Retro Football: Anioł Zagłady patrzy

Przemkowi Rudzkiemu jestem wdzięczy za wymyślenie miesięcznika „Mecz” i kierowanie nim z wielu powodów. Przede wszystkim, że wymyślił, dział po dziale, dokładnie taki magazyn o Premier League jaki chciałby kupować w kiosku właśnie takich fanów angielskiego futbolu jak ja (z tym, że ja ściągam go sobie na tablet, bo można tam znaleźć interaktywne bonusy). Ale też, że mogę go współtworzyć, a to przez godzinę gadając z nowym trenerem Legii, Henningiem Bergiem wyłącznie od dawnych latach w Manchesterze United, a to co miesiąc przywoływać zapomnianych już dziś (a przynajmniej nieznanych szeroko w Polsce) bohaterów ze 150-letniej historii The Beautiful Game.

Te retro-historie będę wrzucał co jakiś czas na bloga. Dziś posłuchajcie o pierwszej wielkiej gwieździe angielskiego futbolu, człowieku który stał się pierwszym piłkarskim celebrytą, 100 lat przed Davidem Beckhamem! Który jako pierwszy zawodnik wystąpił w reklamie, a jego żona była pierwszym WAG. Aż dziw, że o jego 352 golach ani o wojennych losach nie powstał jeszcze film! Ale najpierw oddajmy głos trybunom :

„Steve Bloomer’s watching,
Helping them fight,
Guiding our heroes,
In the black and the white”

– śpiewają kibice Derby County w swoim oficjalnym hymnie przed każdym meczem, a popiersie młodego chłopaka, w koszuli z kołnierzykiem i z podwiniętymi rękawami wita widzów wchodzących na Pride Park Stadium. Chłopaka o delikatnej twarzy aniołka, która z czasem ze względu na niewiarygodną skuteczność pod bramką, szybkość, atomowy strzał z obu nóg i umiejętność zawisania w powietrzu dłużej niż rywale – „jakby miał niewidzialne skrzydła”, pisały w zachwycie ówczesne gazety – zyskała mu przezwisko „Anioła Zagłady” (Destroying angel).
Bo też siał niebywałe spustoszenie w obronie rywali. W 536 występach w First Division w barwach Derby (i przez cztery lata w Middlesbrough) zdobył 317 goli. Więcej ma na koncie tylko legenda Chelsea i Tottenhamu, Jimmy Greaves. W reprezentacji Anglii trafił do siatki 28 razy w 23 meczach! Zdobywał gole w 10. kolejnych meczach kadry, co do dziś jest niepodbitym rekordem. W marcu 1896 strzelił pięć goli Walii, w marcu 1901 kolejne cztery znów przeciwko Walijczykom, stając się pierwszym piłkarzem w historii, który zdobył w narodowych barwach dwa razy po cztery gole. Dlaczego reprezentował Anglię tylko 23 razy? – zapytacie. Bo w tamtych czasach nie było ani eliminacji mistrzostw Europy ani świata i reprezentacja Anglii grała przeważnie trzy mecze w roku – ze Szkocją, Walią i Irlandią.
„Anioł Zagłady” zawsze jednak szanował nogi rywali i grał niezwykle fair. W 22-letniej karierze tylko raz dostał czerwoną kartkę – za kopnięcie przeciwnika w odwecie za faul i brak reakcji arbitra. Kara rozwścieczyła go tak bardzo, że napisał do Angielskiej Federacji Piłkarskiej czterostronicowy elaborat, dowodząc niewinności, dziś przechowywany w National Football Museum w Manchesterze.
Urodził się w styczniu 1874 roku w Cradley w rodzinie robotników, z dziada, pradziada wykuwających gwoździe. I jak większość rówieśników zaraził się pasją do krykieta, futbolu i baseballa w szkole, którą porzucił w wieku 12 lat. Już dwa lata później wraz z ojcem i wujem zatrudnił się w odlewni przemysłowca, Francisa Ley’a, który po powrocie z USA stał się entuzjastą dbania o rekreację i zdrowie swoich robotników. Zbudował boisko i założył Derby County Baseball Club, w którym Bloomer zrobił błyskawiczną karierę, a w latach 1895-1898 zdobył trzy razy mistrzostwo Brytanii. Pewien amerykański ekspert, którego gościł Ley nazwał go nawet najlepszym drugobazowym w Anglii i wróżył wielką karierę za Oceanem.
Ale Bloomerowi w tym samym czasie nie wiele gorzej szło w futbolu. Już w wieku 20 lat trafił do reprezentacji Anglii z którą trzy razy wygrał British Home Championship (turniej piłkarski między narodowymi reprezentacjami z Wielkiej Brytanii), a z Derby County zdobył wicemistrzostwo Anglii w 1896.
Wraz z nastaniem nowego stulecia został zmuszony, by postawić na piłkę. Założona w 1890 liga baseballa nie wytrzymała konkurencji innych dyscyplin. Derby wycofało się z rozgrywek, a Baseball Ground przejęli piłkarze i grali na nim aż do zmiany nazwy klubu na Pride Park w 1997 roku.
Choć mistrzostwa Anglii nie zdobył nigdy, jego skuteczność zyskała mu sławę w całym Zjednoczonym Królestwie. Przez 14 sezonów był najlepszym strzelcem Derby, sześć razy został „królem strzelców” First Division. W 1899 wsławił się zdobyciem sześciu goli w meczu przeciwko Sheffield Wednesday. W całej karierze zdobył 18 hat-tricków.
Jak na piłkarza zarabiał całkiem nieźle – w latach 1900-1910, czyli najlepszym okresie kariery 260 funtów rocznie (dziś to około 30 tys.). Jako klubowa gwiazda w dowód uznania i dla zwiększenia pensji dostał posadę… groundsmana. Wyobraźmy sobie dziś, że Wayne Roone zamiast podwyżki 300 tys. funtów tygodniowo dostaję puchę ciecia na Old Trafford. A Johna Terry na Stamford Bridge!

