mi dane komentować taki spektakl na żywo.
    Według mnie przełamanie Torresa było tylko „wisienką na torcie”. Cały wieczór był niesamowity, a uczucia ciarek na całym ciele podczas śpiewu kibiców z wysp nie zapomnę do końca życia!

  20. quentiin

    15 czerwca 2012 at 13:51

    Natenczas Wolski ujrzał, że piłka doń zmierza,
    Więc poderwał się z ławki ze zwinnością zwierza,
    By podać ją chłopakom, co z Rosją walczyli –
    Zwycięstwo było blisko, żal było choć chwili!

    Żartowałem 😉

  21. Gość: rico89@poczta.fm, host-89-230-107-68.dynamic.mm.pl

    15 czerwca 2012 at 14:17

    Panie Michale, zanim przejdę do samego konkursowego opisu sytuacji, która dotychczas podczas euro 2012 została mi w pamięci, wspomnę tylko, iż właśnie pana videoblog z relacjami podczas mistrzostw europy w naszym kraju skłonił mnie do śledzenia pańskiego bloga. Filmiki wrzucane przez Pana, tym różnią się od innych relacji, że są robione „od kuchni”, bez zbędnej otoczki ukazują to co prawdziwego kibica interesuje najbardziej, czyli to czego nie zobaczy w tv czy nigdzie indziej. Przesyt informacja z wszelkich źródeł opiera się niestety na tych samych materiałach wrzucanych w każdym kolejnym „relacjonowaniu” polsko ukraińskiej imprezy. Dlatego Pańskie materiały, pozwalają zobaczyć nasze euro, od innej strony i tak. np film z polskim centrum konferencyjnym na stadionie polonii czy inne filmy z treningów pokazują coś, czego bym w innym miejscu nie zobaczył Także jeszcze raz, dziękuję i niech się Pan nie przejmuje krytyką, taka występuje zawsze bez względu na jej zasadność.

    Wracając do momentu który mi utkwił, to może nie będę oryginalny, ale jednak pierwszy mecz z Grecją był największym przeżyciem. Te nerwowe wyczekiwanie na pierwszy gwizdek, pierwszy raz w życiu denerwowałem się przed meczem reprezentacji. Emocje były niewiarygodne mimo, że przecież jak większość kibiców euro oglądać mogę jedynie w TV. To było niesamowite jak całe osiedle na którym mieszkam nagle w momencie rozpoczęcia meczu się wyludniło, wszyscy w swoich domach, ze znajomymi, z rodziną bez wyjątki uczestniczyli w tym wydarzeniu. Pada pierwsza bramka… szał, w końcu uwierzyłem, że musi być dobrze. W końcu mamy drużynę, która coś osiągnie na wielkiej imprezie. Kilka minut później niesprawiedliwa kartka dla greków ( oczywiście moim zdaniem ), i od razu przyszła mi na myśl korea płd. z mundialu z 2002 r. Przecież jak tak skończy się mecz to zagraniczne media „nas zjedzą” na następny dzień – pomyślałem. Koniec pierwszej połowy i nagle przyszły mi dziwne myśli, jakby niedosytu, poczucia, że mimo prowadzenia i gry w przewadze zwycięstwo z pomocą sędziowską nie smakuje tak dobrze. Gdy wydawało się, że mecz już do końca będzie nie zagrożony, najpierw pada bramka dla greków, a później czerwona kartka dla Wojtka i karny. Jak wiele zmieniło się w mojej głowie w tym momencie, ciężko opisać. Ale jednak, gdy Przemek Tytoń zmieniał Wojtka poczułem, że obroni, że jest nadzieja. Reszta osób z którymi oglądałem mecz, oczywiście stawiała sprawę jasno, 2:1 dla greków i nerwowa gra do końca. Grek podchodzi do piłki strzela… i broni Tytoń, czy może raczej nie trafia grek. Co to ma za znaczenie, gdy emocje są tak wysokie. Po obronie karnego słysząc śpiewy, okrzyki radujących się ludzi z całego osiedla, zrozumiałem czym jest piłka nożna i jak dużo znaczy. Niektórzy tego nie rozumieją i pewnie już im się to nie uda, ale już jestem pewien, że piła to coś więcej niż sport. Zarówna dla sportowców jak i kibiców, pozwala łączyć i jednoczyć ludzi, niesie ze sobą wspaniałe wartości. Czasem przynosi ból i cierpienie, a czasem radość i łzy szczęścia. Może i nie jest to opis sytuacji boiskowej tak dokładny jak inne, ale bardziej opis przeżyć i rozmyślań na temat istoty piłki. Tak jak wspomniałem niektórzy tego nie zrozumieją nigdy, ale my kibice, a może bardziej entuzjaści tego sportu dzięki taki imprezom i także takim miejscom jak Pański blog możemy w pełni oddawać się naszej pasji. Pozdrawiam K.G

  22. wrzask92

    15 czerwca 2012 at 14:18

    Irlandczycy przyjechali. Poznan niby gotów. Wtem przychodzi nad Stary Rynek noc… Tysiące zielonych kibiców bawią się w najlepsze przy akompaniamencie skocznej muzyki. Piją piwo, co by trochę się rozluźnić. Atmosfera wręcz rodzinna. Nagle, coś niesamowitego. Irlandczycy w imprezowym szale przesuwają Ratusz o dwa metry w lewo. Ludzie tak tylko stoją, patrzą, a tu normalnie ratusz się przemieszcza. Policja skonsternowana. Następnego dnia idę szukać budowli. Podchodzi do mnie jakaś chińska turystka i pyta; Panie, gdzie tu ten ratusz?, ja jej odpowiadam: Pani, ja nie wiem, wczoraj jeszcze stał tutaj. Ona zła, ja zły. No nic nie mogłem zrobić. Dopiero wczoraj odpowiednio wyszkolone służby porządkowe zajęły się tą sprawą i szybko co koń wyskoczy przesunęły ratusz na swoje miejsce. Takiej akcji Poznań na pewno szybko nie zapomni.

  23. fr3dxcez

    15 czerwca 2012 at 14:31

    Póki co, momentem, który najbardziej został mi w pamięci to właśnie faul Wojtka Szczęsnego i cudowna obrona Przemka Tytonia.

    Po raz drugi w życiu przeżywałem taką sytuację, kiedy tak bardzo chciałem, żeby ta bramka nie padła. Jednak, żeby opisać to, jak to przeżywałem, muszę wrócić kilka lat wcześniej, do pamiętnego półfinału Pucharu Króla, kiedy to Barcelona podejmowała Mallorcę. Analogia jest bardzo zbieżna z opisywaną sytuacją podczas Euro 2012.
    Dla drużyny Realu Mallorca podyktowany został rzut karny po faulu Caceresa, obrońcy Barcelony, ukaranego za swoje zagranie czerwoną kartką – jak Wojtek Szczęsny. Gdyby został on wykorzystany, wtedy Barcelona straciłaby szansę na pierwsze swoje trofeum pod wodzą Pepa Guardioli. Na bramce w Barcelonie stał rezerwowy Pinto, który grywał w tych rozgrywkach a podstawowy bramkarz Victor Valdes odpoczywał. Pewna analogia do Przemka Tytonia. Zarówno Pinto, jak i Tytoń przed karnym uczynili pewien widoczny przez telewidzów i widzów na stadionie gest. Tytoń ukłonił się i przeżegnał, Pinto natomiast pokazał przeciwnikowi, w którą stronę będzie się rzucał. Obydwaj bramkarze rzucili się w tym samym kierunku i obydwaj obronili swoje strzały i obydwaj zapobiegli porażkom swoich drużyn.
    Tu niestety pewna analogia się kończy, ponieważ Barcelona miała w swoich szeregach niezawodnego Leo Messiego, który zdobył bramkę na wagę zwycięstwa.
    Mam jednak nadzieję, że bramka ta, dla reprezentacji Polski dopiero padnie…w meczu z Czechami.
    Obserwując to wydarzenie, miałem uczucie deja vu. Czułem, jakbym już to kiedyś widział. Po wszystkim jak się zastanowiłem, od momentu ujrzenia czerwonej kartki dla którejkolwiek z przybliżonych drużyn, do czasu wykonania jedenastki siedziałem z rękoma założonymi na głowie, mocno trzymając swoje włosy. Emocje były tak ogromne, że po happy endzie w postaci sparowania piłki po tych strzałach nie patrząc na emocje, bezwarunkowo zachowywałem się jak Gargamel z bajki o smerfach (w czołówce był taki motyw: „jak ja nienawidzę tych smerfów” – wtedy wyrywał sobie włosy z głowy). Bólu nie było czuć, ale głupie uczucie dochodziło do mnie w momencie jak widziałem dwa kłębi moich włosów w swoich rękach.
    Piszę o tym, ponieważ wierzę bardzo głęboko w Polską reprezentację, życzę im jak najlepiej i będę ich wspierał gorącym dopingiem do samego końca. Podczas tego Euro dziękuję im za to, że odwrócili w pewien sposób hierarchię:
    -mecz otwarcia
    -mecz o honor
    -mecz o wszystko
    Mam nadzieję, że dopiszą sami kolejny mecz, mecz o przejście do historii

  24. 07phillip

    15 czerwca 2012 at 14:36

    Ósmy dzień czerwca, 2012 rok, Warszawa, Stadion Narodowy. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej trwają już prawie 70 minut, wynik – 1:1, na trybunach 56 tysięcy kibiców, wśród nich – ja – szalik na szyi, orzeł na piersi, biel i czerwień na policzkach. Spoglądam na murawę, atak Greków, obrońcy wychodzą wysoko w linii, będzie spalony. Nie! Salpingidis wychodzi na czystą pozycję. Szczęsny wychodzi! Gwizdek, faul, sędzia podbiega – czerwona kartka! Karny! Polak zdejmuje rękawice i z opuszczoną głową maszeruje do szatni – cóż za dramat! Grecy już się cieszą. Będzie zmiana, Smuda woła młodego, nieznanego wielu Polakom chłopaka – żółta koszulka, numer – 22, wyżej napis – Tytoń, z boiska schodzi Rybus, dziesięciu przeciw dziesięciu. Teraz najważniejsze – Karagounis czy Tytoń. Jeszcze chwila – Polak bierze piłkę w ręce, odkłada, klęka jeszcze na linii bramkowej w wiadomym celu, sędzia odchodzi w bok, Grek poprawia futbolówkę, bierze rozbieg, strzela i… Tytoń! Tytoń broni! Nie ma gola! Mecz trwa dalej!

  25. 07phillip

    15 czerwca 2012 at 14:40

    A tak nawiasem, HTC One X jest boski, zobaczymy jeszcze co na to Apple, bo Samsung z G3S odpada w przedbiegach…

  26. Gość: m_krzyzanowski, 89-79-173-122.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 14:53

    To nie był zwykły dzień. To było dla mnie wielkie przeżycie – pierwszy raz pojechałem z kadrą na taką wielką imprezę, w dodatku organizowaną w naszym państwie!

    To miał być wielki mecz. W dodatku wielki dzień dla mnie, mój dzień. Miałem tego dnia urodziny, wszyscy byli bardzo życzliwi dla mnie, składali życzenia, uśmiechali się. Jednak największy prezent tego dnia (miałem nadzieje) czekał na mnie wieczorem. Wiedziałem, że nie wyjdę w „jedenastce”, ponieważ trener Smuda już wcześniej podał skład. Jednak liczyłem, że uda się wejść w trakcie i może coś ugrać. Wiadomo, że liczy się dobro reprezentacji, jednak jak chyba każdy chciałem zdobyć gola, który zmieniłby rezultat końcowy meczu.

    Mecz trwa. 1:1, a na zegarze chyba około 70 minuty. Selekcjoner powiedział do mnie: Grosik, rozgrzewaj się. Czym prędzej ruszyłem i zacząłem rozgrzewkę.

    W końcu na hasło „wchodzisz” przebrałem się i już stałem w koszulce z Orłem. Może nie na piersi, ale to mógł być mój najpiękniejszy dzień w życiu. Pełne trybuny. Transmisja na wiele krajów świata. Dzień, w którym ziemia zatrzymała się na Polsce, na Warszawie. Kibice zdzierali gardła, wręcz darli się w niebo głosy. To miał być MÓJ dzień. Miał być, ale nie był. Już byłem gotów do wejścia. Sędzia techniczny stał koło mnie jednak nie udało się. Główny arbiter zakończył spotkanie. Nie udało się zadebiutować na EURO. Wielka szkoda, ale mam nadzieję, że w meczu z Czechami nadarzy się okazja, żeby pokazać, że jest we mnie wielka ambicja i wola wygranej.

    POKAŻE WSZYSTKIM!

    Kamil G.

  27. Gość: Kuba Rajtar, ayf208.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 14:57

    Dla mnie jako kibica, fanatyka najpiękniejszą ,najbardziej wzbudzającą emocje jest sytuacja ,w której Irlandczycy przegrywali 4-0 z będącą nie do powstrzymania Hiszpanią,a ich kibice wstali 5 minut przed końcem i zaczęli śpiewać ! Śpiewać jak mało,którzy kibice na świecie , dziękując swoim grajkom za to,że walczyli do upadłego i się nie poddali . Gdy słuchałem patriotycznego „Fields of Athenty ” przechodziły mnie ciarki , a co dopiero musieli czuć przegrani pilkarze Irlandii … 😉 piękna sprawa i oby więcej takich sytuacji na stadionach ;D
    13 minut(y) temu Lubię to!

  28. Gość: graysky10, 195.150.156.16*

    15 czerwca 2012 at 15:01

    Gdyby Mistrozstwo Europy było przyznawane za doping, kibice Irlandii już mogliby cieszyć się z triumfu. Mecz na PGE Arenie w Gdańsku pokazał, że można pięknie dopingować swoją drużynę, nawet jeśli ta przegrywa z kretesem. Irlandczycy bezlitośnie przekonali się o sile reprezentacji Hiszpanii, która bajeczną techniką i niepowtarzalnym stylem brutalnie zabiła nadzieje Wyspiarzy na wyjście z grupy. Ale kibiców to nie zniechęciło. Swoją postawą przez cały mecz pokazali, że są dumni ze swoich piłkarzy, że nikt ani nic nie zabije ich miłości do „Zielonej Wyspy”, że z wiarą i ogromnym patriotyzmem można we wspaniały sposób dopingować swój zespół. Dzięki takim kibicom ten turniej jest piękny, ten turniej przejdzie do historii. Irlandczykom – dziękujemy!

  29. Gość: mokrywhale, v130.hapay.pl

    15 czerwca 2012 at 15:10

    Mecz Polska Rosja zapowiadał się jak zwykle czyli mecz o wszystko, przed meczem utrzymywałem, a wręcz chwaliłem się przed wszystkimi. że na pewno wygramy. Przyszedł mecz zaczęły się inne realia Rosja grała pewnie a my jak z Grecją czyli niemrawo, gdy przyszła bramka dla rywali straciłem całą wiarę, chciałem nawet wyłączyć relacje. Zostałem. Przez myśli przechodziły rożne scenariusze, 2 bramki Lewego i Polska na ustach całej europy ale tez że Rosjanie wbijają nam jeszcze 2,3 bramki i po zawodach. I przyszła ta 50 któraś minuta nie pamiętam z tych emocji , BRAMKA zamurowało mnie , gdy to do mnie dotarło minęło parę dobrych sekund, rozbeczałem się jak dziecko ( dobrze że byłem sam w pokoju bo jak to wygląda jak facet płacze) teraz jak o tym myślę to nigdy ale to nigdy na meczu piłki nożnej się nie wzruszyłem może dla tego że nie miałem okazji urodziłem w 89 roku musiało mi wystarczyć z naszych sukcesów zakwalifikowanie się do 1 euro i dwóch mundialów. Wracając do meczu , po końcowym gwizdku ten remis był dla mnie jak zwycięstwo bo w czasie mojego życia Polska po 2 meczach grupowych grała już tylko o honor, no cóż teraz już wiem że może tworzymy historie i mam nadzieje że w czasie tego euro rozpłacze się jeszcze co najmniej raz.. na meczu polski oczywiście….. dla jasności ze szczęścia OCZYWIŚCIE!

  30. Gość: Kondziulek, a64.net155.okay.pl

    15 czerwca 2012 at 15:19

    Jest 53 minuta spotkania Włochy – Hiszpania . Nasz nowo wymyślony dekoder myśli został skierowany na Mario Balotelliego . Skanowane myśli pojawiają się na naszym monitorze w kolejności chronologicznej .:
    -..cholera rzeczywiście ta trawa sucha …
    -brzuch mnie boli przez te obwarzanki … banda rasistów , pewnie próbują mnie podtruć
    -dobra podbiegne do tego Ramosa , w końcu ściął włosy , warto podpatrzeć nową fryzure …
    -nieee to nie to , nie będzie mi pasować taka
    -a może by mu tak zabrać tą piłkę ? .. a co tam próbujemy
    -hahahha
    -okej pora pokazać kto jest mistrzem
    -Ha i co Jose , pora ograć twoich madryckich pupilków , teraz to ty jesteś pragnienie
    -dobra celujemy w sito , ośmieszymy Ikerka
    -what the …. ?!?!?! co on tu robi ?!!
    -gdzie jest piłka ?!?!
    -ale.. ale co sie stało ?!?!
    -WHY ALWAYS ME !!!

  31. mallyja

    15 czerwca 2012 at 15:26

    Najpiękniejszą akcją Euro jest akcja, która powtarza się dzień w dzień już od tygodnia,
    Wszyscy kibice razem, bez względu na narodowość dają przez cały dzień ognia,
    Nie ma znaczenia czy Irlandczyk, czy Hiszpan czy Polak, wszyscy drą się w niebiosa
    Śpiewają, wiwatują, okrzyki wznoszą, myślę, że wystraszyliby samego Hansa Klossa,
    I ja, razem z Irlandczykami w szał wpadłem, śpiewałem pieśni dla chłopców w zieleni
    Ściągałem buty, na bosaka skakałem, czułem, że razem z nimi, jesteśmy niezwyciężeni,
    Co z tego, że nie na boisku? Ważne jest, że cała Polska w zieleni się mieni!

  32. Gość: drabson, 87-207-133-14.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 15:29

    …Moją sielankę z meczu Polska-Grecja najpierw przerwał gol Salpingidisa. Do tego momentu, jak nigdy wcześniej patrzyłem z przyjemnością na grę naszej reprezentacji. Mimo to, mając na uwadze przewagą liczebną naszych orłów, wciąż mocno wierzyłem w nasze zwycięstwo w meczu otwarcia na Euro 2012. Przecież to niemożliwe, aby w meczu, w którym wszystko wychodziło po naszej myśli, nagle doszło do odwrócenia ról. A jednak, w naszej kadrze, jakby zegarku, nagle się coś zacięło.

    Ze zdziwieniem patrzyłem na sytuację, w której Polacy nie potrafią wykorzystać przewagi jednego zawodnika. Ale to co najgorsze było dopiero przede mną. Nadeszła 69. minuta, w której jeden z Greków posłał piłkę za linię polskiej obrony w pole karne. W tym momencie powróciły koszmary. Po raz kolejny nasza obrona zagapiła się, spóźniła etc. Tak wymieniać można by dalej. Niestety tym razem interwencja Szczęsnego nie była tak skuteczna jak zawsze, do czego zdążył nas przyzwyczaić. Co prawda, uratował nas przed stratą bramki, ale także sprowokował rzut karny. W tym właśnie momencie zostałem sprowadzony na ziemie. Miałem ochotę przestać oglądać mecz. Miałem po prostu dosyć kolejnej nie wykorzystanej szansy przed jaką stanęła polska reprezentacja. Myślałem, że przynajmniej tym razem nasi piłkarze zmobilizują się na ten jeden turniej i wykrzesają więcej ze swoich umiejętności. Szczęsny z powodu czerwonej kartki musiał opuścić boisko, w jego miejsce wszedł Przemysław Tytoń. Mówiąc szczerze, nie miałem wielkich nadziei. Lecz, jak już to bywało wiele razy, skórę znowu uratował nam bramkarz. Tytoń obronił rzut karny. Można rzec, szczęście w nieszczęściu. Tym razem zaliczyłem powrót z piekła do nieba. Nadzieje odżyły…

  33. caarveth

    15 czerwca 2012 at 15:50

    Czasami najciekawsze akcje dzieją się nie w obrębie boiska ograniczonego prstymi, białymi liniami, ale tuż za nim, na ławce, tam gdzie podejmowane są najważniejsze decyzje. Stres ogromny, niektórzy, jak Smuda ledwie wytrzymują napięcie, ale są trenerzy którzy potrafią podejść do tego inaczej. 21 minuta arcywżnego dla Niemiec meczu z Holandią, Joachim Loew, w modnej koszuli, swobodnie żując gumę podchodzi do młodego chłopaka i żartobliwie wybija mu piłkę, po czym uśmiecha się do niego i po ojcowsku obejmuje. A to przecież było spotkanie odwiecznych rywali na najważeniejszej imprezie roku! Piękno futbolu, tu gramy o miliony, a tu jesteśmy tylko ludźmi, którzy dobrze się bawią. Nie walczmy o śmierć i życie, po prostu się cieszmy futbolem.

  34. cvx14

    15 czerwca 2012 at 15:54

    Osłupiałem gdy oglądając mecz Hiszpania-Irlandia nagle dotarł do mnie śpiew irlandzkich kibiców. Pieśń niosąca się po stadionie robiła piorunujące wrażenie. Aż dziw, że irlandzkim piłkarzom nie wyrosły w tamtej chwili skrzydła, a Hiszpanie nie rozsypali się w pył. Pieśń godna bitwy, wyrażająca tekstem, melodią i charakterem irlandzką duszę. Niesamowite. W dodatku to wszystko przy wyniku 4: 0 dla Hiszpanii. Nie raz ogląałem mecze, gdzie kibice wychodzili ze stadionu jeszcze przed końcowym gwizdkiem, jednak takie momenty jak ten pozwalają na nowo uwierzyć jak potężna potrafi być piłka nożna i jak wielki ładunek emocjonalny potrafi przenosić. To nie tylko sport. To kultura i dziedzictwo narodów. Dawne zdarzenia, bitwy i wojny, w nowoczesnej humanitarnej oprawie godnej XXi wieku.

    Low lie the fields of Athenry
    Where once we watched the small free birds fly
    Our love was on the wing, we had dreams and songs to sing
    It’s so lonely ‚round the fields of Athenry.

    Respekt

  35. Gość: Zdzichu26, w3cache.axelspringer.pl

    15 czerwca 2012 at 15:56

    Piłka zbliźa – do tego powoduje, że czerwiec 2012 będzie przez nas pamiętany przynajmniej dopóki Zakopane nie dostanie Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

    Dzień meczu z Rosją, stolica zalana chorągiewkami na samochodach. W KFC jakiś węgierski dziennikarz nie umie poradzić sobie z automatem do nalewania napoju, w końcu patrząc na męki nieszczęśnika z południa decyduje mu się pomóc, a ten dzieli się wraźeniami z turnieju, na szczęście jest zachwycony. W strefie multum kibiców z całego świata. Latynos w gigantycznym sombrero niemal uzbrojony we wszystko co meksykańskie krzyczy „Polska, biało czerwone!”.

    Gramy, wygląda to średnio, przegrywamy 1-0, jakaś kobieta wychodzi ze strefy oznajmiając swojemu koledze, że to było oczywiste, że Rosja im dokopie.

    W końcu Kuba wyrównuje, warszawski fanzone eksploduje i unosi się do góry o kilka centymetrów. Koniec meczu, ludzie świętują jakbyśmy cały ten turniej wygrali. Powoli, ale zdecydowanie piszemy historię tego EURO, które piłkarsko jest wybitne, a organizacyjnie z dnia na dzień też zyskuje dobrą renomę.

    Do tego, żeby ten turniej był niezpomniany brakuje nam już chyba tylko takich historii, jakie tworzyła Turcja na EURO 2008.

  36. Gość: filozoff007, 078088250200.wroclaw.vectranet.pl

    15 czerwca 2012 at 15:59

    Ty Polaku jak dawniej Zamorra opieraj się w bramce o szczyt Pirenejów Stadion zamarł, grobowa cisza i falujące pod naporem lichego wiatru źdźbła trawy. Trener Smuda posłał do boju Tytonia. Tego nieopierzonego na pozór bramkarza, którego nazwisko przyprawia nas o uśmiech na twarzy. Polska wstrzymała oddech. Tu już nie ma żadnego Tomaszewskiego, nie ma Młynarczyka. Szczęsny znika w tunelu, przyklęka przed telebimem. Jego następca także zawierza się siłom wyższym. Na pohybel Karagounisowi Warszawa wystawia armię gwizdów, przeraźliwie męczących uszy doświadczonego Greka. Potomku Sokratesa, Twój czas już minął zdaje się mówić krzyk polskich gardeł. Wiara miesza się z niepokojem; wiarą tą Tytoń, niepokojem Karagounis. Grek nabrał powietrza, Polak ostatni raz przetarł rękawice. Bramkarz zastygł na linii, raz jeszcze patrząc w niebo. Kapitan sił helleńskich rusza Tytoń Karagounis, Karagounis Tytoń, Tytoń Karagounis? W tym ułamku sekundy zatrzymaj się Polaku, w tym ułamku sekundy gnaj przez rodzime miasta niczym husaria w boju. I zobacz ten lęk dumnych ludzi, wstań, podnieś głowę, bądź wierny, patrz. Strzał Niczym struna wyciągnięty nasz dzielny Tytoń, rękoma dosięga piłki i paruje ją na bok! Nie ma bramki! Kąsające bestie polskiej drużyny dopadają do niej, nie pozwalając na żadne inne źródło niepokoju. Oszalały ze szczęścia stadion pada sobie w ramiona. Brawo, braaaaaaaaaawo! Trener Smuda czerwony ze złości? Ze szczęścia? I tylko za legendarnym Janem Ciszewskim powtórzyć mogę: Obym tylko nie stracił Głosu.

  37. Gość: Cliff, 87-207-149-242.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 16:03

    Irlandia Chorwacja na pierwszy rzut oka zwyczajny mecz, nie wzbudzający większych emocji w polskich kibicach. Dwa kraje, które nie wydają się być faworytami tegorocznych mistrzostw. Przeciętny kibic nie ma pojęcia, kim jest Richard Dunne ,czy Stipe Pletikosa, jedynie nazwiska Modric i Keane wzbudzają jakieś zainteresowanie. Jestem pewien, że żaden polski kibic nie przeżył tego spotkania tak, jak ja.
    Do pobliskiego pubu poszedłem z dwoma kolegami. Jeden fanatyk Leicester City, a drugi Aston Villi. Oczywiście wiadomo komu kibicowałem nie miałem wyboru, musiałem założyć zieloną koszulkę. Na miejscu atmosfera była spokojna, zero krzyków, śpiewania, tylko kulturalne oglądanie meczu. Do czasu
    Gdzieś koło 20 minuty meczu wpadło do pubu pięciu kibiców Irlandii. Nieliczni, ale fanatyczni. Na pierwszy rzut oka fajni goście, pełni pozytywnej energii. Po dwóch głębszych łykach wiadomo czego, rozpoczął się doping. Jeden z Irlandczyków zaintonował Youll never beat the Ireland i momentalnie wszyscy, ale to dosłownie wszyscy ( nawet jakiś dziadek, który siedział sobie z browarem przy stoliku) przyłączyli się do nich. Właścicielowi tak się to spodobało, że w pewnym momencie rozległ się krzyk Browar for everyone, a niech kur** stracę, na mój koszt. Świetnej atmosferze nie przeszkodził nawet gol Jelavicia. Cały czas tylko Irish, Irish itd. Naprawdę miła odmiana jeśli ktoś chodzi na polską ligę. Tam to tylko Strzelcie kur** gola, gola, od przekleństw aż uszy puchną. A Irlandczycy potrafią połączyć doping i świetną zabawę. Nie od parady ich hymn na Euro robi furorę nie to co nasz utwór koła gospodyń wiejskich. Dodam, że do końca meczu czuło się tak, jakby się samemu było na stadionie. Do tego stopnia ta mała grupka wyspiarzy rozkręciła imprezę.
    A po meczu kulturka, rozmowy o tym, co nie wyszło, czego zabrakło. Dowiedziałem się, że Trapattoni nauczył Irlandczyków grać piłką po ziemi ( czego w meczu z Chorwacją nie widziałem i później z Hiszpanią też nie), że sukces przyjdzie w następnych meczach. Dobrą zabawę mieliśmy z kolegami, kiedy pytaliśmy ich o polskich piłkarzy. Ich zdaniem mamy szansę na triumf w Euro 2012! Ale to chyba tylko tak z grzeczności powiedzieli.
    Irlandia to świetny kraj, szkoda, że już odpadli. Może piłkarzy nie mają zbyt dobrych, ale kibiców za to World Class level.

  38. szyman87

    15 czerwca 2012 at 16:05

    Wstaję i udając się do kuchni zerkam na budzik elektroniczny kupiony na bazarze w Atenach. Jest 7:01, piątek 8-ego czerwca, wyciągam lód z zamrażarki, wrzucam kostki lodu do szklanki, mieszam kawę z mlekiem w shakerze i wlewam do spoconego lodem szkła. Ulubione fredo espresso. To już tylko 11 godzin do meczu otwarcia, meczu na który czekaliśmy od dawna. Czekaliśmy razem z Agilosem, moim szwagrem z Grecji, który ostatnie 6 miesięcy mieszkał razem ze swoją żoną u nas we Wrocławiu. Agilos to bardzo dobry kucharz, nie tylko pasjonat dobrej kuchni potrafiący ugotować praktycznie wszystko na sto różnych sposobów, ale również kibic Olimpiakosu. Zupełnie inaczej niż ja fan Wszechateńskich koniczynek. Anioł, bo tak jego imię tłumaczy się na język Polski, wyjechał 5 dni przed meczem otwarcia, w związku z trudną sytuacją związaną z kryzysem ekonomicznym i sytuacją rodzinną. Dzwonimy do siebie na Skype, życzymy powodzenia i zaczyna się niezapomniane, nie tylko dla mnie, widowisko.
    Pierwsza połowa, przepełnia mnie duma z gry naszej reprezentacji, ale również jest mi trochę żal szwagra, bo Grecja nie gra praktycznie nic. W przerwie dzwonię do niego, słyszę w słuchawce głośne odgłosy innych Greckich fanów zebranych w tawernie, smutek w jego głosie był nie do opisania. Pocieszam go, że jeszcze 45 minut i w piłce wszystko jest możliwe lecz rozmowa się nie klei, więc mowię że zadzwonie po meczu. A w drugiej grecka tragedia, jakby zespoły zamieniły się koszulkami. Grecy raz za razem suną na naszą bramkę, niczym antyczni herosi przejeżdżają się po naszej zmęczonej husarii. Gol na 1:1, okej nasi się obudzą i wszystko wróci do normy, czyli dobrej gry z pierwszej połowy. A tutaj zaraz faul, czerwona dla Szczęsnego, wchodzi Tyton i telefon w tym samym momencie. Grecki numer, odebrać? A co mi tam, naciskam zielona słuchawkę i paraliżuje mnie wrzask setki gardeł krzyczących KARAGUNIS! ELLADA! a zachrypnięty Agilos krzyczy po polsku: Patrzaj dwa do raz teraz jest!!! Szybko się rozłączam. Obronił!!!!! TAKK! brawoo Przemek! Potem gol ze spalonego doprowadza mnie do stanu przedzawałowego. Dalej już kciuki za remis i jest, upragniony koniec. Papieros na balkonie i dzwonie. W Grecji emocje nie mniejsze niż tutaj u nas w kraju nad Wisłą. Jakiś Grek po golu na 2:1, wszystkim w emocjach stawia Uzo, potem gęsto się tłumacząc, że przecież gola nie było i nic z tego. Kolejny wyszedł razem z drzwiami i swoim skuterem, ubrany tylko w bokserki w kolorze biało-niebieskim, pojechał do domu. Historie opowiadane przez mojego przyjaciela są szalone, ale prawdziwe.
    Cieszę się Ja, raduje i On. Mówimy sobie, że to właśnie nasze reprezentacje wyjdą z grupy. Po drugiej kolejce wydaje się, że to nie są tylko pobożne życzenia.
    EPILOG Przychodzi paczka z Grecji. Oprócz cudownej Oliwy z oliwek, koszulka reprezentacji Grecji, wydanie greckiego czerwcowego Playboy’a , oraz liścik. A treść owego następująca: Polak Grek dwa bratanki, bo trafiaja po golu do tej samej bramki.(pisownia oryginalna). Patrząc na padający deszcz za oknem, myślę A może by tak Polska-Grecja w finale? Wszystko w nogach naszych husarzy pod wodzą hetmana Smudy i greckich hoplitów pod komędą Santosa.

  39. Gość: tomek p, 77-252-110-178.ip.netia.com.pl

    15 czerwca 2012 at 16:05

    JA nie oglądam meczy euro… One żyją we mnie, od środka mnie rozsadzają emocje związane z każdym meczem polaków. To wszystkie dzięki Panu Panie Tomasz Zimoch !! Mecz Polska-Rosja:
    Godzina 20:35, znalazłem idealne miejsce na mecz. Dolinka Służewiecka, przy stawie. Dość cicho i spokojnie, wszyscy poszli do centrum: strefa kibica, puby.
    Kilka piw kupionych w pobliskim sklepie będzie umilało mi ten czas :).
    20:40: moja stara nokia 6610i wchodzi do gry -> słuchawki -> 116 ->i zaczynamy… Panie Tomku….

    57 minuta meczu…
    „…szybko, linia pola karnego będzie strzał…
    GOOL, GOOOOL, GOOOOOOOOOOOOL…

    Ale później ten atak i taki rozpaczliwy ale piękny strzał Jakuba Błaszczykowskiego lewą nogą, mocno podkręcona piłka.. leciała obok wyciągniętych rąk bramkarza Rosji i tuż przy prawym słupku wpadła do bramki…
    Ucałowali się kibicie na trybunach, ucałował się Franciszek Smuda i cały sztab szkoleniowy. Powąchał zapach szczęścia, piękną woń jak rzepaku na wiosnę, jak rzepaku w maju, teraz jest wyczuwalna na stadionie narodowym…”

    Panie Tomku, bardzo Panu dziękuje za te wszystkie emocje które do tej pory mi Pan dostarczył i czekam na więcej 🙂

    Polecam każdemu spróbować przeżyć mecz w taki właśnie sposób. Uwierzcie mi, że ten Pan jest wstanie zbudować i przekazać atmosferę lepiej niż 100 tys. kibiców.
    Gorąco pozdrawiam również Pana Marka Soleckiego.

