Liga Mistrzów: PSG wyrzutem dla szejków z City

Suarez rozbija Manchester City

Nie jest tak, że jeśli nie wygram w sezonie żadnego tytułu, to zostanę zwolniony – mówi trener Manchesteru City, Manuel Pellegrini „Guardianowi” przed rewanżowym meczem z Barceloną. I dodaje, że ponownie odpadnięcie z Ligi Mistrzów w 1/8 finału i brak obrony mistrzostwa Anglii wcale nie musi to dla niego oznaczać utraty posady.

A ja myślę, że wręcz przeciwnie. Wystarczy, że Manchester City znów skompromituje się w meczu z Barcą jak w pierwszym spotkaniu i tych obu przed rokiem, by arabscy właściciele walnęli pięścią w stół i nawet ewentualne wygranie Premier League nie uratuje posady Chilijczyka. Mistrzostwo, w które ciężko uwierzyć po ostatnich porażkach z Burnley i Liverpoolem, gdy strata do Chelsea wynosi już sześć punktów, przy jednym meczu rozegranym więcej.

Jak kluczowa dla szejków z Abu Zabi jest Champions League pokazali zwalniając poprzednika Pellegriniego – Roberto Manciniego – po mistrzowskim sezonie w lidze. Mimo kolejnych setek milionów funtów wpompowanych w transfery i płace gwiazd, ich City już szósty sezon bije w bije głową w mur w elitarnych rozgrywkach. Tymczasem właśnie dostali świeży przykład, że podobny projekt – drużyny bez tożsamości, budowanej od zera za grube petrodolary – ma jednak szanse powodzenia. Należące do szejków z sąsiedniego emiratu Paris Saint-Germain zachwyciło piłkarski świat eliminując po pasjonującym meczu (kończonym w dziesiątkę) faworyzowaną Chelsea, równie naszpikowaną gwiazdami, za to o wiele bardziej doświadczoną, z trenerem Jose Mourinho na ławce.

Pod tym względem Pellegrinie jest w tej samej sytuacji, co Laurent Blanc, krytykowany za kiepską taktykę i nieumiejętność wykorzystania potencjału PSG. I jego posada zależała od awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. I jego zadanie na Stamford Bridge wyglądało na mission:impossible, a jednak mu się udało. Bez spektakularnego wyniku na Camp Nou Pellegrini będzie mógł już w drodze powrotnej z Barcelony zacząć rozglądać się za miejscem do lądowania.

Swoją drogą dziwną przyjął metodę motywowania swoich piłkarzy przed heroicznym bojem. We wspomnianym wywiadzie dla „Guardiana” narzeka, że ma w składzie… zbyt mało angielskich piłkarzy. Chciałby ich więcej – dziś regularnie w pierwszym składzie występuje tylko Joe Hart – ale ceny Anglików są zawrotne. Powiedźmy, taki Luke Shaw. 35 milionów funtów za lewego obrońcę, bo jest Anglikiem? Drugie pytanie, czy można kupić Raheema Sterlinga z Liverpoolu? Być może, ale trzeba wyłożyć 100 milionów funtów. Idąc dalej, Gary Cahill, czy też kilka lat temu Frank Lampard? A jeżeli chcę kupić Anglika na pozycję, na której gra teraz Silva? Wayne Rooney? Nie ma takiego piłkarza, a jak już jest to klub nie chce się go pozbywać – marudzi Pellegrini.

Faktycznie, był długi czas, że mimo międzynarodowych gwiazd w składzie to angielscy zawodnicy nadawali drużynie charakteru, tworzyli jej kręgosłup i często przesądzali o sukcesach: w Manchesterze United wychowankowie Paul Scholes, Gary i Phil Neville, David Beckham i Ryan Giggs (uznajmy, że Walijczyk to prawie Anglik) czy kluczowi reprezentanci jak Rio Ferdinand czy Wayne Rooney, w Chelsea Frank Lampard i John Terry, w Arsenalu wciąż panuje tęsknota za zamierzchłymi czasami (ale już za panowania Arsene Wengera) charyzmatycznych angielskich liderów jak Tony Adams, Steve Bould, Martin Keown, Lee Dixon a nawet Sol Campbell.

Ale po pierwsze czy któryś z dzisiejszych reprezentantów Anglii znacząc odmieniłby oblicze Manchesteru City? Może jeden Rooney, który jak pamiętamy bliski był zresztą transferu do arcyrywala z miasta. Jeśli przyjrzeć się szerokiej kadrze City marudzenie Pellegriniego to jakiś absurd. Kogo ze składu mieliby wygryźć brakujący mu Anglicy? Sergio Agüero, Yaya Touré, Davida Silvę, Jovetića, Mangalę, Clichy’ego, Sagnę, Vincenta Kompany’ego (no może nie w obecnej formie), Pablo Zabaletę, Nasriego, Džeko, Kolarova, Jesús Navasa, Wilfrieda Bony’ego?

Pellegrini nie ma alibi. Dla takiej paki trzeba tylko wymyślić taktykę i odpowiednio ją zmotywować. Narzekania na brak Anglików w składzie to ostatnia rzecz jaka wzmocni ekipę przed bojem na Camp Nou.

Barcelona - Manchester City

3 komentarze

  1. ~Ginola

    19 marca 2015 at 03:12

    Barcelone sponsorują Katarczycy, wiec nie udawajmy, ze ten klub to fundacja charytatywna…

  2. ~albafos

    23 marca 2015 at 16:46

    Pozdrowienia z Čech! 🙂 Miłego dnia, chciałbym podzielić się z wami bardzo ważne informacje. Wszystko można znaleźć na – http://en-albafos.blog.cz

Zostaw odpowiedź