Buffon i Casillas pozostaną najwięksi

Ciekaw jestem czy był mecz o taką stawkę, w którym kapitanami wyprowadzającymi obie drużyny na boisko byli dwaj wielcy bramkarze. TAK WIELCY bramkarze. Bez wahania mogę stwierdzić, że Gianluigi Buffon i Iker Casillas (kolejność alfabetyczna) to najwięksi golkiperzy naszych czasów, a niedzielny finał Euro 2012 oczywiście nie rozstrzygnie, który jest lepszy. Ukoronuje nowego lub starego mistrza Europy, ale nie zmieni faktu, że to ci dwaj zdominowali tę pozycję w ostatnich 10 latach. I pewien jestem, że robiąc wielkie podsumowanie na łożu śmierci będę głowił się, Hiszpan czy Włoch, a przecież oglądałem na własne oczy takich bramkarzy jak Peter Schmeichel, Oliver Kahn, Edwin van der Saar, momenty chwały mieli Dida, Victor Valdes, Fabien Batrhez czy Francesco Toldo. Pod względem sportowym i zebranego doświadczenia prezentują taki sam poziom. Być może młodszy o trzy lata Casillas, który nie musiał borykać się z takimi kontuzjami jak Włoch, jest dziś on niego odrobinę bardziej zwinny, ma minimalnie lepszy refleks, szybszy czas reakcji, ale i tak wybrać lepszego z nich absolutnie nie jestem w stanie.

Nie chodzi tylko o samą dobrą grę w bramce przez tak długi czas i nie schodzenie poniżej pewnego poziomu, co przecież przydarzało się Didzie, Schemichelowi, Valdesowi, Barthezowi, Kahnowi. Nie tylko bronienie w niewiarygodnych okolicznościach, w których strzał nie miał prawa być obroniony (jak obroniony przez Ikera końcem pięty strzał Arjena Robbena w finale mundialu w RPA). Nie chodzi tylko o zgromadzone tytuły – mistrza świata, mistrza Hiszpanii i Włoch czy triumfy w Lidze Mistrzów. Nie chodzi nawet o to, że Buffon, którego kontuzja pleców sprzed dwóch lat o mało co nie zmusiła do zakończenia kariery potrafił wrócić w tak wielkim stylu, że minionym sezonie Juventusu stracił w Serie A bodaj 16 goli w 35 meczach, notując 82% obronionych strzałów. Chodzi o charyzmę, to jakimi są liderami drużyny, jak wielką pewność siebie potrafią dać swoim obrońcom. Nawet jeśli – na co zwrócił mi uwagę Maciek Szczęsny – Buffon w pierwszych minutach półfinału z Niemcami popełnia dwa błędy, po których mogły, a nawet powinny paść gole, to ani na moment nie traci charyzmy, nie musi się zbierać do kupy, umysłów jego obrońców ani na moment nie zmącił cień zwątpienia. Cały czas był w bramce BUFFONEM, dyrygującym kolegami, dokonującym cudów. Jak to ujął Tomasz Zimoch w transmisji (powtarzam z pamięci za twittem, który ktoś mi przesłał w trakcie meczu): palce Buffona niczym ostrza włóczni rzymskich legionów przemierzających Las Teutoński… czy jakoś tak.

