Gesty i słowa, czyli o Kubie i Pique

Lewandowski i Kuba Błasczykowski, Pique, puchar Ligi Mistrzów i cygaroGest piłkarzy reprezentacji Polski, a zwłaszcza jej kapitana, Roberta Lewandowskiego wobec Kuby Błaszczykowskiego – targanego problemami zdrowotnymi, spadkiem formy i przymusową zmianą klubu, był tak kapitalny i wyjątkowy, że warto poświęcić mu jeszcze trochę czasu i miejsca. Mecze eliminacyjne do Euro 2016 począwszy od tego sensacyjnie wygranego z Niemcami, pokazały dobitnie, że piłkarze Adama Nawałki stanowią prawdziwą drużynę. Gest wobec byłego kapitana w meczu z Gibraltarem, że ta drużyna ma kręgosłup moralny i duszę. Przywrócił wiarę w futbol i w zanikające w sporcie Fair Play. Sprawił, że kibice mają prawo czuć dumę z reprezentacji nie tylko z powodu stylu zwycięstw (czy nawet porażek jak ta z Niemcami) i wspierają ją jeszcze bardziej.

Oddanie wykonania karnego Błaszczykowskiemu przez Lewandowskiego po konsultacji z Kamilem Grosickim nie było ani gestem błahym ani oczywistym. To prawda, że Polska wysoko prowadziła i samo wykorzystanie karnego nie miałoby żadnego wpływu na wynik meczu. Kuba ani nie był w czwórce wyznaczonych do „jedenastki” (co potwierdził na konferencji prasowej selekcjoner), ani specjalnie sobie na to nie zasłużył – w tym akurat spotkaniu jego gra pozostawiała wiele do życzenia. Zdobywając karnego po faulu na sobie Lewy skompletowałby hat-tricka – to zawsze miłe jak w świat pójdzie taka wiadomość – i jeszcze bardziej umocnił na prowadzeniu w klasyfikacji najlepszych strzelców eliminacji. Wolał jednak, żeby dawny kolega z Borussii dostał okazję do przełamania się. Gratulowała mu cała drużyna, nawet Łukasz Fabiański przybiegł z odległej bramki.

Jak przyznał Lewandowski, intencją jego i kolegów piłkarzy było właśnie to, żeby pierwszy gol w kadrze po dwóch latach dał Kubie kopa pewności siebie. Nie chodziło zapewne wyłącznie o empatię, choć każdemu musiało być przykro patrząc jak Kuba został „wygnany” ze swego ukochanego Dortmundu bez prawa pożegnania się z kibicami. Po prostu dobry, pewny siebie, a nie zdołowany Błaszczykowski bardzo przyda się reprezentacji w kluczowych meczach o awans ze Szkocją i Irlandią. A może i będzie miał odrobinę łatwiejsze wejście do składu Fiorentiny.

Gest tym istotniejszy, że kończy wieloletnie spekulacje na temat niechęci byłych partnerów z Borussii. Jeśli nawet obaj piłkarze nie przyjaźnią się w życiu prywatnym i nie spędzają wspólnie wakacji, na boisku nie ma to żadnego znaczenia. Drużyna to jedność a jej dobro jest najważniejsze. Koniec obaw, że odebranie opaski kapitana Błaszczykowskiemu i jego ambicje rozsadzą zespół od środka i popsują co raz lepszą atmosferę. Nic bardziej mylnego.

Bez znaczenia okazały się także pretensje Kuby do Nawałki, które piłkarz przemycił w swej głośnej autobiografii. Owszem, strata opaski na rzecz Lewandowskiego, a zwłaszcza jej okoliczności i złamane obietnice tkwią jak zadra w sercu Kuby. Daleko mu jednak o obrażania się na selekcjonera i karanie za drużyny, jak w przypadku Eugena Polańskiego.

Kuba schował swoje urazy do kieszeni, a kadrowicze okazali mu wsparcie w trudnych chwilach, udowadniając, że jest integralną częścią drużyny i jest jej bardzo potrzebny. Dla tak ambitnego zawodnika jak Błaszczykowski z pewnością ma to kolosalne znaczenie. I choć nigdy nie zagrał w kadrze na pół gwizdka, zrobi wszystko, żeby doprowadzić się do formy godnej reprezentacji.

Polska - Gibraltar 8:1Miłe, że taki właśnie gest „biało-czerwonych” odnotowały zachodnie, zwłaszcza niemieckie media, podczas gdy piłkarski świat śledzi konflikt wewnętrzny w reprezentacji Hiszpanii. Tam kibice mistrzów Europy masowo wygwizdują Gerarda Pique, który zachowuje się nie jak obrońca FC Barcelona, ale ultras katalońskiego klubu, deklarując przy każdej okazji wrogość do Realu Madryt. Hiszpańska Federacja Piłkarska zmuszona była przenieść towarzyski mecz z Anglią z Madrytu do Alicante, ponieważ na Santiago Bernabeu kibice gwizdaliby na Pique zamiast wspierać drużynę.

Wydawałoby się, że takim wypadku piłkarze kadry jak jeden mąż stają za kolegą, przekonując może nawet wbrew sobie, że co innego reprezentacja, a co innego klub. Nic z tych rzeczy. Kapitan „La Roja” Sergio Ramos zdystansował się od kolegi z defensywy. Zarzucił mu rywalizacja, że Realu z Barceloną zaślepia go i wezwał, żeby wziął odpowiedzialność za swoje czyny. – Bez względu na swoje poglądy musisz myśleć o tym, co dobre dla drużyny narodowej. Nie możesz tworzyć kontrowersji, które niszczą grupę od środka – stwierdził Ramos.

I trudno mu się dziwić. Gdyby poparł Pique, wyszedłby na idiotę, obrońca Barcy na czwartkowej konferencji ogłosił bowiem, że zawsze życzy porażek Realowi, gwizdy na Bernabeu to dla niego symfonia i nie wycofa się z tego. Kibice Hiszpanii mogą tylko ubolewać, że ani w kadrze ani w reprezentacji nie ma już Carlesa Puyola, który spacyfikowałby młodszego kolegę i przypomniałby mu jest respekt dla rywala. My cieszmy się, że pod względem atmosfery w zespole Hiszpanie mogą sobie stawiać reprezentację Polski za wzór.

4 komentarze

  1. ~Ginola

    17 września 2015 at 10:42

    Panie Michale, może coś o tolerowanej przez sędziów brutalności w Lidze Mistrzów?
    Wynik meczu PSV – ManUtd został wypaczony przez sędziego, który powinien wyrzucić Moreno i podyktować karnego. Potem ten sam Moreno strzela bramkę dla PSV…
    Suarez kopie Szczęsnego trzymającego piłkę, łamie mu palec, a sędziowie nic…
    Słusznie powiedział w studiu Canal+/TVN7 G.Mielcarski – po co tych sędziów jest 5-6, skoro nie reagują na tak ewidentne przewinienia?

Zostaw odpowiedź