Finaaaale Borussii, klęska Mourinho

Borussia Dortmund zagra w finale Ligi Mistrzów na Wembley! Ależ jej piłkarzom musi smakować ten awans! Coś co wydawało się formalnością po pierwszym spotkaniu, musiało zostać wyszarpane w tak dramatycznych okolicznościach. Tak właśnie przewrotny jest futbol. Realowi do sprawienia cudu zabrakło tak niewiele. Jak napisał ktoś na Twitterze, Borussia mogła zostać z czterema golami Robert Lewandowski jak Jan Himillsbach z angielskim. I jego pudła na Santiago Bernabeu śniłyby mu się do końca kariery jak będą się zapewne śnić cztery gole na Westfalenstadion. Piłkarze Realu, do których po porażce w Dortmundzie ich właśni kibice skandowali na lotnisku Mniej milionów, więcej jaj! pokazali w rewanżu wszystko to, czego im wówczas zabrakło: nie tylko cojones, ale i łokcie (co odczuł zwłaszcza Lewandowski), serce do walki i wreszcie pomysł jak skruszyć mur Borussii (jako najsłabsze ogniwo zdiagnozowali Marcela Schmelzera). Remontada odpaliła i gdyby nie rażący na tym poziomie brak skuteczności, po pierwszych 25 minutach powinni byli prowadzić dwoma, trzema bramkami. Czy brak tego choćby jednego gola mimo nawałnicy mieczy aż tak bardzo podciął im skrzydła, że aż do dramatycznej końcówki remontada została zawieszona? Paradoksalnie Borussii pomogła kontuzja Mario Goetze, bo w tym spotkaniu chodziło głównie o nie stracenie trzech goli, a Kevin Groskreutz jako mniej kreatywny zawodnik skupił się na pomocy Schmelzerowi na lewej stronie. Podobnie jak Kuba Błaczykowski Łukaszowi Piszczkowi na prawej.

Ten ostatni był jednym z najlepszych zawodników meczu, nie do końca zdrowy (decyzja o jego grze zapadła w ostatnim momencie) po raz kolejny sprawił, że Cristiano Ronaldo był zupełnie niewidoczny. Co prawda Portugalczyk też nie był w 100 procentach sprawny, ale jeśli ktoś mógł przechylić losy remontady to przecież właśnie on. Marca w dniu meczu pisała, że Lewandowski to El Primero de los Mortales – najlepszy zawodnik ze śmiertelników, tu za nieśmiertelnymi herosami Leo Messim i Ronaldo. Zobaczyliśmy jednak zawodnika, który na pewno chciał, ale po prostu kolejny raz nie miał swego dnia. Czy do Lewandowskiego można mieć podobne pretensje o nieskuteczność? Przy strzale w poprzeczkę zabrakło mi odrobiny szczęścia i milimetrów. Nie zgadzam się z bzdurnymi tweetami, które odebrałem podczas meczu, że miał formę z Dortmundu przenieść do reprezentacji, a tymczasem formę z kadry przeniósł do Borussii. Miał trudnej (i będzie miał w każdym kolejnym meczu), piłkarze Mourinho dobrze odczytali pretensje trenera, że w pierwszym meczu nie był w ogóle faulowany. Ale nie pamiętam meczów reprezentacji, które opuszczałbym w poczuciu, że Lewy powinien był zdobyć hat-tricka.

Mimo dramatycznej końcówki, nikt chyba w Madrycie nie ma złudzeń, że w finale zagra drużyna lepsza, która bardziej sobie na to zasłużyła. Przesądziła postawa w pierwszym meczu. Nawet pretensje Jose Mourinho do Howarda Webba, że nie wyrzucił z boiska Matsa Hummelsa za ewidentny faul, nie brzmią jak pretensja do Ovrebo, Busakki czy Starka. Zwłaszcza, że musiał zdawać sobie sprawę, że tylko dzięki życzliwości Webba do końca meczu dotrwał Sergio Ramos.

Niesamowite, ze to właśnie Lewandowski czterema golami w Dortmundzie, jego koledzy z Borussii i Juergen Klopp przypieczętowali koniec przygody Mourinho z Realem. I dziś oceniamy rozmiary jego klęski. Rafał Stec napisał na blogu, że Portugalczyk skarlał w Madrycie, mimo, że właśnie tutaj dostał do prowadzenia najlepszych piłkarzy świata, a przynajmniej w swej karierze. Ma rację, że Mourinho przegrał wszystkie konfrontacje z Kolppem, że dał się przechytrzyć, niczego na Borussię nie wymyślił i nawet ewentualny trzeci gol, dający Realowi awans do finału byłby skutkiem spowijającego boisko chaosu, a nie planu gry czy trafnego strategicznego ruchu trenera. Ani tym bardziej – logiczną konsekwencją przebiegu wydarzeń.



