Wielka angielska frustracja, czyli Gerrard ofiarny

God Save King Suarez Wracam do meczu Urugwaj – Anglia w Sao Paulo, jednego z najlepszych jakie widziałem na mundialach, o niesamowitym, filmowym scenariuszu. Jakby napisała go różanopalca bogini, która w Brazylii dmucha niemowlakom w stopy, by stały się gwiazdami futebolu. Kibice obu drużyn modlili się do niej, by to ich gwiazdor został bohaterem spotkania, a ona wysłuchała obu stron. Na chwilę.

Dwóch łotrzyków, jeden spełniony
Najpierw natchnęła Luisa Suareza, który dopiero na mecz z Anglią zdołał wyleczyć kontuzję – jeszcze trzy tygodnie temu po urazie odwożono go na wózku. Boiskowego łotrzyka i cwaniaczka. Picaro jak nazywają w Urugwaju podobnych typków, wychowanych n ulicy, którzy nieustannie lekceważą wszystkie normy. Oszukują, czarują, przyłapani na gorącym uczynku idą w zaparte, złapani za rękę mówią, że nie ich. Zadziorę, który nie umie przegrywać, który z frustracji gryzł rywali, czy w barwach Ajaksu, czy Liverpoolu. Oskarżonego o rzucenie rasistowskiej obelgi pod adresem Patrice’a Evry, któremu odmówił podania ręki na zgodę, gdy znów się spotkali na boisku. Najlepszy piłkarz Premier League ostatniego sezonu w ocenie dziennikarzy i samych zawodników strzelił niesamowitą bramkę z podania Cavaniego.

Po nim bogini przypomniała sobie na chwilę o Waynie Rooney’u, którego w ojczyźnie zrobiono kozłem ofiarnym mundialowej klapy jeszcze przed wylotem do Brazylii. Anglik przez ostatni tydzień nie miał łatwego życia, mimo że w spotkaniu z Italią asystował przy golu Daniela Sturridge’a. W mediach przetoczyła się nagonka, wytykano mu brak bramek na wielkich turniejach, przesuwano z pozycji na pozycję, naigrywano, że został przesunięty do rezerw reprezentacji, gdy zrobił sobie dodatkowy trening. Wielu w ogóle nie widziało go w kadrze na Urugwaj. – Hodgson powinien spojrzeć na Hiszpanię czym kończy się przywiązywanie do nazwisk i hołubienie gwiazd za dawne zasługi. A Rooney jakie ma dla reprezentacji – pytali anielscy kibice przed Arena Corinthians.
Choć przed mundialem zapewniał, że przyjechał tu wyjątkowo wyluzowany i nie musi nikomu niczego udowadniać, od pierwszych minut widać było, że rozgrywa własny mecz. Wszechobecny, rozpędzony, pazerny na piłkę jak w nastoletnim debiucie w kadrze na wielkim turnieju – Euro 2004. Był blisko. Piłka po jego strzale z wolnego otarła się o słupek, Muslera w bramce nawet nie drgnął. Gdy piłka po jego strzale głową trafiła w spojenie, Gary Lineker zatweetował, że Rooney jest chyba skazany na to, by nigdy nie strzelić gola na mundialu.

A jednak bogini postanowiła być przez chwilę łaskawa i Rooney trafił o siatki. Anglia wyrównała. Wydawało się, że napastnikowi wielki ciężar spadł z pleców i dopiero teraz, grając na luzie, rozpocznie rzeź rywali. Bogini postanowiła jednak, że spełnienie dozna Urugwajczyk. I Suarez wykorzystał brak komunikacji między angielską pomocą a defensywą i błędy tej ostatniej. Trafił do siatki jeszcze piękniej, a po zwycięskiej bramce rozpłakał się z wzruszenia przed kamerami.

