Finał Ligi Mistrzów: Książęta i Żebracy (konkurs!)

Zrzut ekranu 2014-05-22 o 19.00.18Okładka „PS” specjalnie wyrysowana na finał przez portugalskiego grafika, Daniela Garcię

Paradoksalnie choć tegoroczny finał Ligi Mistrzów to wewnętrzna sprawa już nawet nie jednego kraju jak przed rokiem w niemieckim finale na Wembley, ale po raz pierwszy jednego miasta, cały świat wypatruje wydarzeń w Lizbonie jak starcia dwóch wielkich nacji. O kompletnie odmiennej filozofii, pomyśle na grę, historii. Jakby znów to wielki AC Milan grał z Liverpoolem, albo FC Barcelona z Manchesterem United. Mecz Atletico z Realem to może nie tak uwielbiana przez kibiców odsłona odwiecznego zmagania dobra ze złem. Prędzej „Księcia” z „Żebrakiem”, jeśli spojrzeć na budżety obu klubów i ceny, za jakie ściągnięto poszczególnych zawodników.

Atletico przez długie lata odganiane halabardami sprzed drzwi na salony wreszcie, za sprawą swego charyzmatycznego wodza zmieniło się w pazerną (trofeów) bandę, która wdarła się na nie i plądruje bez opamiętania. Łupem piłkarzy Diego Simeone padło już mistrzostwo Hiszpanii, wybitni fechmistrzowie z Barcelony sześciokrotnie w tym sezonie próbowali ich powstrzymać i nie udało się ani razu, Real ograbili z Pucharu Króla jeszcze w ubiegłym sezonie.

Trudno nie przywołać FC Porto i reprezentacji Grecji z 2004 roku, kroczących po wydawałoby się, niedostępne dla nich trofea, po trupach utytułowanych rywali, dzięki swej determinacji i charyzmie trenerów. Przy tym piłkarze Simeone, podobnie jak wówczas zawodnicy Jose Mourinho i Otto Rehhagela zdają sobie sprawę, że to okazja jedna na milion, która więcej się nie powtórzy. Muszą im dźwięczeć w uszach słowa byłego zawodnika Reala, Francisco Pavona, który stwierdził, że Królewscy awansują do finału Ligi Mistrzów jeśli nie za rok, to za dwa lub pięć, Atletico poczeka na to pewnie kolejne 40 lat jeśli nie więcej”.

Ale i Real ma sympatię świata, odzyskując ją pod wodzą Carlo Ancelottiego po „ciemnych wiekach” Mourinho. Z laureatem „Złotej Piłki”, Cristiano Ronaldo, iście galaktycznym Garethem Bale’m, niesamowitym Angelem di Marią czy leczącym frustrację tylko w Lidze Mistrzów, wciąż wielkim Ikerem Casillasem jest przy Atletico prawdziwy księciem. Tyle, że to książę w sytuacji Księcia Karola, więdnącego już tyle długich lat w tęsknocie o koronacji. Dwanaście lat bez Pucharu Europy, to dla kibiców i piłkarzy „królewskich” wieczność prowadząca do obsesji o „La Decima”. Czyja obsesja wygra w sobotę na Estadio da Luz, ta żebracza „jedynej okazji” czy „królewska”, nie mam pojęcia!

UWAGA: KONKURS!
na Wasz scenariusz!
A teraz już ostatni w tej edycji konkurs, w którym do wygrania beczułki Heinekena – w sam raz żeby opić sukces zwycięskiej drużyny w finale lub osłodzić sobie (z goryczką) klęskę. A jeśli Real i Atletico ani Was ziębią ani grzeją, po prostu udanie rozpocząć mundial. W każdym razie mecz jak zwykle możecie obejrzeć w jakości HD na liga.heineken.pl

