Fergie Time! Konkurs (1)

 

No to zaczynamy tydzień z Sir Aleksem Fergusonem, czyli nasz konkurs literacki na opis jakiegoś zdarzenia z nim w tle. Nie tylko dla kibiców Manchesteru United. Wrzucam notki w kolejności nadsyłania, to kompletny przypadek, że pierwsza dotyczy okresu jeszcze przed objęciem posady na Old Trafford. Jest ich 28. Poziom, jak zwykle w naszych konkursach – różny. Musiałem jednak dać kilka dysk, kilka odesłałem z powodu znacznego przekroczenia limitu znaków. W kilku musiałem dopisać tytuły – wydawałoby się, że dla autora rzecz święta, ile ja bojów stoczyłem z redaktorami w czasach pracy w Gazecie o zachowanie tytułu, przegranych, bo nie mieściły się na stronie, albo były za krótkie… Jak zwykle proszę samozwańczych recenzentów o recenzje. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do szatni w przerwie meczu, a na ławce siedzą… notki. No i co im macie do powiedzenia? Suszarka czy klepanie po plecach? 😉

 

Long Live the King

Łukasz Marchel

Był 9 września 1985 r, przeddzień meczu Szkocja – Walia w eliminacjach MŚ-Meksyk 1986. 44-letni wtedy Alex Ferguson był wraz z Andym Roxburghiem asystentem trenera reprezentacji Szkocji, Johna „Jocka” Steina. Około godziny 22, Stein wezwał ich obu do swojego pokoju, ale zamiast omawiać taktykę na mecz, wygłosił monolog, który z pewnością zapamiętają do końca życia. Ostatni mecz z Walijczykami, który miał przybliżyć Szkotów do awansu, zszedł na dalszy plan i został zastąpiony przez nostalgiczną historię życia Steina opowiedzianą przez niego samego. Jock mówił przez ponad godzinę i wprawił swoich współpracowników w osłupienie. Twardo stąpający po ziemi Szkot zrobił się tego wieczora emocjonalny i sentymentalny. Kto wie, być może przeczuwał najgorsze…

Mecz w Walii był ostatnim meczem Szkocji w tych eliminacjach. Jak się później okazało, był to również ostatni mecz Johna Steina. Po 45 minutach Szkoci przegrywali 0:1 i do zapewnienia sobie baraży potrzebowali co najmniej remisu . Co gorsza, bramkarz Szkotów, Jim Leighton, zgubił swoje szkła kontaktowe i Stein był zmuszony zmienić go w przerwie. W jego miejsce wystawił Alana Rough’a, a po 15 minutach drugiej połowy na boisko wszedł Davie Cooper, zmieniając Gordona Strachana. Jak się później okazało, była to dobra decyzja, bo Cooper w 81 minucie strzelił bramkę z rzutu karnego. Ostatnie minuty to szaleńcze ataki Walijczyków, które nie przyniosły jednak skutku i z gry w barażach mogli się cieszyć Szkoci, którzy po zakończeniu meczu szaleli na murawie stadionu w Cardiff. Ich radosną zabawę przerwał dopiero Ferguson, który opowiedział jednemu z zawodników o tragicznych wydarzeniach z końcówki meczu. John Stein zasłabł tuż przed ostatnim gwizdkiem – Kiedy Davie strzelił bramkę z karnego, Jock nie odezwał się ani słowem. Chwile potem zaczął iść w stronę Mike’a Englanda (ówczesnego managera Walii), ale się potknął – wspomina po latach sir Alex Ferguson – Złapałem go jak tylko zaczął upadać. Służby medyczne wyszły do nas z tunelu, a ja trzymałem go aż do czasu gdy został zabrany do środka.

