Chiński Syndrom

Futbol po chińskuPamiętacie słynne złośliwe słowa Juergena Kloppa, wówczas jeszcze trenera Borussii Dortmund, pod adresem władz Bayernu Monachium, że zachowują się one jak „Chińczycy w świecie biznesu”. „Obserwują, co inni robią dobrze i później to kopiują, ale z innymi ludźmi i z większą ilością pieniędzy” – wygarnął. Wygląda na to, że Chińczycy postanowili zastosować tę agresywną strategię także w świecie futbolu. BVB w końcu uległa ekonomicznej przewadze konkurenta, tracąc najpierw największe gwiazdy jak Mario Goetze i Robert Lewandowski, a potem prymat w Bundeslidze. Misją Chińczyków jest nie tylko uczynienie z China Super League najsilniejszej ligi świata. Sukces sportowy ma odnieść i ich reprezentacja. Najlepiej wygrać mundial, jeszcze lepiej – zorganizowany we własnym kraju. Wszystko wskazuje na to, że mocno zakłócą układ sił naszej futbolowej galaktyce.

Najgłośniej w mediach wybrzmiewają transfery kolejnych chińskich klubów, choć są one tylko górą lodową spektakularnej rewolucji futbolowej Państwa Środka. Ale trudno dziwić skoro co rusz pada rekord za rekordem. Ledwo opadł kurz po tym jak Guangzhou Evergrande zapłacił 42 mln euro za Jacksona Martineza, a już Jiangsu Suning przebił to dając 50 mln euro Szachtarowi Donieck za Aleksa Teixeirę, na którego chętkę miał Liverpool, ale nie za takie pieniądze.

To już nie etap ściągania piłkarskich emerytów w rodzaju Rivaldo, Didiera Drogby czy Nicholasa Anelki, by błyszcząc dawnym blaskiem i magią nazwiska mogli dorobić przed zakończeniem kariery ku uciesze egzotycznej gawiedzi. To normalna rywalizacja z klubami Europy i sięganie po zawodników, którzy z powodzeniem sprawdziliby się w klubach grających na poziomie Ligi Mistrzów. Jak Ramires, Gervinho, Fredy Guarin, Paulinho czy ostatnio Ezequiel Lavezzi, który w Hebei China Fortune będzie zarabiał 15 mln euro rocznie, czyli tyle ile w Europie dostają tylko najwięksi – Cristiano Ronaldo, Leo Messi czy Zlatan Ibrahimović. W dodatku na miejscu czekają na nich fachowcy pokroju Luisa Felipe Scolariego, Svena Görana Erikssona, czy Dana Petrescu.

Kluby stać na postawę „cena nie gra roli” ponieważ od 2016 roku nowa pięcioletnia umowa telewizyjna gwarantuje im 250 mln euro rocznie (25 razy więcej niż poprzednia). W futbol zaczyna inwestować co raz więcej miliarderów, których w Chinach jest niemal 400 (za to zwykłych, szarych multimilionerów aż dwa miliony).

Toteż nikogo już nie dziwią spekulacje o 100 mln euro dla Barcelony za Ardę Turana. Czy „kosmiczne” 10 mln euro dla Legii za 29-letniego Nemanję Nikolića, które tak bardzo rozgrzały kibiców w Polsce (i dylemat czy warto oddać najlepszego strzelca zespołu, który przecież nie zagwarantuje ani mistrzostwa Polski ani awansu do Ligi Mistrzów, za sumę jaką klub zarobiłby na awansie do Ligi Mistrzów?)

Za sprawą owładniętego obsesją futbolowego sukcesu prezydenta Chin, Xi Jinpinga (sprawuje władze od 2013 roku) ekspansja idzie o wiele szerszą falą. Piłka nożna stała się niedawno przedmiotem obowiązkowym w chińskich szkołach i dla chłopców i dziewczynek. Nie od razu we wszystkich, ale za 10 lat ma objąć 400 tys. szkół w 120 miastach czyli ćwierć miliarda dzieci. Liczba szkółek piłkarskich ma sięgnąć do 2025 roku aż 50 tys. Najzdolniejsi i najlepiej rokujący już teraz wysyłani są do czołowych akademii Europy, nie wyłączając słynnej barcelońskiej La Masii.

