Niemcy – Polska: Zagrajcie to jeszcze raz!

Przegląd SportowyCzego można życzyć piłkarzom reprezentacji Polski udającym się na wyjazdowy mecz z mistrzami świata, Niemcami, których pokonaliśmy raz jeden w całej naszej futbolowej historii? Których czeka mecz na Stadionie Leśnym we Frankfurcie, gdzie jednego z największych rozczarowań polskiej piłki i zadry sprawiającej, że do dziś gdybamy „gdyby nie ta woda, gdyby w normalnych warunkach…” Na szczęście dziś więcej gdybaj Niemcy: „gdyby na Stadionie Narodowym Karim Bellarabi lepiej przymierzył…, gdyby Manuel Neuer szybciej wystartował do piłki…” Jedyne moje życzenie do kadrowiczów Adama Nawałki brzmi: zagrajcie to jeszcze raz, panowie! Skoro już raz udało się wam „oszukać przeznaczenie” – jak to ujął w transmisji Mateusz Borek – dlaczego ma się nie udać ponownie?

Ta kadra już nam udowodniła, że zagra z tą samą determinacją co w pierwszym wygranym spotkaniu. Jej symbolem była dla mnie heroiczna postawa Kamila Glika. Nie widzę powodów, żeby jej miało zabraknąć we Frankfurcie. Podobnie z wiarą w zwycięstwo. Wypowiedzi Sebastiana Mili, Kamila Grosickiego, Grzegorza Krychowiaka czy Sławomira Peszki brzmią wręcz aż nazbyt buńczucznie. To nie tradycyjne „rywale są takimi samymi ludźmi jak my” czy, że w „futbolu nie ma rzeczy niemożliwych”, robiące dobrą minę do złej gry. Im się już raz udało i są liderami tabeli. Wiedzą, że to Niemcy muszą, nawet w dwójnasób, żeby ratować pozycję w tabeli i zmazać klęskę warszawską. Polacy tylko mogą. To ogromna przewaga psychiczna, którą polskiej drużynie dane było przezywać gdzieś, hen, w latach 80.

Jest też w kadrze ten sam luz co przed pierwszym spotkaniem z Niemcami. Wówczas zdumiał mnie bardzo. Pamiętacie jak wygłupy Krychowiaka i Wojtka Szczęsnego, wówczas jeszcze pewnego pozycji numer 1 w drużynie. Pierwszy na konferencji prasowej absurdalnie wplatał w wypowiedzi nazwiska byłych piłkarzy, a bramkarz Arsenalu mało nie spadł ze śmiechu pod stół. Przypomniała mi się wówczas scena w „Wściekłych psów” Quentina Tarantino, kiedy uczestnicy skoku na jubilera kłócili się o kolorowe pseudonimy. Żarty przerwał im herszt bandy, Joe Cabot, przytaczając historię o trzech smutnych facetach w więzieniu, którzy zastanawiają się jak tu trafili i wspominają, że przecież podczas planowania było tak wesoło i zabawnie. Bałem się w podobnych nastrojach będziemy po spotkaniu. Że do zawodników nie dociera stawka spotkania i ogrom czekającego ich wyzwania. Okazało się jednak, że cały ten luz i wygłupy były wyrazem nie paraliżującej rangą rywala głupawką, ale świetnej atmosfery panującej w drużynie, zaufania do trenera i siebie nawzajem.

Joe CabotDziś, choć kilku piłkarzy zmieniło kluby, zmieniła się też nieco hierarchia w drużynie, atmosfera w obozie kadry nadal jest świetna, a wiara piłkarzy w samych siebie jeszcze bardziej okrzepła. Znów rechotali na konferencji prasowej, gdy lekarz opisywał pech Karola Linettego.