Renimacja nic nie pomogła: John „Jock” Stein zmarł 10 września 1985 r na zawał serca. Jak się później okazało, tego feralnego dnia nie wziął swoich tabletek, które przyjmował niezmiennie od kilkunastu lat. Doprowadził Szkocję tak daleko, ale w najważniejszym momencie ją osierocił, pozostawiając drużynę w rękach Alexa Fergusona. „Fergie” dokończył dzieło „Big Jock’a” i pokonał Australię w walce o awans na Mistrzostwa Świata. W Meksyku Szkocja nie przeszła nawet fazy grupowej, zdobyła tylko jeden punkt ale nikt nie oczekiwał sukcesu od drużyny tak mocno dotkniętej przez los. Niespełna 4 miesiące później, Ferguson został managerem Manchesteru United rozpoczynając nowy rozdział w historii światowej piłki. Umarł król, niech żyje król…

 

Na zawsze

pepegt

19 grudnia 2010 roku, pewien mężczyzna z często czerwonymi policzkami stał się najdłużej pracującym menagerem w Manchesterze United, wyprzedzając przy tym inną legendę – Matta Busby’ego . Mowa oczywiście o Sir Alexie Fergusonie, jednak to chyba zbędna informacja, bo każdy kto choć trochę interesuje się futbolem wie kim jest ta osoba. A jeśli nie, niech się nie przyznaje przed Szkotem, bo można zostać mocno zruganym, czyli znaleźć się pod „ suszarką ”, choć on sam mówi, że to już nie w jego stylu, że już tego nie praktykuje.

Jest to człowiek uniwersalny, nie ważne czy nazwie się go: menagerem, trenerem, selekcjonerem czy nawet szefem. Sprawuje się on w każdej roli. Może być złośliwy, chamski, śmieszny, ale jedno wiem na pewno – szacunek mu się należy, bo pracował na niego wiele lat.

W 1992 roku do klubu przyszedł pewien młody Anglik. Jak się okazało stał się później jednym z najbardziej popularnych piłkarzy w historii tego sportu. Ale to nie przez swoją grę był tak popularny, no bo byli lepsi jak Zizou , Rivaldo , Van Nistelrooy czy Raul . To przez swoją żonę Victorię stał się ikoną popkultury na początku 21 wieku. Dlaczego o tym piszę? W całe to zamieszanie wmieszał się nie kto inny jak sam Sir Alex Ferguson. Do legendy przeszła pewna scena w meczu z Arsenalem w 2003 roku. Z pełną premedytacją, z pełną świadomością szkocki menager kopnął na podłodze leżący but a ten trafił w czoło Beckhama . Po tym incydencie sama żona angielskiego gwiazdora miała co nie co do powiedzenia szkoleniowcu Czerwonych Diabłów.

Kiedyś Sir Alex Ferguson , został zapytany – Jeśli miałby pan jeden nabój, kogo by pan zastrzelił: Vicortię Beckham czy Arsene`a Wengera? – ten po krótkim zastanowieniu odparł- A mogę mieć dwa naboje?

Tekst tyczy się konfliktu na linii – najwybitniejszy trener wszech czasów a medialna gwiazda . Z całym szacunkiem do jednego i drugiego , jednak troszkę szkoda , że ten Szkot , jak wspomniałem z czerwonymi policzkami nie jest tak szanowany na ile zasługuje . Jednak jego miejsce jest tam . W Manchesterze , na Old Trafford gdzie północna trybuna nosi nazwisko właśnie jego i w sercach kibiców Czerwonych Diabłów ma swoje miejsce . Na zawsze .

 

Hamlet 2012

scv78

Wiem jak wyglądam w biało-czerwonym. Świetnie. Nie to co teraz – żółto czarny, dobrze że współczesna młodzież nie zna bajki o pszczółce Mai, bo mówiliby na mnie Gucio. Więc biało i czerwony dobry, ale który lepszy? Jose rozdaje białe trykoty, a sir Alex decyduje o tym, kto ubierze ten drugi. Myślę, że w obydwu byłoby mi do twarzy. Mou dzisiaj patrzy na mnie, bo nie ma innego wyjścia, a gdzie jest Ferguson? Pewnie przyjdzie w trakcie meczu i będzie mnie podziwiał incognito.

Grają hymn Ligii. Może pośpiewam? Jak to leciało… lalala…Kaszanka! Ciekawe czy Aleks już patrzy?

