Fergie Time! Konkurs (4 i ost.)

I ostatnia porcja notek konkursowych w Fergie Time. Jury (które jeszcze o tym nie wie, że nim jest) zaraz uda się na naradę, ale chętnie wysłucha też Waszych opinii kto najbardziej zasługuje na zwycięstwo…

 

Jest strach, nie ma wiary

Mateusz Błaszczyk

Dwóch menedżerskich autonomów. Ich nazwiska są synonimami Premier League. Zamiennikami dla słów „klasa”, czy „przywiązanie”. Rywalizacja Arsene’a Wengera z sir Alexem Fergusonem po wielu latach bezpośredniej i wyniszczającej walki wzniosła się na inny poziom. Enigmatyczny, wymagający głębszego poznania mechanizmów rządzących dzisiejszą piłką.

Jako kibic Arsenalu staram się wyciągać te rzeczy i wpajać do własnego światopoglądu. Niemniej na najważniejszej płaszczyźnie porównań Ferguson zwycięża. Boisko boleśnie utwierdza mnie w świadomości, że United mentalnie biją Kanonierów w przedbiegach. Kompleks klubu z Old Trafford osiągnął już swoje apogeum, podczas pamiętnej rzezi w poprzednim sezonie. Szczęsny wrócił przed dziewiątą, w ogóle The Gunners niechętnie wracają do Teatru Marzeń. Mało tego, na własnym boisku też czują respekt. Cholerny respekt, paraliżujący nogi i serce. Tak jakby żołnierz z rezerwy, świetnie przeszkolony, lecz nie mający wyobrażenia o wojnie – rzucony został w wir walki z oddziałem afgańskich bojowników.

Trzeciego listopada w Manchesterze doszło do kolejnej konfrontacji. Zgodnie z przewidywaniami, wszystko poszło w zgodzie z pewnym algorytmem. Niepewny Arsenal, starający się utrzymywać przy piłce i Manchester, który z rzetelnością wzorowego ucznia, punkt po punkcie wykonywał plan pod tytułem „How to win against Wenger’s boys”, nakreślony przez sir Alexa ładnych parę lat temu. Szybka wymiana piłki w bocznych sektorach może się podobać, łatwo zakochać się w barcelońskiej grze tysiąca podań. Pieprzyć taktykę. Fergusona najbardziej ceni się za osobowość, charakter i niezłomną determinację. Niestety tak się złożyło, że owe cechy Szkockiego menedżera prezentują się najdobitniej właśnie w starciach z Kanonierami.

Cleverley, Carrick i głęboko grający Rooney, kontra Arteta, Wilshere, Cazorla i fałszywy skrzydłowy Ramsey. Jeśli zebrać do kupy umiejętności zawodników z obu zestawień, rezultat jest jasny. Pomocnicy Arsenalu znacznie przewyższają techniką ich odpowiedników z Manchesteru. Środek pola powinien należeć do graczy z Ashburton. W praktyce koncepcja Wengera całkowicie upada w starciach z Czerwonymi Diabłami. Kanonierzy z rzadka dochodzili do pola karnego, a Manchester wyprowadzał ataki, kiedy tylko czuł, że przydałoby się zagościć na połowie przeciwnika. Trzy punkty zostają na Old Trafford.

Ferguson swoją obecnością na ławce trenerskiej dodaje niesamowitego animuszu. Bez przymrużenia oka nie można porównać tych kilkunastu lat sukcesów do jakiegokolwiek innego szkoleniowca. Z prostego powodu. Jego fantastycznej, legendarnej przygody w United nie sposób powtórzyć, a jedynym konkurentem w długofalowym boju może być tylko Arsene Wenger. Z nim Szkot już się uporał, obnażając mentalne braki The Gunners raz po raz. W bezpośrednich – najważniejszych starciach, góruje Fergie. Van Persie i Evra wykonują swoją robotę, a w doliczonym czasie Cazorla strzela na otarcie łez. Mecze z Manchesterem zwykle nie wyglądają jak impreza. To jest od razu kac.

