Droga do Finału: dobra obsesja Cristiano Ronaldo (konkurs!)

ronaldo_salondereinosCzy laureat „Złotej Piłki” mógł znaleźć lepsze miejsce na udzielenie audiencji setce dziennikarzy z całego świata niż XVI-wieczny Salon de Reinos (Salon Królestw), czyli dawna sala tronowa pałacu Buen Retiro, w której królowie Hiszpanii przez lata przyjmowali hołdy lenników i ambasadorów? Ozdobiona przez samego Diego Velasqueza, udekorowana herbami 24 podbitych królestw pełniła funkcję tyleż prestiżową co psychologiczną, wywołując odpowiednie wrażenia u gości władcy największego ówczesnego imperium…

Nam też opadły szczęki, a jeszcze bardziej gdy po chwili na podłodze, wyścielonej zamiast czerwonym dywanem zielonym trawnikiem pojawił się on, Cristiano Ronaldo. Przeszedł szpalerem, który mu utworzyliśmy, chwilę pożonglował w nowych butach Nike Mercurial Superfly, bo właśnie z tej okazji zostaliśmy podjęci, a potem rozsiadł się (co prawda nie na tronie, ale na skromnym krzesełku) i zaczął opowiadać. O zbliżającym się mundialu, szansach Portugalii, nowych butach, ale z największym błyskiem w oku o rewanżu z Bayernem Monachium.

„To spotkanie jest niczym przedwczesny finał. Jestem przekonany, że mecz na Alianz Arena będzie bardzo podobny do tego na Bernabeu. Bayern to wielka drużyna, w dodatku z powodu wyniku i gry na własnym stadionie będzie starała się cały czas atakować. Ale nasza drużyna jest pewna siebie. Udało nam się nie stracić bramki u siebie, postaramy się zdobyć ją na wyjeździe” – stwierdził.

Choć go naciskaliśmy, nie chciał za bardzo wybiec w przyszłość. „Gra w finale w Lizbonie to moje wielkie marzenie, ale za wcześnie by o nim myśleć. Z kolei marzeniem, a nawet wręcz obsesją naszych kibiców jest La Décima, czyli 10 Puchar Europy. To nakłada na nas co rok presję. W ostatnich trzech sezonach graliśmy w półfinałach Ligi Mistrzów, myślę, że tym razem dotrzemy do finału. Décima to obsesja, ale to dobra obsesja – zakończył.

UWAGA, KONKURS: DROGA DO FINAŁU!

Z okazji meczu Bayern Monachium – Real Madryt (a i drugiego równie fantastycznego półfinału Ligi Mistrzów) zapraszam na kolejny konkurs literacki z cyklu Droga do Finału, w którym nagrodą są beczułki Heinekena. Będziecie mieli w sam raz na finał! Chyba, że któryś z Was wygra konkurs na liga.heineken.pl i sam pojedzie do Lizbony.

Zadanie jest takie (inspiracja by scovron78): jesteś Tomaszem Zimochem i masz tylko 2 minuty (czyli maksymalnie 1500 znaków) na skomentowanie akcji, w której… no TEJ akcji! Tej, która zapadła ci w pamięć. Tej, która wszystko przesądziła…Andres Iniesta w finale mundialu w RPA, Iniesta w półfinale z Chelsea, Didier Drogba w półfinale z Barceloną, Mario Mandżukić w finale z Borussią Dortmund, Gareth Bale ucieka za linią boczną Markowi Bartrze w ostatnim finale Pucharu Króla… (wyobrażam sobie te porównania!) Właśnie, bo musisz to napisać w stylu Tomka, czyli nadużywanie wyjątkowo barwnych porównań tym razem jak najbardziej wskazane;)

Czas macie do ostatniego gwizdka środowego meczu na Stamford Bridge (lepiej wrzucać szybciej, nie licząc na dogrywkę i karne)! Powodzeniaaaa!

salondereinos

22 komentarze

  1. ~Jericho

    29 kwietnia 2014 at 11:59

    A gdzie to wysyłać?

  2. ~Norbert

    29 kwietnia 2014 at 12:10

    Tak! To jest ten moment! Tak to jest Andres Iniesta! Hiszpanie strzelają bramkę Holandii w 116 minucie spotkania jak że pięknej minucie! Proszę Państwa co za finał co za emocję co za Futbol!

