Frustracja Cristiano Ronaldo

FRustracja Cristiano RonaldoPorażka Realu z Atletico w derbach Madrytu symbolicznie kończy walkę „Królewskich” o mistrzostwo Hiszpanii i sprawia, że tylko triumf w Lidze Mistrzów może uratować ten sezon dla kibiców, wygwizdujących prezesa Florentino Pereza i wzywających go do dymisji. Oraz dla tak ambitnych piłkarzy Cristiano Ronaldo, który po meczu wypalił na temat kolegów z drużyny, że „gdyby wszyscy byli na moim poziomie, może bylibyśmy na pierwszym miejscu”.
„Co za spustoszenie” – podsumował na okładce dziennik „Marca” i kto wie czy to określenie bardziej niż do rywalizacji „Królewskich” z Barceloną i Atletico („po odejściu Jose Mourinho wygrali z nimi w lidze tylko jeden z 11 meczów) odnosi się do sytuacji w szatni po słowach Portugalczyka. Sam zresztą zdał sobie sprawę z ich wagi, precyzując po pewnym czasie, że chodziło mu wyłącznie o formę fizyczną i kontuzje, absolutnie nie uważa siebie za lepszego od kogokolwiek.
Ale słowa poszły w świat. Nikt zresztą kto oglądał film „Ronaldo” nie ma wątpliwości, że były szczere. Wszak przyznał w nim, że najchętniej grałby w drużynie złożonej z samych Cristiano Ronaldo. Wiemy też dobrze z filmu jak obsesyjnie wielką wagę przywiązuje do „Złotej Piłki”, a każde trofeum mniej, to co raz mniejsze szanse na odzyskanie jej. W dodatku w tym sezonie nie zdołał strzelić gola żadnemu z najsilniejszych rywali z jakimi mierzył się Real, nie tylko w obu ligowych meczach z Atletico oraz z Barceloną, ale również z Villarreal, Sevillą czy PSG w Lidze Mistrzów.
Stąd być może frustracja, która kazała mu zdystansować się od słabszych kolegów, ale co na pewno nie służy atmosferze w szatni i na trybunach. W takim momencie sezonu lider drużyny powinien raczej jednoczyć ją niż rozbijać i udzielać wsparcia zawodzącym niż ich piętnować, zwłaszcza, że i tak muszą grać. Dobitnie przyznał to zresztą kapitan Realu, Sergio Ramos, mówiąc, że „w najtrudniejszych momentach trzeba pokazywać poświęcenie, serce i dumę, a najmocniej muszą to robić ci, którzy są tutaj najdłużej”.

Zostaw odpowiedź