Czarodziej z Dortmundu

 

Zdjęcie zrobione HTC One X+

Jak widać na zdjęciu Londyn już gotowy na przyjęcie głównych aktorów sobotniego finału Ligi Mistrzów. Zafrasowany Bobby Moore zastanawia się pewnie jak to możliwe, że Fussball is coming home na jego Wembley. Bayern można uznać za stałego bywalca finałów, w końcu to jego trzecia wizyta w ciągu ostatnich czterech lat. Borussia Dortmund to gość dość niespodziewany, acz witany z radością. I jedno i drugie zawdzięcza w ogromnej mierze swemu trenerowi, Juergenowi Kloppowi. Myślę, że nawet jego zaskoczyło jak wspaniałe plony i jak szybko zbiera jego autorski projekt. Jeśli coś sprawia, że nawet strata na finał takiego zawodnika jak Mario Goetze nie sprawia, że z góry skreślamy szanse Borussii to właśnie osobowość, zdolności taktyczne jej trenera. Choć Bayern uciekł w tym sezonie całej Europie i całej Bundeslidze, zostawiając za sobą przepaść, drużyna Kloppa zdołała zremisować z nim w lidze 1:1, a w ćwierćfinale Pucharu Niemiec ulec zaledwie 0:1, tych meczach owej przepaści widać nie było. Faworytem w finale nie jest (i być nie chce, Klopp chętnie spycha tę presję na Bawarczyków – moje ulubione zdanie jakie wypowiedział to, że wygrywając Ligę Mistrzów Borussia nie stanie się najlepszą drużyną świata, ale pokona najlepszą drużynę świata), ale nie była i we wszystkich czterech starciach z Realem Madryt (grupowych i półfinałowych), ani w meczach z Manchesterem City, a awansowała z grupy pierwszego miejsca.

Z tej wyjątkowej okazji, by przybliżyć postać trenera Borussii wklejam fragment jego portretu jaki wraz z Darkiem Wołowskim napisaliśmy do Newsweeka sprzed kilku tygodni, pt. Czarodziej z Dortmundu. Naszym zdaniem nie ma wiele przesady w tym tytule, zaczerpniętym z wydanej niedawno biografii trenera Borussii. Ze średniaka Bundesligi w krótkim czasie uczynił dwukrotnego z rzędu mistrza Niemiec. Mało znani zawodnicy pod jego ręką stali się gwiazdami swoich reprezentacji. Wszyscy trzej Polacy – Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek zgodnie przyznają, że dzięki Kloppowi są lepszymi piłkarzami. – Uważam, że bardzo się rozwinąłem pracując z nim. Najpierw potrafił dostrzec we mnie potencjał, bez tego nie ściągnąłby mnie do klubu, a potem sprawił, że niektóre aspekty mojej gry wręcz eksplodowały. Ma świetne oko, stojąc widzi co muszę poprawić, żeby lepiej wykorzystywać moje możliwości i pomaga mi w tym. To samo może właściwie powiedzieć każdy z kolegów z klubu – powiedział nam Lewandowski.

Nerwus z telewizji

Kariera Kloppa „od pucybuta do milionera”, trenera z przypadku, który dostał na próbę jeden mecz i perfekcyjnie wykorzystał szansę wzbudza u rodaków wielki szacunek, ale on sam – skrajne emocje. Podziwiany za pracowitość, perfekcjonizm, dbałość o detale, relacje z piłkarzami, którzy po golach lecą wyściskać go jak ojca, i obsesyjną nienawiść do przegrywania. Elokwencją i brylowaniem w mediach jednych zachwyca, innych irytuje. Legenda niemieckiego futbolu, Franz Beckenbauer, związany całe życie z Bayernem Monachium nazwał go złośliwie „TV Bundes-trainer” (Telewizyjny trener reprezentacji) i zapowiedział w stacji ZDF, żeby nie zapraszać go do tych samych programów co tego „błazna”. Ale widzowie zachwycali się erudycją Kloppa – za umiejętność przystępnego klarowania im, co się dzieje na boisku podczas mundialu w 2006 roku i Euro 2008 otrzymał dwie nagrody dla telewizyjnej osobowości roku.