  3. ~keloj

    29 kwietnia 2014 at 13:09

    92 minuta, już tylko parę chwil dzieli Chelsea od finału Ligi Mistrzów! Przy piłce Iniesta, to być może ostatnia szansa na atak dla Katalończyków, ale spójrzmy co robi Lampard, niesamowity wślizg, to jest walka, to jest futbol, to nie są dwa ognie, to jest piłka nożna! NIE-WIA-RY-GODNE! Ale piłka znów po stronie Katalończyków, zdobywają jardy szybciej niż w futbolu amerykańskim, piłka trafiła do Daniego Alvesa, pędzi prawą stroną, obok niego Malouda, ale wygląda to jak struś i kojot z sympatycznej kreskówki! Dośrodkowanie w pole karne, piłkę wybija Terry, przy niskich zawodnikach Barcelony wygląda tam jak Gortat odwiedzający szkołę podstawową, tymczasem piłka do Eto’o, niedokładnie ją przyjął chłopak, na pewno mu smutno z tego powodu! Ale co robi Essien, przecież mógł ją wybić, gdzieś już głową myślał o finale, też mu musi być smutno jak Kameruńczykowi, piłka przed polem karnym, Messi, Messi, czy strzeli? Nie, oddaje piłke Inieście, to chyba ostatnia szansa Barcelony, Iniesta strzela i GOOOOOOOOL. GOOOL. GOOOOOOL! BRAMKA NA REMIS W OSTATNICH MINUTACH, PROSZĘ PAŃSTWA, ALE CÓŻ TO BYŁ ZA GOL! Cieszy się cała Katalonia, cieszy się pół Londynu, bo przecież połowa Londyńczyków woli patrzeć na pustą ścianę niż oglądać mecze zawodników ze Stamford Bridge, ale po cóż ja mówię o Londynie, to Barcelona, to Katalonia dzisiaj jest górą, cieszy się Guardiola, biegnie przytulić zawodników, obok niego cała drużyna, Pinto z warkoczem wygląda jak Indianin, który upolował zająca i biegnie po zdobycz, ale dziś bohaterem jest ten łysawy zawodnik, no kto by pomyślał, mniej włosów na głowie niż ja a taki młotek w nodze! Było deszczowo, było ponuro, było ciężko, ale Andres odgonił te wszystkie czarne chmury, załamany Ashley Cole, załamany Ballack, ale taka jest piłka, taki jest Iniesta, znokautował Londyńczyków jak kiedyś w walce jego imiennik Andrzej Gołota z pewnym Wyspiarzem, nie pamiętam jego imienia ale wiem, że miał niebieskie spodenki, to nie przypadek, to jest cud, to jest kataloński cud, triumfuje Iniesta, triumfuje Barcelona, taka jest piłka, dziś piłka była jedna, a bramki dwie, ale ta najważniejsza w ostatnich sekundach meczu, Iniesta nie musi martwić się o bilet powrotny do Barcelony, bo ci kibice z Katalonii którzy tu przyjechali zaniosą go do domu na rękach, dziś dla Barcelony Iniesta jest bohaterem!

  4. ~AlexHel

    29 kwietnia 2014 at 13:22

    Tak, tak to on! Niczym struś pędziwiatr, niczym nasz Husarz po naszych pięknych polach mknie do celu. Zapach skoszonej trawy unosi się pod jego korkami, a on skoncentrowany strzela i wynosi Galaktycznych tam gdzie ich miejsce, w sam środek wszechświata! Proszę państwa Gareth Bale!!

  5. ~Marek

    29 kwietnia 2014 at 15:06

    Akcja Barcelony przerwana i Real rusza z kontratakiem. Piłka trafia na lewe skrzydło do Bale’a, a ten mija Bartrę i ucieka przed nim jak spłoszone zwierzę przed myśliwym, ale przecież to Walijczyk jest tutaj myśliwym! Biegnie jak Usain Bolt! Jak błyskawica w letni burzowy wieczór! Wpada w pole karne i GOOOOOOOOOOL! Gol! 2:1 dla Realu! Ten walijski gepard! Szybki jak sokół wędrowny, który przybył do Madrytu zapolować na trofea, teraz z radości rozłożył skrzydła, jakby otwierał bramy raju, jakim dla Królewskich jest pokonanie odwiecznego rywala w finale Pucharu Króla!