Wszystkie piłki do mnie! Nie bój się, nie będzie jak w lidze! No bo gdybym w lidze strzelał wszystko jak leci, to by mnie nigdzie nie chcieli puścić. Z drugiej strony nie mogę bojkotować bramki rywali zbyt ostentacyjnie, bo nikt nie będzie chciał mnie kupić. „Schlagen, ob nein schlagen, das ist eine Frage”, rzekłby Hamlet, ale po cholerę nam jakiś Duńczyk w składzie. W Lidze Mistrzów przynajmniej nie mam dylematów, bo wiadomo, że schlagen ile eine Fabrika dała. O,o,o, ale piłka, lecę, gooool!!! Jose, widziałeś? Wiem, że widziałeś, hehe, zgrywam się. A widział ktoś sir Fergusona? Nie? Ale opowiecie mu, że byłem świetny? Może wpadnie na drugą połowę.

Ciekawe jak się do niego mówi? Sirze? Są od tego jakieś zdrobnienia? No i chyba trzeba będzie się zachowywać zgodnie z protokołem. Ciekawe, czy znajdziemy jakieś wspólne tematy. „Good Morning, sir, dżdży, nieprawdaż?”, na co odpowie, że „a i owszem”, „hahaha, paradne, a i owszem, hahaha! A może by tak po treningu połowić dorsze, sir? Albo polowanie z nagonka?” na co zaduma się i odpowie „Czemuż by nie?” i poczęstuje mnie koniakiem, bo noblesse oblige, a ja odpowiem „Zaszczyconym; na treningu wszystko z siebie dałem byłem, sir”.

Dalej go nie ma? Może zły mu Kapulet sprzeniewierzył amulet? Może konno wyruszył, a koń nieżyczliwie odnosił się doń? Kurde, jedyny pozytyw w tym, że nie widzi jak sobie radzi Piszczek. Wszyscy gramy świetnie, zwłaszcza ja, ale Łukasz dodatkowo uwodzi egzotyką nazwiska. „Who is this … Pstschystcheck… namber tłenty siks?” rzekłby sir i mógłby nie dostrzec, że heloł, ale namber najn też jest świetny i ma wujka Szczepana z Krzyżtopora, jeśli sir pożąda wyzwań lingwistycznych!

Złośliwość losu – złomotać Real i nie być zauważonym przez Aleksa Fergusona. Myślicie, że obejrzy skrót w telewizji? BBC wykupiło licencję? Może mu dorzucę na jakiś dekoder?

 

Niedzielny Lunch

Jarosław Burda

Sir Alex Ferguson postanowił, że po wygranej z Chelsea całą niedzielę spędzi w domu. Wcześniej uzgodnił z żoną, że razem wybiorą się na lunch. Szkocki menedżer bardzo chciał jednak poświęcić przed wyjściem chociaż półtorej godziny na obmyślenie taktyki przed zbliżającym się meczem z Arsenalem…

Po upływie ustalonego wcześniej czasu, do pracowni Fergusona przyszła jego małżonka. – Alex! 90 minut już minęło, czas się zbierać, wychodzimy na lunch – powiedziała.

Menedżer „Czerwonych Diabłów” natychmiastowo spojrzał na swój zegarek. – A co z doliczonym czasem? – zapytał, żywo gestykulując.

– O czym ty mówisz? – odparła pani Ferguson.

– Przecież godzinę temu weszłaś do mnie do pokoju, pytając się, czy mam może ochotę na herbatę. Kiedy odpowiedziałem, że tak, wróciłaś na dół, żeby przynieść filiżanki. Poruszałaś się wtedy wolniej nawet niż Teddy Sheringham. Do tego bardzo dużo czasu zajęło ci samo przygotowanie herbaty. Nie może tak być. Życzę sobie czterech dodatkowych minut pracy!

– Alex, ale o czym ty w ogóle mówisz? Ustalone przez nas wcześniej 90 minut właśnie minęło. Czas zbierać się na lunch, no już!

