Gdzie zabrzmi heavy-metal Kloppa?

Juergen KloppZapowiedź odejścia Juergena Kloppa z Borussii Dortmund wstrząsnęła piłkarskim światem niemal równie silnie jak rozstanie sir Aleksa Fergusona z Manchesterem United, choć Niemiec nie spędził nawet połowy tego czasu w klubie co Szkot i bynajmniej nie rozpoczyna trenerskiej emerytury. Porównanie jest uzasadnione o tyle, że obaj nie tylko stworzyli od zera cały autorski projekt piłkarski (Ferguson nawet kilka razy), dobierając co do jednego każdego z wykonawców. Byli tego projektu twarzą, duszą, nadali mu swój charakter. Czas, zaufanie i pełnia władzy jakie dostali od właścicieli też były porównywalne. Obaj odeszli wtedy kiedy chcieli, a nie kiedy ktoś inny uznał, że powinni odejść. I mieli szacunek i wsparcie trybun nawet w czasie kryzysu, gorzkich porażek i rozczarowań.

Różnica polega na tym, że Ferguson nigdy jak Klopp nie powiedział sobie, że „klub potrzebuje zmiany”, ale „on sam nie jest mu już w stanie pomóc”. Że potrzebna jest osoba o nowym spojrzeniu, która wymyśli drużynę na nowo. Szkot, gdy trzeba był zawsze wymyślał sam. Dlaczego Klopp zostawia po siedmiu latach Borussię jak wcześniej dokładnie po takim samym okresie Mainz? Tamto rozstanie łatwiej było zrozumieć, zostawiał bowiem klub drugoligowy. Z którym wcześniej wywalczył najpierw historyczny awans do Bundesligi, a potem do Pucharu UEFA i stał się jego legendą. Aspiracje młodego trenera, by spróbować czegoś więcej i na większą skalę były jak najbardziej naturalne.
Wdzięczni kibice Mainz śpiewali mu na pożegnanie „You’ll never walk alone”. Można być pewnym, że i fani Borussii zgotują mu królewskie pożegnanie, choć zanosi się na najgorszy sezon pod jego wodzą, który klub skończy bez żadnego trofeum. Każdy jednak pamięta okoliczności w jakich przejmował zadłużonego bundesligowego średniaka i jak wiele osiągnął z nim przez te lata, przełamując na jakiś czas dominację Bayernu Monachium i czyniąc jeden z najbardziej podziwianych i szanowanych za styl klubów w Europie. Ile gwiazd futbolu odkrył, natchnął i wykreował, od mistrzów świata Matsa Hummelsa i Mario Goetze, przez Shinji Kagawę, Ilkaya Gundogana i Nuri Sahna po Łukasza Piszczka i Roberta Lewandowskiego.

Stosunek perfekcyjnych transferów do kiepskich, o których każdy trener chciałby zapomnieć mieli Ferguson z Kloppem zapewne podobny, choć Niemiec w dwóch ostatnich sezonach podejmował wyjątkowo nietrafne decyzje. Dlaczego jednak zamiast po raz kolejny budować w Dortmundzie, postanowił podjąć wyzwanie gdzieś indziej? Przecież – jak sam tłumaczy – to nie efekt wypalenia jak w przypadku Pepa Guardioli, który w 2012 roku porzucił Barcelonę, wycieńczony wysokimi kosztami sukcesu i rywalizacji z Realem Madryt Jose Mourinho. Klopp nie zamierza robić sobie rocznej przerwy od futbolu. Zmierza rozpocząć nowy projekt natychmiast, od razu po zakończeniu sezonu.

To bardzo dobra wiadomość, że za chwilę znów zobaczymy jego pasję przy linii bocznej i jego błyskotliwe analizy na konferencjach prasowych. Pytanie tylko na jakiej ławce i w jakim języku? Wszystko wskazuje na to, że w angielskim. Bardzo możliwe, że w razie niepowodzeń w Lidze Mistrzów, a zwłaszcza w lidze hiszpańskiej następcy Carlo Ancelottiego będzie szukał Real. Jednak wątpliwe, żeby Klopp zdecydował się na pracę w kraju, którego języka nie zna, a przynajmniej tak deklarował. Wielokrotnie opowiadał za to o fascynacji Premier League.
Tam nowego trenera prawie na pewno będzie potrzebował Manchester City – los Manuela Pellegriniego po kolejnej klęsce w Champions League i stracie już 12 punktów w tabeli Premier League do Chelsea jest już raczej przesądzony. Niemiec byłby dla „the Citizens” darem niebios. Mam za to wątpliwości czy wciąż aktualny mistrz Anglii byłby wymarzonym klubem dla Kloppa. Kilka razy wyrażał się krytycznie na temat klubów, działających w futbolu z pozycji siły finansowej, idących na łatwiznę, pogardzających pracą organiczną. Bayern, dokonujący kolejnych wrogich przejęć jego największych gwiazd przyrównał do Chińczyków, którzy „podpatrują jak coś robią inni i po prostu to kopiują, wkładając w to tylko większe pieniądze”.
Poza tym na Etihad zastałby szatnię wymagającą natychmiastowego odmłodzenia (City miało najstarszą kadrę w tej edycji Ligi Mistrzów – tylko dwóch piłkarzy ma mniej niż 30 lat). W dodatku musiałby kupować zawodników mogących zagwarantować natychmiastowy sukces. Nie miałby szansy odkryć kogoś takiego jak Kagawa czy wychować sobie na supergwiazdę jak Lewandowski. Nie dostałby czasu, bo szejkowie czekają na sukces już zbyt długo i wpompowali w w klub już ponad pół miliarda funtów.

Ale jeśli nie City to kto? U bukmacherów wysokie szanse mhttp://zarzadzanie.blog.pl/michalpol.blog.pl/wp-admin/post.php?post=2489&action=edita Arsenal. Klopp do „Kanonierów” pasowałby idealnie. Gdyby tylko Arsene Wenger „poszedł w dyrektory” przenosząc się do zarządu klubu i stamtąd wspierając Niemca, którego filozofia gry i prowadzenia drużyny są mu bardzo bliskie, co wielokrotnie podkreślał. Chwilowo jednak nic nie zapowiada takiego scenariusza, zwłaszcza, że Arsenal spisuje się w sezonie na tyle dobrze, że nikt nie domaga się odejścia Wengera. A Klopp szanuje „Kanonierów” właśnie i za podejście do wieloletniego menedżera. Z klubu dochodzą głosy, że Niemiec byłby idealnym następcą Francuza, ale za dwa lata… Tylko, że nowego sezonu heavy metal Kloppa będzie grał inny zespół, Arsenal zostanie przy koncercie na skrzypce…

Arsene Wenger i Juergen Klopp

Zostaw odpowiedź