  6. ~polsport

    29 kwietnia 2014 at 15:17

    @Jericho
    A tu wkleić:)

  7. ~Kijan

    29 kwietnia 2014 at 15:55

    Mój wybór pada na finał Ligi Mistrzów z roku 2005 i obroniony rzut karny przez Jerzego Dudka, gdy strzelającym był Andrij Szewczenko. Jak sięgam pamięcią, żaden mecz nie wywołał u mnie tylu emocji, na przemian łez radości, smutku, nerwów i końcowej euforii 🙂 Przeżyjmy to jeszcze raz…

    MÓJ KOMENTARZ:
    Ostatni rzut karny, który zadecyduje o końcowym wyniku… Czy powtórzy się sytuacja z roku 2003? Czy Ukrainiec zostanie katem kolejnego wielkiego bramkarza? Czy Dudek podzieli los Buffona z Old Trafford?! Czy Jerzy Dudek, który przeszedł w tym spotkaniu przez wszystkie czeluści piekła by wydostać się na dno, ponownie spadnie w otchłań? Szewczenko podchodzi do piłki….Jerzy Dudek skoncentrowany….Szewczenko strzela…i….i….JEEEEEEEEEEST! Jerzy Dudek broni i jest na ustach całego piłkarskiego świata! Dudek bohaterem! Jak Młynarczyk z FC Porto! Jak Tomaszewski na Wembley! Dudek! Dudek! Dudek! Jesteś WIEEEEEELKI! Odrodził się jak feniks z popiołów! Przepuścił trzy bramki by w końcu zostać bohaterem! Prawdziwego herosa poznaje się po tym jak zaczyna a nie jak kończy!!! Piękny dzień w historii polskiej piłki nożnej! Nasz akcent! Nasz Jerzy Dudek! Nasz Dudek Dance! Polski Bruce Grobbelaar!!! Dzisiaj cały świat krzyczy DUDEK! DUDEK! DUDEK! Liverpool zdobywa Ligę Mistrzów a największym wygranym dzisiejszego spotkania jest nasz polski bramkarz – Jerzy Dudek! Dziękuję Państwu uwagę i żegnam się w tej pięknej dla nas chwili! Do usłyszenia!

    1. ~Kijan

      30 kwietnia 2014 at 00:32

      Mała poprawka – „Prawdziwego Herosa poznaje się po tym jak kończy” * (a nie jak zaczyna – błąd merytoryczny potencjalnego komentatora ze względu na ogrom targanych nim emocji 🙂 )

  8. ~kubolpl

    29 kwietnia 2014 at 22:59

    Rusza Maradona. Argentyński konus rozpędza się coraz szybciej na tych swoich małych, kaczych nóżkach. Peter Reid już go nie goni. Anglik ospale człapie za Diego jak gdyby miał pełen brzuch od pysznej tortilli sprzedawanej w budce nieopodal pięknego azteckiego stadionu. Maradona nie przestaje biec. Coraz bliżej bramki. Tym razem mija bezwiednie Butchera. ‘Rzeżnik’ tylko spojrzała na ’10’ widniejąca na plecach przeciwnika. Stanął w miejscu, i tak jak co najmniej 114 tys. kibiców na stadionie, przygląda się co dalej zrobi genialny El Diego. Już jest w polu karny, zostawił wszystkich zawodników w białych trykotach za sobą. Przed nim tylko Shilton. Angielski bramkarz już wyleguje się na na murawie, Diego strzela do pustej bramki. Goooool ! Król Neapolu wydał wyrok! Wypędził Synów Albionu z miasto. Cztery dni temu, na tym samym stadionie Anglicy dotkliwi skarcili Paragwaj. Teraz sami dostali surową nauczkę. Niczym pierwszoroczniaki wpatrzeni są teraz w absolwentów z Argentyny. Albicelestes ukończyli najlepsze, światowe uczelnie. A Maradona ukończył z wyróżnieniem. Już nikt nie pamięta co działo się 4 minuty temu. Nie ma już ‘Diego Oszusta”, jest tylko ‘Diego Geniusz’. Ponad dwa tysiące lat temu Aztecy podarowali ludzkości przepiękna ‘Piramidę Słońca’, teraz Argentyna zachwyca nasze oczy czymś równie cudowny. Dziękujemy Ci El Diego, dziękujemy Ci Argentyno! Tańcz swoje piłkarskie tango, na zielonej scenie zwanej Estadio Azteca.