Zgoda na luz to nie jedyna różnica między Nawałką, a Joe Cabotem. Co prawda u obu panuje zasada „my way or highway” (pomysł mój albo… żaden), ale tylko w przypadku trenera wszystkie jego pomysły okazywały się strzałem w „dziesiątkę”. Wypalały wszystkie jego eksperymenty i to on w przeciwieństwie do amerykańskiego gangstera, lepiej umiał dobrać wykonawców swojego planu. Co postawił na człowieka, ten okazywał się idealny do wykonania roboty – Arkadiusz Milik (wówczas jeszcze rezerwowy Ajaksu), ligowiec Sebastian Mila czy Krzysztof Mączyński.

Dlatego nie przeraża mnie dziś, że Nawałka zamierza zagrać z Niemcami w zupełnie nowym ustawieniu, w jakim jeszcze w tych eliminacjach nie graliśmy. Niech się tym przejmują Niemcy, a nie my. Normalnie zadrżałbym na wieść, że obok Krychowiaka w środku pola mają zagrać Mączyński. Ale pamiętam, z jakim obawami przyjąłem pomysł by w pierwszym meczu wyjść na Niemców dwoma napastnikami. To co nie tylko mnie wydawało mi się brawurą i szaleństwem, okazało się spójną strategią, przemyślaną podczas obserwacji drużyny Joachima Loewa na mundialu w Brazylii. Spodziewałem się dwóch silnych defensywnych pomocników i Tomasza Jodłowca jako partnera Krychowiaka, ale siedzę cicho. Nawałka ma plan, pomysł jest jego i już.

Oczywiście żeby zagrać z Niemcami drugi raz tak samo i osiągnąć podobny rezultat potrzebna nam będzie kupa szczęścia tych samych rozmiarów co na Narodowym. Dziś rywalom wywietrzał już kac po świętowaniu mistrzostwa świata, który sporo nam pomógł. Już się oswoili z brakiem Philipa Lahma, Pera Mertesackera czy Mirosława Klose. W Warszawie Loew miał do dyspozycji tylko 15 z 23 mistrzów świata. Tym razem z gwiazd podstawowego składu zabraknie tylko Marco Reusa, co nie oznacza, że Niemcy nie mają swoich problemów. Na środku obrony do formy wrócił Mats Hummels, ale za to kiepsko rozpoczął sezon dobry znajomy Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium, Jérome Boateng. Mario Goetze jest rezerwowym w Bayernie, a Bastian Schweinsteiger w Manchesterze United, z kontuzją kolana dotarł na zgrupowanie Mesut Özil.

To nie czyni jeszcze z Polaków faworytów. Wiadomo, że Niemcy rzucą się na nas od samego początku, bo po prostu nie mogą inaczej. Musimy wytrzymać napór i szukać szansy w kontrataku, co bardzo nam odpowiada. Spróbujmy zagrać jeszcze raz to samo. Jak wiadomo z „Rejsu” Polacy lubią tylko te piosenki, które już kiedyś słyszeli…

https://www.youtube.com/watch?v=evgLVaQXCYM

4 komentarze

  1. ~Ginola

    4 września 2015 at 23:07

    Powtórzę to raz jeszcze – po bzdurnej reformie Platiniego i powiększeniu finałów Mistrzostw Europy do 24 uczestników, sens grania eliminacji jest coraz mniejszy.
    UEFA ma 54 członków, w tym leszczy do bicia jak Gibraltar, Andora czy San Marino. Odejmując jeszcze gospodarzy (teraz akurat to Francja – przypadek panie Platini?) to nie zakwalifikować się na finały ME2016 to po prostu wstyd.
    Oczywiście w Polsce odtrąbi się mega/hiper/super sukces, że reprezentacja awansowała do finałów…

  2. ~bamb0l

    15 września 2015 at 16:22

    Witam, Panie Michale, piszę pracę z językoznawstwa o anachronizmach i zmianach jakie zaszły w języku dziennikarskim odnośnie piłki nożnej na przestrzeni 100 lat. Czy pomógłby Pan odnośnie literatury? archiwalne artykuły itp. pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź