Transferowy zawrót głowy: Szczęsny, Pazdan, Kuba, Ramos

Co prawda okno transferowe w europejskim futbolu uchyliło się dopiero w środę, ale tak naprawdę już od dawna trwa letnie szaleństwo wzmocnień (i osłabień), które tak kochają (gdy przychodzi gwiazda) lub nienawidzą (gdy gwiazdę zabiera mocniejszy) kibice.

Jedni jak Lech Poznań błyskawicznie, niemalże w tydzień skompletowali skład na nowy sezon, inni miotają się w panice, a przez media codziennie przelatują kolejne nazwiska: Roberto Firmino? Już go zgarnął Liverpool. Nathaniel Clyne? Też go dopadł Brendan Rodgers, który jeszcze w czerwcu podpisał kontrakty z sześcioma piłkarzami. Sergio Ramos? Nie chce go puścić Real Madryt. Na pytania o Garetha Bale’a, Cristiano Ronaldo i Rafaela Varane’a nawet nie odpowiada. Paul Pogba? Za nic nie wróci na Old Trafford. Thomas Mueller? Bayern chce 60 milionów euro, bo to mistrz świata. Harry Kane? Tottenham chce 60 mln ale funtów, bo to… Anglik. Dobrze, że chociaż zostaje David De Gea… De Gea: trenerze, musimy porozmawiać… – to opis popularnego mema o transferowej miotaninie Louisa van Gaala i Manchesteru United.

Jak co roku mamy odyseje transferowe, ciągnącą się tygodniami i szokujące zmiany barw. Dopiero co bulwersował Frank Lampard, ikona Chelsea przechodząc via Nowy Jork do Manchesteru City, tracąc prawdopodobnie szansę na pomnik przed Stamford Bridge. Dziś z „The Blues” odchodzi kolejny współtwórca wszystkich sukcesów od 2004, Petr Cech, który przeniósł się do lokalnego rywala. Nie dziwi mnie, że trener Arsenalu postanowił wykorzystać taką okazję i wyłożyć na czołowego bramkarza świata 11 mln funtów, mimo że David Ospina ma za sobą tak udany sezon. Dziwi mnie za to postawa Wojtka Szczęsnego, który witając Cecha na Facebooku przedstawił się w roli jego ucznia, a nie rywala. Mam nadzieję, że to tylko kurtuazja i dobre wychowanie.

Nie dziwi mnie, że Michał Pazdan wybrał Legię Warszawa, mimo ofert z klubów Bundesligi nie czekając na konkrety. Dla mnie to żaden strach przed podjęciem wyzwania, ani jak napisał w felietonie dla „Przeglądu” Dariusz Dziekanowski „chorobliwie niska samoocena Pazdana” ale racjonalna kalkulacja. Przychodzi do klubu, który zaliczył ogromne rozczarowanie, może nie jako zbawca, ale zdecydowanie wzmocnienie. Ma za sobą najlepszą rundę w karierze, wybrano go najlepszym obrońcą sezonu Ekstraklasy i kupiono aż za 700 tysięcy euro, co jest drugim najwyższym transferem między polskimi klubami, a więc wszelkie przesłanki, żeby stać się tu gwiazdą. Co bardzo mu się przyda w walce o miejsce w kadrze Polski na Euro 2016. Euro 2008 zaliczył bez ani jednej minuty gry, za rok może być podstawowym piłkarzem drużyny Adama Nawałki. A wówczas okazja przejścia do Bundesligi na pewno znów się pojawi.

Kosecki w SandhausenDziwi mnie za to decyzja Kuby Koseckiego, który zgodził się na wypożyczenie z Legii do SV Sandhausen, 12. drużyny ostatniego sezonu 2.Bundesligi. Nie pojmuję jego motywacji. To prawda, że ostatni sezon był dla niego fatalny, regularnie grzał ławę, więc zmiana klubu była logiczna. Ale dlaczego nie chciał odbudować się w Lechii Gdańsk, klubie z aspiracjami co najmniej na europejskie puchary, pięknym stadionem i niezłymi kolegami?

Dlaczego wybrał piłkarską prowincję? Przyznaję ze wstydem, że nazwę jego niemieckiego klubu usłyszałem po raz pierwszy. Gdyby jeszcze chodziło o klub z bogatą historią i aspiracjami na powrót do Bundesligi jak Kaiserslautern, TSV 1860 Monachium czy FC Nuernberg, ale Sandhausen nigdy nie grał w najwyższej klasie rozgrywek.