  9. ~Kijan

    30 kwietnia 2014 at 00:31

    Mój wybór pada na finał Ligi Mistrzów z roku 2005 i obroniony rzut karny przez Jerzego Dudka, gdy strzelającym był Andrij Szewczenko. Jak sięgam pamięcią, żaden mecz nie wywołał u mnie tylu emocji, na przemian łez radości, smutku, nerwów i końcowej euforii 🙂 Przeżyjmy to jeszcze raz…

    MÓJ KOMENTARZ:
    Ostatni rzut karny, który zadecyduje o końcowym wyniku… Czy powtórzy się sytuacja z roku 2003? Czy Ukrainiec zostanie katem kolejnego wielkiego bramkarza? Czy Dudek podzieli los Buffona z Old Trafford?! Czy Jerzy Dudek, który przeszedł w tym spotkaniu przez wszystkie czeluści piekła by wydostać się na dno, ponownie spadnie w otchłań? Szewczenko podchodzi do piłki….Jerzy Dudek skoncentrowany….Szewczenko strzela…i….i….JEEEEEEEEEEST! Jerzy Dudek broni i jest na ustach całego piłkarskiego świata! Dudek bohaterem! Jak Młynarczyk z FC Porto! Jak Tomaszewski na Wembley! Dudek! Dudek! Dudek! Jesteś WIEEEEEELKI! Odrodził się jak feniks z popiołów! Przepuścił trzy bramki by w końcu zostać bohaterem! Prawdziwego herosa poznaje się po tym jak kończy!!! Piękny dzień w historii polskiej piłki nożnej! Nasz akcent! Nasz Jerzy Dudek! Nasz Dudek Dance! Polski Bruce Grobbelaar!!! Dzisiaj cały świat krzyczy DUDEK! DUDEK! DUDEK! Liverpool zdobywa Ligę Mistrzów a największym wygranym dzisiejszego spotkania jest nasz polski bramkarz – Jerzy Dudek! Dziękuję Państwu uwagę i żegnam się w tej pięknej dla nas chwili! Do usłyszenia!

  10. ~M

    30 kwietnia 2014 at 01:56

    … Barcelona w natarciu lecz cóż to wybita piłka, w środkowej strefie boiska przejmuje ją Fernando Torres i teraz jest ich już tylko dwóch, kto będzie górą, Torres czy Valdes, Hiszpan mknie na bramkę, nikt go nie dogoni lecz czy strzeli …. Toorrrres, co za emocje, to jest absolutnie niewiarygodne. Należało im się, należało im się za tamten półfinał sprzed trzech lat. Za cztery niepodyktowane rzuty karne, za „fucking disgrace”, za mecz po którym sędzia Ovrebo stał się symbolem stronniczości. To co zrobił Torres było absolutnie niesamowite, 50 milionów funtów właśnie się spłaciło. Roberto Di Matteo szaleje na ławce, zawodnicy dosłownie rzucili się na strzelca, żeby go uściskać. To jest niewiarygodne, i to wszystko w meczu w którym Chelsea grała przez godzinę w osłabieniu a Messi już na początku drugiej połowy miał piłkę meczową, po której – jestem pewien – londyńczycy już by się nie podnieśli. Należało im się, za walkę, za ambicję, za dziewięć lat marzeń o Pucharze Europy. Torres pieczętuje awans, już nikt im go nie odbierze. A załamani Katalończycy stoją ze spuszczonymi głowami, dla nich ta edycja Champions League już się zakończyła. Wielki, wielki moment dla Chelsea. Kibice w Londynie z pewnością będą dziś świętować do białego rana. Ostatni gwizdek sędziego, Chelsea jest w finale!!!