Co tym razem?
Pomyślałem, że chcę od Was scenariusza tego co wydarzy się w sobotę na Estiadio da Luz! Nie tylko wynik (ja sam obstawiam 1:1, dogrywkę i karne), ale prawdziwy scenariusz: kto obejmuje prowadzenie, kto wyrównuje, albo podwyższa wynik. Kto pierwszy schodzi z boiska powalony kontuzją (duże szanse, że reanimowany przez serbską guślarkę Diego Costa) albo czerwoną kartką. Kto powoduje karniaka, kto go broni, lub puszcza po rękawicach… Bohaterem Iker czy Thibaut Courtois po efektownym #thibautingu w końcówce? Cristiano z wolnego? Bale po ucieczce i nieskutecznej pogoni przez 3/4 boiska?
A cholera wie co się zdarzy. Tzn Wy macie wiedzieć! I napisać w komentarzach! Najfajniej napisany i najbliższy realiom scenariusz nagrodzę! Czekam do pierwszego gwizdka.

RealAtleti

14 komentarzy

  1. ~rafaszymanski65

    24 maja 2014 at 10:00

    Na murawę trofeum wniesie Rowan Atkinson wjeżdżając na boisko rowerkiem z cyrku, zaś hymn Champions League odśpiewa… Jarzębina! 2 minuty po pierwszym gwizdku mecz zostanie przerwany przez służby porządkowe. Panie z Pussy Riots naskoczą i będą napastować seksualnie samego Cristiano Ronaldo! CR7 po pomocy służb porządkowych zejdzie na pół godziny do szatni, żeby odświeżyć się po całkiem udanym (?) stosunku. A więc jak widać emocje będziemy mieli już od pierwszej minuty meczu. W 27 minucie meczu Gareth Bale rozpocznie swój niesamowity rajd przez 3/4 boiska. Dopiero pod bramką zauważył, że w tych emocjach biegnie nie w tą stronę co powinien i zawrócił się… Przebiegł 2 raz całe boisko tylko tym razem pod właściwą bramkę i tak, zrobił to! Tak, tak, nie trafił do pustaka! Thibaut wybija z 5 metra i błyskawiczna kontra Atletico. Koke prostopadłym podaniem zagrywa w pole karne, piłka trafia wprost pod nogi Adriana Lopeza, który w 30 minucie zastąpił wiecznie kontuzjowanego Diego Costę i Adrian bez większych problemów strzela na 1:0 po palcach Ikera. Po tym golu gra Realu znacznie się ożywiła. Ronaldo już chyba otrzeźwiał po wydarzeniach z początku meczu i przypomniały mu się te kocie ruchy (via Binkowski). Na sekundy przed zakończeniem pierwszej połowy po asyście 2 stopnia Ronaldo i fantastycznym dośrodkowaniu Carvajala, Benzema pewnie kieruje piłkę głową do szatni. Koniec 1 połowy. 2 połowa wyglądała tak, jakby cały Madryt czekał na dogrywkę i karne. Mecz czasami ospały, ale nie brakowało zrywów gwiazd obu drużyn. Najbardziej efektownym popisał się David Villa, który ekwilibrystycznym strzałem „z krzyżaka” chciał zaskoczyć Ikera z „16”. Niestety, trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Wszyscy już szykujemy trunki na dogrywkę, kobiety i dzieci wyszły do łazienki na siku, ale prawdziwy kibic nie może przegapić nawet sekundy tak prestiżowego meczu. 4 minuta doliczonego czasu gry i Luka Modric „nieprzytomnie” dośrodkowuje w pole karne. Sędzia po tej akcji gwizdnie po raz ostatni w 90 minutach. Trwa przepychanka w polu karnym. Dzięki swoim warunkom wygrywa ją CR7 i fenomenalnym strzałem z przewrotki wyprowadza Real na prowadzenie sekundy przed gwizdkiem! Coś nieprawdopodobnego! Cała Lizbona i pół Madrytu oszalało! Słychać tylko szalejących kibiców i dźwięk jadących karetek. Ponad 100 osób w czerwonych barwach na trybunach dostało zawału. Takie właśnie finały chcemy oglądać!!!

