Kadra nie Małysz, nie było „dwóch równych skoków”, ale…

i dziurą w ochraniaczu

Niestety reprezentacja Polski nie okazała się Adamem Małyszem ani Kamilem Stochem w olimpijskiej formie – nie zdołała oddać „dwóch równych skoków”. Po „rekordzie skoczni” w pierwszym meczu, czyli zwycięstwie ze świeżo koronowanym mistrzem świata, perfekcyjnym pod każdym względem, w drugim było „zbyt późne wyjście z progu”, „ciężka walka z wiatrem podczas lotu”, ale i skandaliczna praca sędziów, którzy „pozwolili na skok w trudnych warunkach”. Przy „telemarku” zmęczone „pierwszym skokiem nogi lekko się ugięły”, ale najważniejsze, że zawodnik ustał. Całościowo występ w „konkursie” oceniam więc w miarę pozytywnie, zwłaszcza, że akurat ten „zawodnik” znany był z psucia „drugiego skoku” jeśli pierwszy wyszedł mu dobrze. Takie mam skojarzenia, łączące futbol z zimową dyscyplinę narodową Polaków.

I owszem, szklankę widzę do połowy pełną. Przecież jeszcze w sobotę o 20.30 w ciemno bralibyśmy cztery punkty w obu meczach.

Pewnie, żal, że po historycznym zwycięstwie z Niemcami – mistrzowie świata są chyba jednak w kryzysiku, co potwierdziło spotkanie z Irlandią (ciekawe czy Mario Goetze znów prychnął jeśli go o to zapytał, któryś z irlandzkich dziennikarzy?) – nie udało zdobyć trzech punktów ze Szkotami. Dziewięć punktów w trzech pierwszych meczach eliminacji byłoby najlepszym startem od 33 lat.

Polska - Szkocja. Milik na 2:2

Żal, że momentami wracała stara, brzydka, bezradna twarz reprezentacji Polski, która jak nie umiała tak nie umie grać ataku pozycyjnego, narzucić rywalowi swego stylu, zakasować go pomysłem. Źle to wróży, bo niestety w tych eliminacjach bronić się i grać z ulubionej kontry jak z Niemcami będziemy w stanie tylko… w rewanżu z Niemcami. Niestety z Irlandczykami i Gruzinami czekają nas prawdopodobnie podobne męczarnie. Brakowało porywających rajdów skrzydłowych, Grzegorz Krychowiak i Krzysztof Mączyński ograniczyli się wyłącznie do destrukcji, z rzadka pokazując się przy wyprowadzaniu piłki środkowym obrońcom, skazując Łukasza Szukałę i Kamila Glika na rozpaczliwe wybicia, albo podania do Wojtka Szczęsnego.

Zresztą większość bohaterów zwycięstwa z Niemcami było dalekich od formy z soboty. Zwłaszcza Łukasz Piszczek, któremu przydarzył się jeden z gorszych meczów w kadrze, który mógł się lepiej zachować przy obu straconych golach. Podobnie Szukała, który i z Niemcami miewał gorsze momenty, z Szkocją nie był w stanie naprawiać ich grający w opatrunku Glik. Zawiódł Waldemar Sobota, Mączyńskiego broni tylko gol, podobnie jak Arkadiusza Milika, który zniknął na długie minuty zniknął, ale na szczęście wrócił w najważniejszej chwili, by znów okazać się jockerem. Żartowałem na Twitterze, że jeszcze rok treningów z Dennisem Bergkampem i będzie… Arsenal.

Na pewno część winy za gorszy wstęp ponosi zmęczenie po heroicznym meczu z Niemcami. Oraz brutalna gra Szkotów, na którą pozwolił hiszpański sędzia, który w pierwszej połowie najwyraźniej zostawił kartki w szatni: Glik krwawiący z rozbitego łuku brwiowego, Robert Lewandowski, któremu po starciu z Gordonem Greerem w 10. min została w ochraniaczu dziura „jak po gwoździu” i 60 minut musiał – jak przyznał – grać z bólem.

Cieszą znów dobre zmiany Adama Nawałki, a zwłaszcza wejście Sebastiana Mili, który gola tym razem nie strzelił, ale za to wprowadził tak potrzebne w tamtym momencie ożywienie i kreatywność, jego podanie w stylu Pirlo w pole karne do Kamila Grosickiego było zachwycające i wielka szkoda, że nie wykorzystane. Nawałka musi przemyśleć czy po występach Soboty i Macieja Rybusa nie warto rozpocząć listopadowego meczu z Gruzją z Milą na lewym skrzydle od pierwszych minut.

Mączyński to kolejne „dotknięcie Midasa” Nawałki i gol kolejnego zawodnika, który pewnie nie dostałby powołania od żadnego z poprzednich selekcjonerów, podobnie jak grający ogony w Ajaksie Milik czy ligowiec Mila. Ciekawe ile z Niemcami i Szkocją wnieśli by inni ulubieńcy Nawałki, Rafał Kosznik, Paweł Olkowski czy Adam Marciniak? 😉

Nie zgadzam się, że „balonik” pękł z hukiem. Przyznaję rację Nawałce, że w tej grupie każdy mecz jest i będzie bitwą. Po fenomenalnym zwycięstwie z Niemcami, o którym do dziś głośno w świecie, ze Szkocją zaledwie odparliśmy szturm. Oba trudne mecze budują tę drużynę, dodają jej morale i scalają ją. To ważne doświadczenie, że Polacy zdołali zebrać się odrobić stratę w trudnym momencie. Drużyna się tworzy, a w takiej grupie bardzo jej potrzebujemy, a nie zlepku indywidualności.

Tak więc choć gra Polaków oka nie zachwycała, brawa za walkę do końca. Najważniejsze, że nadal mamy w Warszawie lidera. I oby tak do końca eliminacji!

Polsco3

 

 

6 komentarzy

  1. ~Górek

    15 października 2014 at 07:57

    Co do sędziego to pamiętam, że po meczu Realu z Barceloną i jeszcze gorszych zawodach Mallenco nic złego Pan o Nim nie pisał 🙂

  2. ~jose

    15 października 2014 at 14:56

    „w pierwszym meczu, czyli zwycięstwie ze świeżo koronowanym mistrzem świata, perfekcyjnym pod każdym względem”…perfekcyjnym pod każdym wzgledem? Serio…?

  3. ~Literówki

    16 października 2014 at 01:01

    1. jak Arkadiusza Milika, który zniknął na długie minuty zniknął,
    2. wielka szkoda, że nie wykorzystane
    3. Nawałka musi przemyśleć czy po występach Soboty i Macieja Rybusa nie warto rozpocząć
    4. Ciekawe ile z Niemcami i Szkocją wnieśli by inni ulubieńcy Nawałki

Zostaw odpowiedź