Zwany San Iker (czyli Świętym Ikerem), Casillasa, kapitan mistrzów świata i Europy zaprawdę musiał dokonać czynu na miarę cudu któregoś ze świętych. Pogodził ze sobą ogień i wodę, sprawiając, że zawodnicy Realu Madryt i Barcelony stali się w reprezentacji Hiszpanii jednością i najwybitniejsza generacja piłkarzy tego kraju nie spłonęła we wewnętrznym sporze. Zadanie zrobiło się szczególnie trudne po przyjściu do Realu Jose Mourinho, który dla swoich celów podżegał konflikt, co przerodziło się w rąbankę na boisku w licznych Gran Derbach w 2011 roku. Casillas gasił pożar w reprezentacji telefonując do Xaviego, Carlesa Puyola i trenera Vicente del Bosque, wychodząc ze skóry, żeby konflikt nie pogrzebał jedności w reprezentacji i pozostał bez wpływu na wyniku La Roja. Czym o mało co nie zapłacił utratą opaski kapitana ‘królewskich’. Ale udało mu się perfekcyjnie. I jeśli w Kijowie del Bosque wystawi Pedro kosztem Davida Silvy, może się zdarzyć, że na boisku przeciwko Włochom będą grać będą wyłącznie zawodnicy obu największych hiszpańskich rywali (zwłaszcza, że Jordi Alba właśnie podpisał kontrakt z Barceloną).

Obaj bramkarze przy tym zawsze byli antygwiazdoramim, skromnymi do bólu. Pamiętam słowa Casillasa z galaktycznych czasów Realu Zinedine Zidane’a, Ronaldo i Davida Beckhama, który stwierdził, że on sam nie jest z innej galaktyki, ale z Mostoles, czyli dziury na przedmieściach Madrytu.

Cieszę się, że zobaczę w Kijowie obu na raz, oby mieli jak najwięcej pracy! A wcześniej wzruszę się patrząc i słuchając jak Buffon śpiewa hymn Fratelli d’Italia, z całego serca, z zamkniętymi oczami, co z tego że fałszując, skoro całym sobą. Niech zagrają, niech wygra lepszy. Ale po meczu i tak obaj pozostaną NAJWIĘKSI!

14 komentarzy

  1. luki1945

    1 lipca 2012 at 10:36

    To prawda. Lepszych graczy na tych pozycjach trudno sobie wyobrazić. Oby kiedyś można było tak powiedzieć o którymś z polskich bramkarzy. (nie aż taka długa droga do tego)

    wokolzycia.blox.pl/2012/06/EURO-2012-Final.html

  2. feli-x11

    1 lipca 2012 at 10:48

    Haha, Dida 😀

  3. Gość: Darsheville, acig87.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 lipca 2012 at 11:15

    Przepraszam Panie Michale, ale z paroma rzeczami się nie zgodzę: Valdes nigdy nie był i nie będzie już wielkim bramkarzem. To człowiek, który odcina kupony od swoich wielkich kolegów (wielkich w sensie sportowym, a nie wzrostu :D). Gdyby zrobić sondę wśród kibiców Barcelony to pewnie większość wskazałaby bramkarza jako tą pozycję, na której potrzeba wzmocnień. Jest niepewny, chimeryczny, a to że wpuszcza tak mało bramek zawdzięcza w dużej mierze grze swoich kolegów w obronie. Dziwię się del Bosque że wziął go na EURO. Zrobił to chyba tylko po to, żeby nie robić afery. Reina i Valdes po 30 lat. Casillas – 31 lat. Mozna wziąć tych bramkarzy jeszcze na MŚ do Brazylii i ewentualnie na EURO we Francji (oczywiście w przypadku awansu Hiszpanów na te turnieje), a co później??? Kto po nich? Del Bosque o tym nie myśli. Zamiast Valdesa powinien pojechać ktoś, kto ma szansę zastąpić tych bramkarzy za 6 lat, np. de Gea, Asenjo, Robles, czy ktokolwiek inny z młodych.