  2. ~Kijan

    24 maja 2014 at 11:10

    Mój scenariusz na dzisiejszy finał Ligi Mistrzów…

    Pozostały sekundy do rozpoczęcia tego spotkania…Estadio da Luz jest wypełnione po brzegi i gdyby nie podstawowa znajomość futbolu, można odnieść wrażenie, iż ten stadion znajduje się w hiszpańskim Madrycie. Iście piłkarska wojna w biało-czerwonych barwach….Z jednej strony Atletico, z drugiej lokalny i bardziej utytułowany rywal – zespół Realu Madryt. Czy książę zostanie ukoronowany? Na swoją koronę czeka długich 12 lat! Czy aura Zidane’a tym razem zadziała z ławki trenerskiej? Czy to Atletico pod wodzą Diego Simeone zdobędzie tytuł i stanie się czarnym koniem jak chociażby Grecy na Mistrzostwach Europy w roku 2004? Cytując klasyk „Zapinamy pasy i startujemy!” Oto piłkarski hymn Ligi Mistrzów!

    Atletico, które na kilka dni przed tym kluczowym starciem straciło swoją największą gwiazdę, czyli Diego Costę rozpoczęło z wielkim animuszem. Real Madryt niczym forteca odbija powtarzające się coraz częściej ataki podopiecznych Diego Simeone. Spotkanie to jak na razie przypomina pierwszy mecz Królewskich w półfinałowym boju z Bayernem Monachium. Czy podobnie jak wtedy Królewscy tylko czekają na przechwycenie piłki w odpowiednim momencie by wyprowadzić słynną zabójczą kontrę? Real jest ospały, jakby niezainteresowany grą w piłkę a jedynie zneutralizowaniem zagrożenia pod własną bramką. Spoglądając na zegar trudno uwierzyć, że to już minęło 20 minut. Jeżeli w wielkim finale Ligi Mistrzów dochodzi do starcia Realu Madryt z Atletico, nie sposób nie wspomnieć o osobie Jose Villalongi. Popularny „Pepe” był ojcem sukcesów obu klubów w europejskich pucharach w latach 50. Z Królewskimi dwukrotnie świętował Puchar Mistrzów a wraz z Atletico dotarł do pierwszego w historii zwycięstwa w europejskich pucharach – piłkarze Rojiblancos wygrali wówczas Puchar Zdobywców Pucharów. Nie odbiegajmy jednak od tematu, gdyż oto pojawiła się pierwsza iskierka nadziei dla zawodników Carlo Ancelottiego. Piłkarze Realu Madryt mają rzut różny…Ogromne zamieszanie, przepychanki w polu karnym, walka o pozycje….i….i….jest….GOOOOOL! GOL! GOL! GOL! GOL! GOL! Sergio Ramos! On jest z tego znany! Wyłania się w polu karnym niczym pocisk i kieruje głową piłkę prosto do siatki! Real Madryt tylko czekał na jeden błąd! Dochodzi 35, minuta tego spotkania! Długo piłkarze Królewskich kazali czekać kibicom na jakiś sygnał, na jakiś promyk nadziei! Czy Atletico się podniesie? Real Madryt jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeobraził się w trakcie tego spotkania nie do poznania! To Los Blancos przejmują teraz inicjatywę! Minęło nieco ponad 5 minut a Real Madryt pokazuje, że nie stracił ochoty na kolejną bramkę. Atletico zaczęło grać nerwowo, w brutalny sposób został teraz potraktowany Angel Di Maria. Arda Turan kosi równo z trawą Argentyńczyka, który nie wstaje z boiska. Chyba będzie potrzebna pomoc. Nerwowy Turek, dał się ponieść emocjom. Nie daje wiary w cierpienie Di Marii i siłą próbuje postawić na nogi zawodnika Realu. Nie podoba się to publiczności i pozostałym zawodnikom Realu. Sergio Ramos odpycha Arda Turana. Do dyskusji włączają się pozostali zawodnicy oby klubów, jednak arbiter szybko wkracza do akcji i nakazuje ostudzić emocje. Angel Di Maria o własnych siłach opuszcza boisko, gdzie zajmują się nim teraz masażyści. Pozostały ostatnie sekundy pierwszej połowy i nic się chyba więcej nie wydarzy. Czy to naprawdę wszystko, na co stać dzisiaj Atletico? Czy ta wyboista droga na szczyt zakończy się fiaskiem? Kiedy odchodził Falcao mało było kibiców, którzy wierzyli, że piłkarze Diego Simeone utrzymają silną pozycję z poprzedniego sezonu….Jednak nie zbaczajmy z tematu, gdyż oto znowo Real Madryt w natarciu! Luka Modrić instynktownie odgrywa na skrzydło do Garetha Bale’a , który jak struś pędziwiatr urywa się prawą stroną boiska i przejmuje posłaną futbolówkę. Spore zamieszanie…odegranie Walijczyka w strefę pola karnego….Cristiano Ronaldo dokłada nogę z najbliższej odległości i jest 2-0! Czy to jest nokaut? Cristiano Ronaldo! Czy w Lizbonie, w której stawiał pierwsze piłkarskie kroki w barwach Sportingu, będzie świętował swój wielki sukces z Realem Madryt? Nic nie wskazywało przez pierwsze 20 minut tego spotkania, że Królewscy są w stanie się podnieść. Byli jak bokser posłany na deski, który modli się tylko by nie przegrać przez nokaut. Podopieczni Carlo Ancelottiego odrodzili się jak feniks z popiołów i stał się maszyną nie do zatrzymania! Czy aby na pewno? Miejmy nadzieję, że to nie koniec emocji. Chwila przerwy przed nami i zapraszamy na kolejne 45 minut spektaklu!

