Sprawa Casillasa, czyli jak ładnie pożegnać legendę

Iker CasillasRozklejony Iker Casillas podczas konferencji prasowej, samotnie odczytujący przez łzy krótki komunikat o odejściu z „klubu, który dał mu wszystko”, w którym grał od dziewiątego roku życia i zdobył przez 25 lat aż 18 trofeów to jeden z najsmutniejszych obrazków piłkarskich jakie widziałem w życiu. Zapadnie mi w pamięć na długo podobnie jak łzy Paolo Maldiniego, którego podczas ostatniej rundy wokół San Siro w 2009 roku żegnały gwizdy części fanów „rossonerich”. Wówczas stadion był przynajmniej pełny i część kibiców pożegnała legendę tak jak przystało.

Jeszcze smutniejszy był widok Casillasa machającego dzień później do pustych trybun na Santiago Bernabeu, na naprędce zainicjowanej ceremonii, gdy na Real spadła już lawina krytyki mediów i kibiców z całego świata, że pożegnanie legendy zamienił w żenującą farsę. Internauci w bezlitosnych memach pokazali m.in. że godniejsze pożegnanie dostał nie tylko np. Jerzy Dudek ale nawet… wieloletni kierowca autobusu Barcelony. Okoliczności odejścia Casillasa z Realu, kuchennymi drzwiami raziły szczególnie w kontraście do tego w jak wzruszającym ale i szampańskim stylu z Barcą rozstała się legenda równa bramkarzowi „królewskich” – Xavi, któremu na Camp Nou towarzyszył niemal komplet publiczności.

pożegnanie Xaviego na Camp NouDziś już wiadomo, że nie cała wina leży po stronie władz Realu. To Casillas chciał jak najskromniejszego pożegnania. Odrzucił wszelkie pomysły hucznej fety z udziałem kibiców. Obecności prezesa klubu, Florentino Péreza u swego boku nie chciał nawet na konferencji prasowej. Wiadomo też że za kulisami toczyła się twarda walka o pieniądze i to kto je będzie płacił Casillasowi w nowym klubie.

Perez żegnając i wychwalając „najlepszego bramkarza w historii Realu” następnego dnia na Bernabeu, a w odpowiedzi na krytyków tłumaczył, że Iker opuszcza klub na własne życzenie. Nikt z Realu nie naciskał go, żeby odszedł. Wręcz przeciwnie, wszyscy w klubie z prezesem na czele chcieli, żeby zakończył karierę w Madrycie. Wreszcie padły też należne słowa na cześć klubowej legendy, której „zastąpienie będzie niemożliwe, bo nie będzie drugiego bramkarza, który przyjdzie do klubu w wieku 9 lat i będzie tu przez kolejnych 25”. Oraz zapowiedź, że Casillas dostanie mecz pożegnalny – 12 sierpnia podczas Trofeo Santiago Bernabeu.

Tu pojawia się pytanie jak i kiedy żegnać się właściwie z legendami klubu, jego symbolami, wychowankami skrajnie lojalnymi w merkantylnym do bólu świecie, których droga z akademii młodzieżowej, przez rezerwy po największe sukcesy z pierwszą drużyną stanowi wielką inspirację dla młodych zawodników i kibiców, a dla klubu największy powód do chwały?

W idealnym świecie kończyliby karierę tam gdzie ją zaczynali, jak wspomniany Maldini, Carles Puyol, Paul Scholes czy zapewne wkrótce Francesco Totti. Być może od razu wchodząc do sztabu trenerskiego zespołu jak Ryan Giggs. Niestety nie żyjemy w idealnym świecie. Co zrobić z legendami, które zaczynają klubowi ciążyć, ale nie chcą jeszcze zawiesić butów na kołku?

W ostatnich trzech sezonach wciąż był czołowym bramkarzem świata, ale starzał się brzydko. Co raz częściej przydarzały mu się wpadki i gorsze mecze. Co raz częściej Real wygrywał nie dzięki niemu, ale mimo. Jak choćby w wygranym finale Ligi Mistrzów z Atletico. Inna rzecz, że to co uchodzi w innych klubach – wszak i Gianluigi Buffon popełnił błąd w przegranym z Barcą ostatnim finale Champions League, to jednak nie spadł na niego hej i gwizdy ze strony własnych kibiców – to nie na Bernabeu. José Mourinho odesłał go w swoim czasie na ławkę rezerwowych przecież nie po to, by osłabić własną drużynę. Rola rezerwowego wyraźnie Casillasowi nie służyła, dla jego własnego dobra i Realu może więc lepiej, że odszedł do FC Porto?

