Kompromitacja FIFA. Barbarzyńcy na Maracanie

Fani Chile za chwilę zostną wydaleni z BrazyliiKompromitacja FIFA. Miał być najbezpieczniejszy mundial w historii, chroniony przez robocopy, drony i 150 tys. policjantów. A nikt nie przeszkodził zdesperowanym kibicom Chile bez biletów wedrzeć się na stadion i niechcący zdemolować biuro prasowe

Równo godzina do meczu Hiszpanii z Chile na Maracanie. Wiem, bo właśnie na godzinę przed rozpoczęciem spotkanie zaczynają rozdawać bilety z listy oczekujących. Punkt jest przy samym wejściu do media centrum. W tym momencie z zewnątrz słychać krzyki, wołania, brzęk tłuczonej szyby i tętent setek nóg. Czyżby FIFA zgodziła się jednak wpuścić na Maracanę Diego Maradonę, a może z dziennikarzami przyszedł się spotkać Pele? Nie tym razem. Zza drzwi do wielkiego newsroomu wpada czerwona armia kibiców w koszulkach reprezentacji Chile.
Na pierwszy rzut oka ze stu (FIFA w oficjalnym komunikacie napisze, że 89). W panice ciskają się po całym biurze, to w tę stronę to w tamtą. Chaotycznie szukają wejścia na trybuny. Ruszam za nimi, włączając kamerę w telefonie, jak większość dziennikarzy. Ponieważ tam, gdzie jak im się wydaje powinna być droga na stadion, jest ścianka z dykty i aluminiowej konstrukcji – przebijają ją swą masą. I już są w tunelu wokół Maracany. Ruszają w lewo, ale po chwili trafiają na zakatowane wejście na murawę – któryś z ochroniarzy zdążył zatrzasnąć bramę. Ruszają w prawo w kierunku szatni piłkarzy. Towarzyszy nam tylko dwóch stewardów bezradnie machających rękami. Za zakrętem odpór daje im już większa grupa ochroniarzy. Chilijczycy zawracają tratując dziennikarzy w ciasnym tunelu. Staramy się przykleić do ściany i… tłum wprasowuje nas wraz ze ścianą do biura prasowego. Na ziemię lecą szafki, których fotografowie trzymają sprzęt. Telewizory, na których oglądamy mecze przewracają się na biurka, koledzy ratują laptopy, ktoś głośno przeklina, bo cola zalała mu klawiaturę.

https://www.youtube.com/watch?v=QjqFO5lpgqc&list=HL1403140853&feature=mh_lolz

Następuje pacyfikacja kibiców. Wszyscy niczym w proteście siadają na ziemi. Któryś z nich żałośnie wyciąga rękę z pogniecionym biletem. „Falso! Falso!” „FIFA e mafia! FIFA e mafia!” – woła inny. „Przejechałem tysiące kilometrów, a oni mi każą płacić tysiąc dolarów za bilet!” Ale trzeci wyznaje z uśmiechem, że nie mieli z dziewczyną żadnych biletów, nikt przed stadionem nie chciał sprzedać, więc gdy nadarzyła się okazja, spróbowali wejść tak. „Chcieliśmy wtopić się w ciżbę legalnych kibiców, ale diabli nadali, was, dziennikarzy”.
Na pozór nic wielkiego się nie stało, sytuacja została opanowana w pół godziny, a nieszczęśni kibice pojedynczo wyniesieni poza stadion. W ciągu 24 godzin zostaną wydaleni z Brazylii. Cała sytuacja to jednak wielka kompromitacja FIFA i organizatorów. Coś takie nie miało miejsca na żadnym z trzech ostatnich mundiali ani pięciu mistrzostw Europy, na których byłem korespondentem. W Polsce stadionów Euro 2012 strzegły zastępy policji, które kiedy trzeba było spacyfikowały walczących kiboli Polski i Rosji. W Rio de Janeiro policja, wojsko i oddziały „robocopów”, czyli BOPE (Batalhao de Operacoes Policias Especias) znanych z zaprowadzania porządku w fawelach, które na wyposażeniu mają kewlarowe, ognioodporne pancerze i okulary z procesorem pozwalającym na automatyczne rozpoznawanie twarzy, zajmują się głównie dławieniem antymundialowych protestów. Zabrakło ich jednak by ochronić najważniejszy klejnot w mundialowej koronie FIFA – Maracanę i to tuż przed rozpoczęciem meczu z udziałem mistrzów świata.
Kompromitacja tym większa, że już podczas niedawnego meczu Argentyny z Bośnią na tej samej Maracanie grupa 30 fanów Albiceleste przedarła się przez bramki i barierki w innym miejscu i też próbowała wedrzeć się na trybuny.
Już po wszystkim FIFA wydała komunikat potępiający pełne przemocy zachowanie Chilijczyków, podkreślając, że żaden z nich nie zdołał zasiąść na trybunie. Nie ujawniono jednak czy nie zadziałał stosowany bardzo drogi i wykorzystywany już podczas igrzysk w Sochi system Vibraimage, który pozwala uchwycić i przeanalizować u obserwowanych osób mikroruchy szyi i głowy, w pewnej konfiguracji będące oznaką zdenerwowania i nieczystych zamiarów. Chyba, że Chilijczycy to mistrzowie pokerowych twarzy.
Michał Pol, Rio de Janeiro

2 komentarze

  1. ~zureklukasz.com

    19 czerwca 2014 at 15:08

    http://zureklukasz.com/worldcup_6/ a tutaj jeszcze echa dnia 6. Niebawem opis wczorajszych niespodzianek. Zapraszam

  2. ~Pawel

    20 czerwca 2014 at 18:12

    Panie Michale. Przed meczem Chile – Hiszpania pokazywali wlasnie te sceny, o ktorych Pan pisze na ITV albo BBC. Zobaczylem tam Pana jak wskakuje na stol z aparatem w rece 🙂 I zrobilem Panu fote, chce Pan? Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź