Arsenal – Monaco, czyli Gdzie te chłopy?

Wenger w MonacoPojedynek z AS Monaco będzie dla Arsene Wengera emocjonalnym powrotem do przeszłości. To w klubie z Monte-Carlo ukształtował się jako trener. Co prawda prowadził wcześniej Nancy, ale to podczas siedmioletniej pracy w śródziemnomorskim Księstwie zdobył mistrzostwo i Puchar Francji, przełamując dominację Olympique Marsylia i prowadząc drużynę do finału Pucharu Zdobywców Pucharu, co w efekcie dało mu przepustkę do pracy w Arsenalu. To tam zasłynął naukowym podejściem do futbolu, analizując silne i mocne strony rywali za pomocą komputerowej bazy danych Top Scorer i prowadząc na ich podstawie niemal godzinne odprawy przed każdym meczem. I to tam wreszcie dał się poznać jako wychowawca młodzieży, rozwijając akademię i odkrywając talent przyszłych mistrzów świata, Lilliana Thurama, Thierry’ego Henry i Emmanuela Petita, których promował do pierwszej drużyny. Dwóch ostatnich uczynił zresztą „Kanonierami”, a Henry’ego wręcz ich legendą.

Czy powrót do Monaco przypomni Wengerowi jego dawną filozofię? Ostatnie lata mocno nadkruszyły jego wizerunek – menedżera o złotej ręce do transferów i wprowadzania do zespołu utalentowanych młodziaków. Nie mówiąc o utrzymaniu w klubie największych gwiazd. Rodak z rywalizującego z Arsenalem Manchesteru United, Patrice Evra szydził, że „Kanonierzy” zmienili się w ośrodek treningowy, wzmacniający konkurencję najlepszymi zawodnikami, którzy tam zdobywają z nią trofea. Już w 2009 roku, po wyeliminowaniu Arsenalu z Ligi Mistrzów nazwał zaś mecz z „Kanonierami” pojedynkiem mężczyzn z dziećmi, przypominając, że współczesny futbol nie polega tylko na tym, żeby grać pięknie.

Choć minęło sześć lat i dzisiejszy skład Arsenalu raczej trudno nazwać zbieraniną dzieciaków, mocno bowiem podrósł, Evrze wtóruje wychowanek Wengera, Petit, którzy przed meczem swoich byłych drużyn w Lidze Mistrzów zarzucił następcom brak twardości, waleczności i charakteru wojowników.

– Mój Arsenal miał w głowie tylko jedno: wygrać, nie ważne w jaki sposób. Pamiętam jak przed meczem z Wimbledonem podszedł do mnie Tony Adams i uprzedził: „Manu, dziś zapomnij o futbolu. Dziś będzie wojna”. I umieliśmy się do tego dostosować. Ale mieliśmy w drużynie Seamana, Adamsa, Keowna, innych. Dzisiejszy Arsenal ma pięknych piłkarzy, ale w brakuje im w składzie „killerów”. My potrafiliśmy być twardzi, nie graliśmy po to, żeby ładnie wyglądać na boisku – narzeka. I mimo że obie ligi dzieli spory dystans, daje obu drużynom 50 procent szans na awans.

Twardzi chłopcy z Arsenalu

Zostaw odpowiedź