Zły dotyk Adama Nawałki?

Oczywiście, że jak wszystkich zadziwił mnie selekcjoner Adam Nawałka swoimi pierwszymi powołaniami. Ale nie tyle samymi nazwiskami, ile drogą jaką obrał. Szerokim otwarciem na Ekstraklasę. Daleki jestem od nazywania go „Zawałką”, jak to robią „internety”. Rozumiem, że do końca kwietnia daje sobie czas na eksperymenty. Chce w tym czasie – jak to mawiał Franciszek Smuda – „dotknąć” naszych ligowców. Sprawdzić czy w Tomaszu Brzyskim, Rafale Koszniku czy Adamie Marciniaku znajdzie alternatywę na lewej stronie dla Sebastiana Boenischa czy Kuby Wawrzyniaka. Jako były współpracownik Leo Beenhakkera chce się być może przekonać na własne oczy czy tacy piłkarze jak Marcin Kamiński, Michał Pazdan, Tomasz Hołota czy Łukasz Teodorczyk mogą prezentować ów magiczny „international level”, o którym mówił Holender. Czy to jednak dobry pomysł, by do majowego sprawdziany generalnego z Niemcami każdy sparing reprezentacji traktować jak wyjazd ligowców na zimowe zgrupowanie do Emiratów, Turcji czy Tajlandii, z których niewiele wynikało i mało kto przebijał się do pierwszej drużyny? Czy tą metodą Nawałka zbuduje drużynę i tchnie w nią takiego ducha, jakiego nie potrafił tchnąć ani Smuda ani Waldemar Fornalik? Mam wątpliwości.

Największym problemem obu poprzednich selekcjonerów było to, że mając pod względem indywidualnym grupę najzdolniejszych polskich piłkarzy od dwóch dekad, nie potrafili stworzyć z nich drużyny. Większość cenionych w Europie zawodników, bo przecież nie tylko Robert Lewandowski, regularnie grała w kadrze poniżej poziomu prezentowanego w klubach. Kadra Fornalika rozpoczęła kluczowy dla awansu mecz z Ukrainą bez ani jednego piłkarza Ekstraklasy. Niewielu kibiców czy dziennikarzy kwestionowało tamten skład. Jeśli kogoś w nim brakowało to – z różnych względów – raczej zawodników zagranicznych jak Ludovic Obraniak, Damien Perquis czy Boenisch, niż któregoś z ligowców. Od tego czasu nie wiele się zmieniło. Najważniejszym zadaniem Nawałki jest sprawić, by u niego Lewandowski, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek grali jak u Juergena Kloppa, żeby Obraniak był w kadrze tak samo kluczowym piłkarzem jak w Bordeaux, a obecność na lewej stronie Boenischa – grającego po 90 minut w każdym meczu Bayeru Leverskusen, czy w Bundeslidze czy Lidze Mistrzów – była oczywistością.

Nie bronię Nawałce sprawdzać ligowców na lewej stronie, ale czy nie lepiej już teraz pochylić się nad problemem Boenischa, a nie dopiero w przededniu meczu z Niemcami? Czy nie lepiej od razu spotkać się z Obraniakiem i wymyślać jak polepszyć jego współpracę z Lewandowskim? Tymczasem tzw. „farbowane lisy” dostały czytelny dla siebie sygnał: nie zostali powołani na pierwsze zgrupowanie nowego selekcjonera, który „dopiero sobie z nimi porozmawia”. Zwłaszcza, że jak każdy selekcjoner, Nawałka dostanie cholernie mało czasu na konieczne „dotknięcia”. Stąd bardziej niż niektóre nazwiska powołanych zdumiewa kilka nazwisk niepowołanych. Kamila Glika, bo ciężko będzie sobie z Niemcami wyobrazić defensywę bez kapitana Torino, czy Sławomira Peszki, który akurat znalazł się w życiowej formie, w przeciwieństwie do oswajającego się z 2. Bundesligą Piotra Ćwielonga.

W tym wszystkim najmniej dziwi i przeszkadza powołanie bramkarza pierwszoligowego Dolcanu Ząbki, Rafała Leszczyńskiego. Słusznie przywołuje się porównanie do powołania przez Beenhakkera 17-letniego Wojtka Szczęsnego na zgrupowanie przed reprezentacji przed Euro 2008. Co prawda w przeciwieństwie do Leszczyńskiego, Wojtek był już wówczas wielką nadzieją Arsenalu, największą gwiazdą towarzyskiego meczu Europa – Afryka na Camp Nou, po którym wróżono mu świetlaną karierę. Ale tak jak w przypadku zawodnika Dolcanu na zgrupowaniu miał nie rywalizować z doświadczonymi kolegami, ale uczyć się od nich, zbierać doświadczenie. Lepsze to niż powołanie w roli bramkarza nr 3 rezerwowego bramkarza któregokolwiek z europejskich klubów. Tylko, że o ile Leszczyński ma czas na naukę, o tyle Nawałka niestety prawie wcale nie ma czasu na budowę drużyny.

2 komentarze

  1. ~futbolowypunkt.blog.pl

    14 listopada 2013 at 10:17

    W 100 procentach się zgadzam. Brak powołań dla Obraniaka, Boenischa czy Polańskiego to ogromny błąd. Ponadto stwierdzenie selekcjonera, że „dopiero sobie z nimi porozmawia”, w moim odczuciu może dać jasny sygnał tej trójce, że są drugą kategorią Polaków.A podejrzewam, że na akceptacji i pokazaniu, że też są traktowani jak równorzędni reprezentacji Polski ( na równi z Kubą, Lewandowskim itp.) zależy im bardziej niż na grze w pierwszej jedenastce.

  2. ~boiskowy.blog.pl

    15 listopada 2013 at 13:53

    Pozwoliłem sobie na przyłączenie do dyskusji, bo znajduje odzwierciedlenie dla moich teorii na temat naszej reprezentacji. Jeśli mogę skorzystać z gościnności Pana Michała i zaprosić do dyskusji także na mojego bloga, będę zobowiązany. Nie chcę kopiować swoich wypowiedzi i zaśmiecać cudzej strony, dlatego z przyjemnością wymienię się postami.
    http://boiskowy.blog.pl/ – serdecznie zapraszam 🙂

Zostaw odpowiedź