Klopp przed meczem i w trakcie to Dr Jeckyll i Mr Hyde. Na treningach zawsze w dresie, zawsze wśród zawodników, często się z nimi wygłupia, żartobliwie fauluje, wskakuje im na barana, tarza się wręcz ze śmiechu, gdy Lewandowski pudłuje stojąc tuż przed bramką, po zwycięskich sezonach wspólnie oblewa się z chłopakami piwem. Podczas gry zmienia się jednak w wulkan, małe dziecko z ADHD i niebezpiecznego psychopatę w jednym – co sam przyznał kiedyś w studio TV, gdy odtworzono mu jego własne zachowanie. Nie usiedzi w miejscu, biega wzdłuż linii, robi miny, wrzeszczy, wymachuje rękami. Potrafił podbiec do sędziego technicznego i w ostatniej chwili powstrzymać pod uderzeniem go głową: trafił arbitra w czoło brzegiem baseballowej czapeczki, a później sam siebie nazwał za to „idiotą”. Z pokorą płaci kolejne kary nakładane przez władze Bundesligi (DFL), zebrało się tego dobre kilkanaście tysięcy euro. Po dramatycznej wygranej z FC Koeln w ubiegłym sezonie wykonał szalony rajd triumfalny po krzesełkach, kolejną grzywną DFL. Podczas innej radosnej szarży po boisku zerwał mięsień. Żona Ulla nieustannie błaga go przed meczami, żeby nie narobił wstydu. Bez skutku. W szale emocji zdaje się nie panować nad sobą.

 

Prymus

Zawsze był prymusem. Nawet gdy nauka nie szła mu bez kłopotów, został przewodniczącym samorządu. Na sport został skazany przez ojca, który po narodzinach dwóch córek tak bardzo chciał mieć syna, że kiedy ten się wreszcie pojawił, umyślił sobie, iż Juergen koniecznie musi odnieść sukces. Mama trenera opowiada w biografii syna jak ojciec opróżnił z mebli sypialnię, postawił w niej bramkę i kazał 3-letni Jurgenowi ćwiczyć strzały! – Synu, tylko strzelaj na bramkę, nie do szyb! – miał mu powiedzieć. Chłopak potrafił jednego dnia startować w zawodach narciarskich i tenisowych, a wieczorem odbyć jeszcze trening piłkarski.

Jako piłkarz kariery jednak nie zrobił, grał w przeciętnych drugoligowych klubach zwiedzając wszystkie pozycje na boisku oprócz bramkarza. Wszędzie zostawał jednak kapitanem drużyny. Trenerzy mieli do niego największe zaufanie, czuli, że jest ich prawą ręką na boisku. – Dobrze grałem głową, ale od szyi w dół było już dużo gorzej – wspomina. Jego trener z Mainz, Wolfgang Frank mówi, że Klopp wybiegał na boisku mając w głowie tysiące pomysłów, ale brakowało mu umiejętności, aby je zrealizować.

28 lutego 2001 roku, trzy dni po rozegraniu ostatniego ze 325 meczów w barwach Mainz został jego trenerem. Poprzednika i przyjaciela, Eckharda Krautzuna, z którym godzinami rozmawiał o taktyce, zwolniono, bo klub stanął przed groźbą spadku do trzeciej ligi. Podczas konferencji prasowej dziennikarze przyjęli nominację Kloppa jako żart. Miał prowadzić drużynę tylko w jednym spotkaniu, do znalezienia następcy z prawdziwego zdarzenia, ale wygrał. Kolejne spotkanie również i następnych pięć z sześciu. Mainz utrzymało się, a po dwóch sezonach awansowało do Bundesligi. Gdy w 2008 roku Klopp odchodził do Borussii Dortmund na pożegnalnej imprezie na Placu Gutenberga dziękowało mu ponad 15 tysięcy kibiców. Ojciec nie dożył sukcesu syna, zmarł na raka siedem lat wcześniej.