Nie zgadzam się jednak z opinią, że odchodzący po sezonie do Chelsea (gdzie go kochają), zostawia po sobie w Madrycie niewiele. Jeden triumf w lidze hiszpańskiej, jeden w krajowych pucharze, trzy niepowodzenia w półfinale Ligi Mistrzów. Sukcesiki w ilościach homeopatycznych, trzeba dużego wysiłku woli, żeby uwierzyć, że w ogóle były. Myślę, że trzeba jednak docenić przełamanie dominacji Barcelony w La Liga, bo była to przecież jeszcze ta wielka Barcelona Pepa Guardioli, na którego jako jedyny trener świata wreszcie znalazł sposób i to nie sięgając jak przy poprzednich próbach po antyfutbol. Nigdy się nie dowiemy na ile tamten przegrany sezon przyczynił się do decyzji Guardioli o konieczności wzięcia urlopu i wygnał z klubu, który kocha nad życie. Można by rzecz, że Mourinho zaczął demolować Barcę before it was mainstream, także w tym sezonie rozbił ją na Camp Nou w Pucharze Króla zanim to zrobił u siebie Bayern.

Choć celem była mityczna Decima, czyli 10 Puchar Europy dla Realu (i Tercima, czyli trzeci triumf w Lidze Mistrzów z trzecią kolejną drużyną dla niego) i pod tym względem Mourinho zawiódł. Ale jak bardzo zawiódł, skoro po latach odpadania królewskich w 1/8 finału, w każdym z trzech sezonów grał w półfinale? Oczywiście dla człowieka tak owładniętego obsesją wygrywania jak Mourinho drugie miejsce zawsze jest ostatnim, najgorszym. Ale ja naprawdę zapamiętam mu z pobytu w Realu więcej niż tylko palec w oku Tito Vilanowy, manitę na Camp Nou, polowanie na nogi piłkarzy Barcelony, pyskówki o mafii sędziowskiej UEFA i spisku UNICEF, konflikt z Ikerem Casillasem etc.

Nie podzielam też obaw Michała Okońskiego, że Roman Abramowicz oglądając mecze Realu powinien to sobie dobrze przemyśleć, zanim zacznie snuć wielkie nadzieje z powrotem Portugalczyka do Chelsea i Premier League. Oczywiście, że wraca inny Mourinho niż ten, który przychodził z FC Porto, ale czy gorszy? Nawet jeśli nie powie na wstępie jak wówczas, że jest Najlepszy i Wyjątkowy. Jak Michał Zachodny jestem przekonany, że wyciągnął wnioski z niepowodzeń jakie go spotkały w między czasie, bojów z mediami, piłkarzami, działaczami, sędziami. Sam mówi, że wraca tam gdzie go kochają, od dawna powtarzał zresztą o swoim sentymencie do Premier League. Wg mnie Anglia jest dla niego tym, czym Matka Ziemia była dla mitycznego Anteusza. Zyska siłę z każdym stąpnięciem, każdym meczem, treningiem, konferencją prasową… Jeśli gdzieś znów może stać się Wyjątkowy, to właśnie tutaj.

O największym wygranym półfinału, czyli Jurgenie Kloppie, któremu trzeba oddać co boskie i cesarskie (ups, Franz Beckenbauer nie byłby zachwycony) w następnej notce…


17 komentarzy

  1. clone.collective

    1 maja 2013 at 10:57

    Takich wyważonych komentarzy brakowało. Mou przestał być wyjątkowy (jeżeli w ogóle przestał), bo zawiedli go zawodnicy. Ewidentnie widać, że na tym poziomie Real powinien mieć remontadę po 20 minutach. ale jeżeli zawodnik (czy o zgrozo dwóch!) nie wykorzystuje sytuacji sam na sam, żeby dać wiarę na kolejne minuty, a zamiast tego spuszcza z zespołu powietrze, to nie ma w tym winy Mourinho…

    No cóż, marzy mi się, żeby jednak w Realu został chociaż do końca kontraktu, bo przy innej atmosferze wokół zespołu (szczególnie tej w prasie) i nastawieniu zawodników (tu raczej mourinho poległ) to Real mógłby zdominować futbol razem z Bayernem, przy takiej kadrze (z lekkimi zmianami) potencjał zdecydowanie ma.