    Wychodzą! Wyłaniają się dzisiejsi bohaterowie i wychodzą na piłkarską scenę Estadio da Luz w Lizbonie! Piłkarze Atletico Madryt jakby przygaszeni, ale być może o tylko pozory. Być może to zasłona dymna i skupienie jest teraz w sercach piłkarzy Diego Simeone, którzy zasłużyli swoją grą w tym sezonie na udział w tym finale. Nie są jeszcze na dnie, mają szanse na podniesienie rękawicy i wznowienie równej walki. Jednak jeżeli to starcie Dawida z Goliatem, jak to określały niektóre media, to zdecydowanie Goliat wyszedł na prowadzenie. Na zegarze wybiła już 65 minuta i tak naprawdę nie zanotowaliśmy niczego, co byłoby warte szczególnej uwagi. Brzydki fragment tego spotkania. Jeżeli spektakl ten miał jakąś skazę, do z pewnością można do niej zaliczyć te pierwsze 20 minut drugiej połowy. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, sporadyczne ataki jednych i drugich nie przynosiły większych rezultatów. W końcu zaczyna coś się dziać, Juanfran podaje do Diego, ten z kolei posyła długą piłkę do Davida Villi, który bez przyjęcia huknął w światło bramki strzeżonej przez Ikera Casillasa! Cudowny gol w samo okienko! Jest nadzieja dla Atletico! Sektor kibiców Rojiblancos oszalał! Gol rzadkiej urody, równie piękny jak ten strzelony swego czasu przez Villę w meczu o Superpuchar Hiszpanii także przeciwko Realowi Madryt! Wówczas występował jeszcze w zespole FC Barcelony…Atletico nie składa broni! Real musi się pilnować, inaczej cała ta tytaniczna praca pójdzie na marne! Czy odmienią się losy tego spotkania? Piłkarze Diego Simeone w natarciu, Carlo Ancelotti musi coś wymyślić, w innym wypadku zwycięstwo może wymknąć się z rąk Królewskich. Czas na kolejną zmianę. Ostatnie minuty Real Madryt będzie chciał po prostu przetrwać. Na kilka minut przed końcem finału na boisku melduje się Sami Khedira, dla którego jest to pierwszy mecz po długiej kontuzji. Carlo Ancelotti chce wzmocnić formację defensywną, Khedira ma pomóc w utrzymaniu tego wyniku. Czy dołoży swoją cegiełkę do oczekiwanego zwycięstwa? […] Pozostały sekundy! Twarda walka w środku boiska, po tych herosach nie widać zmęczenia, chociaż to już grubo 93 minuty zmagań! Arda Turan przy piłce, próbuje zdobyć pozycję do oddania strzału….Piłkę wybija mu sprytnie Raphael Varane, który godnie zastąpił Pepe w tym spotkaniu. Piłkarze jeszcze powalczą o górną piłkę….Jednak nie! W tym momencie Bjoern Kuipers gwiżdże po raz ostatni! Real Madryt czekal 12 lat na ten sukces! Atletico było tak blisko od sprawienia sensacji na miarę Duńczyków na Euro 92′ czy Greków w 2004 roku, ale czegoś zabrakło. Być może to brak Diego Costy, być może łut szczęścia…To jednak w tej chwili nieważne, gdyż to Królewscy cieszą się z dziesiątego tytułu w swojej historii! Począwszy od złotych lat 50-tych, kiedy to Real zaczął pisać swoją wspaniałą historię, z takimi piłkarzami jak Di Stefano, Gento, Puskas…przez ostatni Puchar z roku 2002 i bajecznej bramce Zinedine’a Zidane’a…aż po dziś dzień, kiedy to Real Madryt triumfuje w zmaganiach Ligi Mistrzów. Czy zasłużenie? To pytanie pozostawiam Wam! Dziękuję za uwagę i oddaję głos do studia! Dziś cały piłkarski świat jest w barwach Królewskich!