  40. Gość: namel, wifi.amuz.wroc.pl

    15 czerwca 2012 at 16:08

    Ja powrócę do meczu Polski z Rosją. Nie chodzi mi tutaj o wielką walkę, która zaczęła się tak naprawdę wiele dni przed samym meczem. Mecz każdy widział i wie ile zdrowia i sił zostawili na murawie Narodowego piłkarze obu drużyn. Niestety nie było mi dane zasiąść na trybunach tego pięknego stadionu, dlatego wraz z przyjaciółmi postanowiłem przeżywać te ogromne emocje w Strefie Kibica na rynku we Wrocławiu – mieście, w którym przez pięć poprzednich lat studiowałem i przeżywałem wzloty (mecz z Portugalią) i upadki (Słowacja, Irlandia Płn.) polskiej piłki.
    Przekraczając bramkę strefy kibica poczułem, że wchodzę w inny świat, świat magiczny, gdzie czas płynie innym tempem, a wszystkie problemy zostają odesłane do depozytu. Najważniejsze, żeby nasi wygrali. Tłum gęstniał z każdą chwilą i wreszcie się zaczęło. Wszystko jakby z filmu, nie ważne, czy obok stoi przyjaciel, ukochana, czy zupełnie obcy człowiek. Wszyscy połączeni w jednej myśl: STRZELIĆ i WYGRAĆ.
    Nagle zapada zupełna cisza, bo oto Dżagojew znalazł drogę do bramki Tytonia. A przecież ten broni pewnie. Jeden błąd obrony i nagle cichnie całe miasto. Wszyscy skupieni na tym, co będzie dalej. A dalej nasi się rozpędzili i oto niemrawo zaczynająca się kontra nabiera rozpędu. Piszczek do Błaszczykowskiego, ten mija obrońce strzela i drugie ułamki sekund mijają nim wybucha euforia. Tak ogromna, że przez kolejne dwie minuty, może nawet dłużej nikt nie wie co się dzieje, gdzie jest, z kim i co tu robi. Hałas, ryk tysięcy gardeł zdartych od dopingu niemal do utraty głosu. Równie dobrze nad głowami mógłby startować myśliwiec. Przyspieszone bicie serca, może uda się jeszcze strzelić drugą… nie udało się, ale wszyscy wychodzą szczęśliwi. W tym momencie pewnie mało kto pamiętał moment przed samym rozpoczęciem meczu. Tak przecież ważny – HYMN PAŃSTWOWY. Mi utkwił w pamięci wyjątkowo. Pamiętam jak cały stadion śląski śpiewał przed meczem Polska – Belgia w 2007 roku. Pamiętam ten sprzed 4 dni, ale tutaj, kiedy wszyscy zgodnie chórem z całych sił śpiewali Mazurka Dąbrowskiego przed tym tłumem rozgrzanych do czerwoności 30tyś. ludzi przechodzą dwie osoby. Wysoki mężczyzna z kobietą ubrani w biało, niebiesko czerwone barwy. To dwoje Rosjan, którzy postanowili na przekór wszystkim obejrzeć ten mecz w paszczy lwa. Wtedy poczułem się dumny z naszego narodu. Mimo wszystkich opowieści o rasizmie, kibolach i przemocy, oni dali dowód na to, że można czuć się u nas bezpiecznie.

  41. Gość: wOne, host-89-228-104-13.olsztyn.mm.pl

    15 czerwca 2012 at 16:10

    Jest czwartkowy wieczór. Moje serce bije szybciej niż każdego innego dnia. Gdański stadion dumnie stoi czekając na swoich gości. Niczym przyjazny gospodarz na pustkowiu sprzyjający zgubionym wędrowcom, jednak odwiedzający go ludzie nie pragną strawy ani wody, jedynym ich żądaniem są emocje które wypełnią ich serca.

    To co stało się później przerosło oczekiwania wszystkich, sam przebieg rozgrywek był do przewidzenia, wirtuozi z Półwyspu Iberyjskiego zachłannie bawili się piłką nie dzieląc się nią z przeciwnikiem, po poniżających ciosach dla Irlandczyków w ich obficie krwawiących sercach rozbrzmiała pieśń, która od lat towarzyszyła (nie tylko kibicom i piłkarzom) w trudnych chwilach. „The Fields of Atherny” zabrzmiało jednym głosem… Głosem Irlandii.

    Pieśń śpiewana w czasie wielkiego głodu opowiada o mężczyźnie wysłanym za karę do Australii za kradzież jedzenia by nakarmić swą rodzinę. Tego dnia wszyscy tej otuchy potrzebowali, gdyż bezwzględna Hiszpania zweryfikowała ich umiejętności i odesłała ich z powrotem do domu, niczym tego kochającego ojca i męża starającego się dać wszystko żeby zaspokoić pragnienia swoich bliskich.

    Ciarki nie schodzą mi do dziś, kibice nieśli tym śpiewem jasny przekaz, możecie nas wysłać do domów, ale wrócimy. Tak jak teraz.
    Po 10 latach wróciliśmy pokazać Irlandię i jej mieszkańców, nie tracących wiary mimo, wszystkiego co ich spotkało podczas wojny domowej i nękających ją zamachów.

    Cały stadion zamilkł a ich śpiew zagrał na nosie wszystkim kibicom świata, udowodnił na czym polega jedność i miłość do reprezentacji, nie zważając na związki piłki nożnej czy frakcje polityczne. Niepodległa i niezależna Irlandia z dumą śpiewała i płakała za tymi którzy przelali swą krew za możliwość bycia tu i teraz jako naród.

    „Nisko położone pola Atherny
    Gdzie kiedyś oglądaliśmy małe ptaki […]
    Mieliśmy swe marzenia i pieśni do śpiewania”

    Wszyscy słuchali z szacunkiem i podziwem.

    Żal tylko Hiszpanów, być może słuchając tego śpiewu wolności Xavi, Fabregas i Pique zapłaczą za tym, że to nie reprezentacja Katalonii jest na drodze do kolejnego tytułu, a Hiszpania.

  42. sebazap

    15 czerwca 2012 at 16:20

    Wczorajszy mecz Irlandii z Hiszpanią oglądałem przede wszystkim dla Fernando Torresa. Kapitalnego napastnika, który od czasu występu na Mistrzostwach Świata w RPA w 2010 roku, gdzieś zagubił formę. Jednak Torres, mimo że mu nie szło, miał moje wsparcie. Przyznam się szczerz, że zacząłem mu kibicować dopiero od czasu jego transferu do Chelsea. W meczu z Irlandią hiszpański dzieciak dostał szansę gry od pierwszej minuty i byłem pewien, że ją wykorzysta. Mecz jednak zaczął się od kolejnych teorii Dariusza Szpakowskiego o tym, że Torres jest bez formy i nie ma instynktu snajpera. Swoją kwiecistą mową popularny Szpak oraz towarzyszący mu Mirosław Trzeciak coraz częściej sugerowali, że napastnik londyńskiego klubu powinien strzelać nawet z trybun lub z za bramki, a każde podanie do lepiej ustawionego kolegi interpretowali jako brak pewności siebie. Poza tym jeszcze nie mogło zabraknąć wychwalania ,,barcelońskiego stylu gry, wtedy na mojej twarzy pojawił się uśmiech, przypomniałem sobie chwile najpiękniejsze w życiu kibica Chelsea, czyli zwycięstwo w dwumeczu z Barceloną, które było przystankiem na drodze do historycznego triumfu. Szybko jednak musiałem skupić się na meczu, bo oto człowiek, który w 2009 roku zepsuł mi świętowanie Iniesta, posłał prostopadłe podanie do malutkiego hiszpańskiego Messiego Davida Silvy, który ruszył w kierunku bramki. Został powstrzymany przez defensorów Irlandii, którzy nieudolnie chcieli naśladować Cahilla czy Terrego z tej edycji LM i zachwyceni tym, że udało im się zatrzymać Hiszpana zapomnieli wybić piłkę. Torres nie czekał ani chwili i zabrał się z futbolówką, przymierzył i.. stadion zamarł. Nikt nie warzył się nawet oddychać, dzieci od podawania piłek upuściły futbolówki i wtedy stało się, precyzyjnie uderzona piłka załopotała w siatce. JEEEEEEEEEEEEst gooooooooooooooool! Torres strzelił. 4 minuta meczu, Hiszpańscy kibice oszaleli. Ja z resztą też, za to Dariusz Szpakowski zamarł jakby wątpił w to, że Dzieciak pamięta jak strzela się bramki. Nie można jednak na jednej bramce poprzestawać. Z głośników popłynął głos Szpakowskiego, że to bramkarz źle zareagował, że to tylko dzięki słabej postawie obrońców. Nie! Torres strzelił i nic tego nie zmieni, ale Szpak dalej, że Fernando jest bez formy. Czyżby przez to, że TVP nie miała praw do transmisji LM nie widział, że to po wejściu Torresa i jego rajdzie Chelsea wywalczył rożny, po którym Drogba uciszył Monachium. Cóż, oglądałem dalej. W drugiej połowie strzelanie rozpoczął Silva w 49 minucie wpisując się na listę strzelców. Ja czekałem jednak na to aż El Nio zdobędzie kolejną bramkę. Czekałem, czekałem i się doczekałem.70 minuta meczu Silva prostopadłym podaniem wypuszcza Torresa. Hiszpan biegnie na tyle szybko, że zostawia z tyłu obrońców, przed sobą ma tylko bramkę i Givena, który ma za sobą wsparcie zawsze wierzących Irlandzkich kibiców. Defensorzy się zbliżają, Dzieciak jeszcze raz spogląda na bramkę i decyduje się na strzał, już nie ma odwrotu, piłka ruszyła (zadrżałem bo w pamięci miałem jeszcze pudło Cristiano Ronaldo w meczu Portugalia-Dania). Przed chwilą jeszcze toczyła się po polanej wodą murawie na życzenie ekipy Vicente Del Bosque ,aby hiszpańska reprezentacja mogła grać jak Barca. Teraz jeeeeeeeeeeeeest w siatce! Torres razy dwa. Przypomniała mi się reklama producenta sportowego z czasów turnieju w RPA, w której wystąpił Rooney, jedna decyzja, która powoduje, że albo zamieszkasz w przyczepie kempingowej albo postawią ci pomnik. W tym momencie El Nino znowu był na szczycie. Jest wielki. Dla mnie na pewno, ale Szpakowski twierdzi, że jakby był David Villa to byłoby 5:0. Tak i może frytki do tego. Mówiono, że Hiszpanie nie mają dwóch zębów, ale teraz mają przynajmniej ostrego kła. Mam nadzieję, że będzie to wspaniały turniej Torresa, bo na to zasłużył. Dzięki El Nino za wspaniałe bramki!

  43. Gość: Dede, 109-207-48-86.ronus.pl

    15 czerwca 2012 at 16:26

    57 minuta spotkania po przechwycie naszych stoperów do piłki dopada sie Jakub Błaszczykowski ogrywa rosyjskich obronców z niebywała predkoscią i niczym Roberto Carlos potęrznym uderzeniem z lewej nogi tuz opok słupka pokonuje bramkarza rosjan Bramka .
    Nawet prezyden Polski niemoże pochamować swojej radości Cóż za bramka ….Piękna

  44. roger_mu

    15 czerwca 2012 at 16:31

    Najpiękniejsze zdarzenie jakie zobaczyłem w tej edycji EURO jest bez wątpienia doping Irlandczyków. Ich reprezentacja która przegrywała 4 bramkami wcale nie popsuła im humoru i dopingowali ile mieli sił. Podczas słuchania tego śpiewu przechodziły mi dreszcze po ciele. Niesamowity doping. Jestem kibicem Wisły Kraków i nie raz już byłem na meczu, gdzie również doping jest niesamowity, ale to co działo się wczoraj na meczu Hiszpania – Irlandia to jest po prostu nie do opisania. Coś niesamowitego. Strach pomyśleć co by było gdyby pokonali w tym meczy Hiszpan. Wielki szacunek dla fanów z Irlandi.

  45. Gość: , 87-207-61-39.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 16:31

    Mecz Włochy – Hiszpania , Mario Balloteli ma piłkę i wolne miejsce przed sobą by dobiec do Ikera Caslliasa i strzelić gola. Nie wiedzieć czemu napastnik reprezentacji Włoch nie spogląda się gdzie są partnerzy z drużyny i truchcikiem podąża w kierunku bramki Hiszpanów. Obrońca reprezentacji Hiszpanii dobiegł do napastnika Manchesteru City i odebrał piłkę. To zachowanie Ballotellego było bardzo niezrozumiałe jak na piłkarza tej klasy. Po raz kolejny udowodnił , że jest zawodnikiem nieobliczalnym poza boiskiem jak i na boisku. Po zejściu z boiska Mario był wściekły na siebie,oraz tłumaczył trenerowi dlaczego tak zrobił. Za niego wszedł Di Natale , który nie imponuje szybkością ale jest dokładny i skuteczny. Już w pierwszej okazji tego zawodnika został zdobyty gol. To pokazuje , że Di Natale bardziej zasługuje na miejsce w podstawowym składzie.

  46. Gość: pisze_pedro, 193.0.117.11*

    15 czerwca 2012 at 16:36

    12 czerwca 2012, za kwadrans dziesiąta. Zbliża się koniec pierwszej połowy drugiego meczu Polaków na ME, a ja – pełen obaw przed drugą częścią spotkania – postanowiłem udać się na krótki spacer celem złapania łyku powietrza. Takie emocje podczas spotkania Polaków nie towarzyszyły mi od dwumeczu z Norwegami z pamiętnych eliminacji do MŚ w Korei i Japonii. Mecz z Rosjanami był jednak spotkaniem innej kategorii, prawdziwym testem umiejętności naszych piłkarzy, a zwłaszcza polskiej obrony, o której formę w starciu z rozpędzoną linią ataku „Sbornej” (z Andriejem Arszawinem z „dumy północnej stolicy” na czele) tak bardzo się obawialiśmy. Tego dnia od samego rana emocje sięgały – nomen omen – zenitu, do tego stopnia, że polskie stacje informowały telewidzów o zjedzonym przez podpiecznych Smudy śniadaniu. Wtorkowe spotkanie zebrało rekordową liczbę widzów przed telewizorami i kiedy chwilę po godzinie dziesiątej zabrzmiał gwizdek sędziego Starka

    ja spacerowałem pustymi ulicami Warszawy, która jak inne polskie miasta tak bardzo liczyła na przyznanie organizacji turnieju Polsce i Ukrainie. Wróciły wspomnienia radości, ale i niepokoju, czy zdążymy z przygotowaniami do imprezy. To wszystko jednak zeszło na dalszy plan w momencie, gdy mieszkańcy pobliskiego osiedla krzyknęli z radości. Biegiem ruszyłem w kierunku mojego domu, a towarzyszący mi hałas rozentuzjazmowanego chóru sąsiadów był niepowtarzalny i utrwalił się w mojej pamięci niczym zdjęcie lub film, do którego będę często wracał.

    Każdy z nas będzie pamiętał ten moment. Moment, w którym Kuba Błaszczykowski całował orzełka na koszulce, w którym rozradowany Robert Błoński wzniósł ręce w geście triumfu. 😉 Czy bramka Kuby będzie jedynie pięknym wspomnieniem jak gol Archiego Gemmilla z MŚ w 1978 roku, do której tak często wracają mieszkańcy Kaledonii czy częścią wielkiego narodowego planu, którego celem jest awans do ćwierćfinału Mistrzostw Europy? O tym przekonamy się już w sobotni, równie EMOCJONUJĄCY wieczór. 🙂

  47. Gość: , 87-207-61-39.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 16:38

    Mecz Irlandia-Hiszpania . Irlandzcy kibice pokazują światu sens prawdziwego futbolu. Po pierwszej bramce Irlandczycy jeszcze mocniej dopingowali swoich piłkarzy , a oni nie odpuszczali Hiszpanom i dalej walczyli. Po drugiej,trzeciej i czwartej bramce dla Hiszpanów doping nie ustawał . Kibice Irlandii w taki oto sposób przypomnieli wszystkim o co tak naprawdę powinno chodzić w piłce nożnej, czyli nie o pieniądze czy sławę a o przyjemność i radość z robienie tego co się kocha. Dali oni przykład dla innych kibiców , także dla Polskich , którzy będą mieli okazje dopingować swoich piłkarzy już w sobotę w meczu z Czechami. Na następny mecz reprezentacji Irlandii przyjdą dopingować im nie tylko Irlandzcy kibice , ale także Polscy . Polakom bardzo podoba się takie zachowanie i dlatego postanowili pomóc w dopingowaniu Irlandii w meczu z Włochami.

  48. Gość: Szantowy, 87-206-72-119.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 16:48

    Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie będzie zapamiętane przez wiele rzeczy. Piękne bramki, emocje do samego końca spotkania. Czy kiedykolwiek będziemy mieli okazje aby w Polsce gościć tylu wspaniałych osobistości? Czy kiedykolwiek w Polsce będziemy mieli okazje ponownie na własne oczy oglądać tylu wspaniałych piłkarzy? Pewnie nie… Z tych mistrzostw zapamiętam bardzo ważną rzecz – Atmosferę która panuje w Polsce. Było wielu sceptyków, wielu dziennikarzy z innych krajów uważało, że euro skończy się jedno wielką klapą. Lecz jak na razie słychać głos, że te euro przejdzie do Historii. Już nikt nie będzie bał się do nas przyjechać. Irlandczycy, Hiszpanie, i wiele innych narodowości pokochało nasz kraj. Pokochało dzięki tej imprezie i dzięki niej do nas na pewno wrócą! Dziękujemy ci Euro! Dziękujemy ci Piłką Nożną!

  49. Gość: EmKej-roza, marszym.vivaldiego.wroclaw.pl

    15 czerwca 2012 at 16:56

    Miejsce akcji: Wrocław dnia 8-ego czerwca, godzina 19:23.

    Mąż na balkonie, odpala kolejnego papierosa, a obiecał że rzuci…Odpuszczę mu ten jeden raz. Ale emocje!!! Ahh ten Szczęsny, a tak mnie przekonywał, że Arsenal, że pewniak, że najlepszy i Boruc nam nie potrzebny. No w sumie to przystojny i wygadany, ale co z tego jak zaraz będzie 2:1 i znowu kiepski humor przez następne parę dni, tak jak po odpadnieciu jego ukochanej Barcy z Ligi Mistrzów. Dzwoni szwagier z Grecji. Grek z dziada pradziada. Zawsze majacy czas na wszystko, carpe diem to jego motto życiowe. Siostra sobie takiego wybrała, mówi że jak się pokłócą to na następny dzien jadą kupować nowe talerze, a on przez tydzień nosi ją na rękach. W sumie dobry facet, pracę dobrą ma, co w dobie kryzysu jest sukcesem w Grecji. Widać, że jest szczęśliwa i zakochana. Może to i dobrze że nie oglądają meczu razem. Zawsze we wszystko rywalizują, kto więcej kilometrów przebiegnie na bierzni, kto szybciej zje 5 kilo baraniny, kto lepiej gotuje. Barcelona lepsza czy Real, Panatinaikos czy Olipmiakos. Mąż w tym roku nie ma szczęścia, jego zespoły oglądały plecy odwiecznych rywali i jeszcze teraz ten cholerny karny. Czerwony na twarzy jak koszulka reprezentacji na jego piersi. Gestykuluje energicznie, moknie w deszczu, bo nawet niebo zapłakało nad Wrocławiem w momencie karnego dla Greków. Krzyczy tak głośno, że zaraz przyjedzie policja, słychać go pewnie aż w lesie nieopodal. Szwagier coś mu za skórę zalazł, bo mąż uwielbiający grecką kuchnię, obiecuje do telefonu, że nigdy nie weźmie do ust tzatzików, suflaków, baraniny i innych specjałów. Nie patrzy w telewizor. Ten nowy co się nazywa jak wstrętny wkład do tych ochydnych papierosów, wchodzi na boisko. Pocałował piłkę, pytam męża po co, ale jego wzrok mówi mi że teraz to nie jest czas ani miejsce na żadne pytania. W jednej ręce telefon, druga w kieszeni, patrzy przez szybę. Cały w emocjach, tak jak wtedy gdy pytał mnie o rękę, tylko że wtedy wzrok miał rozmarzony, a teraz ciska gromy z oczu w tego Greka. Karagagagu aj nie pamietam jak się nazywał, taki mały, krępy chyba kapitan. Ustawia pilkę, taka ładna kolorowa gdzieniegdzie, nasz na żołto chyba z pół bramki zajmuje, widać ze dobrze je. Coś tam mi mowił nerwus przed meczem, ze jakas kontuzja ze głowę rozbił czy coś, więc mam nadzieję ze już jest zdrowy i obroni. Strzał, robinsonada, jak zawsze mowi Michał, i nie ma gola. Krzyk przeokropny, skacze na balkonie jak kangur. Krzyczy do szwagra. Nie można zacytować. Rozłącza się, ciska telefonem niczym dyskobol na drugi koniec pokoju. ŁAPIE mnie wpół, podrzuca jakbym ważyła 2 kilo, nie powiem bardzo przyjemne:) Całuje na przemian, i krzyczy TYTON!!!!!! TAKKKKK!!!!!JEST!!!!!NIC Z TEGO KARAGAGOCOSTAM!!! Dobrze, ufff obronił będzie chodził dumny jak paw, jakby to on bronił. Niech się cieszy, jutro ma wizytę u dentysty. HIHI:) Obiecał, że jak nie przegramy to w końcu wyrwie ten bolący ząb mądrości. Tylko, żeby nie przegrali, jeszcze pol godziny, chyba doleje mu melisy do piwa 🙂

  50. Gość: kraaviec, dts254.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 16:56

    Wszyscy najpewniej opiszą momenty piękne, takie jak gol naszego Kuby przeciwko XXI-wiecznemu ucieleśnieniu armii carskiej lub gol otwarcia, dający nam nadzieję na pierwszy od wielu lat tryumf w pierwszym meczu wielkiego turnieju. Większość opisze pięknego gola, zmarnowaną sytuację czy piękną bramkarską interwencję. Ja powiem o czym innym, czymś, co w każdym meczu mamy czasem i kilkanaście razy – machnięciu chorągiewką.

    Mecz w grupie C między Włochami a Chorwacją. Azzuri po mundialowej traumie i z wiszącym nad nimi widmem afery korupcyjnej, ich ojczyzna pogrążona w kryzysie gospodarczym i dalej niemogąca otrząsnąć się po wybrykach byłego premiera Berlusconiego, więc zarówno w kadrze, jak i narodzie nastroje bardziej pogrzebowe niż szampańskie. Jednak mimo to Squadra Azzura udało się osiągnąć remis z faworyzowanymi Hiszpanami i podchodzą do meczu z Chorwacją pełni optymizmu.

    Do feralnej 72. minuty wszystko układa się świetnie. Po wyrównującym golu Mandzukica grunt pali się jednak Włochom pod nogami, jednak starają się zdobyć gola wyrównującego, osaczają pole karne Chorwatów, jednak ich zasieki są bardzo skuteczne. Gdy wtem..

    …gdy wtem po paru minutach Pirlo kolejnym ze swoich podań (które, gdyby zsumować całą jego karierę, mogłbyby konkurować wartością artystyczną z paryskim Luwrem) oszukuje kilku Chorwatów, a jeden z jego partnerów znajduje się oko w oko z bramkarzem. Rozbrzmiewa jednak gwizdek, gracz włoski strzela zrezygnowany niechlujnie poza bramką.

    Powtórka pokazuje jasno – ofsajdu nie było.

    Pomyślałem wtedy, ile to jedno machnięcie chorągiewką mogło znaczyć. Gracz włoski z pewnością sytuacji by nie zmarnował, a remis z Chorwatami postawił Włochów w niebywale trudnej sytuacji, jeśli graczom Chorwackim uda się nie przegrać z broniącymi tytułu Hiszpanami to oni wyjdą z grupy kosztem Squadra Azzura. We włoskiej po zakończeniu Mistrzostw mogą pojawić się kolejne aresztowania i oskarżenia, a proces odbudowy może być długi i kosztowny. Wydaje się też, że od teraz będzie już tylko gorzej – włoskie talenty w powszechnej opinii straciły wiele na blasku, a starzy mistrzowie pokroju Di Natale czy Pirlo grają pierwsze skrzypce w przeciwieństwie do krnąbrnego Balotellego, który swoim nonszelanckim podejściem w meczu z Hiszpanami być może pozbawił swoich awansu. Wniosek jest prosty – możliwe, że przynajmniej przez najbliższe 2, 3 turnieje Włochy będą słabsze niż teraz. A równie mocne mogą nie być wiele dłużej, w dodatku dla wielu mistrzów typu Buffona czy Pirlo to ostatni dzwonek na międzynarodowej arenie.

    Wszystko to odebrało im machnięcie chorągiewką. Oczywiście nie można tego zrzucić na jedną sytuację, ale skoro przegrane mecze zrzuca się na barki niepodyktowanych karnych czy czerwonych kartek, to to tym bardziej nadaje się, by zakwalifikować to jako odebranie nadziei przez pana spod bocznej linii.

    A dla krajanów pogrążonych w gospodarczym i politycznym chaosie mogła to być chwila wytchnienia. Włosi, jako jedna z futbolowych nacji o największych tradycjach przeżywają każdy mecz do szpiku, wiemy, co roku się dzieje na ulicach Rzymu podczas derbów i jakie napięcie panuje na trybunach San Siro podczas meczów Derby Della Madonnina. A po bataliach greckich i rosyjskich chyba każdy Polak się przekonał, ile dobrego humoru i oderwania od codziennych kłopotów mogą dać sportowe emocje. A Włosi w obecnej chwilii potrzebują humoru i oderwania jak niewiele nacji w Europie.

    Arbiter unieszczęśliwił swoją decyzją mnóstwo ludzi. Oczywiście, gdy decyzja jest podjęta słusznie, nie powinien mieć wyrzutów sumienia. Jednak, chociaż daleko mi zawsze było od tłumaczeniu wszystkiego błędami panów w czerni/limonkowym/błękicie itp., teraz jednak zastanawiam się, ile ten pan zepsuł, ile lat Włochy mogą czekać na swoją drugą szansę.

    Którą odebrał im jednym machnięciem chorągiewką.

  51. kraaviec

    15 czerwca 2012 at 16:57

    powyższy wpis jest mojego autorstwa w razie wątpliwości, nie wiem, czemu mnie nie zalogowoało.

  52. Gość: mister, 213-195-179-152.ip.netia.com.pl

    15 czerwca 2012 at 17:11

    Zawsze zastanawiałem się czy dla dobra Reprezentacji powinno się powoływać obcokrajowców do naszej szerokiej kadry.Mamy przecież zdolna młódź a szukamy gdzieś na siłę piłkarzy z polskimi korzeniami. Dla mnie takimi najbardziej (jak dotąd) zapamiętanymi momentami było „Ku**a mać ” Eugena Polanskiego (przy bramce ze spalonego) i wielka złość zdjętego z boiska Ludovica Obraniaka. Uświadomiłem sobie, że Ci piłkarze wkładają wielkie serce do gry dla naszej Polskiej Reprezentacji. Życzyłbym sobie i wszystkim żeby po tych mistrzostwach nie zaginął o nich słuch jak po Olisadebe czy po Rogerze Guerreiro .

  53. happyscream

    15 czerwca 2012 at 17:11

    Przedwczesna Emerytura
    Chłodny czerwcowy wieczór w Kijowie .Euro zaczyna się dla naszych współtowarzyszy broni , czyli Ukrainą.Kibice nie mogą doczekać się rozpoczęcia meczu pomiędzy Ukraińcami i Szwedami.Większość znawców futbolu jest zdania że gospodarz gospodarzem ale tak naprawdę to Ibrahimovic i spółka nie powinni miec większych problemów z pokonaniem przeciwnika.Mecz się rozpoczyna , zarysowuje się lekka przewaga Szwedów , lecz Ukraińcy nie dają za wygraną.Jak to mam w zwyczaju obserwuje mecz oglądając go w telewizji i nasłuchując komentarza z radia.Czasem te role się odwracają i nasłuchując telewizję , obserwuję oczami wyobrażni to co dzieję się w radioodbiorniku.Przy pierwszej , jak i drugiej opcji nie da się nie zauważyć jak to wszystkim Szewczenko przeszkadza na boisku , że dostał rolę kapitana tylko z czysto kurtuazyjnych pobudek.Już go wszyscy chca zmieniać , aż tu nagle geniusz jedna bramka przepiękna, po czym i druga jeszcze ładniejsza.I ci sami znawcy futbolu którzy wysyłali poczciwego Szewę na emeryturę nie mogą się go nachwalić .To jest niesamowite w jakim tempie zmienia się spojrzenie na rzeczywistość niektórych osób.Lecz jeszcze bardziej niezwykłe jest to ,że ten Szewczenko który już 7 lat temu dał się tak podejść naszemu Dudkowi, w niezapomnianym finale Ligi Mistrzów.Tym razem pokazuję prawdziwą klasę Ukraińskiego wojownika.BRAWO SZEWA

  54. elvislp

    15 czerwca 2012 at 17:14

    Polacy odzyskują piłkę, nikt nie myśli teraz o rozgrywaniu piłki, szybko prawą stroną, Piszczek dostaje piłkę, podaje przed pole karne do Kuby, jest strzał i… GOOL ! GOOL ! GOOOOL !!! Kuba Błaszczykowski ! Jest remis, 1:1 Właśnie ten, który swoją pierwszą bramkę w reprezentacji strzela Rosjanom, teraz na EURO raduje serca Polaków ! Jest remis, gramy dalej !

  55. keczu_mk

    15 czerwca 2012 at 17:50

    39. minuta meczu Włochów z Chorwacją. Rzut wolny dla Azzurrich. Piłkę ustawia sobie Andrea Pirlo. Naprzeciwko niego mur chorwackich obrońców, za nim bramka strzeżona przez Pletikosę. Wiele osób zaśmiało się pewnie pod nosem, mówiąc, że ten dziadek nawet nie dokopie. Ja od razu wiedziałem, że piłka znajdzie drogę do siatki. Sekundę wcześniej dojrzałem na ekranie telewizora ten błysk w jego oku, to coś, co przypomniało mi natychmiast te wszystkie jego cudowne rzuty wolne. Arbiter dał Andrei znak, tak, już możesz. Lekki rozbieg. Techniczne uderzenie. Piłka szybuje centymetry nad głowami obrońców. Momentalnie opada. Wpada do bramki tuż przy słupku! Pletikosa nie sięgnął! Bramka! Cóż za piękne uderzenie! Podniecenie kibiców Italii, niedowierzanie Chorwatów! Tak, to Andrea Pirlo! L’architetto udowadnia niedowiarkom, że dalej jest wielkim zawodnikiem. Class is permanent.Grazie Andrea!

  56. bnowy

    15 czerwca 2012 at 17:51

    Taka redakcja i takie nadsyłanie materiałów jest git! A że z marką telefonu? No cóż, HTC idealnie trafił marketingowo, że współpracuje z jedną z najlepszych redakcji sportowych w Polsce. Brawo dla obu stron!

    To podlizywaniem nie było 😉 Teraz notka. Ten moment i te słowa zapamiętam najdłużej (tak mi się wydaje, przecie jeszcze tyle turnieju!):


    Rozpoczyna się 71. minuta meczu Polska – Grecja. Najczarniejsze koszmary wracają do polskiego kibica. Oto znów zaczęliśmy z nadziejami, by już w 1. meczu wielkiego turnieju przegrać, oczekiwać na mecz o wszystko i mecz o honor..
    Piłkę na 11. metrze ustawia Karagounis. Naprzeciw niego Przemek Tytoń, który zastąpił Szczęsnego po tej.. nieszczęsnej czerwieni. Rozglądam się w około. Jedni patrzą nieruchomo, inni nie patrzą. Jedni klną i psioczą, inni modlą się o obronę tego strzału. Tylko mój przyjaciel po prawicy z lekkim uśmieszkiem mówi: „spokojnie, Tytoń dobrze ciągnie karne, w PSV wiele ich wybronił”. Z uśmieszkiem? Cóż to, ukryta opcja grecka?
    17 sekund później jego słowa docierają do mnie. W szale radości zrozumiałem, że gość miał rację. Prze-gość.
    Tego momentu, tej obrony – trzeba było polskiemu kibicowi. Uwierzyć, że mimo przeciwności, można. Można!

    pozdrawiam i powodzenia!
    Nowy

  57. clemek

    15 czerwca 2012 at 18:06

    Zaczynamy mistrzostwa Lewandowski strzela bramkę, remisujemy – wszyscy kibice przyjmują to jako porażkę. Ja jestem dumny z naszej reprezentacji i czekam na kolejny mecz, którego tak się obawiam. Jestem przekonany że przegramy dwa zero. Dzien meczu, przegrywamy – tracę wiarę w zwyciestwo. Nagle wpada moja zona, która urywa się z pracy ile jest -pyta. Zdziwiony jestem bo ona nawet nie wie co to jest spalonya, a tu takie pytanie. Siada obok mnie zaczyna kibicować, po swojemu jak umie: podaj mu, biegnij – krzyczy. Nagle pada gol dla nas, angielski komentator krzyczy: unbelievable gol! Ciarki mnie łapią na calym ciele. Jestem dumny,że jestem POLAKIEM. na drugi dzień dostajęlinka z komentarzem p. Zimocha. Myślalem, że większych ciarek niż wczoraj nie można mieć – myliłem się, łza kręci w oku bo w tych dniach my kibice jesteśmy jedością i dumni z swoich reprezentacji

  58. Gość: Kratos1PL, 178.219.127.18*

    15 czerwca 2012 at 18:11

    Dzień 16.06.2012r. stadion we Wrocławiu godzina 20:45. Miliony Polaków na całym świecie, oczekuje przed telewizorami oraz w strefach kibica na wspaniały mecz pomiędzy naszą ukochaną reprezentacją Polski z naszymi południowymi sąsiadami – Czechami. Każdy Polak ma nadzieję na awans do następnej fazy. Całe rodziny w domu, pubach nie mogą się doczekać widowiska. Każdy ma na sobie koszulkę reprezentacji Polski. Po pierwszej połowie wielkie emocje we Wrocławiu wynik 0-0. Minuta 75 i jest 1-0 dla reprezentacji Czech. Większość kibiców przestała wierzyć w naszych orłów. F.Smuda decyduje się na zmianę i wpuszcza na boisko młodego Wolskiego za Obraniaka.
    Czesi szturmują polską bramkę, ale nagle Polakom udaję się odebrać piłkę i wyjść z wspaniałom kontrą, która przynosi nam bramkę na remis. Wiara powraca, naród szaleje. Czesi źli, Polacy dostali natchnienia na zwycięstwo. W doliczonym czasie gry Wolski wpada w pole karne Czechów, i wspaniałym strzałem zostaje bohaterem meczu oraz zapewnia Polakom długo wyczekiwany awans do ćwierćfinału.

