Brazylia zwycięska, karnawał w Rio uratowany! (Vlog)

Brazylia - Chorwacja na CopacabanieCzarne chmury nad Brazylią: właśnie straciła prowadzenie z Chorwacją. Copacabana skonsternowana. Ne telebimie winowajca…

Mecz otwarcia mundialu oglądałem wraz z setkami tysięcy mieszkańców Rio de Janeiro w gigantycznej Fanzonie na najsłynniejszej plaży świata, Copacabanie. Gdy Marcelo w 11. minucie niechcący posłał piłkę do własnej siatki wokół zapadła grobowa cisza. Jakby na weselu nagle ktoś wrzasnął, że panna młoda jest w ciąży z innym mężczyzną. Cisza tym bardziej przejmująca, że w Brazylii właściwie niespotykana. Gdzie się człowiek nie ruszy w Rio, zewsząd dobiegają dźwięki muzyki, zza okien willi, bloczydeł, samochodów, z noszonych na ramieniu lub ciągniętych na wózkach magnetofonów. Nie wspominając o kakofonii klaksonów samochodowych i motorowych, a w czasie mundialu piekielnych caxiroli – brazylijskiej odpowiedzi na wuwuzele.

Tymczasem w Fanzonie ten szalony, rozgorączkowany, pląsający tłum (bo żaden Brazylijczyk nie wystoi w miejscu), który dopiero co z patosem odśpiewał słowa hymnu „O Pátria amada”, najpierw wydał głęboki jęk a potem kompletnie zamilkł. Jedni kryli twarz w dłoniach, drudzy zasłaniali ręką usta, jeszcze inni odchylali do tyłu. Większość patrzyła po sobie kręcąc głową.
– No, no, no! Źle się zaczęło, ale nie może się tak skończyć! Na szczęście jest Neymar – uspokajał, bardziej siebie niż mnie, Toni w żółto-zielonej peruce, z którym oglądaliśmy spotkanie. Słowo „Neymar”, które najczęściej padało z ust przybywających na Copacabanę i teraz zaczęło się roznosić wokół.

A 22-letni gwiazdor Barcelony pokazał, że Pele nie bez przyczyny namaścił go na swego następcę. Że mimo młodego wieku i nie całkiem udanego pierwszego sezonu w Europie jest w stanie objąć rolę lidera drużyny. Wytrzymał presję, wziął na siebie odpowiedzialność i zaczął kierować grą, dzięki czemu koledzy zamiast załamać się niepowodzeniem wzięli do odrabiania strat. Odbierał piłkę, znakomicie podawał – po jego akcji gola o mało co nie zdobył Oscar. I wreszcie świetnym strzałem za pola karnego wyrównał. Nie ugiął się też presji gdy trzeba było wykorzystać karnego, po kontrowersyjnej decyzji japońskiego sędziego.

Mimo, że Oscar ustalił wynik na 3:1, które przed meczem zapewne każdy Brazylijczyk wziąłby w ciemno, po ostatnim gwizdku sędziego Copacabana wydała z siebie raczej odgłos ulgi niż radości ze zwycięstwa. „Canarinhos” wymęczyli zwycięstwo. To nie była demonstracja siły przyszłego mistrza świata. Sporo strat, sporo błędów w obronie. Przy stanie 1:2 dążący do wyrównania Chorwaci momentami dominowali nad gospodarzami mundialu, których kilkakrotnie ratował David Luiz, rehabilitując się za błąd przy stracie gola. Przeciętnie zagrała obrona Canarnhos i obaj środkowi pomocnicy Paulinho i Luiz Gustavo. Kompletnie niewidoczny przez cały mecz był Fred, za wyjątkiem momentu gdy nabrał japońskiego arbitra. Skoro tak gra czołowy napastnik przyszłych mistrzów świata, to przy okazji dzisiejszego meczu Hiszpanii z Holandią z pewnością wróci debata na temat wyboru Diego Costy, który wolał grać dla La Furia Roja zamiast Canarinhos. Jak przewiduje w dzisiejszym wywiadzie dla „Przeglądu” Fernando Hierro, Costa musi się liczyć z szorstkim przyjęciem ze strony brazylijskich kibiców. Jeśli patrząc na gracza Atletico będą mieli przed oczami Freda, przyjęcie będzie szorstkie jak pumeks.