  3. ~Robespierre

    24 maja 2014 at 15:02

    Estádio da Luz poznałem na Euro 2004. Stadion ten oświetlił wtedy, nomen omen, blask Zinadina Zidana, który niemalże w pojedynkę pokonał reprezentację Anglii. David Beckham natomiast zmarnował, w owym czasie, na tym obiekcie dwa rzuty karne. O czym to świadczy? Na pewno o magii i krótkiej, aczkolwiek bogatej historii tego miejsca. Piłkarze z Madrytu wychodząc na murawę będą mieli świadomość, co się tam dokonywało i na pewno będą chcieli aby za 10 lat wspominano nie wymieniony przeze mnie wydarzenia ale właśnie ich. Ale dzisiaj, na kilka godzin przed finałem, stawiam sobie pytanie czy to będzie mecz na miarę wyczynów Zidana, czy raczej Beckhama?
    Przewiduję, że patronem czekającej nas potyczki zostanie Anglik i jego rozregulowana stopa. Bynajmniej nie będzie to festiwal przestrzelonych karnych, a raczej mecz kiksów i brzydkich faulów, nie zauważonych przez sędziego. Bjorn Kuipers w pierwszej połowie nie podyktuje karnego dla Atletico Madryt. Po 30 minutach, miłych dla oka, szaleńczych ataków i silnego pressingu ekipy Simeone, Real przełamie rywala i ruszy do ataku, ale nadzieje się na kontrę, która miała być metodą Królewskich na sukces. Koke długą piłką uruchomi Ardę, a ten zostanie sfaulowany w polu karnym przez Ramosa. Sędzia błędnie uzna, że przewinienie miało miejsce poza polem karnym i podyktuje rzut wolny. Winowajca otrzyma jedynie żółtą kartkę i będzie to najniższy wymiar kary. Piłkarze, rozjuszeni sporną sytuacją, skoczą sobie do gardeł, tak więc Pan Kuipers nie schowa wyciągniętego, przed chwilą, kartonika i obdaruje nim, najbardziej krewkich, Pepe oraz Gabiego. Rzut wolny będzie wykonany wedle prawideł patrona tego meczu, co nie będzie pierwszym popisem indolencji fantastycznego w tym sezonie Cristiano. Opisana przez mnie sytuacja rozpocznie Rzeź, przez wielkie R. Piłkarze Atletico poprzysięgną sobie zemstę i do końca połowy, wykonają przynajmniej dwa zasługujące na kartkę faule, sędzia w jednej z takich sytuacji uzna, że Bale symulował i obdarzy go żółtkiem. Po przerwie okaże się iż Turan nie może dalej grać i w drugie części meczu go nie zobaczymy. To 45 minut rozpoczną niecelne strzały z dystansu Ronaldo. Nie lepiej będzie się prezentował Gareth Bale, co rusz ośmieszany przez Juanfrana. Benzema początkowo będzie pod grą, piłkarz ten często będzie cofał się aby pomóc w rozegraniu, ale jeszcze