Polska – Niemcy 2:0, czyli dlaczego balon nie pękł, ale niesie nas pod niebiosa

Polska - Niemcy 2:0! Bohater MilikTo co wydarzyło się w sobotę wieczór na Stadionie Narodowym to prawdziwy cud, zjawisko sprzeczne z prawami logiki, fizyki, Murphy’ego i wszystkich innych praw, które znosi prawo o nieprzewidywalności futbolu. Choć my: media napompowaliśmy gigantyczny balon oczekiwań i optymizmu, o dziwo nie pękł, ale uniósł nas wszystkich w górę i dziś płyniemy nim podniebny rejs. Napompowaliśmy balon, mimo że praktycznie nic nie przemawiało za sukcesem w tym meczu, a raczej wszystko przemawiało przeciw.

Po pierwsze historia. Ostatniego gola w meczu o stawkę zdołaliśmy wbić Niemcom 43 lata temu! Nie pokonaliśmy ich nigdy, ani za Wilimowskiego, ani za Pohla, za Lubańskiego, Deynę, Lato, Szarmacha, Bońka, Nawałkę, Dziekanowskiego, Urbana, Kowalczyka, Smolarka… Nie udało się Górskiemu, Piechniczkowi, Janasowi czy Beenhakkerowi, dlaczego miałoby się udać teraz. Zwłaszcza w świetle występów Polaków w ostatnich latach?

Po drugie przecież sam fakt gry ze świeżo koronowanym mistrzem świata powinien spętać nogi naszym piłkarzom jak w spotkaniu z Ukrainą na Narodowym. Czy nie powinni przegrać tego meczu w szatni, jak Legia przed rokiem w rewanżu ze Steauą na Łazienkowskiej? Ilu z nas drżało, że po 20 minutach będzie „brazyliana” czyli jak nie 0:3 to szczęśliwie 0:2.

Tymczasem:

@ „Biało-czerwoni” nie pękli. Różnicę 69 pozycji w rankingu FIFA jaka dzieli nas od lidera widać było momentami w kulturze gry i w statystyce 29 strzałów Niemców i 5 Polaków, ale na pewno nie głowach naszych zawodników. Przedmeczowe deklaracje, że „my się Niemców nie boimy” nie okazały się ściemą, a żarty na konferencji Grzegorza Krychowiaka i Wojtka Szczęsnego – jakie pasowały bardziej do konfrontacji z San Marino niż mistrzami świata – pokazały jak świetna w drużynie była atmosfera i jak spora wiara w siebie.

@ O dziwo sił starczyło naszym nie na tradycyjne 15 minut, nie na 45, 60 ale do końca. I to z Niemcami słynącymi z gry do końca, których trzeba pilnować aż do momenty gdy znajdą się pod prysznicem, o czym nie raz zdołaliśmy się przekonać.

@ Adam Nawałka – powitany przez dziennikarzy na konferencji prasowej oklaskami (sam biłem w dłonie) – który dotąd w kadrze właściwie nie dał nam żadnych powodów do optymizmu, zbierając cięgi za nadmierną selekcję i brak pomysłu – dobrał rozsądną taktykę z dwoma napastnikami – cofniętym Arkiem Milikiem, a przede wszystkim dokonał świetnych zmian. Nawet jeśli zmiana Kuby Wawrzyniaka była wymuszona, to wejście Sebastiana Mili prawdziwym Wejściem Smoka.

@ Szacun dla Nawałki za to, że zaufał Milikowi, grającemu ogony w Ajaksie i Mila, którego powołanie mimo świetnej postawy w Ekstraklasie wielu przyjęło ze zdumieniem i wzruszeniem ramion, zapewniając, że szans na grę nie ma żadnych.

Gerpol2

@ Wreszcie kapitalna była publiczność na meczu reprezentacji. Dotąd słusznie karcona za „piknikowy” i „korporacyjny” doping, którym tak bardzo odstawała od stadionów klubowych. Dziś Mateusz Klich mógłby jej klaskać przez cały czas. Momentami, gdy Niemcy ustawiali piłkę do rzutu wolnego przed naszym polem karnym decybele przy gwizdach przekraczały poziomem start Boeninga. Doping gdy nasi biegli do kontry – uskrzydlający. Tak głośno momentami nie było nawet podczas hałasu piekielnych wuwuzeli w RPA. Wspomniał o tym nawet Joachim Loew na konferencji, tłumacząc jako jeden z czynników przegranej. 

Po takim wyniku chwała należy się całej drużynie, ale trudno nie wyróżnić najważniejszych bohaterów. Jak Szczęsny, który był bezbłędny i natchniony jak w pamiętnym spotkaniu z Niemcami w Gdańsku. Opanowany i pewny siebie, obdarzał całą drużynę spokojem. Czy od dziś będziemy o nim mówić jako o „człowieku który zatrzymał Niemcy”, jak o Panu Janku, który zatrzymał Anglię?

