Niemiecka demonstracja siły. Jedyny faworyt, który udźwignął rolę

Portugalia vs Niemcy. Pepe vs MuellerWygrana 4:0 z Portugalią na Arena Fonte Nova to prawdziwy pokaz siły jednego z czterech głównych faworytów mundialu. Przed rozpoczęciem turnieju wszyscy eksperci co do jednego kandydatów do Pucharu Świata, a co najmniej do gry w półfinale upatrywali w Brazylijczykach, Hiszpanach, Argentyńczykach i Niemcach. Tylko ci ostatni w pierwszym meczu podołali roli, Brazylijczycy mimo wygranej 3:1 z Chorwacją nie zachwycili, więcej niż o dwóch golach Neymara mówiło się po niej o nadzwyczajnej życzliwości japońskiego arbitra wobec gospodarzy turnieju. Hiszpania skompromitowała się z Holandią najbardziej ze wszystkich broniących trofeum mistrzów świata w historii mundiali, a od gry Argentyny z Bośnią bolały zęby, Leo Messi zdobył co prawda pierwszego gola na mundialu od 600 minut, ale Edin Dżeko i spółka o mało co nie sprawili kolejnej niespodzianki turnieju.

Dominacja Niemców nad Portugalią ani przez sekundę nie podlegała dyskusji. Mechanizm nakręcony przez Joachima Loewa zadziałał perfekcyjnie. Wybitnie zagrali zwłaszcza Thomas Müller, który zdobył hatr-tricka i zarazem ósmego gola w swym siódmym meczu na mistrzostwach świata, goniąc wielka niemiecka legendę sprzed lat, Gerda Müllera. Oraz Toni Kroos z 96 procentami celnych podań. Kiedy zmęczonego Mesuta Oezila zmieniał Andre Schurrle, a Müllera w końcówce meczu – Lucas Podolski, Loew wysłał w świat kolejną wiadomość: „patrzcie jakie mam głębokie rezerwy, mam na ławce nie rezerwowych, ale równorzędnych piłkarzy mogących dać prawdziwe wzmocnienie”. A przecież został na niej m.in. Bastian Schweinsteiger.
Jedynym zgrzytem w tym perfekcyjnych mechanizmie był uraz Matsa Hummelsa, który cały sezon miał poszatkowany kontuzjami.

Portugalczycy zrobili wiele, żeby ułatwić Niemcom zadanie. Przede wszystkim nie okazali się dobrze rozumiejącym kolektywem jak jeszcze podczas Euro 2012, kiedy wprawdzie także ulegli Niemcom, ale po o wiele bardziej wyrównanej walce i zaledwie jednym golu. Tym razem zobaczyliśmy grupę przeciętnych piłkarzy i jedną wielką gwiazdę, osamotnioną i bezradną, bez wsparcia, wyeliminowaną z gry przez niemieckich najeźdźców. Cristiano Ronaldo miał prawo mieć deja vu z lania, jakie urządziła mu Borussia Dortmund w półfinale Ligi Mistrzów przed rokiem.

Pepe będzie jeszcze gorzej wspominał pierwszy mecz na mundialu niż jego partner z obrony Realu Madryt, Sergio Ramos. Hiszpan popełniał błędy, a telewizje i internety upajały się jego przegranym pojedynkiem biegowym z Arjenem Robbenem (30 km/h vs 37 km/h Holendra). Drugi z triumfatorów Ligi Mistrzów dał się ponieść złości i szaleństwu, skandalicznym zachowaniem wobec Müllera osłabiając drużynę przy stanie 0:2. Kolejne gole stały się kwestia czasu. Swoja drogą to ciekawe, że Pepe, znany z tyleż brutalnego co idiotycznego zachowania w czasach gdy Realem rządził Jose Mourinho, który korkami i kopniakami usiłował wybijać Barcelonie z głowy tiki takę w apogeum jej skuteczności. Pod ręką Carlo Ancelottiego stał się piłkarzem o wielkiej klasie, by nie powiedzieć elegancji. Przez cały sezon dostał wprawdzie 18 żółtych kartek, ale ani jednej czerwonej. Na mundialu wyleciał w pierwszym meczu i fazie grupowej może już nie zagrać. A byłby bardzo potrzebny, bo kontuzji doznał jego kolega z obrony Realu, Fabio Coentrao, mający za sobą naprawdę świetny sezon.

