Brazuca za Heleno

Przepraszam, że rozwiązanie konkursu aż z takim opóźnieniem, ale od powrotu z Brazylii tyle się wydarzyło, że w nowej roli ledwo wszystko ogarniam. Ale obiecuję (głównie sobie), że w 2014 roku – jakże niesamowitym dla wszystkich fanów futbolu, bo najlepszy mundial w historii i apetycznie zapowiadająca się Liga Mistrzów – będę traktował bloga z należytą atencją. Zwłaszcza, że właśnie dostałem zostałem pierwszym laureatem Grand Press Digital, dla najbardziej multimedialnego dziennikarza w kraju, której to nagrody nie byłoby bez tego bloga i moich z Wami akcji i dyskusji.
Z radością oznajmiam, że mundialową Brazukę (oficjalna piłka meczowa, żadna podróbka), którą kopały bose, brazylijskie stopy na plaży Copacabana i Ipanema (tam ją testowaliśmy) otrzymuje Kuba Machowina za opowieść (bo to nie zwykła notka ani opis akcji) „Realizm magiczny” o Heleno. Jestem Kubie (który mam wrażenie już coś kiedyś u mnie wygrał) wdzięczny za ten gwiazdkowy prezent. Pięknie napisaną (mimo może zbyt wielu przymiotników i metafor – ale w końcu mowa jest o brazylijskich czarodziejach futbolu) historię. O takiej marzyłem ogłaszając konkurs. Przeczytajcie zresztą sami.

Realizm magiczny
Kuba Machowina

Książę życia umierał parę razy, za każdym razem rozdzierany przez drążące jego duszę demony – zazdrość, odrzucenie, zapomnienie. Kiedy 29 czerwca 1958 roku na stadionie Rasunda w Sztokholmie młodziutki Pele strzelił gola na 5:2, pieczętując mistrzostwo świata dla rodzącej się potęgi „Canarinhos”, „Książę Rio” wyjął wszystkie papierosy z paczki i wsadził je do ust. Odpalił je kolejno jeden po drugim, niczym lont wypalający się powoli, a zmierzający do jednego – agonii, czyli ukojenia. Innym razem zjadł wszystkie wycinki z gazet uwieczniające jego boiskowe popisy, a którymi oklejony był jego szpitalny pokój. Niestety, znowu przeżył. Życie trzymało się go niczym dawne uwielbienie, jakim darzyło go każde bijące serce w Kraju Kawy.
Zazdrościł. Sukcesy Didiego, Vavy, Pelego i Garrinchy pożerały jego duszę – to on miał zostać bohaterem narodowym. Nie udało się. Na drodze do nieśmiertelności stanęły najpierw II wojna światowa, a w 1950 roku wybuchowy charakter i trudne relacje z ówczesnym selekcjonerem Brazylii, Flavio Costą. Kilka lat wcześniej obaj panowie pracowali razem w jednym klubie, a „Książę” przystawił swojemu trenerowi do głowy broń i… pociągnął za spust. Broń była nienaładowana. Do dziś brazylijscy dziennikarze zastanawiają się, czy gdyby pominięty przez Costę „Książę” zagrał w osławionym finale przeciwko Urugwajowi, wynik mógłby być inny, a mityczna Maracana nie zalałaby się łzami.
Zapomniany geniusz. W 1947 roku jego Botafogo zmierzyło się z Flamengo. „Książę” stał tyłem do bramki, jak każda rasowa „dziewiątka”. Długie podanie przeszło przez pół boiska, zdawało się, że czas stanął w miejscu. Brazylijczyk – zwany nieco złośliwie „Gildą” ze względu na swój kapryśny charakter, taki sam jak miała bohaterka grana w filmie o tym samym tytule przez Ritę Hayworth – przyjął piłkę na klatkę piersiową. Reszta to legenda, która wydarzyła się naprawdę. Piłkarza od bramki dzielił prawdziwy mur obrońców, dlatego futbolówka nie mogła spaść na ziemię. Brazylijski bóg futbolu zrobił zatem coś, co do dziś zdaje się przeczyć prawom fizyki. Kiedy skórzany obiekt pożądania mężczyzn w każdym wieku wylądował na jego torsie, napastnik wygiął się głęboko do tyłu i wtedy nagle piłka… przykleiła się niemalże do jego piersi.
„Książę Rio”, nienaturalnie wygięty do tyłu, przebiegł z futbolówką na torsie obok wszystkich obrońców, a kiedy znalazł się w dogodnej sytuacji do strzału, wyprostował się, a piłka spadła idealnie na jego nogę. Odpalił bombę i było po wszystkim, bramkarz nawet nie drgnął. „Gilda” poprawił jedynie kołnierzyk, a obrońcy Flamengo stali niczym wryci w ziemię, nie mogli uwierzyć w to, co właśnie zobaczyli. Trybuny zamilkły, by następnie zawyć w prawdziwej ekstazie – tak grał tylko on. Był każdym – typowym everymanem – realizował senne, narkotyczne wręcz marzenie tłumu, zahipnotyzowanego w emocjach, które wyzwala ten stosunkowo prosty sport, jakim jest futbol. Brazylijczyk był zarazem unikatowy – uosobienie realizmu magicznego, tak pięknie łączącego sport oraz literaturę w Ameryce Łacińskiej. Kim zatem był „Książę Rio”?
Był mitem, a zarazem geniuszem futbolu, dyplomowanym prawnikiem, podrywaczem, członkiem bohemy artystycznej, miał mentalność Cygana kochającego życie wraz z jego wszystkimi urokami. „Książę życia” umierał sam, wspominając swoją wielkość na łóżku szpitalnym – zapomniany przez świat idol wszystkich Brazylijczyków. Żył niepokornie, na własnych zasadach, ale taki już był, tacy są najwięksi. Futbol tak naprawdę narodził się w roku 1947, kiedy Brazylijczyk uciszył stadion Botafogo, uśmiechając się do zamurowanego bramkarza, któremu właśnie wbił gola, jaki nie miał prawa się wydarzyć.
Po prostu cały Heleno.