 

Magnificent  (True Story)

espoida

Był rok 1994, w którym zginął Ayrton Senna, Microsoft ogłosił koniec wspierania systemu MS DOS, a Silvio Berlusconi rozpoczynał polityczną karierę. W kinach królowały „Forrest Gump”, „Cztery wesela i pogrzeb”, i „Wywiad z wampirem”. 

W Anglii pierwsze wielkie sukcesy w Manchesterze United zaczął odnosić Alex Ferguson. W tym czasie zdobywał mistrzostwo kraju cztery razy z rzędu. Gburowaty Szkot zaczął pisać swoją historię złotymi głoskami. Jeszcze nie wiedział, że w przyszłości będzie je mógł zamienić na platynowe. Czy był prostakiem? Norman Davies twierdzi, że tak. Ale prostakiem, który wie co robi. 

Nie wiadomo, czy wiedział co robi, kiedy sprowadzał do drużyny angielskiego giganta Diona Dublina. Zawodnik jako Diabeł zaczął od wielomiesięcznej kontuzji, która kariery mu nie ułatwiała. Gdy wyzdrowiał wielkich szans na grę nie miał. Nie dlatego, że był słaby. Zwyczajnie nie wytrzymał konkurencji. W ataku szalał Cantona, będący w życiowej formie. Ich zmagania mogły przypominać nierówny bój Mozarta i Salieriego. Geniusz kontra – no właśnie. Zdolny rzemieślnik? Czy może bardziej bolesne byłoby dla niego określenie „ten drugi”? Niemniej Dublin świetnie prezentował się na treningach i wykazywał niezbędne w drużynach Fergiego: zachłanność na zwycięstwa i nienawiść do porażek. Statystyki były jednak nieubłagane – dwa sezony, dwanaście meczów, dwa gole. Dublin swoją historię na Old Trafford najwyżej wyrył scyzorykiem na korze. Potem mógł już tylko odejść. Z korzyścią dla siebie znalazł się w Coventry City, gdzie poznał początkującego trenera Gordona Strachana. 

Mentorem Strachana był Alex Ferguson. Strachan zwracał się do niego po porady, które mógł traktować jak ojcowskie. Fergie trenował Strachana, gdy ten był piłkarzem Manchesteru. Teraz na nowej drodze zawodowej młodszy Szkot korzystał ze znajomości  ze starszym Szkotem. Lepszej szkoły trenowania i zarządzania drużyną dla niego nie było. 

Kiedyś zadzwonił do mistrza, żeby porozmawiać o swoim faworycie, którego wcześniejszym trenerem był przecież sam Fergie. 

– Deon Dublin, widziałeś, co ten chłopak wyprawia? Jest świetny! Niesamowicie pracuje, umie się znaleźć na boisku. Szuka piłki, a ta przy okazji chętnie znajduje jego. No i ten strzał! Naprawdę fantastycznie, że u nas jest – zachwalał Strachan. Ferguson słuchał uważnie po czym wypalił: – Tak, wiem o nim to wszystko. Ale najważniejsze jest co innego. Widziałeś, jak wielkiego on ma kutasa? It’s magnificent!

 

Manchesterskie Szachy

Nancy

Niebieski pionek na E-4 – „W ciągu jednego lub dwóch lat możemy ich dogonić. United budowało swoją mentalność zwycięzców przez 25 lat, ale jeśli zdobędziemy mistrzostwo kraju lub zgarniemy jakiś innych puchar, to również ją w sobie wyrobimy” – R. Mancini

Czerwony na E-5 – „Czasami masz głośnego sąsiada. Nic z tym nie możesz zrobić, bo on zawsze będzie głośny. Musisz po prostu zająć się sobą i pogłośnić telewizor. Dzisiaj zawodnicy pokazali swoją wysoką dyspozycję i to jest najlepsza odpowiedź ze wszystkich” – A. Ferguson

Niebieski hetman na H5 – „Mamy dużo respektu dla United jak i Fergusona. Alex jest najlepszym trenerem na świecie, jednak prawda jest, że możemy ich teraz bez problemu pokonać”

Czerwony skoczek na C6 – „Wracając do desperacji, to przecież City zdecydowało się ostatnio wpuścić na murawę zawodnika [Carlosa Teveza], który jeszcze nie tak dawno odmówił wyjścia na boisko i menadżer zarzekał się, że już nigdy z niego nie skorzysta, wysyłając go na pięciomiesięczny urlop do Argentyny… co to jest? Czy nie mieści się to przypadkiem w opisie aktu desperacji?”

