Gdyby Darek Dziekanowski… (konkurs)

Dziekan„Gdyby…” to słowo chyba najczęściej wypowiadane przez każdego kibica. Oczywiście obok przekleństw z radości lub wściekłości, gdy jego drużyna wygrywa lub przegrywa, te dominują raczej w trakcie meczu. Gdybanie zaczyna się po ostatnim gwizdku i przewija się podczas każdej kumplowskiej czy rodzinnej dyskusji. Od prostych „gdyby dołożył nogę…”, „gdyby rzucił się w prawo…”, „gdyby nie faulował…”, „gdyby sfaulował…”, „gdyby nie zagwizdał…” po ponadczasowe „gdyby Deyna strzelił Argentynie karnego…”, „gdyby Boniek zagrał z Włochami”, „gdyby ktoś się połapał, że Bereszyński nie może zagrać z Celtikiem…”

W czasach licealnych najczęściej gdybałem z kumplami na temat Darka Dziekanowskiego. To jego akcje, zagrania, strzały, ale też decyzje klubowe i życiowe rozkładaliśmy na czynniki pierwsze. Dla nas, warszawskich dzieciaków był idolem absolutnym. Chcieliśmy tak grać w piłkę, mieć prawo do „dychy” na koszulce, wyglądać jak on, mieć tak piękne samochody, takie dziewczyny i taki luz… Nie uczestniczyłem w podwórkowych kłótniach o to, kto będzie w meczu „Dziekanem” tylko dlatego, że stałem na bramce, ale jednego z kumpli do dziś nazywamy między sobą „Darkiem”, choć na imię ma zupełnie inaczej. Oglądaliśmy go zresztą nie tylko z trybun Legii, mieszkał w okolicach naszego liceum.

Fascynowała nas nie tylko jego boiskowa i pozaboiskowa bezczelność gościa, który zna swoją wartość. Identyfikowaliśmy się z nim, bo i nam zdarzało się oberwać na wakacjach za to, że jesteśmy z Warszawy (mi np. złamano nos w Augustowie – ekipa wpadła nas zlać podczas gry w piłkę, nadal jednak wracam tam z sentymentem). Jego – autora najgłośniejszego i największego transferu lat 80. – trener Bronisław Waligóra musiał przed każdym meczem Widzewa w Łodzi przez pół godziny przygotowywać psychicznie na starcie z rywalem, własną publicznością i… kolegami z drużyny. Szczególnie po słynnym wywiadzie, udzielonym Jerzemu Chromikowi, w którym stwierdził, że kiedy wjeżdża do Warszawy, to otwiera okno, by oddychać świeżym powietrzem…

Gdybaliśmy co by było gdyby od razu trafił do Legii, zamiast do Widzewa? Albo gdyby nie udzielił tego wywiadu. Co by było gdyby trener Antonii Piechniczek zabrał go na mundial do Hiszpanii, a miał już za sobą debiut w kadrze? Gdybaliśmy czemu z Janem Urbanem nie stworzył super-duetu na mundialu w Meksyku. Dlaczego w kluczowym meczu o mistrzostwo Polski z Górnikiem Zabrze Waldemar Matysik „nakrył go czapką”? Po pasjonującym dwumeczu Legii z Interem Mediolan gdybaliśmy czy tworzyłby dobry duet z Karlem-Heinzem Rummenigge albo Alessandro Altobellim. Po jego golu dającym Polsce wygraną 1:0 z Włochami byliśmy pewni, że gdyby odszedł zagranicę, rzuciłby cały świat do swych stóp. Gdybaliśmy która liga najbardziej by mu pasowała, włoska czy raczej angielska. Szkockiej nie braliśmy pod uwagę, stąd późniejsze gdybanie a gdyby jednak zamiast Celtiku – Liverpoolu…

Lata minęły a nam wciąż zdarza się gdybać, czemu zawodnik o takim talencie i takich umiejętnościach nie zrobił kariery na miarę swego potencjału. Czy to wina jego samego, tego samego zamiłowania do futbolu co do „wina, kobiet i śpiewu” zamiast pełnej koncentracji na pierwszym? Czy też trenerów na których trafiał, drużyn w których grał i twardej rzeczywistości późnego PRL?