przed 60 minutą wybije mu to z głowy, atakiem na ścięgna Achillesa Gabi, który nie wiedzieć czemu pozostanie dalej na boisku. Atmosfera zagęści się jeszcze bardziej, jednak piłkarze kartki będą zbierać nie za dopuszczanie się nieczystych zagrań, a za przepychanki przy stałych fragmentach gry. Po 70 minutach tej wojny portugalski gwiazdor znowu dostanie szansę na uderzenie z rzutu wolnego, z bliskiej odległości. Niestety to nie będzie jego dzień i skończy się to tak jak pozostałe jego próby. Od tego momentu walka przeniesie się na połowę Realu. Los Colchoneros znani ze świetnego przygotowania fizycznego ruszą po upragniony puchar. Drużyna Ancelottiego znajdzie się w opałach, z których wyratuje ich Iker Casillas odbijając potężne uderzenie Koke, oraz Ramos, ściągając do ziemi, mającego już na głowie piłkę, Godina. Sędzia oczywiście gwizdka nie użyje. Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry do ataku zerwie się Real. Coentrão popędzi lewą stroną, a po 30-metrowym rajdzie niespodziewanie zagra do czekającego w środku Modrica, ten z pierwszej piłki zagra w lukę, powstałą pomiędzy piłkarzami Atletico. Tam będzie Di Maria, który z bliskiej odległości, pokona bramkarza rywali. Uskrzydleni bramką piłkarze w białych strojach, po wznowieniu gry, szybko przejmą futbolówkę, a ta powędruje do Ronaldo. Portugalczyk wykorzysta swą szybkość wyprzedzi Mirandę i wyrzucony lekko do lewej strony, uderzy piłkę obok nogi bramkarza. Ta wpadając do siatki przesądzi o losach tego meczu. W doliczonym czasie, gra się uspokoi. Kiedy sędzia zagwiżdże po raz ostatni zobaczymy to co po każdym meczu, czyli radość zwycięzców i smutek pokonanych. Spytacie co z Diego Costą? Dlaczego o nim nie wspominałem? On w tym meczu będzie tym kim był w finale mundialu z 1998 roku brazylijczyk Ronaldo.
    Myślę że to 2:0 pokaże nam, że Bóg futbolu nie jest sprawiedliwy, niby wiemy to od dawna ale często musi nam, ów Bóg, tą prawdę przypominać. Mecz ten pokaże nam też to co w futbolu najgorsze, czyli brutalne faule z premedytacją i błędy sędziowskie. Ale zobaczymy również fenomenalną wojnę na wyniszczenie, którą będziemy wspominać przez długie lata. Piłkarze Simeone staną się dla nas symbolem wielkiego poświęcenia, które kończy się klęską.

  4. ~Robespierre

    24 maja 2014 at 15:20

    Przepraszam za brak akapitów. Nie pomyślałem że skasują mi się jak przerzucę tutaj tekst z Worda.

