Niedopuszczalne fałszowanie Neymara czyli FIFA w oparach poprawności

Opaska Neymara ocenzurowanaPowiedzieć, że FIFA nie ma ostatnio najlepszego PR’u, to nie powiedzieć nic. O tytuł organizacji sportowej z najbardziej zszarganym wizerunkiem w 2015 roku może rywalizować chyba tylko z władzami światowej lekkoatletyki, kryjącymi dopingowiczów za łapówki. Wydawało się, że do wyborów nowego szefa FIFA pod koniec lutego nie wstrząsną już nami żadne skandale, oprócz rutynowych aresztowań kolejnych działaczy i ich ekstradycji do USA czy spektakularnych rozstań z firmą (po Seppie Blaterze i Michelu Platinim zawieszonymi na osiem lat w środę posadę stracił – i to dożywotnio – sekretarz generalny FIFA, Jerome Valcke, tak błyskawicznie, że nawet nie zdążył posprzątać biurka).

Cenzurując opaskę na głowie Neymara podczas gali wręczenia Złotej Piłki i wymazując z niej komputerowo napis „100% Jesus” FIFA po raz kolejny strzeliła sobie wizerunkowo w stopę, narażając i na słuszną krytykę i na śmiech oraz opinie organizacji „zakłamanej”, „bezdusznej” i ulegającej absurdalnej poprawności politycznej.

Wiadomo, że FIFA zakazuje prezentowania na boiskach symboli i gestów religijnych od mundialu w RPA w 2010 roku, a konkretnie od momentu gdy pod wygraniu Pucharu Konfederacji rok wcześniej cała reprezentacja Brazylii żarliwie modliła się na murawie stadionu Ellis Park w Johannebsurgu. Koszulki z deklaracjami religijnymi są tak samo zakazane jak z hasłami politycznymi.

Do prezentacji sylwetki Neymara – jednego z trójki kandydatów do Złotej Piłki – użyto fragmentów wideo nie z meczu (choć można było wybrać jeden z 48 goli w walce o pięć trofeów jakie zdobył w 2015), ale z wręczenia Pucharu Europy po zwycięskim dla Barcelony finale Ligi Mistrzów z Juventusem Turyn. W tym radosnym dla siebie momencie Neymar, jak wielu rodaków przed nim postanowił zamanifestować wiarę i wdzięczność Jezusowi.

Chwilę po pokazaniu jego ocenzurowanej opaski, główną nagrodę wręczył Leo Messiemu inny Brazylijczyk, Kaka – w 2007 roku ostatni laureat tej nagrody przed duopolem jaki stworzyli Messi z Cristiano Ronaldo. Zdjęcie klęczącego i zatopionego w dziękczynnej modlitwie Kaki, w koszulce z napisem „I belong to Jesus” po zwycięskim finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem w 2007 roku to jedna z największych ikon sportu. Świat zapamiętał też wznoszącego w górę ręce po zwycięskiej serii rzutów karnych z Bayernem Monachium w finale Ligi Mistrzów w 2012 roku ówczesnego obrońcę Chelsea i rodaka Kaki, Davida Luiza, który poszedł odbierać Puchar Europy w koszulce z napisem „I belong to God” (należę do Boga).

Kogo dziwi i komu przeszkadza, że brazylijscy piłkarze, nad których najpiękniejszym miastem góruje Chrystus Odkupiciel, dedykują mu największe osiągnięcia? Skąd cenzura FIFA? Gdyby za sterami organizacji nadal siedział Sepp Blatter, mógłbym zażartować, że z niechęci do reklamowania konkurencji. Wszak to szef FIFA żartował po audiencji u Papieża Franciszka w Watykanie, że „jego organizacja liczy więcej członków niż kościół Katolicki”. Deklarował również, że futbol dzięki swym pozytywnym emocjom, ma większy wpływ na ludzi niż którykolwiek religia świata”.

Ale Blattera w siedzibie FIFA już nie ma, federacja zaś pogrążyła się w absurd poprawności politycznej, nakazującej dmuchać na zimne, byle tylko nikogo nie urazić. Tej samej, która zamiast „Merry Chrismtas” czyli „Wesołych Świąt”, każe składać sobie życzenia „Season Greetings” (zimowe serdeczności?). A raczej ta sama poprawność, która boi się urazić czymkolwiek świat arabski, tak bardzo inwestujący i angażujący się w futbol. Która kazała władzom Realu Madryt w imię strategicznej współpracy usunąć krzyż ze swojego logo na kartach kredytowych wydawanych wspólnie z bankiem z Abu Dhabi. Czy która kazała Barcelonie usunąć krzyż św. Jerzego ze swoich koszulek, sprzedawanych na Bliskim Wschodzie, bo kibicom mógłby się skojarzyć z krucjatami. A Schalke Gelsenkirchen o mało co nie zmienić historycznego hymnu, śpiewanego od 1959 roku, w których znajduje się zwrotka mogąca obrazić muzułmanów: „Mahomet był prorokiem, który nie znał się na graniu w piłkę, ale z wszystkich pięknych kolorów upodobał sobie niebieski i biały”.

Czy w FIFA obawiali się, że opaska Neymara urazi arabskich kandydatów na szefa federacji z Jordanii i Bahrajnu? Założę się, że znając religijność Brazylijczyków, byłaby dla nich zupełnie oczywistym gestem.

Zgadzam się ze słowami księdza Artura Stopki, który komentując sprawę Neymara w portalu deon.pl przypomina za niemieckim filozofem i kulturoznawcą Peterem Sloterdijkiem, że współczesny sport został skonstruowany na wzór religii i już w starożytności między sportem a religią nie było antagonizmu, ani tak samo później w okresie chrześcijaństwa.

Wiara w futbolowej karierze Neymara – członka zielonoświątkowego kościoła Igreja Batista Peniel – odgrywała zawsze olbrzymią rolę, ukrywanie więc tego, a tym bardziej cenzurowanie jej wyrazów, to niedopuszczalne fałszowanie jego postaci. Którą przecież FIFA zamierzała wyróżnić.

Kaka: I belong to Jesus

5 komentarzy

  1. ~kmamil10

    16 stycznia 2016 at 20:55

    No niestety. Przecież wolność uczuć religijnych jest jednym z podstawowych praw człowieka. Chłopak jest wierzący, to dlaczego nie pozwolić mu tego wyrazić. Przecież nikomu nie groził, nikogo nie nagabywał, nie próbował nawrócić – on tylko pokazał się w chwili radości w opasce, w której pojawiło się imię „Jezus”.
    Ciekawy jestem,czy niedługo nie będą karać kartkami zawodników, którzy po strzelonej bramce zwracają się z podniesionymi rękami i twarzą ku niebu…

  2. ~Piotr

    31 stycznia 2016 at 20:23

    Jestem w szoku, nie rozumiem ich

Zostaw odpowiedź