Rybus nie rozwiąże problemów tego świata

Maciej RybusCzy wolno nam żądać od sportowców, by analizowali pochodzenie pieniędzy swoich pracodawców i ich polityczne afiliacje?

„Uważam, że haniebnym jest grać w Groznym za pieniądze morderców. Wolałbym, żeby Maciej Rybus nie reprezentował Polski” – napisał na Twitterze w trakcie meczu Irlandia – Polska znany dziennikarz, szef politycznego serwisu blogowego Salon24.pl Igor Janke. Na chwilę zamarły dyskusje o tym, co wyprawia na prawej stronie Paweł Olkowski, peany na cześć nawróconego grzesznika Sławomira Peszki czy trafnego wyboru bramkarza przez Adama Nawałkę. Czy nie uważacie, że to wielki wstyd grać w klubie sponsorowanym przez ludzi odpowiedzialnych za ludobójstwo? To nie ma już znaczenia? – dopytywał Janke.

Momentalnie spadł za to na niego wielki hejt – składam go na karb futbolowych emocji, któreśmy wszyscy właśnie przeżywali. Odpisałem Igorowi, że piłkarze musieliby zmienić zawód, gdyby mieli analizować pochodzenie pieniędzy swoich pracodawców i gromadnie zbojkotować Ligę Mistrzów, której sponsorem głównym jest Gazprom. Że zrozumiałbym bojkot Rybusa, gdyby UEFA zdyskwalifikowała Tereka Grozny, ale przecież klub występuje we wszystkich rozgrywkach i jest traktowany jak każdy inny.

W ciekawym komentarzu na blogu w „Tygodniku Powszechnym” odniósł się do tej dyskusji jego dziennikarz, Michał Okoński. Nazwał podejście takie jak moje polemiką realistów, uznających, że skoro Terek jest normalnie uznawany przez europejską federację, to dla wszystkich zawodowych piłkarzy pozostaje pracodawcą jak każdy inny: ocenianym przez pryzmat sportowych ambicji, możliwości rozwoju i finansowego bezpieczeństwa.

Ciężko nie być tu realistą, w przeciwnym razie, chcąc stosować standardy Jankego, należałoby – jak pisze Michał – właściwie rozwiązać sport zawodowy, zaczynając od futbolu, a na Formule 1 kończąc. Ramzan Kadyrow to były szef służby bezpieczeństwa Czeczenii, a od 2007 roku jej prezydent i honorowy prezes (choć tak naprawdę właściciel) Tereka. Czy wolno nam żądać od Rybusa i reszty polskiej kolonii w Groznym, żeby przed podpisaniem kontraktu analizowali artykuły zamordowanej Anny Politkowskiej? Słynna rosyjska dziennikarka opozycyjna twierdziła przecież, że Kadyrow urządził w swoim domu katownię i zarzucała mu inspirowanie morderstw oraz porwań. A zawodnicy Chelsea, zanim złożą podpis na kontrakcie, mają prześledzić jak do swojej fortuny doszedł Roman Abramowicz, natomiast ci z Arsenalu – jak Uliszer Usmanow?

Czy piłkarze AC Milan czytali akta spraw, w które uwikłany był Silvio Berlusconi? Czy zawodników z klubów należących do szejków z Emiratów karcić za to, że byli ślepi na to, jak w kraju właścicieli ich drużyn jest z prawami kobiet, cudzoziemskich robotników czy gejów? A Diego Simeone i jego kompanię potępiać za to, że nie rzucili kontraktów na stół, gdy widocznym na koszulkach sponsorem Atletico Madryt został rząd łamiącego prawa człowieka Azerbejdżanu?

Okoński też stawia mądre i piękne pytania: Co dla nas, ludzi żyjących futbolem, ważniejsze: etyczny porządek świata, czy może wysokość kontraktu (dla piłkarza), albo zawartość klubowych gablot z trofeami (dla kibiców) – niechby i za możliwość sięgnięcia po te ostatnie miał zapłacić zbrodniarz wojenny? Stawiając kwestię trochę inaczej: czy możemy wiązać się z drużyną dyktatora, malwersanta, rasisty, homofoba (lub: czy możemy przestać jej kibicować, gdy zostaje przez kogoś takiego wykupiona)?.

Pewnie, że wszyscy chcielibyśmy żyć w czasach czystości sportu barona Pierre’a de Coubertina. Niestety, świat sportu jest dziś tak samo uwikłany w przeróżne układy, powiązania, zgniłe kompromisy, jak cały świat w ogóle. Rządy krajów, wielkie i małe firmy w imię zysku współpracujące z reżimami, dyktatorami, czy przymykające oczy na ich działania w imię wyższych celów. Czy mi się to podoba? Oczywiście nie! Czy wolałbym, żeby Rybus grał w Juventusie albo Arsenalu? Oczywiście tak! On sam zresztą na pewno też…

Pewnie, że warto zmieniać świat na lepsze, ale trzeba przy tym być realistą. Dlaczego robić to rękami sportowców? Mieszanie polityki ze sportem to zła droga. Właśnie 11 republikańskich senatorów USA wezwało do odebrania Rosji organizacji mundialu w 2018 roku. Im wolno, są politykami. Jeśli świat przeforsuje skuteczne sankcje, wykluczy Rosję ze sportowej rodziny, jak w swoim czasie RPA czy Jugosławię, UEFA i FIFA zapewne się podporządkują. Natomiast wzywanie do bojkotu pojedynczych zawodników, czy nawet krajowe federacje, jest nie fair. Odcedzanie prawdy od propagandy, zagłębianie w wieloletnie relacje między krajami i wielką politykę międzynarodową to nie jest ich rola. Chyba nie mają do tego najlepszych kompetencji.

Jeśli będziemy na to wszystko przymykać oczy, za chwilę dojdziemy do tego, że będą się odbywać mecze między drużynami opłacanymi przez Al Kaidę, Państwo Islamskie, Kreml i jakąś nową Czerwoną Armię. A my będziemy się emocjonować, bo grać w nich będą najlepsi nasi chłopcy z najlepszymi chłopcami z Argentyny, Brazylii i Portugalii – napisał na blogu Janke. To oczywiście zgrabne, publicystyczne nadużycie. Niech z Al Kaidą czy Państwem Islamskim uporają się najpierw politycy. Od tego przecież są. I niech nie załatwiają swoich spraw rękami sportowców.

Brytyjscy żołnierze na stadionie w Kandaharze

Zostaw odpowiedź