Fryzjer „Króla Futbolu”: Siadaj, ogolę cię jak Pele

Pele4– Siadaj, ogolę cię tak jak Pele. Ale sekretów „króla futbolu” nie zdradzę. Za żadne pieniądze. Nie robi się tego przyjacielowi, którego przez 58 lat ostrzygłeś z 800 razy…

Stadion Santosu majestatycznie wznosi się przy ulicy Vila Belmiro. Całą jedną ścianę zajmuje ogromny portret Pelego, największej gwiazdy klubu i futbolu w ogóle. Dokładnie naprzeciwko billboardu, 10 metrów od wejścia na trybuny, przyklejony do baru mieści się mały, jednoizbowy zakładzik fryzjerski. „Cabeleireiro do Pele e de voce tambem” (Fryzjer Pelego i twój też) głosi napis nad drzwiami. Do środka zaprasza 75-letni Didi, a właściwie João Araujo, pierwszy i jedyny fryzjer legendy futbolu, który z czasem stał się jego przyjacielem, powiernikiem i talizmanem. Pele nigdy nie strzygł się u nikogo innego. Jeśli przebywa poza Brazylią, to po prostu zarasta. Latał do Didiego nawet z Nowego Jorku, w czasach gdy występował w Cosmosie. – Zdarzało się, że nie mógł przyjechać przez trzy miesiące i w tym czasie w ogóle się nie strzygł. Czekał aż będzie miał możliwość, by wrócić do Brazylii i obciąć włosy tutaj – wspomina Didi, zapewniając, że nie liczył, ale musiał ostrzyc Pele dobre nad 800 razy.

Jego zakład to jednocześnie małe muzeum, pełne wspólnych zdjęć, plakatów Pelego i wyciętych artykułów z gazet oraz sklepik. Didi radośnie wita ekipę z Polski, ale nie będzie opowiadał o swoim przyjacielu ot tak. Musimy zamówić usługę i kupić którąś z pamiątek. Wybieramy czapeczkę Santosu z autografem Pelego i postanawiamy, że dam się ogolić. Basi żal długich włosów, a z moich fryzury a’la Pele już się zrobić nie da. Spoglądam z niepokojem na ostrzącego brzytwę Didiego, na co dzień golę się elektryczną maszynką. Widać jednak, że mimo 75 lat jest w świetnej formie i tryska energią. Zapewnia, że zaledwie tydzień temu strzygł i golił Pelego. Gwiazdor odwiedza go co miesiąc. Gawędzą wówczas oczywiście o piłce, ale także o zdrowiu i sprawach rodzinnych. Sekretów tych ostatnich Didi nigdy nikomu nie zdradził i dlatego nie stracił ani przyjaciela ani klienta.
Didi i Pele znają się od 1956 roku, od czasu, gdy piłkarz przeszedł z małego klubiku Bauru do Santosu. – Kiedy przyjechał tutaj po raz pierwszy powiedział, że chce zrobić sobie topete, czyli włosy dłuższe na górze, tak jak miał jego ojciec. Zapytał czy potrafię tak ostrzyc. Powiedziałem, żeby usiadł i że spróbujemy. I że jeśli wyjdzie dobrze to zostanie moim klientem i przyjacielem. A jeśli nie, to zostanie tylko moim przyjacielem. Kiedy skończyłem, powiedział mi, że właśnie zyskałem nowego klienta – wspomina Didi.

– Pele jest osobą bardzo skromną, szczodrą, uprzejmą. Kiedy zajeżdża tu na strzyżenie swoim mercedesm, na ulicy zbiera się tłum, żeby choć popatrzeć, chcą zrobić sobie z nim zdjęcie. Wówczas nie możemy sobie pogadać otwarcie. Często jednak zaprasza mnie na strzyżenie do siebie, a przy okazji na lunch. Możemy wówczas nagadać się do woli i o starych czasach i współczesnych – mówi Didi.