– Nie ma mowy – odparł Ferguson, ponownie spoglądając na swój zegarek. – Domagam się teraz PIĘCIU dodatkowych minut!

Pani Ferguson zdawała się tracić cierpliwość. – Jeżeli za chwilę nie zejdziesz na dół i nie zaczniesz się ubierać, anuluję twój abonament na stację MUTV oraz schowam twoją ulubioną książkę o czerwonych winach. Zrozumiałeś?

– Och, ona nie może mi tego zrobić – pomyślał szkocki menedżer. W tym momencie zdał też sobie sprawę, że nie udało mu się do końca przekonać żony Cathy. Zdecydował się w związku z tym przeprosić, zanim małżonka miałaby użyć innych metod perswazji.

– Och, kochanie. Chciałbym ciebie w tej chwili przeprosić za wszystkie przykrości, które mogły spowodować moje wcześniejsze komentarze. Moją jedyną intencją było zwrócenie uwagi na, moim zdaniem, bardzo ważną kwestię związaną z naszym życiem domowym. Uważam, że jako żona musisz dostosować się kondycyjnie i sprawnościowo do ciągle zwiększających się wymagań współczesnego życia rodzinnego. Mam nadzieję, że zrozumiałaś moje dobre intencje i weźmiesz to pod uwagę następnym razem – powiedział Ferguson.

– Zobaczymy – odparła krótko pani Ferguson, odwracając się i opuszczając pracownię czerwonego ze złości sir Aleksa.



 

Wielkie oszustwo

Mati9309

Na całej kuli ziemskiej istnieje co najmniej kilkaset tysięcy szkoleniowców, którzy każdego dnia wydają swoim podopiecznym mnóstwo poleceń z ławki trenerskiej lub sami biorą udział w boiskowej rywalizacji. Jedni już zaistnieli sięgając z bardzo znanymi markami po historyczne triumfy, a inni dopiero rozpoczynają swoją przygodę, gdzieś na zapleczu najsilniejszych lig świata. Wszystkich ich jednak łączy jedna rzecz, a mianowicie miłość do futbolu – sportu, który przez rzesze sympatyków uznawany jest za najpiękniejszą dyscyplinę, jaką do tej pory wymyślono.

Jest jednak osoba, która dotarła do szczytu przekroczyła barierę 26. lat w jednej drużynie – a mianowicie sir Alex Ferguson. Szkot stał się wielkim szkoleniowcem, ale i zarazem drugim ojcem dla wielu piłkarzy grających w Manchesterze United. Przez te wszystkie lata osiągnął wiele i przeżywał z klubem wiele wspaniałych wydarzeń, jednak przy wyborze tego najdziwniejszego – a być może najbardziej ekscytującego – kierowałem się własnymi poglądami i swoją przygodą w byciu kibicem „Czerwonych Diabłów”. Mój wybór od samego początku był prosty i oczywisty – to wypowiedź sir Alexa Fergusona z dość dawna okazała się być tym momentem, który tutaj opiszę.

To był rok 2003 – chyba nawet początek dość zimnego kwietnia. Właśnie wtedy doszło do corocznego losowania par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów. W gronie najlepszych ekip pozostawały jeszcze takie marki jak AC Milan, Ajax Amsterdam, Inter Mediolan, Valencia, Juventus Turyn, FC Barcelona oraz Manchester United i Real Madryt. Jakimś dziwnym fartem Hiszpanie oraz Włosi nie trafili w parze na innych przedstawicieli swojego kraju, co nie wzbudzało większych podejrzeń…. do czasu. Podopieczni sir Alexa Ferguson trafili na Real Madryt, co bardzo rozwścieczyło szkockiego szkoleniowca do tego stopnia, że ten nazwał losowanie wielkim oszustwem. Uznał on bowiem, że to niemożliwe, aby nie było chociaż jednej pary złożonej z drużyn tego samego kraju. Wybuchł skandal, a „staruszek” jeszcze bardziej podnosił napięcie wypominając kolejne pomyłki ze strony UEFA.
To było bardzo przyjemne losowanie dla Hiszpanów i Włochów. Wydaje mi się, że sami wybrali sobie przeciwników” powiedział trener „Czerwonych Diabłów”. „Trzy włoskie zespoły uniknęły gry ze sobą i tak samo trzy hiszpańskie. Jak mogło to się zdarzyć? Powiem wszystkim zainteresowanym, że UEFA z całą pewnością nie chce nas w finale. Ciekawe czemu przyznała Old Trafford organizację finału,  skoro nie chcą byśmy tam zagrali. Myślę także, że brak kary dla Roberto Carlosa za ten faul pokazuje tylko wszystkim siłę Realu Madryt – zaznaczył wówczas wściekły Ferguson. 