  59. maatju

    15 czerwca 2012 at 19:10

    12 czerwca. Przemarsz rosyjskich kibiców przez Warszawę w drodze na stadion. Kilkunastu polskim kibolom nudziło się. Przyłączyli się do marszu. Zaczęli prowokować Rosjan, zachowywać się agresywnie. Doszło do starcia kiboli z gośćmi ze wschodu. Interweniowała policja. Mimo, że jestem Polakiem uczestniczyłem w marszu Rosjan na znak zgody, pojednania. Chcieliśmy wspólnie radować się Mistrzostwami, oglądać mecz naszych reprezentacji. Zostałem zaatakowany od tyłu przez jakiegoś człowieka. Upadłem na ziemię, obróciłem się. Zobaczyłem koszulkę z orzełkiem na piersi. Ten człowiek próbował mnie kopać. Powstrzymało go kilku Rosjan, obezwładnili go, pomogli mi wstać, zaoferowali pomoc. Wybraliśmy się razem do pubu. Tam też obejrzeliśmy mecz naszych drużyn. Wszystko odbyło się w miłej, przyjacielskiej atmosferze. Razem przeżywaliśmy mecz, dopingowaliśmy swoich. Po spotkaniu gratulowaliśmy sobie wyniku.
    Chciałem na swoim przykładzie pokazać, że EURO to coś więcej niż mecze. To również wspaniałe emocje, przeżycia, momenty, które zapamiętamy do końca życia. Prawdziwi kibice myślą tylko o dopingu dla swojej drużyny. To ich chcę na koniec pozdrowić. WSPIERAJMY SWOJE DRUŻYNY!

  60. mroomroo

    15 czerwca 2012 at 19:11

    no to i ja:

    Druga połowa meczu otwarcia zastaje mnie wygodnie rozpartego na kanapie. Inaczej niż zawsze: zaczynam wdawać się w rozmowy ze współoglądającymi i – o dziwo jak nigdy – ze spokojem oczekuję na zwycięstwo Polski. Wszystko wskazuje na to,że greckie bulteriery zostały wzięte przez naszych na łańcuch i spuściły łby. Uczucie beztroski pryska jednak błyskawicznie po błędzie dwójki, po której spodziewałem się najwięcej. Szczęsny i Wasyl zachowują się, jak gdyby chcieli zobrazować przysłowie o tym, jak ślepy prowadził głuchego. To boli. Zanim otrząsnę się po tym ugryzieniu, Grecy skaczą nam do gardła ponownie…
    A jednak przeżyliśmy! Przed greckimi kłami uratowało nas tych jedenaście i Przemysław Tytoń – brakujące ogniwo.

    PS. Michał, jakbyś zaczął od takiego wpisu jak powyższy, zgryźliwości pewnie by nie było 🙂

  61. noboktoby

    15 czerwca 2012 at 19:27

    08.06.2012. Warszawa. Mieszkanie przy skrzyżowaniu Wawelskiej z Grójecką. Budzą mnie dochodzące zza okna okrzyki: Polska, Biało Czerwoni!. W mieszkaniu tłum ludzi, wszyscy jeszcze śpią: na dywanie, na 2 osobowym łóżku w czwórkę, w poprzek, na dmuchanym materacu.
    Wychodzę na balkon. Na każdym zaułku postacie odziane w biało – czerwone barwy: flagi, peruki, koszulki, szaliki. Przez Grójecką ciągnie sznur samochodów z powiewającymi biało czerwonymi flagami. Wszystkie w stronę centrum. W stronę Okęcia, jak nigdy w piątek o tej porze pustki, dużo taksówek. Duszno. Coraz duszniej. Powietrze z minuty na minutę gęstnieje. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta. W ruchach każdego widać pośpiech, zdenerwowanie, każdy chce możliwie jak najwięcej załatwić, bo za chwilę czas się zatrzyma, ulice opustoszeją, niczym w Wigilię Bożego Narodzenia. Dołącza do mnie K., wyciąga papierosy, palimy w milczeniu, obserwujemy. To co wydawało się być niewyobrażalne, niemożliwe, niewykonalne, ma się wkrótce dokonać. W oknach, na balkonach, wszędzie: flagi. Naród tak skłócony na co dzień połączyła piłka nożna. Po prostu piłka nożna
    To już czas. Godzina W. Oplatam wokół siebie narodową flagę. P. w skupieniu, pewną ręką maluje na mojej twarzy narodowe barwy. Wychodzimy. Na zewnątrz, na rogu kiosk. Na nim kartka: W dniu 08.06.2012 kiosk czynny do godz. 17:00 z powodu choroby. Przepraszamy. Podjeżdża tramwaj. Z końca wagonu, nagle, ktoś intonuje: Dru-ga strona od-po-wiada. Kto dziś wygra?!?!?!?!?! Bez chwili zawahania cały przód tramwaju: POLSKA!!!!

    Warszawa, 08.06.2012, W drodze na mecz

  62. lukx89

    15 czerwca 2012 at 19:59

    Mistrzostwa Europy 2012 – Polska & Ukraina
    I cała magia futbolu się rozpoczyna!
    Wierzymy w to, że nasza drużyna da nam chwile uniesienia
    A organizacja mistrzostw to będzie dla innych punkt odniesienia.
    Rruszyli do boju nasi piłkarze skupieni,
    Dopingiem milionów rodaków niesieni.
    I spotkanie, początek marzenie,
    Lewandowski nam daje zasłużone prowadzenie.
    Jednak zaraz po przerwie,
    Bramka Greków sprowadza nas na ziemie.
    69. minuta przynosi chwile przerażenia
    cały naród umiera ze zmatrwienia.
    Szczęsny: faul->czerwona kartka->karny
    Wtem z ławki wstaje nasz Tytoń mocarny.
    Wszyscy roztargnieni: „Wytrzyma? Obroni?”
    „TAK, DAŁ RADE! DO BOJU BIAŁO-CZERWONI!
    Z Grecją remis, Tytoń bohaterem,
    Następnie Rosja jest naszym celem.
    Do przerwy 0 do 1, ale nic się nie stało,
    bo potem Kuba uradował Polskę całą.
    Co za strzał, piękne uderzenie,
    taka bramka to istne marzenie!
    Dwa mecze, dwa punkty na koncie,
    jutro z Czechami walczymy na froncie.
    Tytoń zostaje między naszymi słupkami-
    -niech broni tak, jak bronił z Grekami.
    Musimy to wygrać, zaliczyć ten test.
    Kto z naszych trafi? Nie ważne to jest!
    Ostatni mecz w grupie, ćwierćfinał się marzy,
    Drodzy Rodacy, DOPINGUJMY I WIERZMY W NASZYCH PIŁKARZY!!!

    To be continued…. [ Jeśli dojdziemy do półfinału 😉 ]

  63. vedron

    15 czerwca 2012 at 20:02

    Kiedy moja sąsiadka Marih van der Kempa 😉 dała mi cynk, że trafimy na Stadion Narodowy w Warszawie tuż przed Euro, dręczyły mnie mieszane uczucia. Zmiana narodowości, inne środowisko miałam obawy, czy się przyjmę. Poza tym nie znam się na futbolu jak choćby ci od kawy z Polsatu, chociaż wiem co to spalony. Jednak nie ma to jak wyrwać się w świat, a co dopiero na salony. Mogłam przecież ugrząźć na jakimś osiedlu – żadnego respektu na hasło Szanuj zieleń, a psiarnia co rusz to cię zrasza i przyozdabia. Niewiadomą pozostało tylko miejsce na boisku. Pole karne, a w szczególności bramkowe to rzeźnia tam się nie odrasta. Albo boki dla liniowych dzięki za taki masaż. Ostatecznie położyli mnie przy linii, niedaleko środkowej chorągiewki, rzut beretem od ławki rezerwowej dla gospodarzy, a więc w najbardziej medialnym punkcie, tędy przepływa najwięcej informacji. Wieczorem, 8. czerwca wiedziałam najwięcej z nas, kępek trawy kogo wybrał Franciszek Smuda, w jakim składzie Grecy, kto sędziuje, jakie zmiany lub ich brak. No i co z tego, że nie wyraźnie widziałam gola ważne, że dla Nas – gospodarzy i że już w 17. minucie! Pierwsza od wielu, wielu lat bramka strzelona przez Polaków w pierwszym meczu wielkiego turnieju! Jednak nie to pozostanie w mojej pamięci, tylko zagadkowa sytuacja z 69. minuty tego meczu. Czerwona kartka dla Szczęsnego i rzut karny dla Greków. Wojtek bez pospiechu schodzi z boisku, na twarzy nie widać przygnębienia, mało tego , pojawia się lekki szelmowski uśmieszek. Wyrwany z ławki Przemysław Tytoń prędko, choć z opanowaniem, kompletuje strój bramkarski, klęka, pochyla głowę i zawiązując sznurowadła, coś mamrocze, z trudem powstrzymując się od salwy śmiechu. Wysilam słuch, by dotarły do mnie strzępy monologu: nie wierzę, jednak nie żartował, ale jaja. Szczęsny tymczasem podchodzi do swojego kolegi, pochyla się nad nim i tajemniczo szepcze: Tak jak się umawialiśmy, nie spieprz tego!!!
    (vedron@interia.pl)

  64. freddiedurke

    15 czerwca 2012 at 20:05

    14 czerwca to drugi dzień trwającego turnieju UEFA Euro 2012, podczas którego rozgrywki piłkarskie odwiedzają stolicę Pomorza. Na Arenie Gdańsk zmierzyły się ze sobą zespoły Hiszpanii oraz Irlandii. Ze względu na układ tabeli grupy C mecz ten był dla obu ekip spotkaniem o wszystko. Obrońcy tytułu po zremisowanym spotkaniu z Włochami potrzebowali zwycięstwa aby nie zostać w tyle za Chorwatami. Dla reprezentacji Irlandii był to mecz o być albo nie być w turnieju. Po porażce w pierwszym spotkaniu podopieczni Giovanniego Trapattoniego bezwzględnie potrzebowali zwycięstwa aby zachować choć odrobinę szans na awans.
    Atmosferę wielkiego, piłkarskiego święta można było poczuć już na wiele godzin przed rozpoczęciem spotkania. Centrum Gdańska zostało opanowane przez fanów z Hiszpanii oraz Irlandii. Kolorowe stroje, śpiewy i okrzyki wypełniły starówkę. Śmiało można powiedzieć, że liczba zagranicznych fanów zdecydowanie przerosła liczbę mieszkańców. W atmosferze przyjaźni razem bawili się zarówno przybysze z Półwyspu Iberyjskiego jak i Ci z Wysp Brytyjskich. Gdański Neptun był także świadkiem pojedynku na okrzyki. To właśnie on rozdzielał kibiców obu krajów starających się udowodnić kto bawi się lepiej. Atmosfera była na tyle gorąca, że wśród tłumu nie można było zauważyć osób bez narodowych barw obu drużyn. Zadbali o to przyjezdni kibice, którzy każdego przechodnia, bez wyjątku, zaopatrywali w wymalowane na twarzy flagi. Wśród tańców oraz wielu atrakcji zorganizowanych przez przyjezdnych kibiców znalazł się także polski akcent. Organizatorzy postanowili umilić przybyszom pobyt w postaci darmowych truskawek, które rozdawane były przez Panie ubrane w tradycyjne, kaszubskie stroje. Podczas gdy większość kibiców wciąż bawiła się na starówce pod Areną Gdańsk atmosfera również była niesamowita. Wielu kibiców mimo braku biletu na mecz postanowiło zorganizować fetę na parkingu stadionu. Podobnie jak w centrum miasta, setki kibiców obu ekip w atmosferze przyjaźni wspólne świętowało. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego większość fanów, którym nie udało zdobyć się wejściówki na mecz przenieśli się do Gdańskiej Strefy Kibica. To właśnie tam najbardziej dało się odczuć atmosferę piłkarskiego święta. Nie zawiedli także miejscowi fani piłki nożnej, którzy dopingowali razem z gośćmi zza granicy. Atmosfery nie zdołała popsuć nawet pogoda, która pozostawiała wiele do życzenia. Przez cały dzień nad Gdańskiem wisiały czarne chmury, z którym bez przerwy padał deszcz.
    O godzinie 20:45 rozległ się pierwszy gwizdek sędziego. W Gdańskiej Strefie Kibica od pierwszych minut słychać było śpiew kibiców obu drużyn. Dla fanów reprezentacji Irlandii feta trwała niestety krótko. Hiszpańscy piłkarze rozpoczęli od mocnego uderzenia i już w 4 minucie Fernando Torres zdobył bramkę dającą prowadzenie. Druga połowa jak się okazało nie była wcale lepsza dla Irlandczyków. Tuż po przerwie David Silva powiększył prowadzenie do dwóch bramek. Z minuty na minutę sytuacja wyspiarzy stawała się co raz gorsza. Porażka z Hiszpanami była równoznaczna z końcem marzeń o wyjściu z grupy. Gwoździem do trumny okazała się druga bramka Fernando Torresa. Wynik meczu na 4:0 ustalił w 83 minucie Cesc Fabregas. Mimo znaczącej porażki Gdańską Strefę Kibica wypełniały śpiewy nie tylko kibiców reprezentacji Hiszpanii ale także Irlandii, którzy do końca kibicowali swojej drużynie.
    W drugim meczu grupy C, reprezentacja Włoch zremisowała w Poznaniu z Chorwatami 1:1. Obecnie szansę na awans straciła reprezentacja Irlandii. Sprawa wyjścia z grupy rozstrzygnie się w ostatniej kolejce meczów, w której Hiszpanie zagrają z Chorwatami a Irlandczycy z Włochami.
    Atmosfera w Gdańsku była niesamowita. I to nie tylko na stadionie, ale także, a może przede wszystkim w centrum miasta i Gdańskiej Strefie Kibica. Mimo znaczącej porażki, feta w atmosferze przyjaźni trwała przed, w trakcie a także wiele godzin po zakończeniu meczu.

  65. supergigant

    15 czerwca 2012 at 20:34

    W miejscowości w której byłem świadkiem tego wydarzenia było ciepło, wiał zimny wiaterek. Niebo troszkę przysłoniło chmury, ale nieznacznie. Siedziałem wygodnie na kanapie wraz ze znajomymi. Świadomość, że jest już coraz bliżej podnosiła poziom adrenaliny w moim organizmie. Stadion Narodowy prezentował się zjawiskowo, godzien tego co miało zaraz na nim nastąpić. Jak pokazało losowanie bohaterami tego zdarzenia, które na długo zapadanie w pamięci mojej i nie tylko, będzie dwóch zawodników z kraju Oliwki. Sotiris Ninis równo o godzinie 18:00 tuż po gwizdku Hiszpana
    Carlosa Velasco Carballo pierwszy raz kopie piłkę Tango 12 w stronę Theoanisa Gekasa tym samym rozpoczynając to o czym żaden z nas Polaków czy naszych braci Ukraińców nie marzył. Oto stało się, rozpoczęła się najbardziej prestiżowa i zarazem największa piłkarska impreza na starym kontynencie. Mistrzostwa Europy 2012 w Polsce i Ukrainie.

  66. Gość: maupka, abug75.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 20:46

    Każdy gol, każdy faul, każda sytuacja podbramkowa jest pokazywana przynajmniej dwukrotnie, czasem dziesięciokrotnie, dlatego ja akurat skupiłabym się na czymś innym, czego niestety telewizja nie pokazała kolejny raz, czyli 35. minutę meczu Hiszpania – Irlandia.
    Co się wydarzyło w tej minucie?
    Sędzia, który jest powietrzem, tak zawiał, że aż przewrócił irlandzkiego piłkarza Andrewsa, kiedy akurat Hiszpanie mieli sytuację korzystną dla siebie. Niestety, sędzia ‚Huragan’ Proenca nie użył swojego artefaktu, jakim jest sędziowski gwizdek. Jednak gwizdy i tak były słyszane… z trybun.
    Hiszpania wygrała 4-0, Euro wygrali kibice z Irlandii, ale niestety nikt nie pamięta sędziego ‚Huraganu’ Proenci, a szkoda…

  67. roos999

    15 czerwca 2012 at 20:49

    Jeszcze kilka dni przed miałem kompletnie gdzieś ten turniej. Dopiero dzień przed meczem otwarcia na Stadionie Narodowym i wyprawa właśnie obok niego, uświadomiła mi, że Polska jest gospodarzem czegoś wielkiego, czegoś co zapisze się w pamięci wielu milionów Polaków. Przez ponad 24 godziny nie mogłem doczekać się meczu Polska Grecja, który był oczywiście najlepszym, według mnie, momentem dla kraju. Franciszek Smuda wystawił prawie optymalną jedenastkę na mecz z byłymi mistrzami Europy świetne trio z Dortmundu, młody i utalentowany bramkarz Arsenalu, kilku Francuzów i Niemców. Mniejsza z tym. O godzinie 20:45 sędzia rozpoczął wielkie widowisko. Najbardziej poruszającą akcją była obroniona jedenastka przez Przemysława Tytonia. Byłem wówczas w Strefie Kibica w Warszawie, gdy arbiter gwizdnął, wskazał na wapno i pokazał Wojtkowi Szczęsnemu żółty kartonik, wiedziałem że zmiennik bramkarza Kanonierów obroni rzut karny. Wiedziałem to! Zapytajcie nawet mojego znajomego! Powiedziałem to, gdy Przemek wchodził na murawę boiska.. następnie pomodlił się i bardzo dobrze! Świetnie wyczuł zawodnika Grecji i dał nam kolejną nadzieję. Strefa Kibica zamarła w momencie faulu Szczęsnego, może nie całkowicie, bowiem zdarzały się wulgarne komentarze no, ale przecież w Polsce i na naszych ligowych stadionach to norma. Następnie Grek podchodzi do jedenastki, uderza, Przemek broni i wariuje niczym przy golu Roberta Lewandowskiego. Nadal mieliśmy szansę na trzy punkty, nadal pozostawaliśmy w grze. Nie wykorzystaliśmy wcześniej przewagi jednego zawodnika, ale trzeba się cieszyć z tego co się ma. Przyśpiewki, wiele barw biało-czerwonych, to elementy, które wyróżniały Strefę Kibica, a następnie pobliskie oraz dalsze ulice Warszawy. Cieszyć mogliśmy się z jednego punktu, martwić ze straty dwóch. Emocje były niesamowite!

  68. grandboba

    15 czerwca 2012 at 20:53

    Książe z niewyobrażalną gracją i elegancją zajadał kolejne kęsy swojego risotto rakowego z grzybami. Danie było wyborne, spełniające kryteria haute cuisine, a mimika twarzy pozwalała przypuszczać, że jego wyszukane podniebienie zaakceptowało serwowaną potrawę. Wykwintne danie, przygotowane z należytym staraniem i estymą, tak bardzo zaabsorbowało umysł księcia, że nie zwracał on uwagi na wszelakie bodźce docierające ze świata. Problemy jego poddanych nie były godne skupienia, którego wymagało spożywanie rozkosznego posiłku. To nie było zwykłe sycenie głodu. Wymiar zachowania księcia przewyższał tą płytką czynność. Księcia, w zupełności zresztą, pochłonęła przepyszna eksploracja zakamarków potrawy i naczynia. Spokój wykonywanych ruchów, ich szyk, wyjątkowość i skuteczność zdawały się być wzorcowe. Godne opisania przez wielkiego poetę lub kronikarza. Obowiązkowa lektura dla przyszłych pokoleń oraz dla wszystkich poddanych, zważywszy na to, że przykład zawsze idzie z góry. Istny wzór książęcej kindersztuby.

    Poboczny obserwator, na widok księcia pogrążonego w konsumpcji, mógł tylko wpaść w zachwyt. To było spełnienie młodzieńczych fantazji, całkowite dopełnienie człowieczego życia. Jeśli można mówić o marzeniach, które naprawdę warto spełniać i do nich dążyć, to powielenie ruchów księcia było jednym z nich.
    Książe Joachim Loew dłubiący w nosie. Mecz Niemcy-Portugalia. Gluten tag! Gluten appetit.

    http://www.youtube.com/watch?v=j7r8dtvEYDQ

  69. Gość: adasiks, 89-69-149-250.dynamic.chello.pl

    15 czerwca 2012 at 21:07

    Michale i Czytelnicy .Czy zwróciliście uwagę na polsatowski defetyzm ?
    Ja tak i opisałem to na blogu. Zapraszam do dyskusji.
    adasiks.blox.pl/2012/06/Polsatowski-defetyzm.html

  70. Gość: Kobieta, abug75.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 21:10

    Jako że jestem kobietą, i choć interesuję się piłką nożną, to chciałabym dać coś kobietom nie-kibickom, z Euro 2012.
    A co takiego?
    Piłkarzy!
    Niech kobiety coś mają z tak wielkiej imprezy sportowej – Gerrard, Giroud, Szewczenko, Ibrahimovic, Fabregas, czy [standardowo] Cristiano Ronaldo.
    A jeśli chodzi o konkretny fragment meczu, to skupiłabym się na zmianie fryzury Ronaldo w przerwie meczu Portugalia – Niemcy.
    Może dzięki przybliżeniu piłkarzy-przystojniaków więcej kobiet by się zaciekawiło piłką nożną?

  71. keleb22

    15 czerwca 2012 at 21:41

    Po polski Piotr Czeski będzie tu bohaterem,
    Choć dla Greków stał się jedynką, dla Pepiczków zerem.
    Dochodziła po przerwie 9 minuta, gdy Cholevas
    Przyjmuje piłczkę cholewą swego buta.
    Podaje do linii, gdzie stoi sam Samaras.
    Ten samolubny być nie chce, oddaje mu zaraz.
    W rewanżu z powrotem ma przy nodze tango.
    Raczej nie tańczy Jiracek i idzie na dno,
    Gdyż celtycko celne to dośrodkowanie
    Sprowadziło na Petra Greków miłowanie.
    Sivok osiwiał, gdy Czech robił żabę.
    To nie czeski błąd, to zakrawa o zdradę!
    Zostawił, więc łapaczowi taki o to przekaz
    W swej życzliwości Teofanis Gekas:
    Możesz Piotrusiu być królem w Londynie,
    Ale w Grecji nawet w kryzysie pomnik Cię nie minie.

  72. Gość: Dusio, acfv129.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 21:52

    Chociaż polakowi i tak nigdy nie dogodzisz, to i tak euro polsko – ukraińskie bardzo dobrze wypada pod okiem kibica, widza, komentatora czy krytyka,ale przechodząc do rzeczy. Meczu Irlandia Hiszpania pomimo przegranej 4-0 przez koniczynki nie było płaczu i załamywania się, wrecz przeciwnie kibice Irlandii dopingowali ich tak mocno jakby to był wygrany mecz. Takich kibiców nie spotyka sie na codzień . Świat może sie o nas dowiedziec cos wicej niz tylko złodzieje czy pijaki. Euro 2012 jest to wspaniałe marznie spełnione.Lecz ci wspaniali ludzie nie wrocą juz do nas. Ale to nie pójdzie od w las.Duzo bym dał by przeżyc to znów.Wehikuł czasu to był by cud.

  73. domabaran

    15 czerwca 2012 at 22:12

    Najlepsze jest to, że początkowo nie wiedziałam nawet, kto strzelił tego cudownego gola. Nie pamiętam też, która była minuta ani kto podawał. Potrafię sobie jedynie przypomnieć, jak Polacy odebrali Rosjanom piłkę we własnym polu karnym i ruszyli z kontratakiem. Ruszyli dość niemrawo, jakby zastanawiając się, czy przypadkiem nie pomyliły im się strony boiska. Dwa podania, atomowy strzał i euforia. Stadion dosłownie eksplodował, łącznie ze mną. Dopiero po serii niekontrolowanych krzyków, pisków tudzież dziwnych ruchów rękoma uświadomiłam sobie tak naprawdę, czego właśnie jestem świadkiem. Jeżeli dotąd nie wierzyłam, że na tym turnieju możemy dokonać czegoś historycznego, to w tym momencie byłam pewna, że TO Euro już jest wyjątkowe. Cokolwiek stanie się w spotkaniu z Czechami, gol Kuby zawsze już będzie pierwszym golem, a mecz z Rosją pierwszym meczem biało-czerwonych, który widziałam na żywo.

  74. Gość: andrzejek99, bze149.neoplus.adsl.tpnet.pl

    15 czerwca 2012 at 22:34

    Na aktualnie trwającym EURO było bardzo dużo ciekawych akcji miałem ciężki orzech do zgryzienia. Lecz po obejrzeniu większości z nich uważam, że najlepszym momentem na tym EURO był gol Mario Gomeza z Holandia na 1:0. Fantastyczne podanie Bastiana i przepiękny obrót się w stronę bramki i nie pozostawił najmniejszych szans Maartenowi Stekenbleurowi. Fantastyczna akcja Niemców , według mnie była jak na razie najładniejsza w całym EURO.

  75. zychud1

    15 czerwca 2012 at 22:36

    70 tysięcy ludzi bardzo głośno krzyczy,
    namawiając swe zespoły do wspaniałej zdobyczy.
    Chociaż Szwedzi bardzo pewnie piłką operowali,
    paradoksem by było, aby z gospodarzem wygrali.
    Wynik 0:1, połowa druga, a czas szybko płynie,
    Z gotowości do walki, tego Ukraina słynie.
    Jak podczas potopu Polacy bronili Jasnej Góry,
    tak zaciekle rozbijała Ukraina Szwedzkie mury.
    Aż nagle ciszę rozbiły szalejące trybuny
    gdy po dośrodkowaniu Jarmulenki,
    Piłka wpadła do bramki bo strzale Szewczenki.
    Choć starszy gracz, lecz za to strasznie doświadczony,
    niczym siejący grozą smok pokazał szpony.
    I zawodnicy ruszają od nowa z otwartym frontem,
    wolą walki i zwycięstwa udowadniają, że Futbol jest wspaniałym sportem.

  76. pinho1899

    15 czerwca 2012 at 23:16

    Tytoooooooń!!! Tytoń! Tytoń! Tytoń! NIE-WIA-RY-GOD-NE! Broni! Broni rzut karny! W takim momencie i w takich okolicznościach! Niesamowite! Ten chłopak właśnie udowodnił by stworzyć historie nie potrzeba wiele czasu- wystarczy jeden gest, pojedynczy czyn…Czy też- no właśnie. W tym przypadku interwencja bramkarska! Jedna jedyna na milion! Tą interwencją Przemek Tytoń przejdzie do historii polskiego futbolu, otworzy sobie wrota do wielkiej kariery! Chwała mu, chwała! W tak krótkim czasie przebyliśmy drogę od piłkarskiego raju do którego wprowadził nas wspaniałym uderzeniem Robert Lewandowski do piekła od którego wyratował nas ten na którego nikt przed turniejem nie stawiał- PRZEMEK TYTOŃ!

  77. Gość: chelmik, r3.lcs.net.pl

    15 czerwca 2012 at 23:21

    Najbardziej wzruszającym momentem EURO 2012, przynajmniej jak do tej pory, jest według mnie końcówka meczu Hiszpanii z Irlandią. Jako główny bohater jawi się tutaj „dwunasty zawodnik” – kibice. A konkretniej Irlandczycy. Pomimo sromotnej porażki swoich piłkarzy, przypomnę tylko 4 do 0, oni zdzierali gardła dziękując im za zostawione na murawie serca, 90 minut pełne poświęcenia i ofiarnej walki przeciwko faworytom spotkania, ba, nawet całego turnieju! Folkowa nuta „Pola Athenry” niosła się tysiącem rozżalonych gardeł, wyciskając łzy na twarz nawet kibiców postronnych, jednak też wstydliwy uśmiech. Bo oto nasi goście z Wysp, pokazali nam, że można się świetnie bawić dopingując swoją drużynę także w momentach dlań kryzysowych. Pasuje tutaj jak ulał nasze rodzime motto – „dumni po zwycięstwie, wierni po porażce”. Irlandczycy, dziękujemy!

  78. mikolajdymek

    15 czerwca 2012 at 23:38

    12 czerwca 2012. Jakaś 17 minuta spotkania Polska-Rosja. Dudka wybija piłkę głową na połowę rosyjską, walczy Lewandowski, walczy Ludo, trochę bilardu nikomu nie zaszkodzi, choć akurat tutaj ucierpiał Yuri Zhirkov po ciosie piłką w twarz. To musiało boleć. Ale jakoś dociera futbolówka pod nogi Piszczka, który szybko oddaje ją do Polanskiego. Ten zwodem życia mija Denisova, piłkę przechwytuje Obraniak i jak najszybciej podaje do Lewgo, który jej się chyba boi, bo zaraz wycofuje od Murawskiego, ale ten się nie daje i Tango 12 wraca do Roberta. Ten pomyślał chyba, że w końcu coś trzeba do przodu zagrać więc kieruje swoje podanie do Polanskiego, a ten przymierza obok bramkarza wprost do siatki. Stadion oszalał. Oszalałem i ja w strefie kibica, tak się ciesząc, że nie zauważyłem spalonego. Ten gol bardziej ucieszył mnie z początku niż bramka Kuby. Łzy szczęścia cisnęły się do oczu. Oby takich chwili jak najwięcej, bo po to jest się kibicem. Spalony był, ale tamtej radości nikt mi nie odbierze mimo, iż była ona krótkotrwała.

  79. Gość: he he he, 87-205-71-41.adsl.inetia.pl

    15 czerwca 2012 at 23:42

    Podoba mi się ten konkurs. Nie dlatego, że wezmę w nim udział, bo nie mam szans, ale dlatego, że teraz cała loża szyderców wstawki z HTC rzuci się na ten telefon i będzie zajadle o niego walczyła :-).

  80. pipes_pipes

    15 czerwca 2012 at 23:48

    Był pochmurny wieczór. Pracowałem do późna. Piętnaście minut temu skończyła się przerwa na kanapeczkę i rozmowę z kolegami z pracy. Padło parę cierpkich słów, ale nie obyło się bez żartów. Potem znowu praca. Nie to, że jej nie lubię- kocham ją, ale ten wieczny ścisk i to dziwne uczucie, kiedy pojmujesz że każdy twój błąd jest śledzony wzrokiem innych i może być bezlitośnie wykorzystany przeciwko tobie, niemniej jednak tego wieczora atmosfera była naprawdę dobra i nikt się mnie specjalnie nie czepiał. Może dlatego, że niegdyś byłem przodownikiem pracy, a i teraz radzę sobie z tym całkiem nieźle. Stałem więc to tu, to tam i czekałem na swoją okazję. Muszę przyznać, że nasza ferajna nie załamała się trafieniem tego dużego i sam raptem po trzech minutach zrobiłem to, czego ode mnie wymagano. Cieszyłem się ze względu na widzów, ale w środku czułem tego rodzaju niedosyt, który kazał mi czekać, aż robota zostanie w pełni wykonana. Minęło parę minut i stanąłem obok tego dużego twarzą w twarz. Mniej więcej tak wyglądała nasza wymiana myśli:
    -Ładną mamy dzisiaj pogodę
    -Ta…
    -Wiesz, że ten młody w roku ma w swoim pokoju plakat z moją podobizną?
    -Ta…
    -Zaraz uderzy… Sięgnę
    -Nie sięgniesz
    -Sięgnę
    -Nie sięgniesz
    -Mówię ci, sięgnę
    -Ostatni raz! Nie sięgniesz
    Odszedłem więc od tego niedobrego jegomościa i po prostu znowu zrobiłem to, na co liczyło niemało osób, które znam, a przynajmniej na co liczył ten młody chłopak w rogu, skoro prosił mnie bym stanął, tam gdzie stałem.
    Wtedy już nic nie słyszałem poza gromkimi okrzykami. Krzyczeli teraz, jak parę lat dawniej zdarzało się znacznie częściej. Cóż Takie życie. Widzowie dalej skandowali, co było bardzo miłe, a przy następnej okazji szepnąłem do dużego- sięgnąłem.

  81. l.nawrocki

    16 czerwca 2012 at 00:19

    Farbowany lis.

    Kiedy 24 tysiące ludzi wpada w euforię wiedz, że coś się dzieje. Kiedy Lewandowski, cytując klasyka, poszukał szczęścia między nogami przeciwnika i dograł prostopadłą piłkę do Polańskiego, a ten zupełnie wbrew kilkuletniej ostatnio polskiej tradycji trafił do siatki rywali Oszaleliśmy. Zaślepieni szczęściem wyparliśmy momentalnie ze świadomości powiewającą chorągiewkę. Cytując Moją Lepszą Połowę, która notabene wie na czym polega spalony (sic!): Widziałam, że coś tam macha, ale chciałam uwierzyć, że tak się sygnalizuje zdobytą bramkę.
    Powróciliśmy do rzeczywistości. Realizator na pocieszenie pokazał nam niemy krzyk Eugena Polańskiego, który obwieszczał Jestem Polakiem! choć dokładne słowa wypowiedziane przez niego do zacytowania się nie nadają.

  82. Gość: lukaszmufan, pppoe55.p2.pcnet.com.pl

    16 czerwca 2012 at 00:46

    Upadek.
    13 czerwca, jakże pechowy dzień dla wszystkich holendrów- zwłaszcza jednego. Tego, którego jeszcze niedawno wielbił cały naród, któremu ufała cała drużyna. W 83 minucie schodzi z boiska największy przegrany roku 2012, który ma dość, chce opuścić piaskownicę jak najszybciej. Nadal stara się zrozumieć co poszło nie tak- przecież całe życie robił to samo: przyjęcie, zwód, zbiegnięcie do środka, strzał i radość po zdobytej bramce. Nagle przestało to działać. Reszta drużyna jest wyraźnie zadowolona ze zmiany. „Że niby mam przerośnięte ego? Ja? Przecież jestem najlepszy, kto zrobi to lepiej niż ja? FOCH!!! Zwijam się stąd.” (ściąga koszulkę) „Albo nie, zostanę. Zejście prosto do szatni znowu wywoła zadymę z tym ego. Niech będzie że posiedzę przy ławce” (kilka minut później) „Czemu tu zostałem? Mecze beze mnie są takie nuuuudne. Gdybym został na boisku na bank bym coś strzelił! Jeszcze będziecie mi dziękować po tym jak was uratuję z Portugalią, zobaczycie! JESZCZE TU WRÓCĘ!!!”