  11. ~Klemens

    30 kwietnia 2014 at 18:28

    Ależ cóż to się dzieje? Daleko za plecami rozjemcy z latynoskich antypodów, parseki od przedmiotu pożądania wszystkich tak mężczyzn, jak i piękniejszej strony świata zgromadzonej na trybunach, na murawę niczym złowrogą stalą skoszony żonkil padł tytan wśród tytanów, kolos w niczym nie ustępujący temu rodyjskiemu, no może poza szlachetnością, czyli Marco Materazzi. „Jak to się stało?”, cyrkuluje wokoło pytanie z ust do ust, unoszące się nad tym współczesnym koloseum, tym hipodromem zapełnionym najszlachetniejszymi spośród szlachetnych ogierów światowego futbolu. Zali zasłabł po tym dwugodzinnym herkulesowym wysiłku tudzież niczym Semele czy Baldur padł rażony piorunem boga futbolu za wszystkie swe liczne przewiny? Ależ to nikt inny, jak żywa inkarnacja geniuszu – galijski kogut rodem z Algierii Zinedine Zidane – zwierzęcym uderzeniem dowiódł italskiemu kondotierowi, iż głowy, tej wielkiej chłodnicy noszonej na barkach, można używać nie tylko do prymitywnego – w odróżnieniu od genialnej podcinki – strzelania bramek, lecz dowodzenia wyższości i w inny sposób. Sposób tyleż antyczny, tyleż zawżdy katartyczny, co jednak objęty czerwoną niczym grunty Marsa – planety wszak boga wojny – suspensą. Oj, zabraknie tej podcinki w nadchodzącej niczym fala uderzeniowa przed radioaktywnym pyłem nuklearnego przedstawiciela rodziny fungi serii rzutów karnych…

    (Słowo komentarza: Panie Michale, nigdzie Pan nie napisał, że to ma być akcja bramkowa, a ta akcja w mej ocenie przesądziła losy przedostatniego mundialu)

  12. ~Grmli

    30 kwietnia 2014 at 18:39

    I Carlos. Pędzi ten mały ale zadziorny Brazylijczyk. Pędzi jak pociąg wyładowany kawą przez obronę Niemców niczym przez te tropikalną brazylijską puszczę. Oddał piłkę do Solariego a ten bez namysłu uwolnił ją niczym gołębice wypuszczaną na nieboskłon. Jak mały szatan dopada do niej Carlos. Nie da się go złapać. I już. Już posyła ją w pole karne. Piłka spada. A tu. Proszę państwa. Stoi. Stoi Zizu. Stoi sam niczym Ludwik XIV. Dwór gdzieś dookoła a jaśnieje tylko on. Sam jeden. I piłka spada. Chyba będzie ją uderzał. Składa się jakby jego ciało było z czystej gumy. Woleej i …. GOOOOOOOOOOOOLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLL. Matko Boska. Co za goolll…. Wszyscy powinni to raz w życiu zobaczyć ja na pewno wnukom będę puszczał. Co to za bramka!? On jeden. On sam. Tylko on mógł coś takiego zrobić. No nieprawdopodobne. Piła jakby tylko na niego czekała. Jakby jego szukała a on jak król kazał jej zatrzepotać niczym złapanej w sieci pająka w tej przysłowiowej pajęczynie w samym okienku. Coś niemożliwego. Sam nie wierzę w to co widziałem. To trzeba zobaczyć.

  13. ~spa10

    30 kwietnia 2014 at 20:46

    Ciekawy konkurs, i wbrew pozorom wcale nie taki prosty. Ciężko chociaż próbować podrobić niepowtarzalnego Pana Tomasza. A jeszcze trudniej zmieścić się w 1500 znakach. Mój wybór pada na 1999 rok…