Sława sprawiła, że stał się pierwszym piłkarzem wykorzystanym w reklamie. Na początku wieku w gazetach i na specjalnych pocztówkach ukazywały się firmowane jego twarzą reklamy butów „Bloomer’s Lucky Striker”, produkowanego na winie specyfiku „Phosferine Tonic” (wygląda na to, że był to pradziadek Red Bulla) oraz medykamentu o zapomnianych już dziś właściwościach pod nazwą „Remedy of Kings”. Bloomer przedstawiany był na nich jako „najlepszy angielski piłkarz”. Jako pierwszy zawodnik w historii zaczął dostawać też sprzęt sportowy od producenta, choć trzeba wziąć poprawkę, iż producentem był jego… teść. W 1896 poślubił Sarah Walker, z którą miał cztery córki. Pani Bloomer jako pierwsza małżonka sportowca w historii skupiała na sobie uwagę kronik towarzyskich londyńskich bulwarówek, które odnotowywały czy była obecna na tym czy tamtym przyjęciu i jak była ubrana np. podczas wyścigów konnych w Ascott.
W lutym 1906 ku rozpaczy fanów Bloomer został sprzedany za 750 funtów do Middlesbrough, gdzie natychmiast stał się najskuteczniejszym strzelcem. Bez niego Derby County już w pierwszym sezonie spadło do Second Division. Bloomer wrócił do „Baranów” pięć lat później i pomógł drużynie wrócić do najwyższej ligi.
W 1914 zakończył karierę piłkarską i jeszcze w tym samym roku został trenerem Britannia Berlin. Tam jednak po wybuchu I Wojny Światowej został aresztowany i aż na cztery lata trafił do obozu jenieckiego (czytaj obok). Po uwolnieniu w 1918 roku prowadził Blauw-Wit Amsterdam, a od 1923 hiszpański Real Unión, z którym wywalczył m.in. Puchar Króla. W 1919 roku – tu ciekawostka – odmówił posady trenera olimpijskiej reprezentacji Polski.
Zmarł w 1938 w wieku 64 lat. Na pogrzeb w katerze w Derby przybyły tłumy z całego kraju i zagranicy. Przysłano ponad 100 wieńców. Po jego śmierci aż do lat 50. każdy mecz Derby County u siebie poprzedzała minuta ciszy z żalu i tęsknoty z wielkim piłkarzem…