  83. leszczynski.kamil

    16 czerwca 2012 at 00:51

    Mieszkam w małej miejscowości, około 20 tysięcy mieszkańców (zameldowanych, zamieszkałych mniej myślę o jakąś 1/4). Na tydzień przed rozpoczęciem piłkarskich zmagań pod szyldem EURO 2012, w lokalnej prasie, pojawiła się informacja iż powstanie tu strefa kibica, wszyscy byli w małym szoku, u nas? W tak małej miejscowości? Jednakże jak łatwo się domyślić, było to pozytywne zaskoczenie. Na meczu otwarcia, tłumy, codziennie, na każdym meczu tłumy, rodziny, młodzież, również osoby starszej daty. Atmosfera sielankowa, coś pięknego.

    Jest 12 czerwca, zbliża się mecz Polska – Rosja, wzbudzający tyle kontrowersji, co i skrajnych emocji u części naszych obywateli. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, na meczu pojawia się liczna (około 50 osób) grupa Rosjan. W grupie tej, osoby każdego pokolenia, od dziecka, po emeryta. Zrobiło się wszystkim cieplej, bo jak to? Oni tutaj? A jak będą się burzyć? A jak nasza kochana młodzież, będzie agresywna? Zakończy się sielanka!

    NIC BARDZIEJ MYLNEGO! O dziwo, Rosjanie, jak i My, byliśmy nastawieni niezwykle przyjacielsko! Najprawdziwsze słowiańskie przyjaźnie! Jeszcze przed meczem wspólne śpiewy, w trakcie meczu zdrowy doping, bez złośliwości! Młodzi ludzie, w wieku 20-25 lat, rozegrali nawet mały sparing! Wg zasad Fair Play! A po meczu, mimo drobnych barier językowych, razem siedli przy stoliku, przy piwie, czy mocniejszych trunkach, i bawili się i rozmawiali do białego rana! Około 400 osób, w tym wymienieni przeze mnie obywatele Rosji! Coś niesamowitego! Po co ta agresja? Po co to wszystko? Czy nie może być tak wszędzie? Czy nie możemy skupić się na czasach teraźniejszych? MOŻEMY! WYSTARCZĄ CHĘCI! A MOJE MIASTO, I MOI LUDZIE, SĄ TEGO NAJLEPSZYM PRZYKŁADEM!

  84. gosia_1309

    16 czerwca 2012 at 00:57

    Bramka Błaszczykowskiego, która przyniosła tyle nadziei. Obrona Tytonia, która rozpętała wielką narodową dyskusję na temat obsady naszej bramki. Dramat Holendrów zbyt wcześnie żegnających się z turniejem i związany z tym niedosyt. Mecz Szwecja-Shevchenko i pytanie czy aby ten ostatni na pewno powinien kończyć karierę. Pirlo, który przypomniał jak powinny wyglądać bramki strzelone bezpośrednio z rzutu wolnego. Zmarnowana 100-procentowa akcja C. Ronaldo w meczu z Danią, który jakby na przekór wszystkim opiniom o swoich nadzwyczajnych zdolnościach nie potrafił jeszcze zabłysnąć. Emocjonujący mecz Anglików ze Szwedami z niesamowitą bramką Welbecka, obgryzającym paznokcie Hodgsonem i Rooneyem mogącym to wszystko oglądać tylko z trybun. No i oczywiście ci niesamowici Irlandczycy, przez których miałam łzy w oczach pierwszy raz od tegorocznego finału Ligii Mistrzów. Nie ma momentu „naj”, który zasługiwałby na jakieś szczególne wyróżnienie. EURO2012 to zbiór niesamowitych migawek. Każda jest na swój sposób wyjątkowa, wzruszająca. Im więcej ich przybywa tym bardziej jest przykro, że całe to zamieszanie trwa tylko jeden króciutki miesiąc…

  85. Gość: kuba gruchalski, 46.205.49.42.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    16 czerwca 2012 at 01:07

    WANDEA UKRAIŃSKA

    I naprzód marsz, Ojczyzny dzieci,
    Bo nadszedł chwały naszej dzień.
    To tyran przeciw nam zawiesił
    Zbroczony krwawo sztandar ten.
    Zbroczony krwawo sztandar ten.
    Słyszycie z bitew pól niesiony.
    Żołnierzy przeokrutnych ryk?
    Już idą, nam zaciągnąć stryk,
    By zarżnąć nasze syny, żony

    Straszliwa pieśń, przemyka mi przez głowę. Stoją tam, cała jedenastka wykrzykuje te przeraźliwe słowa. Jedenastu rewolucjonistów. Ich piękne stroje, jeszcze nie zbrukane walką. Poczekaj… Za chwilę rzucą się na wroga walcząc w jego mateczniku, na nieznanym sobie terenie. Zagrzewają się do boju.

    Do broni, bracia dziś!
    Zewrzyjcie szyki wraz!
    I marsz, i marsz!
    By ziemię krwią
    napoić, przyszedł czas!

    Deszcz? Tak, deszcz. Wodospad widzę, oberwanie chmury. Stoją i śpiewają, gdy niebo płacze. Wokół mnie spekulacje. Bogowie sprzyjają tubylcom! Rewolucja stanie w tworzącym się właśnie bagnie, brutalna siła fizyczna miejscowych zatriumfuje. Dobry omen! Nie neguję. Czekam.

    Cóż chce służalczy tłum i zmowy
    Ludzi, co zdradę wszędzie ślą,
    I łańcuch hańby już gotowy,
    Czyjże kark skrępować chcą?
    Czyjże kark skrępować chcą?
    Wstyd nasz, Francuzi, czy czujecie?
    Czy wasza krew nie burzy się,
    Że tyran wolnych wtłoczyć chce
    Pod jarzmo, co niewolnych gniecie?

    Komentarz milknie. Raczej nie ze względu na pytania retoryczne, żaden z nich nie rozumuje się raczej w tekście. Melodia wszakże jest uniwersalna, takoż wizualne odczucie. Lęk powoli przechodzi w strach.
    Ostatnie takty pieśni. Pojawiają się błyskawice. Czekamy na huk.

    Do broni, bracia dziś!
    Zewrzyjcie szyki wraz!
    I marsz, i marsz!
    By ziemię krwią
    napoić, przyszedł czas!

    GROM!

    Trzęsę się. Oni trzęsą się również. Ziemia się trzęsie! Przemoczonym ciepłym deszczem nad ukraińskim stepem jest nad wyraz zimno.

    A Bogowie tubylców okażą się zbyt słabi, by pokonać oświeceniową siłę Rewolucji. Wcześniej spowolnią jej pęd, stworzą nie dający nikomu pokoju impas. Ledwie na godzinę!
    Ona nie ugrzęźnie w byle potoku, zadrwi z niego, przetoczy się po wrogu, zmiażdży i utopi miejscowych w ich własnych wodach. Już raz to zrobiła…

  86. grzegorzfrac

    16 czerwca 2012 at 01:22

    Siedzisz na skraju ławki. W tych okolicach trener nie zwykł szukać zbawienia. Gdybyś na chwilę zniknął, by z dala od dusznego teatru zaczerpnąć powietrza, nie zareagowałby nikt. Ale miejsce masz zbyt dobre by tracić z oczu spektakl.

    I nagle dostajesz zaproszenie do tańca, szarak z samego końca rezerwowej ławy. Twoje wejście musi się wiązać z czyimś dramatem. Świat jeszcze nie wie, że za chwilę zatańczysz z najpiękniejszą z dam. Chwałą. Że urośniesz ze skulonego, wiążącego sznurowadło chłopca, który kiedyś chciał po prostu grać w piłkę, do dumnego bohatera pięścią wyznaczającego kierunek zwycięstwa.

    Stadion jeszcze przez chwilę zatraca się w milczeniu, jeszcze żegnają Szczęsnego pojedyncze lamenty. Kamień spadł nam ze szczytu wzgórza, w najgłębszą czeluść Tartaru. Powietrze schodzi zbyt szybko. Gdzieś w sercu każdej z kibicowskich grup ktoś jednak wierzy, w neurotyczny sposób powtarza: obroń, obroń, obroń. Inni czują, że to już koniec, widzieli ten moment zbyt często, by łudzić się, że nasi potrafią historię pisać inaczej.

    Zanim wkroczyłeś na parkiet wydawałeś się mały, tak maleńki, że aż nieistotny. Już za chwilę jedną dobrą decyzją miałeś ukraść spektakl. Gdy piłkarski świat buzował, a emocje zdawały się mieć moc zdolną burzyć stadiony, w głowie miałeś analityczny spokój. Droga z ławki rezerwowych do samego piekła była wystarczająco długa by przejrzeć statystykę. Prawonożny zawodnik odrobinę częściej strzela w swoje prawo. Gracz, który uderzy szybko po gwizdku nie trafi. Jeśli w którymkolwiek momencie odwróci się plecami do bramkarza też nie trafi. Są takie chwile, gdy piłkarz niesie na barkach marzenia całego narodu, wówczas z jedenastu metrów może nie strzelić nawet w stodołę. Wiedziałeś, że Karagounis właściwie nie jest w stanie trafić.

    To już. Przedsionek piekła. Chwila przed zawałem. Wiesz, że pójdziesz w lewo, na maksa, by po wszystkim niczym Jack Nicholson w Locie nad kukułczym gniazdem powiedzieć, że przynajmniej spróbowałeś. Gwizdek. Nawet nie drgniesz nie będzie podpowiedzi. Uderzenie. Wpadasz w Tango!

    Mali piłkarze potrafią być najwięksi!

  87. Gość: mirek786, 84-10-95-235.dynamic.chello.pl

    16 czerwca 2012 at 02:07

    12 czerwca 2012, całkiem ładna pogoda, po godzinie 18 już w gronie przyjaciół. Na początku urządziliśmy sobie małe zawody sportowe, w stylu Grzesia Laty czyli „3 sekundy na setkę”. W bardzo dobrych humorach zaczęliśmy się kierować do Strefy kibica w Gdańsku. Przed wejściem mieliśmy ochotę zjeść sobie oscypka (sprzedawał młody chłopaczek), po czym podeszła do Nas pani z straży miejskiej że wspieramy nielegalny handel (pomyślałem sobie co mnie to obchodzi, mamy wspaniałą imprezę, pełno ludzi w biało-czerwonych barwach, a jakaś zrzęda mi zwraca uwagę że kupuje kawałek sera). Wdałem się z tą panią w rozmowę która zakończyła wyzwaniem straży miejskiej od nierobów(zdenerwowała mnie tym że 50 zł to za mało za picie alkoholu w miejscu publicznym). Gdy już się udało wejść w strefę to było coś pięknego, serce się radowało widząc Polaków razem z Irlandczykami i Hiszpanami śpiewających :”Polska Biało-Czerwoni”. 30 tyś ludzi śpiewających „Mazurka Dąbrowskiego”, niesamowita euforia po bramce Błaszczykowskiego, przeżywał to każdy kto tam był i nie są to emocje do opisania(Nawet przez HTC One X :)). Następnego dnia na youtubie oglądanie powtórek(póki tvp ich nie zablokuję) bramek Polaków, obronionego karnego Tytonia, to aż serce rośnie.Jutro a właściwie już dziś będzie znów fantastyczna atmosfera, święto, fiesta na ulicach do której zapraszam każdego, nie oglądaj meczu w domu, nie sam, wyjdź do ludzi i ciesz się chwilą, bo jutro Polacy uzyskają historyczny awans do 1/4 ME a później już tylko z górki do Finału!

  88. Gość: ILIDIAN, 212-87-13-72.sds.uw.edu.pl

    16 czerwca 2012 at 02:13

    Portugalia Dania! 79 minuta meczu Wymiana futbolówki, i nagle znikąd pada długie podanie na wolne pole do Cristiano Ronaldo! Ten nabiega na piłkę! Blask jupiterów! Uśmiech Mourinho!

    Na oczach milionów CR7 zastyga w powietrzu złoty posąg, najlepszy piłkarz wszech czasów.

    Może zrobić wszystko.

    Ostatnio 46 goli w La Liga, 10 dołożył w Lidze Mistrzów
    Gole strzelane głową, lewą, prawą nogą. Nogą?! Piętą podeszwą! Po dryblingu, z pierwszej piłki, przewrotką, zdarzyło się i przenieść futbolówkę na plecach nad bramkarzem.

    A meteoryty z trzydziestu metrów, te spadające liście za kołnierz bramkarza ? A trzęsące się nóżki Szczęsnego ?!

    W tej niepełnej 79 minucie meczu ten Gigant może wszystko; wie o tym bramkarz Danii, i wiedzą o tym kibice.

    Finezja, kontrola, wytrzymałość, przegląd pola, piekielna precyzja.

    Może, kurwa, zrobić wszystko!!! Nawet zatańczyć na piłce i wturlać ją do bramki! A co robi?!

    Pudłuje

  89. boster112

    16 czerwca 2012 at 08:28

    Sytuacja w której Wojciech Szczęsny fauluje na czerwoną kartkę. Sędzia wskazuje rzut karny. Miliony polaków przed telewizorami
    są tak zawiedzione postawą Szczęsnego ale co musiało się dziać w jego głowie ? Szedł ze spuszczoną głową do tunelu. Mógł
    myśleć, że właśnie pozbawił naszych szans na wyjście z grupy. Wchodzi pewny siebie Tytoń. Odprawia znak krzyża, sędzia gwiżdże –
    obronił ! Na trybunach, przed telewizorami, w strefach kibica rozległo się głośne KURRRRRWWWWWWWAAAAAAA JEEEEEESSSSSST !!!!!

  90. mati-9420

    16 czerwca 2012 at 09:28

    Hiszpania – Irlandia! Zawodnicy właśnie wyszli na boisko a wśród nich, ten który ma coś do udowodnienia, ten który od wielu miesięcy musi znosić falę krytyki, uszczypliwych komentarzy takich jak „skończył się”, „nie wróci do formy”. Tak, tak, to właśnie Fernando Torres w wyjściowej jedenastce Hiszpanii! Akcja Hiszpanów, Torres jakby z tyłu, za obrońcami a koledzy atakują. Strata hiszpańskiego ofensora… Torres!! Przyśpiesza i odbiera piłkę, zejście do boku, atomowy strzał… i GOOOL!!! 4 minuta Fernando Torres na ustach całej Hiszpanii! Ten na którego nikt nie stawiał. 70 minuta spotkania Fernando Torres czeka na podanie, dostaje je! Samotny rajd w pole karne! Sam na sam z bramkarzem! GOOOOOL! Torres, Torres, Torres! Ucieszony zawodnik, ucieszeni kibice gdyż „El Nino” zdobywa bramkę na 3-0 i pokazuje: właśnie tak! Wielki Torres powrócił!

  91. Gość: Angor, 87-205-47-75.adsl.inetia.pl

    16 czerwca 2012 at 09:41

    Czwartek, niewiele po dwudziestej pojawiają się nazwiska zawodników Hiszpanii i Irlandii. Kibice mogą czuć szok i niedowierzanie. Nie ma Negredo, Llorente, nie ma nawet przyszywanego na pozycję środkowego napastnika Fabregas. Jest tylko Fernando Torres. Wszyscy pamiętają mecz z Włochami i sytuacje, które zmarnował. Każdy kibic chwytał się za głowy, kręcił głową i komentował. Dziennikarze w różnych telewizjach poddawali tą decyzję pod dyskusję, a Irlandczycy czekali na potknięcia jednego z najdroższych piłkarzy świata. Piłkarze wychodzą na boisko, a Fernando jak zwykle zachowuje się jakby nie był w swoim ciele, lekko niepewny, jakby wycofany. Mecz się zaczyna, wpierw akcje Irlandczyków, jednak to mistrzowie świata przejmują inicjatywę. Czwarta minuta, Iniesta fantastycznie podaje do Silvy, a ten niestety nie zdołał utrzymać piłkę, pada ona łupem obrońcy Irlandzkiego, który po chwili ją traci na rzecz Torresa, który wyrósł nagle obok niego. Fernando w prosty sposób omija kolejnego obrońce i strzela. Gol!!! Fernando Torres!!! Ekstaza na trybunach, kibice nie wierzą, Hiszpanie krzyczą z radości na stadionie, w domach, barach i placach. Zieloni kibice przecierają oczy ze zdumienia. Mecz musi trwać Fernando zaczyna grać jak z nut, przychodzi 70 minuta. Silva czubkiem buta odgrywa piłkę, a Torres jak za najlepszych lat ucieka obrońcom. Umiejętnie w ostatniej chwili zastawia piłkę i strzela. Gol!!! 3:0!!! Fernando! Po chwili bohater schodzi z boiska, a kibice żegnają go owacją. Morderca o twarzy dziecka powrócił!!!

  92. ghost2002mg

    16 czerwca 2012 at 10:04

    Dla mnie najbardziej pozostającym w pamięci był nieuznany gol Eugena Polanskiego w meczu Polska – Rosja. Te kilka sekund radości, które miałem okazję dzielić z kibicami w Fanzone we Wrocławiu… nie pamiętam kiedy ostatnio aż tak cieszyłem się z bramki! Szczególnie, że strzelona była przy wyniku 0-0. Twarze radosne moich znajomych, 30tys. osób skaczących z szeroko otwartymi paszczami i drących mordy z radości 😀 Takie emocje rzadko się ogląda w towarzystwie futbolu naszej drużyny narodowej… No a po uświadomieniu sobie, że bramka ze spalonego, taki zawód w tłumie, ilość słów na K które w tym momencie padły też wydaje mi się bliska 30tys w tej strefie kibica 😉

    Inna rzecz, że oglądanie dopingu Irlandczyków w najtrudniejszych chwilach ich zespołu dała mi do zrozumienia, jak jeszcze daleko nam, Polakom, do bycia prawdziwym kibicem na dobre i złe… Wzruszająca scena!

  93. Gość: , 80.51.187.17*

    16 czerwca 2012 at 10:34

    W nocy ze środy na czwartek z kolegą zwiedzamy Warszawę. Spotykamy Hiszpanów, pytają o dyskotekę pełną ludzi, więc wysyłamy ich do Enklawy. Przyjechali z Barcelony.
    – Stary, jak ja ci zazdroszczę. Być z Barcelony, mieszkać w Barcelonie, kibicować reprezentacji Hiszpanii i Barcelonie. Oglądać tych wszystkich wspaniałych piłkarzy, latać za nimi po świecie i jeszcze móc powiedzieć o nich, że są swoi, stąd, że się wychowali za rogiem Przecież to bajka mówię do jednego z nich.
    – A ja bym wolał mieszkać w Warszawie odpowiada stanowczo.
    – W Warszawie?
    – Tam może mam Messiego, Xaviego, Iniestę i innych, ale z nimi nie potańczę. A tutaj są najpiękniejsze dziewczyny na świecie.

  94. piotrek07_11

    16 czerwca 2012 at 10:47

    72 minuta meczu, akcja na lewym skrzydle, piłkę ma Strinić, dośrodkowuje w pole karne Włochów, futbolówka długo szybuje, przyjmuje ją Mandzukić i GOOOOL!!! Fantastyczne uderzenie! Nie widzę piłki tylko trzepoczącą siatkę w bramce! Fatalne zachowanie Chielliniego, czołowy obrońca świata mija się z piłka, tę zgarnia rosły napastnik reprezentacji Chorwacji i wślizgiem wpakowuje ją do bramki, nad rozpaczliwie interweniującym Buffonem! Chorwacja wyprowadzila cios, rzucający Włochów na deski!!! Mistrzowie Świata z 2006 roku kontrolowali spotkanie, mieli ogromną przewagę, stwarzali okazje, lecz w piłce chodzi o to, by strzelać gole. Ta bramka odwraca losy spotkania, jak zareagują na to Włosi? Mecz zaczyna się od nowa!

  95. noboktoby

    16 czerwca 2012 at 10:57

    08.06.2012. Warszawa. Mieszkanie przy skrzyżowaniu Wawelskiej z Grójecką. Budzą mnie dochodzące zza okna okrzyki: Polska, Biało Czerwoni! W mieszkaniu tłum ludzi, wszyscy jeszcze śpią: na dywanie, na 2 osobowym łóżku w czwórkę, w poprzek, na dmuchanym materacu. Elbląg, Mielec, Katowice, Skarżyko, Warszawa, Pruszków, Kraków, Pustków.
    Wychodzę na balkon. Na każdym zaułku postacie odziane w biało – czerwone barwy: flagi, peruki, koszulki, szaliki. Przez Grójecką ciągnie sznur samochodów z powiewającymi biało czerwonymi flagami. Wszystkie jadą w stronę centrum. W stronę Okęcia, jak nigdy w piątek o tej porze pustki, dużo taksówek. Duszno. Coraz duszniej. Powietrze z minuty na minutę gęstnieje. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta. W ruchach każdego widać pośpiech, zdenerwowanie, każdy chce możliwie jak najwięcej załatwić, bo za chwilę czas się zatrzyma, ulice opustoszeją, niczym w Wigilię Bożego Narodzenia. To co wydawało się być niewyobrażalne, niemożliwe, niewykonalne, ma się wkrótce dokonać. W oknach, na balkonach, wszędzie: flagi. Naród tak skłócony na co dzień zjednoczyła piłka nożna. Po prostu piłka nożna.
    To już czas. Godzina W. Oplatam wokół siebie narodową flagę. P. w skupieniu, pewną ręką maluje na mojej twarzy narodowe barwy. Wychodzimy. Na zewnątrz, na rogu ulic kiosk. Na nim kartka: W dniu 08.06.2012 kiosk czynny do godz. 17:00 z powodu choroby. Przepraszamy. Podjeżdża tramwaj. Z końca wagonu, nagle, ktoś intonuje: Dru-ga strona od-po-wiada. Kto dziś wygra?!?!?!?!?! Bez chwili zawahania cały przód tramwaju: POLSKA!!!!

    Warszawa, 08.06.2012, W drodze na mecz

    KIOSK: wt011.wrzuc.to/obrazek/Atbov8/IMG_2432.JPG

    fot: SLP

  96. matik155

    16 czerwca 2012 at 10:58

    Budzę się z transu. Patrzę na zegarek jest 1 w nocy, obok mnie leżą puszki po piwie, paczki chipsów, kilka sportowych gazet, szalik w biało czerwonym kolorze, telewizor włączony. Roztargniony zastanawiam się co się tu mogło wydarzyć. Spoglądam na kalendarz powieszony tuż nad telewizorem i doznaje olśnienia. Zatem cofamy się parę godzin wstecz…

    Bramkę strzela Robert Lewandowski. Wokół mnie w powietrzu fruwają różne przedmioty, poziom decybeli przebił start samolotu, bębenki w moich uszach pękają, a głowa przetwarza więcej niż teoretycznie powinna. I nagle przed moimi oczami przewija się postać Peszki z butelką Jacka Danielsa w ręku. No dobra tego akurat nie było, jedziemy dalej! Dzięki tej bramce czuję się jak nigdy dotąd! Zawód jaki spotykał nas przez 10 lat na wielkich turniejach już się nie powtórzy, mamy Lewego! Analizując tą akcję trzeba mimo wszystko pochwalić Obraniaka, który podał w niesamowity sposób na 5 metrów do Błaszczykowskiego, który dośrodkował bezczelnie, ale skutecznie lobując Rybusa, zmierzającego na krótki słupek bramki greckiego bulteriera z rękawicami w ręku, z których rzecz jasna nie omieszka skorzystać. Piłka trafiła do Lewego. Wystrzelił w górę i już wtedy wiedziałem, że padnie bramka. Wiedziałem, bo piłkę na głowie miał Lewy. Nie pomyliłem się. W książkowy sposób zakończył akcję, a 30 milionów Polaków odpłynęło…

  97. Gość: Matys, efg219.internetdsl.tpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 11:00

    Warszawa, 8 dzień czerwca – Wielka euforia, wielkie otwarcie, dzień, w którym wszyscy jesteśmy kibicami, wszyscy jesteśmy zjednoczeni, otwarci na sukces naszych. Po ulicach co rusz przemykają samochody z narodowymi flagami, kramiki, sklepiki ubijają prawdopodobnie najwyższy utarg w tym roku. Polska gra z Grekami.

    Krótki skrócik: Polacy dominują, strzelają bramkę, za sprawą głowy Lewandowskiego, do przerwy jest pięknie, po niej – dramat. Dostajemy gola, a w 68 minucie przeżywamy dramatyczne chwile.

    Polacy zastawiają pułapkę ofsajdową, patrzę, sam na sam wybiega ten szybki Salpingidis, krzyczę: o nie! Szczęsny wychodzi z bramki, spóźniony, piłka po dotknięciu Greckiego Powella znajduje się poza jego zasięgiem, stadion zamarł, ja również. Szczęsny podstawia nogę mijającemu go rywalowi, sędzia nie ma wątpliwości – karny. Pytam sam siebie: Dlaczego? Emocje mnie rozrywają, wyjść z pokoju czy nie? chyba nie wytrzymam. Mama – kibic sezonowy, patrzy na mnie z politowaniem, oblatuje ją to, rzucam szybkie: nie rozumiesz. Szczęsny potulnie schodzi do szatni, wie, że zawinił, czerwona kartka. Zastanawiam się, czy Polacy przebędą drogę z nieba do piekła, a było tak pięknie. Wchodzi Tytoń, przeżegnał się, ukląkł na linii bramkowej, szukał oparcia w Bogu, jak trwoga to do Boga, nie? Patrzę, podbiega ten Karagounis, wreszcie zobaczyłem go w pozycji innej niż embrionalna. Szpakowski rzucił piękne słowa: Tytoń i Karagounis, za Tytoniem ściana naszych pragnień. Emocje sięgają zenitu. Przeraźliwe gwizdy, wreszcie strzał!! Broni Tytoń!!!! O mój Jezu, wydzieram się jak poparzony: Jeeesst! brawo!!!! Jedziemy z nimi!! Kibice zaryknęli, aż przeszły mnie ciarki. Nieopodal mnie znajduje się pub, atmosfera była tak gorąca, że o mało tego klubu nie rozniosło! Ale nic to, wróciliśmy do gry, czekałem na ten jeden, ostateczny zryw, na bramkę ważącą trzy punkty – niestety, przeliczyłem się…

  98. przemek.sarna

    16 czerwca 2012 at 11:02

    Drugi mecz Anglików w mistrzostwach. Nikt na nich nie stawia, nikt w nich nie wierzy. Nawet angielscy kibice podchodzą do występu na Euro2012 bardzo sceptycznie. Trochę nadziei wlane do serc po remisie z Francją po przyzwoitej grze dawało nadzieję na dobry mecz. W składzie niespodzianka, Andy Carroll, zawodnik który ma za sobą najtrudniejszy sezon w karierze. Wielka euforia po milionowym transferze, ogromne rozczarowanie w środku sezonu i genialna końcówka z ważnymi golami dające Liverpoolowi awans do FA Cup i zdobycie Pucharu Ligi. Droga z piekła do nieba. W połowie stycznia miał problemy z poprawnym przyjęciem piłki, a 15 czerwca wychodzi w pierwszym składzie Synów Albionu w kluczowym meczu ze Szwecją. Na boisku może czuć się pewnie, ma przecież wsparcie dwóch klubowych kolegów Gerrarda i Johnsona. Mecz rozpoczęty, Anglicy dobrze weszli w mecz, choć ich przewaga nie była bardzo wyraźna. Przychodzi 22 minuta, Steven Gerrard przyjmuje piłkę w prawym sektorze boiska, kapitan, czuje że potrzebny jest impuls, szczypta geniuszu która przechyli szale na ich stronę, decyduje się na 30 metrowe dośrodkowanie. Andy wytrzymał presję i nie załamał linii spalonego. Mimo asysty dwóch Szwedów dopadł do piłki jak głodny kuguar dopada swoją ofiarę po dwutygodniowym poście. Atomowe wyjście w powietrze i strzał głową z niespotykaną siłą i precyzją. Cudowny gol! To nie był ten zagubiony Carroll z początku sezonu, to był rasowy napastnik, który mimo swoich 23 lat wytrzymał presja i poprowadził zespół do późniejszego zwycięstwa. To był jeden z lepszych meczów tych mistrzostw i na pewno zapiszę się historii jako jeden z tych niezapomnianych. Pora na kolejne emocje, wraca Rooney i czuję że przygoda Anglików z Euro nie skończy się w półfinale.

  99. Gość: rjdwru, 89-74-103-248.dynamic.chello.pl

    16 czerwca 2012 at 11:06

    „Jak on to obroni to rzucę palenie. Obiecuję, że już nigdy nie wezmę papierosa do ust.” Pomyślał stojąc wśród tłumu ludzi w warszawskiej Strefie Kibica Dawid, który pali od 15 lat czerwone Marlboro. Mówi się, że pod Pałacem Kultury i Nauki zebrało się 150 tys. osób. W tym momencie ich myśli skupiają się wokół jednej rzeczy. „Przemek, obroń to”. Jakiś niewysoki facet obok Przemka padł na kolana ściskając szalik i pochylając głowę. On się modli, modli się jeszcze wiele osób. Jedni chowają swoje głowy w dłonie, drudzy patrzą z przejęciem zamieniając się na chwilę w nieruchome pomniki kibica polskiego. Marcin, kolega Dawida owinął sobie szalik wokół twarzy. Jego oczy płoną nienawiścią, a twarz wyraża skupienie, które zostanie przerwane dopiero po tym jak Karagounis zada morderczy lub chybiony cios. Gdyby ktoś zrobił mu zdjęcie, wyglądałby jak rewolucjonista idący samotnie na barykady. Dziewczyna Kuby, Asia zasłoniła oczy dłońmi. Po horrorach, które oglądali dość często ze względu na upodobania Kuby do tego gatunku zawsze miała problemy z zaśnięciem. Teraz woli nie patrzeć, chociaż i tak wie, że dzisiaj z powodu tych emocji również może zasnąć dopiero nad ranem. Egzekutor kładzie piłkę na linii jedenastu metrów. „Ojcze Nasz, który jesteś w niebie, zobacz Przemek się przeżegnał, zobacz na tych wszystkich ludzi, którzy tak pragną, żeby tego gola nie było. Ja rzucę palenie, nigdy już papierosa, nawet do piwa, nawet po obiedzie. Wyrzucę całą paczkę z kieszeni. Tą z szafki w kuchni też wyrzucę. Tylko niech on to obroni, błagam”- mówi w myślach Dawid patrząc w niebo. Karagounis zaczyna rozbieg. „Spudłujesz, spudłujesz. Nie wytrzymasz, za duża presja. Widzę, że nie jesteś pewny, że strzelisz słabo, spudłujesz. Wiem to ja, wiesz to Ty. Nawet nie waż się strzelić podły grecki piłkarzyno!”- krzyczy w swojej głowie Kuba. Pada strzał. „Nie wytrzymam, zaraz tu zemdleję. Niech to się już skończy, błagam. Przecież ja nie lubię piłki nożnej. Przecież ja wolę siatkówkę. Dlaczego ja robię to swoim nerwom. O Boże!”- mruczy pod nosem Asia. Nagle warszawskim śródmieściem wstrząsa ryk radości. Ludzie skaczą, całują się nawzajem, tańczą. Dawid wskoczył na plecy 40 letniemu facetowi z wielkim, biało-czerwonym kapeluszem. To żaden problem, radość pozwala na wiele. Kuba wyciągnął pięść w górę, pochylił głowę i jest w zdecydowanej mniejszości, która teraz nie krzyczy, tylko milczy. Jednak na jego twarzy widać dziką satysfakcję. Zupełnie jakby stał za Karagounisem i mówił mu do ucha swoje myśli. Asia przestała być wrażliwą dziewczyną. Teraz skacze w górę wykrzykując pochwalne hasła pod adresem reprezentacji Polski. Ktoś zaczyna skandować „Przemek Tytoń”. Wszyscy po kolei się dołączają. Radość trwa, 150 tysięcy gardeł wykrzykuje nazwisko zbawcy. A imię jego 20 i 2.

  100. dambski

    16 czerwca 2012 at 11:18

    Najlepszym momentem Euro dla kibiców naszej kadry był jak na razie gol Kuby. Ja jednak obejrzałem go dopiero na powtorkach. A było tak:
    Pojechalismy z grupką znajomych na wieś, żeby w domku letniskowym jednego z kolegów w oderwaniu od życiowych banałow w (nie)spokoju obejrzeć piłkarska batalię. Do przerwy 0:1, ale nastroje nienajgorsze.”Przy konsekwentnej grze w obronie coś w końcu Rosjanom wbijemy…” – powtarzamy sobie. Druga połowa – ciągle są nadzieje. Aż w końcu: prawy sektor boiska, Piszczek podaje do Kuby, ten schodzi do środka, strzela, Szpakowski krzyczy, my też i nagle… stara instalacja nie wytrzymała i wywalilo korki. Ostatni obraz z telewizora jaki udało się nam zobaczyć, to piłka zmierzającą do bramki – ale jest przecież jeszcze bramkarz, czy wyjął, Boże oby nie! Wszyscy znajomi krzyczą i przeklinaja właściciela domu. Ten szybko biegnie, żeby naprawić korki. Ale standardowa procedura nie pomaga. Ciągle nie ma prądu. Próbujemy dzwonić po znajomych, żeby nam chociaż powiedzieli, jaki jest wynik, ale w tej dziurze nikt nie łapie zasięgu. Właściciel domu próbuje coś z tymi korkami zrobić, ale nic nie działa. Nie pomaga mu też na pewno to, że wrzeszczy na niego 7 dorosłych mężczyzn. Mijają cenne minuty.3, 4, 5… ja nie wiem, co że sobą zrobić. W końcu znajomy przypomina sobie, że na zewnątrz są jeszcze jakieś dodatkowe korki, czy coś – nie wiem, nie znam się. Wybiega na zewnątrz po chwili wraca prąd, telewizor się zapala i jest remis. REMIS. Wszyscy krzyczymy z całych sił z dwie minuty. Nagle ktoś bardzo mocno puka w okno. Ktoś mu otwiera, w oknie stary dziadek na rowerze: ” co 2:1?”. L Odpowiadamy, że nie, ze remis. A dziadek na to: to czego się wydzierata? Toż już dawno….