Copa4Toni (z prawej) spogląda z nadzieją na sunącego na bramkę Neymara

Gole Neymara i Oscara sprawiły, że pomeczowy karnawał w Rio nie został odwołany. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego Copacapana i przylegająca do niej kilkukilometrowa Avenida Atlanic zamieniły się w wielki parkiet taneczny. Pary tańczyły, obejmując się i całując, wiele z nich owinięte brazylijską flagą. Tańczyły młode dziewczyny z niemowlakami w ramionach i starsze kobiety z pieskami przystrojonymi w brazylijskie barwy.

– Tańczę, bo wygraliśmy. Ale z taką grą – tu piękna Claudia pogroziła nam do kamery palcem – nie ma co marzyć o Pucharze Świata. A ja chcę tu zatańczyć jeszcze nie raz na tym mundialu – powiedziała.
– Pierwszy mecz na turnieju trzeba obejrzeć, przecierpieć i o nim zapomnieć. Taka ich specyfika. Piłkarze mają spętane nogi, sami jeszcze nie wiedzą na co ich stać. Od miesięcy grali tylko spotkania towarzyskie. A tu pojawia się wreszcie prawdziwa presja. Jest zwycięstwo, jest sukces, pierwszy krok został zrobiony. O następne będzie łatwiej, mimo że przeciwnicy wcale nie będą łatwiejsi – tłumaczył nam Julio.
A Toni z uśmiechem klepnął na pożegnanie po plechach. – Troszeczkę pomógł nam sędzia, ale to przywilej każdego gospodarza. Nikt chyba nie powiem, że wygrania nie jest zasłużona. Najważniejsze, że w poniedziałek spokojnie mogę wracać do pracy. Pracuję w Argentynie, bez zwycięstwa straciłbym cały autorytet u pracowników. Mecz pokazał, że w tej drużynie sporo trzeba poprawić. Ale spokojnie, poprawimy.

Copa2

3 komentarze

  1. ~erdwa

    13 czerwca 2014 at 08:51

    Cóż.. Brazylia to momentami jeden wielki chaos. To co wyprawialiw obronie to z takimi zespołami jak Niemcy czy nie będąca obecnie w najwyższej formie Hiszpania skończy się tegim laniem. Drużyna Brazylii niestety znów przypomina bardziej zlepek gwiazd próbujących grać brasilianę ale mająca problemy z wprowadzeniem piłki w pobliże pola karnego. Dawno nie widziałem Brazylii która musi tam podawać piłkę długim podaniem. I to powiedzmy przy najwyżej dobreje a nie wybitnej Chorwacji. Pierwsze koty za płoty. Dostali bonus od sędziego (brak jakiegokolwiek poczucia honoru przy upieraniu sie że był faul) i potem poszło wszystko jak miało pójść. Tylko na ile starczy tego pajacowania i opierania wszystkiego na Neymarze? Faktem jest że ten chłopak najprawdopodobniej zgasi samego Ronaldo na tym turnieju bo jest to zawodnik kompletny i potrafiący wziąć odpowiedzialnośc na siebie w przeciwieństwie do Portugalczyka który żyje raczej z pracy kolegów i jak nie idzie to człapie po murawie drapiąc się w żelowa główkę

  2. ~Maiqel

    13 czerwca 2014 at 13:53

    Jak słyszę głosy o tym, że Oscar „klepnął z czuba, z karola, szpica, itd.”, że nie przystoi, to się zastanawiam ilu polskich piłkarzy strzeliłoby taką bramkę jak Oscar? Myślę, że niewielu, bo to była klasa sama w sobie. Co do Neymara, to ma szansę być najlepszym z najlepszych, a to że Brazylia nie ma napastnika, to już wątek na całkiem inną opowieść…

  3. ~ajwaj

    13 czerwca 2014 at 23:22

    Niestety FIFA z prezesem na czele robi wszystko żeby Brazylia znalazła się co najmniej w finale. Sędziowanie na poziomie MŚ 2002, Meksyk okradziony z 2 goli. Ale cóż, przy głosowaniach FIFA liczą się delegaci krajów 3 świata. Strach pomyśleć jakie ,,wałki” będą za 8 lat w Katarze.

Zostaw odpowiedź