    Z wymienionych przez Pana bramkarzy oprócz Valdesa również Dida nie bardzo mi tam pasuje. Tyle błędów co on popełnił to głowa mała 😀
    Kahn podobnie, ale jemu te błędy przytrafiały się rzadziej. Brakuje Petera Schmeichela

  4. his_dudeness

    1 lipca 2012 at 11:25

    Valdes, Dida, Barthez ?
    Petr Cech ktokolwiek ? Wiem, młody, ale wyżej wymienionych skillsetem przegonił dawno.
    Jeden błąd na ME i każdy dziennikarzyna zmienia opinie. Jak chorągiewki na wietrze.
    Czymże ten Valdes i Barthez się wykazali ? O ile pamiętam Fabien nigdy wielkim golkiperem nie był, popełniał więcej błędów w MU niż Dudek w Liverpoolu za jego najgorszego sezonu.
    Valdes nawet teraz nie jest TOP 5 na świecie, prawda jest taka, że wymienia się go jako „world class” z powodu tego w jakim klubie gra.
    Lehmann ? Może nie poziom Kahna, ale na pewno lepszy od Valdesa był.
    David Seaman ?

  5. Gość: snake, host-89-228-130-197.gorzow.mm.pl

    1 lipca 2012 at 11:36

    Valdes…z całym szacunkiem ale ten gość puszcza praktycznie wszystko co leci w jego bramkę i tylko jego szczęście że leci tak rzadko.Dida ? O mój Boże.Przecież to obraza.

    Iker i Gigi to prawdopodobnie najlepsi bramkarze w historii futbolu.

  6. Gość: pete1977, acdp195.neoplus.adsl.tpnet.pl

    1 lipca 2012 at 12:48

    Też bym się co z niektórymi proponowanymi bramkarzami nie zgodził.
    Casillas i Buffon. Top 2. Bezapelacyjnie. Za nimi Cech pomimo słabszego turnieju. Za nimi cała gromada pościgowa. W tej gromadzie także VV. Tym co tak się dziwią, radze obejrzeć kilka meczy Barcy z ligi. A najlepiej z kilku ostatnich sezonów. Były sezony że VV był lepszy niż Iker. Trudno sobie wyrobić opinie o bramkarzu nie oglądając Primera. A widzę że koledzy pielęgnują stereotypy. Hah Asenjo. Dobre.
    Z tych co już skończyli. To Schmeichel i Kahn. Byli na takim samym poziomie co obecna dwójka. I Ikerowi i Buffonowi zdarzają się słabsze mecze i słabsze całe okresy. Tylko ludzie. Ale obecnie niewątpliwie najlepsi bramkarze na świecie. I nawet jakiś błąd z finału tego nie zmieni.

  7. Gość: aaxx, 91.201.45.6*

    1 lipca 2012 at 13:03

    Bez przesady z tym Valdesem, może to nie jest drugi Iker ale swój poziom trzyma. Do tego jest bardzo silny psychicznie co było widać choćby na Gran Derbi. Po jego złym wybiciu Barca straciła bramkę, mimo tego i ogromnego pressingu Realu w kolejnych minutach nie wybijał na oślep, dalej podawał do swoich obrońców. Mówcie co chcecie ale to ma znaczenie

  8. patryk1121.0

    1 lipca 2012 at 14:20

    Valdes to też świetny bramkarz. Kazdy mu wypomina babole, a takie się zdarzają nawet Ikerowi czy Buffonowi. Fakt, nie jest zapewne na takim poziomie jak dzisiejsi dwaj bohaterowie, ale określenie, ze „wpuszcza wszystko co leci w bramkę” lub „odcina kupony od gry obrońców” są już po prostu obrazą. Nie można grać w tak wielkim klubie, tyle osiągnąć i być słabym.

    Ja dziś stawiam na Hiszpanów, za którymi przemawia historia i statystyka o czym pisze na swoim blogu;

    kolejnyblogosporcie.blogspot.com/2012/07/dlaczego-wygraja-wosi-dlaczego.html

  9. koles-bm

    1 lipca 2012 at 14:38

    Po pierwszej porazce z Chorwacja w irlandzkiej tv puszczono tą piosenkę…http://www.youtube.com/watch?v=ADP65wbBUpc. Gdy sie juz skonczy Euro tez bedzie przykro wtedy mozna ja sobie puscic.