Opowiada, że nie raz jego zakład stawał się okazją do rodzinnych spotkań. Edinho, syn Pele, był przez jakiś czas asystentem trenera Santosu. To u Didiego odbył z ojcem ostatnią rozmowę przed aresztowaniem, a potem tuż przed rozpoczęciem mundialu skazaniem na 33 lata za handel narkotykami. – Mieszkał w okolicy. Kiedy rozchodziło się, że Pele jest w mieście i zajechał na strzyżenie, walił prosto do mnie, żeby pogadać z ojcem – opowiada.
Kiedy rozmawiamy, przed zakładem zbierają się następni klienci. Jest dwójka turystów z Anglii i jeden z Niemiec oraz para brazylijskich staruszków, wyraźnie niezadowolonych, że nasza rozmowa się przeciąga. – Didi, oni zaraz wyjadą, a ja strzygę się u ciebie od 52 lat. Okaż trochę respektu, niech przyjdą później słuchać opowieści – gorączkuje się staruszek. – Ale oni mi zapłacili. Więcej niż ty płacisz mi za swoje strzyżenie przez rok! – śmieje się Didi. Umówiliśmy się, że za golenie, czapkę z autografem i opowieści zapłacimy 100 reali, czyli około 140 złotych.

Pele2

Pele nie jest jedynym piłkarzem, który korzysta z usług Didiego. – Strzygą się u mnie także Pepe, Coutinho czy Zito, którzy z nimi grali. I wielu, wielu innych słynnych piłkarzy przychodzi tutaj do salonu. Zawodnicy z obecnej drużyny przychodzą rzadziej, ponieważ trenują w ośrodku treningowym, tutaj przyjeżdżają tylko na mecze. Wydaje mi się, że strzygą się tam, gdzie mieszkają – opowiada.
Pytamy o Neymara, którego już jakiś czas temu Pele namaścił na swojego następcę. – Chciałbym, żeby był moim klientem, choć dużo przy nim roboty. Ae kiedy był małym chłopcem już wtedy pojawił się ktoś, kto obcinał mu włosy i tak zostało na wiele lat. Później, po wyjeździe do Hiszpanii, wydaje się, że znalazł sobie nowego fryzjera – mówi Didi. Ale czy faktycznie Neymar może być następcą Pelego? Przyjaciel „Króla” ma wątpliwości. – Neymar jest bardzo dobrym piłkarzem, to nie ulega wątpliwości, ale nigdy nie będzie taki jak Pele – stwierdza stanowczo. – Pele w jego wieku był już dawno mistrzem świata. Neymar dopiero teraz, w wieku 22 lat, gra na swoim pierwszym mundialu – dodaje Didi.
Rozmowa, co jest rzeczą naturalną, schodzi na fryzury piłkarzy. Didi wyraźnie się krzywi, gdy pytamy, czy podobają mu się fryzury Neymara. – Zbyt ekstrawaganckie – uważa. Ale już słynna fryzura Ronaldo „Fenomeno” z mundialu w 2002 roku z grzywką w kształcie trójkąta, mu się podoba. Po chwili dodaje jednak, że jest wielu piłkarzy obecnie grających, których fryzury w ogóle mu się nie podobają. – Jest ich mnóstwo, ale nie będę podawał nazwisk. Jako że znam się na swoim fachu, widzę, że w wielu przypadkach jest sporo niedociągnięć i braków – mówi krytycznie. Fryzura Messiego? – Podoba mi się. Bardzo mu pasuje, niczego bym w jego uczesaniu nie zmieniał – stwierdza Didi, który jest samoukiem. Jako dziecko marzył, żeby zostać piłkarzem i grać w ukochanym Santosie („Kibicuję tylko dwóm drużynom: Santosowi i reprezentacji Brazylii” – mówi z dumą w głosie), jednak nic z tego nie wyszło, Bóg poskąpił mu piłkarskiego talentu. Miał za to talent do strzeżenia, choć wszystkiego nauczył się sam, eksperymentując, jak mówi, na znajomych i przyjaciołach…
Średnio w swoim zakładzie przyjmuje sześciu klientów dziennie. Strzyżenie kosztuje od 25 do 30 reali. Żeby ogolić brodę, trzeba zapłacić 20 reali. Didi używa zarówno maszynki, jak i brzytwy. Wybór należy do klienta. – Są tacy, którzy nigdy w życiu maszynki nie widzieli – śmieje się Didi. – I jak zadowolony? No myślę! Taką buzię miałeś ostatnio zaraz po urodzeniu! – żegna spryskując wyżerającymi skórę pachnidłami.

Pele3

Buzia jak pupcia niemowlaka;) Na zdjęciu Basia Bardadyn, współautorka tekstu. Obrigade, Basiu:)

4 komentarze

  1. ~Sebastian Czapliński

    2 lipca 2014 at 11:09

    Kapitalny pomysł na reportaż! I jeszcze lepsza realizacja 🙂 Gratuluję 🙂
    http://sebastianczaplinski.pl

Zostaw odpowiedź