  2. tonypain

    1 maja 2013 at 11:18

    Mourinho w Realu popełnia błędy, których nie popełniał w poprzednich klubach. Nie wiem, czy jest to spowodowane ilością gwiazd w szatni, czy nagonką mediów. Jednak tak jak w meczu z ManU decyzje personalne zrobiły na mnie wrażenie, tak decyzja o posadzeniu na ławce Benzemy (dwukrotnie!) w meczach z Borussią była dla mnie co najmniej niezrozumiała. Podobnie jak w pierwszym meczu Pepe na środku obrony. Ewidentnie zawodnik nie w formie, który nie doszedł do siebie po kontuzji. Jak The Special One mógł tego nie zaobserwować? I czy to oby na pewno jego decyzje? Więcej na Piłka w siatce!

  3. madapitu

    1 maja 2013 at 12:06

    ‚pycha kroczy przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną’ – o tym powinien pamiętać Mourinho.

  4. zprzemyslawo

    1 maja 2013 at 12:26

    Ja jestem zdania, że to był najgorszy Mourinho od czasów jego trenowania Porto. Dostał tak wielki do trenowania klub jak Real Madryt. Dostał takich dobrych piłkarzy, miał Cristiano Ronaldo dla niektórych najlepszego piłkarza na świecie, dostał ogromne pieniądze na transfery. A co osiągnął? Marne (jak na Real) zwycięstwo w lidze hiszpańskiej, pucharze króla i śmieszny superpuchar króla. Może dojdzie kolejny puchar króla. O półfinałach ligi mistrzów, to niedługo nikt nie będzie pamiętał. To nie jest polski klub, żeby trąbić o tym przez to lat. Na pewno nie po to został zatrudniony! Dodam jeszcze, że przez 3 lata w Realu za często Real nie miał dobrych przeciwników. W lidze hiszpańskiej i pucharze króla to raptem tylko 1 drużyna była co mogła zagrozić. To na pewno wielkie to osiągnięcie pokonywać ogórków i im strzelać gole na hiszpańskim podwórku. Przed sezonem w ciemno można zakładać, że mistrzem będzie Real albo Barcelona. W LM Real trafiał na ogórków w stylu Galatasaray, APOL, CSKA. Z takimi drużynami to nawet Smuda jakby był trenerem Realu poradził sobie. A jak trafił na Barcelonę, Bayern, MU, Borussię to słabo Real wypadał. Z Bayernem przegrał w rzutach karnych, ale w dwumeczu to jedynie 30 minut Real coś grał. W tym sezonie pokonał Barcelonę, która też nie jest w najlepszej formie co było widać w meczach z PSG, Milanem czy Bayernem. Z Borussią także nie zasłużyli na awans. W czterech meczach z Borussią byli ewidentnie gorsi. W półfinale też byli gorsi. W meczach z Borussią biegało w białych koszulkach pół miliarda funtów (według transfermarkt cała drużyna Realu jest warta 600 milionów funtów, Borussia ledwie 250 milionów funtów). Ja osobiście oczekiwałem więcej po Mourinho w takim klubie jak Real i z takim składem. Często oglądałem mecze Realu to ich styl nie zachwycał. Często to było dzida i do przodu – Ronaldo dobiegnie. Na jakieś Granady to sprawdza się. Nawet ostatnio na Barceloną sprawdzało się co grała „bez głowy” szczególnie w obronie. Era Barcelony może i kończy się, ale przez ten czas wiele osiągnęli. Era Realu za czasów Mourinho nawet nie zdążyła zacząć się, a już musi zakończyć się, bo nie było większych sukcesów.

  5. malik83

    1 maja 2013 at 12:29

    Mourinho nie zawiód, zawiedli zawodnicy…hmm
    pokretne to tłumaczenia, a kto wybrał zawodników? kto ich wyselekcjonował? kto miał miliony na ewentualne zmiany personalne? a może zawiódł manager mourinho i połowy szatni realu?to w takim razi mourinho nie ma nic do powiedzenia, i mit o jego wszechwładzy trzeba dodrukować w księdzę mitologia grecka

  6. kupisz14

    1 maja 2013 at 13:37

    @madapitu
    Jeśli wygrywasz to możesz być pyszny i wyniosły ale jeśli przegrasz to wszyscy ci to wypomną tak więc trzeba dużo odwagi i pewności siebie żeby być pysznym i wyniosłym.

  7. znawcapilkarski

    1 maja 2013 at 15:56

    Pojebało was? Mourinho zostaje w Realu, to pewne jak to że w nocy będzie ciemno. On wyciągnął Real z dna i powinien kontynuować swoją pracę.

