Najbardziej niechciany mecz w historii mundialu

Brazylia - HoandiaAni jako kibic ani jako dziennikarz nie podzielam awersji Louisa van Gaala i Arjena Robbena do meczów o trzecie miejsce mistrzostw świata. Za nic nie chciałbym ich likwidacji, uważam, że są potrzebne, zwłaszcza, że te na ostatnich trzech turniejach były prawdziwie pasjonujące, a ich uczestnicy niezwykle zdeterminowani, żeby zapisać się w historii jako trzecia drużyna świata. Ale też doskonale rozumiem obu Holendrów i jestem im wdzięczny za to, że przynajmniej otwarcie mówią co czują. W przeciwieństwie do piłkarzy Brazylii i trenera Luisa Felipe Scolariego, który stwierdził, że oto jego drużyna ma nowy cel: trzecie miejsce na mundialu, a więc powstanie i zrobi wszystko, żeby pokonać Holandię. Nie wątpię, że jak już wybrzmią hymny Canarnhos zrobią wszystko, żeby zakończyć ten katastrofalny turniej zwycięstwem. Cóż innego miał powiedzieć Scolari w tej sytuacji. Turniej, cholera, już się skończył, każdy piłkarz, członek sztabu szkoleniowego Canarinhos i każdy kibic (czyli każdy Brazylijczyk, bo każdy Brazylijczyk to kibic), ma dość futbolu na długo, a tu jeszcze trzeba grać. Jeszcze trzeba wyjść na murawę i poudawać, że im zależy. I kibicom i piłkarzom. A przecież wiadomo, że choćby Brazylia rozgromiła Holandię 7:1 prowadząc po pół godzinie 5:0, choćby Fred osobiście zdobył wszystkie siedem goli, z czego trzy przewrotką, dwa w stylu Jamesa Rodrigueza i zakończył lobem a’la van Persie, nie da to ani brazylijskim kibicom, ani samym piłkarzom grama satysfakcji. W najmniejszym stopniu nie liźnie rany, a jedynie sfrustruje. Po klęsce z Niemcami reprezentacja Brazylii najchętniej zaprezentowałaby się przed własną publicznością za dwa lata, jako zupełnie inna ekipa, zdystansowana do tej nieudacznej z mundialu w 2014, z nowym trenerem i nową misją: zmazania niemieckiej belohorizontazy.

Nieszczęsny FredDziś najchętniej każdy z nich leczyłby mundialową traumę gdzieś daleko od ojczyzny, na Seszelach, Mauritiusie, nurkując z rodziną w Tajlandii. By mieć jak najmniej okazji spojrzenia w twarze tym wszystkim, których tak bardzo zawiedli. A zwłaszcza Fred, którego los czeka najgorszy. Nie dlatego, by właśnie on z tej przeciętnej drużyny zawiódł najbardziej. Nie jego wina, że ktoś namaścił go na kluczowego napastnika Canarnhos w tej mission:impossible. Nie on odpowiadał za casting, nie on kazał uwierzyć w siebie całemu narodowi. Kazali to wychodził i robił co mógł, próbował… Oberwie najbardziej ze wszystkich, ponieważ jako jedyny gra w lidze brazylijskiej. Już po pierwszym meczu z Chorwacją został wytypowany na kozła ofiarnego przyszłej porażki. Za chwilę w każdym meczu swego Fluminense przekona się jak bardzo okrutni potrafią być jego rodacy (uznanego za winnego porażki z Urugwajem w finale mundialu w 1950 świetnego bramkarza Barbosę zaszczuto, aż umarł w nędzy). Obawiam się, że czeka go los Davida Beckhama po mundialu we Francji w 1998, gdy kibice reprezentacji Anglii „dziękowali” mu za czerwoną kartkę z Argentyną, życząc, by jego żonę ktoś zgwałcił, a dzieci zachorowały na AIDS.

Przy okazji przyszło mi do głowy, czy by prezes Bogusław Leśnodorski nie mógł podać pomocnej ręki brazylijskiemu partnerowi Legii, czyli Fluminense, oferując Fredowi wypożyczenie. Wiadomo, że jego obecność w Brazylii źle wpłynie nie tylko na niego samego, ale i na drużynę. Zanim kurz opadnie napastnik mógłby dochodzić do siebie w przyjaznym otoczeniu. Zwłaszcza, że umiejętności może nie pozwoliły mu zostać gwiazdą mundialu, ale w Ekstraklasie okazałby się najjaśniejszą w historii. A wprowadzenie mistrza Polski do Ligi Mistrzów pierwszy raz od 17 lat to dobra misja odkupicielska… Oczywiście pensję wypożyczanego (100 tys. euro miesięcznie) pokrywa wypożyczający;)

Wracając do meczu o 3. miejsce, rozumiem frustrację Holendrów, którzy na mundialu nie przegrali meczu, a każe im się grać w spotkaniu najbardziej przegranych turnieju. W dodatku z najbardziej przegraną drużyną w historii mundialu. – Nikomu nie chce się grać. Nawet nie myślę o tym spotkaniu i nie będę – przyznał Arjen Robben. To zresztą typowe podejście do sprawy Holendrów, którzy już w meczu o trzecie miejsce na mundialu we Francji w 1998 wystawili rezerwy i nie przejęli się przegrana z Chorwacją. „Al-in or nothing” – jak głosi hasło jednego ze sponsorów mundialu (akurat nie Holendrów). Liczy się tylko zwyciestwo. Mistrzostwa świata to nie igrzyska olimpijskie, gdzie brązowy medal ma jednak o wiele bardziej magiczny wydźwięk. Medal, nawet ten najgorszy, dekoracja na podium to jednak coś. Na igrzyskach czwarte miejsce boli jednak bardziej niż na mundialu. Ambitni Holendrzy do finału nie weszli, więc najchętniej już by wrócili do domu.