Ta „gdybologia” odżyła po lekturze jego autobiografii „Dziekan”, która właśnie trafia do księgarń, bowiem wcale nie daje odpowiedzi na wszystkie pytań, ale mnoży kolejne. Na przykład co by było gdy Dziekanowski w 1987 roku uciekł z Polski do RFN? Opisuje, że w Pradze, gdzie reprezentacja rozgrywała mecz z Czechosłowacją, przed hotelem stał już samochód, do którego wystarczyło wskoczyć, żeby zostać gwiazdą Bayeru Leverkusen z kontraktem na milion marek za sezon. Trener Erich Ribbeck i słynny dyrektor sportowy „Aptekarzy”, Rainer Calmund długo próbowali przeprowadzić transfer legalnie. Tego drugiego nie zraziło nawet to, że podczas negocjacji w pokoju pułkownika Lasoty na Łazienkowskiej złamało się pod nim krzesło, wyrżną głową o kasę pancerną i stracił przytomność. Po ocuceniu nie zmienił zdania i w końcu podstawił pod Dziekanowskiego samochód.

Ucieczka zapewne oznaczałby dożywotnią dyskwalifikację z reprezentacji Polski. Ale pewnie tylko do wyborów w 1989 roku, choć kto mógł to wówczas wiedzieć. Czy gdyby Dziekanowski trafił do Bundesligi w odpowiednim wieku, zrobiłby w europejskim futbolu karierę na miarę Roberta Lewandowskiego?

Podczas wieczoru autorskiego tuż przed rozpoczęciem meczu Barcelona – Bayern Monachium o Dziekanowskim opowiadali wszyscy jego najważniejsi trenerzy: Bogusław Hajdas, który prowadził go w Gwardii, Henryk Apostel z którym wspólnie dwukrotnie zdobyli wicemistrzostwo Europy do lat 18, Andrzej Strejlau, który prowadził go w Legii, Bronisław Waligóra i Antoni Piechniczek. Każdy z nich w swoim czasie zachwycał się jego talentem, zdolnościami, klasą i miał poczucie kontaktu z zawodnikiem o jakim trener marzy, żeby spotkać go na swojej drodze. Którego talent za chwilę eksploduje. Ale każdego na swój sposób zawiódł. W „Dziekanie” Dziekan szczerze wyznaje niektóre grzechy i winy. Zapewne nie wszystkie rzeczy – tylko podczas wieczoru autorskie usłyszałem dwie „straszne” historie na jego temat.

Czy powinien narzekać, że urodził się za wcześnie? Czy gdyby miał agenta z prawdziwego zdarzenia jak każdy z dzisiejszych piłkarzy, ten odrzuciłby w autoryzacji pamiętny wywiad, wymógł na Legii wcześniejszą zgodę na transfer i przede wszystkim uchronił przed popełnieniem kilku pozaboiskowych błędów? Możemy tylko gdybać…

 KONKURS: Gdyby Dziekan…

Mam dla Was książki z autografem „Dziekana” do wygrania, zadanie jest bardzo proste: rozwińcie w komentarzu: „Gdyby Darek Dziekanowski… to…”

Dzekanowski i Wdowczyk w Celticu

14 komentarzy

  1. ~Adam

    8 maja 2015 at 14:50

    Gdyby Darek Dziekanowski nie grał w piłkę nożną prawdopodobnie żyłbym w małej mieścinie, bez perektyw do dziś. Siła chęci zobaczenia piłkarskiego idola z dzieciństwa była tak duża, że przeniosłem się dla niego do stolicy. Dziś po kilkudziesięciu latach uważam, że była to jedna z najlepszych moich decyzji życiowych. A bramkę z Bałtykiem Gdynia zapamiętam do końca życia. Podobnie jak tę strzeloną aktualnym wtedy mistrzom świata.

  2. ~Maniek

    8 maja 2015 at 16:44

    Gdyby Darek Dziekanowski rozwinął swój prawdziwy talent mielibyśmy postać legendarna. Przesada? Skądże. Do dziś postacie takie jak: Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk, czy obecnie Robert Lewandowski są szanowane nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim na świecie. Dziekan również mógłby być tak wspominany, ale niestety, możemy tylko pogdybać… Tylko nieliczne osoby w Glasgow i Bristol o nim pamiętają. Na zawsze będzie wspominany jako ten który zmarnował swój talent. No ale gdyby… Szkoda.

  3. ~santamaradona

    8 maja 2015 at 18:32

    Gdyby Darek Dziekanowski pojechał na Mundial’82 i zagrał w półfinale przeciwko Włochom, to na pierwsze zwycięstwo z Niemcami nie musielibyśmy czekać kolejnych 32 lat…

  4. ~Marek Wasiński

    8 maja 2015 at 18:51

    Gdyby Darek Dziekanowski był bramkarze, to rywale i tak wkręciliby się w murawę!