  101. Gość: fillloster@gmail.com, 91.237.136.14*

    16 czerwca 2012 at 11:32

    Śpiew Irlandczyków bedzie zawsze kojarzył z euro. Coś takiego sie nie zapomina

  102. Gość: Miszczu, host-7779202-164.skytech.pl

    16 czerwca 2012 at 11:40

    Po dramatyzmie na stadionie w Doniecku, gdzie Bóg pragnął zlitować się nad drużyną Ołeha Błochina bezskutecznie, trójkolorowy kogut zadziobał Ukraińskie nadzieje. Ale dosyć pastwienia się nad naszym bratem współorganizatorem. Synowie Albionu jak nigdy uznawani raczej za synów marnotrawnych i oni Vikingowie ze swym farbowanym Vikingiem współczesnym gladiatorem Ibracadbrą ustawili się do wielkiej bitwy, na śmierć i życie ku chwale Królowej, w pierwszym akcie potężny Andy Caroll wspaniałym strzałem z torpedował bezbronnego Isakssona, nadziej odżyła wraz z fajtłapom dezerterem Johnsonem nikt niezawieszał broni szyki zwarte do ataku przygotowany najstarszy wojownik Melbourne wspaniałym uderzeniem nie dał szansy obrony twierdzy pilnie strzeżonej przez Harta, gdzieś z oddali słychać krzyki głosy kobiet płaczących, i głos jego króla, z posiłkami posyłając najszybszego wojownika Walcott’a. Akt 2 powstanie z kolan, chaos na polu bitwy i wtedy strzała niezawodnego Theoa idalnie ukarciła szyki Szwedów, którzy stracili przewagę i wiarę w zwycięstwo. Akt ostatni ku chwale Królowej najszybszy wojownik podąża przez szyki Vikngów bezbronnych jak małe dzieci płaczących nad ich losem i oddaje ostatnie cios dla swego najlepszego przyjaciela Wellbecka jemu pozostawił przyjemność odcięcia głowy kapitanowi Zlatanowi i pozbawia go marzeniu o wygranej bitwie i ustala swoją historię.

  103. andrzej_kotarski

    16 czerwca 2012 at 11:41

    Obraniak do Błaszczykowskiego. Kuba, Kuuuba, Kubaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Jakim cudownym łukiem leciała ta piłka obok biednego, bezradnego Małafiejewa… Ryk ekstatycznego Stadionu Narodowego budzi zmarłych, jest słyszalny nawet przez ogłuszonych, a w podwarszawskich Markach powoduje drobne trzęsienia ziemi.

  104. qczmen

    16 czerwca 2012 at 11:46

    Euro 2012 w Polsce i Ukrainie, tego nie spodziewał się nikt, a jednak udało się! Jesteśmy współorganizatorami jednej z najwspanialszych imprez sportowych na świecie. Mimo, że to zaledwie półmetek, już dziś każdy ocenia ją jako wyjątkową. W zasadzie wszystko się udało, impreza przygotowana jest na najwyższym światowym poziomie, a co najważniejsze, gra zachwyca. Poziom jest wysoki, niezwykle wyrównany, nie obyło się także bez niespodzianek. Każdy prawdziwy kibic przeżywa dzięki temu niezapomniane chwile.
    Wiele z nich ja osobiście będę pamiętał zawsze, a to dzięki naszej Reprezentacji Polski! Niestety nigdy dotychczas nie doświadczyłem sukcesu naszej kadry, co więcej nigdy ich gra tak mi nie imponowała, zwłaszcza w meczu z Rosją. Może oceniam subiektywnie, ale chyba każdy polski kibic zgodzi się ze mną, że emocje, których dostarczył nam Kuba Błaszczykowski nie mogą się równać z żadnym innym wydarzeniem podczas Euro 2012. Rosja nasz odwieczny rywal, nie tylko z boiska, nasza potyczka na Euro elektryzowała nie tylko samych zainteresowanych, ale także całą piłkarską Europę.
    Zaczęło się, pierwszy gwizdek arbitra. Początek dość spokojny, w przeciwieństwie do wydarzeń przed meczowych na ulicach Warszawy. Z minuty na minutę gra Polaków podobała się nam co raz bardziej. Niestety pomimo dobrej gry tracimy bramkę. Szczerze mówiąc moje dotychczasowe doświadczenia z przegrywającą kadrą nie napawały mnie optymizmem, na szczęście ten mecz był inny od wszystkich. Tutaj liczyło się coś więcej niż boiskowa rywalizacja, motywacje naszych chłopaków było widać przez całe 90 minut. Coś czego spodziewałem się bardziej po Rosjanach, pokazali mi Polacy, jestem dumny.
    Rozpoczynamy drugą połowę z nadziejami, bowiem pierwsza połowa w wykonaniu naszych reprezentantów mogła się podobać. W końcu jest! Upragniona bramka, marzenie każdego Polaka urzeczywistnia się. Jesteśmy w grze dzięki Kubie Błaszczykowskiemu! Wszyscy skandują nazwisko naszego kapitana. Najbliższe 3 minuty spędzamy w objęciach naszych rodzin, znajomych, obcych, wszystkich, którzy są w pobliżu. To wspaniałe uderzenie lewą nogą niemal w samo okienko bramki strzeżonej przez Małafiejewa dało nam wiarę w to, że możemy coś na tym turnieju osiągnąć. Mam nadzieję, że ta wiara w nas samych będzie nam towarzyszyć już zawsze, jestem przekonany, że ta bramka pomoże przezwyciężyć naszą niemoc w ostatnich dekadach. Wracając do samej bramki, to dopiero następnego dnia zachwycam się jej urodą, na chłodno, bez emocji mogę powiedzieć, że jest to jedna z najpiękniejszych bramek dotychczas zdobytych na tym turnieju, o ile nie najpiękniejsza. Cieszę się, że tego gola strzelił właśnie Kuba, należała mu się ta bramka, widziałem jak bardzo chce, jak się stara.
    Dziś kolejne starcie Biało Czerwonych. Jestem przekonany, że wyjdziemy zwycięsko z potyczki z Czechami i osiągniemy upragniony sukces. Jestem dumny, że mogę przeżywać takie cudowne chwile dzięki moim rodakom.

  105. ytseman23

    16 czerwca 2012 at 11:55

    Wreszcie się doczekałem. Wreszcie po zakończeniu meczu polskiej reprezentacji, miałem uczucie dumy. Nie zachwytu czy ekscytacji, bo nie mamy zawodników, którzy potrafiliby przejąć mecz, mając posiadanie piłki na poziomie 75%, czy też co 5 minut wyprowadzać błyskawiczne i skuteczne kontry. Ale wszelkie braki techniczne można drużynie wybaczyć, jeśli tylko widać, że zespół daje z siebie wszystko i zostawia na boisku cały zapas energii.
    Oczywiście, 57. minuta meczu Polska-Rosja, to był wielki, ogólnonarodowy wybuch radości, w którym i ja wziąłem udział. Ale takich miniakcji, takich smaczków, takich generujących ogromne emocje obrazków było w tym meczu mnóstwo.
    Już podczas hymnu, gdy nasi zawodnicy ryknęli (bo śpiewem trudno to nazwać ;)) jednym głosem, widać było tzw. „team spirit”, wiarę i sportową złość. A potem – wszyscy kolektywnie i każdy z osobna konsekwentnie zrywali kolejne łatki, przyczepione im przez kibiców i ekspertów.
    Przez cały mecz zawodnicy realizowali ściśle określoną, dostosowaną do przeciwnika taktykę, a wchodzącym z ławki zawodnikom taktyka ta była jeszcze przypominana!
    Kapitalnie grali w obronie, odbierając przeciwnikowi chęć do gry. Wasilewski i Perquis rozumieli się znakomicie i o każdą piłkę walczyli jak lwy. Piszczek świetnie powsrzymywał Arszawina, od czasu do czasu robiąc ofensywne wypady. Nawet Boenisch, któremu brakowało ogrania, walczył o każdą piłkę, a po stracie piłki natychmiast wracał by ją odzyskać.
    Zawodnicy drugiej linii mądrze współpracowali i rozbrajali kolejne próby Rosjan. Przy konstruowaniu ataku pozycyjnego już nie było tak dobrze, ale…
    Gdy już udało się pokonać środek boiska i zbliżyć do bramki Rosjan, to byliśmy blisko gola.
    Potrafiliśmy być groźni także przy stałych fragmentach, a tego nie pamiętają najstarsi górale.
    Mieliśmy liderów w osobie Tytonia (którego spokojne zachowanie i pewne interwencje powodowały natychmiastowe zwolnienie kibicowskiego pulsu), Lewandowskiego (osamotnionego z przodu, ale przez to jeszcze bardziej heroicznego w swoich pojedynkach) i Błaszczykowskiego (gol po perfekcyjnym uderzeniu lewą czyli teoretycznie słabszą! – nogą; mnóstwo szarpania i walki).
    Mieli w sobie sportową złość soczyście uzewnętrzniona w reakcji Lewandowskiego na gola Rosjan i Polańskiego – po nieuznanej bramce ze spalonego. A także u Obraniaka, który był wściekły na trenera, że ściąga go z boiska było to nieprofesjonalne, ale wynikało z olbrzymiej chęci do gry!
    Nie załamali się po straconej bramce, która padła w dodatku po stałym fragmencie gry, bo z akcji Rosjanie nie potrafili stworzyć zagrożenia. Na drugą połowę wyszli z wiarą, że mogą odmienić wynik, a nie z nosami spuszczonymi na kwintę.
    Nie stracili sił, dzięki czemu w 30. minucie meczu wreszcie nie musiałem wysłuchiwać komentatorów mówiących, że chyba opadli z sił bo stadion zamknięty/otwarty, bo murawa sucha/mokra, bo jest za duża presja/nie ma presji (niepotrzebne skreślić).
    Do balonika pompowanego przez media dla polskich sportowców zawsze mam nastawienie bardzo sceptyczne. Ale jeśli dzisiaj pokażą grę tak mądrą i z takim sercem jak 12. czerwca, to wierzę, że wygrają. A jednocześnie będę skłonny im wybaczyć nawet brak awansu do ćwierćfinałów.

  106. Gość: MagikJohnson, 095160055141.belchatow.vectranet.pl

    16 czerwca 2012 at 12:03

    Najfajniejszym uczuciem podczas euro, było oglądanie meczu Polska Rosja z moim tatą, który kibicem piłki nożnej nie jest, ale dwa razy widziałem go zaangażowanego w mecz i jego wybuch radości. Mecz Polska Anglia,gdzie Marek Citko w 1995/96 roku strzelił bramkę na Wembley, ojciec, który nigdy nie odczuwał atmosfery meczu, wybiegł na balkon bloku, przekrzykiwał się wtedy z innymi ludźmi z tego bloku, ja jako małe dziecko obserwowałem tą radość, no i to samo nastąpiło na meczu Polska Rosja, tylko ja już nie mam 7lat a 23. Miłe uczucie zobaczyć jak sukcesy polaków wytwarzają takie emocje, że osoba, która zazwyczaj przechodzi obok meczu, została pochłonięta magią euro w Polsce i na Ukrainie

  107. piotrek_pc

    16 czerwca 2012 at 12:08

    Polska-Rosja
    Serce mówiło tak, a przeczył temu rozum . Wygramy ! Nie ! Przegramy! Oglądając to spotkanie stchórzyłem , bez przerwy kalkulując. Jednak serce choć mniejsze od mózgu nie rzadko dyktuje warunki. W 57 minucie stało się ! Pomyślałem , to sam Prometeusz wlał ogień w serce Kuby Błaszczykowskiego, dając nam nadzieję. Jeszcze raz oszukując starych bogów . Boże, oszalałem!
    Nie wiem jak Polska pokonuje inne reprezentacje. Wiem tylko że pokonując samych siebie wewnętrznie, jest w stanie wygrać z każdym.

  108. Gość: Hubertinho1, 194.181.131.19*

    16 czerwca 2012 at 12:25

    Kiedy zaczął się mecz otwarcia Euro 2012 drgnęło coś w moim sercu najwyraźniej to duma,duma z naszych niesamowitych piłkarzy.Wierzyłem bardzo w Polskę bo to moja ojczyzna tu się urodziłem tu poznałem piłkę nożną,które teraz zademonstrują nam nasi reprezentanci.Gwizdek i mecz się zaczął Polacy do boju krzyczałem gdy w końcu nadeszła minuta chwały minuta Polski,minuta pokazania na co nas stać.Była to eksplozja radości którą dał nam Robert Lewandowski.Mecz ten był jak z obrazka jak za czasów Zagórskiego,obudziły się złote czasy.Mijał czas byliśmy coraz bliżej zwycięstwa gdy, tu wchodzi Salpiginis i strzela gola.Nie załamałem się dalej w nich wierzyłem tak jak Irlandia w swój naród,ale było mi szkoda Wojtka Szczęsnego po jest to wręcz kosmiczny bramkarz który nie jeden raz udowodnił że jest jednym z najlepszych ale, nie porozumiał się z Wasylem i było 1:1 .Mijał czas i gwizdek sędziego kończymy mecz otwarcia remisem.Mecz ten był niesamowity wiele pięknych akcji strzałów podań ale był remis i nie można tego zmienić

  109. swanee

    16 czerwca 2012 at 12:43

    Uwaga spoiler!
    Mecz Polska-Rosja z przymusu oglądałam we własnym mieszkaniu, sama. To ostanie słowo jest jednak nadużyciem, bo w ten dzień żaden polski kibic nie mógł być sam. Całe osiedle, przy pootwieranych oknach, przeżywało każdą akcję- niczym ogromny organizm reagując na boiskowe wydarzenia okrzykami tryumfu lub rozpaczy. W dopingowaniu brakowało jednak synchronizacji, gdyż burżujskie hd odbierane z platform cyfrowych, miało delikatne opóźnienie względem telewizji naziemnej. Powodowało to lekko schizofreniczne rozszczepienie rzeczywistości, którego objawy skumulowały się w najważniejszym momencie meczu. W 57. minucie za oknami usłyszałam wybuch radości, tak wielki, że oznaczać mógł tylko jedno. Dzięki temu, przez dwie sekundy opóźnionego przekazu miałam moc spoglądania w przyszłość. Wiedziałam, że piłka, uderzona właśnie przez Błaszczykowskiego, nieuchronnie musi wpaść do bramki i nieważne jak bardzo rosyjscy obrońcy czy bramkarz będą się starać, jej los został już przesądzony. -Goooooool!- krzyknęła reszta osiedla. A ja w duchu podziękowałam TVP za najsłodszy spoiler świata.

  110. powerxd

    16 czerwca 2012 at 12:58

    8 czerwca dzień przełomowy, dzień niecodzienny dla nas to właśnie wtedy zaczęło się Święto Piłki Nożnej. Nie we Francji ani Grecji, Włoszech czy Hiszpanii tylko w Polsce na Stadionie Narodowym we Warszawie dzień otwarcia. Trudno uwierzyć. Marzenia się spełniają. Coś co kiedyś było niemożliwe, nierealne trudne do zrealizowania teraz stało się rzeczywistością czymś w stu procentach realnym to nie bajka to nie fikcja to piękna chwila dla Polski która przez wiele lat była szara ale piękna a ludzie w niej jeszcze piękniejsi zawsze walczyli o swoje, waleczni, zdeterminowani, żyjący w marzeniach. Chwytali każdy dzień. W 2007 roku Michel Platini wyciągnął kopertę z napisem „Polonia and Ukraine”. Cała hołota Polska oniemiała z wrażenia, wrzawa w Polsce tej szarej. Drogi były z dziurami nie stanowiły całości. Kolej była wolna – opóźniona. Lotnictwo dalekie od współczesnej Europy. Nie mieliśmy nowoczesnych stadionów, hoteli, boisk czy tam restauracji. Nie mogliśmy się tym pochwalić ale przez te cztery lata zjednoczeni wierzyliśmy że zdążymy z przygotowywaniami. Nasza nadzieja tkwiła w rządzie który po wielu dramatach – ostrzeżeniach przez UEFA o odebraniu Euro. Zmobilizował się, zebrał wszystkie siły, pieniądze na to aby zdążyć przed jednym z największych świąt piłkarskich w Europie. Tak się stało. Prace trwały do ostatnich godzin co ja mówię minut ale daliśmy radę. Polska była krytykowana, posądzona o rasizm ale to już indywidualna sprawa ludzi którzy w nas nie wierzyli, nas osądzali.

    Najlepsza akcja na Euro to chyba ta mobilizacja ludzi, zjednoczenie wszystkich Polaków(całego kraju). Nie ważne w jakim miejscu czy to na stadionie czy w strefie kibica czy przed telewizorem. Każdy jest tam gdzie może. Liczy się tylko obecność wszystkich przy otwarciu tej imprezy i meczu Polska-Grecja. Razem tworzymy przyszłość. Ceremonia była piękna w barwach Polski i Ukrainy. Najbardziej utkwiła mi w pamięci muzyka Fryderyka Chopina wydobywana z fortepianu grana przez Węgra który potem zaprezentował tricki z piłką. A na końcu z udziałem wszystkich ludzi na trybunach pojawiły się flagi 16nastu państw które biorą udział w tej imprezie. To było coś pięknego. Cały świat nas obserwował i podziwiał to co przygotowaliśmy. Byliśmy na ustach każdego.

    Ale to były drzwi tylko do otwarcia tego święta które będzie trwać przez 3 tygodnie u nas i na Ukrainie.

    Ostatnie minuty przed meczem Polska-Grecja. Piłkarze gotowi do wyjścia z eskortą Mc-Donalds. Widać wielkie skupienie w ich oczach ale i wiarę w zwycięstwo, nadzieję na punkty i miłość do tego sportu. Mają coś do udowodnienia. Nie tylko oni ale i trener Franciszek Smuda. Około godziny 17:55 wyszli na boisko. Wrzawa na polskim stadionie. Przeważali Polacy ale nic dziwnego to nasze święto. Greków było kilka tysięcy ale przyjechali dopingować swoich pomimo kryzysu w kraju. Ich nadzieja teraz tkwi między innymi w piłce. Nasza też. Po zapoznaniu się z zieloną murawą oraz aplauzem publiczności nastała cisza by odśpiewać Hymn Narodowy. Wszyscy z całej siły wypowiadali słowa hymnu. Łzy leciały z oczu to ze wzruszenia – pięknego wzruszenia wszystkich polaków. Serce biło mocno każdego – odnotowało chyba swoje apogeum. Ciało rejestrowało ciarki. Co za uczucie co za moc tej chwili. Doczekaliśmy się tego!
    Nikt nie żywił do siebie nienawiści. Wszyscy byli razem ze sobą. To chwila niezapominania której się nigdy nie zapomni. To przełom. To Rzeczywistość. To się działo naprawdę. Powtórzę to „Euro 2012” u nas. ! U nas !

    Mecz był piękny ale i dramatyczny co nadawało smak tej chwili. Zostanie on zapamiętany na pewno przez wieki przez te zwroty akcji zaczynając od gola Lewandowskiego i dramaturgie tego spotkania. Spotkała nas radość i dramat. Ale wiara spowodowała że ten mecz zakończył się remisem. Jakaś moc spowodowała piękną obronę karnego przez Tytonia. Po czerwonej kartce naszego podstawowego bramkarza, on po prostu założył rękawice, wszedł na boisko i obronił tą jedenastkę. To na zawsze zostanie tajemnicą. To nie istotne teraz liczy się tylko „Zjednoczenie” To słowo klucz chyba Euro 2012

  111. powerxd

    16 czerwca 2012 at 13:04

    Przepraszam za taki długi tekst. Ale myślałem że tekst może zawierać 2000 słów a nie znaków xd Potem trudno mi było goi skrócić 🙂 Proszę o rozpatrzenie. Pisałem go ponad 2 godziny. 😛

  112. Gość: Łukasz, public99657.cdma.centertel.pl

    16 czerwca 2012 at 13:27

    Witam !

    Najbardziej podczas EURO 2012 podobała mi się akcja z piątkowego meczu Anglia-Szwecja. Chodzi mi o bramkę , po ktorej ,,Synowie Albionu” wygrywali 3:2 . Roy Hodgson wprowadził kapitalną zmianę wprowadzając na boisko wszedł Theo Walcoot,klubowego kolegę Wojtka i Łukasza. Gracz Arsenalu wprowadził sporo ożywienia do gry i szybko strzelił bramkę na 2-2. Ale to nie była najpiękniejsza akcja meczu. Niedługo poóniej Walcoot dostał piłkę i nie zastanawiał się , co z nia zrobić. Rozpoczął indywidualnie,wbiegł w pole karne i podał do Wellbecka , który kapitalnym strzałem umieścił piłkę w siatce rywali. Wtedy poczułem piękno tych mistrzostw. 🙂

  113. Gość: Łukasz, public99657.cdma.centertel.pl

    16 czerwca 2012 at 13:29

    przepraszam za literówki,ale szybko to pisałem ,ponieważ miałem wenę 🙂

  114. piotrzwarszawy

    16 czerwca 2012 at 13:31

    Jasna sprawa że mecze „Polaków” dla nas – Polaków, są najbardziej emocjonujące.
    I nie dziwi męski fanatyzm. Od 5-letnich chłopców z pomalowanymi twarzami na biało-czerwono, studenciaków w koszulkach z orłem na piersi (tym orłem narodowym, nie orłem PZPN), dojrzałych facetów wożących się samochodami z „kondonkami” na lusterkach w barwach narodowych, a nawet dziadków czekających na autobus z szalikami czy flagami w trzęsących się już rękach. Dziwi fakt, że EURO w Polsce i na Ukrainie stał się modą dla płci pięknej. Kobiety ubrane/obwieszone EURO gadżetami eksponują się wręcz europejsko. I właśnie to kobiety są naszą EURO wizytówką. Irlandczycy (chłopaki szacunek za poczucie humoru) szukają wśród Polek żony, Hiszpanie, Chorwaci, Włosi, Czesi, Ruscy czy Grecy jak jeden mąż podziwiają nasze (!!!) dziewczyny. Zdążyły się nauczyć co to spalony, czemu Szczęsny musiał sfaulować Greka w polu karnym i czemu zrobił dobrze, krzyczą głośniej niż faceci, bardziej się emocjonują. To fenomen. EUROmoda urodzi nam wybitnych piłkarzy, tego jestem pewien, i nieważne czy nastąpi to za 5 czy za 10 lat, do końca życia zapamiętam atmosferę piłkarskiego święta w Polsce, te puste ulice podczas meczu o których opowiadali mi niegdyś rodzice (gdy byli młodzi).

    I nie zapamiętam do ME16 bramki Lewego czy Kuby, bo dziś padną kolejne, a z Portugalią kolejne …

    Zapamiętam modę, zapamiętam zjednoczenie w fanatyzmie wszystkich ludzi (i zaciesz szanownego Prezydenta Komorowskiego), tą brać.

    PS. Moja dziewczyna przegryzła mi LCD w nokii E52 z euforii po obronionym karnym Tytonia (foto mogę przesłać 😉 ). O taki fanatyzm mi chodzi.

  115. tommasz23

    16 czerwca 2012 at 13:34

    Chciałem pisać o Ronaldo, o Szewczence, tym bardziej o Lewandowskim i Błaszczykowskim, ale to co zobaczyłem wczoraj, to prawdziwa bramka turnieju, czyli Welbeck w Szwecja – Anglia. To było niemożliwe, a stało się możliwe. Jestem wielkim fanem Manchesteru United od dawna, tym bardziej cieszę się, że tak piękną bramkę strzelił w 78. minucie właśnie piłkarz ManUtd. Bramka była fenomenalna i tak szybko wszystko się potoczyło, że chciałbym mieć to nagrane, by móc sobie to odtworzyć jeszcze kilka razy, żeby przyjrzeć się całej akcji ponownie, i ponownie, i ponownie!

  116. kostecki1977

    16 czerwca 2012 at 13:39

    Panie Michale – O Anglikach kilka słów!!!
    Bardzo mnie zdenerwował film w BBC,
    Że w Polsce oprócz rasizmu nie dzieje się nic!
    W ich programach informacyjnych ciągle podają,
    Że u nas banany małpom z trybun rzucają,
    Oraz kibole się po ulicach ganiają!
    Tak mnie to zdenerwowało,
    Że wielką frustrację w mym sercu wywołało!
    Proszę spytać pierwszego Wyspiarza z boku,
    O komentarz do zamieszek w Anglii w zeszłym roku,
    Dla nich to jest pewnie w porządku, że w Lądku,
    W centrum miasta ludzie się ganiali i lali,
    A policjanci wszystkich równo pałowali (są dalej filmiki na youtube;)
    Do wczorajszego meczu Anglików ze Szwedami,
    Byłem zdecydowanie za Ukrainą, Francją i 3 Koronami,
    Anglikom życzyłem porażek w grupie i powrotu do domu,
    Za całą akcję BBC wymierzoną przeciwko nie wiadomo komu?!
    Lepiej niech ta TV do Luisa Suareza wyśle cieplutkie pozdrowienia:)
    A John Terry o bracie Rio Ferdinanda (Anton z QPR) też ma coś do powiedzenia
    Jednak po końcowym gwizdku sędziego w meczu, zdanie swoje zmieniłem,
    Bo najwspanialszy futbol na naszym Euro zobaczyłem!
    Meczyk piękny, szybki, emocjonujący i szalony,
    Najlepszy reżyser filmowy był na pewno przebiegiem akcji zdziwiony.
    Anglicy zagrali świetnie i z polotem,
    Czy mają szansę na medal (?), zobaczymy potem.
    Jedno wiem na pewno patrząc na tych piłkarzy młodych,
    Z Ars, MU, MC, Tot, Liv, Che, co wygrali zawody,
    Przed nimi jest przyszłość i sukcesy w piłkarskim raju,
    Nie będą mieli przegrywać w swoim zwyczaju,
    A gdyby Biało-Czerwoni mieli rozegrać półfinałowy mecz,
    Spotkać się tam z Anglikami to byłaby wspaniała rzecz!
    Będziemy mieli przedsmak wielkich emocji,
    Bo do mundialu w Brazylii, razem startujemy w eliminacji.
    Kończąc dodam, że łatwo jest pisać o Naszych, Lewym i Kubie,
    Podczas gdy w BBC nas po prostu nie lubią.
    KK
    Rybnik, AD 2012

  117. Gość: Szymon, edk3.neoplus.adsl.tpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 13:47

    Wrzawa na trybunach. Ten który jest jednym z najlepszych bramkarzy na turnieju, opuszcza boisko na skutek obejrzenia czerwonej kartki. Do wejścia szykuje się już Przemek Tytoń.Do strzału podchodzi Giorgosa Karagounisa, Polscy kibice starają się rozproszyć strzelca a kibice Greccy ucichli. Rozbieg …. nie ma bramki !!!!! Przemysław Tytoń ratuje naszą reprezentacje przed stratą bramki ! Brawo Przemek, brawo Polacy !

  118. Gość: @BartUrbański, klient-lan2-57.netdrive.pl

    16 czerwca 2012 at 13:54

    Dla mnie najbardziej poruszającym momentem było odegranie hymnu podczas pierwszego meczu z Grekami. Mecz oglądałem w zaciszu domowym, wśród rodziny. Po hymnie opowieści starszych członków rodziny o meczach Górnika Zabrza z Romą i City w 1970 roku. Że wtedy też było takie poruszenie jak jest teraz przy okazji Euro.
    Liczyliśmy na dobry występ Polaków, nie zawiedliśmy się, zagrali jak przystało na kadrę narodową ! Godnie, do ostatniej piłki, nie odstawiali nogi, możemy ich lubić lub nie, ale musimy być z nich dumni !
    I mam nadzieję, że za cztery lata to będzie ta sama drużyna, która trafi do grupy śmierci. Wyjdzie z niej, a potem to już będzie z górki.

  119. yggdrasill10

    16 czerwca 2012 at 14:10

    Jak zwykle przed udziałem Polski w dużej piłkarskiej imprezie balonik oczekiwań pompowany był niemiłosiernie. Przez nas wszystkich kibiców, dziennikarzy, ekspertów, a nawet futbolowych laików, którzy na co dzień z piłką są na bakier. Swoje sportowe nadzieje składaliśmy na rękach chłopca, który pierwsze piłkarskie kroki stawiał w stołecznej Varsovii 15 lat przed EURO. Marzenia milionów Polaków miał spełnić 22-letni Warszawiak młody, ale niezwykle dojrzały. Ukształtowany śmiercią ojca, któremu zadedykował pierwszego gola w narodowych barwach.

    W 17 minucie meczu otwarcia Mistrzostw z Grekami Kuba Błaszczykowski dośrodkował z prawej flanki na długi słupek. I, jak cały naród, widziałem tę piłkę w bramce. Zobaczyliśmy Roberta frunącego w powietrzu. Musiał trafić w punkt, by Chalkias nie sięgnął futbolówki mimo rozpaczliwej próby interwencji. Przed oczami pojawiła mi się akcja z finału Pucharu Niemiec z Bayernem wtedy też snajper Borussii musiał uderzyć głową idealnie, by padła bramka. Różnica polegała na tym, że podawał mu Piszczek, a bronić próbował Boateng.
    I Lewy trafił dokładnie tam, gdzie trzeba było. Idealnie, po koźle. Idealnie w tempo i perfekcyjnie w punkt. Jak 12. maja na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, tak 8. czerwca na Narodowym w Warszawie.

    Nie od dziś wiadomo, że trudniej na topie się utrzymać, niż na ten szczyt wejść. Lewy potwierdził już w meczu z Andorą, że jest niesamowicie mocny, gdy olśniewającymi nożycami wpakował piłkę do siatki na kilka dni przed EURO. Udowodnił, że może poradzić sobie w każdym klubie. Gdziekolwiek nie odejdzie z Dortmundu, będzie przychodził jako gwiazda. Nie szary, niewiele znaczący Polaczek, który czasem miewa przebłyski geniuszu jako prawdziwa piłkarska gwiazda.

    Spełnienia marzeń, żebyś grał w najlepszym klubie życzył mu kiedyś na gwiazdkę ojciec. Dziś o Lewandowskiego biją się największe tuzy Europy, a sam Robert mówi: Dla mnie to nic nowego, co tydzień na meczach Bundesligi obserwuje mnie wielu trenerów i prezesów klubów.

    W jakim miejscu futbolowej mapy Świata zobaczymy Lewego za 4 lata? Nie wiadomo. Może będzie bożyszczem kibiców Chelsea. Może będzie czarował swoją grą fanów Czerwonych Diabłów w Teatrze Marzeń, a może spełni marzenie ojca i zagra w lidze włoskiej.
    Nie ma to dla mnie absolutnie żadnego znaczenia, bo Robert dokonał już rzeczy niebywałej, zyskując szacunek dla polskiego piłkarza po raz pierwszy od czasów Zbyszka Bońka.
    Mogę z dumą jeździć po stadionach całego świata i nie wstydzić się tego, że jestem z Polski bo każdy, bez wyjątku, zazdrości nam dziś Roberta Lewandowskiego.

  120. Gość: PolaZas, nat114-83-2-47.ingram.com.pl

    16 czerwca 2012 at 14:30

    Biało-czerwona flaga zatrzepotała szybko, by po chwili zatańczyć w powietrzu i upaść na ruchliwą jezdnię. Kierowca samochodu nie zauważył swojej zguby i szybko zniknął za następnym zakrętem.
    Trzy osoby z przystanku dla autobusów ruszyły w stronę ulicy, jednak musieli czekać na zielone światło. „Tam leży flaga Polski!” – zachrypniętym głosem zawołała babcia z okularami. Z ławki obok zerwał się łysy osiłek. „Odejść!” – rozkazał władczym głosem. Wszedł na jezdnię i zdecydowanym ruchem ręki zatrzymał ruch samochodów. Początkowo zdziwieni kierowcy ze zrozumieniem pokiwali głowami, gdy osiłek pokazał im dlaczego wstrzymał ruch. Polska flaga zatrzepotała ponownie na wietrze, gdy podniósł ją w górę, by po chwili oddać ją ów babci w okularach. Od gapiów otrzymał gromkie brawa.

    Euro to nie tylko chwile wzruszenia na stadionach, to także podniesiona flaga z jezdni, połączone głosy wielu polskich gardeł śpiewających Mazurek Dąbrowskiego, uściski i wspólne świętowanie.
    To także gościnność dla kibiców z innych krajów, dzielenie się piwem z Irlandczykami, tańce do rana z Hiszpanami, którzy zachwyceni naszym krajem planuj a wrócić tu także po mistrzostwach. To także wizyty reprezentacji wielu krajów w Oświęcimiu, które echem odbijają się e mediach zachodnich.

    Powiadają, że ulubionym zajęciem Polaków to walka z przeważającymi siłami wroga. Najważniejsza jest jednak ta solidarność, która budzi się w takich momentach w nas samych.

  121. badziu_rm

    16 czerwca 2012 at 14:34

    Zero presji, tylko duma. 87 minuta na tablicy 4-0, ale słychać tylko głośny śpiew: The Fields of Athenry. Ja tam byłem i wszystko to widziałem jak we śnie…
    Te mistrzostwa mają rewelacyjny poziom piłkarski, ale nie zapomnimy ich dzięki Kibicom Irlandii, oni są z nami. Irlandczykom dziękuje za śpiewane na Gdańskim stadionie: „Polska Biało – Czerwoni” Za słowa: „You’ll from Poland, you should be proud!”
    My Polacy, możemy czuć się zwycięzcami. Mamy wspaniałą imprezę, świetny zespół wspaniałych kibiców, niesamowitą atmosferę. Wygrywa piękny football, fantastyczni kibice, którzy zawsze są za swoją drużyną. Brawo Irlandia: Jesteście zwycięzcami! Stand up for the Boys in Green!

  122. mixmatch

    16 czerwca 2012 at 14:41

    Radość Roberta Lewandowskiego po golu w meczu otwarcia to moment godny uchwycenia i pokazywania go przez cały czas. Był to dla nas gol niezapomniany czekaliśmy na niego 6 lat. Nagle dośrodkowanie i genialna główka Roberta, w jednej chwili oszalał cały stadion, cały kraj z prezydentem na czele. Tą bramkę i radość z niej jednego z najwybitniejszych polskich piłkarzy XXI wieku będziemy włączać w nieskończoność nawet gdy Euro się skończy, gdy kolejne się zacznie ten obrazek będzie trwał w naszej pamięci. Moim zdaniem zdetronizować tą chwilę może jedynie wygrana Polski w całym turnieju!

  123. mixmatch

    16 czerwca 2012 at 14:46

    Wyraz twarzy Wojtka Szczęsnego po otrzymanej kartce to rzecz bez precedensu. W jednej chwili trafiliśmy z piłkarskiego nieba do piekła. Wszystko się posypało. Następuje zmian wchodzi Tytoń i ten młody chłopak który na początku sezonu odniósł tak ciężką kontuzję ratuje nas przed porażką wyciąga się jak struna i odbija mocny strzał greka. Stadion reaguje wraz z drużyną podobnie cały kraj. Eksplozja radości po obronionym karnym i kto wie czy Tytoń nie zapewnił sobie kontraktu w lepszym klubie.