Ale po pierwsze taka jest tradycja. Konieczność rozgrywania dogrywki, a po niej serii karnych też może się Holendrom nie podobać, ale takie przyjęliśmy zasady. Poza tym co jakiś czas trafiają się jednak na mundialu drużyny, którym na trzecim miejscu zależy, dlaczego okazywać im brak szacunku dla ich aspiracji i likwidować mecz? Czy nie mile nam wspominać trzecie miejsca Polski z 1974 i 1982 roku? Czy wolelibyśmy wspominać mundiale w RFN i Hiszpanii jako te, w których Polska przegrała w półfinale? Chorwacji do dziś są dumni z trzeciego miejsca na swoim pierwszym turnieju, holenderski dekadentyzm nie zepsuł im radości. W 2002 cały świat trzymał kciuki za Turcję, żeby wreszcie ktoś sprawił lanie gospodarzom z Korei, wciągniętym do półfinału za uszy. Mecze Niemcy – Portugalia i Niemcy – Urugwaj z 2006 i 2010 należały do jednych z najlepszych meczów o 3. miejsce jakie widziałem w życiu. Rozczarowanie rozczarowaniem, zawód z braku finału, zawodem, ale jako kibic chcę „małego finału”, chcę kolejnej konfrontacji tych wielkich piłkarzy, gdybania co by było, gdyby zagrali w wielkim finale… Mało tego, nie miałbym nic przeciwko meczom o 3. miejsce w Lidze Mistrzów, zwłaszcza patrząc na składy ostatnich kilku półfinalistów. Motywację z pewnością poprawiłaby jakaś solidna nagroda finansowa. Chętnych do oglądania na pewno nie zabraknie…

Niemcy - Urugwaj 2010Mertesacker, Boateng i Suarez w meczu Niemcy – Urugwaj o 3. miejsce na mundialu w 2010. A już wkrótce w meczu Bayern – Barcelona w Lidze Mistrzów…

6 komentarzy

  1. arsit

    12 lipca 2014 at 13:00

    …wcale nie dziwię się słowom Louisa van Gaala i Robbena o tym, że mecz o 3. miejsce na mundialu jest nikomu niepotrzebny.I nie dziwie się słowom w dzisiejszej Wyborczej trenera Piechniczka i Stefana Majewskiego jak ważne dla Polski były te 3. miejsca… więcej na arsit.blog.pl

  2. ~zureklukasz.com

    12 lipca 2014 at 13:11

    Nie zgodzę się, że 7 bramek Freda, pogrom Holandii i prowadzenie w 30 min 5-0 nie dałoby grama frajdy. To takie pitu pitu. Na pewno byłoby przyjemnie na to patrzeć, mimo pogromu z Niemcami. Wiadomo, liczy się mistrz, ale Brazylia dziś powalczy. Oczywiście zapraszam do siebie na stronę.

  3. ~Sebastian Czapliński

    12 lipca 2014 at 13:41

    Holendrzy, którzy jeszcze do dnia jutrzejszego będą wciąż aktualnymi wicemistrzami świata, będą chcieli na zakończenie turnieju dać trochę „strzeleckiej” radości swoim kibicom. Mając na uwadze fakt, że na Mundialu nie strzelili już gola od 240 minut, ciężko sobie wyobrazić, aby i w meczu z gospodarzami turnieju van Persie i spółka niczego nie ustrzelili. A przecież w meczach fazy grupowej do siaki rywali trafiali aż dziesięciokrotnie!
    http://sebastianczaplinski.pl

  4. ~Łukasz Pazuła

    12 lipca 2014 at 17:31

    Jeśli myślę o spotkaniu o trzecie miejsce, to wydaję mi, że Loius van Gaal usypia czujność gospodarzy. Trzymam kciuki jednak za Canarinhos, bo Holendrów zwyczajnie nie lubię. Chociaż uważam, iż należy im się szacunek za to co wyczynili na tym mundialu. Z tak niedoświadczoną kadrą awansowali tak daleko.

  5. ~Ginola

    12 lipca 2014 at 21:22

    Nieśmiało przypominam, że Holendrzy nie zdobyli bramki w dwóch ostatnich meczach 🙂
    Wspomniał Pan o Beckhamie – wg mnie to świństwo, że tak utytułowany zawodnik, drugi pod względem liczby występów w reprezentacji, nie dostał szansy występu, honorowego pożegnania z kadrą. Ost. raz zagrał w reprezentacji prawie 4 lata przed zakończeniem kariery…

  6. curie06

    13 lipca 2014 at 21:30

    Nie jestem zagorzałą kibicką, ale akurat porażka Brazylii w ogóle, ale to w ogóle nie dziwi! Tak się puszyli, tak się chwalili, tak byli pewni zwycięstwa, a tu co? Porażka na całej linii, a jest ona tym bardziej bolesna, że Brazylia przecież była gospodarzem całej imprezy… Fakt, jedyne co im zostaje to przełknąć to jakoś i żyć dalej. Po prostu.

    pozdrawiam:)

Zostaw odpowiedź