Polska – Niemcy. Dać ognia czy odpuścić?

Polska - Niemcy. Ognia!Ognia! – wołamy do piłkarzy reprezentacji Polski z okładki „Przeglądu Sportowego” w dniu meczu z Niemcami. No bo jak inaczej, skoro „gramy u siebie” na Narodowym? Trzeba dać ognia , wbrew statystyce, logice i wszelkim innym „ikom”! Mimo, że w meczach o stawkę nie tylko nigdy nie wygraliśmy, ale zdołaliśmy strzelić tylko jednego gola… 43 lata temu! Mimo, że w rankingu FIFA dzieli nas aż 69 pozycji: Niemcy są pierwsi, a Polska – 70. Mimo, że nawet mimo tylu kontuzji i rezygnacji z polskiej jedenastki Niemcy wzięliby do swojej pewnie tylko Roberta Lewandowskiego i Łukasza Piszczka (dobrze, że choć dwóch!). Mimo, że trener Nawałka jak dotąd nie dostarczył nam żadnych argumentów, by mecz z Niemcami miał się w jego selekcjonerskiej karierze okazać tym czym spotkanie z Ukrainą w Kijowie i Norwegią w Oslo dla Jerzego Engela, z Walią w Cardiff dla Pawła Janasa czy oba spotkania z Portugalią dla Leo Beenhakkera. Mimo, że bukmacherzy nie dają Polakom żadnych szans – 7:1 na zwycięstwo Niemców, czyli tyle ile piłkarze Joachima Loewa rozbili Brazylijczyków w Belo Horizonte. Przypadek?

Wołamy do kadrowiczów „ognia”, by wyzwolić w nich wolę walki i wiarę w starciu ze świeżo koronowanym mistrzem świata, którego nigdy nie udało nam się pokonać. Ale też kiedy dawać ognia, jak nie wówczas gdy nasz odwieczny rywal z jednej strony nasycony sukcesem na mundialu w Brazylii, a z drugiej poraniony stratą aż 10 podstawowych zawodników, którzy albo pokończyli reprezentacyjne kariery, albo przemęczeni mundialem doznali kontuzji. Niemcy bez Philipa Lahma, Miro Klose, Bastiana Scheinsteigera, Mesuta Oezila, Mario Gomeza, Pera Mertesackera, Marco Reusa… Nie ma alibi: trzeba wyjść i spróbować wykorzystać brak zgrania tych, którzy zostali Loewowi! Niedoświadczenie bocznych obrońców, Sebastiana Rudego i Erika Durma, i słabą formę tego ostatniego, który wraz z Borussią Dortmund notuje najgorszy sezon od lat. Brak ogrania Lukasa Podolskiego, grzejącego ostatnio permanentnie ławę w Arsenalu, na którego Loew jest raczej skazany, podobnie jak na wystawienie Andre Schuerle na prawym skrzydle. To wszystko nie znaczy, że Niemcy są słabe. Ale na słabsze szybko nie trafimy…

Trzeba dać ognia mimo, że zewsząd tak wiele głosów, iż może warto spotkanie z Niemcami odpuścić, a by zachować siły i energię na mecz ze Szkocją trzy dni później, bo to nasz główny rywal w walce o Euro 2016, Niemcy sobie poradzą, pewnie i tak zajmą pierwsze miejsce w grupie. W wielu prywatnych rozmowach słyszałem: „kiedy Polska rozegrała dwa dobre z rzędu? Chłopaki wyprują się z Niemcami, dostaną gola w 90. minucie – oby na 1:1 zamiast na 0:1 – a trzy dni później dostaną łupnia od Szkotów”. I pytania, co ważniejsze: piękny, patriotyczny zryw z Niemcami, zakończony – być może eliminacyjną klęską – czy pragmatyczna gra na awans do mistrzostw we Francji?