China BarcelonaJednocześnie tak jak w pozostałych gałęziach przemysłu i w futbolu odbywa się drenaż know how i przejmowanie najlepszych technologii. Chińskie konsorcja przejęły szwedzkie Volvo czy włoskiego producenta opon Pirelli, w futbolu sygnał do ekspansji w europejskim futbolu dał najbogatszy Chińczyk, Wang Jianlin (30 mld majątku) właściciel Dalian Wanda Group, skupiając 20% Atletico Madryt. Po nim firma Ledus odkupiła od Peugeota francuski klub Sochaux, CEFC China Energy przejęła 60% udziałów w Slavii Praga, a producent zabawek z Hong Kongu, Rastar Group tyle samo w barcelońskim Espanyolu, wreszcie China Media Capital odkupiło od szejka Mansoura za 400 mln euro 13% akcji Manchester City, tworząc tym samym wraz z City Football Group najpotężniejsze finansowe klubowe imperium.

Że chodzi o know how nie owijała w bawełnę firma Ledman, producent diod LED z Shenzen, która zostając głównym sponsorem 2. ligi portugalskiej zagwarantowała sobie w umowie zatrudnienie przez każdy z klubów chińskich zawodników (z określonym czasem minimum spędzonym na boisku) oraz asystentów trenera.

Jakich jeszcze absurdów się doczekamy i jak bardzo przepłaconych transferów i pensji, można puścić tylko wodze fantazji. Czy na samym końcu tej ekspansji stacje telewizyjne będą się bić o prawa do pokazywania Chinese Super League jak dziś o Premier League czy La Liga, bo tam będą grali najwięksi piłkarze świata, a my zarywać noce żeby obejrzeć ich w akcji? Czy Europa obroni swoją wyjątkową pozycję i najciekawsze mecze nadal będą odbywac się na Camp Nou, Santiago Bernabeu, Allianz Arenie, Old Trafford, Emirates czy przy Łazienkowskiej ale kurtuazyjnie będą rozgrywane o 12. w południe – z finałem Ligi Mistrzów czy Ligi Europy włącznie – żeby chińscy właściciele i sponsorzy futbolu z Pekinu, Szanghaju, Kantonu czy Szenzen mogli go obejrzeć w komfortowych warunkach?

 

 

3 komentarze

  1. ~Michal

    25 lutego 2016 at 11:10

    Chiny pod względem pieniędzy stały się bardzo atrakcyjnym kierunkiem dla wielu piłkarzy, którzy nie tylko, jak pan przyznał, mają najlepsze lata za sobą,jak wówczas Drogba, ale też zawodnicy, którzy mocnym europejskim klubom mieli dużo do zaoferowania (Ramires, Martinez).
    Mnie osobiście zasmucił Teixeira. Chłopak ma dopiero 26 lat, i dzięki grze w ukraińskiej lidze,a konkretnie w Szachtarze Donieck otworzył drzwi do silnych klubów na zachodzie Europy, jak Liverpolu. U niego zamiast wysokich celów w Europy, ważniejsza jest kasa. Szkoda.

  2. ~Dawid

    25 lutego 2016 at 15:49

    Nie wydaje mi się, żeby na dłuższą metę im to wyszło. Siedziby futbolu są w Europie i zapewne Panowie z UEFA i FIFA będą w razie większej ekspansji chińczyków bronić tradycji europejskich. Poza tym pieniądze to nie wszystko (co pokazuje Leicester w tym sezonie :))

    1. ~gosc

      26 lutego 2016 at 12:53

      „Siedziby futbolu są w Europie i zapewne Panowie z UEFA i FIFA będą w razie większej ekspansji chińczyków bronić tradycji europejskich. ”

      xDxdxD hehehehehhehehe

      Przepraszam , ale musialem…

      A.Merkel tez strasznie broni tradycji europejskich 🙂
      Tylko jeden z drugim z UEFA/FIFA zobacza sakwy wypchane dziengami i futbol bedzie mial swoja nowa siedzibe w swiecie – w Chinach.

      Jeszcze raz przepraszam 🙂

Zostaw odpowiedź