Dwa sezony temu walnie przyczynił się do zdobycia przez Legię mistrzostwa Polski, imponując na boisku zadziornością i nieustępliwością, co go na chwilę zaprowadziło aż do reprezentacji. Czy tym razem zabrakło mu nieustępliwości? Tłumaczę sobie, że pewnie koniecznie chciał wyjechać z Polski, mając dość internetowego hejtu swojej osoby, stylu życia, ubioru itp. Może uznał, że w Niemczech szybciej wróci z stron lajfstajlowych na sportowe?

 

Póki co na najciekawszą odyseję wyrasta przejście Sergio Ramosa z Realu do MU, zwłaszcza, że zależy od niego kolejny wielki transfer – przejście Davida de Gei w drugą stronę. Jedni widzą w tym brudną grę pazernego gwiazdora o podwyższenie kontraktu, drudzy frustrację niedocenianego piłkarza, który czuje się wypychany z klubu.

Dlaczego lider defensywy Realu od 10 lat, prawdopodobny kapitan po odejściu Ikera Casillasa, bez którego nie zdobyłby wyśnionej „Decimy”, czyli 10. Pucharu Europy, chce odchodzić z klubu? Ramos zarabia 6 mln euro rocznie, na Old Trafford oferują mu 12. Od Realu chciałby podwyżkę. Nie zaraz taką jak Cristiano Ronaldo, który zarabia czterokrotnie więcej, ale 10 mln euro jak Bale czy Karim Benzema. Na to nie chce się zgodzić prezes Florentino Perez. Prezes najbogatszego klubu świata oferuje Ramosowi 7 mln, tłumacząc, że tamci mają więcej, bo i klub więcej na nich zarabia z praw marketingowych. Jest to ten sam argument, który w swoim czasie usłyszał w Borussii Dortmund Robert Lewandowski, gdy czując się równie istotnym zawodnikiem dla klubu co Marco Reus czy Mario Goetze chciał mieć podobne zarobki. Władze BVB bardzo boleśnie żałowały później swej nieustępliwej postawy, nie mam wątpliwości, że i Perez pożałuje bardzo szybko.

Tymczasem transferowe zamieszanie dopiero się rozkręci. W środę UEFA uchyliła sankcje nałożone na Paris Saint-Germain za złamanie przepisów Finansowego Fair Play. Arabscy właściciele mistrza Francji nie ogranicza już limit 60 mln euro. Będą mogli wydać tyle ile chcą, i nic ich przed tym nie zatrzyma…

Sergio Ramos

30 komentarzy

  1. ~Kosa w pole

    3 lipca 2015 at 13:15

    Kosecki nie ma ambicji. Szkoda na niego stawiać.

    1. ~maka

      3 lipca 2015 at 14:54

      Ambicje ambicjami, ale lepszy klub musi najpierw zawodnika chcieć, zanim on do niego przejdzie. Szczerzę wątpię, by sztab szkoleniowy prowincji nad prowincjami, czyli Lechii Gdańsk, był w czymkolwiek lepszy od sztabu szkoleniowego zespołu drugiej ligi niemieckiej. Nie wydaje mi się, by chociaż połowa polskiej ekstraklasy dała radę utrzymać się w 2. Bundeslidze.

      1. ~Stefan

        3 lipca 2015 at 17:51

        Gdansk prowincją buraku?

        1. ~LOL

          4 lipca 2015 at 01:30

          Nie przeszkadzaj mu w konsumpcji słoików 😛

      2. ~polsport

        4 lipca 2015 at 13:09

        @maka
        W ubiegłym sezonie sam odradzałbym Kubie Lechię – pamiętacie szaleństwo transferowe. Ale w tym – myślę, że powalczy z Legią i Lechem o mistrzostwo. Gdańsk – super miasto. Jak by mu dobrze poszło, może przypomniałby sobie o nim Nawałka? A już na pewno miałby co do udowodnienia Bergowi i Legii. A w 2.Bundeslidze: sam skazuje się na wygnanie i zapomnienie… Mi go szkoda.

  2. ~Karol

    3 lipca 2015 at 13:58

    Pierwszy raz usłyszał Pan o SV Sandhausen? A wystarczy po każdym weekendzie jedynie rzucić okiem na wyniki zaplecza bądź co bądź jednej z najlepszych lig na świecie. Tak właśnie wyobrażałem sobie pracę redaktora sportowego. Ja, jako zwykły kibic (to może jednak nie taki zwykły?) bez problemu wymienię przynajmniej połowę drużyn grających w 3. Bundeslidze a już na pewno jestem osłuchany/oczytany w nazwach pozostałych. Oczywiście nie twierdzę że wyżej wymieniony klub to top ligi i nie bronię decyzji Koseckiego, bo uważam ją za nieprzemyślaną i podjęta „na siłę” lub pod wpływem jakiś nie do końca znanych nacisków. Razi mnie jedynie przyznawanie się do braku wiedzy, która powinna sięgać troszkę głębiej niż tylko do górnej połówki tabel najsilniejszych lig.

    Pozdrawiam.

    1. ~Ginola

      4 lipca 2015 at 01:34

      Sandhausen jeszcze w sezonie 2006-2007 grało w piątej lidze (Oberliga Baden-Württemberg), więc nie przesadzaj, że dziennikarz musi ogarniać wszystko.

    2. ~polsport

      4 lipca 2015 at 13:11

      Często rzucałem okiem na tabelę 2. Bundsligi patrząc kto ma szanse na awans i jak idzie znanym niedyś firmom jak Kaiserslautern czy Karsruhe SC (kiedyś jak przyjechali do Polski na mecz z GKS Katowice zrobiłem wywiad z Thomasem Hasslerem). Sorry ale Sandhausen jakoś omijałem wzrokiem…

  3. ~mel

    3 lipca 2015 at 14:37

    Szczęsny jak na razie może pochwalić się zdobyciem „jedynie” FA Cup. Więc jak miał powitać Cecha jeśli nie z pozycji ucznia? Teoretycznie będą rywalami do miejsca w bramce ale sportowo a mentalnie jeszcze bardziej Wojtek nie dorasta Cechowi do pięt.

    1. ~Ginola

      4 lipca 2015 at 01:39

      Poprawka do Twojej wypowiedzi – Szczęsny ma również medale za FA Cup 2013-2014 i za Tarczę Dobroczynności 2014-2015 😉

      Ale mimo tego daleko mu do Kuszczaka, który pomimo roli rezerwowego w ManU, ma pokaźny dorobek medalowy: wygraną w Lidze Mistrzów, wygrane Klubowe Mistrzostwo Świata, 4 mistrzostwa Anglii, 2 Puchary Ligi, 3 Tarcze Dobroczynności.

  4. ~mel

    3 lipca 2015 at 14:38

    Szczęsny jak na razie może pochwalić się zdobyciem „jedynie” FA Cup więc jak miał powitać Cecha jeśli nie z pozycji ucznia? Teoretycznie będą rywalami do miejsca w bramce ale sportowo a mentalnie jeszcze bardziej Wojtek nie dorasta Cechowi do pięt.

  5. ~isle

    3 lipca 2015 at 15:20

    Niestety ale Szczęsny jest na straconej pozycji jeżeli chodzi o grę w tym sezonie w Arsenalu. Zostaje mu CC lub FA. Ciężko znaleźć atrybuty przemawiające za tym, żeby był bramkarzem nr 1. Czech popełnia mniej głupich błędów, nie jest głośno o nim w gazetach, nie podpada trenerowi a do tego jest światowej klasy bramkarzem. Dla mnie jedynym atutem Szczęsnego jest paszport, ale dla niektórych może być to za mało.

  6. ~bogi

    3 lipca 2015 at 15:27

    Nie spodziewałbym się, że Michał Pol nie słyszał o klubie Sandhausen. Może miałem zbyt idealistyczne wyobrażenie warsztatu dziennikarza sportowego, jednak znajomość 2. Bundesligi uważam za podstawę wiedzy eksperta specjalizującego się w piłce nożnej, zwłaszcza u kogoś uchodzącego za autorytet w swej dziedzinie.

    1. ~Ginola

      4 lipca 2015 at 01:41

      Sandhausen jeszcze w sezonie 2006-2007 grało w piątej lidze (Oberliga Baden-Württemberg), więc nie przesadzaj, że dziennikarz musi ogarniać wszystko.

  7. ~antyfag

    3 lipca 2015 at 15:56

    tak to już jest z kobietami…. ciężko je zrozumieć….