 

Guma zżuta do granic

Robert Stankiewicz

28 maja 2011 roku, Wembley Stadium, Londyn, FC Barcelona – Manchester United. Kolejne wyzwanie dla człowieka, który osiągnął przecież już tak wiele. Pomimo sukcesów w ostatnich dekadach, on jest nadal głodny.  Stan nienasycenia, jak przed każdym poprzednim meczem, zwiastuje jedynie guma do żucia, którą namiętnie żuje od tylu już lat, zaspokajając nią tak palący głód zwycięstwa. O kim mowa? Kogo można nazwać jednym z najwybitniejszych profesorów współczesnego futbolu? Odpowiedź jest tylko jedna – Sir Alex Ferguson – człowiek legenda, który doczekał się pomnika za życia. Jego postawa na boisku przy linii bocznej przypomina właśnie monument o spokojnej twarzy mistrza, w której dostrzec można jedynie jednostajne, miarowe,  znane od lat ruchy żuchwy. To znak firmowy Szkota, z którym nie rozstał się także we wspomnianym spektaklu. 27 minuta meczu, strzał Pedro i gol dla Barcelony.

Szkocka rzeźba otrzymała pierwszą rysę, do głowy napływają wspomnienia z poprzedniego finału, ruchy szczęki stają się szybsze … czyżby powtórka z 2009 roku? Do mózgu dociera szybka odpowiedź – nie! Dzięki jednemu z diamentów, które oszlifowane zostały przez rękę mistrza, ten może spowolnić swoje jedyne ruchy. Wayne Rooney w 34 minucie i jest 1:1, uff… guma znajdująca się w ustach może odpocząć. Wynik nie zmienił się już do przerwy, która pozwoliła odetchnąć, nabrać nowych nadziei i zadać pytanie asystentowi:  where is my pack of chewing gum?

Kolejna odsłona finału nie oszczędziła jednak naszemu bohaterowi trosk. Pierwsza z nich nadeszła w 54 minucie meczu za sprawą Leo Messiego, który w przeszłości przyczynił się już przecież do powstania skazy na pomniku mistrza i uczynił to ponownie. Guma znów była w tarapatach, rozrywana i sklejana od nowa przez doświadczone zęby profesora. Jej stan odzwierciedlał ból, który zagościł w sercu Sir Alexa i oddanych mu kibiców. Niestety, nie był to jedyny moment cierpień ich wszystkich… . W 69 minucie wszystko stało się jasne-David Villa strzela na 3:1 i kończy marzenia Fergusona o kolejnym pucharze mistrzów. Monument choć mocno nadszarpnięty, pełen wewnętrznych rys i zadrapań, pozostał spokojny do samego końca. Szkot nie poczuł ponownie tak znanego mu smaku zwycięstwa, przestał czuć także smak trzymanego w ustach rozciągliwego kawałeczka. Pomimo porażki nasz mistrz nadal jest oazą spokoju. Wie przecież, że sukcesy nadejdą jeszcze nie raz, a guma zżuta już do granic możliwości nie przeszkodzi po raz setny wypowiedzieć słów: Glory Glory MAN UNITED !!!

