Pamiętam te genialne popołudnia…

 

Ale jestem z siebie zadowolony, że znów spontanicznie udało mi się stworzyć mały, fajny konkurs i powyciągać z Was cudowne wspomnienia dzieciństwa, które łączą nas wszystkich ze sobą, w tym z Alexem, Pepem, dla którego bramką były zaciągnięte sklepowe żaluzje w Santpedor, Wayne’m, który szalał z kumplami za piłką na ulicy w Croxteth, Zlatanem, któremu w przejściu podziemnym w Malmoe nikt nie potrafił odebrać piłki, Ronaldo de Assísem Moreirą, który kiedy już wszystkie chłopaki poszły do domu, kiwał się ze swoim psem i musiał robić to dobrze, żeby zwierz nie przegryzł mu piłki. Cieszę się, bo i wróciły moje wspomnienia, meczów na betonie gdzie bramkami były ławki, do trzech korków karny, a piłkę na podwórku między blokami na Międzynarodowej miał tylko jeden chłopak, bardzo chory na serce, z rozdętą klatką piersiową, który wybierał nierówne drużyny, oczywiście biorąc do swoje najlepszych. fajnie, że ktoś z Was przypomniał żelazną zasadę, żeby nie siadać na piłce, bo robi się jajo, a inny, że kto wykopał ten leci po gałę. Tak było z nami wszystkimi, tylko nazwiska na koszulkach się zmieniały. Ja kiedy stałem na bramce zawsze byłem Jean Marie Pfaffem (staaaaare dzieje, ktoś go w ogóle kojarzy?), z racji bujnej jeszcze wtedy fryzury i uwielbienia wygłupów (np. udawania przepuszczenia piłki pod brzuchem, żeby w ostatniej chwili rzutem nie dać jej wpaść do bramki, raz na Turnieju Dzikich Drużyn, ponieważ akcja prawie cały czas toczyła się po bramka przeciwników, opuściłem z nudów własną i schowałem się do otwartego kanału tuż za moja bramką, wywołując konsternację obu ekip, gdzie nagle wcięło bramkarza). A kiedy stałem na obronie, bo na szkolnym boisku zmienialiśmy się co pięć minut, albo co bramka zmiana, zawsze byłem Franco Baresim😉 Niestety, przyznaję ze skrucha, to o takich jak ja pisze wyróżniona favola03, bo wraz z resztą chłopaków nie chciałem grać z dziewczynami, choć pamiętam, że co jakiś czas pojawiały się chętne, demonstrując, że przynajmniej żonglować umieją lepiej niż my…

Dzięki Wam za te wspomnienia. Ciężko było wybrać najlepsze, bo przecież wszystkie są równie ważne i wyjątkowe. Wspólnie z tłumaczem książki del Piero ‘Gramy dalej’, Marcinem Nowomiejskim musieliśmy jednak rozdać pięć nagród, postanowiliśmy więc wybrać najbardziej ujmujących. O to autorzy i ich notki (pierwszym miejscem – symboliczne, bo nagroda taka sama dla wszystkich – postanowiliśmy wyróżnić leskoo0, reszta zajmuje drugie miejsce na podium, a kolejność alfabetyczna). Poproszę o adresy na mejla!

 

leskoo0

Pamiętam te genialne popołudnia, kiedy to najdrobniejsze szczegóły nie miały znaczenia. Oryginalna koszulka, czy ta podrabiana z rynku? Markowe buty? A może szmaciaki pozostałe po starszym bracie? To nie miało znaczenia. Ważna była P-I-Ł-K-A. Kilka szybkich ruchów otwarcie szafy i stawałeś się kimś innym. Nagle biało-czarne pasy, czy napis O2 na stroju, zmieniały Twoje oblicze. Del Piero, Henry, Giuly – nie wiedziałeś praktycznie nic na ich temat? Pamiętasz? Henry mija jednego, drugiego. HENRY! krzyczałeś kiwając chłopaków. Nikt nie śmiał się, nie patrzył na Ciebie przez pryzmat tego, czy Twój tato jest biznesmanem czy alkoholikiem. To było piękne. Jednak gdy tylko nie trafiłeś na pustą bramkę, każdy wiedział jak zareagować. Język futbolu działał samowolnie. 
Pamiętam te genialne popołudnia, kiedy to po wykopaniu piłki na podwórko sąsiada, nie było odważnego. Ty wykopałeś, więc idziesz… Złota zasada. Najczęściej słowa te wypowiadał ten, którego gała była własnością. U mnie zawsze kończyło się kłótnią. Kolega zaczął wyzywać nazwisko z Twojej koszulki. Miałeś ją na sobie, więc musiałeś jej bronić! Następny dzień i nikt nie pamiętał o konflikcie. Nawet jeśli, to pokrzywdzeni pokazywali swoją złość w grze. Upokorzenie przez kolegę, który założył Ci sito między nogami bolało bardziej niż siniak pod okiem. Nagle przychodzili starsi. Owłosione nogi, opalone sylwetki. Marzyłem i odliczałem czas, aby zająć ich miejsce. Stało się to szybciej, aniżeli mógłbym kiedykolwiek przypuszczać. 
Upłynęło sporo lat. Patrz – piękne jak piłka nożna wychowuje. Współczuję tym, którzy nie kochają futbolu. Ten sport, zaszczepiony podczas genialnych popołudni, stał się pasją, celem na przyszłość. Po prostu życiem 🙂