    … i jeszcze jeden rzut rożny dla United! dosłownie przed chwilą wykonując kornera z tego samego miejsca David Beckham w swojej pięknej stylistycznie blond fryzurze wrzucając piłkę w pole karne dał początek akcji, która zapisze się w sportowych annałach po wieczność.
    Proszę państwa! Co tu się dzieje! Niemieccy kibice odwracają wzrok, nie chcą na to patrzeć. Kibice z Anglii zaciskają kciuki, przed chwilą uciekli katowi spod topora, a teraz chcą więcej! To oni chcą położyć głowę kata na pieńku!.. Beckham bierze rozbieg.. i skacze.. i GOOOOOOOOOOOL. ZROBILI TO! Jeszcze raz! Solskjaer! Dwa do jednego dla Manchesteru United! Przecież oni nie mieli już prawa tego wygrać, wracają nie tylko do świata żywych, ale i wygrywają wszystko!
    Cała ławka trenerska, wszyscy rezerwowi wyskoczyli ze swoich miejsc niczym z katapulty, pognali w kierunku tego norwega o słodkiej niczym kilkuletnie dzieciątko twarzy, który teraz jest mordercą Niemieckich nadziei na puchar! Ta twarzyczka, jest teraz najbardziej uśmiechniętą twarzą na całym świecie! To on dołożył tylko nogę od której odbija się piłka i wylądowała w siatce, on jest tym katem, który ucina głowę bawarskiej bestii! Piłkarze Bayernu pod swoimi palcami już czuli chłód srebra z którego wykonany jest puchar. Oni już świętowali, już było słychać wystrzały korków od szampana, a w ciągu trzech minut okazało się, że nie ma w całej Bawarii takiej ilości piwa, która pozwoliłaby niemieckim piłkarzom zapomnieć o tej klęsce. Jej widmo będzie powracało do nich w snach niczym najgorsza senna zmora do końca ich piłkarskich karier, do końca życia i kto wie, czy nie dłużej! Bo to Manchester wzniesie dzisiaj to trofeum! W ich herbie diabełek, czerwony niczym gorąca krew wrząca w ich ciałach i nie da się inaczej nazwać tego, co właśnie sprawili drużynie z Monachium! T-O J-E-S-T PIEKŁO!

  14. ~Milanista35

    30 kwietnia 2014 at 20:47

    Pierwsze krople deszczu spadły na rozpalony od nadmiaru emocji stadion ,ale nikt z podnieconej widowni nawet tego nie zauważył.Mecz ostatni i decydujący.Piłka nie może się oprzec temu rykowi tłumu łaknącego zwycięstwa,tym myślom hipnotyzerstwa.To będą najkrótsze dwie minuty w życiu każdego kibica Manchesteru City.Rzut oka na telebim a tam zdenerwowany sir Alex Ferguson.Lepiej nie spotkać go dzisiaj na ulicy.Gracze Manciniego potrzebują jeszcze jednej bramki aby po raz trzeci, po czterdziestu czterech latach oczekiwania zasiąść na tronie.Mancini poprawił włosy,ale tam nie ma co poprawiać.Idealnie zaczesane lśnią brylantyną w ostatnich promieniach zachodzącego angielskiego słońca.Obrońcy QPR jak koty wystawiające niepoodcinane pazury.Dzeko i Aguero jak dwa żądła ,jak dwie osy które atakują tarantulę.Pomocnik QPR prowadzi piłkę,robi to nieznośnie wolno,jakby jechał osobowym a nie pośpiesznym z Koluszek do Łodzi.Nagle traci piłkę.Ta trafia w pole karne graczy z Londynu a tam jak spod ziemi,jak Feniks z popiołów wyrasta Aguero.Obrońcy biegną za nim,ale nie widać już tej świeżości w kroku.GOOOOOLLLLLLLL!!!No jak nie kochac takiego napastnika?Tylko spójrzcie,czy nie jest wspaniały?Przecież on jest ucieleśnieniem piękna.Jeśli Bóg istnieje,zapewne sam się w nim po cichu kocha.3-2!!!Mistrzowie są niebiescy!Marzenia kibiców MU odpływają jak chmury które przegania wiatr ,marzenia które ulatują jak dym z kominów śląskich kopalń. Jeszcze ostatni rzut oka na sir Alexa Fergusona…JA CI JESZCZE POKAŻE zdaje się wyrażać twarz sędziwego Szkota.