Mimo sympatii dla Pepe nie mogę zgodzić się krytyką Müllera, który swym aktorstwem wymusił wyrzucenie Portugalczyka. To prawda, że po przypadkowym uderzeniu w twarz zachował się jak po podbródkowym Mike Tysona i siadł na murawę, jakby zaraz miał zacząć zbierać z niej zęby. Z drugiej strony nie u arbitra o karę dla rywala ani go nie prowokował.

Czy tak popisowa wygrana Niemców z Portugalią czyni ich faworytem nr 1 mundialu w Brazylii? Niekoniecznie. To czwarte mistrzostwa świata z rzędu, które Niemcy rozpoczynają od nastrzelania rywalowi aż czterech goli. W 2010 roku w RPA ich ofiarą padła Australia (4:0), w 2006 – Kostaryka (4:2), co widziałem w Monachium w meczu otwarcia, unikając polskiego lania Ekwadorem, a w 2002 – wbili Arabii Saudyjskiej dwa razy po cztery gole i było to ostatnie najwyższe mundialowe zwycięstwo w historii.
Na żadnym jednak z tamtych turniejów nie triumfowali, dochodząc do finału tylko w Japonii i Korei. Już w RPA szli jak burza, cztery gole wbijając także i Anglii, jednak z Hiszpanią zagrali bojaźliwie i dali im się ograć, może mając świeżo w pamięci traumę finału Euro 2008. Dziś widać, że tamta młoda (z wyjątkiem nieśmiertelnego Mirosława Klose) drużyna okrzepła, nabrała doświadczenia. Wybijający się dopiero piłkarze jak Sami Khedira czy Oezil dziś są światowymi gwiazdami. Müller, który został wówczas najlepszym najmłodszym zawodnikiem turnieju dziś zmierza po ten sam tytuł wśród dorosłych. I po tytuł króla strzelców, którym w RPA musiał się dzielić z Diego Forlanem, Wesley Sneijderem i Davidem Villą. Doszedł Mario Goetze, wielką formę w pierwszym meczu pokazał Kroos. Drużyny, która powstrzyma Niemców trzeba póki co szukać poza rundą grupową…

Mueller-Killer

6 komentarzy

  1. ~leos

    16 czerwca 2014 at 22:25

    jak dobrze że nikt nie bierze pod uwagę squadra azzura, zaczną się ćwierfinały i nagle znawcy się obudzą, poźniej trafią na niemców i ponownie ich pocisną;]

  2. ~czarnooki-kot

    16 czerwca 2014 at 22:41

    Muller ma 8 goli nie 7, Kross na imię Toni nie Tony, a Ozil zszedł w 63 minucie a nie w końcówce… Na pewno oglądał Pan ten mecz?

    1. ~smrc

      16 czerwca 2014 at 23:33

      Z Kostaryka w ’06 było 4:2, więc oglądanie tamtego meczu też stoi pod znakiem zapytania 😉

    2. ~kibic

      18 czerwca 2014 at 13:42

      Przeczytaj dokładnie najpierw artykuł, a potem poprawiaj. Pan redaktor nie popełnił błędów w zamieszczonych przez ciebie informacjach.

  3. polsport

    17 czerwca 2014 at 00:51

    @all
    Dzięki, juz poprawiłem. Błędy z pośpiechu (kiedy pisałem Mueller miał jeszcze 7/7), a z Kostaryką rzeczywiście 4:2. Z tamtego spotkania pamiętam głównie pięknego gola Lahma, który grał z ręką w gipsie

  4. ~misiou

    17 czerwca 2014 at 12:18

    jak wgl mozna pisac o „sympatii” do pepe?? to sukinsyn o patologicznej umyslowosci. uwielbiam czytac i sluchac Michala Pola, ale jesli z aprobata wypowiada sie o kims, kto powinien juz dawno byc dozywotnio zdyskwalifikowany, to odechciewa sie wiecej Pola czytac. no na boga, panie Michale!

Zostaw odpowiedź