Niebieski goniec na C4 – Siedem lat zajęło Fergusonowi, aby pierwszy raz poczuć smak mistrzostwa kraju z Czerwonymi Diabłami. Dzisiejsze czasy nie przypominają tych z przed 25 lat. Teraz bardzo trudno jest utrzymać pracę, jeśli pozostajesz bez pucharów przez sześć czy siedem lat.

Czerwony goniec z C5 – Manchester City z pewnością nie zniknie z czołówki między innymi dzięki gotówce jaką dysponuje. Wspaniałą rzeczą w Manchesterze United jest z kolei wrodzona dyscyplina odnośnie tego, co jest konieczne, aby wygrać ligę.’’

Niebieski hetman na F7 „Myślę, że walka o tytuł jest już skończona. Manchester United to fantastyczny zespół i nie wydaje mi się, aby mógł on zaprzepaścić pięciopunktową przewagę. Oczywiście nie poddaje się i będę walczyć każdego dnia, a wraz ze mną mój zespół. Nie mniej jednak sądzę, że jest już po wszystkim, bowiem nam brakuje takiego ducha, jakiego ma United”.

SZACH „Przegraliśmy tytuł w okrutny sposób, jednak przez 25 lat mojego pobytu tutaj doświadczyliśmy wiele wzlotów i upadków, z czego większość ostatecznie kończyła się sukcesem. Udało nam się wygrać ligę trzy razy w ciągu ostatnich pięciu sezonów i prawie dokonaliśmy tego dziś. Manchesterowi City zajmie przynajmniej sto lat, nim osiągnie taki poziom sukcesu jak United, nim będzie posiadał tak bogatą historię jak my”.

I – Piłka nożna jest niesamowita. To dla wszystkich naszych kibiców, zasługują na to. To niesamowite, że wygraliśmy w ten sposób. Nigdy nie widziałem takiego finału – powiedział Mancini. MAT

 

Zamierzam zostać i osiągnąć sukces!

Radosław Patkowski

23 września 1989 roku. Stadion Manchesteru City. Kilka chwil po lokalnych derbach z United. Kibice Czerwonych Diabłów wygwizdują swoich piłkarzy i przede wszystkim trenera Alexa Fergusona. Mają dość, bo United polegli aż 1:5 z najbardziej znienawidzonym rywalem. Ferguson prowadzi Man. Utd. Od trzech lat i jak na razie nie zanotował żadnych sukcesów. Na trybunach stadionu The Citizens wiszą transparenty „Trzy lata wymówek: pa, pa Fergie!”.*

Po tej porażce Alex Ferguson miał swój najgorszy tydzień w życiu. „Po takim wyniku człowiek przemyka pod ścianami jak przestępca”. Media już zwolniły 48-letniego wówczas szkoleniowca ze Szkocji. Kreowały również jego następcę, którym miał zostać Howard Kendall menedżer… Manchesteru City. Kibice również chcieli, aby Ferguson podał się do dymisji. Trener Manchesteru United starał się nie załamywać. Obawiał się jedynie o swoją rodzinę. „Wiem, że jestem wystarczająco odporny psychicznie, aby poradzić sobie z nagonką” – mówił w jednym z wywiadów. Zarząd United miał w pamięci to, co dano Fergusonowi w Aberdeen, czyli zaufanie i czas. Pierwsze sukcesy ze szkockim klubem zaczął odnosić po trzech latach od rozpoczęcia pracy. Szkot często wspomina te czasy, gdyż to właśnie wtedy, ukształtował się jako zwycięzca, zawsze grający o całą pulę. „Jestem typem zwycięzcy. Całe moje życie obraca się woków wygrywania. Z Aberdeen odniosłem sukces, a na pierwszym sukcesie można budować kolejne, wykorzystując nabyte doświadczenia”. Teraz, w tym trudnym momencie w Manchesterze United oczekiwał również zaufania. Chciał iść do przodu. Przypomniał wszystkim budowanie sukcesu z Aberdeen i mówił: „Ja jednak zamierzam zostać i za trzy lata osiągnąć sukces”. Ferguson został na stanowisku. Po feralnym sezonie 1989/1990, kiedy to Manchester United zajął 13. miejsce w lidze angielskiej, klub rozpoczął pasmo sukcesów. W 1990 roku zdobył pierwszy za kadencji Fergusona Puchar Anglii. Za „panowania” Szkota pierwsze mistrzostwo United zdobyli w 1993 roku, po nim dołożyli jeszcze 11 tytułów Mistrza Anglii, a historia Fergusona w United trwa do dzisiaj…