  5. ~Rafał

    9 maja 2015 at 11:54

    Gdyby Darek Dziekanowski wykorzystał w pełni swój talent, to mimo tego, że osiągnął dużo, mógłby zostać nawet najbardziej utytułowanym oraz najbardziej rozpoznawalnym polskim kopaczem. Niestety, mimo tego, że wcale w futbolu nie osiągnął, wiele razy notowany jest w kategorii nieoszlifowany diament 🙂

    1. ~Rafał

      9 maja 2015 at 20:53

      Gdyby Darek Dziekanowski wykorzystał w pełni swój talent, to mimo tego, że osiągnął dużo, mógłby zostać nawet najbardziej utytułowanym oraz najbardziej rozpoznawalnym polskim kopaczem. Niestety, mimo tego, że wcale w futbolu nie osiągnął mało, wiele razy notowany jest w kategorii nieoszlifowany diament 🙂

  6. ~lech

    9 maja 2015 at 11:56

    Gdyby Pan Darek tylko chciał tak od serca, byłby w tamtych czasach najlepszym piłkarzem z europy. Jego bajeczna technika nijak ma sie do futbolu wyspiarskiego powinien wybrac Hiszpanie i byłby krolem ale i ta szapo ba i czapki z głow dla niego wielu dzisiejszych pseudo piłkarzy nie zrobi z piłka co on nawet dzisiaj by dał rade pozdrawiam

  7. ~Grzegorz Czempiński

    9 maja 2015 at 13:53

    Uwielbiam historie alternatywne.”Co by było ,gdyby…”?Gdyby to ZSRR uderzył na III Rzeszę w 1941?W jakiej Polsce żylibyśmy dzisiaj?Gdyby John F.Kennedy nie zginął w Dallas?Jak byłby ukształtowany geopolityczny obraz świata?Gdyby Kurt Cobain żył nadal?Z jakim rodzajem muzyki mielibyśmy do czynienia dzisiaj?A w świecie futbolu?Polskiego kibica piłki kopanej najbardziej zajmuje odpowiedź na pytanie „Gdyby Darek Dziekanowski w latach 80-tych zdecydował się na transfer do SerieA,najznakomitszej,najbogatszej i najpopularniejszej ligi na Starym Kontynencie to dzisiaj mielibyśmy powazny dylemat z wyborem najlepszego polskiego piłkarza ubiegłego stulecia”…Albo raczej pytanie powinno brzmieć co by było gdyby reżim komunistyczny w Polsce uchylił furtkę i pozwolił „Dziekanowi”pisać polską historię we Włoszech?Może z Nim w składzie Pescara poszłaby śladami Hellasu Werona i została najbardziej nieoczekiwanym mistrzem Italii,a Dziekanowski zostałby Hansem-Peterem Briegelem albo Prebenem Elkjaerem Larsenem Pescary?Włoski klub tylko przez dwa sezony występował na pierwszoligowych boiskach. W sezonie 1988-89 spadł do Serie B. Może gdyby w jego barwach grał admirowany przez Włochów Polak, udałoby się utrzymać w elicie?A do historii calcio ale i polskiego futbolu przeszłyby pojedynki Zibiego w barwach Romy z „DZiekanem”w barwach Pescary?A może dobre występy uruchomiłyby „efekt lawiny” i Darek trafiłby np.do wielkiego Milanu Silvio Berlusconiego???Niestety,nigdy się tego juz nie dowiemy…

  8. ~polsport

    10 maja 2015 at 10:25

    Serdecznie gratuluję wygranej @Grzegorz Czempiński!

    sam uwielbiam historie alternatywne, nie tylko piłkarskie. Też pomyślałem po Cobainie zwłaszcza że dopiero co obejrzałem Montage of Heck (aż tak bardzo mnie nie zachwycił, choć kilka scen mocnych). Sam zastanawiam się co by było, gdyby Roman Polański nie musiał uciekać z USA (czyli z Hollywood) ileż fantastycznych filmów by powstało, ile Oskarów by dostał…

    Poproszę o adres na mejla michal.pol@przegladsportowy.pl Książka jest z autografem:)

  9. ~mateo

    11 maja 2015 at 21:24

    Zapowiada się bardzo interesująca książka. Obowiązkowa lektura dla wszystkich kibiców futbolu.

    Zapraszam na wpis mojego bloga, gdzie przedstawiłem, gdzie graja obecnie piłkarze z polskiej kadry u20 z MŚ w Montrealu.

  10. ~Andrzej

    28 maja 2016 at 18:05

    Gdyby Darek mniej pił…….

Zostaw odpowiedź