Z Archiwum K(orespondeta): jak oszukał nas Rivaldo

 

W kolejnym odcinku z cyklu „Z Archiwum K(orespondeta)” o jednym z największych zawodów jakie przeżyłem w tym zawodzie. Niestety dziennikarz z Polski przeżywa ich sporo. Nie mam na myśli goryczy kolejnych klęsk naszych piłkarzy. FIFA i UEFA traktuje nas jak dziennikarzy egzotycznych, przyznając na wielkich turniejach czy finałach Ligi Mistrzów miejsca odległe, za słupem, zwykle między kolegą z Bagladeszu, a kolegą z Pakistanu. Gwiazdy Premier League czy La Liga nie stają obok nas z uśmiechem, w ogóle jesteśmy na jednej wielkiej waiting liście. Wielokrotnie zdarzyło mi się usłyszeć „no”, „nein”, „non”, „niet” na prośbę o wywiad. Ronald Koeman odparł kiedyś „no”, a dociskany „please, just five word for polish press!” doprecyzował: „no, no, no, no, no”. Jeden z największych zawodów sprawił mi Rivaldo. Rok przed tym zanim rozczarował swoją postawą wszystkich pasjonatów futbolu, gdy w półfinale mundialu w 2002 z Turcją paskudnie przyaktorzył, że rywal trafił go piłką w twarz, choć trafił w udo. Padł wówczas jak rażony piorunem, wymuszając dla Turka czerwoną kartkę, odbierając wielu fanom futbolu cały jego urok. Powinni mu karnie nie wręczyć złotego medalu za mistrzostwo świata

Otóż rok wcześniej rozczarował tylko mnie i kolegę z Gazety Wyborczej, Darka Wołowskiego. W sierpniu 2001 przyjechał do Polski na mecz Barcelona – Wisła Kraków w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Przyjechaliśmy i my, by z bliska zobaczyć słynną drużynę, prowadzoną wówczas przez dawnego partnera Johana Cruyffa i przyszłego odkrywcę talentu Leo Messiego, Carlesa Rexacha. Grały w niej zachodzące gwiazdy reprezentacji Hiszpanii jak Luis Enrique, Sergi, Abelardo i wschodzące jak Xavi i Carles Puyol. Cały oddział Holendrów – Marc Overmars, Michael Reiziger, Frank de Boer, Phillip Cocu i Patrick Kluivert. Gwiazdy z Ameryki Południowej, które nigdy nie w Barcy odpaliły – Javier Saviola (sprowadzony właśnie za 36 mln euro!) i Geovanni (za 21 mln) oraz „wynalazki” jak Fábio Rochemback czy Philippe Christanval. W kadrze bramkarzy byli już Victor Valdes i Pepe Reina, ale między słupkami stanął w Krakowie Argentyńczyk Roberto Bonano.

Żałowaliśmy, ze przed sezonem drużynę opuścił Pep Guardiola. Udało nam się porozmawiać po treningu z Overmarsem, elokwentnym i otartym jak większość Holendrów, większość, bo jego rodak, Kluivert powiedział nam otwarcie: „no fucking interviews!” Ale aż tak nas to nie zmartwiło ponieważ przyjechaliśmy do Krakowa dla jednej z największych światowych gwiazd – Rivaldo – bezzębnego, wychowanego w fawelach Recife czarodzieja futbolu. Zwłaszcza, że Barca mogła grać z Wisłą tylko dzięki hat-trickowi Brazylijczyka w ostatnim meczu sezonu, wygranym z Valencią 3:2. Tego zwycięskiego, w 89. minucie strzelił przewrotką sprzed pola karnego i był to jeden z najlepszych indywidualnych występów piłkarza jakie widziałem w życiu.

Gdy schodził po treningu do autokaru, poprosiliśmy go o wywiad. Zaznaczyliśmy, że nie o meczu z Wisłą oczywiście, ani nawet nie o zbliżającym się sezonie La Liga. Chcieliśmy pogadać o latach biedy w Brazylii, drodze do wielkości, etc. Odparł, że ależ oczywiście, z przyjemnością. Tylko, że właśnie wsiada do autokaru. No to może w hotelu? Nie ma sprawy, on chętnie, ale musimy spytać o zgodę tego grubego rzecznika Barcy. Będzie zgoda, będzie wywiad.

No dobra. Gruby gość był już niestety w autokarze, ale wizja rozmowy o życiu z Rivaldo w hotelowym zaciszu sprawiła, że wskoczyliśmy do taksówki i pomknęliśmy za autokarem. Na miejscu długo nie chciano nas wpuścić do wykupionego przez Barcę hotelu, chociaż tłumaczyliśmy, że jesteśmy umówieni z samym Rivaldo. – Taa, z Rivaldo – ochroniarz jak każdy ochroniarz był sceptyczny, ale my wiedzieliśmy swoje i w końcu wbiliśmy się do środka. Okazało się, że drużyna Barcelony je kolację. Ze zgrozą skonstatowaliśmy, że ucieknie nam ostatni pociąg do Warszawy – nie zostawaliśmy na samym meczu, którego wynik wydawał się oczywisty, więc redakcja chciała oszczędzić. Ale, do diabła, druga okazja intymnej rozmowy z Rivaldo może się nie zdarzyć, trudno, naciągniemy firmę na nocleg.