 

Z innej strony

Filip Jaśkiewicz

-Moje życie nie jest usłane różami. Ciągła frustracja, nieustabilizowana sytuacja psychiczna. Kochanie, pamiętasz tych co próbowali wymusić na mnie swój transfer. Jestem romantykiem, szukam swojej przestrzeni w świecie wielkiej piłki, którą coraz bardziej rządzi pieniądz. Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie. Cristiano przed wyjazdem nawet nie przyszedł ze szklaneczką szkockiej whisky. Świat piłkarski idzie w złą stronę. Brakuje mi u boku takiego walczaka jakim był Roy. Pamiętasz jak wpadał na cotygodniowe obiady. Nie, nie był lizusem. Szanował mnie , szanował Ciebie. Od jego odejścia moja słynna suszareczka traci na wartości. Wiesz czemu? Zawodnicy się jej boją, onieśmiela ich, zawstydza. Brakuje mi w szatni, pozytywnie pierdolniętego gościa, który ustawi takich młokosów. Pewnego dnia, gdy przegraliśmy mecz po jego błędzie, nie musiałem nawet interweniować. Facet sam do mnie podszedł, przy wszystkich zawodnikach, ryknął mi w twarz: Kurwa, wiem że zjebałem. Teraz jest inaczej. Po ostatnim meczu robiliśmy głosowanie, kto zjebał mecz! To się nazywa demokratyczny klub. Kpina. Przepraszam, ale pewnych rzeczy nie jestem sobie w stanie wytłumaczyć. Łakomstwo, konsumpcjonizm, kolejne zera na koncie, zniszczyły wielu moich podopiecznych. Gdzie się podziały honor, przywiązanie , miłość do klubu. Cieszę się, że mam chociaż Ciebie. Mogę być sobą. Kto w zepsutych mediach chciałby słuchać o mojej prawdziwej pasji.

-Mówisz o lepieniu klusek?

-Dokładnie. Prasa ma o moim hobby milion historii. Nie będę wspominał już o tym co wypisują o życiu w szatni. Skąd oni biorą te bzdury. Nigdy Ci nie mówiłem, ale czy myślisz że to ja kopnąłem butem w Davida. Szczyl próbował, wyrównać sobie brwi, ale kichnął. Zrobił dziurę na wylot. Ciężko się pracuje mając duszę romantyka, jednocześnie wymyślając strategie na zniszczenie przeciwnika. Wypożyczyłaś mi książkę, o którą Cię prosiłem?

-Cierpienia młodego Wertera. Już na Ciebie czeka.

 

Fergie Time! Ktora notka lepsza (1)

UWAGA!

dla czytelników Polsportu, którzy nie wierzą w swe szanse w konkursie: Futbol, cholera jasna! z 10% zniżką + dostawą pocztą gratis tutaj: http://www.labotiga.pl/ferguson Trzeba tylko wpisać kod rabatowy: POLSPORT

 





7 komentarzy

  1. Gość: lewy na lewy, 68.umwd.pl

    12 listopada 2012 at 12:50

    Wach vs. Kliczko, czyli dlaczego w boksie nie opłaca się kłamać: lewynalewy.wordpress.com/2012/11/11/wach-vs-kliczko-czyli-klamstwo-ma-krotkie-nogi/

  2. tofikall

    12 listopada 2012 at 15:14

    Moim zdaniem to Pan powinien wybrać tekst zwycięski , ale pewnie panu trudno 🙂
    Nie brałem udziału w konkursie i trudno jest mi ocenić bo nie ja go wymyśliłem i nie wiem co oczekiwał od nadesłanych prac .

    Long Live the King – nie lubię historii , wydarzenie ciekawe jednak szybko zapomnę .
    Na zawsze – szerokie wydarzeni , jednak ciekawsze od tego pierwszego . Można poznać jakim jest Alex Ferguson człowiekiem .
    Hamlet 2012 – bardzo literacko napisane , jak sam tytuł . Jeśli chodziło o język tekstu to z pewnością jest zwycięzca , jednak mi się trudno czytało przez to jakie zdania w nim były .
    Niedzielny Lunch- heh , i w życiu rodzinnym dolicza czas 🙂 Lecz ile w tym prawdy? Jeśli wszystko to fajnie.
    Wielkie oszustwo – przejaw złości Szkota , trudno ocenić 🙂
    Guma zżuta do granic- temat fajny , jednak chyba zepsuty potencjał .
    Z innej strony – cytat nie może być zwycięski 🙂

