#Justiciaparatopo

JusticiaParaTopoMam szczerą nadzieję, że członkowie Komisji Dyscyplinarnej UEFA, którzy 21 maja zajmą się „incydentem pozasportowym z udziałem trenera Bayernu Monachium, Pepa Guardioli” szybko rozejdą się do innych zajęć, nie wydając bezdusznego werdyktu, czym strzeliliby w stopę szacownej federacji. Rozumiem przeczulenie UEFA, by piłkarze czy trenerzy przy okazji meczów nie prowadzili agitacji politycznej, ani religijnej, nie prowokowali kibiców rywali czy po prostu nie prowadzili ordynarnej kampanii reklamowej dla swego sponsora – odsłaniając hasła, slogany czy hasztagi na koszulkach po strzelonych golach lub na konferencjach.

Guardiola nie agitował za niepodległością Katalonii, napis na jego koszulce nie głosił, że „Porto to stara k…”, nie reklamował na chama żadnej. Wchodząc na konferencję prasową przed rewanżowym meczem Ligi Mistrzów z FC Porto w czarnej koszulce z napisem #justiciaparatopo (sprawiedliwość dla Topo) upominał się o sprawiedliwe śledztwo, mające wyjaśnić śmierć znanego dziennikarza sportowego i swego znajomego, Jorge „El Topo” Lopeza. Jak napisała w podziękowaniu na Twitterze wdowa po dziennikarzu, Guardiola doskonale zdawał sobie sprawę, że ryzykuje karą, ale mimo to postanowił okazać solidarność. Gdy jeden z najwybitniejszych trenerów świata świadomie i na zimno łamie zasady, żeby przyciągnąć naszą uwagę na jakiś problem, warto się wsłuchać.

Jorge Lopez był doświadczonym i szanowanym dziennikarzem sportowym z Argentyny, pracującym również dla hiszpańskich mediów. Przydomek „Topo” (Kret) nadano mu 18 lat temu, ponieważ świetne newsy i tematy potrafił wydobyć wprost spod ziemi. Przyjaźnił się z wieloma osobistościami ze świata futbolu. Był korespondentem na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Brazylii. W nocy przed półfinałem Brazylia – Niemcy zginął w wypadku samochodowym w Sao Paolo w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. Wracał taksówką do hotelu, gdy o 1.30 nad ranem w jego samochód uderzył kradziony nissan, którym trójka nastolatków uciekała przed policyjnym pościgiem. 38-letni reporter wypadł na zewnątrz i zginął na miejscu. Trójce złodziei nic się nie stało.

JusticiaParaTopo„Topo” jechał do hotelu, w którym czekała na niego żona Veronica Brunati, dziennikarka „Marki”, która o śmierci męża dowiedziała się… z twitterowego wpisu poruszonego Diego Simeone, który żegnał przyjaciela. Odpisała trenerowi Atletico Madryt: „Nie. Diego nie pisz takich rzeczy. Proszę, niech ktoś do mnie zadzwoni”.

Dziś Brunati dziwi się, że sprawcy wypadku odpowiadają z wolnej stopy. Uważa, ze doszło do morderstwa. Spowodowanie wypadku to w Brazylii częsta metoda złodziei na zatrzymanie samochodu, by potem okraść rannych. W podobnych okolicznościach na drodze do Belo Horizonte zginęła dwójka innych argentyńskich dziennikarzy, a kolejnych dwóch trafiło do szpitala. Nie wiadomo też czy jakiś związek ze śmiercią „Topo” ma fakt, że wcześniej podczas turnieju został on wraz żoną ostrzelany przez nastoletniego sprawcę, jednak nie jednego z tych, którzy byli na miejscu wypadku.

Śmierć Lopeza wywołała wielkie poruszenie nie tylko w jego ojczyźnie. Kondolencje przesłała żonie piłkarza FIFA. Leo Messi, który z „Topo” znał się od 2004 roku zadedykował mu półfinałowe zwycięstwo z Holandią. „To zwycięstwo specjalnie dla ciebie, mój przyjacielu. Uściski dla całej rodziny i dużo sił” – napisał na Facebooku. Javier Mascherano przekazał rodzinie wpływ z wydanej po mundialu autobiografii. Z kartkami napisem #justiciaparatopo występowali w mediach m.in. Diego Maradona, ale i Urugwajczyk Diego Forlan. Nikomu nie przyszło do głowy protestować, kiedy w styczniu przed meczem Barcelona – Atletico Madryt obie drużyny ustawiły się na murawie do zdjęcia z banerem żądającym sprawiedliwego procesu.

JusticiaParaTopo

UEFA w swej dbałości o poprawność polityczną popada w co raz większe absurdy. Jak najbardziej rozumiem karę dla cwaniaczka Nicklasa Bendtnera, który po golu dla Danii na Euro 2012 bezczelnie uniósł koszulkę i opuścił spodenki, by odsłonić logo firmy bukmacherskiej. Ale karać Guardiolę? Dobrze, że Andres Iniesta wbił gola Holandii w finale mistrzostw świata w RPA, a nie na mistrzostwach Europy, bo pewnie trafiłby przed Komisję Dyscyplinarną UEFA za odsłonięcie pamiętnej koszulki „Dani Jarque: siempre con nosotros” (Dani Jarque: zawsze z nami) upamiętniając zmarłego kolegę z Espanyolu Barcelona. Czy i Kaka poniósłby dziś surową za wzruszający napis na koszulce „I Belong to Jesus” odsłaniany po wygranych finałach mundialu w 2002 roku i Ligi Mistrzów w 2007? Jeśli tak to futbolowe obyczaje schodzą na psy.

JusticiaParaTopo

5 komentarzy

  1. mateo3340

    7 maja 2015 at 00:16

    Poruszył Pan bardzo ciekawą i jednocześnie ważną kwestię. Miejmy nadzieję, że komisja nie wygłupi się i nie wyda ośmieszającego ich werdyktu.

  2. ~Myślący

    8 maja 2015 at 01:21

    Bo założenie koszulki albo trzymanie kartki z napisem komuś pomoże… Bądźmy dorośli 😉
    Tak samo śmieszne są ,,akcje charytatywne” w których tzw. celebryci zachęcają do oddawania komuś hasju.
    Skoro tak bardzo leży im na duszy los pokrzywdzonych przez los to niech wyłożą swoje fundusze i pomagają.
    Takie akcje to tylko ocieplanie wizerunku, które punktuje w rankingach rozpoznawalności u reklamodawców i sponsorów tychże celebrytów.
    Nikt nie odważy się tego głośno powiedzieć.

  3. ~polsport

    8 maja 2015 at 10:59

    @Myślący
    Ale gdyby nie ta akcja nikt nie pamiętałby o Jorge i walce jego rodziny. Czy zamiast stawać z kartkami z #justiciaparatopo mieli prowadzić własne śledztwo w Brazlii? To jak akcja Zlatana z imionami głodujących dzieci. Zarabia nieźle, ale sam jeden nie poprawi sytuacji 800 milionów, fanie, że zwraca uwagę świata na ich problem…

Zostaw odpowiedź