Otwarcie sformułował te wątpliwości Jan Tomaszewski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” i choć jak przed laty, przed spotkaniem na Wembley znów został zwyzywany od klaunów, znalazł też sporo takich, którzy przyznali mu rację. Apeluje on do Nawałki traktował eliminacje jak bitwy, z kt których wygrywać za wszelką cenę warto tylko te, które zbliżają do celu. „Porzućmy romantyzm, zacznijmy myśleć przytomnie. Jakim wynikiem zacznie się mecz? 0:0. Czy to wynik dla nas dobry? Doskonały! Więc go brońmy od początku do końca. Nie chcę oglądać szaleńczej ułańskiej szarży, ślepej euforii na trybunach, by po błędzie w ostatniej minucie nasi przegrali 0:1. I na Szkotów wyszli ludzie wyczerpani fizycznie i psychicznie, bez pasji i wiary w cokolwiek. Chcę widzieć mądrą grę przeciw mistrzom świata. Czyli uważną defensywę i przemyślane kontry. Może Lewandowski trafi do bramki Neuera, nie mam nic przeciw temu. Ale jeśli nie, to nic się nie stanie, jeśli tylko Szczęsny będzie maksymalnie zabezpieczony…”

„Zróbmy więc wszystko, by awansować. A na zwycięstwo nad Niemcami porwijmy się we Francji. Na razie to są bitwy o awans, wojna o tytuł mistrza Europy odbędzie się za dwa lata. Wtedy pokonajmy drużynę Löwa, a to zwycięstwo zapisze się w historii. Tymczasem jeśli rzucimy się na nich 11 października, wywijając dumnie szabelką, i nawet wygramy, a przegramy eliminacje, to ja dziękuję bardzo. Wiem: idealnie byłoby wygrać teraz i z Niemcami, i ze Szkocją. Tylko czy nasz zespół na to stać? Ja twierdzę, że po porażce z Niemcami świat się nie zawali, zawali się po porażce ze Szkotami”.

Z jednej strony brzmi to logicznie, ale z drugiej po co w ogóle grać w futbol, jeśli nie po to, żeby próbować wygrywać? I ja nie pragnę, żeby „biało-czerwoni” z okrzykiem huuuraaaaaa, rzucili się do przodu, ale wyjście z szatni z myślą, żeby utrzymać 0:0? Plan posypie się przy stracie pierwszej bramki, co wówczas, panika, szturm i skończy się 0:4? Poza tym z takim podejściem przed meczem Słowacy nie pokonaliby wczoraj Hiszpanii, Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów – Barcelony, Polska Beenhakkera – Portugalii z Cristiano Ronaldo i Nanim, nie zdarzyłyby się wszystkie te cudowne, sprzeczne z rozumiem historie za które kochamy futbol.

Oczywiście, że patrząc na występy naszej reprezentacji w ostatnich latach szans na sukces z Niemcami szukać trzeba w gwiazdach, czarnej magii, voo doo (ktoś chyba wbijał te szpilki w figurki niemieckich piłkarzy, że ubyło aż dziesięciu…) i sloganach o nieprzewidywalności futbolu. To na koniec kolejne magiczne zestawienie:

11 października 2003. Budapeszt. Węgry – Polska 1:2

11 października 2006. Chorzów. Polska – Portugalia 2:1

11 października 2008. Chorzów. Polska – Czechy 2:1

11 października 2011. Wiesbaden. Polska – Białoruś 2:0

11 października 2014. Warszawa. Polska – Niemcy…

11 października 2015. Warszawa. Polska – Irlandia…

Przypadek? Nie sądzę:)

Więc: Ognia!

gol Polska!

6 komentarzy

  1. ~Adam

    16 października 2015 at 14:04

    11 października 2014. Warszawa. Polska – Niemcy 2:0

    11 października 2015. Warszawa. Polska – Irlandia 2:1

    Faktycznie coś w tym jest 🙂

Zostaw odpowiedź