Gdy futbol ratował od czarnej rozpaczy
Kończąc karierę w 1914 roku po 22 latach oszałamiającej gry i 352 golach we wszystkich rozgrywkach, zostając na koniec, w wieku 41 lat, najstarszym zdobywcą hat-tricka, Steve Bloomer postanowił nie zrywać z futbolem. Ponieważ „nauczyciele z ojczyzny futbolu” byli bardzo cenieni na Kontynencie, przyjął ofertę trenowania najstarszego klubu niemieckiego – członka DFB – Britannii Berlin 1892.
Moment okazał się jednak wysoce niefortunny. Zaledwie trzy tygodnie po przyjeździe do Berlina, gdy Bloomer nie zdążył się jeszcze dobrze poznać drużyny, wybuchła I Wojna Światowa, a on, jako obywatel wrogiego państwa, został aresztowany i wraz z 5,5 tysiąca rodakami osadzony w obozie jenieckim na terenie berlińskiego toru wyścigowego Ruhleben.
Nazwa oznaczająca „Spokojne życie” brzmiała jak ponury żart. Jeńców zakwaterowano w stajniach, dając im jako jedyne wyposażenie worek słomy i końską derkę. Przez – jak się miało okazać – cztery lata karmiono ich kaszanką i wodnistą kartoflanką, ale nie rozdano sztućców.
W obozie Niemcy zgromadzili wszystkich Anglików jacy przebywali w ich kraju w dniu wybuchu wojny – naukowców, muzyków, aktorów, kupców, kelnerów i szefów kuchni, golfistów, dżokejów, tenisistów i oczywiście piłkarzy. Bloomer spotkał wielu byłych kolegów z boiska, m.in. reprezentantów Anglii, Freda Spiksley’a i Samuela Wolstenholme’a, kolegę z Middlesbrough, Freda Pentlanda, byłego zawodnika Evertonu i Tottenhamu Hotspur, Johna Brearley’a, reprezentanta Szkocji, Johna Camerona oraz swojego niedoszłego zawodnika z Britanii Berlin, reprezentanta Niemiec Edwina Duttona, który jako anglofil również został uwięziony.
Znani zamiłowania do działania i organizacji Anglicy natychmiast stworzyli w obozie małą społeczność. Wydawano obozową gazetę, orkiestra pod batutą słynnego na cały świat dyrygenta, Ernesta MacMillana dawała regularne koncerty, Ruhleban Drama Society wystawiała sztuki Szekspira, zaś Bloomer z kolegami powołał do życia Ruhleben Football Association, która zorganizowała profesjonalne rozgrywki z udziałem… 14 obozowych drużyn! Przyjęto nazwy zespołów aktualnie grających w First Division. Bloomer został kapitanem Tottenhamu Hotspur, tocząc wraz z Duttonem najcięższe boje o mistrzostwo z Oldham Athletic. Mecze regularnie oglądało około tysiąca widzów. W pierwszym sezonie Tottenham zdobył mistrzostwo nie tracąc ani jednego punktu.
„Umiejętności Mr Bloomer’a prezentowane na boisku stanowią źródło wspaniałej inspiracji dla młodych piłkarzy i prawdziwej przyjemności dla widzów” – donosił „Ruhleben Camp Magazine”.
Równolegle ruszyły rozgrywki Rubleben Cricket League, również dzięki zapałowi i animacji Bloomera, który grał w drużynie Lancashire XI. Tu z kolei stał się autorem obozowego rekordu 204 punktów w meczu. Dla więźniów preferujących sporty indywidualne zorganizował cykl zawodów lekkoatletycznych, samemu zwyciężając w biegu na 75 jardów.
– W obozie byliśmy sobie braćmi, a chłopcy stali się tam mężczyznami. Ale nie przetrwalibyśmy tych koszmarnych lat, gdyby nie sport. Futbol czy krykiet ratował nas od czarnej rozpaczy i desperacji. Jedynie podczas gry udawało się oddalić troskę o bliskich czy kolejny dzień – wspominał po latach Bloomer, który w trakcie niewoli otrzymał wiadomość o śmierci 17-letniej córki, Violet na chorobę nerek.
Gdy w 1918 roku został zwolniony do domu, w obozie urządzono pożegnalny mecz na jego cześć.

Korzystałem z książki Petera Seddona, „Steve Bloomer: The Story of Football’s First Superstar”

4 komentarze

  1. ~ossiePL

    3 marca 2014 at 00:25

    Forest till I die! You Reds!

  2. ~Ech...

    10 marca 2014 at 09:58

    „…nie wiele gorzej szło w futbolu…” – „niewiele”, „nieprawda”, „nieistotne” itd. pisze się ŁĄCZNIE. Nie chce mi się szukać innych błędów – Tobie to zostawiam.

    Zanim zabrałeś się za publikację czegokolwiek, wypadałoby się nauczyć języka polskiego. Albo publikować w innym języku – takim, który znasz DOBRZE.

Zostaw odpowiedź