Z Borussią nie tylko zdobył dwa mistrzostwa Niemiec i awansowął do półfinału Ligi Mistrzów. Drużyna to jego autorski projekt, stworzony za niewielkie pieniądze. Ze składu, który obejmował zostało tylko trzech piłkarzy, w tym Błaszczykowski, wszystkich pozostałych wyszukał sam, jak Lewandowksiego, którego przez ponad rok obserwował się meczach polskiej Ekstraklasy nim kupił za 4,5 miliona euro. Shinji Kagawę wypatrzył w lidze japońskiej i sprowadził za 350 tys. euro, by po dwóch latach sprzedać Manchesterowi Utd za 16 milionów.

Guardiola i Mourinho w jednym

Wielu ekspertów uważa, że dzięki sukcesom Klopp zhardział. Były mistrz świata z 1974, dziś komentator Günter Netzer stwierdził, że trener Borussii łączy w sobie cechy dwóch najlepszych obecnie trenerów świata. – Jest jak Pep Guardiola i Jose Mourinho w jednym. Tak jak Katalończyk chce by jego drużyna grała ofensywnie i pięknie, ale stosuje prowokacje w stylu trenera Realu, by odciążyć zawodników od presji i wziąć ją na siebie – zauważył Netzer.

Gdy dziennikarze zarzucili Kloppowi, że tuż po losowaniu par półfinału Ligi Mistrzów trener Realu pojawił się na trybunach podczas ligowego meczu Borussii, za to on nie wybrał się do Madrytu, wybuchnął śmiechem. – To czego się dowiedział o nas Mourinho, mogłem mu opowiedzieć przez telefon. Wraca do domu z informacjami bez znaczenia. Ja nie muszę jeździć na Santiago Bernabeu, by wiedzieć jak gra Real – wyjaśnił ironicznie. Odniósł się też do drugiego półfinału, czyli starcia Bayernu Monachium gra z Barceloną. Uwielbia drażnić Bawarczyków, najpotężniejszy klub Bundesligi, który od nowego sezonu poprowadzi Guardiola. – Stawiam swój tyłek, że przed starciem z Katalończykami szefowie Bayernu zadzwonią jednak po radę do Pepa – stwierdził Klopp. Wściekły wiceprezes Bawarczyków Karl-Heinz Rummenigge odpowiedział: – Niech Klopp uważa, by jego tyłek nie wylądował w muzeum Bayernu, a zastawiać powinien raczej swoją przeszczepioną fryzurę – dodał robiąc aluzję do dbałości trenera Borussii o wizerunek (został wybrany najlepiej ubraną osobistością sportową Niemiec).

Atakując najbogatszy, najpotężniejszy klub w Niemczech, Klopp pokazuje swoim piłkarzom, że Borussia nie musi pochylać głowy wobec kolosa, ani czuć wobec niego kompleksów. W czwórce półfinalistów Ligi Mistrzów Borussia to Kopciuszek. Jej trener musi pokazywać, że nikogo się nie boi, by tchnąć wiarę w swoich zawodników. Tak zawsze robił Mourinho.

Z Guardiolą łączy go filozofia gry: ofensywnej, bezkompromisowej, umiłowanie ataku. I przekonanie, że „futbol to nie tylko produkt, ale przede wszystkim kultura”, a Borussia jak Barcelona jest własnością kibiców. Dlatego wiele razy otwarcie popierał protesty kibiców wobec zbyt wysokich cen biletów na mecze. – Jeśli ludzie opuszczą stadiony, to będzie koniec piłki – mówi.