  124. klimo1886

    16 czerwca 2012 at 15:06

    Mecz Anglia kontra Szwecja, prawdopodobnie jest to mecz dla obu drużyn o awans szczególnie jest to mecz o wszystko ponieważ Szwedzi odpadają gdy przegrają. Mecz jeden z lepszych na euro po za meczami Polski ponieważ na nich są według mnie największe emocje i adrenalina, mecz początkowo pomyślnie się układa dla podopiecznych Roya Hodgsona wygrywają 1:0 i w tym momencie wydawało się mi, że już nic Anglikom nie może się stać… gdy nagle pad bramka samobójcza i Szwecja remisuje. Niespełna 10 minut później to Szwedzi są na prowadzeniu i prawdopodobnie nic by się nie zmieniło gdy by nie nos trenerski Roya Hodgsona, na boisku pojawia się zawodnik z mojego ulubionego klubu, Arsenalu Londyn Theo Walcott, który kilka minut po wejściu zdobywa bramkę z dystansu a jeszcze w sezonie miał problem ze strzelaniem bramek nawet takich, po których wychodził sam na sam z bramkarzem, a tu pada bramka z dystansu i to jaka niczym C. Ronaldo, piłka błyskawicznie opadała i być może to zmyliło bramkarza. Mecz jest cały czas pod napięciem posiadanie piłki mniej więcej na równo z lekką przewaga na Anglię, dostaje piłkę od kolegi z drużyny, Theo, który prawą stroną i wrzucił dokładnie piłkę, w pole karne do Welbcka i ten w jakże fantastyczny sposób umieścił piłkę w siatce, jeszcze nie tak dawno Theo miał wielkie problem z dośrodkowaniami w premiership. Jest to dla mnie najlepsza akcja jak była na na Euro, lecz gdy by został uznany gol Polańskiego Polska mogła by zakończyć turniej z najlepszą akcją mistrzostw.

  125. fdoo

    16 czerwca 2012 at 15:15

    Postrzeganie patriotyzmu w Polsce ma inny wymiar praktycznie u każdej osoby. Niektórzy oddaliby życie za Ojczyznę, inni ściągają czapki z głów przechodząc obok miejsc upamiętniających bohaterstwo Polaków z czasów Wojny Światowej, inni wywieszają flagi 11 listopada, a jeszcze inni robią to z okazji Euro. Ktoś pomyśli, że mam coś przeciwko, nic bardziej mylnego. Nie mam nic przeciwko wspieraniu Polskiej Reprezentacji w Piłce Nożnej. Jesteśmy gospodarzami i musimy pokazać się z jak najlepszej strony – to oczywiste. Obwieszone, obklejone samochody, domy przepełnione flagami wszystko prezentuje się pięknie. Ludzie nawet nie interesujący się sportem czy piłką, wszyscy wspierają Polskich Orłów. Osobiście nie wywiesiłem flagi, nie ‚ozdobiłem’ samochodu czy cokolwiek podobnego. Zarzucasz mi teraz, że nie wspieram Biało-Czerwonych? Błąd. Jako, że interesuje się piłką nożną bardzo ciekawią mnie mecze naszych graczy. Wspieram ich nie wiem czy bardzo dobrze, ale z pewnością bardzo głośno. Przeżywam każdy mecz z wielkim trudem, emocje przysparzane przez Polaków są nie do opisania. Czy to znaczy, że dobrze wspieram Polską Reprezentację? Oceńcie sami. I pamiętajcie – Na Euro flagi wywieszajcie, 11 listopada nie zapominajcie!

  126. masy

    16 czerwca 2012 at 15:22

    Welbeck lub inaczej Well Back chilli, że nie przodem do tyłu tylko tyłem do przodu.

    W wieczór piątkowy chciałbym się odstresować. Tydzień mało twórczej pracy z którego zapamiętam jedynie, że szefowa trzyma w garści dwa bilety na mecz Polska Czechy, przechodzi do pana Romka z biurka obok i przesadnie akcentując panie Romku, pan najlepiej punktował w tej kolejce.
    Po takiej akcji to ja do mamy chcę wrócić. A tu, sąsiad w godzinach 18 23 wyje i tupie w sufit niczym dziecko, żona zostawia mi niepoważne kartki na lodówce odgrzej se w mikrofalówce. Wrócę po 2 lipca.
    Obstawiłem 2:0 w koleżeńskim Totku, że Anglicy.. Gdybym trafił to kumpel mi na wczasy pożyczy.
    Emocjonalnie to ja jestem wrak, związany z Polakami a nie tam z Angolami czy Szwedami ale oglądam i gdy na tablicy widzę 1:0 to już w Jachrance jestem myślami.
    Tyle, że wyspiarze w ogródku byli a z kapelusza wyskakuje im jakiś nieogolony Mellberg i robi im delikatne kuku bo raz się przedziera a dwa z główki. Gdy Walcott wyrównuje idę szukać ciśnieniomierza. Huśtawkę nastrojów to mogę mieć u teściowej dwubiegunowej a nie w rodzinnym domu gdy sam z kanapy oglądam mecz.
    Walcott biegnie w stronę linii końcowej jak kurier, który budzi się za pięć a kończy o 18. Dobrze, że się budzi i przytomnieje bo to nie rugby. Adresuje piłkę i jest po sprawie.
    Welbeck odwraca się plecami do Isakssona, że niby nasłuchuje lub zerka kokieteryjnie czy Roy patrzy? Andreas w rozterce, rozżalony i zniecierpliwiony to modlitwa, to nie rewia na lodzie Danny. Welbeck kręci kołem, przyjmuje na wewnętrzną. Otwiera pod Bałtykiem tunel i mówi do Szwedów pa, pa, żegnamy.

  127. pepegt

    16 czerwca 2012 at 15:23

    15 czerwiec godzina 8.56 moja rozmowa z kolegą ;
    Ja – cześć !
    Kolega – siemka , jak tam wczoraj Hiszpania?
    Ja Hiszpania ? Żałuj , że nie widziałeś
    Kolega a ile było ? 4 ? 5 do 0 ?
    Ja nie , to nie chodzi o wynik Wyjaśnię Ci
    14 czerwiec godzina 20.45 dzień meczu Hiszpania Irlandia .
    Liczę na wysokie zwycięstwo Hiszpanii , zdemolowanie przeciwnika aby zwycięstwa Niemiec zostały przesunięte na dalszy plan , aby to Hiszpania była obiektem najjaśniejszym w futbolu .
    Po 90 minutach to wszystko się zdarzyło . Były wspaniałe gole , parady irlandzkiego bramkarza i wysoka wygrana 4-0 Hiszpanów. Jednak to nie wynik , nie styl gry spowodowały abym pisał o tym meczu . To co skłoniło mnie to napisania tych parunastu zdań przekracza barierę futbolu , a może nie , może zjednoczenie fanów należy traktować jako element piłkarski ?
    Po 90 minutach nie było ciszy , nie było pustych krzesełek była wielka grupa fanów śpiewająca patriotyczną pieśń „The Fields of Athenry” .
    To był moment trwający dobrych kilka minut , gdzie futbol zszedł na dalszy plan bo przecież w nim chodzi o zwycięstwa a Irlandia po tej przegranej odpadła z turnieju . Fani o tym wiedzieli , jednak stojąc razem z kilkunastoma tysiącami kibiców tej samej narodowości zjednoczyli się , przeciwstawili się złości , smutku a nastąpiła w nich radość bo widzieli , że są po prostu słabsi na boisku ale na trybunach byli więksi od nie jednych kibiców jakiejkolwiek drużyny . Był to moment wzruszenia , moment który pokazał , że futbol jednoczy ludzi i dlatego jest tym najbardziej popularnym sportem na świecie .
    Żałowałem po tym meczu , że mnie tam nie było . Nie ze względu na to , że nie obejrzałem z bliska popisu Hiszpanów , lecz przez to , że nie mogłem podejść do irlandzkiego kibica , podać mu rękę i powiedzieć You’ll never beat the Irish , respect for the Irish fans.

  128. Gość: kami2684, apn-77-113-177-86.dynamic.gprs.plus.pl

    16 czerwca 2012 at 15:26

    Lecą butelki, kamienie i wszystko co leżało na ulicach. Spanikowani ludzie biegają szukając schronienia. W tłumie przewijają się zamaskowane twarze chuliganów, po chwili przez morze ludzi przedziera się grupa policjantów. Jest dym i strach… Strach, który tylko podsyca emocję przed meczem z wielkim rywalem, bo takim dla większości Polaków jest Rosja.

    Bilet na mecz u konika 2000 zł, normalne dla mieszkańca stolicy wydaje się pójście do Strefy Kibica, w której wrzawa w czasie meczu jest niemniejsza niż po drugiej stronie Wisły, na Stadionie Narodowym. Dojście pod Pałac Kultury przyspieszało puls, spadające pod nogi petardy dodatkowo potęgowały chęć jak najszybszego obejrzenia widowiska, ale już tylko piłkarskiego!

    Zabawa trwa już wcześniej, „Polska biało-czerwoni” słyszy się z gardeł kibiców. Flagi i szaliki już nad głowami, „Mazurek Dąbrowskiego” rozbrzmiewa w całej Warszawie. Są ciarki, łza kręci się w oku, a głód zwycięstwa jest niewyobrażalny. Już każdy wie, że nasze barwy są niezwyciężone, nikt nie wraca do tego, co działo się w tym pięknym mieście przed meczem, liczy się to co tu i teraz. Jeszcze moment, gwizdek sędziego i… zaczęli!

    Piłkarze zaczęli z przytupem, akcja przenosiła się z pod bramki rosyjskiej, pod polską i tak co chwilę. Wszyscy ze skupieniem na twarzach śledzili boiskowe poczynania piłkarzy. I tak do 18. minuty… GOOOL! Polanski trafia do siatki, ekstaza trwa na Placu Defilad, obcy ludzie rzucają się sobie w ramiona, jakiś podpity facet przybija ze mną piątkę, ale co jest? Nie ma? No nie ma bramki. Spalony… Setki pytań kłębi się w moich zwojach mózgowych jak to, dlaczego, czy to na pewno dobra decyzja? Każdy jest rozczarowany, niektórzy skryli twarze w dłoniach i próbowali odpowiedzieć sobie także na moje pytania, które na głos wyrzuciłem z siebie. Wszyscy jednak wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec bitwy!

  129. Gość: RMZ, client-86-25-229-144.lds-bng-012.adsl.virginmedia.net

    16 czerwca 2012 at 15:34

    Przychodzi dziad do lekarza i mówi:
    – Panie doktorze mam problem bo nic mnie nie boli

    – Niech pan spuści majtki i się wypnie. No tak! Wszystko się zgadza. Ma pan piłkę w dupie!

    – To, panie doktorze, nabyte. Żadnej patologii w rodzinie. Wszyscy wyznają piłkoszał jak Pele przykazał. A ja załapałem futbolowstręt nie wiadomo skąd. Ale mam tez jakieś inne objawy.

    – Popatrzę od przodu. O! Bardzo polski widoczek. Rzeżączka i patriotyzm. Swędzi i unosi?

    – Mam piłkę w dupie, jednak jak Polska przegrywa, to się cieszę.

    -Gdzie wyskakują te objawy?

    – W rozumie. Gdyby polscy kopacze wygrali w turnieju, wybuchłby w kraju szał plemienny. Rządzą tam nacjonaliści, którzy lubują się we wszystkim, co narodowe. Podsycają plemienną odrębność, egoizm, głupotę. Polityka historyczna, szkolne lekcje patriotyzmu, czyli nauczanie uczuć, deklamacje, sztandary, parady, instytuty wychowania oraz nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i kładł rurę pod Bałtykiem. Ten szowinistyczny nastrój i emocje spotęgowałoby pokonanie kogokolwiek w futbolu.

    – Okaz zdrowia. Psychicznego. Ale proszę się schować w domu, nie wychodzić i nic nie mówić. Zdrowe myślenie jest zaraźliwe! Wypiszę zwolnienie. Na miesiąc.

  130. sergio713

    16 czerwca 2012 at 15:42

    Duże dziecko, które nie dorosło do poziomu Euro 2012 – Tak nazwany został Mario Balotelli po zremisowanym meczu Hiszpania – Włochy. A stało się to między innymi za sprawą niewykorzystanej tak zwanej „setki”
    Jeśli chodzi o akcję zapowiadało się ciekawie, włoski piłkarz ghańskiego pochodzenia pognał w stronę Ramosa skutecznie odbierając mu piłkę. I w tym momencie pojawił się problem, Mario w euforii musiał pomyśleć „Mam piłkę!” postanowił więc pobiec w stronę bramki, jednak rozpaczliwe zastanawianie się nad tym co powinien dokładnie zrobić przerwało mu to, że bramkarz między słupkami zaczynał rosnąć w oczach i znajdować się niebezpiecznie blisko, piłkarz musiał stwierdzić że należy sobie dać więcej czasu na namyślenie co można by tu jeszcze zrobić z piłką. Jak tak chciał, tak też uczynił, zwalniając kroku, zapewne pomyślał „Dlaczego nie wpadłem na to wcześniej! Teraz mam dużo czasu i mogę coś wymyślić jak by tu może strzelić bramkę” No i sytuacja zaczęła się komplikować, zirytowany Sergio Ramos w tym czasie zdążył podnieść się z murawy i niczym rozjuszony byk ruszył w stronę piłkarza Manchesteru City, który w tej chwili urządzał sobie spacerek w prawie pustym polu karnym hiszpanów zapewne rozmyślając nad sensem życia i poniedziałkowym obiedzie. Zapewne nigdy nie dowiemy się czy w końcu w głowie Balotelliego zrodził się pomysł w rodzaju „A może po prostu kopnąć piłkę w stronę bramki?” Ponieważ hiszpański obrońca podbiegł do napastnika i odebrał mu swoją własność utraconą parę sekund temu. Włoch padł na kolana chyba nie dowierzając temu co się stało, minęło kilkanaście sekund aż Mario przetworzył informacje i zdał sobie sprawę że zmarnował stuprocentową sytuację.
    Po kiepskim występie zarówno przeciwko Hiszpanii jak i Chorwacji, „Super Mario” straci miejsce w pierwszym składzie.

  131. Gość: Gandalf_theblue, c61-129.icpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 15:46

    Niesamowity gol Danny’ego Welbecka z 78. minuty piątkowego meczu Anglii ze Szwecją z pewnością będzie mógł być zaliczany do najpiękniejszych bramek turnieju. Maestria gola strzelanego w ten sposób przywołuje we mnie wspomnienie bramki zdobytej kiedyś przez naszego orła – Roberta Lewandowskiego jeszcze z czasów gry w Lechu Poznań. Czy ktokolwiek, w tym pełnym zwrotów akcji meczu Wyspiarzy spodziewał się, po strzelonej przez Skandynawów bramce, że Anglicy jeszcze ten mecz, nie tylko zremisują, ale go wygrają? Młodziutki snajper Manchesteru pokazał, że umie sobie doskonale radzić z presją, przyprawiając o ból głowy szwedzkich obrońców i powodując u, oglądających mecz niedaleko mnie, Irlandczyków wybuch złości. A akcja wzięła się z niczego. Spokojna akcja Anglików, którzy wręcz ospale przesuwali się w stronę Szwedzkiej bramki nie zapowiadał niczego ciekawego. Glen Johnson popędził prawą stroną boiska i dostał piłkę od charyzmatycznego Gerrarda. Ten podał do Walcotta, sam odciągając zawodnika w żółtej koszulce i schodząc do środka. Niespodziewanie, wręcz szaleńczo, Theo Walcott wbiegł w pole karne między dwóch Szewdów i płasko wrzucił w piłkę do osamotnionego Welbecka, co pewnie większość z oglądających mecz z góry skazała na niepowodzenie. Ten, mając na plecach obrońcę, w fenomenalny sposób obrócił się i skierował piłkę prawą piętą do bramki, strzelając przepięknego gola! Jakież emocje targnęły strefą kibica, w której przebywałem! Cieszący się Anglicy, płaczący kibice reprezentacji Szwecji, wściekli Irlandczycy i podzieleni w sympatiach Polacy pokazali mi, jak wielkie i historyczne rzeczy dzieją się w naszym kraju, jak wspaniałe rzeczy będziemy mieć okazję opowiadać wnukom i jak różnorodny jest ten turniej. Znakomity i pełen dramaturgii mecz Synów Albionu z reprezentacją Trzech Koron był prawdopodobnie najbardziej emocjonującym meczem drugiej kolejki meczów grupowych, o ile nie całego dotychczasowego turnieju i zapamiętam go zapewne na długo.

  132. kami2684

    16 czerwca 2012 at 15:49

    Lecą butelki, kamienie i wszystko co leżało na ulicach. Spanikowani ludzie biegają szukając schronienia. W tłumie przewijają się zamaskowane twarze chuliganów, po chwili przez morze ludzi przedziera się grupa policjantów. Jest dym i strach… Strach, który tylko podsyca emocję przed meczem z wielkim rywalem, bo takim dla większości Polaków jest Rosja.

    Bilet na mecz u konika 2000 zł, więc normalne dla mieszkańca stolicy wydaje się pójście do Strefy Kibica, w której wrzawa w czasie meczu jest niemniejsza niż po drugiej stronie Wisły, na Stadionie Narodowym. Dojście pod Pałac Kultury przyspieszało puls, spadające pod nogi petardy dodatkowo potęgowały chęć jak najszybszego obejrzenia widowiska, ale już tylko piłkarskiego!

    Zabawa trwa już wcześniej, „Polska biało-czerwoni” słyszy się z gardeł kibiców. Flagi i szaliki już nad głowami, „Mazurek Dąbrowskiego” rozbrzmiewa w całej Warszawie. Są ciarki, łza kręci się w oku, a głód zwycięstwa jest niewyobrażalny. Już każdy wie, że nasze barwy są niezwyciężone, nikt nie wraca do tego, co działo się w tym pięknym mieście przed meczem, liczy się to co tu i teraz. Jeszcze moment, gwizdek sędziego i… zaczęli!

    Piłkarze zaczęli z przytupem, akcja przenosiła się z pod bramki rosyjskiej, pod polską i tak co chwilę. Wszyscy ze skupieniem na twarzach śledzili boiskowe poczynania piłkarzy. I tak do 18. minuty… GOOOL! Polanski trafia do siatki, ekstaza trwa na Placu Defilad, obcy ludzie rzucają się sobie w ramiona, jakiś podpity facet przybija ze mną piątkę, ale co jest? Nie ma? No nie ma bramki. Spalony… Setki pytań kłębi się w moich zwojach mózgowych jak to, dlaczego, czy to na pewno dobra decyzja? Każdy jest rozczarowany, niektórzy skryli twarze w dłoniach i próbowali odpowiedzieć sobie także na moje pytania, które na głos wyrzuciłem z siebie. Wszyscy jednak wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec bitwy!

    ——-

    Zamieszczam jeszcze raz, bo wtedy się nie zalogowałem 🙂
    meil: kami2684@wp.pl

  133. dzemeras18

    16 czerwca 2012 at 16:05

    Zawsze wierzyłem, wierzę i wierzyć będę w polskich siatkarzy. Ale nigdy bardziej nie wierzyłem w naszych piłkarzy, nigdy nie wierzyłem w ich możliwości tak, jak dzisiejszego wieczora. Po świetnym meczu Biało-Czerwoni zremisowali po bardzo emocjonującym meczu z Rosjanami, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, kto był lepszy w dzisiejszym spotkaniu na Stadionie Narodowym.
    Polacy pokazali się z bardzo dobrej strony. Fantastycznie w obronie spisywał się Wasilewski z heroicznym Perquisem, w środku błyszczał Polanski, a z przodu nie do zatrzymania (zgodnie z przepisami) był Robert Lewandowski. Wszyscy gracze wystepujący z orzełkiem na piersi zasłużli na słowa uznanuia. Z taką grą chyba nie trzeba się martwić o sobotni mecz o wszystko, z Czechami. W sobotni wieczór warto będzie zedrzeć dla tak heroicznie walczącej reprezentacji Polski. Polska Biało-Czerwoni!

  134. mikro1000

    16 czerwca 2012 at 16:05

    Bezprzecznie nałjadniejszą bramkę polsko-ukraińskiego czempionatu zdobył nasz Kuba, ale jednak to nie dzięki temu trafieniu chciałbym otrzymać ten wypasiony telefon. Nie będę ukrywał, że jestem wielkim fanem angielskiej piłki i to właśnie tej drużynie kibicuje najmocniej oprócz naszych chłopaków. Włąśnie wczoraj zacghwyciło mnie coś co wydaje się na pierwszy rzut oka mało subtelne i może ktoś powiedzieć typowe dla wyspiarzy. Jedno podanie i jedno przyłożenie głowy do piłki. Ale jakie podanie i jakie uderzenie głową! Nasi sasiędzi wybijają piłkę troche na uwolnienie wprost do nogi Gerrarda, jakieś 40 metrów od bramki Ukraińców tuż przy linii bocznej boiska, zawodnik Liverpoolu dotyka piłki 3 razy praktycznie w miejscu czym wydaje się że nie zdobywa kolejnych metrów, a jednak dostrzega że z lewej strony pola karnego robi wyraźny ruch jego chyba nie do końca spełniony kolega z drużyny, miasta skąd pochodzą autorzy utworu Lucy In The Sky With Diamonds (tytuł nie jest dla mnie przypadkowy mimo że mieli troche znanych numerów). Gerrard z niesamowitą precyzją i przede wszystkim siłą puszcza piłke na jedenasty metr praktycznie na punkt skąd wykonuję się jedenastki. To podanie jest idealne, ale dopiero to co robi Carrol wbiło mnie w fotel (kiepska strefa kibica w Szczecinie). Oglądnijcie powtórkę w zwolnionym tempie! Nie wiem ile facet ma dosiężnego, wiem że jest potężnie zbudowany, do tego bardzo dynamiczny i silny. Przy uderzeniu robi taki skręt tulowiem, pewnie raczej niemożliwy dla większości zawodników, który nadaje piłce jeszcze większą szybkość, siłe a do tego jest tak precyzyjny że bramkarz może tylko pomarzyć o wyciągnięciu tej piłki. Poezja ruchu w powietrzu! Może przesadzam z zachwytami ale ja nie moge przestac ogładać powtórek tej bramki.
    P.S. Chyba najlepszy turnej od wielu lat!
    Pozdrawiam wszystkich fanów.

  135. Gość: ali_lee, c113-96.icpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 16:25

    To miał być zwyczajny dzień z popołudniowymi emocjami, ale stało się inaczej wygrane bilety na mecz otwarcia zmieniły to bezpowrotnie. Wszystko było idealne począwszy od podróży po wejście na biało-czerwone koloseum. Świetna widoczność, wspaniali kibice, atmosfera nie do porównania i on bohater strzelający bramkę w wymarzonych okolicznościach. Ale stało się! Najpierw wyrównanie zespołu gości, a potem sytuacja której nie chce oglądać żaden kibic szczególnie siedząc za bramką. Filar naszej reprezentacji, szalona młodość zmieszana z niecodziennym talentem, nasza ostatnia zapora, miał strzec naszych wrót przed greckimi bogami, i co ? Najpierw niedowierzanie: czy to ten sam chłopak śmiejący się z billboardu, potem złość: dlaczego tak osłabił drużynę, potem rezygnacja: i znwou wstyd, i na koniec znowu złość: dlaczego nie ma powtórki? Wątpliwośći rozwiewa on sam, bez słowa, z godnością ściąga rękawice, uszanował greckiego zawodnika klepiąc go po plecach. Nieobecny myślami w swoim żółtym niemal niezabrudzonym trykocie schodzi z boiska. Ledwo schował się w tunelu oczom milionów ukazał się jego następca. Dla wielu człowiek nikt, z śmiesznym nazwiskiem, jeszcze kilka dni temu 3. piłkarz drużyny narodowej, teraz najważniejszy człowiek nadchodzących sekund. Bez rozgrzania, bez mentalnego przygotwania, będzie musiał wykazać się umiejętnościami, które szlifuje od dziecka. Tysiące oczu skierowane właśnie na niego. Jego wyprostowana postawa dodaje otuchy wszystkim na stadionie. Ta ogromna złość tłumu zostaje skierowana w stronę greka, który tylu gwizdów i buczeń nie slyszał chyba nigdy w życiu. Dostojnie jakby upajał się każdą sekundą kroczy w stronę bramki. Słyszy kilka razy „lewy”, „prawy” i staje na lini bramkowej. Robi dawno niespotykany gest, tyłem do napastnika uklęka i zamyka oczy. Jeszcze zanim przeciwnik nabierze rozpędu on już wie, że to jest jego dzień, jego turniej, a sytuacja która z każdym meczem nabiera jescze większego znaczenia będzie na ustach milionów. Umarł król nie żyje król!

  136. filipinka171

    16 czerwca 2012 at 16:34

    Dzień był tajemnicą i tajemnicą pozostał do końca, z każdą minutą stając się bardziej tajemniczy. W oddali zabrzmiał gwizdek. Gdzieś wśród tego przesuwającego się, przepychającego, ściskającego, a przede wszystkim pijącego tłumu trwał mecz.

    W tej kwestii trzeba było wierzyć wyższym kibicom na słowo. Z daleka słychać było oooochy, aaachy i buuuchy, a tłum falował i przelewał się w odpowiedzi. Ludzie obok wykorzystywali każdą otwierającą się szczelinę, by coraz bardziej zbliżyć się do tajemniczego meczu i jeszcze bardziej mistycznego telebimu.

    Pchnięcie, kołysanie, nacisk, noga na palcu, łokieć w żebrach, kolano w udzie i… coś w tym wszystkim do człowieka przemawia, przez podeszwy stóp i dłonie ze zwodniczą subtelnością docierając do mózgu. Obdziera z siebie i pozostawia jako bijącą część tej żywej, poruszającej się masy dookoła.

    Przeleciał chóralny śpiew. Zaczął się po przeciwnej stronie gry i czymkolwiek był na początku, momentalnie stał się tylko czterema sylabami ryku tysiąca gardeł i wielu litrów piwa. Kiedy ucichł zabrał ze sobą to ciepłe uczucie przynależności, pozostawiając niewytłumaczalną pustkę.

    A potem wybuchł z jeszcze większą siłą. Skumulował decybele w promieniu tysiąca kilometrów i zabrzmiał donośnie jak trąby spod murów Jerycho. Była w nim wiara, nadzieja i plateau. Zwłaszcza to ostanie.

    To nie było zwykło kopnięcie. Interakcja mięśni, stawów kolanowych, biodrowych i stopy. W uderzeniu kapitana partycypowały pragnienia milionów, tęsknoty tysięcy, nadzieje małych, dużych i średnich. Ryk gardeł pchał skórzane jajo siłą woli narodu przywykłego do porażek, katastrof, nieszczęść. To nie miało prawo się wydarzyć. Ale się wydarzyło.

    I był ryk. Ryk wypełniający całe niebo, stary, zwierzęcy, dochodzący z nie wiadomo skąd i choć docierał przez uczy to jednak równie dobrze mógł być słyszany przez kości.

  137. sexi.meri

    16 czerwca 2012 at 16:38

    Była 78. minuta emocjującego klasyka, w ktorym Anglicy remisowali ze Szwedami. Szwedami, których w meczu o punkty dumni Synowie Albionu nie potrafili pokonac nigdy przedtem. Aż do wczoraj, kiedy to we wspomnianej już przeze mnie 78. minucie Danny Welbeck trafił do szwedzkiej bramki w sposób, o który nie podejrzewałby go nawet jego trener klubowy Sir Alex Ferguson. Jego kapitalne trafienie pietką, wykonane w pełnym biegu, z niesamowitym obrotem, to moim zdaniem najładniejsze trafienie tych mistrzostw, przewyższające swoim urokiem bramke Kuby Błaszczykowskiego w spotkaniu z Rosją. Ten gol dał bowiem Anglikom pierwsze, historyczne zwyciestwo nad Szwedami. Po drugie, stawia drużyne Roya Hodgsona w bardzo komfortowej sytuacji przed ostatnim meczem z Ukraniną. Po trzecie, wszyscy, nawet najbardziej fanatyczni fani (o zawodnikach już nie wspominając) nie wierzyli w jakikolwiek sukces reprezentacji na tych mistrzostwach. A tu prosze, taki gol! W meczu z odwiecznymi katami! W spotkaniu, które przecież Anglicy przegrywali! Niezapomniane pozostaną również obrazki Weyne’a Rooneya, który siedział na trybunach za bezmyślny faul jeszcze z eliminacji. Najlepszy angielski piłkarz sam skazał siebie na siedzenie w dwóch pierwszych na ukraińskich trybunach. Jego reakcje po wszystkich bramkach tego spotkania, a zwłaszcza po trafieniu klubowego kolegi z 78. minuty zapewne przejdzie do historii europejskiej piłki, podobnie jak przebłysk geniuszu i „Pieta Boga” Danny’ego Welbecka.
    To własnie ta akcja, Michale, zasluguje moim zdaniem na wyróznienie. Mialem zaczekac do meczu bialo-czerwonych, ale obawiam sie, byloby to zbyt proste opisywac akcje, ktore dadza nam awans do upragnionego cwiercfinalu. Sam zreszta przyznasz, ze Welbec przylozyl Szwedom cudownie… 😉

  138. Gość: olifja91, 95.158.65.5*

    16 czerwca 2012 at 16:54

    Mam nadzieję, że to nie problem, bo brat już brał udział w tym konkursie wczoraj, a mamy ten sam adres IP. A że jestem kobietą i kocham piłkę i nawet wiem co to spalony i rzut wolny pośredni (!) chciałabym sama spróbować swoich sił w tym konkursie 🙂

    Gdzieś na Olimpie w dniu otwarcia Euro 2012.
    – Heeraaa! Przynieś mi no tutaj kolejne piwko! – powiedział Zeus. Zmęczona żona przynosi mu „nektar bogów” i siada, bo musi odpocząć. – Te, co ty robisz? A pizza się sama zamówi? Ruchy, ruchy! – powiedział mąż. Zakłopotana Hera wstała i poszła po telefon. Po złożeniu zamówienia wraca do pokoju, ale widzi, że coś jest nie tak. Zeus patrzy na nią dziwnym wzrokiem i mówi: – Mam jakieś schizy, czy co? Słyszysz to co ja? Jakieś krzyki. – Też to słyszę. Chodźmy na zewnątrz, może czegoś się dowiemy. – odparła małżonka. Wyszli na zewnątrz i faktycznie, słyszeli jakieś krzyki dochodzące z północy. „Co to jest do cholery, jakiś bunt tytanów” – myślał sobie najwyższy z greckich bogów. Zbliżała się godzina 18. Teraz słyszeli wszystko głośno i wyraźnie. Z północy dochodził głośny krzyk. Dało się usłyszeć „POLSKAAAA, BIAŁO CZEERWONII”, i tak w kółko. Zakłopotany Zeus powiedział Herze, żeby została w domu na Olimpie. Ta się ucieszyła, bo w końcu mogła odpocząć. Sam Zeus zszedł na dół do swoich poddanych, żeby zobaczyć co się dzieje…
    Był już na dole, ale na ulicach nie było ani jednej duszy. Po chwili zauważył Hermesa.
    – Hermes, co tu się dzieje do cholery? Gdzie są wszyscy, co to za krzyki? – powiedział.
    – Jak to Panie, nie wiesz? Nasi grają w piłkę na Euro, wszyscy oglądamy. Mnie żona po prowiant wyrzuciła z domu, ale wszystko pozamykane to wracam. – odpowiedział posłaniec bogów.
    – Piłka nożna? Cholera, czemu ja o niczy.. – zdanie przerwał mu wielki jazgot. Z greckich domów jednocześnie wszyscy powiedzieli brzydkie słowo na literę ‚k’, a po paru chwilach z północy doszedł krzyk „JEEEEST!”.
    – Co tam się dzieje!? Hermes, mogę obejrzeć to u ciebie?
    – Oczywiście. Będę zaszczycony!
    Zeus i Hermes załapali się jeszcze na powtórkę. 17 minuta, dośrodkowanie, Lewandowski i goooool! Cała Polska szaleje. A żona Hermesa jest wkurzona, bo nie ma prowiantu. Kończy się pierwsza połowa.
    – Cholera, słabo to wygląda. Jak nasi nie wygrają to się zdenerwuję i każę z nimi zrobić to samo co zrobiono Prometeuszowi. – powiedział Zeus.
    Druga połowa zaczęła się dla Greków wyśmienicie. Nieporozumienie Szczęsnego z Wasylem i do pustej bramki piłkę wpakował Salpingidis. A mogło być jeszcze lepiej! Za czerwoną kartkę wyleciał bramkarz Arsenalu. Rzut karny. Do piłki podchodzi Karagounis, strzela i co? Tytoń bohaterem Polaków! Broni rzut karny! Z północy przychodzi tak wielki krzyk, że pękają szyby w oknach. Zdenerwowany Zeus powiedział, że nie daruje takiej zniewagi i wraca na Olimp rozmyślać o tym, jak ukarać Polaków.
    Zeus wrócił do domu. Woła Herę, ale nikt nie odpowiada. W pokoju widzi kartkę z napisem „Koniec wyzyskiwania. Zakochałam się w pewnym bramkarzu z Polski. Wyjeżdżam za granicę, bo wszystko jest lepsze od życia z tobą!”. Załamany Zeus nie wiedział co ze sobą zrobić. Zasłonił rolety, usiadł i pogrążył się w depresji. Nie reagował na nic. Ale obmyślił idealny plan. Pojedzie do gospodarza mistrzostw i rozpęta taką burzę, że już nigdy nikt nie zagra w piłkę. Niestety ze stresu zapomniał o tym, że jest dwóch gospodarzów. Trafił na Ukrainę i 15 czerwca rozpętał taką burzę, że przez godzinę nie można było grać w piłkę. Ale Zeus od miotania piorunami się zmęczył. I autostopem wrócił do domu. Jaki z tego morał? Zawsze pamiętaj kto jest gospodarzem mistrzostw…
    Po powrocie do domu powiesił sobie nawet na ścianie plakat Tytonia. Mógł miotać w niego piorunami cały dzień, bo przecież gdyby nie on nie odeszłaby od niego żona…
    A cała Polska skandowała nazwisko Przemka…

  139. noboktoby

    16 czerwca 2012 at 17:11

    Twarz Szczęsnego

    To przecież jakiś koszmarny sen! Czy to możliwe, aby sytuacja odwróciła się tak diametralnie? Ale czerowna kartka w uniesionej ręcę sędziego Velasco Carballo to nie sen!
    I twarz Szczęsnego, który bez słowa, z uniesioną głową i ściśniętym gardłem przyjmuje decyzję sędziego, odpinając rękawice, jakby składał broń. Wie, że w tej walce już nie będzie walczył. Musi zejść z pola bitwy. Kamera realizatora skupia się na jego twarzy, a na niej skupia się wzrok 58000 widzów na stadionie i milionów widzów przed telewizorami na całym Świecie. Szczęsny przełyka ciężko ślinę. Czuje na twarzy spojrzenie milionów Polaków, tych zgromadzonych na stadionie, w strefach kibica i tych przed telewizorami. Na twarzy młodego chłopaka odbijają się okaleczone teraz nadzieje wszystkich Polaków. Twarz Szczęsnego wygląda jak plastyczne połączenie twarzy dorosłego mężczyzny z podniesioną głową przyjmującego nawet największą porażkę z twarzą dziecka, które resztkami sił powstrzymuje się by ukryć łzy, które jeszcze chwilę i zasuną mgłą cały stadion.

