Bohdan Tomaszewski: Ostatni z Wielkich

Bohdan Tomaszewski, Przegląd SportowyWraz z odejściem Bohdana Tomaszewskiego kończy się najpiękniejszy rozdział w historii polskiego dziennikarstwa sportowego i kończy się cała epoka. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale w jego przypadku to nieprawda. Boję się, że te słowa mogą zabrzmieć jak banał, którego za wszelką cenę chciałbym uniknąć wspominając tego wyjątkowego człowieka. Dla nas, dziennikarzy sportowych był ikoną, której nawet nie próbowaliśmy naśladować. Raczej delektowaliśmy się jego erudycją, nienaganną dykcją i tembrem głosu (bez „Halooou, tu Wimbledon” ten wielkoszlemowy turniej nie będzie już taki sam), przedwojenną kulturą i manierami (nawet w wieku ponad 90 lat zawsze wstawał na konferencji prasowej ilekroć zadawał pytanie!), a przede wszystkim tym, że każde wydarzenie sportowe w jego relacji nabierało głębi, barw, dramatyzmu, urastając niemalże do homeryckiego eposu.
Gdy młodsi koledzy pytali go, co w tym zawodzie jest najważniejsze, niezmiennie odpowiadał, że czytanie książek. Sam napisał ich kilkanaście m.in. „Milczące stadiony”, „Kariera z kolcami”, „Romantyczne mecze”, „Łączymy się ze stadionem”.
Wypominał nam zresztą, że dzisiaj dziennikarze nie mają czasu, by czytać. Że telewizja, internet, nieustanna pogoń za pieniędzmi odbija na bogactwie języka jego młodszych kolegów. „Słucham dziś relacji i dowiaduję się, że ktoś przyszedł z Barcelony, ten kosztował tyle pieniędzy, a tamten miał już dwie żony; do tego wyniki, statystyki. Mają wiedzę, ale ich fachowość jest powierzchowna. Jakby nie mieli sportu pod skórą”. Mamy, Panie Bohdanie, tylko, że żyjemy w czasach „infotainment” i jak najszybciej podanego newsa. Podłączeni 24 godziny na dobę do sieci nie mamy czasu na oddech, pauzę, pielęgnację słowa, z których Pan słynął…
Urodził się 1921 roku w Warszawie (był równolatkiem „Przeglądu Sportowego”). W tenisie zakochał się w wieku 10 lat. Korty Legii szybko stały się dla niego drugim domem. 1937 został mistrzem Polski kadetów w tenisie, a dwa lata później – juniorów. Za najwiękzy sukces poczytywał sobie jednak możliwość rozgrywania sparingów z pierwszą polską mistrzynią olimpijską, dyskobolką Haliną Konopacką.
W czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem AK o pseudonimie „Mały”. Mocno przeżył aresztowanie i śmierć w Palmirach swego przyjaciela, Janusza Kusocińskiego, który mimo tortur nie wydał go gestapo. W czasie Powstania Warszawskiego w Zgrupowaniu „Kuba” walczył na Starówce. Złapany przez Niemców – jak opowiadał – stał już pod ścianą czekając na „rozwałkę”, ale niemiecki żołnierz kazał mu uciekać. Wielokrotnie, ostatni raz w grudniu, namawiałem go, żeby opowiedział o wszystkim w wywiadzie dla Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, ale nie chciał wracać do tych wspomnień.
W czasie stanu wojennego odmówił współpracy z Polskim Radiem, wolał odejść na emeryturę zamiast poddać się weryfikacji. Na antenę powrócił dopiero w 1989. Był co poniedziałek gościem „Kroniki sportowej” w Polskim Radiu.
Ostatnim meczem jaki skomentował w telewizji było pierwsze spotkanie ubiegłorocznej edycji wielkoszlemowego Wimbledonu (które przez lata rozpoczynał niezapomnianym: „haloooou, tu Wimbledon”) w trakcie którego poważnie zasłabł. Relacji nie dokończył i już przed mikrofon nie wrócił.
W grudniowym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” opowiadał nam, dlaczego wciąż komentuje tenis w Polsacie: „Uciekając do lekkoatletycznej terminologii, znajduję się na ostatnich metrach finiszowej prostej, ale walczę do końca, bo tego nauczył mnie sport”.
Panie Bohdanie, dziękujemy, że mogliśmy być świadkami tego cudownego „biegu”. „Szkoda, że państwo tego nie widzą” – powtarzał Pan często podczas radiowych relacji. Wielka szkoda, że Pański głos będziemy mogli usłyszeć już tylko w archiwalnych relacjach…

Bohdan Tomaszewski

4 komentarze

  1. ~Brzęczyszczykiewicz

    1 marca 2015 at 19:03

    Największe wydarzenia sportowe zawsze będą mi się kojarzyć z jego głosem a zwłaszcza olimpiadę w Moskwie i gest Kozakiewicza i ten nasz rekord !!! cóż to były za czasy
    pozdrawiam
    http://brzeczyszczykiewicz.blog.pl/

  2. Mikołaj

    1 marca 2015 at 23:08

    Bardzo dobry komentator, jestem trochę zasmucony jego odejściem.

    http://recenzjafilmowa.blog.pl/

Zostaw odpowiedź