Lampard w Man City, czyli Frank, „byłeś legendą”…

Wygląda na to, że Frank Lampard postanowił zagrać w sequelu sympatycznej nowojorskiej komedii „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”. Albo może raczej, że postanowił rzucić rolę w wartościowej superprodukcji „Jestem Legendą”. Przyznam, że ze wszystkich letnich transferów, ten jest dla mnie najbardziej zaskakujący i niezrozumiały. Oto legenda Chelsea po 13 latach gry w The Blues i może nie najserdeczniejszym rozstaniu przed mundialem (ale czy odchodzący Didier Drogba był żegnany z fanfarami?) via New York City FC przechodzi do drużyny największego rywala. Może nie najbardziej znienawidzonego, Manchester City to nie Arsenal, ale głównego kontrkandydata w walce o tytuł, którą to Chelsea przegrała spektakularnie w minionym sezonie.

Trawestując słynny cytat o Leninie: „mówię Lampard, myślę Chelsea”. Choć nie był wychowankiem klubu, przez ostatnich 13 lat stał się nie tylko najlepszym strzelcem w historii klubu, ale i integralną częścią wszystkich jego wzlotów (obu tytułów mistrza Anglii za Jose Mourinho) i upadków (jak ten w finale Ligi Mistrzów w Moskwie w 2008 roku). Jednym z liderów i filarów The Blues. Zobaczyć go w niebieskiej koszulce The Citizens to podobno szok jaki przeżylibyśmy patrząc na Ryana Giggsa w koszulce Chelsea, Aleksa del Piero w barwach Interu Mediolan, do którego trafiłby via ten klub w Sydney czy Francesco Tottiego w koszulce AC Milan etc.

Nie rozumiem tej decyzji. Ani piłkarza ani City. Dlaczego Lampard burzy swój pomnik, który być może kiedyś stanąłby przed Stamford Bridge? Rozumiem, że chce czuje się na siłach, by grać na najwyższym poziomie, tymczasem jego klub MLS ma wolne aż do końca roku. Ale mógł śladem Davida Beckhama wybrać dowolny europejski klub. W Milanie przyjęliby go z otartymi ramionami. Podobnie jak były gwiazdor Manchesteru United deklarował przecież, że nigdy nie zagra w innym klubie Premier League. W ostateczności mógł wybrać Queens Park Rangers swego wuja, Harry’ego Redknappa, co kibice The Blues przełknęliby znacznie łatwiej niż zespół najgroźniejszego rywala. Czy to „zemsta” na Jose Mourinho, który – jak przynajmniej dziś deklaruje – zaproponował mu przedłużenie umowy o rok, co w końcu jest rzeczą zwyczajną u piłkarzy w wieku Franka? Ubódł brak gwarancji regularnej gry, której Mourinho w tym przypadku dać mu po prostu nie mógł, zresztą wątpliwe, żeby dostał ją na Etihad? Nie wierzę, żeby w przypadku akurat tego piłkarza chodziło o pieniądze. Czy więc jest tu jeszcze jakieś drugie dno, którego na razie nie znamy?

City z jednej strony zyskuje na sześć miesięcy za darmo (okej, pieniądze idą z tej samej kieszeni) świetnego piłkarza, który doskonale zna szatnię największego rywala i w dodatku jest Anglikiem, co ważne z uwagi na finansowe Fair Play FIFA. Tylko czy Lampard pod względem sportowym jest do czegokolwiek potrzebny Manuelowi Pellegriniemu? Gdzie go upchnie, mając w pomocy Yaya Toure, Javiego Garcię, Fernandinho, Fernando, Jacka Rodwell i Jamesa Milnera (o Samirze Nasrim, Jesusie Navasie i Davidzie Silvie nie wspominając)? Czy w decyzji Pellegriniego znalazła się też i chęć wystrychnięcia na dudka Mourinho, który boleśnie dał mu się we znaki swoimi tyradami, a któremu odmówił polemiki na salach konferencyjnych? Jeśli nawet to nie uwierzę, że była wiodąca.

Lampard zastrzegł sobie, że nie wystąpi w spotkaniach przeciwko Chelsea (pierwsza okazja 21 września). Czy to wystarczy, żeby fani The Blues przełknęli ten transfer i widok swej ikony w jasnoniebieskiej koszulce City? Z tego co czytam na forach, są rozczarowani, ale nikt nie intonuje „byłeś legendą, jesteś sprzedajną mendą”… Czy jednak Lampard swoją decyzją spalił – nomen omen – most na Stamford? I nie wróci do drużyny, do sztabu trenerskiego, by zdać egzamin na trenerskiego magistra pod okiem promotora Mourinho, jak Giggs u profesora Louisa van Gaala? Z drugiej strony podpatrywał największych: oprócz The Special OneCarlo Ancelottiego, Guusa Hiddinka, Luisa Felipe Scolariego… Chciałbym, żeby ten jeden z najinteligentniejszych piłkarzy zasiadł kiedyś na ławce trenerskiej. Może wcale nie wszystko stracone i kiedyś będzie to ławka The Blues? W końcu jak głosi teoria spiskowa, Chelsea zawdzięcza swój największy europejski sukces – triumf w Lidze Mistrzów – nieformalnemu trenerskiemu tercetowi Lampard-Drogba-Terry, Roberto di Matteo tam tylko nie przeszkadzał…

Lampard_i_Terry

11 komentarzy

  1. ~gandzialf

    4 sierpnia 2014 at 09:37

    Oj tam, nie ma się czym podniecać. To tylko futbol, kopanie kawałka skóry. Jeśli dobrze komuś płacą, to nie ma znaczenia gdzie gra – liczy się tylko kasa. On będzie pławić się w basenie z szampanem, a wam – pismakom, pozostaną rozterki i tematy do nawijania 😉

  2. ~Daro

    4 sierpnia 2014 at 09:43

    Frank jest legendą, zraził do siebie 73 ludzi. Najlepszy w historii Chelsea. Nic się nie stało. Pozdro

    1. ~CFC

      4 sierpnia 2014 at 12:04

      Niestety, ale Frankowi nie będzie dało się tego zapomnieć… Każdy fan jest na niego zły, ale można go troszeczkę zrozumieć. Jednak powinien znaleźć sobie klub spoza Anglii…

  3. ~polsport

    4 sierpnia 2014 at 13:20

    @gandzialf
    Basen z szampanem w Manchesterze? Tylko do końca września max! :p

  4. ~Maciek

    5 sierpnia 2014 at 17:26

    No zobaczymy, jak Frank zostanie przywitany. Ktoś wie gdzie grają pierwszy mecz mięzy ManC a Chelsea? I kiedy?

    1. ~Tomas_h

      6 sierpnia 2014 at 13:55

      Przeciez Michal napisal: Lampard zastrzegł sobie, że nie wystąpi w spotkaniach przeciwko Chelsea (pierwsza okazja 21 września).
      Rewanz w Londynie, 31 stycznia

  5. ~Andrzej

    7 sierpnia 2014 at 16:40

    przewód z wtyczką na dajdrobne.com i o co ta cała afera?

  6. ~Domy z bali

    5 września 2014 at 14:02

    Piłka nożna to raz biznes, a dwa pasja. Czasami lepiej brać kasę 😉

Zostaw odpowiedź