Lektury obowiązkowe: Stan futbolu Nawałki

Nawałka. Stan futboluW tych dniach na rynku ukazały się dwie książki, na które każdy kibic piłki nożnej powinien rzucić się pazernie i przeczytać od deski do deski. Po pierwsze biografia „Nawałka. Droga do perfekcji” dziennikarza „Przeglądu Sportowego”, Łukasza Olkowicza. Jest on równie wybitnym reporterem, co autorem wywiadów i obie te zdolności przełożyły się na znakomity portret selekcjonera reprezentacji Polski, wsparty rozmowami z setką osób, które przewinęły się przez życie i karierę Adama Nawałki od kolegów ze szkoły w Rudawie, po tych z boiska z którymi odnosił sportowe sukcesy i porażki, po członków sztabu kadry.

Jeszcze przed premierą, gdy zaczęliśmy w mediach społecznościowych chwalić się okładką książki, część internautów obruszała się, że to za wcześnie, że przecież o jakiej perfekcji mowa skoro Nawałka jeszcze nic nie wygrał, że zapeszymy i skończy się jak z Jerzym Engelem i jego „Futbolem na tak”, która to książka po nieudanym mundialu w Korei i Japonii stała się jednym biczów na selekcjonera.

Ale przecież Nawałka to człowiek, który ma za sobą kawał życia i kariery, zarówno zawodniczej i trenerskiej, a jego historia jest tak ciekawa i pełna dramatów, że warto byłoby ją opowiedzieć, choćby wcale nie objął reprezentacji Polski. Ale że objął, odmienił po nie powodzeniach w dwóch ostatnich eliminacjach i na Euro 2012 i w czerwcu będzie musiał sprostać tak bardzo rozbudzonym oczekiwaniom kibiców na turnieju we Francji, tym bardziej warto przyjrzeć się jako drogę przebył, jakie doświadczenia uformowały go jako człowieka i natchnęły jako trenera.

Sam podtytuł „Droga do perfekcji” bynajmniej nie odnosi się do tego jak gra kadra. Olkowicz pokazuje nam skąd wzięło się w Nawałce to obsesyjne dążenie do perfekcji, które każe mu zwracać uwagę na najdrobniejsze detale jak np. to czy piłkarze w Nowym Sączu mają do obiadu podaną pietruszkę. Które kazało mu domagać się klauzuli w kontrakcie z Górnikiem Zabrze obowiązkowego zraszania boiska, czy rozpisać godzina po godzinie, minuta po minucie wszystkie dni do meczu otwarcia Euro 2016 z Irlandią Pn.

Druga książka to „Stan futbolu” Krzysztofa Stanowskiego, który oprócz szefowania portalowi weszło.com szczęśliwie jest też stałym felietonistą „Przeglądu”. Szczęśliwie, ponieważ nikt dziś w Polsce nie opisuje futbolu bardziej wnikliwie, trafnie, a jednocześnie dosadnie, z humorem i erudycją. Część przemyśleń snuł zresztą nie raz na łamach „Przeglądu”, np. Franciszku Smudzie, „Fryzjerze”, polskich trenerach czy „pijawkach” na obcasach, „dojących” piłkarzy i rujnujących im karierę.

„Stan futbolu” przywołuję tu dlatego, bo jest w niej ciekawa glossa do biografii Nawałki. Po pierwsze odkrywa proces myślowy, jaki popchnął Zbigniewa Bońka do powierzenia kadry byłemu koledze z reprezentacji. Boniek miał przekonać się do tej kandydatury po lekturze felietonu Andrzeja Iwana, rok przed tym zanim został prezesem PZPN.

