Wielki Gest Wojciecha Fortuny

Wojciech Fortuna

Nie można przejść obojętnie wobec gestu Wojciecha Fortuny, który postanowił przekazać na licytację swój złoty medal olimpijski z Sapporo, by uzyskanymi pieniędzmi wspomóc poważnie kontuzjowanego amerykańskiego skoczka Nicholasa Fairalla. To gest niedzisiejszy, wydawałoby się, że z innej, minionej już epoki sportu, tej opisywanej w niezapomniany sposób przez Bohdana Tomaszewskiego, którego dziś odprowadzimy w ostatnią drogę na warszawskich Powązkach. Czyn naszej legendy skoków przywraca wspomnienia czasów rycerskich w sporcie, gdy liczyły się coubertinowskie wartości moralne, a sportowcy tworzy prawdziwą wielką rodzinę.

***

Nie chcę, żeby to co piszę zabrzmiało, jakbym dawnego mistrza przeciwstawiał nowym. Przecież nie wszyscy z nich to młodzi, rozpuszczeni milionerzy, ledwo widzący świat wokół siebie zza monstrualnych słuchawek, którym obce są pojęcia lojalności, uczciwości czy empatii. Najlepszym przykładem Kamil Stoch. Gdy po upadku Fairalla w Bischofshofen podczas ostatniego Turnieju Czterech Skoczni okazało się, że Amerykanin doznał urazu kręgosłupa, a jego związek narciarski nie ubezpieczył go na wystarczającą kwotę i nie ma pieniędzy na rehabilitację, Polak skrzyknął całe środowisko. Namówił wszystkich występujących w Zakopanem zawodników, by swoje diety przekazali na leczenie kolegi. Najdalej na wezwanie Stocha poszli Niemcy, rezygnując z 30 tysięcy franków, które dostali za zwycięstwo w konkursie drużynowym. Środowisko skoczków wykazało się fantastyczną solidarnością.

Justyna Kowalczyk najpierw przekazała Polskiemu Towarzystwu Walki z Mukowiscydozą sztabkę złota otrzymaną za zdobycie złotego medalu na igrzyskach w Soczi, a potem… sama wygrała licytację, płacąc 97 tysięcy złotych! Rok wcześniej ofiarowała na podobną licytację samochód wygrany w Pucharze Świata. Zofia Klepacka po powrocie z igrzysk w Londynie zorganizowała akcję „Medal dla Zuzi” oddając na licytację swój brązowy medal, by zdobyć pieniądze na leczenie chorej na mukowiscydozę 5,5-letniej sąsiadki. Medal wylicytował jeden z najbogatszych Polaków i mecenas sportu, Jan Kulczyk, który następnie… zwrócił go zawodniczce, słusznie mówiąc, że Klepacka wywalczyła medal dwukrotnie.

Mają wielkie serca i nie szczędzą pieniędzy na cele charytatywne i najlepiej zarabiający piłkarze świata. Leo Messi założył własną fundację, która wspiera edukację i opiekę zdrowotną dzieci m.in. w Indonezji, Nepalu i Bangladeszu. zmodernizował szpital w rodzinnym Rosario. Cristiano Ronaldo w 2012 roku przekazał 1,5 mln euro na palestyńskie dzieci ze Strefy Gazy. Co jakiś czas sfinansuje operacje ciężko chorych dzieci. Znani piłkarze odwiedzający w szpitalach swoich nieuleczalnie chorych fanów, to częsty obrazek w mediach. Co rusz grany gdzieś jest jakiś mecz charytatywny. Sportowcy na ogół pamiętają skąd się wywodzą i „posyłają windę na dół”, tym, którzy marzą o ich karierach lub kolegom, którym się nie udało.

***

W geście Fortuny wzrusza mnie to, że podzielił się z potrzebującymi tym, co miał najcenniejszego. Co prawda zawsze podkreślał, że medale i odznaczenia nie wiele dla niego znaczą, trzyma je w piwnicy spakowane do pudełka po butach, a odznakę Honorowego Mieszkańca Zakopanego przybił… psu na budzie. Ale złoty medal olimpijski, tak nieoczekiwany i pierwszy w historii polskich startów na zimowych igrzyskach, to co innego. Nie rozstawiał się z nim, w wywiadach często nazywał „skarbem” – niczym tolkienowski Gollum – a momentami nawet swoim „dzieckiem”.

Nie mając naręcza złotych krążków olimpijskich niczym Michael Phelps, nie będąc czynnym sportowcem z kontraktami reklamowymi i kolejnymi sukcesami przed sobą, utrzymując się ze skromnej pensji kustosza Muzeum Sportów Zimowych w Szelmencie na Suwalszczyźnie i olimpijskiej emerytury postanowił oddać medal w geście pomocy i solidarności. „Członkowi rodziny” – bo tak traktuje środowisko skoczków. Bo sam spędził swoje w szpitalach, z trzema wstrząsami mózgu, złamanymi rękami, nogą, obojczykiem, uszkodzonym kręgosłupem. Bo ma w pamięci skoczka Zdzisława Hryniewieckiego, który po upadku na skoczni Wisła-Malinka złamał trzon kręgu szyjnego, doznając całkowitego paraliżu tułowia. W świetnej książce biograficznej „Skok do piekła” wspominał Leszkowi Błażyńskiemu jak z przerażeniem patrzył, gdy Hryniewiecki nie potrafi nawet odpakować cukierka z papierka… Wreszcie, bo pomagając Amerykaninowi chciał się przy okazji zrewanżować drugiej ojczyźnie, w której odbił się od dna, odbudował finansowo i psychicznie.

***

A najwspanialszy pomysł przyszedł Fortunie na koniec, gdy już firma 4F zgodziła się zapłacić za medal 50 tysięcy dolarów, by połowę tej kwoty przeznaczyć na rehabilitację Natalii Czerwonki, która po igrzyskach w Soczi jadąc na rowerze zderzyła się z traktorem i doznała urazu kręgosłupa.

Czy mielibyśmy pretensję do Fortuny gdyby wystawił medal na licytację, żeby związać koniec z końcem w tych niełatwych czasach, tak jak zrobił to ze swoimi przyparty przez życie do ściany Matti Nykaenen? Pewnie byśmy zrozumieli. Zamiast tego złoty medal z Sapporo będziemy mogli podziwiać w warszawskim Muzeum Sportu. A Natalia być może dzięki gestowi Fortuny szybciej wróci na lód.

1 Comment

  1. ~Dwie strony medalu

    6 marca 2015 at 15:19

    Na pewno człowiek, który oddaje na licytację praktycznie najważniejszą nagrodę swojego życia sportowego i oddać pieniądze na leczenie innej osoby jest niezwykłą rzeczą.

    nie wiele osób tak naprawdę byłoby w stanie tak postąpić!
    Pozdrawiam

Zostaw odpowiedź