W idealnym świecie kibice nie musieliby oglądać swoich legend w koszulkach innych klubów. Trudno przecież jedna zakazać im gry, skoro jeszcze mają siły i ochoty. Pół biedy gdy legenda odchodzi na luksusową emeryturę do ligi katarskiej jak Xavi, australijskiej jak Alessandro del Piero czy nawet amerykańskiej MLS jak Steven Gerrad, Frank Lampard i Andrea Pirlo. Niby dalej są i grają, ale znikają fanom z radaru, jakby niczym Frodo odeszli do mitycznej krainy Elfów. O och występach media donoszą z rzadka…

Co innego jednak, gdy pchani ambicją walki o istotne trofea zostają w Europie – co godne pochwały – wówczas nie tylko kibice widzą dawną gwiazdę na co dzień, jeśli nie w jej nowej lidze to w Lidze Mistrzów. Widok Raula w koszulce Schalke 04 przyprawiał o szok nie tylko fanów Realu. Podobnie będzie zapewne w przypadku Casillasa.

Dostało mi się na Twitterze gdy skomentowałem, że przenosi się na piłkarską prowincję. Przecież to dwukrotny zdobywca Pucharu Europy, w ostatnich sezonach zdobył więcej trofeów niż Real – wytykano mi. Przepraszam, ale dwa Pucharu Europy zdobył i Nottingham Forest, czy transfer do byłego klubu Radka Majewskiego to także miałaby być dla Casillasa nobilitacja?

Choć sama mama Ikera nazwała Porto „klubem trzecioligowym” nie chcę wcale umniejszać znaczenia 30-krotnych mistrzów Portugalii, bo szanuję ich, zwłaszcza za kreowanie gwiazd i sprzedawanie ich za ciężkie pieniądze. Po prostu na palcach jednej ręki można policzyć kluby, do których przejście z Realu nie byłoby dla gwiazdy „królewskich” degradacją – nie było dla Xabiego Alonso przejście do Bayernu Monachium – a już zwłaszcza takiej legendy jaką był „Święty Iker”.

Iker Casillas i puste trybuny Santiago Bernabeu

38 komentarzy

  1. ~wojciech krzyżaniak

    23 lipca 2015 at 13:48

    Coraz pisze się razem, co „praktykujący ” dziennikarz raczej powinien wiedzieć.

    1. ~Adam

      23 lipca 2015 at 14:02

      I za to właśnie kocham Internet. Niemal na pewno pod każdym tekstem znajdzie się jakiś „prof. Miodek”, który wypomni autorowi KARYGODNY błąd, w żaden sposób nie odnosząc się do wartości merytorycznej tekstu, nie rozpoczynając jakiejkolwiek wartościowej dyskusji… Przynajmniej przez chwilę można zagłuszyć własne kompleksy – wszak oto ja, JA znalazłem „orta” u znanego dziennikarza sportowego. To JA powinienem być na jego miejscu, czego niestety nikt w Urzędzie Pracy nie chce zauważyć.

      1. ~ii

        23 lipca 2015 at 14:09

        i ma rację- kto ma umiec pisać???? jak nie redaktorek!!!

        1. ~sarek

          23 lipca 2015 at 14:44

          Gdybyście przeczytali co Michał Pol pisze o sobie to może byście i nie wytykali mu błędów… Wiem, że nie będzie chciało Wam się tego poszukać więc zacytuję: „Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są przecież piłkarze, którzy nie potrafią strzelać karnych… „

          1. ~ez

            23 lipca 2015 at 15:40

            No niby są. Ale jak nie strzelą karnego to co? Wszyscy się z nich śmieją i tak.
            Więc dla świętego spokoju powinni się nauczyć strzelać te karne. Bo za to im płacą i tego wymaga gawiedź.

