Odyseja i Eneida, czyli najlepsza Barcelona w historii?

Messi and  Guardiola, Messi and EnriqueDoskonale wiem jak nieprzewidywalny, niesprawiedliwy i sprzeczny z logiką potrafi być futbol, za co go zresztą tak bardzo kochamy. Jak mawiał Leo Beenhakker, który nim w minionym tygodniu przeszedł na emeryturę po 50 latach pracy trenerskiej „piłka nożna to nie matematyka, tu dwa plus dwa rzadko równa się cztery, raczej przeważnie równa się trzy albo pięć”. Każdy z nas mógłby sypać przykładami jak z rękawa: Liverpool kontra AC Milan w finale Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku, którego 10. rocznicę właśnie obchodzimy, Chelsea pokonująca w niesamowitych okolicznościach Bayern w finale w Monachium w 2012, Polska wygrywająca pierwszy mecz w historii z Niemcami, koronowanymi na mistrzów świata trzy miesiące wcześniej, Sepp Blatter, który podaje się do dymisji cztery dni po wyborze na szefa FIFA na piątą kadencję…

A jednak choć dobrze wiem, że „mecze wygrywa się na boisku, a nie na papierze”, moja piłkarska wyobraźnia nie pozwala mi wyobrazić sobie innego scenariusza w sobotę na Stadionie Olimpijskim w Berlinie jak pewne zwycięstwo Barcelony z Juventusem Turyn, pieczętujące zdobycie drugiej w historii katalońskiego klubu „potrójnej korony”. Tę pierwszą wywalczyła w 2009 roku Barca Pepa Guardioli, w jego debiutanckim sezonie, teraz szansę na jej zdobycie w swoim pierwszym sezonie na Camp Nou ma Luis Enrique. Barcę Guardioli niemal cały świat zgodnie okrzyknął nie tylko najlepszą drużyną w historii klubu, ale wręcz w historii futbolu. Drużyna Enrique góruje nad tamtym zespołem niemal we wszystkich statystykach, czy triumf w Berlinie automatycznie ustawi więc ją na piedestale?

Barca1Myślę, że to będą pytania, które świat zacznie sobie stawiać zadawać po ostatnim gwizdku. Czyje zasługi są większe? Guardioli, który wymyślił, wdrożył i doprowadził do perfekcji porywającą tłumy tiki-takę, znajdując dla niej idealnych wykonawców w postaci Xaviego i Iniesty, a Leo Messi w jego drużynie uformował się na najlepszego piłkarza świata (to u niego Argentyńczyk po raz pierwszy – w wygranym 6:2 meczu z Realem Madryt – zagrał jako „fałszywa dziewiątka”)?

Czy Enrique, który (tylko lub aż) zreformował tiki-takę, przejrzaną już przez trenerów jak Jose Mourinho, naprawiając wypaczenia, wpajając drużynie umiejętność gry z kontry, czynią ja bardziej bezwzględną i nieprzewidywalną? Uzupełniając luki po gwiazdach, które odeszły jak Carles Puyol lub wyblakły jak Xavi i Iniesta czy reaktywując takich piłkarzy jak Gerard Pique? Przede wszystkim jednak natchnął na nowo Messiego, który z różnych powodów przygasł u kolejnych następców Guardioli. Sprawiając, że tercet M-S-N, Messi, Suarez, Neymar stał się najskuteczniejszym atakiem w historii futbolu, zdobywając w sezonie (póki co) 119 goli. Przy czym „trzej tenorzy” zupełnie ze są nie rywalizują, bo Brazylijczyk z Urugwajczykiem uznają, że liderem jest Messi.

Bez wątpienia statystyki przemawiają za Barcą AD 2015. Porażający jest procent zwycięskich spotkań: 83 dziś przy 68 procentach w 2009 roku. Obecna drużyna nie tylko zdobyła w całym sezonie 18 goli więcej niż zespół Guardioli, ale i mniej bramek straciła – 17. Sam Messi zdobył o 20 goli więcej (58) niż sześć lat temu (38).

Enrique w chwili obejmowania Barcelony wiele łączyło z Guardiolą. Obaj byli wychowankami klubu, obaj przygodę trenerską zaczynali w Barcelonie B, obaj obejmowali pierwszą drużynę w kryzysie, a przynajmniej po tym jak w poprzednim sezonie nie zdobyła żadnego trofeum. Obaj wzbudzali na początku wątpliwości kibiców: Guardiola gdy jego Barca zdobyła tylko jeden punkt w pierwszych meczach, Enrique gdy w styczniu media już go prawie zwolniły.

Guardiola i Luis EnriqueWydaje się jednak, że presja oczekiwań wobec Enrique była o niebo większa niż wobec Guardioli, a jego zadanie znacznie trudniejsze. Nie tylko dlatego, że obejmował zespół dopiero co najlepszy w historii, pełen największych gwiazd światowego futbolu, ale sfrustrowanych niepowodzeniami na wszystkich frontach. Ale także z powodu kryzysowych okoliczności w jakich działał: na Barcę nałożono zakaz transferowy, prezesów ciągano po sądach za pokrętne transfery, z klubu zwolniono dyrektora sportowego Andoniego Zubizarettę; długo nie mógł sięgnąć po Suareza, Messiemu z Neymarem sen z powiek spędzały podatkowe kłopoty ojców itd… A mimo to w pierwszych 50 meczach z Barceloną osiągnął historyczną liczbę zwycięstw (42) bijąc nie tylko Guardiolę (37) ale i Helenio Herrerę (40.)

Czy to sprawia, że sukcesy Barcy z 2015 roku są więcej warte i bardziej godne podziwu niż te z 2009? Czy wolno stawiać wyżej Enrique, który ulepszył koncepcję stworzoną przez Guardiolę? Dylemat jak z „Eneidą” Wergiliusza, napisaną na rozkaz Cesarza Augusta, by dowieść boskiego pochodzenia Rzymian. Opisując tułaczkę Eneasza w poszukiwaniu nowej ojczyzny po upadku Troi, Wergiliusz musiał mierzyć się z „Odyseją” wielkiego Homera, będącą wydawało się niedościgłym wzorcem. Jego Eneasz „płynął krok w krok za Odyseuszem”, spotykając tych samych bohaterów i przeżywając podobne przygody. A jednak poeta potrafił znaleźć rozwiązania przebijające te z pierwowzoru. Podam jeden przykład: u Homera podczas turnieju strzeleckiego u Feaków Odyseusz posyła strzałę poprzez otwory odpowiednio ustawionych siekier, a potem trafia nią w „dziesiątkę”, rozłupując na pół strzałę, którą ktoś wcześniej umieścił w środku tarczy. Triumf nie do przebicia? W „Eneidzie” strzała wypuszczona przez przyszłego Rzymianina zapłonęła w locie, „z długim lecąc warkoczem, spowijając niebo iskrami niczym gwiazdy”, przemieniając zwykły turniej strzelecki w proroctwo przyszłej wielkiej chwały…

Eneida

3 komentarze

  1. ~blazejdaw

    5 czerwca 2015 at 11:50

    Wydaję mi się, że Enrique nie jest wychowankiem Barcelony, tylko Sportingu Gijon.

  2. ~mateo

    5 czerwca 2015 at 22:58

    Tylko wielka forma Buffona może odebrać tytuł Barcelonie. Zapraszam na mojego bloga.

  3. ~PutaBarca

    6 czerwca 2015 at 01:19

    Luis Enrique to zdrajca, po kilku latach w Realu przeszedł do Barcelony.

Zostaw odpowiedź