* Cytaty pochodzą z książki „90-minutowy menedżer”, autorzy David Bolchover, Chris Brady

 

Dar

Paweł Wątorski

Historie Sir Alexa Fergusona w Manchesterze United, które można napisać mogą zająć nie tylko jedną książkę, która ukazała się w Polsce.
Chcę opisać jak Alex Ferguson opiekuje się młodym i jak zależy managerowi na młodym zawodniku, który miał być przyszłością Man Utd. Jest nim David Beckham. Nasz bohater chciał mieć wpływ na jak najlepsze stosunki nie tylko z samym młodym zawodnikiem, ale także z rodzicami. Ferguson nie musiał długo przyglądać się 16 – letniemu juniorowi jakim był Becks.
Ważne jest dla samego Fergusona zapewnienie doskonałych warunków juniorom i sprawia, że młodzi adepci w Man Utd stają się profesjonalistami w młodym wieku. Kolejnym atutem managera Manchesteru United jest dar potrafi potrząsnąć człowiekiem, nie obrażając  go ani, nie przygnębiając – powiedział Beckham. Potrafi powiedzieć i pokazać, że zależy mu na każdym młodym zawodnikowi. Nie da się zapomnieć, że Becks miał w przyszłości z trenerem kilka awantur, które skłoniły samego zawodnika do odejścia z klubu w którym nauczył się od samego mistrza, nie tylko gry na boisku, ale należy pamiętać o wychowaniu w szkółce Manchesteru. Taki trener jest ogromnym szczęściem i w przyszłości polityka stawiania na wychowanków jest znakomitą inwestycją.

 

Bitwa pod Barceloną A.D.1999

Mateusz Janiak

Ehhh… Kto nie widział tego starcia, nie ma bladego pojęcia, jak krnąbrną i humorzastą niewiastą jest futbol. 26 maja 1999 roku na zielonych barcelońskich połaciach stanęły naprzeciw siebie dwie wykute w żelaznym ogniu bitew armie, prowadzone przez najwytrawniejszych generałów kontynentu, pozostawiające za sobą śmiało sięgające niebios stosy pokonanych. Sir Ferguson już u początku walki miał nie lada problem, albowiem w jego zahartowanych szeregach brakowało jednego z najwaleczniejszych rycerzy ówczesnej Europy, którego sława pętała nogi niejednemu wojownikowi, a spojrzenia bezlitośnie odbierało kilka lat życia – Celta Roya Keane’a. Kontynuujący wieloletnią tradycję germańskich wodzów szlachetny Hitzfeld musiał się pogodzić z kłopotliwym brakiem latynoskiego frontowca, Giovane Elbera, co dla wojsk zaciężnych spod Manchesteru było zbawienne niczym garniec wody po suto zakrapianej uczcie.

Tuż po rozpoczęciu bitwy nieomal morderczy cios zadał szalony syn Neustadt, Mario Basler, prostym sposobem oszukując ostatni bastion anglosaskiej obrony. Choć przebieg batalii bezapelacyjnie należał do najprzedniejszych w swoim rodzaju, to dopiero jej zakończenie z hukiem wyważyło bramy do mitycznej krainy nieśmiertelności. Z każdą minutą rosło zdenerwowanie sir Fergusona, któremu raz po raz migały przed nosem piękne walkirię, z utęsknieniem czekające na finalny gwizdek pieczętujący klęskę potomka Williama Wallace’a, by porwać przegranego w jednokierunkową podróż do Walhalli.