            Oraz po prostu rzetelność w wykonywaniu swojego zawodu.

          2. ~Zbulwersowany

            23 lipca 2015 at 18:02

            Przepraszam bardzo. A czy Pan Michał nie ma dostępu do internetu kiedy piszę artykuł? Ja też wiele razy nie wiem jak napisać dane słowo, ale żyjemy w takich czasach, gdzie już nawet słownik ortograficzny nie jest potrzebny. Wystarczy wpisać dane słowo w przeglądarkę i już wiemy czy popełniliśmy błąd czy nie. Ile to trwa? Maksymalnie 4 sekundy (otwarcie nowej karty, wpisanie słowa, sprawdzenie i powrót do pisania artykuły) także Pana Michała nie usprawiedliwia żadna dysleksja. Nie ma czegoś takiego jak dysleksja. Jest jedynie lenistwo.

        2. ~bart

          23 lipca 2015 at 14:46

          przecież informuje chłop, że ma dyslekcję i prosi żeby nie wytykać mu błędów… ale ortograficzni naziści i tak muszą się wykazać.

          1. ~Wini

            23 lipca 2015 at 15:21

            Ciekawe, czy ktoś wsiadłby np. do samolotu, gdzie, przy wejściu jest informacja:
            „Podczas startu i lądowania mogą wystąpić problemy. Ponieważ pilot jest niewidomy, zawczasu o tym informujemy i prosimy nie mieć pretensji w przypadku ewentualnej katastrofy”.

      2. ~hejhej

        23 lipca 2015 at 15:01

        Rozumiem, że w ogóle nie można nikogo krytykować, bo zawsze krytykę można obrócić w argument „masz kompleksy i sam nie zrobisz lepiej”?

        Błąd ortograficzny u dziennikarza świadczy o tym, że może lepiej wykonywać swoją pracę. Jeżeli kierowca cieżarówki jeździ niezgodnie z przepisami, to też nie wolno tego stwierdzić, bo „nieuzasadniona krytyka”?

        1. ~Magdalena

          23 lipca 2015 at 16:18

          ja pieprzę, co za naród poorany… zawsze musi być ktoś na NIE. ciężko odpuścić i uśmiechnąć się pod nosem. to nie egzamin maturalny z polskiego, poród czy inne wydarzenie które zmienia resztę życia lub nie… to po prostu zwykły artykuł a wy weźcie wyluzujcie z tymi porównaniami z dupy, nie bądźcie już tacy ciągle spięci i darujcie człowiekowi potknięcie, chodzące IDEAŁY.

          1. ~hejhej

            24 lipca 2015 at 15:43

            Pomiędzy wytknięciem błędu, a zrobieniem afery jest jeszcze spora rozpiętość. Wojtek spokojnie stwierdził, że tekście jest ort, słusznie zauważył, że dziennikarzowi nie powinien się przydarzyć, a za to został zjechany, że ma kompleksy. No litości…

        2. ~Piotr

          23 lipca 2015 at 16:40

          Nie, ten mężczyzna nie może pracy wykonywać lepiej. Jeśli ma dysleksję, należy stwierdzić, że słusznie stwierdzoną. Dysleksja dotyczy 3-5% populacji, ale jednak.

          1. ~hejhej

            24 lipca 2015 at 15:40

            Oczywiście, że może. Choćby korzystając ze słownika.

      3. ~Z.B.

        23 lipca 2015 at 15:22

        No, cóż… Błędy się zdarzają, choć akurat w przypadku dziennikarza, to wstydliwa wpadka.
        Ale pisanie tragikomicznej i agresywnej tyrady, broniącej taki stan rzeczy i opieranie jej na jakiejś absolutnie szczeniackiej ‚psychoanalizie’, zbudowanej najwyraźniej na własnych kompleksach, to już nic innego, jak pokaz naprawdę żenującej głupoty.

      4. ~Piotr

        23 lipca 2015 at 16:44

        Ziomuś, najpierw przeczytaj tekst o nim i jego końcówkę cytuję „Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są przecież piłkarze, którzy nie potrafią strzelać karnych… „

    2. ~polsport

      23 lipca 2015 at 21:36

      W opisie autora uprzedzam, że jestem dyslektykiem więc oddalam twoją uwagę :p

  2. ~Zz

    23 lipca 2015 at 13:56

    A ty Wojtku jedyne co możesz wnieść do dyskusji to docinka w stronę dziennikarza 😉 … pewnie z zazdrości … lepiej było nic nie pisać 🙂

  3. ~polak

    23 lipca 2015 at 13:59

    „nie było dla Xabiego Alonso przejście do Bayernu” – Bayern to nie „trzecioligowe” Porto … nie pisz chłopie bzdur

    1. ~kozi

      23 lipca 2015 at 14:18

      Warto nauczyć się czytać ze zrozumieniem 😉

    2. ~STRAMIK

      23 lipca 2015 at 14:36

      Czytaj ze zrozumieniem, przecież autor napisał, że w tym wypadku to nie była degradacja. To jest ten jeden z nielicznych przypadków.

  4. ~Marek

    23 lipca 2015 at 14:34

    Pełna zgoda z Adamem. A jeśli być tak do bólu szczegółowym, to większość polonistów (ja nim nie jestem) Wojciechu powie Ci, że wszelkie słowa pisze się łącznie lub rozłącznie, a nie „razem”, jeśli już tak chcesz być świętszy od papieża.

  5. ~frodo

    23 lipca 2015 at 14:51

    nie frodo tylko bilbo

    1. ~ykhm

      23 lipca 2015 at 15:21

      Tej, Frodo również odpłyną do Nieśmiertelnych Krain, więc redaktor rzucił dobrym porównaniem.

      1. ~xyz

        23 lipca 2015 at 15:47

        Odpłynął, Pyro.

  6. ~wesoły romek

    23 lipca 2015 at 14:53

    gender działa – posraniec !!!

  7. ~noja

    23 lipca 2015 at 15:57

    Idealny świat… Przez 14 lat kibicowania wierzyłam przynajmniej w idealny związek piłkarza z klubem. Słuchałam, jak to nigdy nie odejdzie, jak to nie wyobraża sobie reprezentować innej drużyny. A teraz biega sobie po amerykańskich murawach i zadowolony zgarnia kasę, z którą i tak pewnie nie wie, co robić. Załzawiłam się widząc tę ckliwą konferencję Casillasa, bo trudno nie łzawić, kiedy facet się rozkleja. Ale od tamtego momentu przestał dla mnie istnieć. Legenda, świetny bramkarz itd., serio…? Legenda nie zdradza. Legenda szanuje lojalność bardziej od pieniędzy.

    W takich momentach zawsze myślę o tym, jak bardzo potrzebne są mądre żony piłkarzy. Kiedyś czytałam wywiad z Jamie Carragherem, w którym powiedział, że żona dała mu ultimatum – albo po zakończeniu kariery w LFC przejdzie na emeryturę, albo składa papiery rozwodowe, bo nie ma takiej opcji, żeby grał w innym klubie. No tak, ale nie przypominam sobie, żebym w ogóle widziała panią Carragher lansującą się przy mężu. Chyba w ogóle jej nie widziałam. (Zupełnie, jakby lojalność męża wobec klubu ceniła bardziej od $$).

    W moim idealnym świecie zmiana klubu nie byłaby taka łatwa, o ile w ogóle byłaby możliwa. Panom piłkarzom poprzewracało się w d…ach i nie zauważają, że reprezentowanie klubu to zaszczyt, a nie po prostu praca. I nie przemawiają do mnie odejścia z powodu słabych wyników, chęci rozwijania się i inne bla bla bla. Kibice nie dostają za to kasy, a są na dobre i na złe, więc jakim prawem piłkarzom płaci się miliony, a ci jeszcze mają problem z lojalnością…? W moim idealnym świecie taki np. Zlatan Ibrahimović odsiadywałby dożywocie. Co z tego, że dobrze gra, skoro pewnie sam ma problem z określeniem, w jakiej aktualnie gra drużynie?

    Tak, musiałam dać upust swojej frustracji. Aczkolwiek, oczywiście, kluby też maja problem z lojalnością, więc moja wypowiedź odnosi się nie do samych zawodników, ale do wszystkich, którzy z lojalnością mają problemy. Tak, w moim idealnym świecie brak lojalności zdecydowanie byłby karalny.