  8. ~mw

    3 lipca 2015 at 16:05

    wybacz Pan ale gdzie 1860 ma aspiracje?Fakt Monachium jest niebieskie,ale z aspiracjami i zawirowaniami wokół TSV to inna bajka,na osobną opowieść.pozdrawiam z Bawarii
    p.s. Kosecka ubiera się w damskim dziale

  9. ~listonosz

    3 lipca 2015 at 16:23

    Bez względu na okoliczności oraz opinie wszelakie uważam, że ten piłkarz w poważnym stopniu został zaszczuty i zmuszony do „schowanie się” poza granicami kraju. Dobrze zrobił, że nie wybrał Lechii, bo dalej internetowi krwiożercy by się nad nim pastwili. Nawet gdyby miał sukcesy i grał świetnie. Mamy to w polskich genach, aby człowiekowi dowalić, wyładować swoje frustracje i niepowodzeniach w sumie na człowieku, którego nie znamy, a jeśli tak, to z tv i prasy. Polacy – topory i noże w dłoń!

    1. ~polsport

      4 lipca 2015 at 13:15

      Zgadzam się, że został zaszczuty, a raczej spadł na niego wielki hejt, który znając odrobinę social media można było przewidzieć. Szkoda, że dał pożywkę. Kiedy ubierał się kontrowersyjnie ale ciągnął Legię w walce o tytuł nikt nie gadał o stroju i tatuażach. W tym sezonie zostały tylko kontrowersje niestety, więc powinien był troszkę odpuścić…

  10. ~Olek

    3 lipca 2015 at 16:43

    Dziwna decyzja. Rambo Kosa nie chciał iść do Jagi? Bał się, że mu wtłuką za akcje po meczu w Warszawie? http://pilka—nozna.blogspot.com

  11. ~stefan

    3 lipca 2015 at 17:11

    a ja nie rozumiem Twojej fryzury Michale…

  12. ~aldo

    3 lipca 2015 at 18:19

    no panie Pol to widać że słabo się pan znasz na piłce jak nie interesujesz się zapleczem Bundesligi,aspiracje Lechii skończą się na aspiracjach a Kosecki to średnia krajowa naszych boisk więc ten wyjazd może mu tylko pomóc w triumfalnym powrocie chociaż ma utrudnione zadanie,sędziowie nie będą tak przychylni i tatuś nie pomoże więc czas aby J.Kosecki pokazał co naprawdę jest wart

  13. ~diablo paker

    3 lipca 2015 at 18:34

    A ja myślę,że każdy ma prawo czasem zrobić krok w tył,aby pózniej zrobić trzy do przodu i myślę,że Koseckiemu zrobi dobrze gra w 2 bundeslidze,to,że się wstawił za kobietą szacun…jedna tylko sprawa mnie mierzi…ta bluzka damska ubrana przez niego na meczu z jagą…co to miało być Kuba…zlituj się chłopaku.

    1. ~polsport

      4 lipca 2015 at 13:16

      @diablo paker
      Tylko, że to są ze trzy kroki wstecz, jeśli nie więcej, a nie jeden :/

  14. ~A jak!

    3 lipca 2015 at 19:11

    Bzdury! Mlody Kosa robi bardzo dobrze. Zmienia klub, gdzie wiecej czasu spedza sie na Twitterze, FB, w mediach, i u fryzjera, na klub gdzie bedzie mogsl spokojnie pracowac i odbudowac forme. A jesli ktos mysli ze do wielkiej pilki blizej z Legii niz z drugiej Bundesligi to ma trociny w glowie! A Pazdan popelnia blad i tyle. Kto temu czlowieku zasugerowal ze on pasuje do Legii??? Jak on bedzie zel nakladal? Na lysa pale? Ale powaznie, jesli bylo zainteresowanie z Niemiec to trzeba bylo isc. Moze zdecydowaly wzgledy pozasportowe (blizej do rodziny, niechec do zycia na obczyznie) ale na pewno dobrze na tym pilkarsko nie wyjdzie.

  15. ~kris

    3 lipca 2015 at 19:53

    niech idzie do tch niemiec co nie bede musial go ogladac bo do kadry i tak jest za slaby

  16. ~enzo

    3 lipca 2015 at 20:54

    pewnie olcia chlebicka mu tak kazala zeby wiecek akski bylo bo jak nie znajdzie sobie bogatszego sponsora

  17. ~Zk

    4 lipca 2015 at 00:58

    Ciekawy komentarz tzn. dobrze podane, nawet większość zapamiętane w pierwszym i ostatnim czytaniu :).
    Zaczynam regularnie czytać 🙂 adres list 🙂

  18. ~Ginola

    4 lipca 2015 at 01:28

    Sandhausen – niecałe 15 tys. mieszkańców a stadion na 12100 widzów 😀

    Tak wygląda: https://goo.gl/maps/Ze0aR

Zostaw odpowiedź