Kamil Glik pokazał czemu został kapitanem Torino. Prawdziwy lider defensywy, waleczny, skory do poświęceń, niemal bezbłędny. Rozegrał swój najlepszy mecz w kadrze z silnym rywalem, podobnie jak Robert Lewandowski, który gola nie strzelił, ale to nie ma znaczenia. Inspirował ofensywę, dowodził atakami, rozbijał mur złożony z Jerome Boatenga i Matsa Hummelsa i wreszcie asystował przy golu Mili. Zagrał dokładnie tak jak od niego oczekuje w Bayernie Guardiola. O takim Lewym w kadrze marzyliśmy! Brawa dla Milika za postawę w całym spotkaniu, której przynajmniej ja się po nim kompletnie nie spodziewałem.

W ogóle wreszcie chyba wszyscy „biało-czerwoni” zagrali w kadrze na swoim poziomie klubowym, o co od lat ich błagaliśmy i rozkminialiśmy czemu tak nie jest. Choćby Łukasz Piszczek, który przy golu Milika asystował w stylu znanym i uwielbianym na Signal Iduna Park. Nawet Kuba Wawrzyniak, z którego lekko drwił Twitter, choć dawał się ogrywać Karimowi Bellarabiemu, nie popełnił większych błędów i to po odbiorze rozpoczęła akcja, która dała Polakom gola na 1:0.

Oczywiście mieliśmy w tym meczu kupę szczęścia. Nie tylko dlatego, że żaden z 29 niemieckich strzałów nie wpadł do siatki, a ten Łukasza Podolskiego trafił w poprzeczkę. Ładnie ze strony Manuela Neuera, bezsprzecznie najlepszego obecnie bramkarza świata, że wybrał mecz z Polską, żeby przycasillasować. Loew przywiózł do Warszawy drużynę zdekomponowaną po sukcesie na mundialu w Brazylii, bez kluczowych dla mistrzostwa świata piłkarzy jak Philip Lahm, Bastian Schweinsteiger, Mesut Oezil, itd., z piłkarzami nasyconymi, zmęczonymi mundialem oraz paroma żółtodziobami. Że nie są to chłopaki z Maracany widać było w towarzyskim meczu z Argentyną i o punkty ze Szkocja. Ale to problem Niemców, nie nasz i w żaden sposób nie umniejsza naszego sukcesu. Miał Loew do dyspozycji aż 15 mistrzów świata? Miał! I co z tego.

Oczywiście ten historyczny sukces nie oznacza, że nagle staliśmy się kandydatem do wygrani Euro 2016. Daleka droga do samego awansu na turniej we Francji. Przecież nie stłamsiliśmy mistrzów świata, nie rozbiliśmy jak Holandia Hiszpanię na mundialu w Brazylii. Zagraliśmy bardzo mądrze, z determinacją, koncentracją, wolą walki do końca i masą szczęścia. I chwała naszym! Wygrana z Niemcami doda im skrzydeł na dalsze mecze po paśmie klęsk i rozczarowań. Umocni w piłkarzach wiarę w selekcjonera – której, mam wrażenie brakowało – w jego pomysły i rozwiązania. Nic tak nie buduje szacunku i więzi drużyny z trenerem jak trafne decyzje przed meczem i te podjęte w ogniu walki, właściwe zmiany etc. Nie tylko Juergen Klopp, Guardiola, Arsene Wenger ale wyrosły z Ekstraklasy trener też może…

Teraz przekonajmy się czy „biało-czerwoni” są w stanie zagrać dwa dobre mecze z rzędu. Skoro jesteśmy w momencie przełomowym dla historycznej niemocy, to dlaczego nie przełamać i tej passy? Jest szansa, że tym nadmuchanym balonem polecimy pod niebiosa dłużej niż tylko do meczu ze Szkocją!


 

4 komentarze

  1. ~Szydera

    13 października 2014 at 02:49

    Trafiło się jak ślepej kurze ziarno. Niemcy to drużyna turniejowa.
    Dzięki zachciankom Platiniego na Mistrzostwa Europy [słowa ,,Euro” i ,,Mundial” są dobre dla Januszy] mogą załapać się z drugiego czy nawet trzeciego miejsca w grupie. Nie od dziś wiadomo, że wysoko opłacane ,,gwiazdy” oszczędzają siły w eliminacyjnych meczach reprezentacji.
    Przykład Lubańskiego pokazuje jak można złamać sobie karierę, a w obecnych czasach – stracić mln ,,ojro”.
    Taki Mila, który jest u schyłku kariery, czy Milik, który głównie grzeje ławę w Holandii – oni nie mają wiele do stracenia. Lewy nie strzelał do swoich 😀

Zostaw odpowiedź