Prosto z Rio: Robocopy i drony czuwają nad nami

BOPEDwa dni przed rozpoczęciem mundialu, którego uroczysta ceremonia otwarcia wraz z meczem Brazylia – Chorwacja odbędzie się przecież w Sao Paulo, centrum Rio de Janeiro przypomina dyskotekę. Gdzie się człowiek nie ruszy, nie wyjdzie z pola rażenia policyjnych kogutów. Radiowozy zaparkowane tak gęsto, że jeden zawsze ma gdzieś w zasięgu wzroku drugi. Nie stoją bezczynnie – migają non stop, jakby właśnie rozpoczęli interwencję. Bo i rozpoczęli. Interwencja potrwa do 13 lipca. Zwykle nie siedzą za kierownicą słuchając radia i gadając wdziękach Leandry czy Flaviii, ale stoją na zewnątrz, oparci o wóz, lustrując potencjalne zagrożenie zza ciemnych okularów. Mimo, że siąpi mżawka, słońca póki co w Rio nie widzieliśmy. Sporo także biedaków moknących w policyjnych mundurach na górskich rowerach.

Wg brazylijskiego sekretarza stanu ds. Wielkich Wydarzeń, Andrei Rodriguesa mundial zabezpiecza w 12 miastach 157 tysięcy funkcjonariuszy i 20 tysięcy prywatnych ochroniarzy oraz 120 oficerów policji z 40 krajów (koszt operacji zabezpieczenia turnieju to 830 mln dolarów). Odnieśliśmy wrażenie, że większość z nich ustawiła się właśnie na trasie z naszego domu na Maracanę. To normalne, że stoją wokół stadionu, gdzie zawsze sporo się dzieje nawet w dni nie meczowe, gdzie jest biuro prasowe i tłumy turystów pozujące przed pomnikiem Hilderaldo Belliniego, kapitana mistrzów świata z 1958 roku. Ale, że w naszej spokojnej dzielnicy Grajau? Krążymy wokół ronda Lourenco Filho i nie możemy zaparkować, żeby zrobić zakupy, bo wszędzie pełno policji. Nie narzekamy, broń boże, jest przynajmniej kogo zapytać gdzie można dostać kartę telefoniczną z internetem, a gdzie najlepiej kupować świeże gujawy, marakuje i mango. I przy okazji usłyszeć dobre rady: “do centrum handlowego niedaleko, ale po zmroku lepiej nie na piechotę. Jak macie samochód, jedźcie samochodem”. Droga okazała się bardzo bezpieczna – oświetlały ją nam policyjne koguty. Na pewno też przynajmniej raz przeleciał nad nami jeden z 30 izraelskich dronów, wypożyczonych na mundial.

Lustracja policyjnego uzbrojenia wykazała: pistolety, paralizatory, gaz w spray’u, pałki. U oddziałów w koszulach khaki także krótkie karabiny. Ale na Maracanie trafił nam się prawdziwy rarytas: przemarsz oddziału Robocopów! Najpierw zatrzęsła się ziemia (dosłownie zachwiał stalowy balkonik biura akredytacyjnego), następnie stalowy chrzęst, wreszcie naszym oczom ukazał się kilkunastoosobowy oddział BOPE (Batalhao de Operacoes Policias Especias) znany zaprowadzania porządku w fawelach, którego 400 funkcjonariuszy będzie zabezpieczało mundial. Piszę „funkcjonariuszy”, wierząc na słowo, że są to ludzie, bo zza kevlarowego, odpornego na ogień aż do temperatury 427 C (ważne w razie uderzenia racą) pancerza (naramienników, nałydkowników i naudników, a nawet nastopników) i hełmu w ciemnych goglach nie mignął nawet fragmencik ludzkiego ciała. Sam oddział też mignął mi tylko przez chwilę (manewry? protestujący na horyzoncie? – woluntariusze nie wiedzieli i nie chcieli wiedzieć), wyposażenie sprawdziłem w internetach. W rękach mieli karabin M4 z laserowym celownikiem (choć mi się wydawało, że broń gładkolufową), za pasem granaty ogłuszające i dezorientujące, do jednego uda przypięty pistolet Taurus PT92, do drugiego sześciocalowy nóż bojowy, wygięty. No i oczywiście kajdanki. W sumie Robocop dźwiga na sobie 22 kg. Pod pancerzem ma jeszcze plastikowy mundur, amortyzujący kopnięcia i uderzenia.

BOPEAle najważniejszy jest hełm! Przymocowane są do niego okulary z procesorem pozwalającym na automatyczne rozpoznawanie twarzy. Miniaturowa kamera rejestruje 400 obrazów twarzy na sekundę, zaznaczając ponad 40 tysięcy punktów biometrycznych i natychmiast wysyłając do bazy danych, zawierających ponad 13 mln zdjęć. Stąd zasłużona nazwa Robocop. Ten holywoodzki film już stał się rzeczywistością. W kolejce czeka „Raporcie mniejszości” Stevena Spielberga i rzeczywiście być może już podczas brazylijskiego munialu policja dowie się o planowanym przestępstwie przed jego popełnieniem.

Pomoże w tym wykorzystywany już podczas igrzysk w Soczi system Vibraimage, pozwalający uchwycić i przeanalizować obserwowanych osób mikroruchy szyi i głowy, w pewnej konfiguracji będące oznaką zdenerwowania, nieoczywistego na pierwszy rzut oka. Problem w tym, że w tłumie sunącym w czwartek na Arena Sao Paulo na mecz Brazylia – Chorwacja (i ja się w niego wtopię) ciężko będzie wychwycić osobę, która nie będzie zdenerwowana. Przeczuwam nie mikro, ale makroruchy głowy szyi i całego tułowia (w trakcie meczu możliwe nawet drgawki). W tym tłumie to osoba spokojna, nie denerwująca się będzie najbardziej podejrzana. I to ją trzeba namierzyć i powstrzymać przed wejściem na stadion! Bo nie zasłużyła na te emocje!

Minority Report

5 komentarzy

  1. ~Paweł

    11 czerwca 2014 at 12:10

    Będzie nagrywał Pan vlogi na youtube albo na przeglądzie jak z poprzednich turniejów?

  2. ~polsport

    11 czerwca 2014 at 12:26

    @Paweł
    Będę:) Zaraz jadę na trening Anglików, może coś skręcę…

  3. ~Renet

    11 czerwca 2014 at 19:30

    Jesli będą protesty niezadowolonych Brazylijczyków i będzie paraliż, to najlepszy najnowocześniejszy spzęt nic nie da,

Zostaw odpowiedź