 

favola03

Pamiętam te genialne popołudnia siedzę na schodach przed wejściem do domu. Jeszcze opóźniam wejście do środka. Wdycham ciepłe, majowe powietrze, smakuję słone łzy dziecięcego odrzucenia i masuję posiniaczoną buzię. Cześć, mam na imię Agnieszka, mogę z wami zagrać?- wspominam swoje pytanie i bolesną odpowiedź: Nie, jesteś dziewczyną. I ten moment, gdy z małymi, zaciśniętymi mocno piąstkami rzucam się na chłopca, by pokazać mu siłę, w którą nie uwierzył. W kręgu dziecięcych marzeń, gdzie rysą na honorze jest wyłączenie ze wspólnej zabawy, czas się zatrzymał. Kurz, krew, pot. Już zabrzmią w tłumie słowa, że jesteś dziewczyną. Ciosy padają bez znieczulenia. I czyjeś kroki i mgła przed oczami i stłumione krzyki. Ktoś nagle szarpie cię za podarty rękaw i prowadzi do domu. Nie zagrałaś z nimi. Nie dostałaś szansy na boisku. I nikt się już nie dowie ile kosztują pierwsze porażki, które zapadły bez twojego czynnego udziału. Dziś oni rozgrywają międzynarodowe mecze w wirtualnym świecie gier komputerowych. Ty spieszysz się na ligowy mecz, w koszulce nr 10 biegniesz przez miasto, by nie spóźnić się na pierwszy gwizdek

 

iekarski

Pamiętam te genialne popołudnia, kiedy wracał do domu i był już tylko mój. Te genialne popołudnia, gdy bawiliśmy się razem. Wtedy liczyło się tylko to, zabawa, czas bez żadnych zmartwień tylko On i ja. Te genialne, letnie popołudnia gdy kopaliśmy piłkę do zachodu słońca a potem piliśmy oranżadę pod sklepem. Często kupował mi lody czekoladowe i gumy Turbo. To on wszczepił we mnie kibica piłkarskiego. Był moim pierwszym przyjacielem. Mój dziadek. Dzisiaj już go nie ma, a sam nie jestem już dzieckiem ale dzięki tym wspomnieniom nigdy mnie nie opuści. I będę pamiętał te słowa, że w każdej sytuacji dam radę.

 

keloy

Pamiętam te genialne popołudnia, kiedy chciałem, żeby nigdy nie zachodziło słońce. Żeby mama rzuciła jeszcze 2 złote z balkonu, bo chciało mi się pić po grze w piłkę. Kiedy baliśmy się z kolegami, gdy przychodzili starsi i zajmowali nam boisko. Gdy wszyscy bali się siadać na piłkę, bo zrobi się jajo. Mimo wszystko, tak młodzi, z tak wielkimi marzeniami. Nieważne, czy się wygrywało, czy nie, czy było ciemno, czy padał deszcz, czy padały ładne bramki… Ja z ręką na sercu każdego popołudnia krzyczałem „ja jestem Rivaldo!”… byłem swoim własnym Rivaldo na własnym osiedlu. I tych wspomnień nikt mi nie zabierze!

 

TyphooN

Pamiętam te genialne popołudnia jedno osiedlowe boisko przy szkole wielu chętnych. Starszyzna miała pierwszeństwo A my obok boiska, kawałek asfaltu, narysowane mini boisko. Bramki z klocków (nie Lego) z siatką z bandaża, a w worku kilka drużyn z kapsli. Nie byle jakich. Najlepsze były te po markowych napojach, wypełnione stopioną świecą lub plasteliną. Każda drużyna z pieczołowicie zrobionymi koszulkami w barwach narodowych, nazwiska, numery, wszystko pieczołowicie chronione taśmą samoprzylepną tak, aby nic się nie uszkodziło Kiedy kulka z łożyska wpadała do bramki było nas słychać bardziej niż tych szczęśliwców obok Del Piero był na kapslu po Coca-Coli to było coś te ślizgały się najlepiej. 
Później to my byliśmy starszyzną 😉 


 

 



6 komentarzy

  1. leskoo0

    7 maja 2013 at 16:23

    Adres został wysłany. Dziękuję serdecznie 🙂 Niezwykle mi miło. Przy okazji gratuluję wszystkim zwycięzcą i życzę przyjemnego czytania.

  2. leskoo0

    7 maja 2013 at 16:24

    *zwycięzcom 🙂

  3. favola03

    7 maja 2013 at 19:13

    Ja również wysłałam już swój adres. Bardzo się cieszę, dziękuję i serdecznie pozdrawiam 🙂

  4. iekarski

    7 maja 2013 at 21:18

    I ja wysłałem adres na mejla (michal.pol [małpka] agora.pl). Bardzo dziękuję!

  5. bnowy

    8 maja 2013 at 13:16

    Gratulacje wyróżnionym i gratulacje Michale za pomysł 🙂
    Również pamiętam te genialne popołudnia…

Zostaw odpowiedź