Nikogo tak nie żegnano jak Lewego!

Pożegnanie z LewymPamiętam swoje zdumienie i jednoczesny zachwyt i dumę, gdy pierwszy raz usłyszałem na Signal Iduna Park jak 80-tysięczne trybuny skandują nazwisko Roberta Lewandowskiego. Było to w trakcie meczu z Bayernem Monachium, w którym Lewy strzelił gola piętą, ustalając wynik na 1:0 i praktycznie pieczętując sensacyjne mistrzostwo Niemiec trzy sezony temu. Nigdy jeszcze na własne oczy nie widziałem, żeby tak wielka grupa obcokrajowców aż tak fetowała naszego rodaka. Podobne wzruszenie poczułem dotąd po pierwszym zwycięstwie Adama Małysza w Turnieju czterech Skoczni, gdzie po przeskoczeniu skoczni w Innsbrucku ze 30 tysięcy gardeł wiwatowało na cześć nowej gwiazdy, a austriackie dzieciaki malowały sobie polskie flagi na twarzach. Albo gdy całe Anfield skandowało „Dżerzi, You’ll Never Walk Alone”, w następnym meczu po wpuszczeniu przez Jurka Dudka babola z Manchesterem United, gdy trener Gerard Houllier ogłosił, że wysyła go na jakiś czas na ławkę. Żaden jednak tłum, nawet tak wspaniały jak ten z The Kop, nie przebije atmosfery na Westfalenstadion, a wtedy największym bohaterem tych ludzi był właśnie Lewandowski.

Jednak to jak gorąco, serdecznie, wzruszająco pożegnano go w sobotę, gdy schodził z boiska po ostatnim meczu w barwach Borussii Dortmund przeszło moje wszelkie oczekiwania. I świadczy jednocześnie o wielkiej klasie fanów BVB i samego Lewego, bo na taki szacunek trzeba sobie zapracować nie tylko ilością goli i tytułów, które one przyniosły. Owszem, Robert zasłużył sobie na wdzięczność – w 185 meczach nastrzelał ich aż 101, w tym tak ważne i niezapomniane jak te cztery w półfinale Ligi Mistrzów z Realem Madryt czy trzy w finale Pucharu Niemiec z Bayernem w 2012 roku.

Wdzięczność wdzięcznością, ale nie kojarzę, żeby jakiś zawodnik kiedykolwiek dostał owację na stojąco od kibiców, świadomych, że ich idol odchodzi do drużyny największego rywala. I uczyni tego rywala jeszcze mocniejszym. W dodatku odchodzi za darmo, po wygaśnięciu kontraktu. Bayern Monachium to dla Borussii rywal przede wszystkim sportowy, bez lokalnej nienawiści jak w przypadku Schalke 04 (gdyby to tam odchodził Lewy, chyba jednak aż tak serdecznie by go nie żegnano), ale rzucane to z jednego to z drugiego obozu cierpkie słowa od ponad trzech lat dowodzą, że trudno mówić tu nawet o szorstkiej przyjaźni. To prezes Bawarczyków publicznie stwierdzał, że Borussia nie pasuje do Ligi Mistrzów, to trener BVB nazywał Bayern chińską podróbką, kopiującą udany oryginał. Chemii między oboma wielkimi klubami nie ma od dawna, a kumulacją stało się nawet nie tylko wrogie przejęcie Mario Goetze (za to za doskonałe pieniądze – 37 mln euro) ale i moment ogłoszenia transferu – tuż przed kluczowymi dla Borussii meczami z Realem w Lidze Mistrzów. Jeszcze bardziej niż capnięcie wychowanka musiało rozsierdzić władze klubu wyjęcie drugiej gwiazdy i jedynego napastnika. Jak ważny jest Lewandowski dla Borussii zrozumieliśmy, gdy okazało się, że BVB bardziej opłaca się zostawić go do wygaśnięcia kontraktu i puszczenia za darmo niż sprzedanie i gorączkowe szukanie następcy.

Lewy_pozegnanie3

Gry przez pół roku w świadomością, że latem odchodzi się do największego rywala nie każdy piłkarz zniósłby psychicznie równie dobrze jak Robert. On zachował wstrzemięźliwość w wywiadach, natomiast na boisku w każdym meczu udowadniał, że tak długo jak gra w żółto-czarnej koszulce, zostawia na murawie wszystko. I pewnie gdyby Marco Reus nie był tak pazerny na rzuty karne, Lewy odchodziłby z klubu jako „król strzelców” Bundesligi. Jestem pewien, że kibice potrafili docenić ten jego wielki profesjonalizm. I że większe pretensje za odejście Polaka do Bayernu mają do władz Borussii, za to, że nie umiały go w porę docenić i zatrzymać w klubie odpowiednio dłużej.