  5. ~ytseman23

    24 maja 2014 at 16:59

    Kluczowe wydarzenia finału LM będą takie (albo też nie będą :D):
    – w 23. minucie gola dla Atletico zdobywa Diego Costa, który niby cały czas nie wygląda na w pełni sprawnego, ale piłka spada mu pod nogi w polu karnym, trochę rozpychania z Ramosem i 1-0;
    – 26. minuta – Ramos dostaje żółtą kartkę za przepychanki oczywiście z Costą;
    – 37. minuta – po kapitalnej kontrze Realu Ronaldo trafia w słupek – było blisko, ale niestety nie może pokazać siedemnastki na palcach;
    – 42. minuta – tym razem nie po kontrze, ale po zgrabnie poprowadzonym ataku pozycyjnym Modric zagrywa do Benzemy, a ten do Bale’a, który tuż przed oddaniem strzału zostaje powalony na skraju pola karnego przez Godina; sędzie nieco się waha czy faul był w polu karnym czy też nie i w końcu stwierdza, że jednak tak – czyli karny! Do piłki podchodzi oczywiście Ronaldo, ale jego strzał Courtois zbija na rzut rożny; Cristiano wykrzywia się straszliwie, a bramkarz zbiera pochwały od kolegów z drużyny;
    – 48. minuta – Costa podwyższa na 2-0; po świetnie rozegranym rzucie rożnym celnie strzela głową w długi róg i wprawia w ekstazę kibiców Atletico; niestety, przy tej okazji snajper Rojiblanco fatalnie ląduje na kontuzjowanej nodze i to chyba definitywnie kończy jego udział w meczu;
    – 52. minuta – Costa ciągle na boisku i przy próbie „urwania” się Ramosowi zostaje przez niego (w swojej opinii, ale nie sędziego) sfaulowany; agresywne zachowanie kończy się żółtą kartką;
    – 53. minuta – Simeone ściąga Diego z boiska – niepełna dyspozycja i żółta kartka robią swoje – Costa i tak dzisiaj zrobił ogromnie dużo;
    – 62. minuta – coraz bardziej huraganowe ataki Realu wreszcie przynoszą skutek – po rzucie rożnym trafia Ramos; wiara znów pojawia się w sercach Królewskich!
    – 65. minuta – jest 2-2; Benzema zostaje sfaulowany w polu karnym i po raz drugi do „jedenastki” podchodzi Ronaldo; tym razem trafia bezbłędnie i mecz zaczyna się od początku; te dwa gole to jak dwa proste Kliczki – zawodnicy Atletico wyglądają na zamroczonych!
    – 78. minuta – druga żółta kartka dla Ramosa – Real gra w dziesiątkę;
    – 82. minuta – Atletico próbuje przycisnąć, ale nadziewa się na kontrę Realu – Modric uruchamia atak BBC i nagle robi się 3-2 dla Realu… ale jednak nie: jest spalony; strzelec nieuznanej bramki, Bale, trzyma się za głowę;
    – 86. minuta – Diego Ribas strzela z około 25 metrów i trafia w „okno” bramki Casillasa! 3-2 dla Atletico, a Realowi zostały raptem marne minuty na odrobienie strat!
    – 94. minuta – koniec meczu. Atletico wygrywa!

    Fajnie byłoby, gdyby mecz wyglądał mniej więcej w tym stylu – kilka bramek i emocje 😉 Kciuki będę trzymał za Atletico, ale jak wygra Real, to też nie będzie źle – głównie ze względu na Casillasa oraz Cristiano. Życzę sobie i wszystkim świetnego spektaklu! 😀

  6. ~Os

    24 maja 2014 at 17:23

    Real 2:1 Atletico. Bale, Ronaldo, Villa. Potwierdzone.

  7. ~kh1990

    24 maja 2014 at 17:38

    Mecz zakończy się wynikiem 1:0 dla Realu. Gola na początku drugiej połowy strzeli Di Maria po kapitalnej asyście Ronaldo. Curtois będzie bliski obrony, zabraknie centymetrów… Końcówka meczu zdecydowanie dla Atletico, będą gonić wynik Real tylko się bronić i liczyć na kontry. Atletico skończy mecz w dziesiątkę. Czerwoną kartkę w końcówce spotkania otrzyma Koke. Chwilę po tym boisko będzie musiał opuścić Costa, który nie wytrzyma trudów spotkania. W 87. minucie na boisku pojawi się Adrian i to po jego strzale w doliczonym czasie gry piłka wyląduje na poprzeczce. Puchar dla Realu Madryt.

  8. ~Gunner

    24 maja 2014 at 18:02

    Godzina 19:30 – rozpoczyna się studio NC+, przez następną godzinę z piętnastoma minutami zapinamy powoli pasy wraz z Andrzejem Twarowskim prowadzącym przedmeczowy program. W tymże przyjmujemy do wiadomości, że mimo pięknej historii pisanej przez drużynę Cholo Simeone, sorry, ale wieczór, noc i poranny syndrom dnia następnego upłyną pod znakiem „La Decima”.