Tak jak Mourinho, Klopp lubi mieć wszystko pod kontrolą, od wysokości trawy na boiskach treningowych po to, kto z kim nocuje w pokojach podczas wyjazdów. Wprowadził zasadę losowania. Jako trener XXI wieku nie waha się stawiać na nowe technologie czy zajęcia „Life-Kinetik” z wykorzystaniem urządzenia o nazwie Footbonaut, czyli klatki, do której wchodzi zawodnik musząc najpierw przyjąć wystrzeliwane w różnym tempie piłki, a potem zagrać je w jeden z 72 paneli.

Nie dla idiotów

Pytamy Lewandowskiego czy tak szybki sukces jakim były dwa mistrzostwa Niemiec po krótkim okresie prasy zmieniły Kloppa. – Jako człowiek nic się nie zmienił, za to na pewno stał się lepszym trenerem, umie wykorzystywać zebrane doświadczenie. Zawsze potrafił wyciągać wnioski, robi to nawet po meczach, które zagraliśmy rewelacyjnie. On i tak znajdzie coś, co nam wypomni, pokaże co mogliśmy zrobić lepiej – mówi napastnik reprezentacji Polski.

I dodaje, że Klopp wciąż ma te same relacje z zawodnikami. – Atmosfera w drużynie jest tak samo dobra, jak przed naszym pierwszym mistrzowskim sezonem. Nadal potrafi z nami o wszystkim rozmawiać. Wie, kiedy można sobie pozwolić na żarty, wspólne wygłupy, śmiech na treningu. Ale kiedy trzeba potrafi zagonić nas do ciężkiej pracy i wymóc pełną koncentrację. Wtedy nie ma zmiłuj, u niego nikt nie może sobie pozwolić na fochy gwiazdy – mówi Lewandowski. Klopp potwierdził to ostatnie w jednym z wywiadów, mówiąc: „nie wiem jak dobrym piłkarzem musiałby być ktoś, żebym zniósł, że jest dupkiem. Jeszcze nie miałem takiej sytuacji. Nie sprowadzam do drużyny idiotów, bo spędzamy razem zbyt wiele czasu”.

Wyjątkowe relacje trenera z zawodnikami podkreślają wszyscy, którzy z nim pracują lub pracowali. Jego krytyka jest zawsze rzeczowa. Zdarza się, że czasem rezerwowi nie wytrzymują swojej roli i jak Ivan Perisić, odchodzą z klubu. O odejściu otwarcie mówił też Błaszczykowski, która stracił miejsce w składzie przed Euro 2012. Klopp potrafił go jednak zmotywować do pracy nad sobą i walki o powrót do składu. Po paru miesiącach Kuba znów zdobywał ważne gole, teraz rozgrywa najlepszy sezon w karierze.

Piszczek pod ręką Kloppa stał się czołowym prawym obrońcą Europy dwukrotnie wybieranym do jedenastki sezonu Bundesligi. Klopp żartuje, że Piszczek to jedyny zawodnik do którego nie musi zdzierać gardła. – Czasami wkurza mnie, że ta polska banda w Borussii nie chce rozmawiać ze sobą po niemiecku. Ale kiedy coś do nich mam, mówię po polsku. Nauczyłem się nawet zwrotu: „rusz dupę!” i wydaje mi się, że więcej polskich słów nie muszę znać – żartował w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Zawsze lojalny wobec swoich piłkarzy. Choć Lewandowski nie przedłuża kontraktu z Borussią, a media spekulują do jakich klubów odejdzie, Klopp nieustannie wspiera Polaka. Podkreśla, że Lewy to jeden z pięciu najlepszych napastników Europy i rozumie jego chęć szukania wyzwań, a jednocześnie ceni za profesjonalizm i to, że nie pozwala by spekulacje przełożyły się na jego skuteczność.