Dojrzeliśmy w lobby Grubego Rzecznika i dopadliśmy go z radością. – Prowadź, kochany do Rivaldo! On się zgadza, powiedział, że tylko pan musi klepnąć!
– A, to wy jesteście ci dwaj co prosili Rivaldo o wywiad?
– To my! My!
– Dla mnie możecie z nim gadać do rana. Ale on właśnie mi powiedział, że jakby ktoś prosił, zwłaszcza takich dwóch to nie życzy sobie żadnych wywiadów! Excusa, nic nie mogę zrobić.

Wyobrażacie sobie? Nie mógł nam kazać się chrzanić przed autokarem jak Kluivert. Narobił nadziei, kazał tłuc się do hotelu i dopiero tam zasłonił rzecznikiem. Ale piłkarzem był wielkim. Z rozpaczy i ponieważ już zostaliśmy w Krakowie załatwiliśmy sobie akredytacje i zobaczyliśmy jak jego hat-trick znów daje zwycięstwo Barcelonie – 4:3. Bo Wisła po dwóch golach Grzegorza Patera i Tomka Frankowskiego prowadziła w pewnym momencie 3:2. Ależ trzymaliśmy wtedy kciuki za Wisłę;)

A Rivaldo za karę pamiętamy głównie z tego:

11 komentarzy

  1. ~szimao

    30 stycznia 2014 at 20:36

    trochę przesadził Pan z tym półfinałem mistrzostw świata, to był tylko mecz grupowy…
    a nawet mimo tego Rivaldo do dzisiaj pozostaje dla mnie bohaterem i jednym z ulubionych piłkarzy właśnie za przewrotkę z Valencią

  2. ~kash17

    30 stycznia 2014 at 20:43

    To chyba nie było w półfinale o ile mnie pamięć nie myli. Na tamtym mundialu Brazylia dwukrotnie grała z Turcją (w fazie grupowej i w półfinale właśnie) i to, wydaje mi się, w tym pierwszym meczu Rivaldo przyaktorzył (a czerwień, o ile się nie mylę, zobaczył Hasan Sas).

  3. ~Robespierre

    30 stycznia 2014 at 21:35

    To było w meczu z Turcją, ale tym grupowym, nie w półfinale.

  4. ~xbartx

    30 stycznia 2014 at 22:41

    @szimao naprawdę wielkich ludzi nie stać na takie tanie sztuczki. Być może Rivaldo grał świetnie ale ten jeden numer zrobił z niego zwykłego kmiota i cały czar prysł.

  5. ~DarRoman

    31 stycznia 2014 at 10:04

    Rivaldo – aktor
    Zidane – byczek
    Szewczenko – zestrachane oczy na przeciwko Dudka
    było parę tych screenów 🙂

  6. ~maniek123456

    31 stycznia 2014 at 10:22

    To był półfinał. Później Turcy wygrali mecz o 3 miejsce. wystarczy wklepać w google mś 2002 i wszystko jasne. To co zrobił Rivaldo to nie ma nawet porównania z wyczynem którego dokonał Henry w meczu z Irlandią zagrywając ręką w akcji bramkowej bodajże Galasa.

    1. ~Blaugran

      31 stycznia 2014 at 11:58

      To bardzo słabo googlujesz skoro wyszło Ci, że to było w półfinale. Wystarczyłoby, żebyś zobaczył, że Turcy grali z Brazylijczykami także w grupie. I w tamtym spotkaniu Turcy kończyli spotkanie w dziewiątkę. W ogóle to był mecz cudów. Alpay wyleciał za faul który nie był na czerwoną kartkę i został podyktowany rzut karny, pomimo iż faul był przed polem karnym… Natomiast w półfinale nikt nie dostał czerwa, więc naprawdę słabo googlowałeś.

  7. ~mat

    1 lutego 2014 at 00:57

    Panie Michale ale Pan mściwy :). Dodam tylko, że być może to „grubasek” chcąc odmówić wywiadu zasłonił się Rivaldo 😀

  8. rafalszafa

    1 lutego 2014 at 01:22

    Zapraszam pana na mój blog dopiero zaczynam ale chętnie chciałbym usłyszeć opinie kogoś tak znanego oraz szanowanego. Sam jestem pana wielkim fanem a mam tylko 17 lat . ZAPRASZAM OTO ADRES :
    http://kochampilkarstwo.blog.pl/

Zostaw odpowiedź