Gerrard ofiarny
Choć przed wyjazdem do Brazylii angielskie media kozłem ofiarnym kolejnego mundialowego niepowodzenia drużyny „Trzech lwów” uczyniły zawczasu Rooney’a, wygląda na to, że teraz całe odium spadnie na Stevena Gerrarda. Znów, jak w końcówce ostatniego sezonu Premier League, gdy Liverpool miał na wyciągniecie ręki pierwsze mistrzostwo od ponad 20 lat, indywidualne błędy kapitana „The Reds” i reprezentacji Anglii przesądziły o niepowodzeniu. W kluczowym meczu z Chelsea poślizgnął się i przewrócił w decydującym momencie pozwalając, by Demba Ba po akcji sam na sam z bramkarzem Liverpoolu strzelił pierwszego gola.

W spotkaniu „o wszystko” z Urugwajem w Sao Paulo „asystował” przy obu bramkach rywali. Przy pierwszej po jego straci Urugwajczycy przeprowadzili zwycięską akcję, przy drugiej piłkę po jego nieszczęśliwej główce przejął Suarez i ustalił wynik meczu.
Angielscy dziennikarze, z którymi w mix zone czekałem na piłkarzy po meczu dyskutowali głównie o winie Gerrarda i jego przyszłości. Część twierdziła, że jako ostatni już reprezentant „złotego pokolenia” obok Franka Lamparda powinien zrezygnować z gry w kadrze, tak jak wcześniej zrobili to Rio Ferdinand i Johna Terry czy Ashley Cole, wykluczony przez Roy’a Hodgsona. A kapitanem w jego miejsce powinien zostać Jack Wilshire, wokół którego zbudowana zostanie drużyna złożona z nowej generacji piłkarzy. Może i nie lepszej, niż ta odchodząca, ale lepiej umiejącej się porozumieć. Jego czas minął jak Xaviego czy Ikera Casillasa w reprezentacji Hiszpanii. Gerrard to wielki piłkarz, ale o niewykorzystanym potencjale w kadrze, może poza Euro 2004, również zakończonym we łzach. W barwach „Trzech lwów” przez lata niekompatybilny z drugim, wielkim tylko w klubie Lampardem. Nie potrafili znaleźć na to klucza ani angielscy selekcjonerzy Hodgson czy Steve Mcclaren ani cudzoziemscy jak Fabio Capello czy Sven Goran Eriksson.

Wakacje czy emerytura?
W drodze autokarem na mecz do Sao Paulo autostradą imienia Ayrtona Senny, trener Hodgson poprosił Gerrarda, by przemówił do zawodników przed starciem z Urugwajem. I Steven przemówił, strasząc m.in. że w razie porażki drużynę czekają naprawdę „okropne i niezwykle długie wakacje”.
– Piłkarze, którzy nie sprostali oczekiwaniom i za wcześnie odpadli z wielkiego turnieju nigdzie nie znajdą spokoju. Jeśli spotka to nas, nie ma takiego miejsca na ziemi, gdzie moglibyśmy się schować. Powrót do codzienności zajmie mnóstwo czasu. Wiem, bo już to przeżywałem i dobrze znam to uczucie. Nie chciałem nikogo przestraszyć, ale wszyscy musimy się obudzić – tłumaczył.
Ale prawdziwą pobudkę Anglikom sprawił dopiero Suarez i jego Urugwaj. Niewykluczone, że jeśli pozostałe mecze w grupie nie ułożą się po myśli piłkarzy Hodgsona i po wtorkowym meczu z Kostaryką będą się pakować do domu, dla Gerrarda będzie to oznaczać nie tyle „okropne i niezwykle długie wakacje”, ale emeryturę.

Steven Gerrard i Luis Suarez

2 komentarze

  1. ~Sportowyy

    21 czerwca 2014 at 15:05

    Suarez w meczu z Anglikami zaprezentował całą swoją wartość piłkarską. Przy pierwszym golu – precyzyjny strzał głową. Przy drugiej bramce – szybkość i atomowe uderzenie z buta. Czekam już na kolejne mecze Urugwaju.

Zostaw odpowiedź