Nie wiadomo, czy to ów mityczne stworzenia, czy naturalny instynkt przetrwania, czy może diabeł, po cichu wspierający swych ziemskich reprezentantów, jednak coś pchnęło Szkota do zagrywki, bezlitośnie łamiącej opór rywala. Na plac boju posłał dwóch rycerzy, których przeznaczeniem była odmiana losów bitwy. Najpierw na katalońskiej scenie futbolu pojawił się angielski dżentelmen o aparycji nad wyraz dojrzałej, a zaraz po nim wiking o twarzy dorastającego młodzieńca. Uśmiech politowania wykrzywił lica twardych bawarskich wojowników, widzących duet wyglądający niczym ojciec z synem, tylko przez nieprzyjemny przypadek zagnany naprzeciw nich, zapewne w drodze z domu do szkoły. Ich nieme lekceważenie zamieniło się w zatrważającą rozpacz, gdy nie dalej niż 120 sekund od zakończenia walki, wspomniana dwójka przechyliła szalę zwycięstwa na stronę oddziału z piekła rodem. Te dwie minuty zmieniły oblicze piłki nożnej, jako oblubieńca obierając Fergusona, zwycięzcę bitwy pod Barceloną.

 

18 times and that’s a fact!

Błażej „Golden Guy” Duda

Kanty koszuli odcinają się na tle krwistoczerwonej planszy, troskliwy gest gładzi kozią bródkę. Skupieni słuchacze chłoną słowa zabarwione hiszpańskim akcentem. Życzliwie uprzedzasz, że chcesz porozmawiać o faktach. Nie jesteś słownym szermierzem, ale skrzydlatą tarczą osłaniasz prawdę. Wyciągasz kartkę i jeszcze raz przyglądasz się znajomym liniom.
I budzisz potwora. Nie musisz stawać przed lustrem, powtarzać jego imienia siedmiokrotnie; wystarczy, że otworzysz przed nim umysł. Próbujesz go zagłuszyć, zaprzeczać, swoją nerwowość przerzucić na kogo innego. Kontynuujesz swoje dyktando, fakt za faktem, dowód za dowodem. Ale twój blef, twoja tarcza, nagle staje się delikatna jak zalany atramentem papier. Jest za późno. Ten pomysł opanowuje wszystkich jak wirus.
Od czasów Paisleya potwór zdziczał ponownie. Zrzucił ze swojego grzbietu Mourinho, nie przeraził się gniewu Keegana, nawet Devon Loch z Dalglishem w siodle nie sprostał trudom pościgu. Wielu swoje próby kończyło tylko na buńczucznych zapowiedziach. Kojona szeptem bestia spoczywa tylko u jednych stóp, prychając na dłoń błądzącą w jej pobliżu.
Wszyscy widzą rzuconą rękawicę i chcą zobaczyć kiedy zostanie podniesiona. Ale on nie musi się schylać, trwa w milczeniu żując gumę i dziwiąc się, że jego przeciwnicy chcą walczyć gołymi rękami.
Uciekasz na ścieżkę, przyspieszając kroku we mgle. Mrużysz oczy oglądając się za siebie, wiedząc że tą drogą, jak każdą inną, nie idziesz sam. Choć nogi ma cięższe niż ty, jego sylwetka nabiera detali. Choć wzrok ma niewątpliwie słabszy od twojego, staruszek uśmiecha się dostrzegając coś w oddali. Ale może nie potrzebował wytężać wzroku, może ponad sapaniem złośliwej bestii, zapominając o rzucanych przez ciebie oskarżeniach, usłyszał to co najważniejsze, to
co w maju miało zostać wyśpiewane na Old Trafford: 18 times and that’s a fact!



 

Fergie Time! Ktora n