    Po czasie analiz, pytań, niepewności, gdybania i oczekiwania nadchodzą godziny prawdy. Piękna oprawa z trzepoczącymi na wietrze flagami w loga obu klubów tylko potęgują zdenerwowanie głównych aktorów spektaklu. W końcu jest – hymn Ligi Mistrzów – który umilknie na najbliższe miesiące, wykonany w niesłychanie podniosły sposób, gwizdek i zaczynamy. Pierwsze minuty to ewidentne przeszpiegi obu ekip, jakby dwa ucha przyłożone z dwu stron do tych samych drzwi by usłyszeć najskrytsze tajemnice przeciwnika. Jednak ani kontry Realu z szybszym od Pendolino Bale’em, ani zabawy CR7 z Juanfranem na skrzydle, ani granie na silnego jak tur (nie mylić z Toure, choć też chłop niczego sobie) Diego Costę przez Koke z Ardą ani w końcu taniec w stylu raczej nowoczesnym niż klasycznym przy linii bocznej Diego Simeone, podsuwającego coraz to nowe pomysły swoim podopiecznym nie dadzą nam rozstrzygnięcia spotkania w pierwszych 90 minutach. Co więcej, podczas dogrywki Costy na boisku nie uraczymy, natury nie oszukasz. Pojawi się on dopiero po 120. minucie – rzuci się, jak i reszta kolegów na biednego Diego Godina, który w drugiej części dogrywki tak (nie)fortunnie wyskoczył przy rzucie rożnym w powietrze, że piłka zatrzepotała w siatce Ikera Casillasa. Iker płacze, mniej miał roboty w trakcie meczu od swojego vis a vis, mimo to właśnie jego dręczyć tego wieczora będzie tekst piosenki „Aicha”, ten o przechodzeniu obok ;)).

    A więc jednak, nie „La Decima” a „La Primera”, jak zastanawiał się dzisiaj kataloński „Sport”.

  9. ~M

    24 maja 2014 at 18:09

    2-0 dla Realu (do przerwy 0-0). Gola strzeli w 57 minucie Ronaldo. Później Atletico będzie walczyło o wyrównującego gola ale niestety, w 89 minucie zabójcza kontra Realu i Benzema pogrąży rywali. Bez rzutów karnych, bez czerwonych kartek. Żółtych kartek będzie pięć (trzy dla Atletico, dwie dla Realu).

  10. ~Cotammi

    24 maja 2014 at 19:48

    Mecz zaczyna się spokojnie. Żadna ze stron nie chce przejąć inicjatywy. Z każdą minutą jednak ataki Realu są coraz groźniejsze. Dogodną sytuacje marnuje Di Maria. Real wyraźnie przeważa. W końcu w 34 minucie kapitalnego gola zdobywa Modric.
    W drugiej połowie Atletico zabiera się za odrabianie start. Indywidualny błąd Varane’a wykorzystuje Diego Costa. Chwilę później musi on jednak opuścić plac gry. Tempo gry wyraźnie spada. Żadna drużyna nie chce popełnić błędu. W końcówce kapitalną interwencją popisuje się Casillas. W doliczonym czasie gry piłka po strzale Bale’a zatrzymuje się na poprzeczce. Dogrywka to ostrożna gra z obydwu stron. W 112 minucie zabójczą akcję przeprowadza jednak Real. Piłkę do bramki kieruje Cristiano Ronaldo. Atletico rzuca się do desperackiego ataku. Wynik meczy nie ulega jednak zmianie. Real wygrywa po dogrywce. Bohaterem spotkania zostaje C.Ronaldo

  11. ~Gary B.

    3 czerwca 2014 at 15:06

    Co by nie mówić, to trzeba docenić postawę Atletico. Mimo iż jestem kibicem Realu od zawsze, to szanuję to, że w tym sezonie potrafili wznieść się na taki poziom!

Zostaw odpowiedź