  140. marmac1991

    16 czerwca 2012 at 17:13

    Przed meczem Hiszpanii z Irlandią nikt nie miał wątpliwości, kto będzie górą w tym starciu. Mecz przyciągał uwagę głównie ze względu na domniemaną golleadę, którą La Furia miała zgotować wyspiarzom. Pasja, z jaką podopieczni Trapattoniego biegali za nieuchwytnymi cyborgami w czerwonych koszulkach, przypominała heroiczny bój Polaków z Rosjanami. Tylko, że tutaj różnica była jeszcze większa, a szans na urwanie punktu nie widzieli chyba sami Irlandczycy. 90 minuta meczu, wynik na tablicy – 4:0 dla obrońców tytułu. Na stadionie słychać pieśń kibiców z wysp, zagrzewającą zawodników do boju, a Ci, słaniając się na nogach, próbowali odwdzięczyć się za doping przynajmniej bramką. Prosiłem wszelkie futbolowe siły wyższe, żeby im się udało. Niestety, bezlitosna perfekcja wygrała z modłami i dopingiem tysięcy kibicowskich gardeł. Wynik pozostał bez zmian. Po meczu, patrząc na wzruszający obrazek, gdy zwycięscy Hiszpanie zeszli do szatni, a pokonani Irlandczycy dziękowali wciąż niemilknącym trybunom za doping, poczułem że to jest właśnie esencja sportu. Wyszli na murawę, walczyli z pełnym poświęceniem, polegli. Nie mogło być inaczej. Oczarowany wirtuozerią Hiszpanów i głęboko przekonany o ich końcowym tryumfie w duchu śpiewałem „You will never beat the Irish”.

  141. batrix16

    16 czerwca 2012 at 17:21

    Błaszczykowski wpada nie jak śliwka w kompot, ale w pole bramkowe greków. 16 i pół minuty gry za nami. Doping nie milknie. Nasze orły mkną niczym nasza niemożliwa husaria na Tatarów. Nie ma ciszy, nie ma bójek na trybunach, nawet nie ma wody na stadionie narodowym! Tu wszystko wrze, to jest kocioł czarownic jak przed laty stadion śląski .Teraz cały stadion narodowy przeżywa to wszystko z nami. Błaszczykowski mknie jak arab na kurs pilotażu do końcowej linii, dośrodkowanie i GOOOOOOOOOOOOOOOOL..!!! X1000 Polska prowadzi z Grekami 1:0 Robert Lewandowski! Wiecie państwo co się tu dzieje? To jest wielki biało czerwony pomnik. To pomnik na którym najwyżej stanął Robert Lewandowski. Wczujmy się w tą atmosferę.

  142. axcor

    16 czerwca 2012 at 17:43

    I jest już obraz z Stadionu Narodowego, masa ludzi w biało czerwonych barwach, ale u nas w lokalu jest nie gorzej, dwukolorowo! Pora na hymn, wstajemy i jak jeden mąż ruszamy z Mazurkiem Dąbrowskiego. Bywam na meczach reprezentacji i niczego takiego nie przeżyłem, wykonanie świetne, może nie znam się na muzyce, ale wszyscy śpiewają i to ma swój urok i ten ryk, krzyk decybele, nie wiem jak to opisać ale było tak głośno i tak pięknie. Te mecze z Rosjanami chyba wyzwalają w nas specjalne emocje i od tego momentu można było poczuć takie napięcie, nadzieje i emocje unoszące się w powietrzu. Jest już pierwszy gwizdek i wszystko wygląda dobrze. Polska walczy jak równy z równym z sąsiadem ze wschodu. Jest rzut wolny i strzał Boenischa, piękny wolej Lewandowskiego. Murawski Lewandowski i na 16 metrze otrzymuje piłkę Polański, w międzyczasie wszyscy wstają i rozlega się krzyk, wyciągnięte w górę ręce. Wybuch radości! Szaleństwo, wrzask, entuzjazm! Ludzie skaczący i przytulający się do siebie! Istny szał wszyscy się cieszą i skaczą dalej. Marzenie wszystkich się spełnia, piłka ląduję w siatce i jest 1-0 dla naszej reprezentacji! Prowadzimy z Rosją!!! Jak jest pięknie chyba wszyscy uzewnętrznili to o czym w głębi serca marzyli, i to się dzieje naprawdę! Po chwili niestety dociera, że był spalony zawód, ale wszyscy już wiedzą, że może to się skończyć dobrym wynikiem. Oglądamy mecz dalej pełni nadziei. Mniej więcej dwadzieścia minut później Rosja strzela nam gola. I reakcja jakiej bym nie oczekiwał, martwa cisza nikt się nie nic nie mów, nie pada ani jedno przekleństwo. Po prostu jest cicho jak makiem zasiał, nie wiem czy wszystkich to tak zszokowało na minutę zapadła martwa cisza. Potem w połowie się dowiedziałem, że podczas tego nieuznanego gola Polańskiego mój znajomy podskoczył jak to wszyscy robili i w powietrzu z emocji dopadł go jakiś skurcz, paraliż czy niewiadomo co dobrze, że go inni złapali, może po prostu tak przeżywał ten moment. Potem już była genialna bramka Kuby Błaszczykowskiego i wszyscy wiemy jak się ten mecz skończył.
    Dla mnie jednak te mistrzostw mimo, że za chwilę wygramy z Czechami w co bardzo wierzę i awansujemy. Że sporo spotkań na tym Euro jeszcze przed nami zapamiętam przede wszystkim z powodu tego spalonego i twarzy ludzi na około na których była wypisana nieposkromiona radość tym momencie, spełnienie marzeń, szczęście. Przez te kilkadziesiąt sekund było idealnie, dla takich momentów warto żyć. Mimo, że nam tej bramki nie uznali, to ta jedna akcja będzie tą którą na pewno zapamiętam po tych mistrzostwach. I prawdopodobnie ta sytuacja zostanie zapomniana w dłuższej perspektywie czasowej to dla mnie ona na zawsze zostanie symbolem naszych mistrzostw główne przez otoczkę, reakcję ludzi z którymi miałem przyjemność oglądać ten mecz i uśmiech na ich twarzach. Obejrzałem w telewizji skrót tego spotkania z komentarzem Szpakowskiego, z którym go widzieliśmy i nie mogę uwierzyć że zagłuszyliśmy go i nie usłyszał nikt, że jest spalony a on to zasygnalizował od razu. Jednakże dzięki temu wyszedł z tego niezapomniany moment. Fajnie też następnego dnia w pracy usłyszeć what a fantastic game it was od zagranicznego szefostwa. Teraz Czechy za chwilę i nie mam wątpliwości gdzie będę siedział za 3h na tym meczu, niech się strefa kibica schowa!

  143. baaasti

    16 czerwca 2012 at 17:55

    Tytoń! Bramkarzu nasz ! Ty jesteś jak zdrowie
    Ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie,
    kto Cię stracił. Dziś piękne parady twe w całej ozdobie
    wielbię i opisuję bo tęsknię po tobie

    Golkiperze wspaniały, co w holenderskim bronisz klubie,
    i między słupkami stoisz. Ty co pole karne
    rzeczpospolitej ochraniasz z wiernymi obrońcami.
    Jak nas wszystkich do szczęścia powróciłeś cudem !
    (gdy od płaczących kibiców pod twoja opiekę
    zasmucony, cięzko podniosłem powiekę
    I zaraz mogłem pieszo, do twej bramki progu
    Iść za obronionego karnego podziękować Bogu)

    Tak nas powróciłeś cudem, zasmuconych, roztargnionych
    Tymczasem przenoś kibiców serca ucieszonych,
    Do tych karnych obronionych, do tych chwil upragnionych
    Od 74′ w duszach kibiców utęsknionych
    Do tych meczy wygrywanych akcjami rozmaitem
    Okraszanych bramkami, wygrywanych sprytem.
    Gdzie też Zbigniew Boniek, szybszy niźli strzała
    Gdzie też bramka Laty, co medal nam dała.
    A wszyscy polscy kibice na pewno już wiedzą
    Na stadionie we Wrocławiu od miesięcy siedzą
    Chcąc czuć klimat sprzed laty, łączymy się w kraju
    By móc znów trafić, do futbolowego raju

  144. Gość: adam.1971, host-89-230-164-254.dynamic.mm.pl

    16 czerwca 2012 at 17:56

    w tym turnieju było już wiele fajnych momentów, ale dla mnie szczególnym wydarzeniem jest akcja związana z powstaniem ogromnej polskiej flagi – akcja zapoczątkowana przez Pana Zimocha. Sposób w jaki Pan Tomasz opowiada o tym wydarzeniu, jego pasja, emocje potrafią u wielu wywoływać łzy wzruszenia, poza tym jego komentarz…… poezja. Wszystkim polecam jego komentarz do bramki lewego i kuby. Od dziś wyłączam dźwięk w TV i słucham radia. Jestem pewien, że po EURO będzie się mówić o trzech rzeczach: polskiej drużynie, kibicach Irlandii oraz Panu Tomku i jego akcji.
    Pozdrawiam
    Adam

  145. Gość: konwalia, 91-231-152-254.net.aduro.pl

    16 czerwca 2012 at 18:00

    Miałam oglądać ten mecz, ale cóż, jak to u kobiety… wygrała komedia romantyczna… Jednak Euro nie odpuściło, miałam przeczucie, że mam przełączyć, zrobiłam to i… Goooooool!!! Robert Lewandowski- ten przystojniak- strzela głową i trafia! To było piękne, a on sam wyglądał wtedy jak orzeł, mój orzeł, nasz orzeł… A potem były niedźwiedzie, szpaki… Uwielbiam polską przyrodę:)

  146. mac1_a

    16 czerwca 2012 at 18:05

    Przed przeczytaniem poniższego mini opowiadania w klimatach noir, proszę najpierw o uruchomienie podkładu muzycznego:
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=ECyfX1OR_nk#!

    Wyszedłem z tunelu prowadzącego na murawę stadionu narodowego ciężko oddychając.I bez tego cholernego dachu powietrze możnaby kroić nożem. Może i dobrze, że siadam dziś na ławie, spocić się można od samego patrzenia na tych ludzi w biało-czerwonych szalikach. Tacy roześmiani… jakby ten mecz cokolwiek znaczył i nie musieli iść do roboty za 1500 zł miesięcznie. Pociągnąłem łyk z bidonu – gdyby Franz wiedział, co jest w środku – i usiadlem na ławce rezerwowych. Siedzenie było nieznośnie komfortowe, a miękkie siedzisko uwierało mnie tak jak dobra gra moich kumpli z reprezentacji w pierwszej połowie. Czułem, że to wszystko zaraz pęknie, jak pryszcz wybierającego się na randkę nastolatka. Z jakąś dziwną satysfakcją patrzyłem, jak moje przeczucie się spełnia. Najpierw wyrównanie, potem wapno dla Greków – z dygoczących dłoni Smudy można było wywnioskować, że trochę gorzej niż ja zareagował na boiskowe wydarzenia. Chciałem go poczęstować tym, co mam w bidonie, żeby biedak choć na chwilę się rozluźnił. Jedno spojrzenie na puste miesce, gdzie zwykł siedzieć Sławek odgoniło te myśli. Niewiele zabrakło, bym załatwił sobie bilet do domu, i to jeszcze zanim dostałem jakąkolwiek szansę.

    A ta miała nadejść – zobaczyłem bowiem poczerwieniałego z nerwów selekcjonera pokazującego na mnie palcem i krzyczącego: „Do rozgrzewki!”. Założyłem więc znacznik i zacząłem biegać przy bocznej linii, jednocześnie obserwując mecz. Buty biało-czerwonych były chyba wysmarowane od spodu smołą, bo poruszali się po murawie z gracją walca drogowego. Choć i to porównanie nie było do końca trafne – walec miażdzy wszystko, po czym przejedzie, a Kuba i spółka nie wyglądali, jakby byli w stanie zmiażdżyc cokolwiek. Stadionowy zegar dostosował się do tempa gry gospodarzy i leniwie odmierzał kolejne minuty. Skłamałbym mówiąc, że nie zależało mi na wejściu. Chciałem po prostu trochę pograć w piłkę – bo ile do cholery można czekać? Okazało się, że można, nawet do 93ciej minuty. Kiedy sędzia gwizdnął po raz ostatni, ja ciągle stałem w tym durnym plastronie. Nie byłem zaskoczony, ani zawiedziony – życie tyle razy dawało mi po dupie, że takie rzeczy nie robiły na mnie wrażenia. Poczekałem tylko, aż stadion opustoszał, wyciągnąłem schowanego w getrach papierosa i odpaliłem go. Dym ulatywał coraz wyżej i zaczął się rozmywać, jak moje marzenia o wejściu na boisko.

    Nazywam się Kamil Grosicki i wciąż czekam na moją zmianę.

  147. sebbs1

    16 czerwca 2012 at 18:32

    Pamiętam, że ranek był pogodny, ale dziwnym trafem przed oczami miałem tylko czarne chmury. Ruski, no przecież musimy im utrzeć nosa. To obowiązek pokoleniowy, dziejowy. Może to głupie, niedojrzałe, ale z nerwów ze znajomymi (oni chyba dla zabawy?!) obaliliśmy
    nasz rodzimy flagowy trunek. Pomogło. Ani się obejrzałem, a byłem na strefie kibica w mojej miejscowości. Nie pamiętam za dużo. Ostatnio mam naprawdę sporo problemów, chodzę elektryczny, niewyspany. Moment w którym Błaszczykowski posyła torpedę w same widły, coś absolutnie wy-ją-tko-wego. Wszystko idzie w niepamięć, każdy staje się życzliwy. Panuje absolutna euforia, entuzjazm. Wybranie Polaka na Papieża to pikuś przy tej bramce. Tego nie idzie porównać do czegokolwiek, poważnie. Chciałbym powiedzieć, że to było jak najlepsza chwila spędzona z kobietą marzeń. G**no prawda, to było po stokroć lepsze. Nie do opisania. 38 milionów zjednoczonych Obywateli, radośnie świętujących głupie kopnięcie. Magia.

  148. Gość: eMJot, 088156154125.stargardszczecinski.vectranet.pl

    16 czerwca 2012 at 18:35

    Konflikt trwał już setki lat, zapoczątkowany u prologu obu walecznych narodów. Mijał czas, a potomkowie Lecha i Rusa pałali do siebie nienawiścią tak szczerą, że chyba tylko butny Lucyfer potrafił nią sprawniej władać. Bitwa goniła bitwę. Wojna goniła wojnę. Wielka Smuta, rozbiory, Cud nad Wisłą, w końcu ’45 – raz wygrywali jedni, raz drudzy. Bezbrzeżnie złośliwy los ponownie postanowił przeciwstawić sobie oba dumne narody. 13 czerwca 2012 roku, godzina 20.45 – wtedy, na współczesnym polu bitwy, w stolicy ziemi wybranej przez Lecha, mieli stanąć naprzeciwko siebie najmężniejsi synowie obu plemion. W domach, na trybunach, na ulicach – wszędzie wrzało od negatywnych emocji. Jedni oddaliby wszystko, by pokonać drugich. Drudzy marzyli, by bezlitośnie upokorzyć pierwszych. Donośne „Polska!” miesza się z szaleńczym „Rassija!” Akcja za akcję. Wślizg za wślizg. Strzał za strzał. Faul za faul. W końcu nadeszła 18 minuta meczu. Doświadczony wojownik Żirkow nieodpowiedzialnie traci piłkę. Ta trafia do Murawskiego, by jak po sznurku znaleźć się przy magicznych stopach Lewandowskiego. Ten najlepszy z najlepszych, rycerz, na którego liczą wszyscy Polacy, podaje prostopadle do Eugena Polanskiego. Dla wielu wyrodnego syna narodu polskiego, wyszydzanego, opluwanego, przeganianego, ochrzczonego mianem Niemca, co w jego nowej ojczyźnie jest biegunowo odległe od komplementu. Widok orła na jego piersi i Mazurka Dąbrowskiego na ustach spore grono jego rodaków doprowadza do stanu niebezpiecznie graniczącego ze zwierzęcą furią. „Ojgen”, otrzymawszy wypieszczone podanie od „Lewego”, kopie obok bezradnego Małafiejewa. TAAAAAK! GOOOOL! 1:0! Ależ ironia! Polak wychowany w Niemczech daje prowadzenie biało – czerwonym w batalii z Rosją! Ale zaraz…Chwila…Nie…Nie ma gola…Zawiedziony Polanski, zupełnie nieświadom kamer nakierowanych na jego usta, wypowiada formułkę, która stempluje jego poddawaną wcześniej w wątpliwość polskość: „Ku*wa mać!” Od tego momentu już nikt nie wypomni mu pochodzenia…

  149. Gość: eMJot, 088156154125.stargardszczecinski.vectranet.pl

    16 czerwca 2012 at 18:38

    *Oczywiście 12 czerwca 2012, ale głupi błąd.

  150. aleksander_arsenal

    16 czerwca 2012 at 18:48

    Gdy do piłki ustawionej przy narożniku boiska zbliżał się Konoplianka na ustach zgromadzonej na trybunach publiczności było tylko jedno nazwisko – Andrija Szewczenki. To właśnie on, 35 letni legendarny napastnik z malutkiej ukrainskiej wsi, kilka minut wcześnieju zdobył wyrównującą bramkę ze Szwedami. Napastnik tyleż legendarny, co zakurzony i przez wielu odesłany w otchłań zapomnienia. Szczególnie ci młodsi kojarzą go już nie z błyskotliwych rajdów na San Siro, lecz z katastrofalnym epizodem w londyńskiej Chelsea i powrotem z podkulonym ogonem na ligową ojczyznę.

    Konoplianka posyła futbolówkę w okolice bliskiego słupka, gdzie jeden piłkarz w zółtym trykocie zwiódł szwedzkich dryblasów i umieścił „łaciatą” w siatce. Kibice eksplodują z radości i wytężonym wzrokiem wypatrują nazwiska swojego bohatera. Tak, to znowu on! Szewczenko! Ten, którego kontuzje i slaba dyspozycja miała wykluczyć z czempionatu posyła gospodarzy do piłkarskiego nieba! Jakże pięknie przewrotny okazał się znów futbol.

  151. kupisz14

    16 czerwca 2012 at 19:08

    Na mnie największe wrażenie zrobiła parada Buffona z meczu z Hiszpanią. Atakował nie kto inny jak sam Fernando Torres w własnej osobie. Jak to przy sytuacja sam na sam zrobił wszystko standardowo tak jak tysiące razy kiwał bramkarzy. Niestety Buffon to nie Valdes ale to co zrobił było dosyć dziwne. Bramkarze w takich sytuacjach w ten sposób nie postępują. Każdy szuka jak najszybszego kontaktu z piłka. Bramkarz Juventusu już wielu przeżył i wiele doświadczył w jakże burzliwej karierze piłkarza Juventusu Turyn. W takich sytuacjach zadaje sobie pytanie co piłkarzem kierowało w podjęciu takiej a nie innej decyzji. Czy wiedział że Torres kiwnie akurat na prawą? Czy może wywnioskował to błyskawicznie z jego ruchów? A może wyszło tak przez przypadek… Nie. Wierzę w jego inteligencję i odrzucam przypadkowość.

    Zauważyłem też że gdy Torres dostał piłkę Buffon wyszedł już dosyć daleko z bramki. Cenię tą jego umiejętność czytania gry. Wiedział co się kroi i jaką piłkę i gdzie dostanie Torres. Buffon podszedł też z rezerwą do swoich obrońców. Mimo ich klasy liczył się z faktem że może zostać się sam na sam ze snajperem wyborowym. On musiał mieć plan. Właściwie nie mając piłki zmusił przeciwnika posiadającego ją do przeprowadzenia tej akcji w taki a nie inny sposób.

    To jest bramkarz klasowy. Z calym szacunkiem dla Cecha, Neuera czy Casillasa ale on udowadnia swoją wyższość nad nimi. Te mistrzostwa nie dostarczają nam wielu porywających parad bramkarskich ale ta być może niepozorna akcja zasługuje na chwilę zastanowienia. I to nie jest już ważne jaką jakość ma moja notka i styl który zastosowałem czy może jego brak;) Doceńmy kunszt i delektujmy się nim…
    http://www.youtube.com/watch?v=Dpcn4Dmohb4

  152. Gość: bogus.borowiak, dbh199.neoplus.adsl.tpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 19:11

    jak dla mnie najbardziej wzruszajacym momentem byla czerwona kartka a zarazem obrona tytonia.wojtek wiedzial co robi jego kamienna twarz mowila wszystko-czerwien i wylatuje z boiska.mialem wrazenie ze wojtkowi chcialo sie plakac ale nie dal tego po sobie poznac.drugi moment obrona tytonia-trzeba przyznac sie ze mial szczescie ze ten karny wybronil bo katsouranis ewidentnie zle uderzyl ten karny.zauwazyc to mozna na powtorkach wideo.katrouranis mocno sie przechyla na lewa strone i uklada stope do strzalu w prawa strone a tyton juz przed uderzeniem futbolowki widac ze kladzie sie w miejsce ktore pilka leci.ale rownie wzruszające sa filmiki które na youtubie mogliśmy sledzic.piekne wykonanie az ciarki na plecach przechodzą a gole to po prostu wzruszenie i ten nieziemski komentarz Tomasza Zimocha.

  153. pivkasylvek

    16 czerwca 2012 at 19:20

    Co to było?!! W co ty dzisiaj grałeś?!! Ale jak?!! To jest niewyobrażalne !!! Wdajesz się w pojedynki, które już na starcie są przegrane. Oddajesz strzały, które już z góry są skazane na niepowodzenie. Tak reprezentujesz nasz kraj, tak cenisz swoje barwy. Wielki Cristiano. Ty teraz nie grasz dla siebie, nie dla pieniędzy, nie dla swojej oszałamiającej sławy. Teraz grasz dla nas, dla naszego państwa, dla naszych rodaków. Zastanów się czasami nad tym co robisz. Wiesz co czują teraz Portugalczycy w swoich domach. Oni pokładają w tobie nadzieje i wiarę, w to że nasz kraj odzyska świetność. A ty to depczesz, równasz z ziemia, nie liczysz się z tym.
    Nie, nie chce słuchać twoich tłumaczeń. Nie obchodzi mnie Messi i jego gra w reprezentacji. Teraz obchodzisz mnie ty i twoja postawa. Co ty dzisiaj wyczyniałeś, już pierwsze twoje spotkanie było słabe, ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie. To było chore, to był jakiś anty futbol, zaprzeczanie tego co potrafisz. Twoje akcje, twoje strzały. Idź podziękuj Sylvestrovi, że uratował wynik. Gigantyczne pudło w twoim wykonaniu mogło przekreślić nasze szanse w tym turnieju.
    Naprawdę Cristiano zastanów się nad tym co robisz, bo po takiej grze sławy na pewno Ci nie przybędzie.

  154. grimacky

    16 czerwca 2012 at 19:32

    Bóg, honor i ojczyzna.

    Poranek pogodny i rześki, krótki spacer po osiedlu, tak na rozgrzewkę. Stopy sunąc po chodniku niosą wspaniale. Oczy błądząc dookoła nie spoczęły na żadnej sylwetce. Spokojnie i cicho. Gdy na ciało pada cień wzrok zwraca się ku górze. To flaga narodowa! Od barw biało czerwonych na balkonach można zwariować. No tak! Euro się zaczyna! Głosów sceptycznych wiele, przyjaciele o zwycięstwie mówią bardzo niewiele. Które Polska zajmie miejsce? Drugie mówię!

    Czas upływa, w pamięci obrazów wiele – główka Lewandowskiego, obrona Tytonia, starcia Warszawskie, Irlandzki śpiew i strzał Błaszczykowskiego. Umysł zapamięta kibiców Hiszpańskich, Polskich i Irlandzkich wspólne kibicowanie oraz garść piorunów nad stadionem olimpijskim. Z tego wszystkiego wyłania się obraz niezapomnianego Euro! Jednakże zachwyt wolnym Pirlo czy golami Torresa blednie w obliczu starć Polaków! Przed ostatnim meczem wiele zdań i myśli się spiera o to, kto zagra w bramce, kto po ostatnim gwizdku zejdzie z boiska… z podniesionym czołem? Choć serce pragnie więcej to duma jest zaspokojona! Odparliśmy przecież Helladę i Rusina!

    Pozostaje wiara i nadzieja oraz myśl przewodnia Franek Smuda to może się uda.
    Lewandowski, Tytoń i Błaszczykowski.

  155. gringombre

    16 czerwca 2012 at 19:44

    Woy nigdy nie zawodzi. No, okej, zawodzi i to w sumie dość regularnie. Dziś też? 2-2 po ładnym acz fartownym golu Walcotta. Dobra zmiana, punkt dla ciebie Hodgson. Tylko ściągnij tego gościa z fryzurą z lat dziewięćdziesiątych, naprawdę. Od początku meczu kopie się po nogach, zero produktywności, zwalnia akcje, nic z tego nie będzie. Jeszcze ponad 10 minut, na ławce masz kilku winnerów.

    Oho, idzie akcja prawą. Zdaje się Johnson, men of de mecz póki co – samobój i zawalone krycie przy bramce; idealny kandydat, żeby zacząć akcję meczu. NOT. Do kogo tam zagrał? Do Walcotta? Bezmózgi sprinter już swoje zrobił, ślepej kurze ziarno nie trafia się dwa razy tego samego dnia, jak mawiał… No, jak mówią. Oho, firmowe zagranie, sprint do linii. Tylko piłki nie zgub. Ach, jakie piękne niedające napastnikowi pola manewru zaGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL!!!? Welbeck? Naprawdę? 78 minut kaszany a potem coś TAKIEGO? On tak w ogóle chciał? To nie było nieudane przyjęcie piłki? Dajcie powtórkę panie komentatorze, nie interesuje mnie, jak się Danny z Andym obłapiają. Znaczy panie realizatorze, jeden kit. Jest. Jest Walcott, jest podcinkowe podanie do Welbecka i… tak, on naprawdę tak chciał! Wow. Naprawdę, wow.

    Woy, you beat me again.

  156. Gość: bystrzak, 176.31.202.6*

    16 czerwca 2012 at 19:55

    czy to ten słynny HTC którym przypadkowy czytelnik Gazety przesłał zdjęcie irlandzkich kibiców? „subtelny” product placement w wersji gazetowej

  157. glowas12345

    16 czerwca 2012 at 20:12

    Na początek napiszę że posiadam w pokoju telewizor w którym obraz pojawia się 1 minutę po włączeniu, głos jest cały czas.To było we wtorek po południu, ucząc się do sesji sprawdziłem terminarz Mistrzostw, grają Grecy z Czechami. Pomyślałem że to nic ciekawego, spojrzałem na zegarek 18:05, ok początek pewnie nudny, odruchowo złapałem za pilota i włączyłem, i tylko słyszałem ryk kibiców, Nie wiedziałem co się stało do tego tylko komentator coś wrzeszczał. ” Piękny rajd prawego obrońcy, pobiegł do bramki i dośrodkował po ziemi, bramkarz nie sięgnął i Pilar wepchnął ją do bramki”! oczekiwałem obrazu słuchając relacji i od razu przetwarzałem jak to mogło w rzeczywistości wyglądać. Gdy pojawił się obraz z wynikiem 2-0 dla naszych południowych sąsiadów, nie mogłem w to uwierzyć! Już się dalej nie uczyłem 😉

    Panie Michale, bardzo dziękuję jeżeli zechce Pan przeczytać te moje krótkie wypociny.
    Pozdrawiam serdecznie

  158. mareksle

    16 czerwca 2012 at 20:44

    Prowadzimy dwa do jednego z Anglią, na Euro.
    Jedna z wielu myśli atakujących szwedzkiego kibica, tuż po pięćdziesiątej dziewiątej minucie, kiedy szalał ze szczęścia gdy Mellberg wyprowadził jego drużynę na prowadzenie.
    Nie było łatwo. Po porażce z Ukrainą nadzieje znowu rozgrzane zostały do czerwoności. Szwedzi stracili pierwszą bramkę, ale to nie był koniec. Tak, dopadła go wtedy straszna myśl; o pożegnaniu się z turniejem, ale szybko zastąpiona została nadzieją, a ta wreszcie zamieniła się w rzeczywistość. Czuł ból strun głosowych, wyrzucając z siebie wszystkie zebrane wcześniej emocje. Podskakiwał i krzyczał wraz z innymi rodakami machając żółtym szalikiem z wyhaftowanymi lwami. Był wolny i mógł wszystko. Jego blond włosy przyklejone były do czoła, tak samo jak koszulka reprezentacji, teraz przyrośnięta do skóry. Prowadzą i wyjście z grupy jest w ich zasięgu.
    Pięć minut później Theo Walcott zdobywa wyrównującą bramkę. Szczęście zgasło w jego oczach, ale tylko tam, omijając szerokim łukiem waleczną duszę. Przed chwilą prowadzili, więc mogą prowadzić jeszcze raz!
    W siedemdziesiątej ósmej minucie Theo Walcott wpada w pole karne. Nie chce widzieć jego podania do wbiegającego w obręb pola bramkowego diabelskiego Welbecka. Nie chce widzieć kiedy Welbeck obraca się i sięga długą nogą dośrodkowanej piłki. Ta, odbita od jego pięty, zatrzymuje się dopiero w siatce. Olsson i Isaksson nie robią nic, tak samo jak on, choć przecież nic nie mógł zrobić.
    Stał, z przewieszonym przez szyję żółtym szalikiem, w żółtej koszulce, tak jak inni jego rodacy. Wtedy ta najgorsza myśl dopadła jego duszę, tylko tym razem zrobiła to ze zdwojoną siłą, niszcząc inne emocje.

  159. Gość: Michaloochwato, aerw81.neoplus.adsl.tpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 22:48

    16 czerwca mecz Polska-Czechy
    Murawski prowadzi piłkę.Podaje ,ale przechwytują ją rywale.Biegną z kontrą.Baros wspaniale rozprowadza akcje.Piłka dociera do Jiraceka robi zwód ale Wasilewski poślizgną się ,a Czeski gracz uderza i leci po ziemi Tytoń prawie chwycił ale wpada do siatki Polskiej drużyny i przegrywamy mecz 1-0.SZKODA
    PIŁKA NOŻNA JEST NIEPRZEWIDYWALNA.

  160. slow-man

    16 czerwca 2012 at 22:58

    Nie wiem, czy to podchodzi pod konkurs, ale to coś, co leży mi na sercu od dzisiejszego meczu.

    86. minuta – Polska przegrywa 1:0, Paweł Brożek jest faulowany przed polem karnym. Dudka podchodzi do piłki, a ja pełen nadziei, jak za każdym razem, kiedy Polska na turnieju rangi mistrzowskiej od 10 lat, od 10 lat, kiedy jestem kibicem, od dwunastego roku życia. I znowu mi to zrobili, piłka trafia w mur, Polska znowu odpada. A ja pozostając pod wpływem „Futbolowej Gorączki” nie wiem, czy jestem bardziej Nickiem Hornbym, oddanym fanem Arsenalu, który wciąż robi wszystko, żeby ten przestał przychodzić na jego mecze, czy bardziej naiwną nastolatką, kolejny raz zdradzoną przez swojego chłopaka, kolejny raz przyjmującą głupie tłumaczenia i wchodzącą pod jego ramię w nadziei, że będzie lepiej. Teraz pozostaje mi, korzystając z wolnego domu dzięki 18-stce kuzyna, wykrzyczeć wszystkie przekleństwa, które przyjdą mi do głowy, a potem pobić na śmierć poduszkę. Chciałbym powiedzieć, że rzucę tę reprezentację, przestanę z nadzieją patrzeć nawet na najmniej dokładne dośrodkowania, ale to się nie stanie, więc pozostaje czekać, czekać i jeszcze raz czekać. 22 lata na karku, może dożyję w końcu sukcesu.

  161. pat-riota

    16 czerwca 2012 at 22:59

    Jeszcze nie mogę ochłonąć z emocji, ale zarazem nie mogę uwierzyć temu co stało się na we Wrocławiu… Cały dzień ja, moja żona i moje dzieci dziś czekały na historyczny mecz, w którym nasze orły miały wygrać i rywalizować w ćwierćfinałach NASZYCH MISTRZOSTW EUROPY !!! Gdy zaczęło się spotkanie nie byłem pewien czy włączyłem dobry mecz. Nasza drużyna dominowała nad rywalem a każdy Polak wierzył, że lada chwila piłka znajdzie się w siatce Czechów. Niestety wraz z końcem drugiej połowy umiejętności naszych piłkarzy runęły. Czesi przejęli inicjatywę i zaczęli oblegiwać nasze pole karne. I… stało się wybiła 72 minuta a wraz z nią Petr Jiracek wbił nam piłkę do bramki. Po tym golu było coraz gorzej a nasze szanse na awans uciekały jak minuty do kończ meczu.

  162. krzysiekhtc

    16 czerwca 2012 at 23:06

    Dziś zaczyna się przygoda
    Wśród Polaków będzie zgoda
    Pierwszy mecz rodaków trudny
    Pełen nerwów, stresu i żmudny
    Chłopcy grali jak natchnieni
    Nie to co ta banda leni
    Od początku raz za razem
    Rajdowali z pełnym gazem
    Na zegarze sześć i osiem
    w pole karne dostał ktoś się
    Jest to „Salpi”- Grek sędziwy
    mimo wieku bardzo żywy
    Trafił tam na golkipera
    Na Szczęsnego- syna Macieja
    Jest bramkarzem klasy światowej
    każdy Anglik wam to powie
    Lecz tym razem bez szans większych
    Musiał faulować go jako pierwszy
    I już zerka w kierunku sędziego
    Który szykuje kartkę dla niego
    Kartka czerwonego rzecz jasna koloru
    Arbiter nie miał innego wyboru
    Teraz szybko potrzebna zmiana
    Bo jedenastka będzie strzelana
    Podąża więc Tytoń do polskiej bramki
    Aby tam stanąć w szaleńcze szranki
    Staje na środku, macha rękoma
    I już wie, że obronić to zdoła
    Choć z drugiej strony Grek rozjuszony
    Pragnie dla swego kraju korony
    Rozbrzmiewa gwizdek, na trybunach wrzawa
    Ku piłce rusza wielka grecka sława
    Biegnie dość wolno, niepewnie uderza
    Piłka w lewy róg bramki zmierza
    Tam już na nią czeka przeszczęśliwy Przemek
    Ulubieniec Polek i Holenderek.