Myślę, że Brazuca idzie w zasłużone ręce. Rozdałbym więcej gdybym miał, ponieważ chciałbym nagrodzić jeszcze kilka notek. Np tę Scovrona o strzale Karasia w brazylijską poprzeczkę, albowiem jako mały chłopak przezywałem lot piłki właśnie w opisany przez autora sposób. A także tekst Pawła o Il Fenomeno i jego akcji z finału Pucharu Włoch Inter Mediolan – Lazio Rzym. Oraz notkę Tomassino_1 o golu Ronaldinho wrzuconym za kołnierz nieszczęsnego Davida Seamana na mundialu w 2002 roku. I wreszcie – bo chciałem nagrodzić opis magicznego gola Roberto Carlosa z Turnoi de France – notka Michasiuu o bramce, dzięki której młody chłopak zakochał się w futbolu.
Panowie, dla Wam mam biografie Antonio Conte, Carlesa Puyola i Zinedine Zidane’a. Proszę o mejle z adresem i instrukcjami co chcecie, kto pierwszy ten lepszy.
A wszystkim pozostałym dziękuję i gratuluję (więcej notek było dobrych, choć nie które nie do końca na temat) i życzę Wesołych Świąt, gdybyśmy się już mieli nie usłyszeć przed Wigilią:)

9 komentarzy

  1. ~janbezziemi

    18 grudnia 2013 at 18:06

    Historia fajna, ale kto czytał „Blaski i cienie futbolu” ten wie, że to tylko rozwinięcie tego co tam napisał Galeano.

  2. ~tino71

    19 grudnia 2013 at 13:27

    Gratuluję zwycięzcy i wszystkim wyróżnionym. Pięknych Świąt dla wszystkich!

  3. ~krul

    28 grudnia 2013 at 14:46

    Plagiat!
    Blog Pana Michała jest chujowy i zasługuje na potępienie.

  4. ~Adam

    31 grudnia 2013 at 10:11

    Niezła dawka wiedzy i historii…

  5. ~blackadder

    31 grudnia 2013 at 16:47

    Ja poproszę o książkę Zidane’a

  6. ~Krytyk

    1 stycznia 2014 at 13:52

    Fajny plagiat 🙂 Autorowi nie tylko powinna być odebrana nagroda, ale powinien trafić do sądu

  7. ~Michasiuu

    10 stycznia 2014 at 00:49

    Kurdę dopiero zobaczyłem że mój wpis został wyróżniony… Pewnie przepadło… nawet nie wiem gdzie znaleźć maila do pana Pola :/

    1. ~RaulGonzales

      13 stycznia 2014 at 20:51

      Przecież masz w górnym rogu – napisz do mnie. To bez wątpienia sposób na kontakt z Michałem Polem

Zostaw odpowiedź