W Niemczech mówi się, że jest kwestią czasu kiedy obejmie reprezentację. Na razie odrzuca lukratywne oferty najbogatszych klubów Europy jak Chelsea. Chce wypełnić kontrakt z Borussią, który wygasa w 2016 roku. Trzy lata temu podczas wyborów samorządowych o mało – mimo woli – nie został burmistrzem w miasteczka Hornberg. Niemieckie prawo pozwala głosować na osobę, której się ufa, nawet jeśli jej nazwiska nie ma na oficjalnej karcie. Wielu mieszkańców Hornberga uznało, że najbardziej ufa Kloppowi. On sam zastrzega jednak, że polityka kompletnie go nie interesuje. Żyje futbolem i tylko dla futbolu…

Zdjęcie zrobione HTC One X+

 



7 komentarzy

  1. Gość: mus, cpc2-livi6-2-0-cust912.18-2.cable.virginmedia.com

    23 maja 2013 at 03:59

    spoko trener a niemiec 🙂

  2. Gość: aaa, cerber2.pf.com.pl

    23 maja 2013 at 09:39

    Ogólnie niezły tekst ale mnóstwo literówek i błędów. Tak też opublikowaliście w Newsweeku?

  3. danieldominiak

    23 maja 2013 at 14:05

    Oj ludziska… To jest prywatny blog, na którym właściciel może pisać jak chce i co chce. Tak trudno to zrozumieć?
    A tekst całkiem spoko. Rozumiem też, że producent smartphona płaci jakąś kaskę za info o tym, jakim aparatem zostały zrobione opublikowane tutaj zdjęcia. 😛

  4. Gość: piotr, pat169.internetdsl.tpnet.pl

    23 maja 2013 at 15:33

    …”Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych… ” – Michał Pol. Nie ma się więc co czepiać. Pana artykuły i spostrzeżenia zawsze są ciekawe (jak i krawaty i T-shirty).
    Sympatie po stronie Borussi ale atuty po stronie Bayernu.

  5. Gość: Max, 87-207-149-242.dynamic.chello.pl

    23 maja 2013 at 19:30

    Co z tego, że ma dysleksję? Tak trudno wklepać tekst do worda, gdzie samo podkreśla błędy? Żenada.

  6. kapciowy_silva

    23 maja 2013 at 21:22

    Ale po co ma wklepywać do worda?? Żeby ktoś nie napisał żenada??
    Kto normalny na swoim blogu przejmuje się opiniami trolli??

  7. dante1002

    23 maja 2013 at 23:43

    Finał Borussii to bez dwóch zdań wielkie dzieło Kloppa. Bez względu na wynik finału Champions League to właśnie on będzie wśród trenerów największym wygranym tego sezonu. Objawił się w Lidze Mistrzów niczym jego gwiazdy z drużyny jak Goetze, Reus czy Lewandowski. To w sumie swoją drogą niesamowita sprawa, że od 1 lipca 2008 roku zaczęła się droga na szczyt, od którego znalazł się właśnie o krok. Faworytem pomimo tych wszystkich statystyk i odniesień do historii jest bez dwóch zdań Bayern. W znaczący sposób potwierdził w tym sezonie opinię faworyta Champions League. Natomiast Borussia czarnego konia rozgrywek. Dwa ostatnie finały rozgrywek Bawarczycy przegrali (2010, 2012). Kolejny miałby się okazać też przegrany? Dla mnie to wydaje się niemożliwe, by pech nie został przełamany na Wembley. Nie po to Bayern w wielkim stylu odprawił Juventus i Barcelonę bez starty bramki, sam zdobywając ich aż 11 aby pośliznąć się w finale. Będę mocno zdziwiony jeśli Bayern tego nie wygra, ale takiej opcji nie zakładam. Kibicuję im z całego serca i życzę im aby wreszcie zdobyli ten puchar, a Jupp tak jak z Realem na do widzenia wygrał Ligę Mistrzów.

    PS. Oglądałem dzisiaj w N Sport program przed finałem, gdzie gospodarzem był Sergiusz Ryczel. Oby się nie okazało w sobotę, że to on będzie komentował finałowy pojedynek. Mam nadzieje Michale, że rozwiejesz moje wątpliwości 🙂

Zostaw odpowiedź