    1. ~Piotr

      23 lipca 2015 at 16:44

      Bla-bla… Jasne…. I tak o każdym piłkarzu… Jak to nie praca?! A jak pracują? Chęć rozwijania się do Ciebie nie przemawia? A co, mają się NIE rozwijać? Toż to głupota! Nie wolno porównywać zmiany klubu do zdrady małżeńskiej. Nie dajmy się zwariować! Jakim prawem płaci się miliony? Jeśli piłkarze się starają (wiem, akurat w Polsce bywa z tym różnie), to zupełnie normalnym. Sam zagraj, jeśli jesteś takim ideałem.

    2. ~polsport

      23 lipca 2015 at 21:39

      Nie wiedziałem o pani Carragher – musiała być wielką fanką Liverpoolu, zwykle żony i dziewczyny piłkarza kierują się atrakcyjnością miasta vide pani Beckham: po Manchesterze – Madryt, Los Angeles, Mediolan, Paryż…

    3. ~polsport

      23 lipca 2015 at 21:42

      @noja

      Nie wiedziałem o Pani Carragher – szacun – musiała być wielką fanką Liverpoolu. Zwykle dziewczyny i żony piłkarza kierują się atrakcyjnością miasta vide Pani Beckhamowa: po Manchesterze – Madryt, Los Angeles, Mediolan, Paryż. Pani Tevez też namawiała męża na ucieczkę z Manchesteru.
      Wszyscy nie mogą być lojalni, tym piękniejsze przypadki Tottiego czy Giggsa…

  8. ~dP

    23 lipca 2015 at 16:24

    Gra o ciężkie pieniądze…
    Real wypuścił za darmo (bez odstępnego z kontraktu) piłkarza, który miał jeszcze dwuletnią umowę z klubem.
    Oprócz tego, że nie wziął za niego ani centa, wypłacił jeszcze grubą część wynagrodzenia za kolejne dwa lata (bagatela ok. 20 mln EUR).
    To, że Iker wybrał sam taką formę odejścia z klubu – to tylko i wyłącznie jego decyzja. A właściwie trzeba by napisać, że jego wina…
    Jak widać nie było łatwo pogodzić się z faktem, że forma już nie ta co 4-5 lat temu.
    Tak jak i nie jest łatwo pogodzić się z takim odejściem. Bez jakiejkolwiek klasy z marną łzawą konferencją prasową trwającą 8 minut…
    Legendy odchodzą tak jak same tego chcą. Iker odszedł jak odszedł.

  9. ~Zbig

    23 lipca 2015 at 16:26

    ” Niby dalej są i grają, ale znikają fanom z radaru, jakby niczym Frodo odeszli do mitycznej krainy Elfów. O och występach media donoszą z rzadka”
    Debile z Polski obudzcie sie. Na ostatnim meczu Los Angeles Galaxy bylo
    94 000 widzow a niedawno zakonczone mistrzostwach swiata kobiet
    w Kanadzie ogladalo ponad 1,5 miliona widzow. O takiej frekfencji w
    Polsce mozecie sobie pomarzyc. Jestescie zazdrosni i glupi

    1. ~polsport

      23 lipca 2015 at 21:43

      Bo to był mecz z Barceloną, mówię o tym że mało kogo w Europie obchodzi MLS i rywalizacja Galaxy z Red Bullami etc

  10. ~na emerytura

    23 lipca 2015 at 16:32

    jak ja odchodziłem z kopalni po 25 latach pracy pod ziemią to było podobnie.

  11. ~fc-porto.pl

    23 lipca 2015 at 16:39

    FC Porto jest bardzo dobrym klubem, ale występuje w lidze, która nie jest konkurencyjna dla hiszpańskiej, włoskiej itd. Nazwanie Porto klubem trzecioligowym to duży nietakt. Warto dodać, że mama Ikera przeprosiła ze tę niefortunną wypowiedź i życzyła synowi sukcesów w nowym klubie.

  12. ~Herarld

    24 lipca 2015 at 10:25

    Bycie piłkarzem jest również ciężka pracą. Płacimy za efekty i wymagamy ciągłego rozwoju.

Zostaw odpowiedź