Bliżej Ligi Mistrzów…

Człowiek musi sobie czasem obejrzeć Ligę Mistrzów z bliska. Gadanie o niej w studio NC + i wspólne oglądanie z podobnymi mi pasjonatami futbolu to coś wyjątkowego, ale od czas do czasu po prostu trzeba obejrzeć największych piłkarzy naszych czasów jak Messi, Suarez, Zlatan, Cristiano Ronaldo czy Robert Lewandowski z trybun. Stamtąd jak wiadomo zawsze widać i słychać więcej. A do tego jeszcze akredytacja dziennikarska pozwala przyjrzeć się całej tej wielkiej futbolowej machinie od kulis.

Akurat trafiła się okazja, żeby odwiedzić Paryż. Ostatni raz na Parc des Princes byłem, hen, aż na mundialu we Francji w 1998 na meczu o trzecie miejsce, w którym Chorwacja po golach Prosineckiego i Sukera pokonała Holandię. Długo nie przypuszczałem, że będę chciał kiedyś obejrzeć tu futbol klubowy, Paris St Germain nigdy nie stanowiło jakiegoś specjalnego magnesu. To się zmieniło po 2011 gdy nowym właścicielem klubu został fundusz Qatar Sports Investments pompując w drużynę setki milionów euro. Dziś trzon drużyny tworzą najlepsi zawodnicy świata jak Zlatan Ibrahimović, Edison Cavani, Thiago Silva, David Luiz, Ezequel Lavezzi czy Marco Verratti. Zobaczyć ich w konfrontacji z Barceloną, Leo Messim, Neymarem, Luisem Suarezem – sama radość. Zwłaszcza, że PSG ostro ostatnio stawiało się Barcy, dwa sezony temu na Parc des Princes padł remis 2:2, a tej edycji paryżanie wygrali po kapitalnym meczu 3:2.

Zlatanville Niestety wiadomo było, że Zlatan nie wystąpi z powodu niezasłużonej czerwonej kartki z Chelsea. A szkoda, bo być może byłaby to jedna z ostatnich okazji zobaczenia go na żywo: właśnie został skazany na czteromeczowe zawieszenie za słowa, że „jeszcze nie widział takiego arbitra w tym gów***nym kraju” i że „ten kraj nie zasługuje na PSG”. Prawdopodobnie po sezonie odejdzie jak nie do USA do do ligi angielskiej. Póki co Paryż to jego księstwo, prawdziwe Zlatanville. Spogląda tu niemal z każdej ulicy, każdego zakamarka metra. Na Champes Elysees można kupić nie tylko koszulkę z jego nazwiskiem, ale i pluszowe Zlatany. Co też skwapliwie uczyniłem.

Rożne są akredytacje, jedne uprawniają do wejścia tylko na trybunę dla prasy i do biura prasowego. Kolejne otwierają drogę również na konferencję prasową po meczu albo/lub do mix zony, gdzie można spróbować pogadać z zawodnikami po spotkaniu. Ja dostałem taką, która uprawniała do poruszania się… wszędzie:) Tam gdzie chciałem, po całym stadionie, oczywiście poza murawą. Na początek nie odmówiłem więc sobie wejścia na Parc des Princes po czerwonym dywanie, zarezerwowanym dla piłkarzy, podjeżdżających pod główne wejście autobusem. Od 18. czekał tu już na nich spory tłum, tworząc wokół dywanu szpaler jak w Hollywood podczas oskarowej ceremonii. Czerwony dywan wiódł schodami w dół aż do szatni.

Po zwiedzeniu zakamarków stadionu, strefy dla vipów, trybuny prasowej ze świetnym widokiem i biura prasowego poszedłem na murawę. Drogą na Berlin, czyli o tak:

Vine

Na Berlin, bo jak wiadomo tam odbędzie się tegoroczny finał. Wkrótce tą samą drogą podążyły obie drużyny na rozgrzewkę. Stanąłem przy linii bocznej, że napaść oczy słynną barcelońską gra w „dziada”, zwanej w Katalonii rondo, w której kilku facetów stojących w kole podaje do siebie piłkę, a dwóch wewnątrz stara się ja przejąć. Nigdy nie widziałem „dziada” rozgrywanego tak precyzyjnie, z taką dokładnością i szybkością jak w wykonaniu Katalończyków. Mam wrażenie, że inni, nawet ci najlepsi robią to dziesięć razy wolniej. Przyjemnie też było popatrzeć z bliska jak Messi z Neymarem podają do siebie piłkę przez 30 metrów, opanowując ją w powietrzu, żonglując i oddając, przy czym nie dotyka ona ziemi. O właśnie tak:

Vine 2

Z kolei trening piłkarzy PSG postanowiłem obejrzeć wspierając ich Zlatanem. Zdążyłem jeszcze szybko urządzić konkurs na Twitterze #zlatanzatweeta na wytypowanie wyniku i zaczął się mecz. Miejsca miałem w miarę blisko murawy i równo na linii pola karnego tej bramki, do której Suarez wbił w drugiej połowie oba cudowne gole, zakładając przy tym kanały Davidowi Luizowi, przez co Brazylijczyk natychmiast stał się bohaterem prześmiewczych memów. Sam Suarez wyjaśnił po meczu, że siatka nie była bynajmniej obliczona na ośmieszenie rywala. Po prostu nie miał innego wyjścia, tędy wiodła droga do bramki… Mimo bolesnej porażki 1:3 kibice PSG kibicowali do końca. Atmosfera w Paryżu świetna, chętnie wrócę, nawet jeśli odejdzie Zlatan…

UWAGA: KONKURS

No dobra, obejrzałem Lige Mistrzów po swojemu. Zawsze chciałbym aż tak z bliska. A teraz konkurs dla Was z bardzo ciekawą nagrodą. Konkurs fotograficzny. Pokażcie jaki jest Wasz pomysł na życie #poswojemu! Mogą to być np. fotki pokazujące jak i gdzie przeżywacie sportowe emocje, z Waszej ulubionej trybuny, z Waszej ulubionej dyscypliny. Tak naprawdę może być to jednak cokolwiek. Podzielcie się tym TUTAJ a nagroda będzie udział w niebanalnych warsztatach motywacyjnych z mistrzami świata #poswojemu – Jakubem Bączkiem i Stephanem Antigą! Nie sugeruję nikomu tematyki, ale ponieważ znalazłem się w jury zdjęcia sportowe są na propsie;)

Zostaw odpowiedź