To jak go pożegnali, cudownie podsumowuje Lewemu cztery lata spędzone w Dortmundzie. To była piękna bajka, jakiej rzadko jesteśmy świadkami w przypadku polskich piłkarzy. Jakby miał mało szczęścia, to jeszcze przechodzi do Bayernu w idealnych okolicznościach. Inaczej wchodzi się do szatni drużyny, która właśnie jako pierwsza w dziejach obroniła triumf w Lidze Mistrzów, a inaczej do świeżo upokorzonej (a poczekajmy jeszcze na wynik finału Pucharu Niemiec, gdzie znając Lewego zrobi wszystko, żeby pożegnać się z Borussią zwycięskim golem). Życzę każdemu polskiemu piłkarzowi, żeby tak żegnano go, gdy będzie odchodził z klubu. Jakiegokolwiek dokądkolwiek. I dowolnego szczebla. Szczerze.

Lewandowski: cztery gole z Realem

16 komentarzy

  1. ~AlexHel

    5 maja 2014 at 09:00

    Bardzo fajny materiał i zgadzam się z nim całkowicie. Jednakże boję się tego, że Guardiola będzie sądzał Lewego na ławce jak Mario i grywał bez nominalnego napastnika…

    Ps kiedy będą wyniki poprzedniego konkursu? 🙂

    Pozdrawiam.

    1. ~Michal Pol

      5 maja 2014 at 09:13

      @AlexHel
      Kwestia godzin, jury już obraduje:)

      1. ~Marek

        6 maja 2014 at 18:53

        Kiedy będą podane wyniki konkursu?

  2. ~Kuba

    5 maja 2014 at 11:08

    Jak dla mnie mega też były odwiedziny Wasyla przez kibiców Anderlechu w Anglii.

    1. ~alp61

      5 maja 2014 at 16:34

      Szkoda, że nie możemy tego powiedzieć o pożegnaniu Wasyla na Narodowym.

  3. ~magdao.

    5 maja 2014 at 12:11

    Piękne pożegnanie, jednak troche żal że odchodzi. Z drugiej strony mądre słowa, że pretensje kibice powinni mieć do władz BVB. Jak by go w 2012r. potraktowali jak należy i dali nowy, taki na jaki zasłużył kontrakt to kto wie co by sie wydarzyło.

  4. ~alp61

    5 maja 2014 at 13:12

    Dzięki, że zwróciłeś uwagę na postawę Roberta, która zadecydowała o stylu pożegnania. Robert swoją postawą zdobył w równym, a może nawet w większym stopniu powszechny szacunek w piłkarskim świecie. Zasłużył nie tylko na takie pożegnanie w Dortmundzie, ale jestem przekonany, że na równie wspaniałe przywitanie w Monachium. I to nawet jeżeli swoją grą odbierze Bayernowi w tym roku Puchar, czego mu z całego serca życzę.

  5. ~andrzej

    5 maja 2014 at 15:14

    Kończy się pewien dział w życiu Roberta ale też zaczyna kolejny nowy etap. Miejmy nadzieję że jeszcze lepszy. Styl w jakim został pożegnany zasługuje na duży szacunek. Na ten szacunek zapracował sobie.

  6. ~Olek

    6 maja 2014 at 09:45

    Piękna postawa naszego rodaka. Do ostatniego meczu w barwach Borussii dawał z siebie wszystko, pokazując tym samym wielką klasę. Coś mi się wydaje, że Borussia jeszcze za nim zatęskni…

  7. ~kacper

    6 maja 2014 at 12:28

    Tylko pozazdrościć Robertowi takiego pożegnania ale zasłużył sobie na nie oddaniem do końca dla borussii.

  8. ~Paweł Kątnik

    7 maja 2014 at 11:17

    Może pożegnajmy sportowców, którzy pchają się do PE?

    Fragment: Zaiste… Jak spojrzymy na moment w którym wybierają polityczne salony, wyjawi się nam smutna prawidłowość. Każdy z nich znajduje się na zakręcie życiowym. Otylia po nieudanych IO w Londynie szuka swojego miejsca w życiu. Tomek Adamek doznał przykrej porażki od dużo niżej notowanego Wiaczesława Głazkowa, porozbijany w boksie wielkich walk już nie da. Maciejowi Żurawskiemu nie udał się powrót do Wisły Kraków. Wiem doskonale, że ich wybór jest świadomy, drażni mnie tylko że starają się z ludzi robić tych nieświadomych.

    Więcej tu http://pawelkatnik.blox.pl/2014/05/Idziecie-tam-przede-wszystkim-po-kase.html

  9. ~Marek

    7 maja 2014 at 13:32

    Kibice Borussii godnie i z szacunkiem pożegnali się z Robertem. Choć miałem obawy, że tak może nie być. Tak powinno być wszędzie! Pozdrawiam

  10. ~scovron

    9 maja 2014 at 07:39

    Z góry przepraszam, ze podlkinkuję Ci coś, ale … wpadłem na genialny pomysł jak połączyć amatorskie uprawianie sportu z profilaktyką zdrowotną spod hasła „Pokonaj raka!”. Zgadnij, która drużyna jest moja;)

    http://alos.futbolowo.pl/tabela

Zostaw odpowiedź