  10. Gość: wojtek, 77-254-218-118.adsl.inetia.pl

    1 lipca 2012 at 20:23

    Nie wiem jakimi kryteriami się tu Gospodarz kierował, ale wśród Hiszpanów od Valdesa z pewnością, by pozostać wśród w miarę nowożytnych nazwisk, lepszy jest Canizares, lepszy też był – z tych co w miarę niedawno skończyli karierę – Andoni Zubizaretta. Didę na pewno – i to zarówno umiejętnościami, jak i nie schodzeniem poniżej pewnego poziomu – prześcigał Claudio Taffarel. A wśród Francuzów Joel Bats, ze słynnej mistrzowskiej drużyny z Euro1984, też wydaje się był lepszy od wymienionego Bartheza. Brakuje mi tu również takich bramkarzy jak: Vitor Baia, Juan Goikoatxea, Michel Preud’homme czy Jose Maria Chilavert. Zasadna, i dająca pole do dyskusji, byłaby jednak teza czy Buffon sięgnął już ideału i zbliżył się do Dino Zoffa. Oto jest pytanie. Jeśli poprowadzi Italię do mistrzostwa, będzie tak chyba można powiedzieć.

  11. Gość: gp, 83-238-171-150.ip.netia.com.pl

    1 lipca 2012 at 23:30

    Ech, Michał, Ty Dyzmo polskiego dziennikarstwa! Pisze się „Barthez” i „van der Sar”. Jak można robić takie błędy??
    Do całej listy wyżej podanych wielkich bramkarzy dodałbym też, z tych, których widziałem, Pfaffa i Schumachera. A pamiętajmy, że byli też kiedyś tacy bramkarze jak Zoff, Banks i Maier, albo tacy, których mało kto w ogóle w akcji widział, jak Jaszyn i Gilmar, a z zamierzchłych czasów Zamora czy Planićka.

  12. Gość: xyz, unregister124193223077.c193.msk.pl

    2 lipca 2012 at 06:23

    Hiszpanie nie wygrali trzeciego turnieju pod rząd 😉
    Wszyscy zapominają o porażce na Pucharze Konfederacji w 2009 r., gdzie zajęli dopiero 3cie miejsce.

  13. kris0007

    2 lipca 2012 at 12:17

    xyw – Dokładnie. W 2009 pofrunęli 0:2 z USA. Wielka porażka i wstyd, że dali się tak łatwo ograć Amerykanom mimo że ci w ogóle nie dominowali w meczu, a wyprowadzali kontry. Ale tamta porażka nauczyła ich pokory i jaki widzimy są na razie nr I na świecie i kto wie czy nie uda im się dowieźć tego aż do 2014 roku. Zwróćmy uwagę, że po przejściu Alby do barcelony, kadra Hiszpanii praktycznie składać się będzie z dwóch zespołów. Każdy selekcjoner chciałby żeby kadrę przygotowywały mu Real Madryt i fc barcelona. Nie wspominając już o tym, że ta kadra jest wzmacniana zawodnikami trenowanymi w klubach, które zdobyły Anglię (Silva), LM (Torres, Mata) i finalistach LE (Juanfran, Matrinez, Lorente). Ewentualne dość długo zapowiadane przejście Martineza do Realu sprawi, że te dwa kluby zdominują kadrę jeszcze na długi czas. A przecież Puyol i Villa nie skończyli jeszcze kariery reprezentacyjnej.

  14. Gość: yooteq, 178-213-121-227.eia.pl

    2 lipca 2012 at 18:15

    xyz – Puchar Konfederacji to taki Puchar Weszło w futbolu reprezentacyjnym. Ma on mniej-więcej takie znaczenie, jak wygrana w okręgowym Pucharze Polski, więc jeśli chcesz na siłę być oryginalny i deprecjonować dokonania drużyny, to musisz znaleźć inne argumenty (takich nie ma, ale nikt nie zabroni Ci szukać).

Zostaw odpowiedź