  15. ~Tomek

    30 kwietnia 2014 at 20:53

    Carvajal podaje do Coentrao ten do Bale’a i ajjj… wypuścił sobie piłkę chyba za daleko. Bartra będzie pierwszy, ale jednak, AAA JEDNAK Bale dobiegnie pierwszy, tak Baaaleeee dobiegnie pierwszy do tej piłki nie dogoni go Bartr. Teraz zostaje mu tylko Lopez a może poda do Benzemy, nie jednak oddaje strzał a piłka przelatuje Lopezowi pod nogami! Niesamowite!!! Goooooool braka fenomenalnego Garetha Bale’a, który niczym pocisk ziemia – ziemia przeleciał obok zdezorientowanego całą sytuacją obrońcy Barcelony i umieścił piłkę między nogami bramkarza. Nie powstrzymał go Bartra mimo wypchnięcia daleko za linię boiska. Ach jakże ten chłopak biega, oszukał Bartrę jak przemądrzały gimnazjalista, łatwowiernego przedszkolaka w piaskownicy dając mu kilka groszy w zamian za banknot! Jak przemiły kieszonkowiec oferujący starszej pani bezpieczne przeprowadzenie przez ruchliwą ulicę. Perfidnie, bezlitośnie i z zimną krwią okradł Barcelonę ze złudzeń, obnażając ich dramat i bardzo złą passę. Gareth Bale odebrał Katalończykom tą bramką, chęć do gry w piłkę. Strzał między nogami Lopeza był tylko dopełnieniem jego bezczelnej precyzji. Wykonał na nim wyrok jak na chłopaku, który pcha się na wiejską dyskotekę i dostaje stempel na czoło zamiast na rękę. Spoliczkował całą drużynę po obu stronach twarzy nie czekając aż sama nadstawi drugi policzek. Tą akcją pokonał sam całą Barcelonę niczym brytyjski rycerz krucjaty, spadający jak grom z jasnego nieba na bezbronnych konkwistadorów!

  16. ~Wiktor

    30 kwietnia 2014 at 22:27

    Ależ trudno jest dziś Chelsea przedrzeć się pod pole karne Bayernu! Brak już taktyki w tym rozpaczliwym przemarszu wojsk. To jest jednak ten moment piłkarskiej wojny, w którym taktyka schodzi na dalszy plan, a do głosu dochodzi dzielność i brawura odpowiednio przeszkolonych żołnierzy. Ale i tutaj wszystkie atuty ma Bayern. To on prowadzi w tym konflikcie. To na jego ziemi, na Allianz Arenie w Monachium, toczą się działania zbrojne. Teraz musi tylko odeprzeć ten ostatni atak Chelsea. To już 88 minuta. Z rzutu rożnego będzie dośrodkowywać Juan Mata – hiszpański rozgrywający, Napoleon niebieskiej armii Londynu. Brakuje mu w polu karnym największego wojownika, Johna Terry’ego, ale reszta kompanii gotowa jest przecież zastąpić swego kapitana.
    Mata ostro w pole karne, Drogba głową i gooool! Przerwał zasieki rywali i pokonał Manuela Neurera! Nie zdążyli Lahm i Boateng, wyrwał im się Drogba i huknął jak armaty! Bez szans bramkarz Bayernu! Ale Drogba to nie jest zwykły żołnierz, to przecież prawdziwy czołg! Dziś zasłużył na ten przydomek jeszcze bardziej niż wcześniej! Cieszą się kompani, cieszy się Drogba i sunie na swych nogach, na tych naoliwionych gąsienicach w stronę kibiców, ha, salutuje im teraz z okazji dobrze wykonanego zadania! Spisywali go na straty, mówili że jest za stary, zbyt wolny i nie tak silny jak kiedyś, ale dziś to ten 34-letni weteran przedłuża nadzieje Chelsea na zwycięstwo. Nie udał się Bayernowi blitzkrieg na Allianz Arenie i chyba będziemy świadkami dogrywki!

  17. ~Ania

    30 kwietnia 2014 at 22:29

    Barcelona atakuje, ale ta akcja zostaje przerwana i Real rozpoczyna kontraatak. Piłkarze Królewskich wybijają piłkę, która trafia do Garetha Bale’a. Bartra odpycha go, ale Walijczyk utrzymuje się przy piłce. Pędzi niczym gepard. Wpada w pole karne i GOOOOOOL! 2:1 dla Realu Madryt! Wygłodniały lew strzela fantastyczną bramkę! Diabelsko szybki, pragnący zdobyć gola w tak ważnym spotkaniu niczym dwa dziki walczące o swoją wybrankę.

  18. ~ktoś

    10 maja 2014 at 13:02

    kiedy będzie ogłoszone dla kogo jest nagroda????

Zostaw odpowiedź