  8. znawcapilkarski

    1 maja 2013 at 16:00

    nie świrujcie

  9. abw12300

    1 maja 2013 at 16:38

    Żałosne to, a nawet bardzo żałosne jak jakiś pismak obsmiewa kogoś po fakcie. Skoro jesteś taki mądry, to czemu tego nie napisałeś np. miesiąc temu? Co? Czemu miesiąc temu nie napisałeś jaki to marny ten trener…….. A dziś to i moja koza też by tak umiała napisać o M. jak Ty. Pomyśl se to i dopiero zobaczysz jaki jestes śmieszny.

  10. Gość: eho, 89-66-244-253.dynamic.chello.pl

    1 maja 2013 at 18:33

    Po raz kolejny bardzo chciałem. I znowu się nie udało. Wpisy pana Michała są na tak żenującym poziomie, że można doczytać do drugiego akapitu. Nie dość, że brak elementarnej wiedzy i powielanie idiotyzmów dziennikarzy nsport, to jeszcze totalnie nie trafione wnioskowanie. Przypomina mi się Brawo Sport, które czytałem mając osiem lat. Albo siedem.

    Hitem jest dla mnie typowanie za najsłabsze ogniwo Schmelzera. I, że pomiędzy nim, a Hummelsem była dziura:) To trzeba mieć minus 40 dioptrii, żeby nie widzieć, że od dwóch spotkań Borussia grała prawym Piszczkiem, półprawym Suboticiem i ustawionym siłą rzeczy podobnie Hummelsem. Dlaczego? Bo trzeba było wyeliminować Ronaldo. Jak najbardziej zneutralizować ryzyko akcji w jego wykonaniu i to się udało. To nie jest geniusz Kloppa, tylko literalna niewiedza takich gości, jak właśnie komentatorzy enki i pan Pol.

  11. Gość: jc, 83.2.229.18*

    1 maja 2013 at 18:56

    co tu sie bylo spinac na rewanz w madrycie , jak real slabo wypadl z niemczech i nie tworzyl ani zespolu ni druzyny.a i jedno , a gdzie byl piszczek w dortmundzie jak ch. ronaldo strzelil gola , przecie gral ronaldo na lukasza stronie i w madrycie gdzie piszczek jak ronaldo wyszedl sam na sam !??

  12. Gość: jc, 83.2.229.18*

    1 maja 2013 at 23:38

    kurka , a barca w plecy 0; 7 z monachium , to dopiero kleska wilanowy i hiszpanow . hiszpanskie kopacze w dwumeczu ze szwabami nie strzelily nawet gola !!!!!!!!!!!!!!!

  13. Gość: przeciw rasizm, 83.2.229.18*

    1 maja 2013 at 23:39

    ciekawe co po klesce barcelony i hiszpanow nabazgrze tera michal pol , pewnie nic z tego !

  14. tonypain

    2 maja 2013 at 00:36

    Zanim Pan Michał Pol napisze swoją opinię na temat Bawarskiej masakry piłą mechaniczną, zapraszam do zapoznania się z moimi spostrzeżeniami z tego meczu Umarł Król, niech żyje Król?

  15. wierzycastg

    2 maja 2013 at 01:49

    Bardzo mądrze Michał. W sumie Jose nawet jak na aspiracje Realu osiągnął coś, czego nie można zanegować. Poza tym ma jeszcze coś do udowodnienia w Chelsea nieprawdaż?

    Ja z innej beczki o Barcelona – Bayern. pawelkatnik.blox.pl/2013/05/Ribery-wyrownal-rachunki.html

  16. chamartin

    2 maja 2013 at 12:58

    Panie Pol,

    Zanim pojawi sie Pan w studio poważnej telewizji sportowej proszę sprawdzić (skoro Pan nie wie i powiela ten błąd n-ty raz), proponuje w Wiki,
    1. Kto to jest Mauricio Pellegrino
    2. Kto to jest Manuel Pellegrini
    3. Proponuję też sprawdzić Mauricio Pochettino, gdyby sie Panu z kimś pomylił
    4. Radziłbym również zapytać gdzieś, jak wymawiamy podwójne „LL” po hiszpańsku

  17. rankinglokat

    12 maja 2013 at 20:48

    Charnartin – podwójne ll to małe piwo. Ja proponuję sprawdzić, jak czyta się nazwiska ludzi z Portugalii czy z Brazylii. To dopiero heca, ile błędów popełniają dziennikarze i komentatorzy.

Zostaw odpowiedź