    I nie brać sobie do siebie jakoś moich ocen , są one jak najbardziej obiektywne ! Nie wiem kto powinien wygrać , lecz wiem kto nie 🙂

  3. pipes_pipes

    12 listopada 2012 at 22:58

    Oj z mojej strony ani treściwych komentarzy ani wyróżniającej się notki w konkursie tym razem nie będzie, wydaje mi się, że kiedyś czas płynął znacznie wolniej, a teraz niezbadany jest jego nurt dla mnie 😉

    W tej odsłonie najwięcej emocji wywołał we mnie „z innej strony”. Złość, że jest to wymyślona sytuacja, obrzydzenie, że padły wulgaryzmy, których nie trawię, ale z drugiej strony notka ta wydaje się być w dziwny sposób autentyczna, a co za tym idzie prawdziwa. Nie padły w niej daty pamiętane na pamięć, daje się wyczuć uczucia, a przelać uczucia, jakiekolwiek na papier to niełatwa sztuka.

    Ps.
    Sam też kajam się w popiele, bo dałem notkę bez tytułu. Dopiero jak ją wysłałem zobaczyłem, że coś nie gra ^_^ W sumie nawet nie wiem jak bym ją zatytułował, więc może lepiej, że teraz wyjątkowo tak wyszło 🙂

  4. Gość: plagiat, 213.77.52.6*

    12 listopada 2012 at 23:28

    Pierwsza historyjka to jawny plagiat tego tekstu:

    weszlo.com/news/11231-Sukces_ktory_przerodzil_sie_w_zalobe_Ostatnie_24_godziny_zycia_Jocka_Steina

  5. shadowking

    12 listopada 2012 at 23:40

    Long Live the King – fajna historia, ale miałem wrażenie, że czytam tekst przeznaczony dla lektora reportażu w ESPN Classic, tylko, że obrazu nie ma.

    Na zawsze – tekst pisany z niskiej pozycji, bo z kolan. I na tym poziomie niestety pozostał – błędy językowe, interpunkcyjne, ale przede wszystkim brak wyraźnego pomysłu.

    Hamlet 2012 – fajny pomysł, ale rozdźwięk pomiędzy rozterkami podmiotu lirycznego w tekście, a rzeczywistością jest dla mnie zbyt duży. Polski piłkarz i Hamleta dałem byłem? Fikcji granice też są. No i tego sir Alexa jakoś mało.

    Niedzielny Lunch – pomysł dobry, ale mam wrażenie, że samemu tekstowi bardzo pomogłoby odchudzenie o fragmenty narratora. Same dialogi to byłaby dynamika jak się patrzy. A bez niej jest średnio.

    Wielkie oszustwo – długi cytat jest wtym tekście najciekawszą częścią, co o samym tekście nie świadczy dobrze.

    Guma zżuta do granic – plus za niebanalny pomysł. Tekst do mnie jednak nie trafił, nie wzbudził żadnych emocji. Letni.

    Z innej strony – minimalny minusik za interpunkcję. Pomysł jak w Niedzielnym lunchu, ale wykonanie o wiele lepsze. Dla mnie najlepsza notka w zestawie.

    Szacunek dla wszystkich startujących.

  6. manager007

    18 listopada 2012 at 15:34

    powiem, krótko lubię historię i historyjki dlatego wybrałem „Long Live the King” (ale ma trochę racji użytkownik shadowking, że to „jakby tekst przeznaczony dla lektora reportażu w ESPN Classic, tylko, że obrazu nie ma”). a co do zarzutu o plagiat który został postawiony, to mi go osądzać…

  7. manager007

    18 listopada 2012 at 15:38

    Poprawiam się! Ostatnie zdanie mojego komentarza miało brzmieć: „a co do zarzutu o plagiat który został postawiony, to nie mi go osądzać…”

Zostaw odpowiedź