  163. Gość: dexmark, 31-128-25-26.ip.xcore.pl

    16 czerwca 2012 at 23:25

    Najbardziej zapamiętana akcja, to akcja burza nad Donbass Areną w Doniecku. Podobno przed meczem Ukraińcy odmówili zroszenia murawy 🙂 Kiedy sędzia przerwał spotkanie zaledwie po kilku minutach. Na początku nie wiedziałem co się dzieje, dopiero gdy kamery ukazały błyskawice nad niebem zrozumiałem dlaczego tak szybko sędzia uciekał z płyty boiska.
    Pamiętam jak moja mam zapytała co teraz będzie? Ja na to, że spokojnie, poczekamy aż ustanie, boisko posiada odwodnienie, nowoczesny system drenaży. Mecz musi się odbyć, chociażby z opóźnieniem. W czasie Euro każda baba chce coś wiedzieć, żeby nie wyjść na głupią przed koleżankami z pracy, stąd jej zaciekawienie 🙂
    Gdy piłkarze przeczekiwali niekorzystne warunki panujące na boisku, w tunelu pogadywali sobie Frankenstein (tak mawiam na Ribery’ego z uwagi na jego szramę – wielokrotny bohater filmów miał wiele szwów na twarzy jeśli dobrze zapamiętałem z dzieciństwa) z Tymoszczukiem. Kolegą z Bayernu, rywalem podczas Euro. Niesamowite było to, że gdy ulewa ustała a piłkarze wbiegli już na boisko po kilku minutach defensywny pomocnik Ukrainy próbował odebrać piłkę wspomnianemu wcześniej Frankensteinowi. Cóż za profesjonalizm (!) pomyślałem, ja chyba nie mógł bym tak szybko się przestawić, za słaby jestem. No może musiałbym tego kogoś nie lubić, żeby agresywnie walczyć z nim ramię w ramię. Ale oni są do tego przyzwyczajeni, dla nich nie robi to różnicy.
    Z meczu zapamiętałem jeszcze golasów, w małej ilości ale za to pewnych wystąpienia przed kamerą podczas ulewy. Każdy ma swoje pięć minut, jak to się mówi. A w zasadzie trzy, bo tyle potrzebowali Francuzi by wprawić współgospodarzy w smutek. Szkoda ich, ale skoro my odpadliśmy…to niech i oni do nas dołączą.

  164. budewajn

    16 czerwca 2012 at 23:27

    Lwów, mecz Dania Portugalia aktualny wynik to 2:1 dla Portugalii. Drużyna prowadząca atakuje, Oliveira zagrywa na prawe skrzydło do Naniego, zawodnik Manchesteru United zagrywa prostopadła piłkę do swojego byłego klubowego kolegi Cristiano Ronaldo, który w sytuacji sam na sam nie trafia w bramkę. Zawodnik Realu Madryt po raz kolejny w tym meczy pokazuje swoja nieskuteczność. Od razu przypomina mi się akcja z meczu Manchesteru City z Los Angeles Galaxy i zmarnowana okazja Balotelliego. Wszyscy zadajemy sobie pytanie czy piłkarz który miał poprowadzić Portugalię na Euro może popełniać takie błędy, w momencie kiedy wynik jest nie jest jeszcze ustalony. Nie tego oczekuje się od zawodnika, który walczy z Messim o tytuł najlepszego piłkarza 2012 roku i niejednokrotnie pokazywał w Primiera Division, że sam jest w stanie wygrać mecz. Po raz kolejny potwierdza się teza, że Ronaldo z kadry nie dorównuje temu z Realu.

  165. Gość: ali_lee, c113-96.icpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 23:39

    To nie była akcja mistrzostw, to nawet nie była akcja meczu. To była akcja, która będzie żyć raptem kilka dni, aż wszyscy o niej zapomną. Być może pary trenerów wspomni ją jako klasyczny przykład kontrataku. Jednak dla większości Polaków będzie śnić się po nocach. Baros podał do Jiracka i ten pokonał Tytonia, buby zwykły gol, a jednak bramka, która zawiodła nadzieję milionów. To niesprawiedliwe ale jednak ta było: kilku chłopców miało na plecach nadzieję milionów. Dali z siebie wszystko, wszystko co mieli najlepszego al jednak akcja z 72 minut będzie śnić się po nocach., a co najgorsze atmosfera i to co miało miejsce na murawie będzie nie powtórzenia przez co najmniej klika najbliższych lub kilkadziesiąt najbliższych lat

  166. grmli

    16 czerwca 2012 at 23:47

    Idzie,miarowo i spokojnie.Czuje jak pulsuje krew,w rytm jakiegoś hymnu.Mimowolnie bo przecież słyszy to po raz pierwszy.Na pewno po raz pierwszy z ust tysięcy kibiców.Ileż smutku,żalu i jakiejś niezłomnej dumy jest w samej melodii bo przecież nie rozróżnia słów,których i tak by nie zrozumiał gdyby dało się je ograniczyć perfekcyjną artykulację.Jednak instynktownie czuje pod skórą,że nie mogłoby to być bardziej wymowne.Piłka to nie sprawa życia i śmierci.To tylko gra.22 facetów jeszcze wiruje wokół niego.Tak bardzo im zależy.Świat zamknął się w tej zielonej arenie.Przez moment widzi szaleństwo w oczach jednego z graczy,który chyba wolałby umrzeć niż obudzić się jutro z myślą,że zawiódł tyle milionów…Gdy wspieranie facetów uganiających się,za kawałkiem skóry staje się sposobem wyrażania emocji narodu to nie jest sprawa życia i śmierci,to coś o wiele ważniejszego.Patrzy na zegarek,chwyta gwizdek i kończy.Tam gdzieś krwawią serca.Wie,słyszy.Jeszcze nie zginęła…

  167. Gość: Lasmann, xdsl-2832.elblag.dialog.net.pl

    16 czerwca 2012 at 23:50

    Andrea Pirlo ustawia piłkę na 25 metrze, o dziwo równej, pięknej, świeżej poznańskiej murawy. Żaden gwizd dobiegający z wielkiej, biało – czerwonej szachownicy dla niego nie istnieje, a przecież wydawać by się mogło, że słyszą je nawet koziołki na starówce. Słyszą i wstrzymują oddech, jak każdy Włoch, od Poznania do Palermo. Wstrzymuje go w końcu i ON. „Czterech w murze, co za problem. Stary, robiłeś to tyle razy, zrób i teraz.” Na jego twarzy nie widać żadnych emocji, ani jedna stróżka potu nie popłynęła po jego czole. Przez chwilę zastyga w bezruchu i… Trzy szybkie kroki, dla zwykłego śmiertelnika prawie niezauważalne, mur nie zdąża z wyskokiem, piłka przelatuje nad głowami bezradnych Chorwatów, Pletikosa rzuca się w ciemno, ale i on nie ma szans. GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL! PIŁKA W SIATCE! GOOOOOOOOOOOOL! ITALIA SZALEJE! 1:0! Jeśli swym cudownym golem Lewandowski postawił sobie pomnik, to co mają powiedzieć Włosi o swoim bohaterze?! Oni zbudują mu milion takich pomników. CÓŻ ZA STRZAŁ! Fizycy na całym świecie będą liczyć jak mocno kopnął tą piłkę, jak doskonale ją podkręcił, na jaką dokładną wysokość ją zagrał, będą wyliczać Bóg jedyny wie co jeszcze. A on po prostu kopnął tą piłkę – wydawać by się mogło banalne, a jednak tak piękne! Błękitny Poznań szaleje, błękitna Italia szaleje! Maestro Pirlo, choć niski wzrostem, jego przeogromny geniusz znów sprawia, że pół świata staje na równe nogi, a ręce same składają się do oklasków. Forza Italia!

  168. bjerne

    16 czerwca 2012 at 23:50

    Mecze biało czerwonych budzą we mnie zazwyczaj skrajne emocje. Przykładem tych skrajnych emocji był ostatni mecz Polski z Rosją. Rzut wolny dla Rosji, jest dokładnie 37 minuta i wspaniałym strzałem z główki Alan Dzagoev, ten jeden z najniższych zawodników pakuje nam piłkę do bramki… Po prostu nie możliwe, nie mogę, wychodzę z siebie, z moich ust pada siarczyste przekleństwo. Gwizdek sędziego, mamy przerwę może panie Smuda, dzisiaj wszyscy na stadionie narodowym zobaczymy cuda ? Do drugiej połowy musimy wyjść niczym bokser który za wszelką cenę chce znokautować swojego przeciwnika. Dzisiaj nie wygramy umiejętnościami piłkarskimi, nie wygramy tego taktyką. My musimy to wygrać serce. Hmm wiara we mnie jest, ale jakoś tak powoli gaśnie, jak biało czerwona świeczka którą specjalnie zapaliłem na mecz z Rosją. Miało być tak pięknie, a będzie jak zawsze. Nie tak być nie może, odrzucam złe myśli. Nerwowo chodzę to w lewo to w prawo, zwariowałem ? Chyba nie, chociaż sam do końca nie wiem co się ze mną dzieje. Czas tak bardzo się przedłuża, wielkie wskazówki mojego starego zegara strasznie się ociągają, wydaje mi się, że wszystko jest przeciwko mnie. W końcu jest, nareszcie biało czerwoni wyszli na boisko. Ciśniemy, przeważamy jesteśmy stroną dominującą. Chce widzieć gola, brameczkę, strzał który sprawi, że na nowo odżyje nadzieja w moim sercu. Przez te emocje związane z Euro moje biedne serduszko będzie potrzebowało pomocy kardiologa, ale tym będę się martwił później. Cisza !!. Chwila, niebezpieczna akcja Polaków Obraniak prowadzi piłkę, czyżby sam chciał ,,wepchnąć” piłkę to siatki Ruska ? Chyba nie, wspaniale na pozycje wybiega Kuba, Kuba Błaszczykowski powinien do niego podać, i to też robi. Kuba, Kuba GOLLLLLLLL. Kubuś GOLLLLLLL. Błaszczykowski ! Cały stadion opanowała dzika euforia. Udało się !! Kuba Błaszczykowski !! Cóż za wspaniały strzał i to jeszcze z gorszej nogi !! Niewiarygodne Kubuś , bramka Euro należy do Ciebie. Jaką ta piłka nabrała rotację po jego strzale, taki cudowny ,,rogalik”. Dla takich chwil warto kibicować, dla takich chwil warto żyć, w takich chwilach człowiek jest dumny z tego, że jest Polakiem. Dziękujemy, Dziękujemy !! W końcu pokazujemy charakter, Polak potrafi, coś w tych słowach jest.

  169. ksztybyr

    16 czerwca 2012 at 23:52

    TO NIE-PRAW-DO-PO-DOB-NE!

    Nie-SZCZĘSNY Maciek!

    JAK on mógł?! W TAKIEJ chwili! TAKI faul! Serca milionów Polaków zatrzymały się dokładnie w 69 minucie meczu. CZERWONA kartka dla polskiego bramkarza!

    Smuda nie ma wyboru. W ekspresowym tempie dokonuje zmiany. Na boisku pojawia się Przemysław Tytoń – 25-latek, brylujący w lidze holenderskiej. Gdyby tylko przypomniał sobie wybronione dla Rody Kerkrade i PSV rzuty karne. Ile ich było w zakończonym sezonie? 4? 5? I jeszcze ten okropnie wyglądający faul – nokaut w meczu z Vitesse, który wykluczył go z gry na kilka tygodni.
    Jest już w bramce. Klęka tyłem do nieco zagubionego Greka. Żegna się, licząc na wsparcie niebios. Pod rozpostartym dachem unosi się przeciągły gwizd tysięcy kibiców. Karagounis bierze krótki rozpęd…

    JEEEEEEEEEEEST! Bronimy rzut karny!
    Wyobrażam sobie ten wybuch euforii w domach Adamiaków, Kowalskich i Nowaków! Wszyscy jesteśmy drużyną narodową!

    W tym jednym, jedynym momencie Tytoń jest na ustach kilku milionów Polaków, a chwilę później zapewne uleci dymkiem z ust kilku kolejnych. Jesteśmy w domu! Nasz sen o Euro jeszcze się nie skończył.

    Co za dramaturgia. Mecze piłkarskie, zdecydowanie powinno się opatrzyć ostrzeżeniem: „Piłka nożna albo zdrowie – wybór należy do Ciebie”. Choć dla takich chwil ZDECYDOWANIE warto cierpieć.

  170. Gość: kibic, terminal-1-186.retsat1.com.pl

    16 czerwca 2012 at 23:52

    Na początku gratulacje dla polskiej drużyny i kibiców. Stworzyliśmy wspólnie coś, co pozostanie w nas na długie chwile. Oby to zjednoczenie trwało jak najdłużej. Zwlekałam do ostatniej chwili z komentarzem, bo szczerze liczyłam, że to co najpiękniejsze i tak upragnione nastąpi właśnie dziś. Stało się inaczej. Trzeba to przełknąć, wyciągnąć wnioski, wyjść z podniesioną głową. Walczyć dalej.Ten historyczny moment nie nastąpił, więc piszę o innym, który zwrócił moją uwagę. Przebudzenie Anglii i duże szanse na jej zaistnienie w turnieju. Zwiastuje to również początek nowej, myślę wielkiej drużyny. Wczorajszy mecz Szwecja-Anglia główni bohaterowie: Welbeck, Walcott i Hart. Widowisko najwyższej próby. Tempo, dramaturgia, zwroty akcji. Najpiękniejszy zaś moment bramka na 2:2. Majstersztyk. Przebłysk geniuszu Walcott’a. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Szczęście pomieszane z olbrzymimi umiejętnościami. Gol marzeń. Według mnie jak na razie najlepsza bramka turnieju. Ten mecz to objaw wielkiego ducha zespołu angielskiego jak również wielkich apetytów na osiągnięcie w tym turnieju czegoś wielkiego. Ten rok piłkarsko będzie należał do Anglików.

  171. Gość: mjs, 195.187.156.12*

    16 czerwca 2012 at 23:54

    Wasze oczy wpatrzone w murawę nie ukryją nadziei, która powoli wygasa w naszych spojrzeniach. Wasze przemoczone koszulki nie ukryją naszych łez. Wasze słowa przeprosin w jutrzejszych konferencjach i pojutrzejszych wywiadach nie zaleczą naszych zdartych gardeł. Mieliście szansę przejść do historii, zbudować pomnik polskiej piłki trwalszy od spiżu. Nie każdy byłby bohaterem, ale wy wszyscy. Drużyna. Polska. Jednak jutro nikt nie będzie tej drużyny pamiętał. Może ktoś wspomni kiedyś wasze nazwiska, ale jako drużyna poszliście w zapomnienie. Gdy byłem dzieckiem już znałem wszystkich z mundialu w 1974. Was moje dzieci pamiętać nie będą.
    Nie mam żalu, nikt nie będzie obwiniał was, że ten źle, że tamten źle, że trener źle. Nie. Po prostu o was zapomnimy.
    Nie mam żalu, że ten wykłócony orzełek pojawił się na koszulkach, bo wstydu mu nie przynieśliście. Ale chwały także.
    Ten turniej już nie będzie tak cieszył, nie będzie taki sam, nie będzie w nim magii tego odwiecznie czekającego na spełnienie snu o zwycięstwie…
    Schodźcie powoli, reprezentanci. Schodźcie…Dziękujcie kibicom, my dziękujemy wam.
    Jedno jest pewne. Jest jutro. A jutro….Jeszcze Polska nie zginęła…

  172. Gość: Na serio, 37.31.122.82.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    16 czerwca 2012 at 23:58

    Bóg-Honor-Ojczyzna.
    Od wielu lat Polska Reprezentacja nie zdobywa żadnych trofeów w najważniejszych imprezach piłkarskich.Czy to wina piłkarzy?Trenera?A może deszczu lub źle skoszonej trawy?Na Euro 2012 miało być podobnie.Miało.Jednak coś się zmieniło.Wiara.40 miliony Polskich serc uwierzyło.
    Bóg.Na zawsze zapamiętam Tytonia wchodządzego na boisko po czerwonej kartce Szczęsnego.Cała Polska wstrzymuje oddech.Niemal słychać bicie serc kibiców na stadionie.Podchodzi do bramki – robi znak krzyża.Gwizdek.Cisza wokoło – strach.Gol.NIE MA !Broni Tytoń!Jesteśmy w grze!
    Honor.Mecz z Czechami.Musimy wygrać.Wiara kibiców jest jeszcze wieksza niż kiedykolwiek w historii.Wszystko w nogach naszszych piłkarzy.Z każdej strony Polski slychać -„jesteśmy z wami”.Jesteśmy.Wierzymy.Czesi w natarciu.Gol.Jęk zawodu.Niedowierzanie.Jednak Polacy się nie poddają.Walczą.Dalej chłopaki !Coraz mniej minut do końca.Gwizdek sędziego.Radośc Czechów.Smutek Polaków.
    Porażka boli.Jednak to był dobry mecz.Nasi dali z siebie wszystko.Nie spuszczajcie głów!Polska jest z Was dumna.
    To nie koniec tej pięknej historii- to dopiero początek!
    Ojczyzna- pełna wiary-wspierająca chłopaków do ostatnich minut.
    Mecz z Rosją.Futbol na najwyższym światowym poziomie.Polska w natarciu.Błaszczykowski dostaje piłkę.GOOOOOOOOOOOOL! Piękna bramka!Błaszczykowski całuje orła na piersi.To dla Ciebie,Polsko!
    Cały naród w euforii!Nie ma w naszej ojczyźnie nikogo kto spokojnie oglądał by ten mecz.Zewsząd słychac brawa-zagrzewanie do dalszej walki!Polska-my wierzymy!

    Dzisiaj po wszystkich meczach Polaków na Euro można czuć smutek i niedosyt.Wiele osób będzie narzekało na naszych piłkarzy nie dostrzegając jak potrafili zjednoczyć naszą ojczyznę.Dzisiaj nie liczyło się nic oprócz meczu.Wszyscy byliśmy biało-czerwoni.
    Dziekujemy za serce włożone w grę.Dziękujemy za emocje.Dziękujemy za bramki dające nadzieję.Dziękujemy za to że czujemy się dumni – będąc Polakami.
    POLACY JESTEŚMY Z WAMI !

  173. zaak01

    16 czerwca 2012 at 23:59

    Mało czasu zostało także tak na szybko… 72 minuta meczu z Czechami, strata Murawskiego w środku pola, kontra Czechów i bramka Jiracka. Polska odpada z Euro 2012 współorganizowanego na jej stadionach. Co poczułem? Wiem jak to zabrzmi ale.. poczułem ulgę. Polscy piłkarze nic nie prezentowali od 2 połowy tego meczu, o bramkę dla Czechów prosiło się od paru minut i w końcu stało się. Polacy byli jak bezbronne ranne zwierzę, które po prostu trzeba dobić, tak aby nie męczyło się dłużej. Ten gol zapamiętam na zawsze z tego Euro. Nie dlatego że w tym momencie Polacy praktycznie odebrali sobie możliwość awansu( nie takie cuda sie zdarzają i nie z takich opresji można wychodzić… futbol nauczył chyba tego każdego), ale dlatego że ten gol to symbol. To symbol nieporadności naszych piłkarzy oraz trenera, kwintesencja najgorszych uczuć z jakimi wiązały się ostatnie wielkie turnieje w wykonaniu biało-czerwonych oraz odgłos pękającego balonika, tak szumnie i hucznie pompowanego przez media. To również symbol porażki piłkarzy, którzy już dłużej grają w kadrze.. oni już na zawsze w naszej pamięci pozostaną przegranymi. Smutne ale prawdziwe.

  174. Gość: R3N, ajz2.neoplus.adsl.tpnet.pl

    16 czerwca 2012 at 23:59

    chciałem coś z polska – czechy, ale nie dałbym rady bo i tak nie było nic – bedzie cos z grupy D

    Trwa druga połowa meczu Anglia – Szwecja rozgrywanego w Kijowie. Anglicy rozpoczęli swoją niesamowitą pogoń za Szwedami.
    Zaczyna się 78 minuta, Anglicy szybko ruszają z akcją – z piłką w środku pola biegnie szybki Theo Walcott, który wycofuje ją do równie szybkiego Ashley Young’a, ten niespodziewanie wstrzymuje tempo gry.
    Przez chwile naszło mnie zwątpienie, nie mają siły? Nie mają pomysłu?
    Zaskoczyli mnie dziś parokrotnie – ufałem im wtedy, zaufam i ten być może ostatni w tym turnieju raz.
    Gracz Manchesteru United zagrywa do Cole’a, ten z kolei do Gerrard’a.
    Kapitan reprezentacji Angli to stary wyjadacz, specjalnie mnie nie zawiódł – dał mi i całemu Liverpoolowi nadzieje w 2005 – jeżeli komukolwiek mam zaufać to właśnie jemu!
    Gerrard rozgląda się i podaje do wbiegającego na prawym skrzydle Glena Johnsona, Jonson wbiega do środka i podaje myląc przy tym niepewnych już swego Szwedów. Piłkę dostaje Walcott. Piłkarz, od którego w praktyce zaczynała się ta akcja – mija zwodem dwóch obrońców, wychodzi na wolne pole i podaje do świetnie ustawionego Welbecka.
    I tu gracz United robi jeszcze coś bardziej niesamowitego!
    Strzela cudownego gola prawa noga, z półobrotu i w dodatku tyłem do bramki!
    Lepszym widokiem dla mnie mogłaby być tylko mina bezradnego Isakssona.
    Mina bezcenna tak jak wynik!
    Coś wspaniałego, dziś kilka razy mieliśmy do spróbowania słodko gorzki smak futbolu. Słodycz jednak pozostała Anglii, gorycz porażki będą musieli przełknąć Szwedzi.
    WELBECK WELBECK wielki powrót z piekła – synowie Albionu gramy dalej!

    pozdr!

  175. piotr.pawlak88

    17 czerwca 2012 at 00:04

    73 minuta meczu… Stadion zamarł, Jiracek wykorzystuje jedną z nielicznych kontr Czechów. Miliony Polaków w domach i przed telewizorami ogarnia niesamowita rozpacz i bezsilność. To jednocześnie piękne i okrutne. Cały kraj przez ostatni tydzień żył futbolem, Nasze gwiazdy były na ustach całęgo kraju. Teraz zrzuceni do piekła wydają się nadal niezwykle silni, wiedzą że walczyli do końca, nie poddali się do ostatniego gwizdka. Niestety Jiracek i Czesi podnoszą ręce w geście tryumfu. Dziękujemy Wam biało-czerwoni. Na ten krótki czas zjednoczyliście cały naród. Chwała Wam za to!

  176. Gość: goal, staticline58616.toya.net.pl

    17 czerwca 2012 at 00:04

    Druga kolejka fazy grupowej Euro 2012, pojedynek zaskakującej Danii z ofensywną w każdym calu Portugalią. Duńczycy mają na koncie jednobramkowe zwycięstwo nad Holandią i walczą o status czarnego konia turnieju, zwycięstwo nad Portugalczykami da im awans. Portugalia po porażce z Niemcami w meczu, w którym postawili jednemu z głównych faworytów turnieju trudne warunki, stoi pod ścianą porażka przekreśla ich szanse na awans do ćwierćfinału.
    Do przerwy wszystko idzie po myśli gorącokrwistych iberyjczyków. Zaliczyli dwa trafienia i choć co prawda bramkę kontaktową strzelił Bendtner, to jednak gra Danii wydaje się być przewidywalna. Pepe, Coentrao i spółka mają wszystko pod kontrolą, obrona zdaje się szczelna jak lateks. Dania zdominowana. Dania zrezygnowana.
    Przełamanie daje jednak znów Nicklas Bendtner, piłka po jego uderzeniu głową niweczy trud włożony przez rywali w organizację defensywy, a Skandynawów przyprawia o ekstazę, osiągnięcie remisu jest w tym meczu dla nich niczym osiągnięcie nirwany dla buddysty. Szał uniesienia trwa jednak krótko…
    Raz za razem uderzają chłopcy wychowani w na wspomnieniach o chwale Eusebio. Dziesięć minut do końca – jeśli wkrótce piłka nie znajdzie drogi do siatki pudła Ronaldo nie pójdą w zapomnienie. W końcu, w 87. minucie, stało się to, na co czekał ten zakochany w futbolu naród, protoplaści Brazylijczyków.
    Dośrodkowanie Coentrao miało trafić na 11 metr, wprost do Ronaldo. Swoim idealnie przylegającym do stopy butem nie sięgnął on jednak futbolówki. Stojący krok obok Varela za pierwszym razem fatalnie skiksował lewą nogą, by sekundę później uderzyć ze skutecznością której nie powstydziłby się sam Gerd Muller. W jednej akcji, w jednym podaniu, w jednym celnym strzale skumulował radość, nadzieję, ale też zawód i rozpacz. Varela, na co dzień rezerwowy, zmiennik rewelacyjnego Hulka, zawsze w cieniu jednym strzałem zabił pół stadionu, by wskrzesić jego drugą połowę.

  177. Gość: neptyk15, kmicic.sanok.biz

    17 czerwca 2012 at 00:34

    była 59 minuta meczu Szwecja-Anglia kiedy (całkiem niespodziewanie) Melberg strzelał drugiego gola dla Szwedów. 2:1. Wtedy wydawało się że mistrzostwa skończą się dla Anglików jak zawsze – kolejną wielką porażką. Co prawda nawet porażka jeszcze niczego nie przesądzała ale utrudniła by maksymalnie drogę Wyspiarzy do ćwierćfinału. Sam, jako kibic poddanych Królowej Elżbiety, przestałem już wierzyć że coś się może w tej kwestii zmierzyć. Szwedzi byli wtedy na fali. Szwedzi mieli swoje 3 punkty i Anglików na łopatkach.
    No i wtedy stało się coś, co powinno się stać jeszcze kilka dni wcześniej w meczu z Włochami. Roy Hodgson wprowadził Walcotta za beznadziejnie grającego Milnera. Jakie miał naprędce wybrany trener Synów Albionu powody, aby go trzymać tyle czasu? Trzeba się pofatygować do Kijowa i go zapytać, bo to chyba tylko On to będzie wiedział.
    No i właśnie. Mija około 17 minut. Jest już stan 2:2 po golu Theo „Londyńskiego Usaina Bolta” Walcotta (którego strzelił nomen omen zaraz po wejściu…). Anglia znowu na fali, prawym skrzydłem sunie kolejny atak Anglików. Glen Johnson podaje do strzelca drugiego gola. Ten w swoim stylu wpuszcza sobie piłkę między dwóch obrońców w polu karnym i na pełnej szybkości dobiega do niej tuż przy linii końcowej boiska. Jak łatwo się domyślić Walcott dośrodkowuje, w tym magii jeszcze nie było, po prostu dobre dośrodkowanie. Ale to co z tą piłką zrobił Welbeck… Sory Kuba ale Twój strzał przy tym to po prostu zwykły dobry i celny strzał. TO była magia. Mógłbym precyzyjnie opisać to słowami ale w dobie internetu nie ma to większego sensu (wystarczy wypytać wujka Youtube’a). To TRZEBA zobaczyć.
    Wynik nie zmienił się już do końca. Mecz, dzięki swojej dramaturgii, pięknej grze i koronującemu to wspaniałe widowisko pięknemu golowi, można śmiało nazwać jak do tej pory najlepszym meczem polsko-ukraińskiego euro. Choć trzeba cały turniej obfituje we wspaniałe mecze. Czekamy na więcej i lepiej!!

  178. Gość: tajemniczyanonim, ip-89-161-79-250.tel.tkb.net.pl

    17 czerwca 2012 at 00:38

    Bramka Welbecka jest warta zapamiętania,
    z pewnością przez kilka dni będzie jeszcze analizowana.
    Wykończenie niczym Tomek Frankowski,
    a styl tej bramki jest iście kowbojski.
    Gol ten do najpiękniejszych z pewnością należy,
    od oglądania czupryna się jeży.
    Na trybunach emocje to wywołało,
    bo Anglikom zwycięstwo to dało.

  179. Gość: michal-ochwat, aerw81.neoplus.adsl.tpnet.pl

    17 czerwca 2012 at 07:05

    16 czerwca mecz Polska-Czechy
    Murawski prowadzi piłkę.Podaje ,ale przechwytują ją rywale. Teraz może być niebezpiecznie.Biegną z kontrą. Baros wspaniale rozprowadza akcje.Piłka dociera do Jiraceka robi fantastyczny zwód ale Wasilewski poślizgną się ,a Czeski gracz silno uderza i leci po ziemi Tytoń prawie chwycił ale wpada do siatki Polskiej drużyny i przegrrrrrrrrrrrrrrrrrywamy mecz 1-0. Fenomenalnie przeprowadzona kontra Tytoń nie miał szans SZKODA .Gdy będzie 10 minut do końca w Polskich sercach będzie niespokojnie. Tytoń miał wiele obronionych akcji czy karnych w swojej karierze ,ale tego nie obronił. To taka ciekawostka Grupa A na ten moment :
    1 Czechy
    2 Grecja
    3 Rosja
    4 POLSKA 2 PUNKTY
    PIŁKA NOŻNA JEST NIEPRZEWIDYWALNA. Byliśmy faworytami grupy.

  180. Gość: hehehe, 207.25.199.109.static.rdi.pl

    17 czerwca 2012 at 08:42

    kiedy wyniki ?

  181. Gość: komputerowiec10, aerw81.neoplus.adsl.tpnet.pl

    17 czerwca 2012 at 09:01

    Mecz Polska Czechy
    Murawski biegnie i podaje.Przechwytuje ją Hubschman. Podaje do Barosa.Robi się niebezpiecznie.Napastnik Galatasaray ma przed sobą Wasilewskiego i Perquisa.Za Baroszem biegnie Murawski i Jiracek .Na lini pola karnego Barosz podaje do Jiracka . On robi zwód ,ale Wasilewski poślizgnął się i Jiracek uderza wewnętrzną częścią stopy i Tytoń tego nie broni szkoda ,ale to był naprawdę trudny szczał do obrony. Szczał był po ziemi i trudny do wychwycenia
    WYNIKI:
    Grecja-Rosja 1-0
    Polska-Czechy 0-1
    Tabela(na te moment) :
    1 Czechy
    2 Grecja
    3 Rosja
    4 Polska
    Mecz Grecja-Rosja
    Grecja ma rzut z autu.Wykonują go daleko. Głową dotyka Ignashevich ,a zanim kapitan Greckiej drużyny Karagounis .biegnie do bramki Rosjan i wewnętrzną częścią stopy uderza i Gooooooooooooooooool dla Greków . Fenomenalne zachowanie kapitana . Poważny błąd Rosjan

  182. Gość: KS, public77034.cdma.centertel.pl

    17 czerwca 2012 at 11:54

    Liczę na to że nadal będzię się Pan pojawiał w TVN24 🙂

  183. Gość: Calcio_Tifoso, 87-239-178-163.rev.inds.pl

    17 czerwca 2012 at 17:26

    Pirlo to geniusz.

  184. Gość: , host86-171-45-9.range86-171.btcentralplus.com

    18 czerwca 2012 at 15:52

    kto wygral?

  185. kupisz14

    18 czerwca 2012 at 17:55

    Ktoś napisał „Pirlo to geniusz” krótko zwięźle i na temat. Tej notce przyznał bym główną nagrodę.

  186. michal3michal3

    18 czerwca 2012 at 20:42

    niestety była po czasie, drugi telefon jako nagroda pocieszenia 🙂

  187. Gość: drabson, 87-207-133-14.dynamic.chello.pl

    18 czerwca 2012 at 21:58

    Były już ogłaszane wyniki?

  188. Gość: mokrywhale, v130.hapay.pl

    19 czerwca 2012 at 16:27

    chyba nie bedzie wyników htc przepadł ;/

  189. Gość: nie wiem.., 207.25.199.109.static.rdi.pl

    19 czerwca 2012 at 16:40

    180 komentarzy do przeanalizowania to nie tak mało. Musimy być cierpliwi 🙂

  190. Gość: juyt, host86-171-45-9.range86-171.btcentralplus.com

    19 czerwca 2012 at 20:02

    kto wygral??

  191. Gość: mokrywhale, v130.hapay.pl

    20 czerwca 2012 at 16:16

    a tak marzyłem o nim 😀

  192. Gość: ..., 207.25.199.109.static.rdi.pl

    20 czerwca 2012 at 18:02

    bedzie news dzisiaj ;)?

  193. pol_michal

    21 czerwca 2012 at 17:41

    Już mamy 9 najlepszych notek, teraz ustalenie wedryktu…

  194. Gość: Gość, 207.25.199.109.static.rdi.pl

    21 czerwca 2012 at 20:35

    Mam pytanie: czy były brane pod uwage prace z większą ilością zniaków niż 2000? W ustaleniach tyle było napisane ale dalej „aby zmieściło się w komentarzu” Więc jestem ciekawy tego czy nie zostały odrzucone czasem….

  195. michal3michal3

    21 czerwca 2012 at 22:02

    Poda Pan szczęśliwą dziewiątkę 😀

  196. mixmatch

    21 czerwca 2012 at 22:45

    na old traford nie gwizdają chyba na ronaldo

  197. Gość: mokrywhale, v130.hapay.pl

    22 czerwca 2012 at 09:36

    ja chciałem napisać jeszcze po meczu z Czechami ale dotarłem do domu po 1 :/

  198. Gość: endless, f83-149.icpnet.pl

    25 czerwca 2012 at 20:53

    będą jakieś wyniki?

  199. Gość: chelmik, r3.lcs.net.pl

    30 czerwca 2012 at 14:07

    Jury wytypowało 9 finalistów z dziesiątek(?) zainteresowanych w kilka dni. Pewnie na zwycięzce poczekamy kilka tygodni:P

  200. Gość: qwerty, mail137.anonymouse.org

    13 lipca 2012 at 16:17

    ?

  201. Gość: hehe, h82-143-189-179-static.e-wro.net.pl

    16 lipca 2012 at 08:37

    „a zwycięzca będzie miał dodatkowo obowiązek/przywilej stworzenia smart-materiału z Euro 2012, który opublikujemy” w takim tempie, to chyba raczej EURO 2032…

Zostaw odpowiedź