Wiedziałem, że rozważał kandydaturę Szweda, Larsa Lagerbaecka, który ostatecznie objął Islandię i tak świetnie poradził z nią sobie w eliminacjach. Ale dopiero teraz dowiedziałem się, że rozmyślał też nad kandydaturą innego cudzoziemca… Paolo Maldiniego. To by dopiero było gdyby jeden z najlepszych piłkarzy w historii futbolu, a już na pewno jeden z największych profesjonalistów rozpoczął karierę trenerską nie gdzieś u boku Carlo Ancelottiego, ale z reprezentacją Polski.

Stanowski opisuje też tajne spotkania Bońka z Dariuszem Wdowczykiem, którego ostatecznie przekreśliła mroczna przeszłość. Na marginesie muszę przyznać, że ceniąc warsztat i charyzmę Wdowczyka, uważam że ma pełne prawo pracować w każdym klubie ekstraklasy, co zresztą potwierdza właśnie wynikami Wisły Kraków. Za udział w korupcji został napiętnowany i w przeciwieństwie do wielu kolegów po fachu odcierpiał karę (o to, że została skrócona trudno mieć akurat do niego pretensje). Natomiast selekcjonerem reprezentacji nie powinien zostać nigdy, z uwagi na wyjątkowość i prestiż tej funkcji, ze względów wychowawczych i wizerunkowych oraz z uwagi na to, że ta karta mogłaby być rozgrywana w walce wewnętrznej i przez rywali reprezentacji, szkodząc atmosferze. Wyobraźmy sobie konferencję prasową na Wembley przed meczem z Anglią w eliminacjach…

Przede wszystkim jednak Stanowski sugeruje, że i Nawałka mógł być zamieszany w korupcję. Nie na taką skalę jak Wdowczyk, który stworzył całym mechanizm i przymuszał do niego zawodników, ale jednak. Zdradza, że pisząc z Andrzejem Iwanem „Spalonego” wspólnie ocenzurowali fragment, że mistrzowskim sezonie Wisły w 1978 roku to właśnie Nawałka przyniósł młodszemu koledze 60 tys. złotych za sprzedany mecz z Ruchem Chorzów, który dał temu ostatniemu utrzymanie (po szczegóły autocenzury odsyłam do książki).

Pytanie czy ta wiedza o występku sprzed prawie 40 lat miałaby jakikolwiek wpływ na wybór selekcjonera i zmienia nasze postrzeganie Nawałki? Moje – w żadnym razie. Pomijając aspekt przedawnienia, akceptuję przecież jak większość kibiców grę w kadrze Łukasza Piszczka, któremu w szczenięcych latach przydarzył się podobny, jednorazowy występek. Poza tym nie ma pewności, że 20-letni wówczas Nawałka był inicjatorem szwindlu. Olkowicz w „Drodze do perfekcji” pisze, że podobnie jak o rok młodszy Iwan dowiedział się o nim dopiero po spotkaniu. Tyle że pieniądze przyjęli wszyscy.

Adam Nawałka i Zbigniew Boniek

1 Comment

  1. ~Kibol z Sektora

    24 maja 2016 at 20:02

    Krzysztof Stanowski to dziennikarz, którego w świecie sportu, a już tym bardziej piłki nożnej znają chyba wszyscy. Jest na tyle kontrowersyjną postacią, że jedni go uwielbiają, drudzy zaś nienawidzą, co moim zdaniem tylko potwierdza jego nieszablonowość. Jedno, co trzeba oddać temu facetowi, to ogromny dar pisania, jaki perfekcyjnie wykorzystał podczas stworzenia swojej książki, którą pochłania się w zadziwiającym tempie. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo Stanowski już jako dzieciak mający 14 lat wiedział, czego chce od życia i za sprawą daru od losu znalazł się w redakcji Przeglądu Sportowego, dzięki czemu ma za sobą prawie 20-letni dziennikarski staż, podczas którego wyrobił sobie swój niepodrabiany styl pisania. Autor książki jest także twórcą portalu weszlo.pl, którego chyba nikomu z Was nie trzeba bliżej przedstawiać. To tyle słowem wstępu, przejdźmy zatem do treści.

Zostaw odpowiedź